zabrała się za porządki jesienne (ogród).
Przy okazji tłumaczyła dziecku, że narzędzi ruszać nie wolno, w szczególności
tych elektrycznych. Tak tłumaczyła, że przy okazji niemal obcięła sobie palec.
Noż .....jego diabli.
Krew się polała. Łapa zabandażowana ale przecieka

Dzwonię do miejscowej przychodni (w pipidówie dolnej). Nie przyjmą. Trzeba do
szpitala jechać. Najbliższy szpital to ok. 10km drogi, autobus podmiejski,
potem miejski

Łatwo mówić.
Do szpitala godzina drogi. W autobusie połowa ludzi trupem padnie jak mnie
zobaczy

W zasadzie mogę podjechać samochodem o ile nie fiknę po drodze.
W domu chore dziecko.
Paluch ledwo się trzyma (elektryczny sekator pięknie obciął go dookoła kości),
rwie jak diabli. Dziecko obchodzi mnie z daleka.
I co tu robić? Jechać samochodem czy czekać na męża? (ten akurat przysłał mi
sms'a "właśnie idę na zebranie, powinno się skończyć za 4h").
Co radzicie? Zacisnąć zęby i czekać na rozwój sytuacji?