aurora30
20.09.08, 11:51
Zawsze bylam dobrze zorganizowana osoba, taka co ma czysto w domu,
obiad na czas, nigdzie sie nie spoznia, sprawy papierkowe ogarniete
i w segregatorach itd. Odkad zostalam mama, moje organizacje szlag
trafil. Ciagle cos jest nie zrobione, mam dosc wiecznego balaganu i
tego ze nic nie moge zrobic na spokojnie. Moja corka ma obecnie 14
miesiecy, a moj dzien wyglada tak. Mloda budzi sie pomiedzy 6 a 7,
dostaje jesc i wiadomo, poranna toaleta. Wszystko - szykowanie jej
jedzenia, przebieranie, mycie jest okraszone jej wyciem jesli tylko
oddale sie na chwile, np. przyniesc cos. Odstawienie jej do lozeczka
oznacza jeszcze wiekszy krzyk. Ona po prostu nie umie byc sama i nie
potrafi sie bawic sama. Corka spi dwa razy dziennie po okolo 30-45
min., i w tym czasie na chybcika sciele lozka, wstawiam i zdejmuje
pranie, ogarniam zabawki i balagan, myje naczynia, myje i ubieram
siebie, jem szybkie sniadanie itd. Robienie obiadu polega na tym, ze
cos kroje, przyprawiam itd. a moja corka wisi uczepiona do moich nog
albo np. wywala rzeczy z szuflad lub szarpie za te ktore sa
zamkniete ze wzgledow bezpieczenstwa i domaga sie ich otwarcia (bo
jak nie to wycie). Wlasciwie nie moge zrobic niczego porzadnie czy
spokojnie bo ona albo zaraz to psuje (np. rozrzuca ulozone pranie,
szarpie za sznur od zelazka gdy probuje prasowac) albo wisi na mnie
i domaga sie zabawy. Okolo 2-3 wychodzimy na spacer i zakupy i
wracamy do domu po 2-3 godzinach. Dodam, ze wiekszosc czasu spedzam
na zabawie z nia, wlasciwie nie ogladam TV, nie czytam, nie
korzystam z kompa chyba ze po 5-10 min kiedy w domu jest maz. Corka
jest codziennie na 1-2 godzinnym spacerze, ma sporo ruchu w domu,
wlasciwie caly czas ma jakies zajecie. A ja padam na pysk. Mloda
idzie spac ok. 21-21.30 i wtedy moglabym niby cos zrobic. Ale nie
mam sily na nic jak tylko kapiel, pomycie garow i polozenie sie
spac. Maz wraca codziennie ok. 6 wieczorem albo i pozniej, i zanim
zjemy i chwile odpoczniemy to juz jest czas na kapiel malej.
Dodatkowo ja pracuje przez weekendy kiedy maz ma wolne, wiec tez nie
moge nadrobic spraw domowych bo jestem w pracy po 8h a maz wtedy
zajmuje sie corka, i wszystko wyglada pobodnie. Ostatnio moja
tesciowa zarzucila mi kiepska organizacje,i to ze nie gotuje obiadow
tylko czesto korzystam z polproduktow. Prawa jest taka, ze jak
zjemy 'normalny' domowy obiad to jest to maksymalnie 2 razy w
tygodniu, corce tez gotuje 2-3 razy na tydzien a tak je sloiczki.
Nie wiem juz czy naprawde jakos marnuje gdzies czas, czy da sie
inaczej, czy jestem kiepsko zorganizowana, czy moze to kwestia tego
jakie jest moje dziecko, w jakim wieku. Czy powinnam ignorowac jej
krzyki, wsadzac na sile do lozeczka i sprzatac, gotowac sluchajac
jak sie drze?