moje problemy małzeństkie

04.07.03, 10:42
Niedlugo moja rocznica slubu 6 l, mamy 2, 5 l dziecko
I co tak się zastanawiam co się moglo przez te lata
stac. Wielka namiętnośc gdzieś znikla. Pozostala zwykla
codzienność.
Pytania co u Ciebie i suche odpowiedzi. Jakoś gdzies
znikło to podeksytowanie przez spotkaniem, radosne
przygotowywania ... Powiem szczerze, ze wole, kiedy mąz
gdzieś wychodzi niż siedzi w domu. Mamy ciągle o coś do
siebie pretensje. On jest wciąz niezadowolony ze mnie.
I jeszcze coś. A ja nie mam ochoty na sex chciałabym,
żeby jak najszybciej się skończyło. Nie chce pieszczot
i długotrwalego przeciągania tego no coż "obowiązku"
Kiedyś z radością nawet cząeto sama napastowałam męza.
A dziś ... Moja niechęć zaczęla się już kilka lat
wczesniej od czasu kiedy zaczęlam brac pigułki. Jakoś
nawet po odstawieniu i urodzeniu dziecka nic się nie
zmieniło ..
Nie potrafie powiedzieć tego mężowi, niechce sprawić mu
przykrości, Choć on zauwazył, że dzieje się coś z nami
nie tak. Ja nie lubie rozmawiać o prolemach -
najchętniej bym się zamknęla i przeczekala może jakoś
przejdzie.
jednak jakąś mi nie tak i dlatego tu na forum sie
rozpisalam tu znacznie łatwiej ..
    • patrysia55 Re: moje problemy małzeństkie-skąd ja to znam... 04.07.03, 12:05
      hej, jakie to mi bliskie, nie będę się powtarzać, było jak u ciebie...ze
      wszystkim. Aż nagle BUUUUUUUUUUUUUM. Mąż pojechał na szkolenie i po jakimś
      czasie odkryłam, że ma koleżankę z Polski, z którą dobrze mu się rozmawia( bo
      ze mną przecież nie można) i tyle. Słuchaj, ja myślałam że zwariuję. Wyłam
      miesiąc czasu, dostawałam nerwobóli, rozpaliłam się, szok. I dzięki tej nic nie
      znaczącej dla niego baby uświadomiłam sobie kilka rzeczy:
      1. Kocham go nad życie,
      2. O miłośc trzeba waczyć każdego dnia, dmuchać na nią i chuchać,
      3. Nikt nie daje nam jej na własność i na zawsze,
      4. Można zakochać się na nowo, jak wariatka, gówniara,w swoim własnym
      wydawałoby się już tak zwykłym, ba, banalnym mężu.
      I to jest piękne, uwierz mi, nie życzę Ci takiego "kopa", żebyś sobie to
      wszystko uświadomiła, znajdź inną drogę. mniej bolesną, jesteście rodziną
      największą ze świętości, macie maluszka, zrób wszystko, abyście znowu pokochali
      się nad życie. Nie ma problemów nie do rozwiązania, wystarczy czasem jeden
      gest....
      trzymam kciuki.
      Patrycja, której się udało.
      • miola Re: moje problemy małzeństkie-skąd ja to znam... 04.07.03, 12:23
        Patrysia napisała o rodzinie, że to największa świętość... Dziękuję Ci
        Patrysiu! Ja tak sobie tu różne rzeczy czytam i myślę, czy ze mną coś nie tak?
        Mąż, dzieci, ślub, chrzest - to wszystko ma dla mnie ogromną wartość, bo tworzy
        z nas rodzinę, jest jakimś naszym wspólnym kapitałem. Nie znaczy to,ze nie mamy
        problemów. Przez 12 wspólnych lat ( w tym 10 poślubnych)różnie, zwłaszcza z
        seksem bywało. Jest solą każdego związku - samą się nie najesz, a bez niej nie
        smakuje... Ale myślę, że to tak jest: burzliwa namiętność itp. to zaleta
        wczesnych lat związku, potem trzeba znajdować inne, byle było o czym rozmawiać
        i dobrze się czuć razem - o to trzeba zadbać, a tzw. reszta sama się poprawi.
        Zastanowić się czasem co się zmieniło, nie obwiniać się, ale też widzieć i
        swoje błędy. Dziecko, dom - czasem już nie ma siły na nic innego, a może warto
        się zmobilizować. My też nie jesteśmy już tymi laskami, co 5 - 10 lat temu,
        prawda?
        • dusia14 Re: moje problemy małzeństkie-skąd ja to znam... 05.07.03, 23:45
          Witam, czytam sobie o tych waszych problemach, i wydaje mi sie jakbym to sama
          pisała, za miesiąc mam 4 rocznicę ślubu, i zawsze myślę że nie dotrwam.Że to
          już koniec, bo jak sie nie układa to po co pchać sie w lata? Ale kryzys mija i
          następny rok leci. Dzisiaj np wygoniłam swojego męża do kolegi na piwo, bo nie
          miałam ochoty żeby siedzieli u nas, chciałam być sama, mamy 3,5 córeczkę
          Klaudię która jutro wraca z Mazur z dziadkami. Mieszkamy z moimi rodzicami,
          więc nasza swoboda jest nieco ograniczona.
          Pozdrawiam każdą żonę która ma problemy małżeńskie. Monika.
    • maak3 Re: moje problemy małzeństkie 06.07.03, 00:16
      piszesz, że nie potrafisz rozmawiać z mężem , gdy są problemy - sama chyba
      widzisz, że to nie jest dobry sposób
      a to, że mu sprawisz przykrość - przeciez takie bycie ze sobą jakie opisujesz
      też sprawia przykrość i Tobie i jemu
      a z sexem jest tak, że jak się w innych sferach życia małżeńskiego nie układa
      to zawsze wcześniej czy póżniej na bliskości fizycznej sie odbije

      więc warto zadbać tez o inne sfery i wprowadzić zmiany

      ale powolutku nie rewolucyjnie, ja bym zaczęła od prostych rzeczy - codziennie
      15 minut bez TV i dziecka rozmowa o czymkolwiek, ale rozmowa - na czymś w
      końcu trzeba budować więzi i wyłączne skupienie na małżonku i na nowo
      poznawanie siebie choćby w drobiazgach

      jeszcze wcześniej - przypomnij sobie z czasów przedślubnych albo
      wczesnoślubnych co w nim kochałas, co lubiłaś, co sprawiło, że go sobie
      wybrałaś i ukochałaś
      (ja mam taki sposób, że oprócz przypominania wyciągam nasze listy i przez
      chwilę żyję tamtą rzeczywistością, naszą świeżością, pasją, bezkresnym
      zakochaniem)
      po drugie nie byłabym do bólu szczera i nie mówiłabym, że seks od 3 lat mnie w
      ogóle nie cieszy - bo facet może poczuć się oszukany,lepiej powiedzieć coś
      łagodniejszego..(bo nie da się ukryć że warto powiedzieć dla kondycji i
      jakości Waszego związku),może zwyczajnie,że aktualnie nie masz ochoty na sex-
      nie ma siły zapyta Cię wtedy dlaczego

      a może jesteście zwyczajnie przemęczeni i przytłoczeni codziennością i może
      nawet 2 dni poza domem dobrze by Wam zrobił

      a co do początków bycia razem i temperatury związku to przecież naturalne, że
      z czasem namiętność troszkę słabnie
      sama się pocieszam tym,że przecież gdyby człowiek był nieustająco zakochany i
      trwał w dzikiej namiętności to po pierwsze nie starczyłoby mu sił,
      energetycznie by go to wyczerpało i po drugie nie starczyłoby mu ani czasu ani
      sił do poznania innych ludzi, świata i przeczytania tony książek, gdyby był
      ciągle skupiony na jednej osobie wink)))))))))

      ale nie ma siły - przeczekiwanie kryzysu nic nie da
      pozdrawiam ciepło m
    • p_swiat Re: moje problemy małzeństkie 06.07.03, 22:28
      czasami też tak czułam, to już koniec nawet nieraz mówiłam mu pakuj się i
      wracaj do mamy, miałam depresje poporodową nikt tego nie zauważył, a mój mąż
      powtarzał mi cudaczka z ciebie rozkapryszona i tp, teraz bywa różnie, ale
      kocham go nad życie i wiem że gdyby naprawde odszedł zwariowalabym.
      kiedy urodziła sie nam córeczka to dwa miesiace póżniej mój mąż zachorował
      dostał chorobę nagła utrata słuchu przestał słyszeć na jedno ucho a na drugie
      słabo był w szpitalu i wtedy uświadomiłam sobie Boże cóż kłótnie o byle co jak
      życie jest takie czasami podłe po co sobie jeszcze go usrywać - dzięki Bogu
      słyszy lekarz zresztą stwierdził że taki przypadek jest rzadkością, dlatego
      rozwiązujcie problemy i kochajcie się rozmawiajcie.
      Pozdrawiam Cię i życze szcześcia w związku Pola
Pełna wersja