kurde,ale sie wsciekłam!!!na to wszystko pewnie sobie z sasiadow
wrogow zrobilam i teraz chocby sie palilo i walilo nic mi znac nie
dadza..nie mowiac o dzien dobry!
kladlam mala na drzemke...15.30...
pietro nizej (wiezowiec) sasiedzi maja remont i tna NA KLATCE-NIE W
DOMU jakas piła płytki...halas ze az uszy bolą...
dziecko mi histerii dostaje (starszy z mezem wyszli).
poszlam raz-milo prosze czy nie dalo by sie na godzinke wstrzymac
lub przeniesc tej maszynerii do domu i zamknac drzwi.kobieta (zawsze
spokojna i bardzo mila) mowi ze tak to juz jest przy remontach,ze ma
firme itd.ALE CZEMU NA KLATCE? bo jej sie to w domu nie miesci.
poszlam.robotnicy mowia ze jeszcze tylko polh.
po 15 min schizy mojej cory poszlam drugi raz i juz nie proszac
powiedzialam ze maja to do domu przeniesc bo remont w domu a nie
klatki.oczywiscie wylazl mąż-gada mi cos ze oni tez tu dwojke
wychowali i nigdy nikt nie mial pretensji(czyli ja pierwsza od 30
lat w tym bloku taka wredna sie przyprowadzilam.)
wtracilam im jeszcze kilka slow o sasiedztwie i liczeniu sie z
innymi no i o tym "REMONCIE KLATKI" i wqrwiona na maksa poszlam.
przestali...przeniesli chyba do domu choc planowali na
balkonie...dalo sie...nie slychac prawie wcale...dziecko usnelo co
jakis czas jeszcze majac resztki wstrzasu po panicznym placzu...
mysle ze chyba tej pani bardziej o brud jaki sie sypal z piłowania
chodzilo a nie brak miejsca, checi itd.
ale teraz nie wiem juz czy dobrze zrobilam..czy dobrze ze mam
wrogow..ze mi dzien dobry nie odpowiedza...ze przez tydzien mnie
jeszcze beda obgadywac...???
(na to wszystko poszlam w krociutkich spodenkach, bez makijazu
prosto po maseczce, w kituszce...wzieli mnie za gowniare...moze choc
ten jeden plus

)))))...)