aska0303
05.07.07, 22:14
Nigdy nie wychodziłam z założenia , ze mam czegoś za mało , nie zazdrościłam,
nikomu nie zyczyłam żle, tylko dlatego, ze miał więcej. Nauczono mnie dzielic
się z potrzebującymi i że wszystko osiąga się pracą i nic nie przychodzi
samo.Wyszłam za mąż, mam dwoje zdrowych dzieci. Myślę, ze jestem szczęliwa.
oboje mamy prace, mąż nieżle zarabia. PRAWIE jak z reklamy. 2 dziecko
planowane po 5 latach, tak żeby wyrobic się finansowo. Czasem bywa ciężko,
ale takie czasy.
Ale nie mamy mieszkania, bo jesteśmy
- dla ZBM-u zamozni
- dla banku nie mamy zdolności kredytowej (mąż zmienił prace i czasem zamiast
przelewu kopertę)
Mamy stary samochód, a okna w mieszkaniu mamy wymieniamy na raty za raty, bo
już stare i jak deszcz, to leci po ścianach.
I teraz mieszka u nas w bloku rodzina wielodzietna 2+9. Pracuje tylko
najstarszy syn(20lat).Matki ani razu nie widziałam razem z najmłodszymi (5 i
3 lata). Rozumiem, ze kościół pomaga, ludzie. cieszę się , że sobie radzą i
mają co jeśc, poubierani dobrze. Ale żal jak patrze, gdy nikt nic nie robi, a
na jesieni robili remont i wymiane wypoczynków, na wiosne kupili nowiuśki
komputer, teraz wymienili wszystkie okna, a młody(lat 18) kupił sobie autko,
bo własnie zrobił prawko.Maja dotacje i wszelkie pomoce, bo ich dużo i ciężko
i tylko patrzec jak najstarszy dostanie mieszkanie, bo przecież sobie nie
kupi.
szlag mnie trafi
wniosek:
też narobie sobie jeszcze z piątkę dzieci, będzie lżej