jkk74
04.12.08, 10:23
Ola ma ospę... od niedzieli. Tomek ma ospę... od wczoraj. Ja jestem chora...
od poniedziałku. Ola dwie noce płakała bo ją tak swędziało. Tomek na razie ma
5 krostek na krzyż, ale kto wie co będzie dziś wieczorem???
Oczywiscie we wtorek i środę byłam normalnie w pracy (chora, ledwo żyłam, ale
musiałam), potem biegiem do domu, obiad mężowi, ogarnąć bajzel. Dziś siedzą w
domu ze mną. Jutro też idę do pracy. Dziećmi zajmują się babcie.
Mąż wraca po pracy do domu, sprzątać nie musi, obiad dostaje (ok żeby jasne
było lubię być KURĄ DOMOWĄ), ale nic z siebie.
A jak zaczynałam szukać pracy to uprzedzałam, że w takich chwilach będzie
kiepsko. Bo znów na mnie spadnie wszystko. Ale on uparcie twierdził, że jak
będą kłopoty to "coś wymyśli"... no wymyślił - on idzie sobie do pracy a ja
martwię się resztą i jak to zgrać ze swoją pracą.
No to sobie ponarzekałam...