Niby człowiek uświadomiony i wie od dawna - nie podawać, bo zdrowe tylko
pozornie, ale jak mi dzieci nie chciały jogurtów jeść, to diabeł chyba sam
mnie pokusił, sprzeniewierzyłam się swoim własnym zasadom, machnęłam ręką i
kupiłam to badziewie (no bo chyba jak dla dzieci to nie może być takie
całkiem do niczego). Jadły nawet, a jak. A potem dostały uczulenia, alergolog
od razu postawił na to świństwo i zakazał na przyszłość takich pomysłów. Bo
chemizowane i farbowane i ogólnie fuj.
Więc już wiem dlaczego Danonki nie.
Ale nie wiem za to, dlaczego oni tak paskudnie kłamią?
Dlaczego koncerny nas trują, produkują truciznę dla dzieci i sprzedają ją pod
płaszczykiem zdrowej żywności, bez której absolutnie nie można się obyć?
I każda matka, która dba o zdrowie dziecka, powinna kupić danonki (bo na
kości), nimm2 (bo witaminy), actimel (bo się nie choruje).
Czuję się oszukiwana na każdym kroku i mierzi mnie to, że człowiek w
dzisiejszych czasach musi umieć odróżniać prawdę od kłamstwa w najprostszych
dziedzinach zycia. A i nawet na prawda nie jest tak prawdziwa, jakbym
chciała, żeby była.
No. To tyle