magda.u
27.07.08, 20:16
Tak sobie ponazekam troszke....
Pojechaliśmy z mężem i synkiem nad morze w sobote, tak sie cieszyłam
ze odpoczniemy, jechalismy 7 godzin (korki) i wreszcie
zameldowalismy sie na kwaterze. Żeby nie tracic czasu spakowalismy
tylko rzeczy potrzebne na plaze, przebralismy sie... no i rozbieram
synka a tu widze krostki na ciele. Pojechalismy na pogotowie no i
okazało się że ospa, czyli nie może wychodzic na słońce, praktycznie
wogóle nie może wychodzic z domu zeby nie zarazac. Dziewczyny moje
serce pękało na pół gdy musieliśmy zabronic mu wyjścia na plaże. On
płakał a my razem z nim, bo jak wytłumaczyc 5-cio latkowi (mówiąc mu
przed wyjazdem jak to bedzie fajnie na plazy) że nie moze isc nad
wode. No i decyzja - wracamy do domu. Nawet morza nie zobaczylismy,
troszke mi przykro ale syn jest dla mnie najwazniejszy, juz sie
oswoiłam z tym iż będziemy siedziec w domu a na dworze piękna
pogoda...