Od razu zaznaczam, ze wolalabym zostawic ten watek wolnym od sporow
ideologicznych, ale jak sie nie da to trudno
Otoz moje dzieciaki chodza od miesiaca do przedszkola wegetarianskiego i od
tego czasu w domu wrecz rzucaja sie na mieso. Jedza go duzo wiecej niz
wczesniej. Wczoraj na kolacje np. wrabaly po 2 kotlety mielone i byla
awantura, bo chcialy wiecej, a balam sie, ze ich brzuchy rozbola jak zjedza na
noc wiecej.
Moze podswiadomie czuja, ze czegos im w diecie brakuje? I jak to sie ma do
idei, ze mieso nie jest nam potrzebne i mozna je zastapic czyms innym? Co
myslicie?
O wegetarianizmie z dziecmi nie gadalam, mieso u nas bylo zawsze. Przedszkole
jest fajne, na wybor posilkow akurat nie mialam wplywu.