atowlasnieja
14.10.08, 16:31
dokładnie... ale zacznijmy od początku.
Całe życie nie lubiłam młodszych dzieci. Jak dorosłam to po prostu nie lubie dzieci. Nawet tych z najbliższej rodziny. Dopiero jak moja bliska znajoma się wziełą rozmonożyła to żeby nie stracić dobrego kontaktu "przekonałam się" do jej latorośli.
Latka leciały. Życie dokoptowało mi mężczyznę. Facet jak facet. Dobrze nam się gadało. Wiedziałam, że nie chce mieć dziecka tak od razu ale nie decydowałam się na pigułki bo... obawiałam się że przełożę macierzyństwo na święte nigdy. Pozatym gumki wymuszały również na drugiej stronie choćby odrobiną inicjatywy w antykoncepcji (a czemu tylko ja mam to kupować?) W końcu jednak zabalowaliśmy i mamy następstwo. (Po fakcie dowiedziałam się że jemu tak naprawdę właśnie o to chodziło, bo wiedział żę "po dobroci" nigdy się na dziecko nie zdecyduję). W sumie to się na nim w tej materii zawiodłam bo jeszcze ze dwa razy pokazał mi że antykoncepcję ma głęboko (nie dość że nie wykupił mi tabletek jak się na nie w końcu zdecydowałam to jeszcze zgubił receptę, i zaś miał ochotę na jazdę bez trzymanki).
A najlepsze jest to że to suuuuper dziecko w które mnie wrobił jest na wyłęcznie mojej głowie. Stanowię chyba świetny przykład deprechy poporodowej (nieleczonej) ale mój luby wierdzi, że mi się w głowie poprzewracało. Że mam się wziąść w garść i przestać wreszcie wygłupiać. A ja zaczynam nienawidzić jego, siebie i dziecka. Nie widze sensu sama iść do lekarza. Mam męża który powinien zadbać choć trochę o żonę. A jak tego nie zrobi.... cóż widać mu na mnie nie zależy. Może zwariuję. a może już zwariowałam

.
I wiem jedno - jeśli ktoś ci powie (nawet jeśli to będzie twoje własne dziecko) że nie lubi dzieci - nie próbuj wywał u tej osoby poczucia winy. Może się "przekonać" do rozmażania wbrew sobie. Dzieci nie są tylko szczęściem. Niektórzy (np. JA) po prostu ich nienawidzą.
A głupia jestem bo myślałam że lepiej mieć i żałować że się ma niż już nie móc a chcieć.