Wczoraj wieczorem moja czteroletnia córcia przyszła do mnie z bukietem
czerwonych pelargonii w rączce i powiedziała: "Mamusiu, to dla Ciebie". Brzmi
sielankowo, co? Zaraz czar pryśnie, jak powiem, skąd te pelargonie! Ano od
sąsiadki ze skrzynki na balkonie. Najgorsze jest to, że nasi sąsiedzi to
ludzie po pięćdziesiątce, oboje dziwni (np. gdy któreś z nich chciało wyjść
na balkon i zorientowało się, że ktoś z nas jest na balkonie, to bez słowa
wracało do siebie. Poza tym odgrodzili się od nas i sąsiadów z drugiej
strony; postawili ściany z blachy). Dziwni są...a moja córa podstawiła sobie
taboret, wgramoliła się na niego i ogołociła z kwiatków dwie sadzonki
pelargonii. Nie wiem, czy sąsiadka awantury mi o to nie zrobi