Wróciłam właśnie z wesela przyjaciółki i poczyniłam na nim kilka
obserwacji. Ponieważ na tradycyjnym weselu nie byłam baaaardzo dawno
(moje własne to był tylko uroczysty obiad), spojrzenie miałam dość
świeże

Przede wszystkim mocno zrewidowałam moje wcześniejsze poglądy na
temat organizacji wesel i niektóre wnioski mnie hmm, zaskoczyły.
Do rzeczy:
- tradycyjne jedzenie rządzi. No niestety. Smaczny rosół, schabowy,
rolada z kluskami, dużo sałatek, barszcz z krokietem, ciasta.
Wszyscy goście wcinali aż im się uszy trzęsły, a tę roladę z
kluskami to sobie z rąk wyrywaliśmy

Słyszałam od znajomych parę
opowieści o wydziwianych menu, albo bardzo egzotycznych, albo
nadmiernie wyszukanych i na ogół to są porażki. Żeby było
śmieszniej, to moje przyjęcie było w restauracji właśnie
egzotycznej. Wszyscy mówili, że jedzenie było smaczne, ale mogli tak
łgać z litości

DD
- top temat ostatnio na forach, czyli dzieci na weselach. Hm. Na tym
weselu było około ośmioro dzieci, w tym jedno kilkumiesięczne na
rękach rodziców. Słuchajcie, te dzieciaki fantastycznie się bawiły i
to było widać. Były ładnie ubrane (dziewczynki w jednakowe sukenki i
chłopcy też w jednolitych strojach), bo pani młoda wymyśliła sobie
dziecięcy orszak w kościele. Szczególnie dziewczynki były zachwycone
tiulowymi sukienkami, to było widać, no a chłopcy, jak to chłopcy
zaraz poplamili kamizelki żarciem i bawili się w ślizganie na
brzuchu na parkiecie

Ale naprawdę te dzieci nikomu nie
przeszkadzały, nie patrzyły wcale na pijane mordy (nikt za kołnierz
nie wylewał, a nie widziałam żadnego bydła), dziewczynki były
obtańcowywane, a to małe dziecko wzbudzało ogólny zachwyt, bo
rzeczywiście było śliczne.
- zespół to jednak podstawa. Trafił się na szczęście taki, który
miał dobry repertuar (i coś dla starszych i dla młodszych),
wokalista miał o dziwo niezły głos (raz pomyślałam nawet, że to
taśma).
- Jeśli zabawy, to bez hardkorowych

było tylko kilka, pani młoda
specjalnie ustaliła, że żadnych obleśnych sobie nie życzy
- wspólne śpiewanie rządzi. Tak zdarte gardło ("orły, sokoły" itede)
to miałam ostatnio na koncercie depeszów

dodajmy jeszcze do tego
falę meksykańską i wszystko jasne
Reasumując, to gdybym miała ekhm, cofnąć czas i wymienić rodzinę, to
chyba postawiłabym na tradycyjne wesele...