najechała, objechała, po zym obraziła sie i wyjechała. mam podejrzenia ze
kobieta w ciazy jest - fochy i hustawke nastroju ma zupełnie jak ja w stanie
odmiennym

ale ona chyba poprostu tak ma - przez 5 lat nie odzywala sie do
swoich tesciów...
chciala dobrze - wyszło jak zawsze - otóz przyjechała pomoc młodym rodzicom w
iezkim zadaniu opieki nad noworodkiem. wzieła ze sobą swoich tesciów (dziecka
jeszcze nie widzieli - niech sobie obejrzą), zapas jedzenia, pakiet dobrych
rad i poczucie wyzszosci ('kiedys to tego nie było i było dobrze'). wziweła
nas tez z zaskoczenia - przyjechała na kilka godzin po czym oswiadczyła ze
zostanie tydzien, bo potrzebujemy pomocy. jestem rozdarta - bo to piekny gest
z jej strony, ale ja nie cierpie jak mi ktos po domu chodzi kiedy ja sobie
krocze wietrze i mleko w cyckach schładam do temperatury pokojowej, a w
chwilach szalonego przyplywu energii podszczypuje meza. i znów kwas w rodzinie