Mój mąż zaproponował przyjęcie moje nazwiska (najbliższa rodzina po nazwisku
to chyba szóste albo siódme pokolenie) ale stchórzył już po złożeniu papierów
w urzędzie więc wróciliśmy i przestawiliśmy wszystko na jego. W sumie nie
dziwię mu się - rodzina by go wyklęła jak nic