Być może to nie to forum ale chciałam się Was,spytać co sądzicie o
spowiedzi,chodzi mi o to czy dopuszczalne jest wg Was wyznanie w
kościele na mszy w myślach swoich grzechów,przeproszenie za nie
Boga,postanowienie poprawy,czasem zadoścuczynienie za wyrządzoną
szkodę,przykrość ,a po tym wszystkim pójście do komunii?
Piszę to, zbulwersowana opowieścią moje straszej już cioci,która co
prawda nie biega co niedzielę do kościoła i modli się w domu kiedy
czuje taką potrzebę.Z natury to kobieta dobra,nie zazdroszcząca
nikomu i nikomu nie robiąca żadnych złośliwości.Jest ona
wdową,mieszka ze swoją mamą, jej córka jedynaczka,mężatka mieszka
400 km od niej.Poszła więc owa ciocia do spowiedzi,a nie była już
parę lat,klęka w konfesjonale,wyznaje grzechy itd.Potem zaczyna się
następująca wymiana pytań między księdzem a moją ciocią:
Ksiądz:Mało ma pani tych grzechów.
Ciocia:milczy
Ksiądz:A może odbiła pani męża koleżance?
Ciocia:NIE
Ksiądz:A może ma pani kochanka?
Ciocia:NIE
Ksiądz:A może szuka pani kochanka przez internet
Ciocia:NIE
Ksiądz:Może się pani masturbuje?
Ciocia:NIE
Ksiądz:A może pani kogoś zabiła?
Ciocia lekko podniesionym już głosem:NIE!!
Ksiądz:A czy pani wie,że nasz papież spowiadał się raz w tygodniu?
Ciocia

latego jest święty a ja nie.
Po tym w końcu otrzymała rozgrzeszenie,ale powiedziała,że do
spowiedzi już nie pójdzie.Będzie się odtąd spowiadać w myślach na
mszy,a potem pójdzie do komunii,jeśli poczuje taką potrzebę.
A co Wy o tym sądzicie?A tak na marginesie,to skąd wzięła się
spowiedz?