germaine2
13.12.07, 16:58
wczoraj mąż po raz pierwszy wygarnął mki, że siedze w domu z
dzieckiem i nic nie robie,mało angażuję w naszą firemkę i wszysto
jest na jego głowie.
fakt, przestałam sie rochę angażować, bo notorycznie podcina mi
skrzydła, np. poprawia umowy. poprawianie polega na tym, że
formułuje zapisy innymi słowami nie zmieniając ich sensu, poprawia
reklamki, no wszystko czego się dotnę, łącznie z tym, że jak
zatankuję auto, to zawsze leci sprawdzić, czy zamknęłam wlew, i
miliony takich spraw. czuję się normalnie jak upośledzona, jakbym
niczego nie potrafiła zrobić sama, wtrąca się w ten sposób we
wszystko, co robię, nawet w porządki, bo wg niego on sam wszystko
robi lepiej. więc zaprzestałam i dałam pole do popisu, bo może
faktycznie jakaś ĄKŁA jestem, ale wczoraj, usysząłam, że on wszystko
musi sam od a do z, że ja nic a on zarabia na wszystko. oczywiście
nie przypomniało mu się jak kilka lat temu zrezygnowałam z pracy
zawodowej na podczet zostania w domu, bo dzieci małe i.t.p.wygarnął
mi również fakt, że była u mnie siostra i piłyśmy kawę i siedziałam
prawie 2 godz. i rozmawiałam, kiedy on musiał obsłużyć klientów.
wiecie, ze względu na nieciekawą w ostsnim czasie sytuacje
polityczno-rodzinną spodziewałam się wybuchu, ale nie spodziewałam
się tego, że to będzie tak dla mnie dotkliwe, zwłaszcza, że ja go
nadal kocham, ale nie potrzebuję toksycznego związku. chyba dorosłam
do rozwodu i boję się, że za chwilę będziemy się nienawidzieć , i że
emocje nie pozwolą nam się rozstać jak ludzie.
drugą prawdą jest fakt, że jestem od niego uzależniona finansowo, co
mnie, osobę która zawsze miałą swoją kasę z pracki, dobija zupełnie.
a wczoraj ten temat również zaliczyliśmy, jako, że ja na jego
utrzymaniu.
Bolało to wszystko jak cholera.Nadal boli, normalnie fizycznie i
odczuwalnie.Tak jakby ktoś mi odciął i skrzydła i korzenie.