Dodaj do ulubionych

Re: bezdzietne koleżanki

25.09.03, 12:58
A ja sadzę, że dużo zalezy od indywidualnej osobowości. Ja tez miałam dziecko
jako jedna z pierwszych wśród znajomych - i moje odsunięcie od towarzystwa
wynikało jedynie z tego, że się przeprowadziłam na drugi koniec miasta i
nawet
nie miałam telefonu. Ale z kolei jeśli już dopadłam towarzystwo, to nie
czułam
się jakoś wyalientowana, bo moje dziecko nigdy nie przesłaniało mi reszty
świata. Nadal mam bezdzietne koleżanki - niektóre z wyboru, niektóre bo tak
im
się ułozyło życie. Nie dopatrujmy się w tym zazdrości, bo czasem jest ona
wyłącznie naszym wymysłem. To, że ktoś dzieci nie ma po 30-tce nie oznacza
automatycznie, że ma czego zazdrościć mężatym i dzieciatym wręcz przeciwnie -
jedna z nich stwierdziła, że jak poobserwuje okoliczne małżeństwa to można
się
zrazić do zakładania rodziny. a najlepsze jest to, że często gęsto ci,
którzy
tkwią w chorych układach i traca życie na użeraniu się ze swoimi
współmałżonkami, jednocześnie czują się jakoś lepsi od singli. NIe patrzę na
moich przyjaciółki dziwnie tylko dlatego, że jedna z doktoratem siedzi w domu
i
wychowuje dzieci, inna dzieci nie chce mieć i już - grunt, że obie są ze
swoimi
wyborami szczęśliwe.

A co do rozluźnienia więzi - to mam też przyjciółkę, z którą po urodzeniu
przez
nią dziecka praktycznie przestałam utrzymywać kontakty domowe, bo wszelkie
rozmowy telefoniczne wyglądały mniej więcej tak: No więc słuchaj...Majeczko,
nie rusz tego! byłam w czwartek u lekarza i .... Majka, co mama mówi?! i
powiedział mi, ze muszę zrobić dokładniejsze badania... Majka, zaraz
spadniesz!
Spadniesz i uderzysz się! no więc zapisałam się na wtorek. MAJKA! Jezus, no
nie
da porozmawiać! itd. itd. Nigdy nie dręczyłam znajomych opowieściami o
dziecku,
bo dziecko mam na co dzień, a idąć "do ludzi" mam ciekawsze tematy do
omówienia.

A powiem wam jeszcze, że onegdaj najbardziej mnie powalało, jak spotykałam
się
z kolezanką, posiadaczką dzieciątka z gatunku upiornych, która wylewała tony
zali pt - nie mam na nic siły, czasu, dziecko mnie wykańcza, mam już dość
tego
siedzenia w domu, mąż mi w niczym nie pomaga - i która serwowała mi teksty
pt. "powinnaś jak najszybciej się z kimś związać i mieć jeszcze jedno
dziecko"
(mi na myśl, że mogłabym urodzić takie dziecko jak jej robiło się słabo)-
wynikało z tego, że dla tej staranej życiem kobiety moje obecne życie było
żałosne. Tymczasem ja patrzę na nią z niedowierzaniem - dziewczyna w moim
wieku, a wygląda jak własna babcia, zaniedbana, zero zainteresowań (poza tym
co
jutro zrobić na obiad), w kinie nie była od 10 lat, książki nie przeczytała
od
matury - i ona uważała swoje życie za lepsze, bardziej wartościowe - bo ma
chłopa w domu! - dla mnie to z kolei jest niepojęte. Po prostu inaczej
widzimy
świat - dla mnie bycie z beznadziejnym facetem w zapyziałym mieszkanku na
zasadzie "byle z kim, byle był" jest totalną porażką, ona zaś podejrzewam
myślała sobie o mnie coś w stylu "biedulka, co jej po tym, że ma mieszkanie,
samochód, dobrą pracę, jeździ zagranicę - jak jest sama..."
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka