sugar_mama_danielcia
17.07.03, 20:12
Postanowiłam, że napiszę publicznie. Ku jakiejś przestrodze. Choć
najbardziej w życiu chcę zapomnieć co się wydarzyło. Otóż moje 6-cio
miesięczne dziecko spadło z łóżka. Spadło MI z łóżka. Do tamtej pory
myślałam, że dzieci spadają tylko nieuważnym rodzicom, jakimś idiotom. Tak
myślałam i taką idiotką też się czuję. Jeszcze parę dni temu nawet bym nie
pomyślała, że może się to nam przytrafić.
Pojechaliśmy z mężem nad morze. Zatrzymaliśmy się w hotelu. Łóżko było
beznadziejne, wysokie na jakies 1,5 metra. Mąż śmiał się, że to dla
zgrzybialców co sie zginać nie mogą. Nie podobało mi się ono, bo było tak
wysokie, że nie dało się niczym zastawić na noc. A synek z nami śpi.
Zdecydowaliśmy, że dziecko będzie spało między nami. I tak spało pierwszej
nocy. Druga noc - godzina 1.30 w pewnym momencie otwieram oczy, jest ciemno,
słyszę jakiś szum i dostrzegam spadające dziecko. Huk, straszny huk i
przeraźliwy płacz. Zrywamy sie z mężem w tej samej sekundzie. Od razu wiemy
co się dzieje. Przytomniejemy, podnosimy dziecko, mały płacze. Ja jestem
przekonana, że go tracę. Mały spadł na plecy. Pewnie uderzył się w główkę.
Oboje z mężem jesteśmy w szoku, dziecko też. Przelewa się przez ręce.
Wreszcie daje się uspokoić. Naciągamy ciuchy i jedziemy do szpitala. 20
minut po zdarzeniu widzi nas lekarz. Mały doszedł do siebie. Nie wygląda by
mu się cokolwiek przydarzyło. Lekarz żartuje, że sami jesteśmy w gorszym
stanie. Lekarz mówi do małego, a on się do niego śmieje. Zbadano małego -
wszytsko w porzadku. Ani jednego siniaczka, ani jednego zadrapania.
Wracamy do domu. Nie śpimy cała noc, ja ciągle obserwuję małego. Śpi. Śpi
twardo nad ranem. Ja cała w stresie. Budzę go. On się śmieje i bierze się do
swojego raczkowania. Umiera z głodu.
Minęło parę dni. Mały jakby nigdy nic. Wesoły, nie ma nawet bólu głowy.
Dziękuję Bogu.On tylko wie jakim cudem ten upadek zakończył się bez
najmniejszej usterki. Dziękuję, że po tej stronie łózka był beznajdziejny
gumowo- wełniany dywan.
Ale do dziś spać nie mogę. Nie mogę sobie wybaczyć. Nie umiem zasnąć mając
przed oczyma upadające dziecko o krok od kalectwa, śmierci. Mały, który
jeszcze w zeszłym tygodniu miał problemy z turlaniem postanowił mi się
przeturlać nad głową tamtej nocy. (Nawet pół metra nie było między ścianą, a
moją glową).Rano już był mistrzem w tej dyscyplinie.
Dziewczyny piszę, bo mogło to się przytrafić każdej z Was. Nawet tej
najbardziej uważnej, zapobiegliwej. Przytrafiło sie przecież MI. Mogło
skończyć się bardzo źle. Tragicznie.
To co było dla mnie niemożliwym, stało się możliwym. Jakoś się stało. Drogie
moje, kiedy znajdziecie się w podobnej sytuacji. Kiedy będziecie gdzieś,
gdzie spanie nie wydaje się wystarczająco bezpieczne - śpijcie na podłodze.
Nie ryzykujcie.
To było by na tyle.
smutna Sugar