Dodaj do ulubionych

Poweselne wnioski ;-)

13.08.07, 15:14
Wróciłam właśnie z wesela przyjaciółki i poczyniłam na nim kilka
obserwacji. Ponieważ na tradycyjnym weselu nie byłam baaaardzo dawno
(moje własne to był tylko uroczysty obiad), spojrzenie miałam dość
świeże wink
Przede wszystkim mocno zrewidowałam moje wcześniejsze poglądy na
temat organizacji wesel i niektóre wnioski mnie hmm, zaskoczyły.
Do rzeczy:

- tradycyjne jedzenie rządzi. No niestety. Smaczny rosół, schabowy,
rolada z kluskami, dużo sałatek, barszcz z krokietem, ciasta.
Wszyscy goście wcinali aż im się uszy trzęsły, a tę roladę z
kluskami to sobie z rąk wyrywaliśmy wink Słyszałam od znajomych parę
opowieści o wydziwianych menu, albo bardzo egzotycznych, albo
nadmiernie wyszukanych i na ogół to są porażki. Żeby było
śmieszniej, to moje przyjęcie było w restauracji właśnie
egzotycznej. Wszyscy mówili, że jedzenie było smaczne, ale mogli tak
łgać z litości big_grinDD

- top temat ostatnio na forach, czyli dzieci na weselach. Hm. Na tym
weselu było około ośmioro dzieci, w tym jedno kilkumiesięczne na
rękach rodziców. Słuchajcie, te dzieciaki fantastycznie się bawiły i
to było widać. Były ładnie ubrane (dziewczynki w jednakowe sukenki i
chłopcy też w jednolitych strojach), bo pani młoda wymyśliła sobie
dziecięcy orszak w kościele. Szczególnie dziewczynki były zachwycone
tiulowymi sukienkami, to było widać, no a chłopcy, jak to chłopcy
zaraz poplamili kamizelki żarciem i bawili się w ślizganie na
brzuchu na parkiecie wink Ale naprawdę te dzieci nikomu nie
przeszkadzały, nie patrzyły wcale na pijane mordy (nikt za kołnierz
nie wylewał, a nie widziałam żadnego bydła), dziewczynki były
obtańcowywane, a to małe dziecko wzbudzało ogólny zachwyt, bo
rzeczywiście było śliczne.

- zespół to jednak podstawa. Trafił się na szczęście taki, który
miał dobry repertuar (i coś dla starszych i dla młodszych),
wokalista miał o dziwo niezły głos (raz pomyślałam nawet, że to
taśma).

- Jeśli zabawy, to bez hardkorowych wink było tylko kilka, pani młoda
specjalnie ustaliła, że żadnych obleśnych sobie nie życzy

- wspólne śpiewanie rządzi. Tak zdarte gardło ("orły, sokoły" itede)
to miałam ostatnio na koncercie depeszów tongue_out dodajmy jeszcze do tego
falę meksykańską i wszystko jasne wink

Reasumując, to gdybym miała ekhm, cofnąć czas i wymienić rodzinę, to
chyba postawiłabym na tradycyjne wesele...
Obserwuj wątek
    • idaberga Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 15:35
      Witam depeszkęsmile
      Mama mówiła: " nigdy się nie chwal", ale ja się właśnie teraz
      pochwalę, bo moje wesele wyglądało dokładnie tak fajnie, jak to
      opisałaś. Było tak i w kwestii tradycyjnego jedzenie ( pyszna śląska
      kuchnia ) i w kwestii bawiących się, nie przeszkadzających nikomu
      dzieci i nawet w braku uchlanych leżących pod stołami gości( choć to
      akurat by mi nie przeszkadzało, bo jak pić to do upadłego no i gdzie
      indziej jak nie na weselu? smile Sokoły itp też były, wszyscy podpici
      razem śpiewali, wodzireja mieliśmy agenta nie z tej ziemii ( kopia
      Rudiego Schubertasmile
      A co do nowoczesnego jedzenia, to zgadzam się, że na weselach się
      nie sprawdza, bo mieszkanka gości to i młodzi nowoczesni ludzie i
      starsze ciotko-babcie, które na 100% pogardzą greckimi sałatkami,
      mozzarellą z pomidorami czy penne rigatte w sosie bazyliowym.
      Optymalny byłby fusion tradycji z nowoczesnościąsmile
      • emilly4 Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 15:46
        oj ja uwielbiam wesela,zawsze jak mam ochote sie wybawic na maksa to
        marze o czyims weselu i zachecam kuzynow do slubowaniasmile)) W swoim
        zyciu zaliczylam juz kilka nawet w remizach strazackich i
        szkolach smile)
        Ale jest kilka zasad bez ktorych zabawa bedzie do bani
        1)towarzystwo (dzieci jak najbardziej mile widziane)
        2)zespol
        3)wodzirej
        4)litry alkoholu
        5)no i cos na zagryche..niech to beda nawet krewetki-babcie
        poprobuja nowoscismile)))
      • tyssia morgen nie rób 13.08.07, 18:36
        smaka na żarcie i zabawe.. jak ja by sobie poszłam na wesele do kogoś o matko smile
        byłam 2 razy w życiu na weselu ale miałam wtedy 8 i 12 lat uncertain
    • jusienka Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 15:50
      morgen, zazdroszcze Ci tego wesela!
      my bylismy z trzylatka w piatek na slubie + weselu anglika z japonka. miejsce
      cudne, stara posiadlosc (obecnie hotel i restauracja), ogrody, angielskie
      trawniki, jezioro. nasze dziecko i my zachwycone klimatem miejsca. to tak z 15
      minut od nas, wiec na pewno tam wrocimy kiedys jeszcze w ramach spaceru.
      jesli chodzi o slub to ceremonia byla nawet fajna, ale pozniej...
      po przysiedze i oklaskach wszyscy wyszli na owe angielskie trawniki. kelnerzy
      roznosili szampana i przekaski na srebrnych tacach ;O) wszyscy niesamowicie
      powazni, dostojni, damy w kapeluszach, itd. padlam slyszac jak moj maz rozmawia
      o cenach nieruchomosci i o wynikach meczu w krykieta ;O) w koncu po dwoch
      godzinach takiego prawienia sobie uprzejmosci i rozmowach o niczym - zaproszono
      nas do jadalni. siedzielismy tam piec dlugich godzin na wytyczonym miejscu, w
      malych grupkach przy stolikach... kazdy sztywno na swoim miejscu, generalnie
      ciagle dostojna cisza, co jakis czas tylko trzeba bylo wstac by bic brawo parze
      mlodej. w tym czasie prawie juz sie nauczylam, ktory widelec do czego sluzy. i
      tak przez te piec godzin serwowano nam: jedna przystawka, druga przystawka,
      trzecia przystawka... po tych pieciu godzinach przystawek i cudow, glodni
      bylismy juz jak nie wiem co ;O) corke pod stolem nakarmilam biszkoptami i
      kanapkami przezornie zabranymi. na kawe wszyscy przeszli do innej sali, podobnie
      jak i pozniej na tort. nastepnie w innej jeszcze sali zaczely sie przemowienia:
      pana mlodego, ojca panny mlodej, swiadka, przyjaciela pana mlodego +
      odczytywanie zyczen przez swiadkow. pozniej robienie zdjec z para mloda w
      ukladach przeroznych. uff, w koncu wyszlismy znowu na te trawniki z szampanem.
      zadnych tancow, zadnych spiewow, zadnych usciskow. w kazdej sali towarzyszyly
      nam dyskretnie skrzypce. dwie godziny przed koncem imprezy wyjechal bufet z
      wynalazkami (spora czesc gosci byla z japonii), nawet nie wiem co jadlam i chyba
      wole nie wiedziec ;O)
      z tego angielskiego slubu sciagnelabym pomysl z prezentami dla dzieci. razem z
      moja corka byly 4 dziewczynki, mniej wiecej rowiesniczki i kazda z nich dostala
      mala paczuszke: z czekoladkami, kredkami, kolorowankami, ksiazeczkami i jakimis
      takimi drobiazgami - zajelo to dziewczyny skutecznie. na tych trawnikach zas na
      dzieci czekala pilka, skakanka i jakies tam jeszcze zabawki. to byl swietny
      pomysl! dla dzieci bylo rowniez inne menu.
      generalnie, ciekawie bylo to przezyc, ale nasze wesele bylo duzo fajniejsze,
      takie swojskie. do switu tanczylismy na boso tance przerozne, dzieci spaly na
      krzeslach, wujek pod slupem, spiewalismy, smialismy sie... aaa, fajowo bylo.
      • emilly4 Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 15:57
        jusienka napisała:

        nasze wesele bylo duzo fajniejsze,
        > takie swojskie. do switu tanczylismy na boso tance przerozne,
        dzieci spaly na
        > krzeslach, wujek pod slupem, spiewalismy, smialismy sie... aaa,
        fajowo bylo.

        No prosze jak milo smile))))
        p.s
        Az dziwota,ze Anglicy sie nie spili jak dzikie swinie i nie
        wymiotowali na prawo i lewo...
        • jusienka Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 16:12
          > Az dziwota,ze Anglicy sie nie spili jak dzikie swinie i nie
          > wymiotowali na prawo i lewo...

          he he, moze dlatego, ze wiekszosc gosci to abstynenci hindusi i japonczycy.
          najblizsza rodzina pana mlodego to w sumie byli tylko tak naprawde anglicy. my
          bylismy jedynym polakami. oj, przepraszam: obsluga byla polska. oni to niezle
          imprezowali na zapleczu ;O)
        • morgen_stern Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 16:13
          No, jeśli mam być szczera, to chyba wybieram polskie wesele ;-PP Na
          takim sztywniackim na pewno narobiłabym jakiejś wiochy, choćby z
          czystej przekory, żeby rozruszac nadęte towarzystwo.
        • dlania Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 20:13
          emilly4 napisała:
          > p.s
          > Az dziwota,ze Anglicy sie nie spili jak dzikie swinie i nie
          > wymiotowali na prawo i lewo...

          Myslał by kto, że Anglicy tacy abstynenci!!! A w Krakowie w weekend knajpy nie
          mozna znaleźć, żeby sie angielscy przyszli panowie młodzi i ich friendsi nie
          zataczali, obsikani i obrzygani.
          • rita75 Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 20:19
            W krakowskich pubach nie chcą pijanych Anglików
            Rafał Romanowski 2007-02-04, ostatnia aktualizacja 2007-02-05
            10:30:49.0

            Ryczą piłkarskie przyśpiewki, macają po pupach kelnerki, na golasa
            tańczą na stołach. - Pijani Anglicy na wieczorach kawalerskich to
            żenujący koszmar - krzywią się właściciele klubów w centrum Krakowa

            "No stag parties. Thank you/Nie urządzamy wieczorów kawalerskich" -
            taki stanowczy napis zdobi frontowe drzwi pubu Nic Nowego przy ul.
            Świętego Krzyża 15. Zawisł tam całkiem niedawno, po kolejnym
            ekscesie grupy kilkunastu pijanych w sztok Anglików, którzy
            wkroczyli tam na krótko przed zamknięciem, zamawiając następne
            hektolitry piwa.

            - Myślałam, że bar zapadnie się pod ziemię. Skakali po stołach,
            wrzeszczeli, rzucali w siebie perukami i śmiesznymi strojami, lali
            piwem po stołach - śmieje się stała klientka pubu.

            - Ta grupa była i tak w porządku. Są tacy, którzy bez żenady
            obrażają personel, w wulgarny sposób proponują seks kelnerkom,
            wymiotują pod stół czy w toalecie, demolują sprzęty - opowiada
            barmanka.

            Obie dziewczyny wspominają wizyty pijanych Anglików jako koszmar,
            zwłaszcza ich tańce nago na stołach oraz wymachiwanie genitaliami
            przed oczami zdumionych bywalców albo przez szyby w oknie do
            przechodniów. - Wcale nas to nie śmieszy - mówią zgodnie.

            Magia taniego piwa i pięknego Starego Miasta

            Angielski zwyczaj hucznego obchodzenia wieczorów kawalerskich
            przywędrował do Krakowa wraz z ekspansją tanich linii lotniczych. -
            Dla moich kumpli z Birmingham wypad na imprezę do Krakowa to wydatek
            rzędu 50 funtów za przelot, plus 20 funtów na piwo i jedzenie, tyle
            samo na taksówki i hotel, czasem tani burdel z Ukrainkami - opowiada
            Ray, 40-letni dekarz, mieszkający obecnie w Doolin w zachodniej
            Irlandii. Jak twierdzi, jego takie wieczory "nie kręcą". - Ale moda
            na to jest ogromna. Magia taniego piwa i pięknego Starego Miasta
            robi swoje.

            Jego słowa potwierdzają krakowscy taksówkarze, którzy w weekendowe
            noce wożą angielskich turystów nawet kilkoma samochodami pod jeden
            adres: lokali, domów publicznych, dyskotek. - Angoli mam już dość.
            Pakują mi się nago do taksówki, rzygają przez okno, uciekają bez
            zapłaty, a nawet zbiorowo onanizują. Zdarzają się też normalni, ale
            dominują kompletne świry - zżyma się pan Tomasz, taksówkarz z sieci
            Taxi Rotunda, zapytany o przygody z amatorami "Polish citybreaks",
            czyli weekendowych wypadów zmęczonych tygodniem pracy Anglików do
            polskich miast.

            Kartka pomogła

            Wieczory kawalerskie w wykonaniu rozwydrzonych Anglików spędzają sen
            z powiek właścicielom coraz większej liczby lokali w centrum Krakowa.

            - Tracimy stałych klientów. Co z tego, że taka grupa zostawi nam
            jednorazowo w barze tysiąc złotych, skoro więcej nie przyjdą już ci,
            którzy codziennie zostawiają tu dwie dychy - mówi menedżer jednego z
            głośnych klubów przy Floriańskiej. W jego klubie przez ponad rok
            dochodziło do demolek i pijackich rozrób. - Niby wszystko na żarty,
            w przebraniach, perukach, ale zostawiali po sobie pobojowisko.
            Musiałem zatrudnić dodatkowych ochroniarzy.

            Czy wydany m.in. przez pub Nic Nowego stanowczy komunikat to
            początek zdecydowanej wolty krakowskich lokali? Być może, ale
            wygląda na to, że Anglicy z tzw. klasy C i tak wybiorą tani Kraków
            zamiast np. drogiej Ibizy. A niektórzy może zostaną na dłużej, bo
            coraz częściej odpowiednie służby cofają ich z lotniska z powodu
            skrajnego upojenia alkoholowego. - Notujemy coraz więcej takich
            przypadków. Wygląda na to, że staliśmy się na dobre celem piwnej
            turystyki z Wysp - słyszymy na lotnisku w Balicach.

            - Tyle się mówi, jakoby Polacy nie umieli się zachować, a to właśnie
            Anglicy mają z tym problem. Z tego co obserwujemy, Szkoci i
            Irlandczycy zachowują się znacznie spokojniej - oceniają barmani w
            Nic Nowego. Mówią, że od czasu wywieszenia kartki liczba sąsiedzkich
            interwencji spadła, a im pracuje się znacznie lepiej.

            Rafał Romanowski

    • drinkit Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 17:06
      Polskie wesele - jako gosc TAK. Jako organizator - NIE
    • mathiola Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 17:18
      no z tym żarciem to różnie bywa. Nasze przyjęcie wszyscy zapamiętali
      właśnie głównie z powodu żarcia - było to wymieszanie tradycji z
      nowoczesnością, z mocnym akcentem wegetariańskim smile Zajadali się,
      że hej smile
    • wioleta07 Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 17:22
      moja siostra tez byla wczoraj na weselu,panna mloda Polka pan mlody
      Wloch,okolo 23 trzeciej gdy polacy sie juz dobrze bawili rodzina
      wloska tez sie rozruszala a wesele zakonczyli na wnioskach ze jesli
      zona to tylko Polka,bo najpiekniejsze i tak sie umiemy bawic
      • mijaczek Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 20:30
        widzicie...wesela wcale nie sa takie zle...my planowalismy i organizowalismy
        nasze wesele bardzo skrupulatnie i dlugo, bo chcielismy, zeby to impreza
        roku...i z tego, co wiem to byla impreza przynajmniej dziesieciolecia... nie
        chcielismy totalnej popijawy i mysle, ze bylo bardzo kulturalnie, chociaz ilosc
        alkoholu, ktora poszla nie swiadczylaby o tym...mielismy bar alkoholowy, nie
        chcialam rzedu wodek na stolach...byly dzieci, kapela, dobre jedzenie...zabawy,
        pokazy...bylo naprawde super...aha, no i rzecz dziala sie na zamku Ksiaz :o)
    • egoya Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 20:20
      Mój brat żenił sie w tamtym roku. My pochodzimy ze wsi, ona- z Warszawy. Gdy pierwszy raz zabrał ją na jakies wesele w naszych stronach to oniemiała. Przez kilka lat powtarzała, że jak wesele - to tylko u nas. Jej rodzina - początkowo strasznie sztywniacka. My tańczyliśmy, oni się tylko przyglądali. Aż sami się rozkręcili nieźle. Odjeżdżając, nie mogli się nachwalić, że ludzie tak potrafią się bawić wspaniale, i młodzi, i starzy i dzieci.
      Tak naprawdę, to podstawą jest orkiestra. Bo to ona bawi całe towarzystwo.
    • babsee Re: Poweselne wnioski ;-) 13.08.07, 20:27
      Ja uwielbiam weseliska!i te dziwne i te tradcycyjne.
      Zapamietalam dwa:mojego kuzyna wchodzacego w arysokrtayczną rodzine-
      ą ę przez bibułkę bylo.Nudy na pudy.Przyjęcie w palacu.kapelutki
      obowiązkowe do Kosciola a i rękawiczki byly mile widziane.
      Najgorszym pomyslem jednak bylo sadzanie gosci wg.tego jak oni
      wylosowali-porażka calkowita.Mieli plan zeby wszyscy sie poznali i
      pokochali-skutkiem tego,siedzieslimy przy stoliku z jakimis
      dretwiakami i parą staruszkow.Reszta gości lazila z talerzami
      szukając "swoich" i przysiadaując na poldupku.
      Wesele drugie- w Bejrucie.Nasz przyjaciel +Libanka.Ona kosmicznie
      bogata wiec weselisko w nadroższym holetlu z żyrondalami z
      kryształków Svarowskiego.Tradycja dziwna-przed slubem kazdy jedne
      zaproszony idzie do domu panny mlodej poznac jej rodzicow i zrobic
      sobie fote z panną mlodą.Biedulka stala 3 h a goscie w kolejce do
      zdjęc.Acha!na tym BeforeParty byly rozdawane czekoladki,szampan
      i ...szlugi!!!Arabowie palą jak smoki wiec kazdy tam jaral.
      Potem slub-katolicki
      Wesele-jedzenie bylo extra.Po obiedzie i miliardzie przystawek,walc
      dla pary mlodej i UWAGA...jeden set muzyki.Dziwna ta ich muzyka ale
      ze nam niewiele trzeba(bylo 18 osob z Polski) wiec i to
      tanczylismy.Set trwal 45 minut,torcik i heja.Koniec przyjęcia.My
      zdebielismy-jak to koniec???i jak sie dorwalismy do CD,swoje plyty
      na szcsecie mielismy...Zabawa trwala jeszcze 4 h a na koniec pijani
      Arabowie spiewali z nami "gośka wodka" i " a telaz idziemy na
      jydnego"
      bylo bombowo...After party w hotelu trwalo do 10 rano...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka