Witajcie. Wczoraj wzięliśmy z mężem kredyt. Był to jedyny sposób, żeby mieć
większe mieszkanie. Pieniądze z kredytu starczą na pokrycie różnicy w cenie
(bo nasze już sprzedaliśmy), różne opłaty związane z zakupem i mały remoncik
kupowanego przez nas mieszkania. W czym mam problem? Dosłownie nie mogę spać,
boję się. Jest to kredyt 40 tys. na 20 lat. Czy przez 20 lat nie będę spać??
Może komuś wyda się to śmieszne, ale pierwszy raz w życiu mam kredyt. Mamy
niskie dochody, choć bank uznał naszą zdolność kredytową. Tamto mieszkanie,
które formalnie (u notariusza) kupimy w poniedziałek to rudera w wieżowcu,
jego zaletą natomiast jest lokalizacja, która nam odpowiada. Powinnam się
cieszyć - 3 pokoje, duzy balkon, wc i łazienka osobno.... Tak do tego parłam -
zamienić nasze urządzone już 2 pokoje na 3... A wczoraj byłam rozejrzeć się
po tamtym mieszkaniu, dotychczasowy właściciel wywozi jeszcze jakieś
rzeczy...Rozpłakałam się jak małe głupie dziecko, obraz nędzy i rozpaczy!!!!
Nasze sprzedane, kredyt przyznany, gościowi mamy jeszcze przelać w
poniedziałek na konto 40 tys. i tyle. Rzecz nie do odkręcenia. A ja zamiast
się cieszyć - nie mogę spać, słabo docierają do mnie argumenty męża, że to
samo mieszkanie po remoncie będzie wyglądać na pewno dużo lepiej. Czuję na
sobie prawie fizycznie ciężar tego kredytu...śmieszne, nie? Wczoraj w banku
pytałam nawet o szczegóły postępowania egzekucyjnego

(. Czy kiedyś mi
przejdzie? Czy oswoję ten kredyt i nauczę się z nim żyć? A Wy, które też
brałyście kredyt - jak sobie radzicie? Bo ja przyznam, że mam wizję biedy,
głodu i wszelkich możliwych przeciwności...Jak się przestawić i znormalnieć??
A może po prostu za dużo na raz: urodzenie Agatki (jeszcze nie doszłam do
siebie), upierdliwość Szymka, upierdliwość moja, choroby....i zamiana
mieszkania, bo momentami wydawało mi się, że w tym oszaleję (Szymek do
drugiego pokoiku chodził tylko spać, a tu gdzie śpimy my z Agatką szalał,
oglądał bajki na video, wrzeszczał - czyli zachowywał się jak typowy fececik
w jego wieku). Czy jest szansa, że mi to przejdzie i przestanę się tak
przejmować kredytem?? Już teraz postanawiam kupować tylko naprawdę niezbędne
rzeczy i oszczędzać na czym się da. Niestety nie da się oszczędzić na
remoncie o tyle, że mąż po zaleczonej rwie kulszowej nie może zrobić
dosłownie nic. Jak przerwać to zamartwianie się??
Agnieszka