Dodaj do ulubionych

Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musiały?

15.12.07, 10:37
Mam strasszny dylemat. Obecnie jestem na bezrobociu, podczas
macierzyńskiego skończyła mi się umowa o pracę i nie została mi
przedłużona. Planowałam posiedzieć w domu z dzieckiem przynajmniej
rok, a potem poszukać może czegoś na pół etatu. Mąż nie zarabia
kokosów, ale na rachunki i podstawowe utrzymanie starcza. Tymczasem
wczoraj zaproponowano mi pracę od kwietnia(córka będzie wtedy miała
9 miesięcy) na wysokim stanowisku w nowo otwieranym hotelu.
Przypuszczam, że przynajmniej na początku, będzie to ciężka,
wielogodzinna pochłaniająca praca. Mała będzie musiała pójść do
żłobka i nagle praktycznie zniknę z jej życia. Na samą
myślprzechodzą mnie ciarki. Z drugiej stony, taka okazja może się
już więcej nie powtórzyć. Czy poszłybyście do pracy na więcej iż 8 h
dziennie i widywały swoje dziecko tylko kiedy śpi? Bo tak to będzie
pewnie wyglądało(przynajmniej przez jakiś czas) u mnie. A może ktoś
tak miała?
Obserwuj wątek
    • mania805 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 10:51
      Ja na razie mam miesięczne dziecko, ale też się nad tym zastanawiam.
      Dla mnie najlepsze rozwiązanie to praca na pół etatu. A więcej niż 8
      godzin na dobe to dla mnie za dużo. Tym bardziej, że trzeba jeszcze
      doliczyć dojazd do pracy i z pracy. Nie chcę tracić tak wiele z
      zycia mojego dziecka.
      • marek_w84 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 18.12.07, 05:13
        Dziewczyny, rozumiem, ze dzieci, dom itd, ale praca!!!
        Jak masz okazje idz do pracy zeby kiedys nie przyszedl zal, ze lata
        uciekly a ty nic nie znaczysz na rynku pracy. Coraz wiecej moich
        kolezanek placze po nocach ze studia pokonczone, a one siedza z
        dziecmi, ktore sa odchowane a nie maja do czego wracac.

        Pozdrawiam.
    • olka84rex Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 11:28
      NNIGDY!!!! gdy kończył mi się macierzyński to myslałam o pracy ale
      teraz gdy mały ma 7 miesięcy wiem że dobrze zrobiłam i nieposzłam do
      pracy. wyobraź sobie twoje dziecko leżace przez przeszło 8 godzin
      dziennie w łóżeczku?? a kto będzie go uczył siadać jeść z łyżeczki
      itd?? moj znajmoe pracuja w takich placówkach jak żłobek i mówią że
      to jest dramat. nawet jeśli opiekunki chciałby się zamowac dziećmi
      to nie da rady... wyobraż sobie ile ty masz pracy przy maluszku a
      one sa dla kilku dzieci... pozatym są wyznaczone pory karmienia
      przewijania itp. a przecież każde dziecko jest indywidulane mój mały
      czasami chce pić jęśc czy robi kupke o różnych porach. a poza tym
      przeciez on jest coraz to bardziej ciekawy świata i chce gaworzyć
      nosić się bawić śmiać... nie oddałabym za żadne skarby mojego
      maluszka do żłobka!!!! powiem tylko tyle nam również z ledwością
      starcza na opłacenie rachunków, nie stac na kupno jakichś zabawek
      małemu czy coś w tym stylu, ale przeciez on nie bedzie wiecznie
      mały... Moj moż tez twierdzi że póki co to lepiej żebym była z nim w
      domciu smile wyobraź sobie jak mały np ma katarek nie umie złapać
      powietrza( ja wtedy cały dzień za nim chodze zgruszką) a w żłobku
      nie ma tak jak bedzie marudny nie da sie poprawić czy wydmuchać
      noska to jego sprawa... ja wiem że czasami nie ma wyjścia, ale
      jestem zdania że lepiej w biedzie a szczęściu... zwłaszcza że też
      mogłabym isc do pracy i to lepiej płatnej niż mój mąż ale wiemże
      moje dziecko potrzebuje mnie bardziej niż czego innego na świeciesmile
      przemysl to dobrze bo naprawde nie wyobrażam sobie tego:0 rozumiem
      gdyby maluch miał tam np. przebywać około 4 godzin jeszcze jako.ś by
      można ale powyżej 8 godzin nie wyobrażam sobie tego smile
      • kasiapfk Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 11:49
        olka, nie przesadzaj. Żadne 9m-czne dziecko nie będzie leżało przez
        8h w łóżeczku! wyobraxni trochę dziewczyno. Chyba nie widziałaś
        dobrych, nowoczesnych żłobków. czasy lat 80-tych minęły. w
        większosci przypadków.

        Do autorki wątku:
        poszłabym do pracy w ogóle. Niekoniecznie takiej, która pochłania
        więcej niż 8 h dziennie. Nawet gdybym nie musiała. Za każdym razem
        (mam 3 dzieci) wracałam do pracy żeby nie zwariować w domowym
        kieracie. A pierwsze kroczki czy ząbki i tak widziałam. Więź z
        dziećmi nie ucierpiała. Więź z najmłodszym też jak sądzę nie ucierpi.
        Trudny masz wybór. Bardzo. Trzymam kciuki za Twoją decyzję. Jak by
        nie była smile
        • dzoanka3 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 12:21
          nooo, jest to dylemat... odczuwam podobne rozdarcie: mam bardzo
          dobrą pracę, świetnie płatną, bardzo fajny zespół ludzi i w ogóle
          bardzo ją lubię. Jednak oczywiście nie będą na mnie czekać w
          nieskończoność, muszę wrócić po 6 miesiącach. Jestem zdecydowana
          wrócić, chociaż pensja męża też by nam wystarczyła na życie..
          Idealnie dla mnie byłoby wrócić do pracy po roku, ale wtedy
          musiałabym szukać nowej pracy, a żal mi stracić to co mam - nie
          wiadomo czy trafiłabym aż tak dobrze.. Oczywiście ból serca jest,
          muszę znaleźć nową nianię i też jest to stres.. Z moim pierwszym
          było lepiej, bo byłam w domu 10 miesięcy, a i niania była osobą
          zaprzyjaźnioną, mamą mojej sąsiadki..
        • gawliki Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 09.01.08, 13:58
          a ja tak!pojde do poracy jak urodze tzn mam nadzieje do roku
          odchowac.dlaczego?dlatego ze jeszcze nigdy nie pracowalam na
          etacie...luzowalam sie bo maz super daje rade,a ostatnie 35roku z
          corka bylam bo zal mi bylo ja do przedszkola dac......sierota ze
          mnie.teraz juz serio nie mam sily na siedzenie w domu-glupieje!!!!!!
          1a jak widze kolezanki zadowolone z zycia,ze znajomych i pracy to mi
          gorzej............teraz bedzie mi zal maluszka na bank,ale musze
          pojsc do pracy dla zdrowej psychikiiiiiiiii
      • deela olka84rex skad ty masz takie bzdurne informacje? 15.12.07, 15:24
        moje dziecko chodzi do zlobka odkad skonczylo 5 m-cy i gwarantuje ci ze nikt nie
        trzyma dzieci po 8 h w lozeczkach, dzieci sa wkladane do lozeczek jak maja
        drzemke <12-14 mniej wiecej> poza tym sa caly czas na sali zabaw, gdzie maja do
        dyspozycji zabawki, sprzet rehabilitacyjny (np sa bujane na pilkach co nawet na
        mega zdrowe dziecko dobrze wplywa) dzieci sa uczone nocnika, samodzielnego
        jedzenia itd itp
        ty masz jakies sredniowieczne WYOBRAZENIE (podkreslam WYOBRAZENIE, bo zlobek to
        ty chyba widzialas tylko jak go mijalas) i zlobkach
        dzieci owszem maja pory jedzenia, ale jak ktores zglodnieje to zawsze stoi
        dyzurne mleko (kilka rodzajow bo kazde dziecko pije takie jak rodzice zaleca, a
        jesli jest alergikiem to w moim zlobku przynosi sie recepte np na pepti i zlobek
        go kupuje), dziecko jest przewijane w miare potrzeby (i za kazdym razem
        smarowane sudokremem, chociaz ja w domu nie smaruje go od m-cy)
        dziecka z katarem NIE prowadzi sie do zlobka
        podumowujac piszesz takie glupoty ze az glowa boli
        • olka84rex Re: olka84rex skad ty masz takie bzdurne informa 04.01.08, 21:34
          chciałabym wiedziec w jakich miastach mieszkacie... a co do mojej
          obecności w złobku to z przykroscia stwierdzam ze moja matka jako
          samotniewychowujaca całe zycie oddała mnie tam jako niemowlaka wiec
          choc nie pamietam tego to chodziłam do złobka ... pamietam za to
          lata z przedszkolu i to nie tyl;e zabawy czy koleżanii czy co
          kolwiek ale to ze wszystkie dzieci były juz dawno w domu a ja
          czekałam na moją mame.. pamietam panią która pracowała tam chyba
          jako sprzataczka bo z nią siedziałam godzinami do późna... Gratuluje
          że wasze dzieci trafiły do takiego złobka dobrego... ale
          przynajmniej w moim miescie i złobku który ja znam jest na 100000%
          inaczej... poza tym która opiekunka powie matce ze no nie miała
          czasu... heheh dobre... i jeszcze jedno co innego dzieci które maja
          mozliwosc poruszania się a co innego dzieci które mają 4
          miesiące!!!! aha i co do kataru to chciałabym zobaczyć czy
          rzeczywiscie chore dziecko nie idzie do złobka... aha i jeszcze
          jedno mam kilka kloeżanek które są zmuszone oddawac tam dzieci i
          jakos ich pociechy nie ciesza się zdrowiem... są co chwile chore...
          a te drzemki w wyznaczonych godzinach fajne tylko co z tego skoro np
          mój mały ma swoje pory lezakowania???
          • deela olka84rex 04.01.08, 21:42
            jak juz koniecznie musisz wiedziec to w Warszawie
            dzisiaj jako dorosla kobieta powinnas rozumiec ze twoja matka jak sama napisalas
            "samotnie wychowujaca" zapieprzala jak maly samochodzik zebyscie mialy za co
            zyc, wiec nie siedzialas w zlobku/przedszkolu bo mamusia balowala?
            moje pieciomiesieczne dziecko lezalo na specjalnych zagrodzonych materacach,
            zeby go chodzace nie tratowaly, wraz z innymi maluchami niechodzacymi i cwiczylo
            stawanie na kolankach, miesnie brzucha albo bawilo sie zabawkami podwieszonymi
            na palaku,
            co ty myslisz ze zlobek to jakas mordownia???????
            po m-cach doswiadczen oswiadczam z cala moca iz lekki katar to nie choroba
            dziecko odchorowuje swoje i sie uodparnia, kazde dziecko to czeka, nie w zlobku
            to w przedszkolu nie w przedszkolu to w szkole, julek przez pierwsze polroku
            chorowal mi w zasadzie bez przerwy, a teraz ma 14 m-cy i (odpukac) poza lekkim
            niegroznym smarem nic mu nie jest
            pory lezakowania dziecko moze sobie przestawic i nic mu od tego nie bedzie, a
            bardzo stymulujaco dziala na dziecko fakt iz WSZYSTKIE dzieci sa kladzione o
            jednej porze
            a ty nie potrzebnie straszysz autorke watku bo doswiadczenie ze zlobkami masz
            takie ze cos gdzies tam uslyszalas, albo ci sie wydaje.....
            • olka84rex Re: olka84rex 05.01.08, 17:48
              niechce być nie miła ale chyba jednak warszawa od mojego miasta to
              to troche róznica i wydaje mi się że to iz tak reagujesz na to co
              napisałam to poprostu obrona a raczej próba usprawiedliwienia się...
              jakbyś dobrze poczytała to autorka watku piszę że nie musi dawac
              dziecka do złobka... co do mojej mamy to ja szanuje i nie mam o to
              pretensji... aha i jeszcze jedno dzieci niektóre oczywiscie chodza
              do złobka z uciechą nie dla tego że maja super opieke ale tylko
              dlatego że sa tam inne dzieci jednak to dodtyczy sttraszych szkrabów
              a nie jak pisze autorka 4 czy 5 miesiecznego dziecka... bo ono
              najbardziej potrzebuje matki i skoro ktoś nie musi tam oddawac
              dziecka to to po co ma tak szybko je od siebie separowac??? moze
              lepiej poczekac z tym az maluch bedzie miał powyzej 12 miesięcy??
              aha i jakbyś chciała wiedziec to żłobek mam rzut kamieniem od domu i
              dokładnie wiem jak tam wygląda i co tam się dzieje bo poza tym iz
              pracuja tam moje znajome (przyjaciółka)aha i zapomniałam powiedzieć
              że mam duzo młodsza siostre którą też tam woziłam ... była od małego
              w żłobku... dorastała tam i gdy opowiadała (końcowy etap) co się
              działo lub co robiła to az za serce mnie sciskało że musi tam
              chodzić... więc prosze nie pisz o bajecznych żłobkach bo nie
              wszytskie takie sa wiec po co oddawac dziecko skoro nie trzeba?? aha
              i jeszcze jedno złobek nic nie wnosi w procesie socjalizacji możesz
              o to zapytac obojetnie jakiego specjalisty...
              • deela Re: olka84rex 06.01.08, 02:37
                > niechce być nie miła ale chyba jednak warszawa od mojego miasta to
                > to troche róznica i wydaje mi się że to iz tak reagujesz na to co
                > napisałam to poprostu obrona a raczej próba usprawiedliwienia się...
                jesli sadzisz ze sie usparwiedliwiam ze oddalam dziecko do zlobka to chyba
                jestes chora
                na reszte nie chce mi sie odpisywac bo dla mnie to bzdury sprzed trzydziestu lat
                i zaslyszane plotki
      • dlania Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 19:08
        8 godzin dziennie lezy w łóczeczku????!!!!! Kobieto, co Ty za pierdoły
        opowiadasz!!!! Znajomy Ci jakieś bajki wciska i chyba w kotłowni w tym żłobku
        pracuje!
        W najmłodszej grupie u mojej córki na 15 dzieci jest 5 opiekunek. A że 2/3
        dzieci raczkuje lub biega juz samo, to akurat te najmłodsze sa najbardziej
        wychuchane i wyprzytulane.
        Co do pytania autorki wątku: 8 godzin jest ok, ale jak to bedzie 10-12... Trudny
        wybór...
      • dlania Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 19:10
        A zakatarzonych i chorych dzieci sie kobieto do żlobka nie daje, więc bądź
        spokojna, zdążysz złapac wszystkie glutki gruszeczka w domciu.
        • novembre Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 17.12.07, 23:56
          Boze, jak dobrze, ze napisalyscie to wszystko o zlobkach..
          To ja juz nie musze smile

          Moje dziecko na haslo w niedziele wieczorem: "Piotrus jutro pojdzie do zlobka",
          bralo buty w rece i stawalo przy drzwiach do wyjscia wink.
          Z poltora roku wtedy mial.
          A co sie od tesciowej nasluchalam o chorobie sierocej i lezeniu zasikanym i
          glodnym caly dzien.. yesoooooo.. Musiala odszczekac big_grin.

          Pozdrawiam,
          novembre
    • magda1237 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 12:55
      Miałam niedawno ten sam dylemat. Miałam doła przez długi czas, bo
      wiedziałam w sumie że do pracy muszę iść ze względu na finanse.
      Bardzo mnie to przygnębiało, ryczałam w dzień, do męża ciągłe
      pretensje że muszę pracować, ale cóż wyjścia nie było. I okazało się
      że nie jest tak żle. Z perspektywy czasu stwierdziłam że dobrze mi
      to zrobiło. Dziecko zadowolone, a ja trochę wyrwałam się od tematu
      kupek i zupek. Ciężko w to uwierzyć ale naprawdę jakoś da się to
      przeżyć. Tylko może nie żłobek a niania? Chociaż 9 miesięczne
      dziecko powinno się dobrze zaklimatyzować. To dobry wiek na żłobek.
      Później może być gorzej, a wcześniej to rzeczywiście trochę strach.
      Moja córka miała 5,5 misiąca jak poszłam do pracy (cały etat +
      dojazdy). W domu jeszcze dodatkowo pracuję na pół etatu. Więc się
      da, ale gdybym nie musiała iść do pracy to tak wcześnie bym nie
      poszła
    • nataliak9 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 13:19
      a czy pracowałas kiedys wiecej niż 8 godzin dziennie? ja tak. nie
      wyobrażam sobie łaczyc tego z posiadaniem małego dziecka, dodatkowo
      komórka słuzbowa brzęczy nawet w sobotę wieczorem. ja teraz tez nie
      pracuje, jak mała skonczy rok planuje otworzyc małą własną
      działalność, żeby miec czas na dom i dziecko, kokosów pewnie nie
      zarobie, ale nie można miec wszystkiego.
      z punktu widzenia osoby nie pracującej zawodowo, propozycja którą
      otrzymałas jes oczywiście nęcąca. a może mogłabys wychodzic
      punktualnie? coraz więcej firm przestrzega tej zasady, doinformuj
      się.może tez dobrym rozwiazaniem bedzie krótki okres próbny na
      poczatek? zycze trafnego wyboru.
      • sabciass Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 13:31
        Pracowałam czasem i po 12h jak była taka potrzeba, w opiece nad mała
        napewno pomógłby mi mąż, bo on pracuje zawsze 8h, ma wolne święta i
        weekendy, więc z tym nie byłoby problemu, boję się tylko o ten brak
        kontaktu z dzieckiem. Pewnie po jakimś czasie mój czas pracy by się
        unormował i pracowałabym te 8h dziennie, ale pracowałam już kiedyś w
        hotelu podczas jego rozruchu i na początku napewno będzie to praca
        non-stop. Sama nie wiem, mam trzy miesiące na podjęcie decyzji.sad
    • deela Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 15:18
      nie
      pracuje 8 godzin dziennie, zadnych nadgodzin nie pozwalam sobie wciskac
      chce byc matka a nie rodzicielka
      8 h to i tak duzo wiecej NIE MA MOWY
    • ewa_mama_jasia Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 15:41
      Poszłabym na Twoim miejscu spróbować. Po pierwsze nie wiesz, czy
      musiałabyś pracować tak długo i czy codziennie. Zawsze możesz
      zrezygnować. A przynajmniej będziesz wiedziała, żczego rezygnujesz.
      Skoro zaproponowano tę pracę Tobie, matce małego dziecka, to chyba
      ten kto proponował zdaje sobie sprawę z ograniczeń. Jeśli podołasz i
      nie dociśnie się to na dziecku niekorzystnie - fajnie, będą
      pieniądze, nowe doświadczenia, staż pracy... Jeśli nie podołasz -
      zawsze będziesz mogła iść na wychowawczy. Do stażu pracy się liczy.
      A przynajmniej będziesz mogła dopisać ciekawą i w miarę aktualną
      pozycję do cv.
      Piszesz "Mała będzie musiała pójść do żłobka i nagle praktycznie
      zniknę z jej życia" - czy trochę nie przesadzasz? Żłobek to nie
      katorga, dzieci nie siedzą tam po 9 godzin w łóżeczkach, głodne i w
      jednej pielusze. A niby czemu masz zniknąć z życia swojej córki? Po
      prostu będzie to inaczej spędzany czas. Nie 24 godziny jak teraz,
      gdzie i tak ten czas poświęcasz na zakupy, pranie, sprzątanie i
      gotowanie, tylko będą to może 2 - 3 godziny, ale spędzane TYLKO z
      nią. Weekendy też możesz spędzać z dzieckiem.
      Pisze to jako matka pracująca, z dzieckiem żłobkującym się od ponad
      półtora roku, i doradca zawodowy.
      • marzeka1 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 17:42
        Nigdy nie pracuję więcej niż 8 godzin, więc do pracy wróciłam gdy dzieci miały ok.6 miesięcy, mam wolne wszystkie weekendy, od zawsze pomaga mi mąż, więc nie stałam nigdy przed takim dylematem.Aha,starszy syn chodził do żłobka, który uwielbiał, masz dziwne wyobrażenie o żłobku (no chyba że o jakimś patologicznym słyszałaś).
    • koza_w_rajtuzach Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 18:07
      Rzeczywiście masz teraz ogromny dylemat. Współczuję, że musisz
      stanąć przed takim wyborem. Moim zdaniem powinnaś sama podjąć
      decyzję, aby potem niczego nie żałować.
      Na Twoim miejscu chyba nie poszłabym do takiej pracy. Do pracy
      poszłabym za jakiś czas dopiero, najlepiej na półetatu. Jakby
      dziecko podrosło pomyślałabym o czymś konkretniejszym.
    • rita75 tak 15.12.07, 18:11
      Pracuje, chociaz nie musze.
      • anastasia27 Re: tak 15.12.07, 18:49
        Ja bym pewnie poszła do pracy, tym bardziej że jak sama mówisz to sie może potem
        unormować i "rozruch" hotelu sie skończy a ty będziesz miała dobrą pracę. Ja
        sama idę do pracy gdy mała skończy pół roku, chociaż mogłabym teoretycznie w
        ogóle zrezygnować z pracy i być na utrzymaniu męża. ale sobie tego po prostu nie
        wyobrażam, byłabym wtedy nieszczęśliwa i sfrustrowana, a nie takiej matki
        potrzeba dziecku. Jeżeli któraś kobieta jest szczęśliwa rezygnując z pracy i
        może sobie na to pozwolić to ja to popieram. Ja osobiście wiele lat sie
        kształciłam i mam dobrą pracę ze sporymi zarobkami i czasem maximum 8 godzin
        dziennie blisko od domu ( do domu dojeżdżam 15 minut) i nie chcę jej stracić. To
        że kobieta powinna pracować jest dla mnie tez o tyle oczywiste, że moja mama
        całe życie pracowała zawodowo (ja sam miałam nianię w latach 70-tych), moja
        teściowa też ( oddała mojego męża do żłobka) i obydwoje z mężem mamy dobre
        układy z rodzicami. Osobiście uważam, że trzeba spełniać się na wielu polach. Mi
        samo macierzyństwo nie wystarcza. Jeżeli wiedziałabym że nadgodziny w pracy
        nigdy sie nie skończą bo taki jest tam charakter pracy to szukałabym innej
        pracy, bo obawiam się że nie miałabym siły w dzień powszedni zajmować sie
        dzieckiem i tylko odganiałabym się od niej. Jednakże gdybym nie miała wyboru
        (ach te finanse) to pewnie bym sie zdecydowała na jakiś czas i próbowałabym coś
        wykombinować (walczyć o krótsze godziny lub intensywnie szukać czegoś innego.
        Finanse rodziny sa niestety ważne. Tak wiele można dziecku dać (prywatna opieka
        zdrowotna, dobra szkoła, wyjazdy itp.).
    • ma_dre Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 18:34
      jakbym nie musiala to juz nigdy do pracy bym nie poszla, tzn takiej na etacie...
      bo o innej dzialalnosci zarobkowej pewnie bym kiedys pomyslala.
      ...z tym ze... w opisanej przez ciebie sytuacji na pewno polecialabym do roboty
      z wywieszonym jezorem, zawsze przeciez mozna sie zwolnic, jakby bylo zbyt
      ciezko, a nie podjac takiego wyzwania? no nie da sie!
    • bri Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 15.12.07, 19:01
      Poszukaj raczej niani. Moja córeczka poszła do żłobka jak skończyła
      roczek, ale na początku bardzo dużo chorowała. Gdyby nie babcia nie
      byłabym w stanie pracować. Poza tym z nianią na początek będzie Ci
      wygodniej.
    • eljena oczywiscie, juz nawet to zrobilam 15.12.07, 19:24
      po prostu nie znam ani jednej kobiety, ktora by nie pracowala
      zawodowo i byla szanowana przez meza i przez dzieci...
      • aetas Re: oczywiscie, juz nawet to zrobilam 15.12.07, 19:56
        gdybym nie musiała, tobym chyba jednak nie poszła smile

        ale jeśli mówisz, że praca na wysokim stanowisku, to i chyba pensja
        powinna Cio pozwolić na zatrudnienie opiekunki, żeby nie dawać
        dziecka do żłobka, opcja z opiekunką wydaje mi się bardziej softowa,
        w sensie, że jak nawet zostaniesz w pracy dłużej, to dziecko będzie
        jedno pod opieką osoby, do której będzie przywyczajone, i w ogóle
        wydaje mi się, że jeśli miałabym zostawić dziecko, to nie w żłobku,
        ale to moje tylko zdanie
      • kea100 Re: oczywiscie, juz nawet to zrobilam 15.12.07, 21:20
        eljena napisała:

        > po prostu nie znam ani jednej kobiety, ktora by nie pracowala
        > zawodowo i byla szanowana przez meza i przez dzieci...


        Ciekawa teoria....
      • alkara Re: oczywiscie, juz nawet to zrobilam 15.12.07, 21:50
        eljena napisała:

        > po prostu nie znam ani jednej kobiety, ktora by nie pracowala
        > zawodowo i byla szanowana przez meza i przez dzieci...


        Mnie tam mąż jak na razie szanuje, chyba jakaś szczęściara
        jestem smile))) a do pracy nie wróciłam bo jej po prostu nie lubiłam i
        generalnie po wychowawczym mam gdzie wracać ale mi sie tam nie
        spieszy.

        W Twoim przypadku, jeżeli jest to praca którą bedziesz lubiła i
        bedzie przynosiła Tobie dużo satysfakcji to bym poszła, ale fakt,
        zatrudniłabym opiekunke a nie dała do żłobka.
        Jeżeli będziesz widziała, że jednak praca zabiera Tobie za dużo
        czasu i brakuje Tobie kontaktu z dzieckiem to zawsze przecież można
        zrezygnować, ale przynajmniej nie załować że się czegoś nie
        spróbowało smile

        Ale jeżeli już zdecydujesz sie na żłobek to dziecko 9 miesięczne, na
        pewno nie pozwoli sobie na 8 godzin leżenia w łożeczku smile i pewnie
        będzie się tam fajnie bawiło. Jedyne ryzyko to są choroby, które
        niestety może łapać.
    • gooochab nie wyobrażam sobie nie pracować 15.12.07, 23:44
      po prostu nie rozumiem jak można mieć taki dylemat.

      Ty nie zarabiasz, a mąż zarabia na przeżycie- sorry, ale to dla mnie nie jest
      sytuacja "nie muszę pracować", tylko motywacja do pracy. Nie chcesz niczego
      więcej? Żadnych zakupów, nowa pralka, telewizor, aparat, cokolwiek? A jeśli mąż
      zachoruje, kto was utrzyma? A jeśli dziecko będzie potrzebowało czegoś extra
      (fotelik do samochodu, nowy wózek), już nie mówiąc (odpukać) o tym, że gdyby
      trzeba było kupić leki dla któregoś z was, to skąd na nie wziąć?
      Macie auto?- klocki hamulcowe, opony, olej, to wszystko się zużywa. A jeśli
      przyjdzie wyrównanie np. za prąd kilkaset złotych?
      Bierzesz coś takiego pod uwagę?
    • ik_ecc Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 02:51
      W opisanej przez Ciebie sytuacji bym zdecydowanie nie poszla,
      dziecko jest za male.

      Moja corka ma 2,5 roku, ja dalej uparcie odrzucam oferty na pelny
      etat, natomiast rownie uparcie szukam roznych na pol - i co jakis
      czas znajduje. Moj maz tez zarabia tyle zeby starczylo od-do -
      zadnych kokosow, ale tez i sie nie zadluzamy. Musialoby nas mocno
      przycisnac zebym poszla na pelny + nadgodziny, brrrrr....

      • polla10 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 08:12
        moja znajoma pracuje w żlobku odeszła na macierzyński później na
        wychowawczy teraz już siedzi w domu trzeci rok na wychowawczym nie
        dostaje już ani grosza z tego tytułu. zgadnijcie dlaczego nie dała
        małego do żłobka przecież sama jest tam zatrudniona!!!!
        • deela Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 09:27
          bo zarabia gowniane pieniadze (w z lobku pensje sa zenujace) i po odjeciu
          kosztow zlobka zostaloby jej niewiele w garsci wiec jej sie to nie oplaca?
          • polla10 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 10:49
            miała tysiac zlotych na ręke, jej mąż zarabia 1200. oplat maja
            jakies 500zl prosty rachunek zostaje im 700zl za ktore musza przezyc
            caly miesiac z kupowaniem ubran wlaniem beznyny do samochodu.
            Sądzisz ze nie wróciła do pracy bo mało zarabia?? Nie ona nie
            chciała dac swojego dziecka do żłobka. Przy "ich" zarobkach nawet
            200zl wiecej byloby zbawieniem.
            • madame_edith Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 11:38
              Tak tak, dzieci w żłobkach są maltretowane. I dlatego idą tam z
              uśmiechem na ustach. A taki trzylatek nie mówi o tym w domu, bo jest
              zastraszony. Łojezu ... Strach się bać.
              Wróciłam do pracy, na cały etat i ani minuty dłużej. Dziecko poszło
              do żłobka, ma się świetnie, nasza więź na tym ani trochę nie
              ucierpiała. Nie była do stuprocentowa konieczność, ale nie umiem
              sobie wszystkiego odmawiać, nie wyobrażam sobie być od nikogo
              zależna.
              Nie wiem co bym zrobiła na miejscu autorki wątku, pewnie spróbowała,
              czy rzeczywiście jest to takie obciążenie. Skoro szansa może się nie
              powtórzyć...
              • novembre Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 17.12.07, 23:59
                > Tak tak, dzieci w żłobkach są maltretowane. I dlatego idą tam z
                > uśmiechem na ustach. A taki trzylatek nie mówi o tym w domu, bo jest
                > zastraszony. Łojezu ... Strach się bać.

                Ja obstawiam, ze im cos do jedzenia dosypuja, na usmiechsmile.
                No bo niby od czego to tak?
                big_grin
            • wieczna-gosia Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 18.12.07, 05:38
              Nie ona nie
              > chciała dac swojego dziecka do żłobka.

              chcienie oddania dziecka do zlobka nie jest obowiazkowe, nawet dla wychowawczyn
              zlobkowych.
    • agao_72 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 11:28
      Zosia poszła do żłobka, jak miała 10 miesięcy. ja pracowałam od
      momentu, jak Zo skończyła 6 miesięc- przez 4 m-ce opiekowała się nią
      siostra męża. miała normalną pensję niańki.
      pracuję po 8 h dziennie, czasami dłużej. i zaręczam, jest czas na
      wszystko, na zabawy z dzieckiem, odopczynek, rozwijanie własnego
      hobby (u mnie to grafika komp., fotografia, podróże, dobra lektura,
      biżuteria). córa ma 2 lata z hakiem, mówi pełnymi zdaniami, w domu
      lata bez pieluchy, sama je, sama się bawi, fajnie rysuje.uwielbia
      chodzić do żłobka i zaczyna opoowiadac o koleżankach "Maja, Kaja" i
      koledze "Adaśśśś".
      zmierzam do tego, w żłobki to dobry wynalazek, u nas maluchy mają
      dodatkowo rytmikę, a najstarszej grupie angielski. z dzieckiem nic
      się nie dzieje złego, czasami łapie jakieś katary, ale ostatnio, to
      my latamy zasmarkani, a ona jest zdrowa.
      acha - ja nie musiałam pracować, mąż zarabia sporo, a ja mam
      oszczędności pozwalające na niepracowanie przez parę lat. po prostu
      uznałam, że nic ciekawego z siedzenia w domu nie wynika. i poszłam
      do pracy.
    • wieczna-gosia Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 16.12.07, 11:42
      zalezy.
      obecnie pracuje tak ze widuje dzieci wczesnie rano i wieczorem. I zlemi z tym
      starsznie i jesli ktos mowi ze wystarcza mu kontakt z dzieckiiem w godzinach 7
      rano a nastepnie po 19 to wzwyczajnie klamie. A zaznaczylas ze na poczatku to
      bedzie wiecej niz 8 godzin. Plus dojazdy jak sadze.
      Ale- jesli praca jest perspektywiczna i interesujaca, a w dodatku masz 4
      miesiaca na przygotowanie sie do tej sytucaji- to warto. Poza tym- zawsze mozna
      sprobowac i zrezygnowac smile

      nawiasem mowiac znam sporo kobiet ktore nie pracuja i sa szanowane przez meza
      gdyz prowadza dom i wychowuja dzieci. Szczegolnie gdy maja niemowlaki w domu,
      ktorym opieka sie nalezy jak psu buda smile
      • alex05012000 Re: TAK 17.12.07, 11:14
        podam swój przykład: poszłam do pracy kiedy córka miała 10 miesięcy,
        teraz ma prawie 8 lat, miała nianię, potem była w przedszkolu, teraz
        w szkole, ja cały czas pracuję, 8-8,5 godziny dziennie, okazjonalnie
        dłużej, okazjonalnie wyjeżdżam słuzbowo lub wychodze służbowo
        wieczorem, były czasy kiedy dorabiałam wieczorami i w weekendy;
        dojazd rano zajmuje mi 10-15 min., powrót ok 20 minut, widzimy się
        rano i po 17.00-18.00, + poświecam córce praktycznie cały weekend,
        jakoś nigdy nie było problemów ani z naszymi relacjami -córka mnie
        uwielbia, ani innych... nie wyobrazam sobie zycia bez pracy i
        siedzenia w domu, nawet jako rentier bym pracowała, społecznie,
        harytatywnie... cokolwiek... oczywiście medal ma 2 strony i praca
        pełnoetatowa + dom + wychowanie dziecka to dużo pracy i spore
        wyzwanie...z wielu rzeczy trzeba zrezygnować, w szczególności czasu
        dla siebie! życze satysfakcjonującej decyzji autorce wątku
    • 18_lipcowa1 a ty nie musisz????????????????? 17.12.07, 23:25
      jak ty chcesz zyc z jeszcze jednym dzieckiem gdy twoj maz juz teraz
      zarabia tylko na rachunki i PODSTAWOWE utrzymanie?
      Idz do pracy, odkuj sie i wtedy rob kolejne dzieci...
    • maziq Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 05.01.08, 11:45
      Ja wróciłam do pracy niedawno zostawiając moją 7 miesięczną córeczkę
      z nianią i mam wrażenie że dobrze na tym wyszłyśmy i ja i moja
      córeczka. Grunt to znaleźć dla dziecka dobrą opiekę.
      Ja tez osobiście nie wyobrażam sobie nie pracować, lubię swoją pracę
      i ciąglę mam w sobie jakąś ambicję, chcę się rozwijać zawodowo,
      dokształcać. Dla siebie ale też dla rodziny własnie. Bo co to znaczy
      nie musieć pracować. Dla każdego to znaczy coś innego. Ja uważam ,że
      dopóki mój mąż nie zostanie prezesem banku albo nie wygram 10
      milionów w totka, to pracować powinnam, bo pieniążków nigdy nie jest
      za dużo, tyle rzeczy chciałabym dziecku zapewnić.
    • bea116 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 05.01.08, 12:53
      biorąc pod uwagę okoliczność być może niepowtarzalności propozycji - tak
    • katrio_na Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 05.01.08, 14:29
      Nie wszystko nalezy tak materialnie rozkladac...

      Bycie w domu to nie tylko sprzatanie, gotowanie itp. To bycie przy
      dziecku w najwazniejszym okresie jego zycia.
      To pokazywanie mu swiata, chodzenie na rozne zajecia (w ktorych ty
      tez uczestniczysz), chodzenie po lesie, parku, zwiedzenie muzeow,
      chodzenie do kina, teatru...

      Ja pierwsze 3 lata zycia mojego syna poswiecilam w zasadzie tylko
      jemu, byly momenty ze nie moglam wtedy paleczke przejmowala Tata lub
      Babcia.
      Teraz tez pracuje na zwolnionych obrotach i planuje wrocic na full
      zakres od wrzesnia gdy syn pojdzie do Zerowki.
      To naprawde fajny okres w naszym zyciu i bede wspominac go z
      nostalgia. Mysle ze moj syn rowniez.

      Jasne ze przez ten czas troche wyrzeczen finansowych bylo ale jakos
      teraz ich nie pamietam, pamietam za to cale zycie mojego Malego i to
      sie chyba liczy.

      Zreszta w moim srodowisku jest kilka Mam czy tez nie Mam ktore nie
      pracuja bo po prostu z jakims tam wzgledow nie chca czy tez nie
      musza.
      Ich zycie jest naprawde pelne wrazen i trudno powiedziec ze
      zatrzymaly sie na pewnym rozwoju intelektualnym - one maja czas
      zwiedzac, czytac ksiazki, chodzic na fitness, posiedziec w ogrodzie
      a zapewniam ze jesli gotuja obiady to z mezem smile

      Nie zawsze zycie jest czarno-biale , nie zawsze maz to swinia ktory
      porzuci nas dla mlodszej...

      Zatem, nie gdybym nie musiala to bym nie pracowala. Ale musze bo
      lubie to co robie i lubie miec chociaz troche inny swiat niz 5
      latka, ale nie wielesmile


      • maziq Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 05.01.08, 15:46
        Oczywiście że mozna całkowicie poświęcić się dziecku,nie wracać tak
        szybko do pracy. Ale to już każda kobieta powinna sama zadecydować,
        jeśli w ten sposób się realizuje, czerpie z tego przyjemność to jak
        najbardziej popieram. Natomiast odnoszę wrażenie że część kobiet
        wybiera ten model tylko dlatego ze uwaza ze powinna się poświęcić
        dla dziecka, ze to najważniejszy okres w jego życiu i temu podobne.
        I to mnie właśnie zadziwia, bo w sumie niby dlaczego najważniejszy smile
        Mało kto chyba cokolwiek pamięta z tego okresu życia. Jasne że dla
        dziecka ważna jest w tym czasie odpowiednia opieka, stymulowanie
        rozwoju. Ale równie dobrze taką opiekę nad dzieckiem może częsciowo
        sprawować odpowiednia opiekunka czy babcia. Nawet mam wątpliwości
        czy tak znowu dobrze gdy dziecko tak długi okres spędza tylko z
        mamą. Jak patrzę na moją dzidzię która zostaje i pod opieką niani,
        czasem jednej babci, czasem drugiej i widzę jaka jest wesoła i
        towarzyska, sprytna, to nie wydaje mi się żeby jej się krzywa
        działa. I też uważam ze o wiele ważniejsze dla dziecka jest by mama
        była szczęśliwa, niż mama sfrustrowana 24h na dobę.
    • kicia031 Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 05.01.08, 15:02
      Oc\zywiscie. Pracuje przede wszystkim dla tworczej satysfakcji jaka mi daje moja
      praca, i choc kocham moje dzieci i z przyjemnoscia spedzam z nimi praktycznie
      caly czas kiedy nie pracuje, to nie wyobrazam sobie, by moje zycie wylacznie na
      tym sie koncentrowalo.
      I lubie byc niezalezna finasowo.
    • katrio_na Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 05.01.08, 18:23
      Naprawde nic nie pamietasz z dziecinstwa? To smutne.

      Dziecko do 6 roku zycia ksztaltujesz a potem idzie w wielki swiat smile
      To moje dziecko, ktore swiadomie urodzialam i nie chcialam aby
      zlepkiem wychowania Nian, Babc i innych postronnych osob jakie
      spotka na swojej drodze. Chcialam mu dac fundamenty, pokazalam mu co
      mialam pokazac, wytlumaczylam co mialam wytlumaczyc.
      A pozniej niech to konfrontuje z rzeczywistoscia.

      To byl moj wybor aby Wielka Kariera poczekala. Pracuje w wolnym
      zawodzie w ktorym mlodosc i uroda nie sa znaczacym atutem, Noble
      zdobywamy raczej na emeryturze zatem to dla mnie nie mialo znaczenia.

      Moje dziecko nigdy nie bylo synkiem Mamusi. Jest swietnie
      uformowanym, ciekawym swiata czlowiekiem. Ma maksymalne poczucie
      bezpieczenstwa i umie sam swiadomie myslec, nie identyfikuje sie ze
      mna.

      Ale znaznaczam, ze bylismy bardzo otwarci na swiat i na nasza
      okolice. Bardzo duzo podrozowalismy.
      To byl naprawde fajny czas, poprzerywany jedynie nieprzyjemnymi
      chorobami. Ale w sumie poprzez te choroby uformowałam się tez
      zawodowosmile

      Dlatego jesli bedziesz sie dobrze bawic to Twoje dziecko tez bedzie
      sie dobrze bawic, a to co mu dasz zostanie w nim do konca zycia.
      A jesli masz myslec tylko o pieniadzach, o tym ze jest co zle, ze
      mlodsze zabieraja Ci prace, ze masz gotowac, prac - to naprawde
      lepiej isc do pracy.
      Czasami mi sie wydaje ze aby zostac w domu z dzieckiem (jejku, co za
      sformulowanie, my w tym domu bywalismy jedynie w nocy) nalezy byc
      troche samemu dzieckiem...
      • maziq Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 06.01.08, 10:03
        A ty pamiętasz coś z okresu do 3 lat, bo o takim okresie dzieciństwa
        mówię? Potem wiekszość dzieci idzie do przedszkola, więc czy się
        pracuje czy nie kontakt z dzieckiem jest mniej więcej taki sam.
        Muszę przyznać że pięknie i patetycznie to wszystko przedstawiasz -
        wspólne poznawanie świata, ciągle poza domem, w podróży. Aż się
        rozmarzyłam, normalnie jak Angelina Jolie smile
        Wszystko fajnie ale wydaje mi się że w większości rodzin to nie do
        końca tak wygląda. Podróże ograniczają się do wspólnych urlopów czy
        wypadów weekendowych. Mąż pracuje więc nie wyobrażam sobie że ja w
        tym czasie wezmę dziecko i będę sobie świat zwiedzać. Choć bym może
        chciała bo bardzo lubię podrózować i pewnie dużo osób lubi, ale nie
        wiedzieć czemu to zwykle tak nie wygląda. A jak jest temperatura -10
        jak teraz to generalnie w ogóle ciężko się gdzieś ruszyć jak się ma
        dziecko poniżej roku. No chyba że skoczymy sobie gdzieś Australii
        np smile
        A podsumowując to nie mam zupełnie nic przeciwko mamom, które
        decydują się nie wracać do pracy i zostać w domu. Sama bym może
        chciała żeby tak było - móc się w tym realizować tak do końca, a po
        3 latach bogata w przepiękne wspomnienia wrócić sobie spokojnie do
        pracy smile Mi niestety to nie wystarcza, czuję potrzebę spełniania sie
        również na innych polach. Tak jak wiele mam i nie uważam żeby było w
        tym coś złego i odbywało sie kosztem dziecka. A z obserwacji wiem ze
        równie ważny jak nie ważniejszy jest kontakt z dzieckiem w okresie
        dorastania. Dziecka nie kształutje się tylko do 6 roku życia, tylko
        o wiele dłużej, a niestety złym pdejściem do dziecka właśnie w
        okresie dojrzewania można zepsuć całą dobrą robotę którą się
        odwaliło gdy było dzieckiem. Przynajmniej jeśłi chodzi o więź z
        rodzicami, wzajemne zaufanie itp
    • zebra12 Ja bym nie pracowała, ale........ 06.01.08, 11:11
      Musiałbym mieć inne źródło dochodu niż pochodzące od męża. Pewnosć,
      że źródełko nie wyschnie za nawet 50 lat. Wtedy tak. Inaczej bym nie
      ryzykowała...
    • 4dzieciimy Nigdy, przenigdy 07.01.08, 12:25
      bym tego nie zrobia, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie być
      tylko mamą i żoną. Realizacja zawodowa jest dla mnie bardzo ważna.
      Po urodzeniu pierwszego dziecka tak poukladałam sobie harmonogram
      dnia, że pracuję w domu ( mam własną firmę) ale tylko do 15.00, a
      kiedy dzieci wracają z przedszkola i szkoły, mąż z pracy jestem
      tylko dla nich.
      Nie wyobrażam sobie pracy do 17, 18.... itd

      papa
      aldona
    • melka_x Re: Czy poszłybyście do pracy, gdybyście nie musi 07.01.08, 13:31
      Jeśli to by była duża zawodowa szansa to poszłabym. Ale pod jednym
      warunkiem. O ile w przypadku 2latków - w każdym razie tych
      towarzyskich - jestem zwolenniczką żłobka, o tyle w przypadku
      niemowlaka zdecydowanie opiekunka. Dla niemowlaka każdy, choćby
      najlepszy złobek to przechowalnia, niemowlę nie potrzebuję
      towarzystwa rówieśników, za to bardzo potrzebuje opieki na
      wyłącznośćwink. Także żłobek nie, ale opiekunka owszem. I jak pisze
      Wieczna - zawsze możesz z pracy zrezygnować, spróbujsmile
      • arioso1 nie no lepiej siedzieć w domku 07.01.08, 14:08
        ogladac tv wymieniac pieluchy i cvzekac az maz przyniesie, teściowa
        ubierze a rodzice podrzucą obiad bo z mężowej pensji starcza na
        oplaty...
        nawet gdyby mój mąż byl milionerem poszlabym do pracy ,bo ambicja by
        mi nie pozwolila siedzieć w domu.
        Matka moze się realizować jako matka i żona nie tylko siedząc w domu
        i wychowywać dziecko.dziecko mozna wychowywać pracując dając mu tym
        samym coś więcej , bo
        -kobiety pracujace są inne , są radośniejsze,jak wiele kobiet
        twierdzi ze w pracy się odżywa, patrzymy na nasze dziecko inaczej ,
        na dom inaczej bo nie zyjemy w kieracie.
        mój mąż ma kolegę biznesowego -naprawiamy im tabor -jest
        wlaścicielem wytwórni lodów koral ,pod n-sączem-jest obrzydliwie
        bogaty, tak obrzydliwie że nawet by niektórym nie przyszlo do
        glowy, a jego zona którą poznalam pracuje i nie dlatego ze musi
        tylko dlatego ze chce ,
        znam wiele zon moich klientów z branzy transportowej oni sa bogaci a
        ich zony mimo iz nie musza to pracują mają dzieci a i mimo to ze
        stac ich na zatrudnienie 8 opiekunek do 1 dziecko ich dzieci chodza
        do zlobków -państwowych, to zupelnie normalne że kobieta chce
        pracowac a wg mnie powinna dla samej siebie-minely te czasy gdzie
        mąż zucal koperte z wyplatą a raczej z jej namiastką-same wiecie
        ile wszystko kosztuje, jak drogie jest podstawowe zycie.
        ja nie wyobrazamj sobie że nie stać mnie na wakacje,nowe ciuchy dla
        dzieci, zabawki,mięso na codzień,kino , restauracje, poprostu trzeba
        żyć i korzystać .pracująca mama to najlepsze co moze być dla
        dziecka -i wcale nie ze wzgl.materialnych
        • kropkacom Re: nie no lepiej siedzieć w domku 07.01.08, 14:26
          Ja nie pracuje. I to mimo że dzieci mam zapisane do przedszkola. Gdybym
          pracowała to od września miała bym ciągły problem bo maluchy non stop chore.
          Obie babcie mieszkają w innym kraju niż my więc nie ma mi kto pomagać. Mąż ma
          taka pracę że nie może brać zwolnienia z dnia na dzień i co chwila. Dorywczej
          opiekunki nie zatrudnię bo na dwoje dzieci to zbyt dużo kasy. Poczekam. Wychodzę
          z założenia że lepszy spokój psychiczny mój i mojej rodziny niż ambicje i
          pieniądze.
        • iwoniaw hahahaha :-DDD 07.01.08, 17:46
          arioso1 napisała:

          > ogladac tv wymieniac pieluchy i cvzekac az maz przyniesie, teściowa
          > ubierze a rodzice podrzucą obiad bo z mężowej pensji starcza na
          > oplaty...

          Lepiej to czytać ze zrozumieniem się nauczyć... NIE MUSIEĆ iść do pracy = mieć
          odpowiednio wysoki dochód. Kto tu mówił o niepracowaniu, gdy do garnka nie ma co
          włożyć?

          > Matka moze się realizować jako matka i żona nie tylko siedząc w domu
          > i wychowywać dziecko.dziecko mozna wychowywać pracując dając mu tym
          > samym coś więcej

          Ja tam się w pracach różnych realizowałam zawodowo, finansowo oraz towarzysko,
          ale słowo daję - jako żona i matka to nie big_grin To robię i robiłam w domu big_grin

          > -kobiety pracujace są inne , są radośniejsze,jak wiele kobiet
          > twierdzi ze w pracy się odżywa, patrzymy na nasze dziecko inaczej ,
          > na dom inaczej bo nie zyjemy w kieracie.

          Jeśli ktoś _nie musi_ ( nie jest to równe "nie może") pracować zawodowo na
          utrzymanie rodziny i domu, to znajduje sobie raczej ciekawsze zajęcia niż
          umartwianie się i z pewnością nie postrzega własnego domu jako kieratu.

          > mąż zucal koperte z wyplatą a raczej z jej namiastką-same wiecie
          > ile wszystko kosztuje, jak drogie jest podstawowe zycie.

          Raz jeszcze przeczytaj temat wątku - nie mówimy o sytuacji rodziny żyjącej na
          poziomie ubóstwa.

          > ja nie wyobrazamj sobie że nie stać mnie na wakacje,nowe ciuchy dla
          > dzieci, zabawki,mięso na codzień,kino , restauracje, poprostu trzeba
          > żyć i korzystać .pracująca mama to najlepsze co moze być dla
          > dziecka -i wcale nie ze wzgl.materialnych

          Taa... Ciekawa teoria. Najlepsza matka dla dziecka, to matka, której nie ma
          10h/dobę? Może dla Twoich dzieci...

          Gdybym miała na tyle duże dochody, że w ogóle nie musiałabym pracować, w żąyciu
          nie zatrudniłabym się na etat.
          Nie rozumiem tylko, dlaczego jedyną alternatywą do pracy zawodowej, jaką
          widzisz, jest gnuśniejąca i popadająca w depresję kobieta na skraju nędzy?
          • arioso1 Re: hahahaha :-DDD 08.01.08, 11:05
            >
            > Gdybym miała na tyle duże dochody, że w ogóle nie musiałabym
            pracować, w żąyciu
            > nie zatrudniłabym się na etat.
            > Nie rozumiem tylko, dlaczego jedyną alternatywą do pracy
            zawodowej, jaką
            > widzisz, jest gnuśniejąca i popadająca w depresję kobieta na
            skraju nędzy?
            >

            bo moja droga więcej jest ubogich kobiet co im sie pracować nie chce
            niz tych które nie muszą a idą do pracy.
            kobieta która nie musi a moze moim zdaniem powinna isc do pracy ,
            tak postępuje wiekszośc ludzi normalnych- a ta kobieta która czeka
            az jej maż zarobi - i nawet jeśli zarobi duzo, a do pracy nie
            idzie dla mnie jest leserem i leniuchem.
            tutaj na forum jest mnóstwo kobiet, które mają lepszy kontakt z
            dzieckiem , są wspanialymi mamami a pracuja i po 12 godzin.
            zresztą ja nie mówię o 10 godzinach ale i 8 i mniej-chodzi o sam
            fakt, że kobieta coś robi , wychodzi , robi cos dla siebie , a nie
            tylko wisi w domu z dziecmi bo jej mąz zarobi i ona nie musi.
            a fakt jest taki jak pisalam wczesniej więcej kobiet które są
            zmuszone pójść do pracy tego nie robią
            • iwoniaw Re: hahahaha :-DDD 08.01.08, 17:27
              > bo moja droga więcej jest ubogich kobiet co im sie pracować nie chce

              No ale to chyba nie ten wątek?

              > zresztą ja nie mówię o 10 godzinach ale i 8 i mniej-chodzi o sam
              > fakt, że kobieta coś robi , wychodzi , robi cos dla siebie , a nie
              > tylko wisi w domu z dziecmi bo jej mąz zarobi i ona nie musi.

              No to ja jeszcze raz: widzę więcej możliwość robienie czegoś dla siebie, gdy nie
              jestem _zmuszona_ do pracy zarobkowej codziennie po kilka godzin. I co ty z tym
              "wiszeniem" w domu? Niektórzy lubią być w domu i fajne (dla siebie, dla innych
              to może być nie do przyjęcia) zajęcia sobie organizują, inni - nie musząc
              chodzić do pracy - wychodzą z tego domu gdzie indziej.

              Co do "mąż zarobi" - jeśli zarobi (i jeszcze lubi swoją pracę), to życzyłabym
              każdej, żeby miała taką możliwość - wtedy nie musi iść do bylejakiej pracy (bo
              przymus zarabiania), tylko może poszukać sensownej bez pośpiechu. Ale właściwie
              mówiąc "duże dochody" miałam na myśli dochody własne, a nie zarobki męża. Tak,
              chciałabym być rentierem, mieć tyle pieniędzy, żeby nic nie musieć i nie uważam
              tego za przejaw lenistwa czy leserstwa. Raczej nie leżałabym wówczas bezczynnie
              przed tv (choć takich leniwych "wakacji od wszystkiego" od czasu do czasu nie
              wykluczam), ale nie o to chodzi.

              > kobieta która nie musi a moze moim zdaniem powinna isc do pracy ,
              > tak postępuje wiekszośc ludzi normalnych

              A moim zdaniem kobieta która nie musi a może moim zdaniem właśnie MOŻE, a MOŻE
              NIE. Nie uważam własnych wyborów za jedynie słuszne i normalne. Wiem z własnego
              doświadczenia, jak fajna jest praca zawodowa, która daje satysfakcję (oprócz
              pieniędzy), ale zdarzyło mi się czas jakiś pracować w robocie nudnej że aż
              wyczerpującej, średnio płatnej i z szurniętym bezpośrednim przełożonym i uwierz,
              że robiłam to wyłącznie z powodu "jeść trzeba i rachunki płacić", ale rozwojowym
              to bym tego etapu swego życia nie nazwała. Bardziej stymulujące intelektualnie,
              a na pewno zdrowsze jest już choćby to "wiszenie w domu", jak to ujęłaś. Gdybym
              wówczas miała wystarczające zaplecze finansowe, na pewno bym zrezygnowała
              natychmiast, choćby i nie mając w odwodzie lepszej pracy.

              > a fakt jest taki jak pisalam wczesniej więcej kobiet które są
              > zmuszone pójść do pracy tego nie robią

              Zgadzam się, tyle że wątek jakby nie o nich, nieprawdaż?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka