Witam,
Czytam Was już długo, piszę po raz pierwszy, bo skrzydełka mi dziś opadły, a ja raczej nie z tych, co im opadają...
Moja sytuacja wygląda tak - mężatka od 3 lat, roczna córka, ciąża I trymestr, pracująca, daaaaaleko od rodziny (nie licząc męża..).
A problem wygląda tak:
Mąż w domu nie robi praktycznie nic - jeśli nie liczyć wynoszenia śmieci 2 razy w tygodniu i 2 śniadań. Jest pod tym względem niereformowalny, nie działają rozmowy, sztuczki typu - nie ma obiadu przez 2 tygodnie, nie posprzatasz to się przykleisz. No nic centralnie nie działa. Na wszystko jest jedna odpowiedź - obraza majestatu.
Dziś szlag mnie trafił doszczętny, bo dziecko chore, gorączka prawie 39 stopni, ja nie śpię całą noc, a mężu obraża się, bo śmiałam Mu wytknąć Jego małe zaangażownie w sprawy domowe ("no przecież ukroiłam placja na śniadanie...").
Doradźcie Kobity coś, bo ja normalnie uwiędłam dziś. Albo pocieszcie. Tylko nie piszcie, że sama sobie winnam - jestem w ciąży i nie mogę się denerwować