jestem głupia

14.10.08, 16:31
dokładnie... ale zacznijmy od początku.

Całe życie nie lubiłam młodszych dzieci. Jak dorosłam to po prostu nie lubie dzieci. Nawet tych z najbliższej rodziny. Dopiero jak moja bliska znajoma się wziełą rozmonożyła to żeby nie stracić dobrego kontaktu "przekonałam się" do jej latorośli.
Latka leciały. Życie dokoptowało mi mężczyznę. Facet jak facet. Dobrze nam się gadało. Wiedziałam, że nie chce mieć dziecka tak od razu ale nie decydowałam się na pigułki bo... obawiałam się że przełożę macierzyństwo na święte nigdy. Pozatym gumki wymuszały również na drugiej stronie choćby odrobiną inicjatywy w antykoncepcji (a czemu tylko ja mam to kupować?) W końcu jednak zabalowaliśmy i mamy następstwo. (Po fakcie dowiedziałam się że jemu tak naprawdę właśnie o to chodziło, bo wiedział żę "po dobroci" nigdy się na dziecko nie zdecyduję). W sumie to się na nim w tej materii zawiodłam bo jeszcze ze dwa razy pokazał mi że antykoncepcję ma głęboko (nie dość że nie wykupił mi tabletek jak się na nie w końcu zdecydowałam to jeszcze zgubił receptę, i zaś miał ochotę na jazdę bez trzymanki).
A najlepsze jest to że to suuuuper dziecko w które mnie wrobił jest na wyłęcznie mojej głowie. Stanowię chyba świetny przykład deprechy poporodowej (nieleczonej) ale mój luby wierdzi, że mi się w głowie poprzewracało. Że mam się wziąść w garść i przestać wreszcie wygłupiać. A ja zaczynam nienawidzić jego, siebie i dziecka. Nie widze sensu sama iść do lekarza. Mam męża który powinien zadbać choć trochę o żonę. A jak tego nie zrobi.... cóż widać mu na mnie nie zależy. Może zwariuję. a może już zwariowałam uncertain.
I wiem jedno - jeśli ktoś ci powie (nawet jeśli to będzie twoje własne dziecko) że nie lubi dzieci - nie próbuj wywał u tej osoby poczucia winy. Może się "przekonać" do rozmażania wbrew sobie. Dzieci nie są tylko szczęściem. Niektórzy (np. JA) po prostu ich nienawidzą.
A głupia jestem bo myślałam że lepiej mieć i żałować że się ma niż już nie móc a chcieć.
    • ciociacesia nie ty jedna 14.10.08, 16:36
      ja na ten przyklad tez głupia jezdem

      a ile ma twoje dziecko?
      • dlania Re: nie ty jedna 14.10.08, 16:38
        Dziewczyny, jeszcze kilka lat i bedziecie miec wreszczie powaznych partnerów do
        pogadania w chalupie. I nie o mężach myslę, bynajmniejwink
        • atowlasnieja Re: nie ty jedna 14.10.08, 16:42
          dziecko ma rok z kawałkiem.

          Nie jestem pewna czy w momencie jak będzie sensowne do rozmowy jeszcze będzie chciało ze mną rozmawiać
          • dlania Re: nie ty jedna 14.10.08, 16:47
            I to jest własnie w dzieciach fajne, że do pewnego momentu sa zapatrzone w mamę
            jak obrazek, mama jest ideałem, wyrocznią i encyklopedią, the best i foreverwink
            No a fajne to jest oczywiście dla matek, dla dzieci mniej...
            • myga Re: nie ty jedna 14.10.08, 16:50
              mama jest ideałem, wyrocznią i encyklopedią, the best i forever
              _____________
              Niestety, do pewnego czasu. Bo dla nastolatkow to juz jest glupia i na niczym
              sie nie zna, i wstydza sie z nia wyjsc na miasto itd. Ale tak to juz musi bycsmile
              • dlania Re: nie ty jedna 14.10.08, 16:52
                No dlatego napisałam że kilka lat, nie kilkanaście...;-( Potem juz trzeba sobie
                zasłuzyc na uwagę, miłośc i szacunekwink
                U mnie jeszcze trwa okres bezwarunkowej miłości, chwilo trwaj!
          • ciociacesia licze ze przez te kilka lat to 14.10.08, 16:48
            moze i maz dorosnie...

            a do autorki
            ty sie na meza nie ogladaj tylko sie lecz. dla siebie i dla dziecka. moge cie
            nawet w tej intencji w tyłek kopnac, chcesz?
    • cora73 zgadza sie....... 14.10.08, 17:07
      jestes glupia....ale fakt ze o tym wiesz juz dobrze rokuje na
      przyszloscsmile Kobieto zrob cos z soba skoro wiesz ze cos zrobic
      trzeba a nie czekaj az szanowny malzonek zaprowadzi cie do lekarza!
      Jestes odpowiedzialna za malego czlowieka....skoncz sie nad soba i
      cala sytuacja uzalac i zrob cos z waszym zyciem! Dziecko do cholery
      to nie mebel ktory w razie gdy nam sie nie podoba mozna oddac:"a ja
      glupia jestem bo myslalam ze lepiej miec i zalowacze sie ma niz juz
      nie moc a chciec".........rece opadajasad
      • atowlasnieja Re: zgadza sie....... 15.10.08, 09:43
        > Jestes odpowiedzialna za malego czlowieka....
        a czemu do diabła tylko JA mam być odpowiedzialna? Mam tego dość!! A argument że powinnama robić coś "bo dziecko" jest w tej chwili najgorzy z możliwych. Bo mi się odechciewa cokolwiek gdy patrze na nią. Dotychczas leciałam właśnie na tym paliwie "bo dziecko" i co mi to dało?
        • cora73 Re: zgadza sie....... 15.10.08, 10:08
          Nie zal mi ciebie....zal mi twojej corki! Ile ty masz lat? Nie
          wiedzialas jakie moga byc skutki "balowania" bez zabezpieczenia?
          Meza za szmaty i do jakiejs poradni zycia rodzinnego czy cos w tym
          stylu!
        • naatka Re: zgadza sie....... 15.10.08, 10:18
          >>Mam tego dość!! A argument że powinnama robić coś "bo dziecko" jest w tej
          chwili najgorzy z możliwych. Bo mi się odechciewa cokolwiek gdy patrze na nią.
          Dotychczas leciałam właśnie na tym paliwie "bo dziecko" i co mi to dało?<<

          To oddaj dziecko mi- niedługo swoich będę mieć troje- wychowam i czwarte!! Skoro
          go nie chcesz i nie masz zamiaru nic zmieniać ze względu na jego dobro!! Skoro
          nie możesz się zmusić do żadnego działania( pójście do lekarza, psychologa czy
          też do spowiedzi ) to zamiast pisać na forum napisz taki sam list ale do swojego
          męża niech on cię zaprowadzi gdzieś. A nie krzywdzić dziecko i roztkliwiaj się
          nad sobą!
        • kropkacom Re: zgadza sie....... 15.10.08, 10:22
          Skoro czułaś już wcześniej ze coś nie trybi to trzeba było działać a nie czekać
          na nie wiadomo co. Życie i macierzyństwo nie jest zabawą i nie jest proste.
    • marghe_72 Re: jestem głupia 14.10.08, 18:16
      Jeśli to faktycznie depresja to biegiem do lekarza
      Psychiatrzy nie gryzą.. słowo
    • polaola To mnie zaciekawilo ... 14.10.08, 18:51
      Rozumiem ze mozna nie chciec dzieci. Ale nie rozumiem ze mozna nie
      lubiec dzieci (tak ogolnie). Czy mozesz sprecyzowac co jest takiego
      we wszystkich dzieciach ze ich generalnie nie lubisz.
      Dla mnie dzieci sa rozne, tak jak rozni sa ludzie dorosli i dlatego
      jedni sa mi sympatyczni inni nie. Ale tak uogolniac ? Nie rozumiem...
      • agao_72 Re: To mnie zaciekawilo ... 14.10.08, 19:07
        no widzisz. ja nie znoszę organicznie dzieci, a jestem mamą. i mam całkiem
        sporego świra na punkcie swoje, własnej prywatnej córy. i dla mnei to dość normalne.

        a co do założycielki wątku. kierunek psychiatra, bo nieleczona depresja może
        dokonać niesamowitego spustoszenia.
        • kawka74 Re: To mnie zaciekawilo ... 14.10.08, 19:10
          > a co do założycielki wątku. kierunek psychiatra, bo nieleczona depresja może
          > dokonać niesamowitego spustoszenia.

          Koniecznie psychiatra, koniecznie!
          Nie oglądać się na pana męża, wygospodarować czas dla siebie i biegiem do
          specjalisty.
          • gaskama Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 09:49
            Jeśli nie jest to chwilowy zły nastrój a stan trwający od narodzin
            córki, to może rzeczywiście pomoże specjalista, ale ja polecam
            psychologa, nie od razu psychiatrę. Psychiatrzy zbyt często dają
            leki na starcie.
            • kawka74 Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 10:41
              Wszystko jedno, ale siła fachowa na pewno się przyda, tak sądzę.
            • lila1974 gaskama 15.10.08, 13:12
              I dlatego kolejność powinna być taka - najpierw psychiatra - dobrze
              dobrany lek a potem dopiero psycholog.

              Jak masz chorego zęba, to zastanawiasz się, co się stało, że się
              zepsuł, czy gonisz do dentysty?
              • kawka74 Re: gaskama 15.10.08, 13:14
                Ale nie wiem, czy żeby iść do psychiatry, nie potrzeba skierowania od psychologa...?
                • oldrena1 Re: gaskama 15.10.08, 17:12
                  kawka74 napisała:

                  > Ale nie wiem, czy żeby iść do psychiatry, nie potrzeba skierowania
                  od psychologa...?

                  Psychiatra jest jednym z 7 lekarzy specjalistów, do których nie
                  potrzeba skierowania.
                  • kawka74 Re: gaskama 15.10.08, 18:33
                    Tak mi się obiło o uszy, nie sprawdzałam.
      • kawka74 Re: To mnie zaciekawilo ... 14.10.08, 19:08
        Ale to chyba nie tu leży problem i nie to jest do zrozumienia?
      • a.nancy Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 09:17
        a co w tym dziwnego? jedni nie lubia psow, inni dzieci. i prosze na mnie nie
        krzyczec, ze porownuje dzieci do psow, bo (akurat w tym przypadku) nie
        porownuje, tylko wykazuje, ze da sie nie lubic jakiegos zbioru w calosci.
        pewnie, ze dzieci sa rozne, tu nie chodzi o niechec do konkretnej cechy
        osobniczej, tylko do cechy generalnej - "bycia dzieckiem".
      • gorzkasweetie Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 10:05
        Tez nie lubię dzieci, i widzę że nie jestem jedyna, sądząc po
        wypowiedziach. Nie lubię i tyle, nie umiem jakoś sprecyzować.
        Drażnią mnie, nudzą i wkurzają. Nigdy nie potrafiłam dogadać się z
        małymi dziećmi, za to swoje osobiste dziecię czczę, uwielbiam, umiem
        sie bawić i dogadać wink Zupełnie nie wiem, dlaczego tak właśnie jest.
        • kropkacom Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 10:17
          > Drażnią mnie, nudzą i wkurzają. Nigdy nie potrafiłam dogadać się z
          > małymi dziećmi, za to swoje osobiste dziecię czczę, uwielbiam, umiem
          > sie bawić i dogadać wink Zupełnie nie wiem, dlaczego tak właśnie jest.

          Przyjmuje do wiadomości że tak się dzieje i nawet staram się to rozumieć ale
          osobiście niezbyt trawie ludzi którzy swoje dzieci "noszą na rękach" a inne tępią.
          • gorzkasweetie Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 11:07
            a inne tęp
            > ią.

            Ale, że jak tępią? Męczą, biją, wyszydzają, obśmiewają? Bo tępić
            to "prowadzić działania mające na celu zniszczenie, zgładzenie,
            wykorzenienie czegoś lub kogoś" wink Hmm, to nieadekwatne
            określenie. Nie "tępią" a "są im obojętne".
            • kropkacom Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 11:13
              > Drażnią mnie, nudzą i wkurzają.

              To jest obojętność?
              • gorzkasweetie Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 11:22
                Póki przezywam to, że się tak wyrażę, tylko w swoim wnętrzu - tak.
                Czy robię im tym krzywdę i tępię? Śmiem twierdzić, że nie. Nie mówię
                dziecku, "hej wkurzasz mnie", bo logicznym jest, że to nie ma sensu.
                Zachowuję więc wobec nich obojętność na zewnątrz, umiem panować nad
                wyrażaniem emocji.
      • chicarica Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 14:29
        Ja tam rozumiem. Nie lubię ogólnie dzieci, ale swoje chcę mieć - i pewnie będę
        je lubić.
        • atowlasnieja Re: To mnie zaciekawilo ... 15.10.08, 14:33
          Też tak myślałam... ale szybko mi minęło
    • gooochab Re: jestem głupia 14.10.08, 21:48
      widzisz, ja też dzieci nie lubię tak w ogóle. I nawet dzieci własnych sióstr tez
      nie bardzo. Wkurzają mnie. Swoje kocham bardzo mocno, ale MOJE jest MOJE i FAJNE.
      Mąż niestety ma bardzo duży wpływ na Twoje postrzeganie Waszego życia,
      szczęścia, dziecka i jak widać działa na Ciebie bardzo deprymująco. Poszukaj
      gdzieś siły. Może praca?
      Życzę Ci szybkiego powrotu do równowagi.
    • broceliande Re: jestem głupia 15.10.08, 09:00
      No faktycznie.
      Niedogadanie z mężem w kwestii potomstwa, uleganie jeździe bez
      trzymanki, bo pan miał ochotę, no i zredukowanie do roli jedynej
      opiekunki, wrobionej w dziecko.
      Ja też nie lubię dzieci, ale swoje uwielbiam.
    • korusiar Re: jestem głupia 15.10.08, 10:57
      Nie potrafię zrozumieć jak można nienawidzić dzieci?!
      A już tym bardziej swojego???!!!
      To bardzo smutne sad
      Ps. Albo jesteś przemęczona obowiązkami matki i żony albo
      rzeczywiście cały czas masz depresję poporodową.
      Ale lekarzem nie jestem i diagnozy nie postawię.
      Radzę odwiedzić specjalistę bo jak to potrwa dłużej to jeszcze
      krzywdę własnemu dziecku zrobisz...
      ...skoro już nie możesz na nie patrzeć...
    • dorotakatarzyna Re: jestem głupia 15.10.08, 11:49
      Droga autorko wątku... A teraz bierzesz jakieś tabletki anty? Bo może to jest
      powód depresji? Kiedyś ginekolog mi przepisała jakieś tabletki, nie anty, ale
      też hormony.... Efekt był taki, że całymi dniami siedziałam i wyłam, dzieci
      wałęsały się głodne, męża chciałam porzucić, a w ogóle to wyskoczyć z okna... I
      nikt mnie nie rozumiał, twierdzili że histeryzuję i mam się wziąć w garść sad Na
      szczęście nie zdążyłam wyskoczyć z tego okna, przestałam brać tabletki, i życie
      znowu stało się piękne.
      A dzieci też już nie lubię - zrozumiałam to mając trójkę wink Chyba wolałabym mieć
      trzy koty smile)) Przynajmniej nie musiałyby odrabiać lekcji wink
      • atowlasnieja Re: jestem głupia 15.10.08, 12:08
        Biorę, ale tekst o tym że mi szajba odbija usłyszałam zanim zaczęłam je brać. więc to nie jest kwesti tych tabletek.
    • wieczna-gosia Re: jestem głupia 15.10.08, 12:03
      moim zdaniem dzecko jest u ciebie wcale nie najwazniejszym problemem. tylko to:
      > A najlepsze jest to że to suuuuper dziecko w które mnie wrobił jest na wyłęczni
      > e mojej głowie.
      Oczywiscie ze masz racje- tak byc nie musi i nie powinno.
      Byc moze masz tez depresje- ale depresja to jedno a zostawianie na glowie zony
      to drugie.

      Nie widze sensu sama iść do lekarza.

      idz. Co nie oznacza ze nie masz walczyc o inny uklad sil w domu. Ale na to tez
      sily trzeba miec. Wiec idz. Ja rozumiem- nie lubilas dzieci i nie lubisz i nie
      chcialas. Ale masz. Czyli mowiac brutalnie- mleko sie rozlalo. Masz obowiazki
      wobec tego czlowieka. Ze maz ma i ze nie wykonuje to inna sprawa. Ale nie moze
      to polegac na ukladzie "on ma w d.upie, to ja tez bede miala".

      Pora posprzatac wasze zycie. popelnilas pare glupot i byc moze podjelas zle
      decyzje ale to twoje decyzje, twoje glupoty i twoje zycie. masz jedno- i nie ma
      replayu i proby- nie- proby jak w grze w gume. Twoje dziecko tez ma jedno zycie.
    • brazowe_jej_oczy Re: jestem głupia 15.10.08, 12:54
      Wcale nie jesteś głupia i ja Ciebie 100% rozumię. Chociaż jedno nas
      różni, bo mnie zawsze rozczulały małe dzieci.
      Z mężem zaliczyliśmy wpadkę, niby oboje cieszyliśmy się na dziecko,
      ale po porodzie dziecko było prawie na mojej głowie. Mąż właściwie
      tylko czasami mi "pomagał", chociaż nie zawsze, gdy ta pomoc
      faktycznie była mi potrzebna.
      Ja nie byłam przygotowana na macierzyństwo, więc zupełnie mnie
      zaskoczyła nowa rola. Byłam na każde żądanie płaczącgo dziecka,
      biegiem leciałam siku, ugotowanie obiadu trwało wiele godzin, bo
      robiłam go na raty, wiele razy nie zdążyłam zjeść śniadania, a obiad
      był dopiero wieczorem... Fakt, dziecko było z tych wiecznie
      płaczących, a ja nie radziłam sobie początkowo za dobrze. Z czasem
      nauczyłam się wszystkiego, mogłam też częściowo liczyć na pomoc
      mamy, niekiedy na pomoc męża. Ale właśnie - pomoc - mnie to nie
      wystarczało. W końcu nie po to brałam ślub czy staliśmy się rodziną,
      żeby samej zajmować się dzieckiem. Przecież nie byłam samatną matką,
      żeby mąż tylko czasami pamagał mi przy dziecku, bo on utrzymuje
      rodzinę!!! Każda nasza rozmowa przemieniała się w kłótnię, albo
      nawet awanturę, miałam dość bycia odpowiedzialną za dziecko. Byłam
      tak potwornie przemęczona nocnymi pobudkami i wiecznym niańczeniem
      dziecka, że brakowało mi już cierpliwości na "widzimisię" męża. A
      mąż mimo pracy miał czas na hobyy, odpoczynek. A ja nic - tylko w
      kółko dziecko. Ale byłam twarda, postawiłam w końcu na swoim. Po pół
      roku mąż przejął codzienne kąpiele dziecka, zaczął spędzać z małą
      czas. Nadal ja robiłam prawie wszystko przy dziecku, mąż zmieniał
      czodziennie jakąś pieluchę, ale to już było coś. Z czasem robiło się
      coraz lepiej, mąż złapał z dzieckiem kontakt i chętnie się z nią
      bawił, wtedy miałam czas na chwilę reklaksu. Niestety kryzys
      powrócił ze zmianą pracy męża, znów się kłóciliśmy, ba nawet byliśmy
      bliscy rozstania około roku córki. Mężowi przypomiało się o hobby,
      coraz więcej czasu spędzał ze znajomymi. Miałam dość. Tu trochę
      wkroczyli nasi rodzice, którzy starali się nas pogodzić i przemyśleć
      na spokojnie decyzje. Każde z nas przemyślało i... pogodziliśmy się.
      Tak się cieszyliśmy z porozumienia, że po 9 miesiącach urodziła nam
      się 2 córkasmile. Po tamtym kryzysie mąż prawie całkowicie zrezygnował
      ze swojego hobby, opiekował się mną w ciąży, kiedy byłam na
      badaniach w szpitalu, brał wolne i zostawał z dzieckiem( nie
      musiałam prosić znowu mamy o pomocsmile) Jakiś czas po porodzie kąpał
      już 2 córki, miliony razy zmieniał pieluchy, potem karmił zupkami,
      zaczął chodzić z dziećmi na spacery, było po prostu coraz lepiej. W
      tym momencie obydwoje pracujemy, ele nie na pełne etaty, więc mamy
      sporo czasu dla dzieci, tylko w weekendy pomagają nam któryś
      dziadkowie. Mamy super podział obowiązków domowych. Nadal ja szefuję
      w domu, ale mąż szefuje w pracy - pracujemy razem. Dziś mogę
      powiedzieć, że kosztowało nas to wiele nerwów, mamy setki kłótni za
      sobą. Ale doszliśmy do porozumienia. Mąż zrozumiał, że olewając
      życie rodzinne traci przede wszystkim. Teraz jesteśmy szczęśliwą
      rodzinką, czego i Tobie życzę. Próbuj różnych sposobów - nie tylko
      matka jest od wychowywania i obsługiwania dziecka.
      PS. Wydaje mi się, że to nie deprecha - ja też miałam takie momenty,
      tzn raz było lepiej, raz gorzej -brakowało mi po prostu wsparcia
      męża. Też nie potrafiłam cieszyć się dzieckiem, czy dziećmi. Długo
      walczyłam o nasze szczęście, spróbuj i ty, na pewno warto!
    • robatchek Re: jestem głupia 15.10.08, 13:46
      Ty sobie nie wmawiaj, że jesteś głupia, bo jeszcze w to uwierzysz, i co wtedy?
      Po pierwsze, to nie pora teraz wieszać na Tobie wszystkie psiaki i z pogardą
      pytać, jaka to z Ciebie matka. Pięciominutowa mama raczej nie ma okazji się
      wykazać, że jest świetną mamą, bo przewinąć niemowlaka potrafi każdy, nakarmić
      też, i nie na tym rzecz polega. Za kilka, kilkanaście lat się okaże. Teraz
      najważniejsze, żebyś wróciła do równowagi i świadomie podjęła decyzję, co dalej.
      Jeśli masz taką możliwość, by mama, babcia, siostra, ktokolwiek bliski i godny
      zaufania mógł zająć się maluchem (bo rozumiem, że tato pracuje i nie dysponuje
      czasem 24 h), to poproś o tę przysługę, a sama zafunduj sobie wycieczkę na
      tydzień, najlepiej do jakiegoś Spa, albo cieplutkiego zakątka. Korzyści będą co
      najmniej dwie - po pierwsze, odpoczniesz, wyluzujesz, zażyjesz troszkę słońca
      lub podkurujesz urodę zapewne naruszoną przez ciążę. Po drugie, i najważniejsze
      - zatęsknisz za dzieckiem, albo nie. I to, czy zatęsknisz, powinno dalej
      kierować Twoim postępowaniem. Łatwiej będzie Ci podjąć decyzję, co z dzieckiem.
      Jeśli zatęsknisz i okaże się, że świata poza nim nie widzisz, to i specjalista
      nie będzie Ci potrzebny. Jeśli jednak rozstanie nie zadziała, wtedy trzeba
      będzie zagonić tatusia do roboty - niech też się czuje współodpowiedzialny, w
      końcu świadomie wrobił Cię w dziecię - i zaciągnąć na rodzinną terapię. I
      pogadać z nim, od serca. Że sobie nie radzisz sama ze sobą, a co dopiero z
      dzieckiem. Że jest Ci źle, jesteś z tym wszystkim sama, nierozumiana, i
      potrzebna Ci ta pomoc i jego wsparcie, inaczej ucierpi na tym cała Wasza
      rodzina, a najbardziej maluch, który nie będzie rozumiał, dlaczego mama go nie
      przytula.
      Jeśli jednak i to nie zadziała, wtedy może faktycznie trzeba byłoby się
      zastanowić, co z Wami dalej będzie. Rozstać się z ojcem dziecka, powierzyć mu
      opiekę i być dochodzącą mamą, to chyba najrozsądniejsze rozwiązanie. Nad
      oddaniem dziecka własnej rodzinie bądź do adopcji, raczej jeszcze bym się nie
      zastanawiała. Aczkolwiek, chyba najważniejsze, żeby ktoś to dziecko naprawdę
      szczerze kochał, i żebyś nie żyła przez tyle lat ze świadomością, że robisz coś,
      czego nienawidzisz i wpadała w coraz głębszą depresję.
      Tak czy inaczej, głowa do góry. Jeśli nie dasz rady wyjechać, to chociaż wezwij
      jakąś psiapsiółkę, która lubi dzieci, albo mamę, na pomoc. Niech przez jakiś
      czas wpadają do Ciebie codziennie, niech pomogą Ci przy zajęciach z dzieckiem, a
      w czasie, gdy maluch śpi, wypiją kawę i pogadają o wszystkim i niczym. Może
      wszystko uda się jeszcze uratować bez tak drastycznych, jak wcześniej napisałam,
      rozwiązań.
      Trzymaj się dziewczyno, i daj znać, co wymyśliłaś smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja