Witajcie,
chce Wam opowiedzieć o sytuacji z dnia wczorajszego i zapytać jak
każda z Was by postąpiła.
Jedziemy samochodem z mężem, mały siedzi przypięty w foteliku (ważny
fakt

). Stanelismy na czerwonym świetle i mąż mówi do mnie, patrząc
w lusterko, że za nami jedzie parka z małym dzieckiem, mama siedzi z
tyłu a maluszka (to byl niemowlaczek) ma na kolanach!!!!
No i tak sie akurat porobiło, że pojawiła się policja, ale nie
zauwazyli tego. Mąż chcial od razu "podac policji długimi" żeby
zatrzymali tą rodzinkę, przywalili srogi mandat, bo może tak
uratowalibysmy tego maluszka w razie wypadku. Oczywiscie jak
ruszyliśmy za ta policją to ta rodzinka specjalnie bardzo wolno za
nami jechała (policja przed nami) żeby zwiększyc dystans między
radiowozem. Mąż cały czas, że zatrzyma policje i to zgłosi. A ja, że
nie chce nikomu problemów robic bo może np. nie stac ich na fotelik
i teraz jak jeszcze mandat by dostali to kolejna kasa.
Ale od wczoraj mnie to meczy i teraz żałuje że nie zatrzymaliśmy
radiowozu i że tamci nie dostali po kieszeni, bo może to by ich
czegoś nauczyło.
Pomijam, że policjanci jadacy przed nami okazali się piratami
drogowymi i za jakieś 5 km sami spowodowaliby wypadek, bo im się
bardzo spieszyło. I pewnie by nas zlali jak byśmy ich zatrzymali. To
inna kwestia.
Zastanawiam się co Wy o tym sądzicie. Ja zawsze małego mam w
foteliku, nawet jak mały dostaje szału, drze się w niebogłosy. Wtedy
szukam miejsca gdzie moge zatrzymać samochód i dopiero wypinam z
fotelika. Dla mnie wyjasnienia, że matka mocno trzymała na kolanach
maleństwo i przecież nic by sie nie stało (dodam usłyszałam takie
coś od swojej kolezanki) to przejaw największej głupoty.
A co Wy sadzicie????