sojanka
10.07.03, 19:15
Mam dziś okropnego doła.
Od maja pracuję w nowej firmie. Jestem redaktorem i opiekuję się 2 - osobowym
zespołem. Problem w tym, że firma zatrudniała mnie, żeby zwiększyć poziom
stron robionych przez mój dział, bo poprzednia kierowniczka była zbyt miękka
(cyt. z mojej szefowej).
Gorzej, że ludzie z którymi pracuję nie przywykli do cięższej pracy i ich
postawa od początku była na "pracujemy tak od zawsze, dlaczego mamy coś
zmieniać".
Udało mi się ich troche urobić, ale z panem R. miałam problem od początku.
Pisał kiepsko, a jak kazałam mu coś poprawiać to dyskutował ze mną i jeszcze
na dodatek twierdził, że się nie da.
A dzisiaj przeszedł sam siebie, kiedy powiedziałam mu że tekst jest słaby i
że kolegium nie zgodziło się go opublikować.
Powiedziałam to łagodnie i spokojnie, a on wstał trzasnąl drzwiami
powiedział "to ja nie bedę nic pisać" i wyszedł. Nie było go przez godzinę. W
końcu poszłam do naczelnej i powiedziałam jak jest.
A ona zdecydowała się go zwolnić.
Obwieściła ten fakt na spotkaniu załogi. Pół firmy się do mnie nie odzywa,
drugie pół szepce mi za plecami. Przyszłam nowa z zewnątrz i doprowadziłam do
zwolnienia faceta, który był tu od zawsze (ale nie martwcie się, jest już
emerytem i ma emeryturę wojskową). Nie pomagają argumenty, że pisał słabo.
Jestem ta najgorsza, dyktatorka, co to ludziom robi źle.
Czuję się podle. Nawet fakt, że szefowa planowala od dawana to zwolnienie i
teraz nadarzył się pretekst, nikogo nie przekonuje...
Czuję się jak idiotka...