pauli30
08.10.08, 01:00
Na sama mysl o zamieszkaniu mojej 3-osobowej rodziny z rodzicami
(ktorymikolwiek) az skora mi cierpnie... Ale od poczatku. Jestem na etapie
podejmowania decyzji o tym by zamieszkac na jakis czas (mysle, ze maks rok) z
rodzicami. Tzn. ja, moj maz i nasza blisko 1,5 roczna cora. Nie bede opisywac
szczegolowo co i jak i dlaczego, napisze w skrocie tyle ze po kilkumiesiecznej
ekwilibrystyce zwiazanej z godzeniem pracy, opieki nad mala, studiow, dojazdow
do pracy i wariacjach w temacie "niania" mamy po prostu dosc. Musze zmienic
prace, bo w obecnej nie wytrzymam psychicznie, a mamy na glowie kredyt
mieszkaniowy (mieszkanie sie buduje), oplacanie studiow, wynajem aktualnego
mieszkania i po prostu nie damy rady ze wszystkim. Mam juz nagrana nowa prace,
sporo mniej platna niz poprzednia i nie stac nas na chwile obecna przede
wszystkim na wynajmowanie mieszkania . Przez ostatnie pol roku nasza
codziennosc wygladala tak, ze od 7 do 18-19 byslismy z mezem poza domem,
dodatkowo ja co drugi weekend zajecia, a corka zajmowaly sie juz 3 nianie i
moja mama w piatki oraz weekendy i gdy dzialy sie rozne sytuacje awaryjne (a
takich bylo sporo). Jedny slowem masakra, kontak z dzieckiem niemal zerowy,
czlowiek w domu byl gosciem.
Moi rodzice zaproponowali wiec abysmy zamieszkali u nich, dopoki nasze nowe m
nie bedzie gotowe i dopoki nie staniemy na nogi jesli chodzi o prace.
Argumentuja, ze przeciez i tak teraz calymi dniami nie ma nas w domu, wiec
"jakos sie pogodzimy" i ten niecaly rok jakos razem wytrzymamy. Corka skonczy
dwa latka i moze uda sie ja wyslac do zlobka czy jakiegos prywatnego
przedszkola, nie bedziemy musieli wynajmowac wiec ja na spokojnie znajde
normalna prace itd. My jednak boimy sie czy damy rade mieszkac z rodzicami,
czy sie nie znienawidzimy, no i jak to wszystko zorganizowac by miec jakis kat
dla siebie i odrobine prywatnosci (zarowno my jak i rodzice). Rodzice maja
m-3, malutka sypialnie, pokoj dzienny i pokoj w ktorym my musielibysmy sie
zmiescic ze spaniem w trojke. Niestety, nie da sie mieszkania przearanzowac
tak bysmy my z mezem mieli jakis osobny kat i corka osobny, a nie mialabym
sumienia wywalac rodzicow do salonu i zajmowac ich sypialni jako pokoju dla
malej (choc i to proponowali). Osobno mielibysmy wiec spora garderobe na
wszystkie swoje graty i kacik pomiedzy sypialnami na kompa (bez okna), no ale
spanie i pokoj niejako dzienny dla nas i naszej cory to byloby te 12 metrow.
No i tak zastanawiam sie czy jest sens sie w to w ogole pchac... nawet jesli
sie zdecydujemy na to rozwiazanie to jak urzadzic zycie 3 osob na 12 metrach
kwadratowych? Z jednej strony mysle, ze takie rozwiaznie zalatwialoby wiele
problemow, bo moja mama az rwie sie do opieki nad wnuczka. Dotad musiala do
niej dojezdzac, a tak bylaby na miejscu. Nie musialabym tez poraz kolejny
przechodzic przez koszmar zmiany niani i stres, ze znowu bedzie to ktos
nieodpowiedni komu na dodatek musze oddac 75 procent swojej pensji. Ja
konczylabym prace o 15 a nie o 17 , nie musialabym dojezdzac 1h w jedna
strone, wiec tez mialabym wiecej czasu dla corki, nie mowiac juz o nauce. No i
finanse - moglibysmy spokojnie wszystkiemu podolac, bo oplacenie nawet calego
mieszkania rodzicow plus rachunki to nawet nie polowa tego co placimy teraz za
wynajem. Z drugiej strony mysle- czy rzeczywiscie sie pogodzimy z rodzicami?
Chca nam wyswiadczyc ogromna przysluge, fakt, tylko kto wie jaka bedzie
codziennosc? Rodzice moi sa generalnie OK, maja swoje dziwactwa jak kazdy ale
raczej staraja sie nie wtracac w zycie innych w ten zly sposob. Tyle tylko ze
sa w domu na okraglo, wiecznie cos sie tam dzieje - a to wyja dwa TV, dwa
kompy, ciagle jakies wielkie gotowania i porzadki. Troche inny styl bycia niz
nasze minimalistyczne dotad zycie, i nie wiem czy damy rade sie w tym odnalezc???
Rozpisalam sie... no ale bije sie z myslami, co w tej sytuacji zrobic...czy
ktos przez cos podobnego przechodzil?