Dodaj do ulubionych

Odmienne zdania rodziców nt. wychowania

01.01.09, 19:25
Ostatnio spotkałam się z takim przypadkiem: małżeństwu urodziło się dziecko.
Matka chce wychować córkę w wierze katolickiej, ojciec chce, aby dziecko samo
sobie wybrało religię (lub brak jakiejkolwiek), gdy dorośnie. Nie potrafią
dojść do porozumienia.
Przyznam, że bardzo intryguje mnie i ciekawi sposób dojścia do porozumienia w
takiej sytuacji. Można to rozciągnąć także na inne okoliczności , gdy jedno z
rodziców się na coś zgadza, a drugie nie.
Teoretycznie, żadne z rodziców nie ma prawa podjąć decyzji bez zgody drugiego.
A praktycznie?

Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:32
      W tym przypadku to interesuje mnie jakiego wyznania są rodzice?
      • liliankaa77 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:41
        Matka- katoliczka, ojciec- niewierzący.
        • gryzelda71 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:42
          Aż dziwne,że przed urodzeniem dziecka nic na ten temat nie ustalili.A ślub mieli
          tylko cywilny?
          • liliankaa77 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:48
            Tak, wzięli ślub cywilny. Ja wiem, że takie sprawy omawia się "przed".
            Pytanie: co zrobić teraz. Nie potrafia dojsc do kompromisu, a ja nie jestem
            bezstronna, gdy pytaja mnie o zdanie.
            • gryzelda71 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 20:00
              Zostaje rzut monetą.
              • tetlian Odpowiedź jest prosta 03.01.09, 19:29
                Wpajanie "prawd" religijnych dziecku, które jeszcze nie rozumie świata i wierzy
                we wszystko co mu powiedzą rodzice, jest okrucieństwem wobec jego umysłu. Taka
                indoktrynacja powinna być karalna.

                Dziecko powinno być zachęcane do zadawania pytań i powinno dostawać na nie
                odpowiedzi. Ale nie w taki sposób, że gdy dziecko na przykład pyta jak powstał
                świat, to rodzic odpowiada mu, że stworzył go Jahwe w siedem dni. W ten sposób
                zaszkodziłby dziecku. Rodzic powinien opowiedzieć o Wielkim Wybuchu i różnych
                teoriach naukowych. O tym jak z supernowy powstało Słońce i nasz Układ
                Słoneczny, o tym jak w wyniku ewolucji powstał człowiek. I cały czas powinien
                zachęcać dziecko do zadawania kolejnych pytań, na które z przyjemnością powinien
                mu odpowiadać. Rodzic także może opowiedzieć dziecku, że w ciągu tysięcy lat
                powstało multum religii i wierzeń opisujących na różne sposoby stworzenie świata.

                Jeżeli dziecko będzie w ten sposób wychowywane, to wyrośnie na inteligentnego
                człowieka. I jeśli jako dorosły człowiek mimo wszystko stwierdzi, że chce
                wyznawać którąś z tysięcy religii świata, to będzie tylko jego wybór. Ale taki
                wybór powinien być dokonany przez świadomego tego dorosłego człowieka.

                Także w tym przypadku ojciec ma rację.

                PS. A poniżej filmik w bardzo trafny sposób porównujący chrzest dziecka do
                zapisania go do partii politycznej:

                pl.youtube.com/watch?v=fN8vTZIKj-o
                • zz26 Re: Odpowiedź jest prosta 04.01.09, 01:30
                  Rodzic powinien opowiedzieć o Wielkim Wybuchu i różnych
                  > teoriach naukowych. O tym jak z supernowy powstało Słońce i nasz Układ
                  > Słoneczny

                  czym sie rozni odpowiedz ze swiat stworzyl Bog od teorii wielkiego wybuchu i
                  jedno i drugie trzeba brac na slowo bo nie ma zanych dowodow pomine juz fakt ze
                  teoria wielkiego wybuchu ma wiele dziur
                  • tetlian Re: Odpowiedź jest prosta 04.01.09, 03:54
                    > czym sie rozni odpowiedz ze swiat stworzyl Bog od teorii wielkiego wybuchu i
                    > jedno i drugie trzeba brac na slowo bo nie ma zanych dowodow pomine juz fakt ze
                    > teoria wielkiego wybuchu ma wiele dziur

                    Ano tym się różni, że za "Bóg stworzył świat" nie ma żadnych naukowych
                    przesłanek. Nawet nie wiadomo czym miałby być ten cały Bóg. Natomiast za teorią
                    Wielkiego Wybuchu jest ich mnóstwo. Dlatego nawet jeśli nie jest prawdziwa to
                    jest bardzo prawdopodobna. O innych teoriach też można (a nawet trzeba) dziecku
                    opowiadać. Im więcej się dowie, tym lepiej. To zachęci go do nauki i odkrywania
                    prawdy.

                    Bo tym się różni nauka od religii, że w nauce nawet jeśli jakaś teoria ma
                    dziury, to to tylko zachęca naukowców do szukania lepszej i spójniejszej teorii.
                    Dzięki temu mamy postęp. Natomiast w religii wszystko jest jedną wielką dziurą i
                    nikomu to nie przeszkadza. Dla nich to są "prawdy objawione" i nie można z nimi
                    dyskutować.
                    • xolaptop Re: Odpowiedź jest prosta 04.01.09, 10:18
                      A Wielki Wybuch sam się stworzył. Ot tak pomyślał: "wybuchnę sobie" i wybuchł.
                      Zasadnicza różnica jest taka. Ateiści nigdy się nie dowiedzą, jak powstał
                      wszechświat. Ludzie wierzący już to wiedzą. Druga różnica jest taka, że dla
                      ateistów śmierć jest końcem wszystkiego, a dla wierzących śmierć jest początkiem
                      wszystkiego. Gdyby śmierć była końcem wszystkiego, trzeba by zupełnie inaczej żyć.
                      • nienill mamy przykladnego wierzacego! 04.01.09, 10:54
                        xolaptop napisał:

                        > Gdyby śmierć była końcem wszystkiego, trzeba by zupełnie inaczej ż
                        > yć.
                        czyli JAK?

                        korzystalbys z zycia, kradł i zabijal kogo popadnie, dla
                        przyjemnosci?
                        • seattle92 Re: mamy przykladnego wierzacego! 04.01.09, 11:58

                      • jednorazowy3 Odpowiedź jest jeszcze prostsza 04.01.09, 11:29
                        wielki wybuch spowodowal ktorys z bogow i tego sie trzymajmy
                      • tetlian Re: Odpowiedź jest prosta 04.01.09, 11:34
                        > A Wielki Wybuch sam się stworzył. Ot tak pomyślał: "wybuchnę sobie" i wybuchł.

                        A Bóg sam się stworzył. Ot tak pomyślał: "stworzę się" i zaistniał. Strzelasz
                        sobie w stopę takim argumentem. Teraz widzisz, że to donikąd nie prowadzi?

                        To jest jedno z wielu nurtujących pytań. Dlaczego istnieje coś zamiast niczego?
                        Naukowiec będzie szukał odpowiedzi. Człowiek wierzący będzie wierzył w wymyśloną
                        bajkę, która i tak nie jest ostateczną odpowiedzią, bo zawsze się pojawia
                        pytanie: "A kto stworzył Boga?". Następnie "Kto stworzył jego twórcę?". I tak dalej.


                        > Zasadnicza różnica jest taka. Ateiści nigdy się nie dowiedzą, jak powstał
                        > wszechświat. Ludzie wierzący już to wiedzą.

                        Ludzie wierzący nic nie wiedzą. Oni WIERZĄ. A to jest wielka różnica.


                        > Druga różnica jest taka, że dla
                        > ateistów śmierć jest końcem wszystkiego, a dla wierzących śmierć
                        > jest początkiem
                        > wszystkiego. Gdyby śmierć była końcem wszystkiego, trzeba by
                        > zupełnie inaczej żyć.

                        I dzięki temu ateiści żyją lepiej. Nie łudzą się nagrodami, które miałyby
                        nastąpić po śmierci. Ateiści zdają sobie sprawę, że z tego jakimi są
                        szczęściarzami, że mają ten króciutki czas, by istnieć we Wszechświecie, który
                        jest lepszy od żadnego. Toteż korzystają z niego. Nie marnują go tak jak wierzący.
                        • seattle92 Re: Odpowiedź jest prosta 04.01.09, 12:10
                          "> Zasadnicza różnica jest taka. Ateiści nigdy się nie dowiedzą, jak powstał
                          > wszechświat. Ludzie wierzący już to wiedzą."

                          "Ludzie wierzący nic nie wiedzą. Oni WIERZĄ. A to jest wielka różnica."

                          Zgadzam się.
                          WIERZYĆ a WIEDZIEĆ to zasadnicza różnica! Ateiści dążą do wiedzy. Chcą dowodów
                          na istnienie wszystkiego, nawet tego co jest najbardziej tajemnicze i jeszcze
                          niezbadane. I co jest bardzo zaskakujące dla katolików - to nam, ateistom, wcale
                          nie odbiera człowieczeństwa, czy sumienia, ani też potrzeby miłości i czynienia
                          dobra.
                          A katolik jak czegoś nie rozumie to tłumaczy to Bogiem. Katolicy bronią się
                          przed nauką i odkryciami, bo a nóż wyjdzie na jaw, że Kościół się myli!
                          Nie jesteśmy średniowiecznymi ciemnymi głupcami, których Kościół może tak
                          bezkarnie oszukiwać i straszyć tylko po to, żeby sobie nas przyporządkować.
                          Większość ludzi, nawet tych wierzących często patrzy na religię z przymrożeniem
                          oka. Jesteśmy w końcu ludźmi cywilizowanymi, nauka jest w zasięgu ręki, a co za
                          tym idzie, Bóg stracił swoją dawną moc i oddziaływanie na ludzie umysły. Wielu
                          już się wykruszyło z Koscioła. Pozostaną tylko starzy, zacofani, słabi i bezmyślni.
            • p3nisista matka jest (obłudną) typową katoliczką 02.01.09, 21:53
              ludzie wierzący (a nie chodzący co niedziela do kościoła) nie uprawiają seksu
              bez ślubu kościelnego
              • titta Re: matka jest (obłudną) typową katoliczką 03.01.09, 17:40
                Latwo mowic. Niestety w mlodosci ludzie robia rozne glupie rzeczy.
                W tym przypadku warto szczerze porozmawiac co jest dla nich tak
                naprawde wazne. I albo uszanuja sie nawzajem albo...no coz.
                Dziecko wychowane "bez wiary" najczesiej bedzie "bez wiary". Z
                drugiej strony wychowanie tylko-li "wedlug tradycji" tez daje duze
                prawdopodobienstwo wychowania ateisty, bo wiara z taradycja tak
                naprawde niewiele ma wspolnego.
              • seattle92 Re: matka jest (obłudną) typową katoliczką 04.01.09, 12:18
                Tej obłudnej katoliczce chodzi zapewne o odwieczne: "A co ludzie powiedzą" i "Bo
                tak wszyscy robią".
                Katolicy już tacy są, nie nie żyją swoim życiem, tylko pod czyjeś dyktando.
                Wszak ona wie, że ma się czego bać. Wie jak "porządni" i "dobrzy" katolicy
                potrafią oczerniać i obmawiać ludzi, którzy by śmiali żyć inaczej niż reszta tej
                ich sekty! No i jeszcze ten ksiądz - wszystkowiedzący pan i władca życia - nie
                chciałby już więcej przyjść na kolędę. A sąsiedzi - krzywo by się patrzeli i
                przestaliby pomagać!
                Straszne (życie katolika)! wink
      • hagi_no kolejny moher w społeczeństwie 04.01.09, 08:55
        dzieciak powinien mieć prawo wyboru jak dorośnie. A tak wyrośnie nam
        kolejny moher któremu się nawkłada do głowy
    • marzeka1 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:36
      To jest problem, jeden z tych, które w wypadku rodziców o różnym
      światopoglądzie, powinno jednak rozwiązać się PRZED zdecydowaniem na dziecko-
      teraz jest problem.
      • guderianka Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:41
        Jeśli chodzi o wyznanie-to kwestie wychowania potomstwa w tym
        zakresie powinno się omawiać "przed" a nie "po"

        W innych sytuacjach-a zakładam że jest ich niewiele (bo ludzie
        zawierajacy związek i decydujący sie na dzieci zazwyczaj mają
        podobne podejście do kluczowych kwestii )musza dojść do kompromisu.
        Dobrze jest dyskutowac nad daną kwestią przy dzieciach, żeby te
        uczyły się że rodzice mogą mieć i maja odmiennie zdanie ale
        wypracowują kompromis poprzez dyskusje i negocjacje
        • delecta Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:49
          guderianka napisała:
          Dobrze jest dyskutowac nad daną kwestią przy dzieciach

          Pzry dzieciach, zwłaszcza małych,to mozna dyskutować na temat menu
          an nastęopny dzień. Albo czy iść do kina, czy na karuzelę.
          • guderianka Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 19:50
            Jasne że tak smile
      • titta Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 17:41
        Nie tyle przezd zdecydowaniem sie na dziecko, co przed zdecydowaniem
        sie na zwiazek. Wiele ludzi najpierw izie do lozka, a potem dopiero
        mysli...
    • gacusia1 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 01.01.09, 22:37
      Maja dwa wyjscia
      1.Dziecko ochrzcza,I Komunia i potem dziecko zdecyduje samo
      codalej.W kazdej chwili moze sie jako dorosla osoba "wypisac" z
      KOsciola.
      2.Nie chrzcza az do momentu gdy dziecko/nastolatek bedzie w stanie
      sam podjac decyzje. Przyjac sakrament chrztu rowniez moze w kadej
      chwili.
    • kra123snal Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 11:21
      Jezeli mają tylko ślub cywilny, to w tej sytuacji uważam, że rację
      ma ojciec. Dlaczego? Bo mógł domniemywać, że wiara jej nie odgrywa
      aż takiej wielkiej roli w życiu. Mogli wziąć ślub konkordatowy (on
      cywilny a ona cywilny i kościelny). W tej chwili ona żyje w grzechu
      wg Kościoła, nie wypełnia podstawowych nakazów religijnych, to jak
      można oceniać siłę jej własnej wiary? Po co chce wychowywać dziecko
      w religii jakiejkolwiek, skoro sama jest niereligijna?
      • bazylea1 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 04.01.09, 10:37
        kra123snal napisała:

        > Jezeli mają tylko ślub cywilny, to w tej sytuacji uważam, że rację
        > ma ojciec. Dlaczego? Bo mógł domniemywać, że wiara jej nie odgrywa
        > aż takiej wielkiej roli w życiu. Mogli wziąć ślub konkordatowy (on
        > cywilny a ona cywilny i kościelny).

        no własnie, mam znajomych -on niewierzacy ona wierząca, wzieli slub w kosciele
        jednostronny, zdaje sie ze jego warunkiem jest wychowanie dzieci w wierze wiec
        trzeba cos ustalic przed tym slubem. w tak istotnej sprawie faktycznie lepiej
        byłoby porozmawiać zanim się te dzieci zrobi. ale są też w życiu inne przypadki
        - ślub bierze dwoje ateistów a potem jedno się nawraca... i co z dziećmi?
      • seattle92 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 04.01.09, 12:21
        "Po co chce wychowywać dziecko
        w religii jakiejkolwiek, skoro sama jest niereligijna?"

        Religijność większości katolików zależny od sytuacji życiowej (a dokładniej od
        tego jak jest im wygodniej) i od tego co ludzie powiedz ą wink
    • 18_lipcowa1 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 13:59
      dlaczego nie uzgodnili tego przed slubem?
      byli pewni ze MILOSC wszystko zalatwi, tak?
    • szyszunia11 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 14:06
      W jakimś stponiu zgadzam się z Krasnalem.
      Dlaczego nagle żonie tak zalezy na katolickim wychowaniu dziecka, skoro ona sama sprawy wiary ma "w poważaniu"? Jeśli byłaby to dla niej istotna kwestia, to (pomojając już fakt ewentualnych oporów w związaniu się z niewierzącym na całe zycie) walczyłaby o ślub konkrodatowy i nie ulega watpliwości, że omówiłaby te sprawy dokładnie przed ślubem. Coś się nagle kobiecie odmieniło? Nawrócenie?
      • kookiness co wy wszyscy z tym ślubem "konkordatowym" 04.01.09, 00:00
        konkordatowy czyli po prostu slub kościelny, który liczy się też jako cywilny. bo państwo polskie ma umowę z kościołem, tak zwany konkordat.
        nie jest to żaden wynalazek na potrzeby osób wchodzących w związek małżeński z ateistami czy innowiercami. to tylko taki myk, żeby nie brać dwa razy ślubu: w kościele i urzędzie. bierzesz w kościele, władze kościoła w ciągu iluś tam dni wysyłają dokuemnty do usc. wsio. jasne, że może tak być w przypadku ślubu z osoba niebędącą katolikiem, na który udziela zgody bodajże biskup. ale jedno nie ma nic do rzeczy. "mieszany ślub" może się odbyć przed czy po cywilnym,wtedy siłą rzeczy konkordatowy nie jest. konkordatowy jest zamiast cywilnego, a raczej zawiera w sobie kościelny i cywilny.

        a co do tematu: zgadzam się, skoro kobieta zgodziła się tylko na cywilny, to faktycznie nie powinna się dziwić, że mąż nie koniecznie chce wychowywać dziecko po katolicku. ma prawo oczekiwać, że ma ona do swojej religii dość luźny stosunek.
        a swoją drogą, co za hipokryzja: prowadzać dziecko do chrztu i komunii, samemu w tym wszystkim w pełni nie uczestnicząc. jeśli ktoś wierzy w boga, czy mniej lub bardziej podziela to, co na jego temat głosi kościoł katolciki, ale niezbyt przywiązuje wagę do angażowania się w życie tejże instytucji, to po jaką cholerę ten ktoś chce zrobić ze swojego dziecka katolika wierzącego i praktykującego?
    • katrio_na Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 14:15
      No prosze Was wink
      Nie uwierze, iz kazda z Was wszystko uzgodnila przed zamazpojsciem...
      A juz dzieci w szczegolnosci wink
      Z chwila slubu dzieci byly dla mnie tak odlegla i nierealna sprawa,
      ze nawet do glowy by mi nie przyszlo uzgadnianie modelu ich
      wychowania wink

      Mysle, ze taka jedna rzecz wyrwana z kontekstu trudno oceniac.
      A jak zyla do tej pory ta rodzina? Czy matka jest gleboko wierzaca
      czy tylko jak wiekszosc Polakow? Czy ojciec jest zagorzalym
      zwolennikiem kosciola czy religii?

      Mysle, ze jesli rozsadnie to rozegrac i jesli mamy do czynienia z
      ludzmi na poziomie to moglaby z tego wyjsc niezla lekcja
      swiatopogladowa i zarazem uczaca tolerancji - dla dziecka.


      • szyszunia11 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 14:24
        tylko tu nie trzeba być nie wiadomo jak zapobiegliwym, żeby wyszły róznice. Wystarczy poczytać forum, żeby zobaczyć jak wiele różni w podejściu do zycia osoby wierzące i niewierzące, choćby samo małeżeństwo - dla katolika jest nierozwrwalne z definicji, i np. jak współmałżonek go opuści - nie może ułożyć sobie życia na nowo... dla niewierzącego jest to już zupełnie inny rodzaj zobowiązania. Dla katolików nie ma seksu przedmałżeńskiego... to są naprawde spore różniece i nie wyobrażam sobie żeby ludzie którzy choć trochę ze sobą są i rozmawiają ich nie wychwycili i nie próbowali się z nimi zmierzyć. Wiem o czym mówię, bo 1,5 roku byłam związana z facetem niewierzącym, rozważaliśmy ślub konkordatowy, kwestia wychowania dzieci była na tapecie jak najbardziej. Oczywiście inna sytuacja jest, jeżeli ktoś jest katolikiem tylko nominalnie, i wydaje mi się, że tu mamy do czynienia własnie z taką sytuacją. No i faktycznie niewierzący partner może być zaskoczony skąd ten przypływ pobożnościwink tak powaznie - nie zazdroszczę tej sytuacji.
      • liliankaa77 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 16:05
        Koleżanka jest bardzo wierząca, jej mąż jest ateistą- z tego powodu nie było
        ślubu kościelnego. Na codzień nie mieli większych problemów z akceptacją swym
        odmiennych spojrzeń na świat. Problematyczna kwestia pojawia się przy dziecku:
        ojciec jest zdecydowanie na nie, matka zdecydowanie na tak.
        • lila1974 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 16:53
          Matka pewnie ma obawy, że jeśli coś dziecku by się stało, to jest
          nieochrzczone - ale zdaje się kościół ostatnio coś modyfikował w tym
          temacie? Podpowie mi ktoś?


          Jesli ojciec jest ateistą przez A, to co mu zalezy? Skoro Boga wg
          niego nie ma, to jaka niby krzywda stalaby się dziecku, gdyby
          zostało ochrzczone?

          Kwestia komuni jest już do przedyskutowania z dzieckiem.
          • skjende Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 15:14
            > Jesli ojciec jest ateistą przez A, to co mu zalezy? Skoro Boga wg
            > niego nie ma, to jaka niby krzywda stalaby się dziecku, gdyby
            > zostało ochrzczone?

            Chodzi o to że k. kat. podchodzi pod sektę. Przeglądał ktoś kiedyś "Małego
            Gościa Niedzielnego?" Bo ja owszem. I muszę powiedzieć, że w życiu bym żadnemu
            dziecku nie pozwoliła tego szmatławca przeczytać.
            O ile się nie mylę "MGN" "promuje" treści rasistowskie i nietolerancję względem
            innych religii. Ojciec poprostu boi się o swoje dziecko, być może nie chce aby
            mu wpajano tzw "wartości chrześcijańskie". A matka, która (wnioskując z tego co
            napisała autorka tematu i kilka innych osób)Jest osobą wierzącą ale nie
            ortodoksyjnie, powinna brać takie rzeczy pod uwagę. Chyba, że zamierza
            wychowywać dziecko w swojej wierze, a nie kościelnej.
          • sanciasancia Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 17:33
            > Jesli ojciec jest ateistą przez A, to co mu zalezy? Skoro Boga wg
            > niego nie ma, to jaka niby krzywda stalaby się dziecku, gdyby
            > zostało ochrzczone?
            Ateista przez wielkie A nie chce wspierać organizacji, która jest wobec niego
            wroga. I trudno mu się dziwić.
            A co do krzywdy, pomnij wątek o apostazji. Łatwiej jest się dorosłemu ochrzcić
            niż wystąpić z kk.
        • kra123snal Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 21:48
          Wierząca bardzo może jest, ale z religią katolicką na bakier...

          Znam takie małżeństwo: ona katoliczka, on ateista - wzięli ślub w
          Kościele, ale jak pisałam wyżej o możliwości, ona przysięgała na
          Boga (ślub kościelny i cywilny), on przysięgał, po prostu (cywilny).
          Ona w zgodzie ze sobą i religią, on w zgodzie ze sobą, pozostając w
          szacunku dla wiary żony.

          Nie rozumiem jak osoba głęboko wierząca i jak domniemuję katoliczka,
          mogła nie wziąć takiej możliwości pod uwagę. Jakby nie patrzeć
          pozostaje jej postępowanie w sprzeczności z religią, w której chce
          wychować dziecko (obecnie często warunkiem chrztu dziecka jest ślub
          rodziców. Jak ona sobie to wyobraża? Szczególnie jeżeli mąż nie ma
          zamiaru przekroczyć progu kościoła...)
          • bi_scotti Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 21:55
            OK, nawet jesli nie ustalili tego przed slubem to mieli co najmniej
            9 miesiecy ciazy na dyskusje swiatopogladowe. I co? I nic? Przez
            tyle czasu nie doszli do jakiegos konsensusu? Slabo dyskutowali wink
            Ateiscie to powinno lekko wisiec czy dziecko chrzczone, czy nie
            chrzczone - jesli matce zalezy, gdzie krzywda? Co innego uzgodnienie
            wspolnej linii dyskusji o wartosciach i wspolne unikanie zabobonow
            typu aniolki, diabelki, niebo, pieklo i inne takie bzdurki. Kwestie
            dobra i zla, bycia przyzwoitym czlowiekiem mozna pogodzic bez
            nadmiaru religijnego ogacania. Tylko trzeba NAPRAWDE spedzic ze soba
            troche czasu dyskutujac "te sprawy" wink
        • azile.oli Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 16:36
          Ale w takim przypadku ona mogła zawrzeć ślub kościelny. Jeśli pan
          miał opory, to jako bardzo wierząca osoba powinna zrezygnować z tego
          związku, bo z własnego wyboru żyje w grzechu.
        • jacksparrow1 Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 04.01.09, 04:15
          I to byl tylko ten powod?Facet stanal okoniem ze do kosciola nie
          pojdzie i tyle?Przeciez to ona tylko skladalaby przysiege, nie
          ona.Wiem co mowie, eee pisze bo bylam swiadkiem slubu katoliczki z
          ateista.
      • sanciasancia Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 02.01.09, 22:04
        > Nie uwierze, iz kazda z Was wszystko uzgodnila przed zamazpojsciem...
        > A juz dzieci w szczegolnosci wink
        Tak. Przed zamążpójściem był dość długi związek, w czasie którego rozmawialiśmy
        nie tylko o dupie Maryni.
        Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie innej sytuacji. Wyjść za mąż za człowieka,
        którego się nie zna? Litości.
        • azile.oli Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 16:42
          Niezależnie od czasu trwania związku, to biorąc ślub kościelny
          wygłaszamy też formułę o katolickim wychowaniu potomstwa. Jeżeli
          takiego ślubu nie ma, a rodzice są innej wiary, względnie jedno jest
          niewierzące, to takie rzeczy trzeba uzgodnić wcześniej, zwłaszcza,
          jeśli uważamy tę kwestię za ważną.
      • azile.oli Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 16:32
        Nie sądzę, aby ta matka była głęboko wierząca. Wyklucza to jej zgoda
        na nie zawieranie ślubu kościelnego. Jeśli przyszły małżonek nie
        chciał ślubu konkordatowego, gdzie tylko ona składałaby przysięgę,
        to można się było spodziewać, że mogą być problemy w kwestii
        religijnego wychowania dzieci. Jeśli zaś ślubu nie wzięli, bo jej to
        obojętne, to nie rozumiem, czemu tak się upiera przy katolickim
        wychowaniu dziecka, sama wg tej wiary żyjąc w grzechu i nie mając
        dostępu do sakramentów.
    • naprawdetrzezwy Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 03.01.09, 15:14
      liliankaa77 napisała:

      > Ostatnio spotkałam się z takim przypadkiem: małżeństwu urodziło się dziecko.
      > Matka chce wychować córkę w wierze katolickiej, ojciec chce, aby dziecko samo
      > sobie wybrało religię (lub brak jakiejkolwiek), gdy dorośnie. Nie potrafią
      > dojść do porozumienia.

      Takie rzeczy ustala się ZANIM się z kimś zwiąże na stałe.
      ;>

      liliankaa77 napisała:

      > Teoretycznie, żadne z rodziców nie ma prawa podjąć decyzji bez zgody drugiego.
      > A praktycznie?

      A praktycznie, to się dowiedz jak tamci rozwiązali ten problem i opisz.
      W końcu to ty się z czymś takim spotkałaś.
      • vento_p Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 03.01.09, 15:34
        hmm .. mogą miec problem z chrztem - wielu księży chce, aby rodzice
        mieli ślub kościelny.Bo w końcu podczas chrztu zobowiązujemy się do
        wychowania dziecka w wierze. Komunia to już inna bajka, bo tu na
        pewno potrzebny jest akt ślubu z kościoła
        • kaminali88 Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 03.01.09, 17:03
          Nie jest to prawda. W moim przypadku rodzice nigdy nie byli małżeństwem, nawet cywilnym. Bez żadnych problemów zostałam ochrzczona i dopuszczona do I komunii, a nie było to tak dawno temu żeby zasady się radykalnie pozmieniały.

          Pozdrawiam
        • lia.13 Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 03.01.09, 17:11
          bzdury gadasz. Może jeszcze dodać, że dziecko rozwiedzionych rodziców, albo nie
          daj Boże samotnej matki też nie zostanie dopuszczone do sakramentu Komunii Św.?
          • azile.oli Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 03.01.09, 17:23
            Do sakramentu komunii potrzebny jest akt chrztu dziecka, a nie akt
            ślubu rodziców. Jeśli chodzi o chrzest, to w przypadku, gdy istnieją
            przeszkody w zawarciu ślubu kościelnego (jedno z rodziców jest
            rozwiedzione ) to sakrament jest zazwyczaj udzielany bez problemu,
            ksiądz nie ma prawa robić trudności. W przypadku , gdy nie istnieją
            przeszkody do zawarcia ślubu kościelnego, a rodzice chcą ochrzcić
            dziecko, czasem księża robią problemy, ale w zasadzie dziecko
            zostaje w końcu ochrzczone, co najwyżej rodzice muszą poszukać
            bardziej tolerancyjnego księdza.
            • vento_p Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 04.01.09, 10:33
              może u Was nie jest to przeszkoda. Tam gdzie mieszkam jest.Więc wiel
              zależy od ksiedza i parafii.
              W ubiegłym roku chrzest dziecka odbył się razem ze ślubem. Komunia
              innego dziecka również była poprzedzona ślubem. Matka moze biegać i
              szukać innego księdza tylko po co...
              i tak zrobią dziecku wodę z mózgu, bo ojciec będzie swoje poglądy na
              temat kościoła i wiary wygłaszał.Mam taką sytuację w domu. Moje
              dzieci zostały ochrzczone bo mąż deklarowal się jako katolik.
              Niestety jego poglądy na kościół to stek obelg.To wcale nie sprzyja
              wychowaniu w wierze.Ponadto jeśli chrzcisz dziecko , posyłasz do
              komunii to chyba w jakimś celu
        • jacksparrow1 Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 04.01.09, 04:12
          vento, zartujesz piszac to ze KONIECZNY jest slub aby dzieciak
          poszedl do pierwszej komunii.Toz to jakas masakra.W normalnych
          krajach wystarczy akt chrztu.

          A ja znam tak syt. kiedy to matka katoliczka a ojcec innego
          wyznania.Oczywiscie musial podpisac w kosciele ze dzieci beda
          wychowane w wierze katolickiej.Podpisal.W domu zone na dywanik i w te
          slowa.Co podpisalem to podpisalem.Ochrzcic bedziesz mogla w swojej
          wierze, ale dzieci poznaja tez moja i jak beda wystarczajaco duze
          zeby podjac decyzje to ja podejma - zostana w twoim kosciele badz
          przejda do mojego.Tak sie zlozylo ze jedno zostalo z matka a drugie
          poszlo za ojcem.Tyle ze rodzice doszli do porozumienia.\
          A swoja droga spotkalam kiedys ksiedza ktory mowil ze wielu bierze
          sobie bardzo lekko slub cywilny, a to w sumie tez przysiega i tez
          zobowiazuje.
      • tetlian Re: Małżeństwo sprawnych umysłowo inaczej? 03.01.09, 19:58
        > > Teoretycznie, żadne z rodziców nie ma prawa podjąć decyzji bez zgody drug
        > iego.
        > > A praktycznie?
        >
        > A praktycznie, to się dowiedz jak tamci rozwiązali ten problem i opisz.
        > W końcu to ty się z czymś takim spotkałaś.

        Może nie na temat, ale powiedzenie, że coś jest inne w teorii niż praktyce jest
        pozbawione sensu.

        Teoria mówi jak jest w praktyce. Jeśli praktyka dowodzi czegoś innego, wtedy
        teoria upada albo jej stosowanie zawęża się do określonych warunków.
    • agg Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 03.01.09, 15:52
      a co to niby zmieni dla tego dziecka?
    • sleepysheep A ja nie widzę nic złego... 03.01.09, 17:33
      ...w tym, żeby w takiej sytuacji, gdy jedno z rodziców jest osobą wierzącą, a
      drugie nie, dziecko było wychowywane w tzw. wierze. Matka będzie przekazywać
      dziecku wiedzę związaną z religią, którą wyznaje. Tylko musi być to rzecz jasna
      uczciwy układ - dziecko musi mieć także świadomość, że istnieją też inne poglądy
      na te kwestie, że niektórzy tego Boga widzą inaczej, a jeszcze inni w ogóle w
      niego nie wierzą - np. jego ojciec. Końcem końców dziecko i tak w przyszłości
      samo stwierdzi czy wierzy czy nie - grunt, żeby wiedziało w cosmile Jeśli rodzice
      podejdą do sprawy zdroworozsądkowo to nie powinno to stanowić problemu.
      • sleepysheep Re: A ja nie widzę nic złego... ps. 03.01.09, 17:37
        Uciekła mi ostatnia myśl - nie może po prostu dojść do sytuacji, gdzie matka
        będzie wpajać dziecku, że Bój istnieje, a ojciec będzie z kolei tłumaczył, że
        matka to wariatka i gada bzdury smile Trzeba jasno wyjaśnić, że to jest osobista
        sprawa każdego człowieka - mama wierzy, a tata tego "nie czuje" i jużsmile Ja
        osobiście jako osoba nie wierząca (choć wychowywana w tej tzw. wierze - a więc
        ochrzczona, chodząca na religię, obchodząca święta itp.) wychodzę z założenia,
        może dla wielu zbyt "wygodnego", że Bóg istnieje dla tych, którzy w niego są w
        stanie uwierzyć - ja nie jestem...przecież się nie zmuszęsmile
        • titta Re: A ja nie widzę nic złego... ps. 03.01.09, 17:47
          Widzisz, dla ciebie nie ma problemu ale dla wielu ludzi ateizm to de
          fakto religia. Gleboko wierza, ze Boga nie ma i walcza z wszelkimi
          przejawami wiary czy religijnosci. Publicznie mowie, ze to osobista
          sprawa kazdego czlowieka, tak osobista, ze nie ma prawa on o niej
          mowic i okazywac, nawet przy najblizszych.
          Jednak nawet w takieh sytuacji spokojem i cierpliwoscia mozna
          osiagnac kompromis, bo nawet fanatycy bywaja reformowalni. Jest to
          bardzo trudne ale dla dobra istniejacego zwiazku i urodzonego juz
          dziecka warto sprobowac.
          • sleepysheep Re: A ja nie widzę nic złego... ps. 03.01.09, 17:58
            Jasne, wiem, że jest sporo osób, które najchętniej uznałyby wiarę w Boga za
            odmianę schizofrenii. Nie brakuje też tych, którzy z kolei ateistów uważają za
            szatanów w ludzkich skórach. Ale ja w życiu kieruję się zasadą, że do takich
            spraw trzeba zawsze podchodzić z głową i umieć uszanować to, że ktoś ma inne
            poglądy - wszak to jest chyba objaw tej tolerancji, którą tak zaciekle deklaruje
            większość z nassmile Liczę, że rodzice dziecka o których mowa w tym temacie okażą
            się mądrymi ludźmi i nie będą kłócić się o coś, co prędzej czy później i tak
            zweryfikuje życie, a dziecko samo podejmie decyzję, w co wierzy i czy w ogóle
            wierzysmile

            A mówiąc o tym, że to sprawa osobista - chodziło mi po prostu o to, że nikt nam
            wiary nie może narzucić, bo albo się wierzy, albo nie. Można co najwyżej
            narzucić pewien schemat postępowania (np. obrzędy religijne) czy kodeks moralny
            związany z daną religią...i tego matka może uczyć swoje dziecko. Jeśli ktoś
            myśli, że nie powinno się dziecka wychowywać w wierze, którą wyznają jego
            rodzice, wychodząc z założenia, że samo powinno podjąć decyzję kiedy dorośnie,
            to jest moim zdaniem w błędzie. Żeby uwierzyć, trzeba wiedzieć w co, a do tego
            niezbędna jest edukacja (nie rodzimy się przecież z poczuciem wiary w Jezusa). W
            rodzinie jest ona najczęściej ukierunkowana na jedną konkretną religię i nie
            widzę w tym nic złego. Szkoda, że nadal ten sam schemat obowiązuje w szkołach -
            moim zdaniem powinno się uczyć tam o wszystkich religiach (tzw.
            religioznawstwo)...liczę, że kiedyś to nastąpismile
            • 1onewolf Re: A ja nie widzę nic złego... ps. 03.01.09, 18:47
              sleepysheep napisała:

              > (nie rodzimy się przecież z poczuciem wiary w Jezusa).

              ano właśnie - więc bardziej naturalne jest wychowanie w ateizmie, dla którego
              nie są potrzebne dowody "na istnienie". a jak dziecko dorośnie i poczuje "wiarę"
              to już sobie wybierze jakąś konkretną bajkę lub stworzy własną
              • kakofonika Re: A ja nie widzę nic złego... ps. 03.01.09, 19:36
                A ja się zgadzam ze sleepysheep. To jedno z rozsądniejszych podejść do problemu.
                Trzeba jednak dziecku religię nie wklepywać do głowy jako prawdę objawioną i
                zbiór dogmatów, tylko wyciągać z niej co najlepsze. Natomiast wszelkie
                wątpliwości wyjaśniać, a na pytania odpowiadać zgodnie z faktyczną wiedzą.

                Przyznam, że w moim przypadku była podobna sytuacja jak opisuje autorka całego
                wątku. Z czasem wątpliwości jednak zwyciężyły, i aktualnie wierzę w Boga, ale
                nie z żadnej religii.
                • allerune Re: A ja nie widzę nic złego... ps. 04.01.09, 01:05
                  tylko widzisz. ŻADNA wątpliwość odnośnie wiary nie jest do obronienia i
                  inteligentny, dorosły człowiek bez uprzedzeń, logicznie do tego dojdzie. Dziecku
                  można wcisnąć każdą ciemnotę i każdą bajkę, ponieważ jako rodzice jesteśce dla
                  niego autorytetem.

                  może lepiej więc oszczędzić dziecku stresu i poczucia winy?
          • tetlian Religia aczajnikowców 03.01.09, 20:10
            > Widzisz, dla ciebie nie ma problemu ale dla wielu ludzi ateizm to de
            > fakto religia. Gleboko wierza, ze Boga nie ma i walcza z wszelkimi
            > przejawami wiary czy religijnosci.

            Taka uwaga. Mówienie, że ktoś wierzy, że Boga nie ma, jest dziwne. To tak jakbym
            ja Ciebie zapytał, czy wierzysz w to, że wokół Słońca krąży zielony czajniczek.
            Ty byś mi odpowiedziała, że nie. Zatem ja bym stwierdził, że jednak wyznajesz
            wiarę. Wierzysz w to, że czajniczek nie orbituje wokół Słońca. Zatem należysz do
            wyznawców religii aczajnikowców.

            Takich przykładów można podać nieskończenie wiele. Dlatego proszę, nie mówmy, że
            ateiści wierzą, że Boga nie ma, bo to z wiarą nie ma nic wspólnego. Pozdro.
      • seattle92 Re: A ja nie widzę nic złego... 04.01.09, 12:38
        "Końcem końców dziecko i tak w przyszłości
        samo stwierdzi czy wierzy czy nie - grunt, żeby wiedziało w co"

        Sleepysheep, co dziecko samo zdecyduje, skoro od urodzenia będzie ochrzczone i
        zaprogramowywane jako dziecko katolickie??? Gdzie ty tutaj widzisz wolny wybór
        dziecka? To trzeba chrzcić dziecko, żeby mogło się dowiedzieć o religii
        katolickiej i innych wyznaniach? Wystarczy, że dziecko będzie mieć do czynienia
        z katolikami w własnym kręgu rodzinnym i szkolnym, żeby dostrzec to, jacy
        katolicy są obłudni i zakłamani.

        Ja od 17 roku życia przestałam chodzić do kościoła i myślisz, że rodzice to
        uszanowali? Ile musiałam się z nimi nakłócić, że nie będę chodzić! A o wypisaniu
        z lekcji religii to mogłam zapomnieć!
        I to miał by ten wolny wybór???
    • inthekitchen żal było patrzeć na mojego męża, 03.01.09, 18:02
      który ochrzcił się przed ślubem itd. Wychowywany był przez mocno skomunizowanego
      samotnego ojca. Przez zideologizowanego ojca jako dziecko został wyobcowany i
      ograbiony z wielu pozytywnych, emocjonalnych przeżyć - nie do odrobienia w
      dorosłym już życiu. Zatem ochrzcić.
      • 1onewolf Re: żal było patrzeć na mojego męża, 03.01.09, 18:44
        rzeczywiście - żal mieć kogoś takiego za męża - jak mu tam pod pantoflem? a może
        biedak nadrabia i teraz śpiewa na mszy?

        • inthekitchen Na przykład brak kindersztuby, 1onewolf 03.01.09, 19:08
          Nie wszystkie braki z dzieciństwa da się nadrobić w dorosłym życiu. Na przykład
          brak kindersztuby czytaniem choćby najlepszych podręczników.
      • agatita82 Re: żal było patrzeć na mojego męża, 03.01.09, 21:00
        inthekitchen napisała:

        > który ochrzcił się przed ślubem itd. Wychowywany był przez mocno
        skomunizowaneg
        > o
        > samotnego ojca. Przez zideologizowanego ojca jako dziecko został
        wyobcowany i
        > ograbiony z wielu pozytywnych, emocjonalnych przeżyć - nie do
        odrobienia w
        > dorosłym już życiu. Zatem ochrzcić.

        hehe ależ pokraczna logika. A właściwie to jej brak...

      • luzbel26 Re: żal było patrzeć na mojego męża, 04.01.09, 10:18
        Wychowywany był przez mocno skomunizowaneg
        > o
        > samotnego ojca. Przez zideologizowanego ojca jako dziecko został wyobcowany i
        > ograbiony z wielu pozytywnych, emocjonalnych przeżyć - nie do odrobienia w
        > dorosłym już życiu. Zatem ochrzcić.

        No jasne.Bo tylko brak chrztu spowodował brak miłości w tym domu.Piękna logika.
    • allerune Re: Odmienne zdania rodziców nt. wychowania 04.01.09, 00:56
      > Matka chce wychować córkę w wierze katolickiej, ojciec chce, aby dziecko samo
      > sobie wybrało religię (lub brak jakiejkolwiek), gdy dorośnie. Nie potrafią
      > dojść do porozumienia.

      Ojciec idzie na ugodę bo pozostawia decyzję dziecku (nie powiedział że będzie
      wpajał mu Ateizm). Matka za to chce wszystko na swoją stronę.

      Rację ma oczywiście ojciec. Uważam, że wpajanie dzieciom bzdur takich jak
      religia powinno być karalne. Człowiek bez wpojonego przez lata poczucia winy sam
      potrafi logicznie wykluczyć coś takiego jak bóg.
    • saksalainen Znam podobna sytuacje 04.01.09, 01:15
      Znam taka sytuacje:

      Ojciec niewierzacy, matka wierzaca. Tyle ze slub mieli koscielny. Dzieci ochrzcili i posłali na religie, ale wyraznie im mowiac ze jak nie chca, nie musza chodzic.

      Dzieci sa teraz prawie dorosłe, syn jest ateista, corka przekonana katoliczka - mimo ze matka tez przestała chodzic do koscioła.

      Mysle ze tak trzeba zrobic: Chrzest dla niewierzacego nie ma przeciez znaczenia, dla wierzacego ma. A nauka religii kazdemu sie przyda - jakby nie było, ta religia miała duzy wpływ na nasza kulture
      i dobrze jest cos o niej wiedziec. Tyle ze musi sie to odbywac na zasadzie dobrowolnosci.
      • tetlian Re: Znam podobna sytuacje 04.01.09, 01:25
        > Mysle ze tak trzeba zrobic: Chrzest dla niewierzacego nie ma przeciez znaczenia
        > , dla wierzacego ma.

        Dla niewierzącego też ma. Bo zawyża statystyki instytucji religijnej. W ten
        sposób wychodzi, że ponad 90% Polaków to katolicy, co ze stanem faktycznym ma
        niewiele wspólnego.

        Kolejny argument to taki, że dorosły człowiek bez problemu może się ochrzcić.
        Natomiast wystąpić z Kościoła jest o wiele trudniej. Trzeba dokonać aktu
        apostazji w obecności świadków, latać z papierami, załatwiać itd.. A to wszystko
        na dodatek Ci utrudniają, bo Kościół niechętnie wykreśla ze spisu owieczki. Bo
        to psuje mu statystyki.

        > A nauka religii kazdemu sie przyda - jakby nie było, ta re
        > ligia miała duzy wpływ na nasza kulture
        > i dobrze jest cos o niej wiedziec.

        No to religioznastwo jak już powinno być, a nie lekcja na której wpaja się
        zasady jednej konkretnej religii.
        • lavinka Niełatwo jest się ochrzcić dorosłemu. 04.01.09, 02:05
          Mojemu bratu się nie udało. Najpierw kazano mu chodzić na katechezy. Przykładnie
          przeczytał Pismo Święte w całości i... zadał kilka pytań. Ksiądz zakazał mu
          przychodzić na grupowe katechezy i kazał się spotykać tylko w 4 oczy. Po dwóch
          takich katechezach w ogóle przestał na nie przychodzić. Ksiądz, nie brat. Nawet
          brat nie mógł go nigdzie złapać,bo siostry i katechetki miały prikaz że dla
          mojego brata księdza "nie ma". Parafia św. Zygmunta w Warszawie(skądinąd nawet
          sympatyczny ksiądz, tylko jakiś tchórzliwy).
          I tak mój brat jest nadal nieochrzczony mimo że głęboko wierzący. Nie nadawał się.
          Bo przeczytał Biblię. Wiadomo,że żaden porządny Katolik w życiu by tego nie
          zrobił. ;D
          Mnie, ochrzczonej jest wszystko jedno. KK uważam za niebezpieczną sektę. Wierzę
          w Boga, nie w kościół. Odpuściłam sobie po Komunii widząc tę farsę.
          • bazylea1 Re: Niełatwo jest się ochrzcić dorosłemu. 04.01.09, 10:38
            to chyba Twoj brat miał wyjątkowego pecha bo sama znam kilka osób które się
            ochrzciły w wieku dorosłym i nie było z tym problemu. niektórzy nawet w
            ekspresowym tempie zaliczyli pozostałe sakramenty aż do slubu koscielnego (20
            lat po cywilnym)...
    • emed1 Analogiczna sytuacja 04.01.09, 07:21
      Corka kolegi katoliczka , ojciec niewierzacy ale szanujacy wiare innych ,
      jeszcze przed slubem nie mial zadnych zastrzezen do chrztu dziecka i wychowania
      w wierze katolickiej .
    • inthekitchen Zajrzyjcie na liste ateistów, aby się pośmiać 04.01.09, 11:09
      bo u tychże ateistów wszystkie sakramenty, dzieci ochrzczone, ksiądz
      podejmowany, a i pogrzeb pewnie rodzina im sprawi po bożemu. Tyle tylko, że
      plują w internecie na kościół i naiwni się na to nabierają.
      • tetlian Re: Zajrzyjcie na liste ateistów, aby się pośmiać 04.01.09, 11:40
        > bo u tychże ateistów wszystkie sakramenty, dzieci ochrzczone,

        No i to jest właśnie problem. Ateiści zostali ochrzczeni jako dzieci, kiedy nie
        mieli możliwości podjęcia świadomej decyzji.


        > ksiądz podejmowany,

        U kogo? Ja księdza nie wpuszczam do domu.


        > a i pogrzeb pewnie rodzina im sprawi po bożemu.

        Po akcie apostazji nawet gdyby chciała to nie będzie mogła sprawić katolickiego
        pogrzebu.
      • triss_merigold6 Ciekawe... 04.01.09, 12:26
        Na szczęście nie została ochrzczona, rodzina niewierząca. Kwestia
        chrztu dziecka była i jest opcją "po moim trupie", podobnie jak
        posyłanie potomka na katechezę. Księdza nie przyjmowałam nigdy, bo
        po co.
        Gdyby facet upierał się przy religijnym wychowaniu dziecka to bym go
        zostawiła.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka