sprobuje i tutaj, chociaz zadalam juz to samo pytanie na
forum 'macochy'. moze ktos mi doradzi, w koncu chyba nie jest
odosobniony problem, pewnie zwalczalycie jakos tworczosc swoich
dzieci....
jest jakis sposob na to? maly przyozdobil 1200 stronowe tomisko z
ktorego korzystam w pracy. wlasnie nadeszla pachnaca nowoscia z
Anglii w tym tygodniu (za cene ktorej nie podam, ale zastanawialam
sie przez dwa tygodnie czy wywalac tyle kasy na ksiazke). i jak
patrze na to jak jest uswiniona teraz to czuje zew krwi. mam ochote
zrobic szczeniakowi krzywde. gdyby to bylo moje dziecko..... nie,
to niemozliwe, moje dzieci beda mialy szacunek do ksiazek. mnie
wychowywano tak, ze przed wzieciem ksiazki rece trzeba bylo myc, a
za dlugopis a nie daj boze nozyczki to byla powazna kara. szybko
sie nauczylam i ani sama nie niszczylam ksiazek, ani moich
kolezankom i kolegom nie pozwalalam na takie akcje. eech.
wiem, przesadzam, ale poradzcie prosze, bo jest mi bardzo przykro
widziec te nowke w takim stanie. da sie odczyscic dlugopis? czym?
prosze o rady praktyczne, a nie krytyke mojej przyziemnosci
(przeciez to tylko dziecko, ktore musi sie wyrazic artystycznie)