często bywam na tym forum ale zazwyczaj jako czytelnik

. dzis
potrzebuje rady ale prosze nie złośliwości.
łatwiej mi o tym napisąc tutaj niż zwierzyć się komukolwiek...
jakiś czas temu ok. 6tyg grzebałam mojemu małżonkowi w komórce (fe,
wiem że paskudny zwyczaj)i... żałowałam że zajrzałam. znalazłam sms
od jakiejś bardzo młodej dziewczyny że go za coś serdecznie
przeprasza, że wie że nie będzie jego księżniczką i takie tam ale
następne były już nieco innego charakteru: że nie martw się
przetrwamy to wszystko i będziemy razem, i na 16.09 weź ze soba
poduszkę. źle zrobiłam że nie przeczytałam sms które on jej wysyłał
ale tak mnie nerw poniósł że zrobiłam awanture. nie wiem co się ze
mną działo ja rzadko wrzeszczę. stanęło na rozwodzie. następnym
razem jak przyjechał (jest kierowcą autobusów) zaczeliśmy spokojną
rozmowę co i jak. postanowiliśmy budować wszystko od poczatku. no i
jest naprawdę dobrze. nie wiedziałam że może być fajnie tylko boje
się że on dalej z tą panną. ja wiem że na zaufanie będzie musiał
długo pracować ale jakoś nie mogę się ztym pogodzić nie mogę tego
przeboleć że gdy było źle to nie przyszedł porozmawiac tylko od razu
taki numer. cholera może któraś z was była w takiej sytuacji?