Dodaj do ulubionych

zdradziłam...:(

24.06.07, 18:26
Hej. Mam bardzo nietypowy problem. Zdradziłam mojego męża i jest mi z tym
bardzo źle. Już od dawna w naszym małżeństwie nie działo się najlepiej, mąż
mnie krytykował, bywało, że ubliżał mi, nie szanował. Mój mąż to człowiek
nerwowy czasami nawet agresywny, stąd nasze małżeństwo nie należy do
wzorcowych. Do tego jesteśmy bardzo młodzi i trudno nam odnaleźć się rolach
mamy i żony, oraz ojca i męża. Nieraz zastanawiałam się, czy nie skończyć tego
związku i nie rozpocząc życia na nowo. Jednak mielismy z mężem takie plany...
No i stało się! Zaczęłam spotykać się z jego szefem. Zdradziłam mojego męża i
nie wiem co dalej...
Obserwuj wątek
    • ik_ecc Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:32
      I szukasz rady tu na forum? Czy rozgrzeszenia moze..?

      Skoncz jedno zanim zaczniesz drugie...
      • maja_i_julka Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:40
        nie wiem czemu taki watek musi powodowac uszczypliwe uwagi... to tak nawiazujac
        do odpowiedzi powyzej...

        powiem Ci tak, bylam kiedys w bardzo zlym zwiazku i zdarzylo mi sie w nim
        zdradzic... teraz z perspektywy czasu wiem, ze zrobilam to dlatego ,ze bylam
        nieszczelsiwa i nie umialam sobie z tym poradzic. czasem nawet mysle, ze to
        byly takie podswiadome proby zrobienia czegos takiego, zeby to on ode mnie
        odszedl - przez moja zdrade - bo ja sama nie umialam....

        jednoczesnie mysle, ze zwiazki zbudowane na nieuczciwosci - czyli np Twoj z
        szefem meza - tez nie maja przyszlosci...

        jesli moge Ci cos doradzic - zastanow sie, czy chcesz ratowac swoj zwiazek, czy
        ma to sens, czy masz na to sile i czy jest on tego warty. mysle, ze zwazywszy
        na okolicznosci nie powinnas mezowi mowic, o tym, co zrobilas. pewnie zostane
        za te opinie potepiona, ale uwazam ze takie rady w stylu - najpierw opowiedz
        cala prawde - nie zawsze skutkuja... po prostu musisz wiedziec, czy byl to
        jednorazowy blad z Twojej strony, czy proba ucieczki, ktora bedzie sie
        powtarzac.

        na pewno fakt, ze macie dzieci nie jest powodem, ze musicie do konca zycia byc
        malzenstwem, tym bardziej, ze piszesz,ze Twoj maz jest agresywny i ze dawno sie
        Wam juz nie uklada.

        napisz, co o tym wszystkim myslisz, moze warto wciaz jednak sprobowac zaczac
        cos w zyciu od nowa.... pozdrawiam serdecznie
        • syriana Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:45
          > nie wiem czemu taki watek musi powodowac uszczypliwe uwagi... to tak nawiazujac
          > do odpowiedzi powyzej...


          np. dlatego, że produkujące uszczypliwe uwagi uważają zdradę za paskudną sprawę,
          która tym paskudniejsza i niesmaczna się wydaje, im bardziej osoba zdradzająca
          rysuje swój obraz jako niezadowolonej z partnera oficjalnego i życia domowego

          jeśli nie ma się ochoty na męża i małżeństwo, to trzeba mieć odwagę albo na
          naprawę, albo na skończenie związku

          ładowanie się z innym do łóżka to syf, malaria i obrzydlistwo moralne jak dla
          mnie i dlatego pozwoliłam sobie przedstawić moją skromną opinię
          • mama-paula Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:47
            syriana napisała:

            > ładowanie się z innym do łóżka to syf, malaria i obrzydlistwo moralne jak dla
            > mnie i dlatego pozwoliłam sobie przedstawić moją skromną opinię
            >
            >
            Ja dodam jeszcze, że rozsiewanie zarazy typu Hiv ...
          • maja_i_julka Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:55
            akurat to dotyczylo wypowiedz ik_ecc a nie Twojej... a poza tym niezwykle latwo
            sie ocenia skoro samemu nigdy sie nie wyladowalo w bardzo trudnym zwiazku, z
            ktorego nie umie sie ani wyjsc ani go naprawic. ze zdrada to zla rzecz kazdy
            wiec, wiec wypisawanie rzeczy w stylu - boze , jakie to wstretne, niczego nie
            wnosi do tematu. zdrada cos oznacza. problem, ktory trzeba rozwiazac.
            oczywiscie lepiej byloby to rozwiazac zanim sie zdradzilo, ale skoro sie nie
            udalo - to juz ostateczny sygnal alarmowy
            • demarta Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:57
              może ik_ecc i syriana to jedna osoba, skąd wiesz, ze nie?
            • syriana Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:03
              dla mnie zdrada jest zdradą

              a wszelkie próby tłumaczenia jej trudnością związku czy dołkiem życiowym, są po
              prostu niskie i nie mogą być traktowane jako próby usprawiedliwienia czy
              wybielenia zdradzającego
              • big__mama Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 22:31
                Yyyy sorry ale winny jest nie tylko zdradzający. Także zdradzany.
                • mamagapka Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 09:13
                  co za bzdura że winny zdrady jest także zdradzany.... sytuacji w której się
                  znależli pewnie po części tak ale nie samej zdrady. to tak jakby mówić że
                  zgwałcona dziewczyna winna jest po części, że ją to spotkała. no bzdura
                  kompletna. jak się ma problemy małżeńskie to się je rozw8iązuje albo kończy
                  małżeństwo a nie skacze z kwiatka na kwiatek jak podlotek. albo rozwiązuje się
                  małżeństwo. najlepsza jest zasada: jeden facet na raz
                  • demarta Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 11:45
                    a dla kompletna bzdura, to twoje porównanie gwałtu do zdrady. zdrada jest
                    świadoma i raczej z premedytacją. a gwałt jest czumś wbrew woli. wiec chyba
                    komentarze dotyczące zdrady nie powinny być naciągane na inne sytuacje,
                    kompletnie ze zdradą nie związane.

                    to tak jakbyś uprowadzenie kobiety nazwała małżeństwem. unikaj wiec tych
                    bzdurek w swoim wydaniu zanim innym bzdurzenie zarzucisz smile)
                  • big__mama Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 21:08
                    mamagapka napisała:

                    > to tak jakby mówić że
                    > zgwałcona dziewczyna winna jest po części, że ją to spotkała. no bzdura
                    > kompletna.

                    No tak. Bzdurą kompletną jest porównywanie gwałtu do zdrady

                    jak się ma problemy małżeńskie to się je rozw8iązuje albo kończy
                    > małżeństwo a nie skacze z kwiatka na kwiatek jak podlotek. albo rozwiązuje
                    się
                    > małżeństwo. najlepsza jest zasada: jeden facet na raz

                    A co np jeśli chodzi o tzw. chwilę zapomnienia i jednorazowy seks z kimś?
            • ik_ecc Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:18
              maja_i_julka napisała:

              > akurat to dotyczylo wypowiedz ik_ecc a nie Twojej... a poza tym niezwykle
              > latwo
              > sie ocenia skoro samemu nigdy sie nie wyladowalo w bardzo trudnym zwiazku, z
              > ktorego nie umie sie ani wyjsc ani go naprawic.

              Doczytalas sie wiecej niz napisalam.

              Bylam w syfiastym zwiazku i z niego wyszlam. Trudno bylo, ale sie dalo zrobic.
              Zdrade rozpatrywalam w pewnym momencie i stwierdzilam ze w niczym mi nie
              pomoze. Nigdzie nie napisalam ze "wstretne". Napisalam, zeby skonczyla jedno
              zanim zacznie drugie.

            • izica Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 10:31
              byłam w podobnej sytuacji.to cholernie ciąży,ale wina leży po obu
              stronach...brak zainteresowania,koledzy ważniejsi...powiem tylko,że musisz to
              sobie sama poukładać. trzymam kciuki
            • marcelaga Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 08:09

        • ik_ecc Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:16
          maja_i_julka napisała:

          > nie wiem czemu taki watek musi powodowac uszczypliwe uwagi... to tak
          > nawiazujac

          Uwaga nie miala byc uszczypliwa, tylko, byc moze, dajaca do myslenia. Bo czego
          droga pani tak na prawde tutaj szuka? Takie rzeczy sobie samamu trzeba dobrze
          przemyslec. Warto walczyc o malzenstwo? To niech walczy. Nie warto? To niech
          zostawi chlopa i niech sobie buduje zycie z innym. Ale nikt jej na forum tutaj
          nic konkretnego nie doradzi.

          Mowie to z perspektywy kogos, kto byl w syfiastym malzenstwie i *prawie*
          zdradzil. Tknelo mnie jednak w pore i najpierw gowniarza zostawilam, potem
          zaczelam budowac nowy zwiazek.
        • siasiuszek Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 11:37
          > nie wiem czemu taki watek musi powodowac uszczypliwe uwagi... to tak
          nawiazujac

          Bo każda boi się ze jest żoną tego szefa(kochanka). wink
    • syriana Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:34
      no biedna Ty

      zostaw męża i zabawę w dom, możecie sobie życie ułożyć osobno
      a jak się upierasz przy małżeństwie, to buzia w ciup i korek w ... gdy z domu
      wychodzisz
      (żeby nie kusiło drugi raz)
    • mama-paula Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 18:35
      Pamietam Cie jak pisalas o konfilktach w małzeństwie. A Twój maz to wiecznie
      zapracowany kurier...
      Coz, jak to mowia nic co ludzkie nie jest nam obce.
      Sama musisz sobie poradzic z własnym sumieniem. Co zrobisz jak na jakiejs
      imprezce szef po alkoholu wygada sie mezowi? Przekalkulowalas sobie bilans
      zysków i strat?
      Ja wolalabym odejsc i na nowo ulozyc sobie zycie niż zdradzac w malzenstwie.
      Trzymaj sie, moge ci doradzic, jak to był jeden incydent lepiej nie mówwink
      • 0vka Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:02
        Och wy święte i prawe.

        Żadna NIGDY i każda ZAWSZE. Tylko życie baaaardzo weryfikuje takie zawsze i
        nigdy. I im świętsze, tym potem mają schrzanione życie.

        Ja powtórzę za kimś. Jeśli spróbowałaś wszelkich sposobów na ratowanie swojego
        małżeństwa (a powinnaś spróbować żeby mieć czyste sumienie), to faktycznie
        trzeba się zastanowić na sensem związku.

        Życzę powodzenia. Ja też uważam, że dziecko nie jest "kulą u nogi małżeństwa".
        Ale trzeba to bardzo bardzo dobrze przemyśleć. Nie biorąc zupełnie pod uwagę
        szefa.
        • syriana Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:06
          niedopuszczenie się zdrady to taka rzadko spotykana postawa, która od razu
          jakieś śmieszne skojarzenia z zakłamaną cnotliwością przywodzi ...?
          • marcelaga Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 08:19

        • maja_i_julka do Ovka 24.06.07, 19:06
          no nareszcie jakas normalna odpowiedz smile
        • mama-paula Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:08
          0vka, a która z nas napisała ze jest święta i prawa ? No gdzie? Kobieta
          rozsądnie myśląca najpierw kończy jeden związek a póżńiej zaczyna drugi. I nie
          pakuje sie w kolejne "Łajno"
          • monia145 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:14
            Co jak co, ale rozsądek nie jest chyba tym, czym kieruja się zdradzający
            ludziewinkP Szał namiętności, zaspokojenie żądzy, poszukiwanie bratniej duszy-
            chyba bardziej....
            • marzeka1 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:20
              Żadna z kobiet nie napisała, że jest prawa i święta, ale normalnie coś się kończy, coś zaczyna, a nie włazi w kolejne kłopoty. Mnie dosyć obrzydliwe wydaje się puszczenie się z szefem męża- jak, gdy to wyjdzie na jaw ,będzie wyglądała praca, wzajmene relacje, jaka przyszłość????
              • monia145 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 19:23
                Ja bym się martwiła raczej o facjaty autorki wątku i szefa, bo mąż zdaje się
                krewki z natury i ma ciężką rekę....
          • big__mama Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 22:35
            mama-paula napisała:

            Kobieta
            > rozsądnie myśląca najpierw kończy jeden związek a póżńiej zaczyna drugi. I
            nie
            > pakuje sie w kolejne "Łajno"


            Zdrada nie zawsze oznacza chęci budowania nowgo związku. Nie dziwi mnie że
            faceci podśmiechują sie z niektórych kobiet, które zakładają, że jeden numerek
            zaraz oznacza związek na śmierć i życie smile
    • wieczna-gosia Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 20:08
      daga ja sie do zdrady nie bede odnosic- bo twoj maz nie jest moim smile
      odniose sie do tego ze nie wiesz co dalej.

      No wiec dalej nalezy sobie w zyciu posprzatac. Zwiazek albo skonczyc, albo
      naprawiac (znaczy naprawiac a nie nie robic inic i czekac jak sie skonczy). jak
      juz zdecydujesz czy zostajesz czy odchodzisz od razu przy okazji wyklaruje ci
      sie sytuacja z szefem.

      Ogolnie nalezy w zyciu kombinowac tak by sobie upraszczac a nie komplikowac.

      Tak tak wiem- mowic latwo wykonac trudno. Ale mlodym wiekiem sie nie nalzy
      tlumaczyc. To twoje zycie nikt za ciebie go nie przezyje.
    • oxygen100 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 20:13
      Problem masz jak najbardziej typowy. Nie Ty pierwsza nie ostatania. Ale nie
      martw sie najwyzej w piekle wyladujesz. A skoro mloda jestes to pewnie nie raz
      jeszcze skok w bok zaliczysz. Za kare bedziesz musiala za kazda zdrade obiec
      pieklo dokola. Luz. Najwyzej bedziesz za wiatrak u Belzebuba robictongue_outtongue_out
      • clementine_kruczynski Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 23:32
        Za kare bedziesz musiala za kazda zdrade obiec
        > pieklo dokola. Luz. Najwyzej bedziesz za wiatrak u Belzebuba robictongue_outtongue_out

        Oxy, urocze smile
    • michalina4 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 20:18
      Szanowne Panie, autorka nie przyszła tu z wizytą pod pręgierz, ale żeby się
      zwyczajnie po babsku wyżalić. I jak to na babskich pogaduchach bywa,
      niekoniecznie spragniona jest waszego jadu i kubła pomyj. Jeśli macie jakieś
      złote rady, to podawajcie je w sympatyczny sposób, bo dziewczyna i tak ma problem.
    • rita75 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 20:23
      Masz dwa wyjscia- albo ubrac wor pokutny i kisic się w grzechu, ktorego sie
      dopuscilas- samotnie i trwac w malzenstwie, albo przyznac sie mezowi, co moze
      skonczyc sie rozpadem malzenstwa lub o ile malzenstwo uda sie utrzymac,
      wypominaniem ci przy byle okazji, co bedzie cie wyniszczalo psychicznie.
      Istnieje tez ewentualnosc, ze maz wszytskiego sie dowie od zyczliwych- moze byc
      niewesolo...
    • rita75 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 20:28
      domyslam sie, dlaczego to zrobila..czulas sie zagubiona- mialas z mezem
      problemy, zjawil sie ktos, dzieki komu poczulas sie wspaniale- czasu nie
      cofniesz...szef meza to tez nie byl dobry wybor...
    • kawka74 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 20:45
      > Hej. Mam bardzo nietypowy problem.
      Nietypowy? eeeeeeee

      mąż
      > mnie krytykował, bywało, że ubliżał mi, nie szanował.
      Wiemy. Ale na to miałaś receptę.

      Zdradziłam mojego męża i
      > nie wiem co dalej...
      Opcja A - mąż się dowie od swojego szefa i wtedy nie chciałabym być w Twojej skórze.
      B - mąż się dowie od Ciebie, a wtedy też nie chciałabym być w Twojej skórze,
      wnioskując z tego, co kiedyś pisałaś o swoich relacjach z mężem.
      C - nikt się o niczym nie dowie i zjedzą Cię wyrzuty sumienia.
      Ja bym wybrała D i wreszcie się rozwiodła.
    • oxygen100 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 21:06
      niedoczytalam dokladnie ze bzykalas sie z szefem mezasmile))
      a podwyzke chociaz dostal??smile)) bo jak nie to co prawda dupa nie szklanka i sie
      nie potlucze ale zawsze to szkoda tak sie bzykac po proznicy i bez zadnej
      korzysci.
      • kawka74 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 22:16
        > niedoczytalam dokladnie ze bzykalas sie z szefem mezasmile))
        > a podwyzke chociaz dostal??smile))
        a to się chłopina zdziwi, jak zobaczy wyciąg z konta
        a jeszcze bardziej się zdziwi, jak się dowie, czemu szef taki hojny
      • mama_misi3 Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 15:33
        To dla ciebie oxygen zawsze bzykanie z korzyściami materialnymi powiązane?
    • demarta Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 21:10
      a ja powiem tak. jeżeli to niefortunne zdarzenie ma cię doprowadzić do bądź co
      bądź pozytywnych zmian, to nie ma co demonizować zdrady. niejedna emama
      pozwoliła wrócić na łono rodziny mężowi, który zdradzał, to i ty nie daj z
      siebie zrobić kozła ofiarnego i nie bierz do siebie tych tekstów o rzekomej
      zbrodni moralnej, której się dopusciłaś. nie powiem, można to było inaczej
      załatwić, bardziej z klasą chociażby. fatalny wybór padł na szefa meża. no ale
      skoro sie stało, to się nie odstanie. i koniec. nie o co drzeć szat. mam
      nadzieję, ze przynajmniej ten seks był przyjemny..... smile)

      teraz najważniejsze jest usiąść i pogadać z samą sobą. co by cie w życiu
      zadowoliło i czego chcesz najbardziej. widzisz sens zawalczenia o męża, to
      pogadaj z nim szczerze, powiedz mu wszystko, ale naprawde wszystko i zacznijcie
      próbe odkopania się z szamba, jakie wam przyszło sobie stworzyć. acha! wam, nie
      tobie, nie zapominaj o tym. jak się dwoje ludzi przestaje dogadywać, to nigdy
      nie ma w tym winy tylko jednego z nich. brzemię więc trzeba tez podzielić
      sprawiedliwie na pół. a jeśli marzysz o zaznaniu bardziej porywającego zycia
      niz to, które miałaś z własnym meżem, to zakończ to małżeństwo. im szybciej tym
      lepiej.

      tak w ogóle, to zrobiłaś duży krok ku swojej dorosłości. te przeżycia, choć
      mało sympatyczne napewno zaprocentują w przyszłości na twoją korzyść. więc
      najgorsze co możesz zrobić, nie wykorzystać wiedzy jaką zdobyłaś przez te
      doswiadczenia i dalej nie robić nic.
      • syriana Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 21:32
        > tak w ogóle, to zrobiłaś duży krok ku swojej dorosłości. te przeżycia, choć
        > mało sympatyczne napewno zaprocentują w przyszłości na twoją korzyść.

        zdrada jako ryt przejścia ...?
        antropologiczne podejście prezentujesz Demarto wink
        • demarta Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 21:41
          natomiast twoje kojarzy mi się z tym giertychowskim smile))

          nie trzeba być dyplomowanym psychologiem, żeby wiedzieć, ze konflikty
          wewnętrzne z którymi człowiek nie potrafi sobie poradzić rodzą nerwice,
          histerie, depresje, a w efekcie grożą paraliżami i innymi dysfunkcjami
          somatycznymi. co mam jak wy klepać dziewczynie, żeby na kolanach do częstochowy
          szła? nie powiem czegoś takiego, bo jestem za racjonalnym rozwiązywaniem
          problemów, a nie przyklasnę młodocianym moherowym beretom i nie będę autorki
          kamienować werbalnie. i nie ma też dla mnie sensu rozdrapywanie jej przeszłości
          i ocenianie jej. mogła postapić inaczej, lepiej, gorzej, nieważne. najgorsze i
          tak już się stało i koniec. a nie ma takiej złej rzeczy w życiu, z której
          pozytywnych wniosków i zasad postępowania na przyszłość wyciągnąć nie można.
          • syriana Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 11:51
            > natomiast twoje kojarzy mi się z tym giertychowskim smile))

            zgadza się
            w tym temacie jestem czystej krwi moherem wink
          • ana_bella Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 10:13
            Słusznie Demarto mówisz. Mało tego, w psychologii istnieje pogląd, że konflikty
            wewnętrzne służą rozwojowi osobowości (to tak w skrócie). Niedowiarków odsyłam
            do literatury przedmiotu, m. in. K. Dąbrowski "O dezintergacji pozytywnej" smile).
            Myślę, że jesteś bardzo mądrą osobą i pod twoją opinią podpisuję się obiema
            rękami. W kwestii zdrady to ja zazwyczaj spotykam 2 postawy damskie:
            1. Niedojrzałe i potępiające - z tych co mówią "JA NIGDY BYM TEGO NIE ZROBIłA,
            JAK ONA MOGłA !!!". Po czym po paru latach spotykam taką z innym facetem w
            kawiarni smile)
            2. Te co chciały by też, a nie mogą bo brak chętnych.
            Moze po prostu nie osądzajmy innych, bo nie wiadomo co nam w życiu się moze
            przydarzyć...
            • kawka74 Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 10:28
              Mało tego, w psychologii istnieje pogląd, że konflikty
              > wewnętrzne służą rozwojowi osobowości (to tak w skrócie)

              czyli jak dam na boku, rozwinie mi się od tego osobowość?
              • ana_bella Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 10:41
                Nadinterpretujesz moją wypowiedź, ale spróbuję ci wytłumaczyć to jaśniej smile -
                nie chodzi o czyny, ale o emocje które sie z nimi wiążą. Danie na boku kojarzy
                mi się z zupełnym brakiem refleksji na ten temat, więc myślę że twoja osobowość
                pozostanie bez zmian.
                • kawka74 Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 11:01
                  to może teraz ja Ci spróbuję wytłumaczyć jaśniej
                  od zwykłego ściągnięcia gaci przed szefem małżonka doszliśmy do pozytywnej
                  dezintegracji osobowości
                  a świat jest prostszy
                  zdrada to właśnie bzykanie na boku, poza związkiem
                  można do tego dopisać różne teorie (osobowość się integruje po doznanym szoku,
                  doszły do głosu prymitywne instynkty, których pohamowanie grozi wyprostowaniem
                  fałd mózgu, itd.), usprawiedliwienia (WSZYSCY zdradzają lub zdradzą albo też
                  zdradzili), a sprawa się sprowadza do jednego, bardzo prostego faktu - pani
                  wykonała głupotę, której nie umie przyjąć na klatę, zamiast tego próbuje szukać
                  wytłumaczenia, usprawiedliwienia i rozgrzeszenia i pisze o tym, jak to ten
                  trzeci chce z nią być, ale nie chce porzucać rodziny (zaiste rozbrajające)
                  nie widzę sensu dorabiania ideologii do czynności prostych, których konsekwencje
                  trzeba po prostu ponieść - i dorosnąć wreszcie
                  • ana_bella Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 11:07
                    Zbyt poważnie to wszystko traktujesz. Dziewczyna sie po prostu chciała wygadać.
                    A zrobi i tak co uzna za stosowne, albo życie samo rozwiąże za nią ten problem.
                    Uwaga o przejściu od ściągnięcia gaci do teorii naukowych jest jak najbardziej
                    trafna. Teorie przecież muszą się skądś brać, najczęściej z życia smile.
                    • kawka74 Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 11:23
                      jedyne, co traktuję poważnie, to kichanie mojego kota
                      a teorie mają to do siebie, że są raczej ułomne i często zabawnie nieprzystające
                      do życia

                      > A zrobi i tak co uzna za stosowne,
                      to chyba oczywiste
                      ciekawe tylko, co uzna za stosowne
                      • ana_bella Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 11:38
                        Doprawdy twój kot musi być bardzo emocjonujący.
                        • kawka74 Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 11:45
                          owszem
                          myślę, że czas zakończyć wymianę zdań - jak znajdziesz jakieś argumenty ad rem,
                          to zapraszam
                          • ana_bella Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 11:49
                            Wszystkie rzeczowe argumenty juz przedstawiłam, a o zdradzie nie chce mi się
                            dyskutować, bo to przegadany temat. Dzięki za rozmowę.
      • daga05 Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 22:04
        Chciałabym tobie podziękować za tego posta jestem w szoku, że ktoś mnie po
        prostu zrozumiał i tyle. W ten niefortunny związek brnę dalej a najgorsze że się
        angażuję. Facet chce być ze mną a ja nie potrafię sie opanować. Tylko, że ten
        sam facet ma żonę i od niej nie odejdzie. Długo tak nie pociagnę, nie jem, nie
        śpię, myslę. Dzięki dziewczyny za rady, muszę ze soba szczerze porozmawiać!
        • syriana Re: zdradziłam...:( 26.06.07, 09:18
          > Chciałabym tobie podziękować za tego posta jestem w szoku, że ktoś mnie po
          > prostu zrozumiał i tyle.

          nie prościej się po prostu przyznać do błędu, a nie szukać śmiesznych uzasadnień
          w pseudonaukowych teoriach współforumowiczek..?
          • ana_bella Albo iść do spowiedzi i odprawić pokutę? 26.06.07, 11:02
            smile
    • lolinka2 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 21:25
      Daga, twoja historia (prześledziłam wszystkie wątki jakie rozpoczęłaś na forach)
      jest poplątana jak pół metra sznurka. Mam wrażenie, że oboje po równo reagujecie
      zbyt emocjonalnie na pewne rzeczy - to pewnie efekt braku doświadczenia
      życiowego (o wieku nie mówię, bo a) nie znam go i b) sama niespecjalnie stara
      jestem). Cóż mogę radzić? Po tym, co pisałaś o życiu swoim wcześniejszym,
      przyczynach ślubu, niepewności, problemach małżeńskich i innych perypetiach
      powiem jedno - lećcie oboje do DOBREGO terapeuty rodzinnego, to powinno coś się
      dać z tego wykrzesać i pozbierać. Oczywiście, przy założeniu dobrej woli obu
      stron i chęci współpracy. Ponieważ wiem, że Twój mąż miał na koncie epizody
      'damskiej bokserki', proponuję poinformować go o fakcie skoku w bok (jeśli
      chcesz związek ratować, musisz to zrobić) w obecności terapeuty, na początku
      wizyty (żeby miał czas na ochłonięcie, zanim opuścicie gabinet).

      Pozdrawiam i życzę szczęścia.
      I oczywiście żadnych gachów na boku.
    • kropencjaa Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 21:39
      więc jak już sama napisałaś: stało się!!! a co się stało, to się nie odstało,
      nie napisałaś nic, czy masz wyrzuty sumienia, czy też nie ( zresztą bez sensu
      byś je miała, zdradziłaś pewnie po to by poczuć się lepiej niż w dotychczasowym
      związku).
      Teraz pozostaje Ci zastanowić się, co dalej??
      Chcesz ratować swoje małżeństwo,czy masz tyle siły w sobie, by przerwać ten
      romans, czy może świadomie chcesz go kontynuować??
      Szczerze przyznam, że wyboru dokonałaś kiepskiego, bądź co bądź, sytuacja może
      się skomplikować do końca i naprawdę zrujnować Ci życie, bo szef, to nie
      przypadkowy gość - on zatrudnia Twojego męża, daje mu pracę itd.
      Sama napisałaś, że jesteś młoda - zatem, to co przeżyłaś jest wielkim
      przejściem w dorosłość. Od Ciebie zależy co z tym zrobisz i jak wykorzystasz to
      w przyszłości. Czy pomoże Ci to otworzyć oczy na obecne życie, czy pomoże
      podjąć sensowne decyzje, a może będzie Cię pchało w kolejne zdrady. Hmm
      przemyśl sobie wszystko, nie tak, by sobie cokolwiek wyrzucać, tylko tak by na
      tym skorzystać.
    • mamameg Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 22:05
      Robiłam w życiu rozmaite świństwa, ale zdradzać nie umiem. Ale dziewczyna
      napisała, że ma wyrzuty sumienia i źle się z tym co zrobiła czuje, to po co ją
      jeszcze kamieniować? Zeby samemu lepiej się poczuć?
      Dago, zastanów się czego chcesz od życia. Jeśli mąż jest agresywny, to nie wiem
      czy jest sens trwać w takim małżeństwie, ale to Ty musisz podjąć decyzję.
    • kotbehemot6 Re: zdradziłam...:( 24.06.07, 22:17
      trudno stało się.I nie kamienuj się,skoro w waszym małżeństwie od dawna szwankowało to nic dziwnego,ze choćby podświadomie szukałaś namiastki szczęscia. Nie tylko ty mu śłubowałas wierność, on Tobie też szacunek i wsparcie. Moze poczekaj na rozwój wypadków, nie piszesz czy szef jest w związku czy nie... Zrobiłas co zrobiłaś, odpowidz sobie czy było warto, czy warto byc w związku w którym jesteś, a moze lepiej byc wolną...ale wyrzutów sobie nie rób-nic nie dzieje się bez przyczyny a tutaj akurat małą twoją winę widze. Głowa do góry.
    • triss_merigold6 Aaa ROTFL 24.06.07, 22:18
      Zacznij zbierać na dobrego chirurga plastyka, bo jak mąż się dowie to oklep
      dostanisz, że hej.
    • mikolla Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 22:21
      Re: Zdradzam, nie czuję się zła..długie
      Autor: daga05
      Data: 21.12.06, 19:31 + dodaj do ulubionych wątków


      zarchiwizowany

      --------------------------------------------------------------------------------
      cześć. trudno mi Ciebie zrozumieć, bo moje małżeństwo trwa dopiero rok, i mimo
      kłótni i awntur jest udane. może gdybym była w innej sytuacji miałabym inne
      zdanie. ale poniewaz napisałaś tego posta i zdobyłaś się na zwierzenia i prawdę
      na forum to odważę się powiedzieć ci, co o tym myślę.
      zaczne od tego, że nie jestem jakąś zagorzałą katoliczką itd. ale jestem
      odpowiedzialna za swoje zachowanie i swoje decyzje i myślę, że każdy powinien
      taki być. widzisz obiecałaś kiedyś coś swojemu mężowi i było to poświęcone przez
      kosciół i państwo. nie można niszczyć rodziny i miłości , bo jest się egoistką.
      bo dla mnie to zwykły egoizm. każda z nas ma w zyciu chwile zwątpienia, kłócimy
      się z mężami, mamy problemy finansowe,nieporozumienia z teściami, rodzicami.
      mamy inne zdania, bo jesteśmy innymi ludźmi. ale jedno nas łączy - potrzeba
      miłości i zrozumienia. zadbaj o związek z mężem. na to potrzeba wiele
      cierpliwości, ale masz dziecko, dla niego chyba warto. najłatwiej jest kochać
      kogoś kto jest daleko. może jakby kilka razy porozrzucał skarpetki ten twój
      kochanek to inaczej byś na to patrzyła. nie myśl, że cię oceniam lub , że źle o
      tobie myślę po prostu chcę żebyś podjęła rozsadną decyzję.


      I jak ciebie kobito zrozumiec?!!!! no jak?!!
      • kotbehemot6 Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 22:24
        oj się nie czepiaj kobiety..najlepszy dowód na to,czego sama doświadczyłam i co będe powtrzać jak mantrę- NIGDY NIE MÓW NIGDY..bo nie wiesz co życie przyniesie i z tego samego powodu raczej staram się nie potępiać ludżi za czyny których pewnie sama bym nie zrobiła-a moze jednak tak??
      • triss_merigold6 Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 22:25
        Fajnie być matką Teresą na cudzy koszt. Punkt widzenia zależy od punktu
        siedzenia.P
        • kotbehemot6 Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 22:28
          > Fajnie być matką Teresą na cudzy koszt. Punkt widzenia zależy od punktu
          > siedzenia.P

          też..ale zwłaszcza od doświadczeń.
          • miacasa Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 22:47
            Nieszczęśliwa kobieta jest najłatwiejszym łupem dla pożeraczy cnót niewieścich,
            wydaje mi się, że największą świnią to jest ów szef, który pukął żonę
            podwładnemu, młodą, głupiutką i zagubioną (taki obraz wyłania mi się z postów
            Dagi). Młoda mężatka to dobry materiał na seks bez zobowiązań, za mąż wyjść nie
            będzie chciała, jak dziecko urodzi to wiadomo - męża, wystarczy tylko wyłowić
            odpowiednio nieszczęśliwą i chulaj dusza piekła nie ma. Daga trzymaj się, nie
            myśl źle o Sobie, nie daj się krzywdzić ani mężowi ani żadnemu innemu mężczyźnie.
            • triss_merigold6 Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 22:56
              Tak z zaskoczenia ją puknął? Chyba wiedziała, że majtki zdejmuje.D
              Nieszczęśliwa to jedno a frajerka to drugie.
              • miacasa Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 24.06.07, 23:07
                ano jedno drugiego nie wyklucza a często w parze chodzi....
                kłopoty małżeńskie wynikające z tej zdrady to jedna strona medalu, przypuszczam,
                że jak zdrada nieco ostygnie pojawią się bardzo przykre odczucia w związku z
                uwiedzeniem i kopnięciem w cztery litery przez szefuńcia
                • woman-in-love Re: Oj Daga05, a w tym poscie potepiasz zdrade 25.06.07, 08:52
                  zdradziła - zdarza się, ale żeby z męża szefem? Błąd kardynalny. A może pobozne
                  zyczenie???
    • 18_lipcowa1 Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 11:16
      ja na Twoim miejscu nie przejmowalabym sie tak zdrada tylko raczej agresja
      Twego meza.
      • luxure Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 12:00
        > ja na Twoim miejscu nie przejmowalabym sie tak zdrada tylko raczej agresja
        > Twego meza.

        Prawda?? O tym samym pomyślałam bo pamiętam poprzednie posty Dagi i coś tam
        było niehalo w ich związku. W sumie to mogła lepiej wybrać a nie zaraz szefa
        swojego chłopa bo taka może mieć krótkie nogi i drogo ją kosztować. Zwłaszcza
        że chłop taki wyrywny do bitki.
    • g0sik Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 12:21
      A szef męża bzyka Cię z miłości czy rekreacyjnie? Jak znam życie to pewnie ma
      żonę która go nie rozumie.......
    • zuzia412 Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 12:35
      daga05 napisała:

      > Hej. Mam bardzo nietypowy problem. Zdradziłam mojego męża i jest mi z tym
      > bardzo źle. Już od dawna w naszym małżeństwie nie działo się najlepiej, mąż
      > mnie krytykował, bywało, że ubliżał mi, nie szanował.

      Dlaczego jest ci z tym źle? Dlatego że zdradziłaś męża, czy dlatego że masz
      taki kiepski związek, że pchnęło cię do zdrady? Czy na pewno mąż jest dla
      ciebie taki niedobry, czy tylko próbujesz w tej chwili usprawiedliwić się?


      Nieraz zastanawiałam się, czy nie skończyć tego
      > związku i nie rozpocząc życia na nowo. Jednak mielismy z mężem takie plany...

      Jakie plany snuje małżeństwo, w którym choć jedna osoba myśli o rozpoczęciu
      życia na nowo?


      > No i stało się! Zaczęłam spotykać się z jego szefem. Zdradziłam mojego męża i
      > nie wiem co dalej...

      Nie wiesz: czy przyznać się mężowi, czy ciągnąć ten romans, czy rozwieść się,
      czy związać się na stałe z nowym partnerem?

      Według mnie musisz sobie sama odpowiedzieć na wiele pytań, bo dużo w twoim
      poście niewiadomych. MOże wtedy dojdziesz do momentu w którym będziesz
      wiedziała co dalej. Nikt ci tu na forum tego nie powie.

    • kate0012 Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 15:27
      a co zdrada nie pomogła?to dziwne-nie od dziś wiadomo,że najlepszym sposobem na
      kłopoty w małżeństwie jest dać dupy innemu facetowi;na pewno ten szef ma
      kolegów,a ci koledzy swoich kolegów-próbuj dalej,może za którymś razem twoje
      problemy znikną
    • mbwj88 Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 21:18
      a co ma do zaoferowania ten drugi?
      czy to był tylko skok w bok czy może jednak serduszko zapukało?
      możesz np zapomnieć i zostać żoną wzorową
      jak zrobisz coś niewybaczalnego to sobie wybacz
    • otessa napiszę ci tak 25.06.07, 21:19
      nie leży w naturze człowieka monogamia. Jest to po prostu naukowo udowodnione,
      że człowiek jako istota myśląca odczuwa pociąg seksualny do innego człowieka bez
      względu na wszelkie przysięgi. Wynika to po prostu z jego "zwierzęcej" natury.

      Zdarza się, że zarówno mężczyźni jak i kobiety podczas seksu ze swoim partnerem
      wyobrażają sobie innego człowieka. Jako osoby myślące wiedzą, że może lepiej
      czasem o tym nie mówić.

      Zdarza się, że czasem wyobrażenie to zamienia się w rzeczywistość. Jako osoby
      myślące czują się świetnie, potem psychicznie wyczerpane, potem uświadamiają
      sobie że zraniły partnera co niesie za sobą moralniaka, a potem zapominają i
      mogą, choć nie muszą, schować to gdzieś w sobie głęboko, zapomnieć i mieć
      świadomość że mają tajemnicę, tylko dla siebie. To poniekąd miłe zrobić coś dla
      siebie, mieć coś swojego, bardzo głęboko w sobie, coś o czym nikt się nie dowie,
      bo przecież dotychczas np. Ty, byłaś kobietą oddaną cała rodzinie, obowiązkom
      dnia powszedniego. A tak... masz teraz coś swojego i tylko swojego.

      Ja już wyrosłam ze stwierdzeń: mój mąż mnie nigdy nie zdradzi; ja nigdy nie
      zdradzę swojego męża; bycie kochanką oznacza tylko jedno - smażenie się w piekle
      i w ogóle kochanka jest potępiana i jest wstrętną s..ką, a facet zdradzający swą
      żonę to łajdak. Kiedyś też tak myślałam, ale rzeczywistość, moje drogie Panie
      jest zupełnie inna. Najwyraźniej jeszcze jej nie poznałyście w tym temacie i
      stąd Wasze naiwne myślenie związku bez zdrady. Zapewne nigdy byście nie chciały
      poznać tego tematu na własnej skórze, ale zapewniam Was, jest to niemożliwe.
      Prędzej czy później to sie stanie. Jak nie Wy, to Wasi mężowie. I lepiej to nie
      wnikać, lepiej się nie dowiadywać. Przynajmniej jeśli priorytetem jest
      utrzymanie rodziny.

      Mnóstwo ludzi wokół mnie zdradza: on (żonaty, dziecko) z koleżanką (w związku
      kilkuletnim); ona (dwójka dzieci 2 i 4 lata, 5 lat po ślubie) z kolegą (we
      wrześniu się żeni); ona (jedno dziecko 3 lata) z kolegą (żonaty, bez dzieci);
      ona (dwójka dzieci 5 i 9 lat, szczęśliwa żona) z kolegą (w związku, dziewczyna w
      7 miesiącu ciąży); on (żona i dziecko) z koleżanką (w kilkumiesięcznym związku),
      itd.

      Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest milczeć i zachować to dla siebie, by go
      nie zranić i by moje dziecię było szczęśliwe. Chociaż i tak dzieci nie obchodzi
      co robią ich matki czy ojcowie gdy spóźniają się po pracy do domu. Ja już dla
      siebie coś zrobiłam i mam to w sobie głęboko.
      • syriana Re: napiszę ci tak 25.06.07, 21:25
        > nie leży w naturze człowieka monogamia. Jest to po prostu naukowo udowodnione,
        > że człowiek jako istota myśląca odczuwa pociąg seksualny do innego człowiek
        > bez względu na wszelkie przysięgi. Wynika to po prostu z jego "zwierzęcej"
        > natury.


        hehe
        to istota myśląca, czy mająca zwierzęcą naturę...?
        taki homo sapiens nie całkiem sapiens...?

        bo mnie się to trochę sprzeczne wydaje w takim ujęciu jak to przedstawiłaś
        • demarta syriana 25.06.07, 21:34
          a mi się bardziej to podoba:

          > człowiek jako istota myśląca odczuwa pociąg seksualny do innego człowi
          > ek

          co ma myślenie do pociągu? no chyba, że o superexpresintercity jakieś
          chodzi smile)))
        • otessa Re: napiszę ci tak 25.06.07, 21:35
          syriana napisała:

          > > nie leży w naturze człowieka monogamia. Jest to po prostu naukowo udowodn
          > ione,
          > > że człowiek jako istota myśląca odczuwa pociąg seksualny do innego człowi
          > ek
          > > bez względu na wszelkie przysięgi. Wynika to po prostu z jego "zwierzęcej
          > "
          > > natury.
          >
          >
          > hehe
          > to istota myśląca, czy mająca zwierzęcą naturę...?
          > taki homo sapiens nie całkiem sapiens...?
          >
          > bo mnie się to trochę sprzeczne wydaje w takim ujęciu jak to przedstawiłaś
          >


          halo!! syriana!!

          cudzysłów? metafora? - może trochę więcej wyobraźnismile

          pozdrawiam
      • kawka74 Re: napiszę ci tak 25.06.07, 22:05
        > Zdarza się, że zarówno mężczyźni jak i kobiety podczas seksu ze swoim partnerem
        > wyobrażają sobie innego człowieka. Jako osoby myślące wiedzą, że może lepiej
        > czasem o tym nie mówić.

        a jeszcze lepiej nie bzykać się z szefem męża

        > bo przecież dotychczas np. Ty, byłaś kobietą oddaną cała rodzinie, obowiązkom
        > dnia powszedniego. A tak... masz teraz coś swojego i tylko swojego.

        wygodniej kupić sobie kota czy wręcz chomika - też masz coś swojego
        albo szczoteczkę do zębów

        kochanka jest potępiana i jest wstrętną s..ką, a facet zdradzający sw
        > ą
        > żonę to łajdak. Kiedyś też tak myślałam, ale rzeczywistość, moje drogie Panie
        > jest zupełnie inna.

        jaka? że oboje pójdą żywcem do nieba za dobre uczynki wobec bliźniego?

        ale w sumie fajnie mieć na zwykłe bzykanie na boku uzasadnienie w biologii,
        psychologii i mocnych postanowieniach milczenia
        • kotbehemot6 Re: napiszę ci tak 26.06.07, 10:47
          > ale w sumie fajnie mieć na zwykłe bzykanie na boku uzasadnienie w biologii,
          > psychologii i mocnych postanowieniach milczenia

          hehe..to miłe,że biologia i psychologia są niczym wobec mocnego postanowienia. Zawsze to szlachetna obrona przed myślą co przytrafić sie moze w życiu a i jak miło innym dopiec ..oczywiście w imię szlachetności...
    • g0sik Re: zdradziłam...:( 25.06.07, 23:25
      >W ten niefortunny związek brnę dalej a najgorsze że się angażuję. Facet chce
      >być ze mną a ja nie potrafię sie opanować. Tylko, że ten sam facet ma żonę i
      >od niej nie odejdzie.

      Faktycznie facet ma Ci dużo do zaoferowania - bycie razem w celu lajtowego
      bzykania. Nie bądź frajerką, bierz od gościa kasę....tongue_out
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka