Dodaj do ulubionych

Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dzieciaka.

12.02.09, 20:54
Od ok 2 lat rozumiem ludzi, którzy wychodzą po papierosy i nigdy nie wracają.
Dokładnie na to mam od dawna ochotę. Mojego syna (13)mam po wyżej uszu. Same
kłopoty z nim, już od zawsze zresztą. Niedawna sprawa o pozbawienie władzy
rodzicielskiej jego ojca (którą wygrałam) przeciążyła i tak umęczony od dawna
materiał - czyli mnie. Syn mnie osłabia, ograbia z wszelkiej energii i ochoty
na cokolwiek. Stała deprecha i nic ponadto. Bachor niegrzeczny i nieposłuszny
od urodzenia niemal. Trzech wołu by trzeba do jego wychowania. Absolutny
egoista widzący wyłącznie własne interesy, przyjemności, awanturujący się,
wymuszający kolejne. Nie poda mi szklanki wody na starość. W tatusia niestety
poszedł. Całe moje wychowywanie, poświęcenia, dobry przykład również z całego
otoczenia, to wszystko o d. potłuc. Tatusiowe geny i kropka. Nie chce mi się
do własnego domu wracać. Poszłabym ... po papierosy. Tak sobie marzę. I gdzieś
rozpoczęła nowe życie. Sama. Ale dzieciak nie miałby gdzie pójść, bo kiedyś ja
dokonałam fatalnego wyboru jego ojca. Więc nie pójdę po papierosy, choć myślę
o tym codziennie.
Facet się pojawił niedawno. Niby miły gość. Myślałam, ze mi coś pomoże,
cośkolwiek ulży z bachorem. Tak po męsku. A ten delikatniś wyjeżdża z tekstami
: nie krzycz na niego (syna), ani nie daj Boże nie bij, ja z nim będę
rozmawiał po dobremu. Acha ! To mu (synowi) może akurat w sam środek nie
powiem czego natrukać. Lecz mówie ok., działaj! Jak się okazało, że metody
delikatnisia , to całkowita porażka, to się zaczęły pretensje i wypominanki do
mnie. Czyli skargi mojego faceta na mojego syna do mnie. Skądinąd całkowicie
uzasadnione. Przecież doskonale wiem. To teraz oprócz niegrzecznego, stale
arcykłopotliwego dzieciaka mam jeszcze na głowie marudzenie i skargi faceta.
Inna sprawa to taka, ze jaki bachor jest taki jest, ale nie będzie mi żaden
"przyjezdny" na mojego syna nagadywał, bo zaraz bedzie "odjezdny" i tyle. Więc
jak mnie mocniej wkurzy, to się skończy przygoda z facetem. Nie wiem, co
będzie, lecz niewątpliwie dzieciak zostanie. I moja deprecha też.
Boże, jak pomyślę 2 razy udało mi się syna wyekspediować na 2 tygodnie podczas
wakacji (odmawia wyjazdów zorganizowanych). Wtedy myślałam, że jestem
cyborgiem, tytanem i nie wiem czym jeszcze. Wstapiła we mnie wulkaniczna,
bezkresna energia i siła. Odwaliłam robotę za 3 ludzi bez żadnego zmęczenia,
chociaż padałam z nóg. To była radość i motywacja ! Mogłam drzewa z korzeniami
wyrywać. Jeden wulkan. Tylko syn wrócił, juz po 3 dniach znowu deprecha,
bezsens, beznadzieja, nawet proste prace za trudne, brak sił, jutro.
Myślę, ze nie powinnam była urodzić dziecka. Najwyraźniej nie nadaję się na
matkę. Sadzę, że syn jest raczej zadowolony z życia. Co mu tam. Dla niego to
wszystko normalka, oczywiste. Że ma gdzie mieszkać, co jeść, za co do kina
pójść i że ktoś (matka) troszczy się o wszystko, sprząta, gotuje, wyposaża. To
jest faktycznie oczywiste. Ale ja mam jakoś rozwalone życie. Ja nie egzystuję,
mnie nie ma. Jestem jedynie niewolnikiem do prac wszelakich. A te prace są
syzyfowe. Choćbym się nie wiem jak buntowała, to muszę czasem sprzatnąć
(grabiami) pokój syna, bo się jeszcze tam jakieś robaki zalęgna i rozniosą na
całe mieszkanie. Schody tez muszę co dzień sprzatnąć z rzeczy syna, bo nie
przejdę po nich inaczej. Jedynie nie wpuszczam już więcej syna do dużego
pokoju, jedyna oaza porządku w domu, ale pod warunkiem całkowitego zakazu
przekroczenia progu dla syna. Dawno przestałam się już zastanawiać jak jemu
się to udaje, żeby w parę godzin zamienić mieszkanie na wygląd : po włamaniu.
Jakoś zawsze mu się udaje. Codziennie. No i te krzyki, wrzaski, pretencje,
trzaskanie drzwiami (2 razy szyba wyleciała). Istny tatuś po prostu i tyle.
Tatusia pognałam po 2 latach, ale własnego dziecka pognać nie mogę (bo też bym
zrobiła, Bóg mi świadkiem).Pierwszy kandydat do błyskawicznego rozwodu : mój
syn. Tylko, ze my niestety małżeństwem nie jesteśmy, dlatego rozwodu być nie
może. Pat.
Naprawdę rozumiem tych, co wychodzą po papierosy i nie wracają.
Czy każda kobieta musi być matką? Ja żałuję. Nie zdecydowałabym się drugi
raz. Nie nadaję się.
Obserwuj wątek
    • hellious Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 20:59
      Oczywiscie, ze nie kazda. Nie wszystkie nadaja sie na matke. Widac to po wielu przykladach (z zycia, z forum). Ale teraz juz po ptokach, jakies 13 lat po...
      • part_of_the_game Po raz kolejny potwierdza się reguła... 16.02.09, 00:22
        ...że facet dobry do bzykanka nie musi być równie dobry jako ojciec.
    • marzeka1 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:02
      A dlaczego musisz być "kobietą do prac wszelakich", mam syna rok starszego i
      wiem,że w tym wieku zaczyna się dojrzewanie, hormony walą w głowę, ale to nie
      znaczy, ze mam robić za służącą: zakupy, sprzątanie swego pokoju, pomoc w
      pracach domowych od zawsze należą do obowiązków dzieci- dlaczego syn tego nie
      nauczyłaś. Nie da się wszystkiego zwalić na geny i fatalnego tatusia, sporo to
      jednak wychowanie.
      Z jednym si,ę zgadzam: nie każdy powinien się rozmnażać.
      • doral2 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:11
        przez 13 lat "pracowałaś" na tego nieznośnego bachora. z nieba nie spadł.
        pretensje do życia, bo widzisz własną porażkę...kryzys...
        potrzebujesz wsparcia fachowca, ty i twój "bachor".
      • real.disi Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:47
        syn nigdy w życiu, od małego nie wykonał ani jednego mojego polecenia. Nigdy,
        żadnego. Od zawsze robił co akurat chciał i kropka. Wizyt u psychologów było
        milion. Brak rady. Były kursy wychowywania (warsztaty), były terapie razem,
        osobno, co chcesz. Wszystko na nic. Chociaż nie wiem. Może byłoby jeszcze
        gorzej, gdyby nie to. Wreszcie syn nie pali, nie włóczy się z kolesiami po
        osiedlu, nawet nie klnie (w każdym razie nic nie wiem o tym) i dobrze się uczy.
        Siły starcza mi jedynie na przełamanie ogromnego oporu, co do nauki i co do
        obecności w szkole (czyli zweleczenia się rano z wyra o 7 rano, a nie o 13 tak,
        jak w weekendy). Na resztę sił nie starcza. I tak jest stale pole bitwy. Od
        zawsze. Nie każdego da się wychować. Niekiedy opór jest tak silny, że nawet
        specjaliści sobie nie radzą.
        • 4g63 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 15.02.09, 22:54
          i w tym problem, nie radzisz sobie z tak prostą czynnością jak wychowywanie dziecka, i to w ogóle..., już to co piszesz jest przerażające, wizyty u psychologa???? a Ty, powinnaś udać się najpierw do psychiatry!
          • todeskult Na dzieci powinni dawać pozwolenie 15.02.09, 23:09
            Na dzieci powinni dawać pozwolenie, testy psychologiczne, itp., jak na broń...
          • czarna.porzeczka Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 16.02.09, 01:30
            Od kiedy wychowanie dziecka jest proste?
            To rownie proste jak greka i lacina...pitu pitu
    • emigrantka34 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:10
      Nienawidzisz ojca i nienawisc na syna przelalas. Moge sie zalozyc, ze go
      wyzywasz od syna "ojca" tego "skur...a" i ze go ponizasz. Idz na na terapie.

      Przeczytaj to jeszcze raz dokladnie:

      "Syn mnie osłabia, ograbia z wszelkiej energii i ochoty
      na cokolwiek. Bachor niegrzeczny i nieposłuszny od urodzenia niemal. Trzech wołu
      by trzeba do jego wychowania. Absolutny egoista widzący wyłącznie własne
      interesy, przyjemności, awanturujący się,wymuszający kolejne. W tatusia niestety
      poszedł. Całe moje wychowywanie, poświęcenia....
      otoczenia, to wszystko o d. potłuc. Tatusiowe geny i kropka"

      "Na starosc nie poda mi szklanki wody" - przy takim podejsciu Twoim na pewno nie
      poda. Nie wychowuje sie dziecka po to, zeby podawalo szklanke wody na starosc,
      tylko zeby poszlo szczesliwe w swiat (moim zdaniem, moze inni uwazaja inaczej).
    • balbina.x Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:14
      Takiej matce szklanki wody też bym nie podała...

      Z Tobą jest problem, nie z synem.
    • morgen_stern Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:25
      Ale musicie przyznać, że fajnie napisane, nie? wink
      Może jakaś domorosła literatka wprawki sobie robi.
      • emigrantka34 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:34
        Zgadza sie. Pomyslalam, ze to moze jeszcze trollica jakas, albo jakas nawiedzona
        studentka, co w ten sposob sobie zbiera materialy do magisterki...

      • croyance Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:38
        Nie mialam odwagi sama tego napisac, ale skoro Ty wspomnialas i nie
        zostalas zjedzona, to faktycznie musze przyznac, ze ryknelam
        smiechem przy grabiach.
        • mama-maxa Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 12:02
          no i jasmile myslałam, że to bedzie watek z cyklu przytulcie, bo mi
          źle, bo mi smutno, a tu proszę jakie zaskoczenie... takie małe
          opowiadanko dla relaxusmile
          • marianna72 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 12:38
            Fajnie napisane u mnie podobnie tylko ,ze trwa od niedawna bo syn w
            okres dojrzewanie wszedl.Mi sie nawet podoba chociaz grabie tez by
            sie przydaly, no i czasami wychodze z siebie ale do depresji mi
            daleko .Mysle ze u Ciebie to chyba troche glebszy problem.

            Ah syn tez jest z pierwszego zwiazku ale do Taty niepodobny moze
            fizyczniewink))
    • smerfetka8801 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:31
      osłabiasz mnie kobieto...może nie mam doświadczenia z wychowywaniem małolatów
      ale sama nie tak dawno małolatem byłam...
      Twój syn potrzebuje autorytetu-nie zdobędziesz szacunku bijąc
      go.żenujące.przelewasz na syna nienawiść do jego ojca...smutne.
      tak naprawdę to najpierw popracuj nad sobą idź do jakiegoś terapeuty a potem
      naprawdę zajmij się wychowaniem swojego dziecka bo chyba 13 lat nie pozwoliło ci
      zrozumieć znaczenia tego słowa.
    • balbina.x Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:37
      Najbardziej mnie rozwaliło to:

      > Inna sprawa to taka, ze jaki bachor jest taki jest, ale nie będzie mi żaden
      > "przyjezdny" na mojego syna nagadywał, bo zaraz bedzie "odjezdny" i tyle.

      Aż oniemiałam, jak to przeczytałam! Mamusia może syneczka bachorem nazywać do woli, ale "przyjezdny" nawet nie może skomentować. No szok! W wychowywaniu mógł uczestniczyć (próby rozmów na spokojnie), ale już skomentować nie, bo obraza majestatu.
      • croyance Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:43
        A ja autorke rozumiem. Zycie nie jest niestety idealne, i cokolwiek
        nie powiemy, nic nie zmieni faktu, ze beznadziejnie jest utknac w
        takiej sytuacji, nawet jesli z wlasnej winy.
        • balbina.x Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:46
          Utknął w sytuacji bez wyjścia jej syn. Bo jestem pewna, że to co ja wyczułam z
          postu jego "mamusi", on wczuwa od niej na co dzień. Nienawiść!
          Jeżeli współczuć, to tylko temu chłopakowi - rodziców.
          • croyance Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 22:40
            Pewnie, ze sytuacja chlopaka nie do pozazdroszczenia. Ale wspolczuje
            obojgu.
            • mama-maxa Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 12:05
              a mnie się wydaje, że to jest tak jak dzieci mają dzieci. I jeżeli
              chodzi o rodziców, nie chodzi mi wcale o wiek fizyczny, ale o taki
              umysłowy, niedojrzały...

              Mama szuka pomysłu na życie, syn jej do tego pomysłu nie pasuje,może
              kolejny przyjezdno-odjezdny będzie pasował, ale tu znów syn... i tak
              w kółko, bez wyjścia, aż chłopak raz pójdzie po papierosy...
              • triss_merigold6 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 12:10
                Bzdura. Uważasz, że dziecko to "czysta karta" i da się wpoić dowolne
                nawyki, upodobania, cechy, temperament i system wartości? No sorry
                ale akurat np. reaktywność jest wrodzona, introwertyzm/ekstrawertyzm
                również.
                Ponieważ znam takie dość przerażające w swoim niepoddawaniu się
                socjalizacji dziecko, to autorce wierzę. Ze wspomnianym dzieckiem
                każda czynność to droga przez mękę a upośledzone umysłowo nie jest,
                wręcz przeciwnie.
                • mama-maxa Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 12:15
                  no więc jakies dobre strony ma tak? jest inteligentny, nie szlaja
                  się, nie pali, nie klnie, nie łajdaczy. Nie sprząta, olewka
                  wszystkiego i to męczy mamę - rozumiem, ale jednak go ma, jednak go
                  wychowuje i to sama. I myslę, że to nie on tylko ma problem, ale ona
                  również i jak synalek widzi wiecznie mamę-jędzę, narzekająca, albo
                  bezsilną, w depresjii itd, to może mieć wkońcu ochotę sam pójść po
                  papierosy...

                  Wydaje mi się, że i mama i syn działają na siebie destrukcyjnie
                  nawzajem! On męczy ją, ona - jego.
                  • triss_merigold6 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 12:21
                    Robi ale na kopach i wrzasku. Bez kopania by nie robił. Znaczy,
                    pozostawiony sam sobie by nie wstał do szkoły, nie sprzątnął, nie
                    zrobił nic. W przypadku 13-latka to nieco za duże ryzyko, biorąc pod
                    uwagę, że jakąś szkołę skończyć musi choćby po to, żeby za parę lat
                    zejść matce z utrzymania.
                    Ma szansę odpoczęcia od matki - wyjazdy zorganizowane w wakacje. I
                    NIE CHCE, a wysłany nie potrafi się podporządkować normom.
    • mathiola Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:44
      myślałaś o jakiejś psychoterapii?
      Powinnaś spojrzeć na siebie z boku, z pomocą specjalisty.
    • grimma Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:45
      idz na terapie rodzinna. Ty i Syn

      jesli jestes Trollem to tez proponuje terapie. taka skoncentrowana wokol
      problemu gospodarowania czasem
      • emigrantka34 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 21:51
        To nie malzenswto zeby razem na terapie chodzili. Mamuska ma problem i niech go
        najpaierw przynajmnie sama sprobuje jakos zlapac za rogi.
    • agama77 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 22:15
      brakuje mi cytatów, mimo wszystko napisane na 5.
    • real.disi toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 12.02.09, 22:15
      Terapie były różne. Warsztaty wychowywania dzieci, terapie razem, osobno, co
      tylko chcecie. Syn nigdy nie wykonał żadnego polecenia. Nie i koniec. Zabić ?
      Nie bardzo. Tłuc malucha 2,3,4 lata ? Też nie bardzo. Metody z warszatów ?
      Skrojone na wszystkie dzieci tego świata z wyjatkiem mojego syna. Psychologowie
      ? Brak rady. I już. Syna nie biję, bo się do tego nie nadaję. Do krzyczenia na
      kogokolwiek tez się nie nadaję (nie ta natura), ale absolutnie muszę i to mnie
      również wykańcza całkowicie nerwowo. 5 minut niezbednych (!!!) krzyków, to
      jakbym pół dnia przepracowała non stop. Sa ludzie, co lubią, ja nienawidzę
      krzyków, a muszę. Kilka razy dziennie. Kamieniołomy.
      Co do mojej ew nienawiści. Starego już od dawna nie nienawidzę (kiedyś owszem).
      Nie mam na to czasu, ani głowy, żeby o nim w ogóle nawet myśleć, a jeszcze
      negatywne emocje zaprzegać ? To kosztuje siłę, tej nie mam, resztki potrzebne do
      codziennego życia, a nie na nienawiści do kogokolwiek.
      Jak się chłopak czuje ? No, pewnie są momenty, że nieklawo. Momenty w pełni
      zasłużone. Jednak zwróćcie uwagę na to, że Sąd pozostawił mi wyłączną władzę
      rodzicielską nad synem, jako jedynemu rodzicowi. To naprawdę rzadkie zjawisko.
      Wiecie jak dogłębnie Sąd bada kwalifikacje rodzicielskie w takich sprawach?
      Bardzo, bardzo dokładnie. Badanie psychologiczne, kurator, środowiskowe, w
      szkole. Wszystko wiedzą. I właśnie sądowi psychologowie, oraz następnie Sąd
      uznali, że właśnie jestem zdecydowanie i bez żadnej wątpliwości bardzo dobrą
      matką i dlatego można mi powierzyć wyłączną władzę rodzicielską. Żadnych
      przewałek. Tak tez uważają w szkole, rodzina, znajomi. Jest kilka osób, które
      przyznało, ze na moim miejscu by pękli chyba i oddali bachora co najmniej do
      jakiegoś internatu, są osoby, które uważają nadal, ze tak powinnam i teraz
      zrobić, są inne osoby, które prosiły mnie niegdyś, abym ich wizytowała bez syna
      (taki był nieznośny)z tymi ostatnimi nie utrzymuję od tamtej pory kontaktu. Co,
      bo nie mówić o bachorze, to jednak mój syn i stoję za nim murem. Kto przeciw
      niemu, ten przeciw mnie. Kropka. Co innego, jak ktoś chce pomóc. Wtedy
      współpracuję i wysłucham każdej uwagi.
      Syn był badany przez psychologów i jego ze mną re;lacje i odwrotnie. Jakoś się
      nie skarżył. Zresztą on w ogóle nie wrażliwy, po nim spływa wszystko. Nic mu nie
      dolega.
      • czar_bajry Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 12.02.09, 22:37
        nikt nie mówił że będzie łatwo.
        Sprawdzałaś może młody ma ADHD?, inna sprawa że wchodzi teraz w trudny wiek a o
        faceta jest po prostu zazdrosnysmile
        No ale tym razem musiał nieźle dać do pieca że postanowiłaś sobie
        ulżyćsmile.Wyluzuj, pogadaj z jakimś psychologiem i odpuść ojcu dzieciaka Twoja
        nienawiść i frustracja nic już nie pomoże a jak najbardziej zaszkodzi i tobie i
        dziecku, jak będziesz młodemu wmawiać że jest taki sam jak ojciec to psychikę mu
        zwalisz i nic nie osiągniesz.
        Mam jednak nadzieję że post pisałaś na gorąco podczas buforowania między
        panamismilei na co dzień nie zwracasz się tak do dzieciaka.
        A i nie zabijaj to karalne nawet w afekciesmile
        Mam trójkę w tym dwie panienki 16 i 20 latsmilewięc staram się zrozumieć inne
        wyprowadzone z równowagi matkismile
        • todeskult Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 15.02.09, 23:14
          czar_bajry napisała:
          > Mam trójkę w tym dwie panienki 16 i 20 latsmile

          Jakie tak panienki, to stare dupy już... :0
      • croyance Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 12.02.09, 22:42
        A sprawdzalas Aspergera? Z doswiadczenia wiem, ze taki mlody
        aspergerowiec potrafi dac niezle do wiwatu big_grinDD
      • kitty_walker Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 12.02.09, 22:46
        A ja Ci wierzę, droga autorko, że naprawdę zrobiłaś wszystko, co w
        Twojej mocy, aby dobrze wychować syna. Więc tych głupot innych
        forumek to nawet nie słuchaj.
        Po prostu trafiło Ci się bardzo trudne dziecko.
        Też radziłabym sprawdzić, czy nie ma ADHD, bo to wyjaśniałoby parę
        rzeczy.

        No i cóż można poradzić w takiej sytuacji? Nie wiem, jak to wygląda
        w Polsce, ale w Niemczech jest możliwość oddania dziecka do tzw.
        Wohngemeinde - takich wspólnot dla młodych ludzi, gdzie uczą się
        samodzielnego życia.

        Ale nie sądzę, aby u nas był taki program.
        Na pewno musisz dalej szukać pomocy. Kogoś, kto Cię chociaż trochę
        odciąży w sprawowaniu opieki.
        Bo inaczej któregoś dnia po prostu padnieszsad
        • real.disi Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 12.02.09, 23:55
          Oj, widzę, że ktoś wreszcie coś rozumie. ADHD jest dawno zdiagnozowane. Ale, co
          z tego ? Brak terapii w Warszawie. Tj. teoretycznie jest taka poradnia, ale
          zapisy są za 2 lata (termin), wobec czego poradnia wcale nie przyjmuje nowych
          pacjentów, tylko leczy dotychczasowych. Psychiatra dla dzieci zaproponował kilka
          lat temu terapię (dostępną w Warszawie)dla dzieci niedorozwiniętych umysłowo.
          Pytam, czemu chce kierować dzieciaka z 140 IQ na terapię dla niedorozwinietych,
          bo mi sie rachunek nie zgadza?. Odpowiedż: nie ma na chwilę obecną innej terapii
          dla dzieci w Warszawie, to jedyna dostępna. Dlatego. Hicior po prostu !
          Teraz zrobili takie terapie po dzielnicowych osrodkach psychologicznych. Już sie
          ucieszyłam, lepiej późno niż wcale. Może cośkolwiek pomoże. Czytam: do wieku 11
          lat. Kawaler się nie załapał. Jak będzie miał 18, to pewnie w takim ośrodku
          przeczytam, że rozszerzyli wiek do 16 lat. Przechlapane.
          Co, do pomocy przy wychowywaniu, opiece, to właśnie liczyłam na tego mojego
          mena, ze może trochę odciąży. Ale nic z tego. Jego metody (te łagodne
          tłumaczenia i przemawiania do rozsądku - he, he) nie działają, jest tym wielce
          zawiedziony, bezradny (oczywiście) i skarży na syna wobec tego do mnie.
          Ryzykuje, że go rostrzelam. Bo, co te skargi mają dać ? Dodatkowe mi
          zmartwienia? Zamiast pomocy ? Bo, co ja nie wiem jaki jest mój syn ? Czy muszę
          dowiadywać się o każdej najdrobniejszej przewinie syna ? Ja już tych, które na
          własne oczy widzę i słyszę mam powyżej uszu. Czy z nim o tym rozmawiałam (tj z
          menem) ? Tak, krótko i węzłowato, bo mi cierpliwości brak: w mojej obecności nie
          będzie żadnego gderania, bo sobie nie życze i nie będę tego słuchać. Albo
          zapamięta, albo nie nadajemy się razem. Na razie pamięta. Przynajmniej niech
          mnie mnie dociąża jeszcze bardziej, o ile nie potrafi pomóc.
          Ogólnie czarno widzę, znikąd pomocy, nic się nie zmieni. Kundel syna na dodatek
          ujada piskliwym szczekaniem od rana do nocy. Sąsiedzi się skarżą. Ja bym kundla
          nieraz udusiła, jak mi ten jego głos w mózgu świdruje, ale przecież nie
          pokrzywdze tak naprawdę stworzenia, tylko jeszcze muszę kundla karmić i poić, bo
          na synowskim wikcie już dawno by padł z głodu. Więc jest komplet.
          Stąd moje marzenia o bezludnej wyspie. 2 miesiące bez nikogo, bez dzieciaka,
          faceta, innych co nieustannie (jakby) telefonują i ciągle coś mają ze mną do
          omówienia, coś chcą , potrzebują, pytają, bez ujadającego kundla, kota
          (oczywiście należącego do syna), którego też ja codziennie muszę karmić, żeby
          nie zszedł. Takie 2 msce to dopiero by mnie podleczyło. Żaden psycholog itp. 2
          msce bezludnej wyspy - to moja wymarzona terapia.
          • fantasmagorii Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 13.02.09, 00:12
            i znowu: ten kundel syna - wypisz wymaluj - u mnie w domu. mama
            wieszała - nomen omen- psy na "tym kundlu" i karmiła, wyprowadzała,
            smycze kupowała. W soboty i niedziele wstawała pierwsza, psioczyła
            ale gotowała mu i o 7 rano wychodziła. A potem cały weekend awantura
            była o to.
            p.s.
            jeżeli jeszcze raz dzisiaj uzyję słowa: weekend to znaczy, że muszę
            odpocząć.
          • czar_bajry real.disi. 13.02.09, 13:52
            Jeżeli to Cię pocieszy to podobno chłopcy wyrastają z ADHD a dziewczynki niesmile
            przynajmniej tak twierdzi znajoma psycholog-sprzedaje jak kupiłamsmile
            • todeskult ADHD 15.02.09, 23:19
              Dziewczynki "wychodzą" z ADHD po pierwszej defloracji, wiadomo: kobieta która jęczy w nocy nie warczy w dzień wink
          • orien droga real.disi 13.02.09, 16:59
            ja mysle, ze ty po prostu jestes tak zmeczona, ze potrzebujesz wlasnie takich
            wakacji: sama ze soba, bez wrzasku, gderania, namawiania, warczenia, zmuszania,
            opiekowania, opierania, karmienia.

            wyjedz, odpocznij, nabierz sil. nikt nie jest cyborgiem. kazdy musi sie
            zregenerowac.
          • jjr44 Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 15.02.09, 22:46
            jak ma zdiagnozowane adhd to nie masz sie co dziwic. I tak jest ok
            bo uczy się dobrze. jak byś sobie pogadała z ludźmi którzy mają
            dzieci z prawdziwym adhd to dopiero byś sie zdziwiła. a tak masz
            tylko zycie w totalnym chaosie. Powinien brac leki jeszli naprawde
            sobie z nim nie radzisz i jeśli ma bardzo nasilone objawy. concerta
            będzie refundowana jak tylko wejdzie nowa lista. 3.20 pln na miesiąc
            (na rzie 250). Na terapię to za bardzo bym nie liczył. Bardziej
            chodzi o to żebys ty sie nauczyła z nim postępowac tak by sobie
            nerwów nie szarpać.
      • fantasmagorii Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 12.02.09, 23:31
        Wiesz, moja mama też miała potworne problemy z moim młodszym bratem.
        Wydawało mi się, że go nienawidzi, że żałuje, że on jest na swiecie.
        Trwało to latami. Najpierw był kochany, wyczekany (dwie siostry
        starsze) i chory: alergik, astmatyk, raz w stanie krytycznym.
        potem wyrósł, rozwód rodziców - jedyny facet w domu - 11 letni. Bez
        autorytetu i mocnej ręki ojca, bez ojca kumpla. Przyszedł bunt.
        zbiegło się to z klimakterium i depresją mamy.
        Były rękoczyny, wyzwiska, policja - patologia. W niepatologicznej
        rodzinie z zasadami wink
        Do czego zmierzam: podobno, dziecko potrzebuje do normalnego,
        zdrowego rozwoju zaangażowania równie normalnych i stabilnych
        psychicznie rodziców. U Ciebie brak jest ogniwa numer jeden: ojca.
        jezeli sąd uznał, ze nie potrafi on zając się dzieckiem, zresztą
        sama podjęłaś tę decyzję - wychowasz go sama. A tu brak jest części
        ogniwa numer dwa: stabilnej emocjonalnie i psychicznie matki.
        Doskonale rozumiem Twoją sytuację: jesteś sama, zarabiasz na dom,
        sama wychowujesz syna w trudnym wieku. Po cięzkim dniu wracasz do
        domu i widzisz syf, zero chęci pomocy i poczucia odpowiedzialnosci
        syna za wspólnotę. groch o scianę, olewka.
        Rozumiem, że nie piszesz tutaj wypoczęta po weekendzie w spa, tylko
        po kolejnej konkretnej sytuacji. Dlatego uzywasz mocnych słów i
        wyzwisk.
        Ale Twój syn ma pozytywne zachowania, tak? - uczy sie dobrze, nie
        opuszcza lekcji, nie szlaja się, nie pali - to jest duzy plus.
        dzieciaki z rozbitych rodzin nierzadko można tak scharkteryzować.
        Coś tam jednak w tej głowie ma.
        Wydaje mi się, że Twój stosunek do niego wynika z przeciążenia, ze
        zmęczenia materiału.
        Nie rozumiem dlaczego nie jeździ na wyjazdy zoragnizowane. Jak syn
        spędza wakacje i ferie?
        Może ten odpoczynek by Wam się przydał? od siebie? Albo wspólne
        hobby? - wiem, trochę naiwne...
        Ale jeżeli piszesz, że terapie nie skutkują?
        Nie mam recepty, ale rozumiem. nie widzę tutaj zmyślonej historii,
        ale żal i zgorzknienie spowodowane prawdziwą sytuacją bez wyjścia, w
        którą z dnia na dzień brniesz.
        A syn czuje, że ma ciężko ze sfrustrowaną, wściekłą matką jędzą. Ale
        ją olewa ciepłym sikiem - stąd ten bałagan w domu i groch o ścianę.
        Życzę siły i "złotego środka".
        • real.disi Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 13.02.09, 01:03
          fantasmagorii napisała: "Nie rozumiem dlaczego nie jeździ na wyjazdy
          zoragnizowane. Jak syn
          > spędza wakacje i ferie?
          > Może ten odpoczynek by Wam się przydał? od siebie? "

          Jest dużo racji w Twoim poście. Dużo racji.
          Co do pytania powyżej. Syn nie jeździ, bo nie chce. Nie pasuje mu jakakolwiek
          duscyplina, jakiekolwiek zasady, konieczność dostosowania się. Chce być
          popularny (i jest), ale wiele rzeczy koledzy o nim nie wiedzą zwyczajnie. Niezły
          z niego aktor. Wykorzystuje te swoje 140 IQ. Koledzy jakby stale przegrywali
          grupowe konkurencje (przez niego lenia), stale dostawali punkty karne na syf w
          pokoju (jego syf) itp rzeczy, to szybko sympatię by stracili i już by nie był
          ach taki "IN". Poza tym to poranne wstawanie. W wakacje ? Przecież to trzeba
          poleżeć do 12.
          Raz posłałam na taki wyjazd wbrew jego woli, to były codziennie telefony ze
          skargami, mówili, ze kukułcze jajo im podrzuciłam, w końcu przywieźli go do
          Warszawy przed czasem. Myślałam, że umrę z tym wszystkim. Więcej na siłę nie
          posyłam.
          Co robi w wakacje ? W zimie musze z nim na narty. Na zimowisko z Boga nie chec z
          w/w przyczyn. Lecz tego akurat sobie nie szkoduję, bo sama lubię narty. W lecie
          rozkładam na podwórku basen, pawilony letnie, meble ogrodowe, huśtawki itp.
          Robie wakacyjny klimat. Zaprasza kolegów, również koleżanki i się bawią, kąpią,
          szlaufem leją. Szaleją. Potem jest syf x3 na podwórku. Pozwalam na wizyty
          kolegów, bo on jedynak zanudził by się. Zresztą każdy z jego kolegów jest o 3
          nieba grzeczniejszy od niego, więc nikt go na zła drogę nie sprowadzi( jesli nie
          będzie odwrotnie). Mam kontakt z wszystkimi rodzicami. W ostanie lato jego
          bliski kolega wraz z rodzicami zabrali go do Włoch na 2 tyg. Wole nie pytać, czy
          ponownie zabiorą. Czasem też jedziemy na wieś i wtedy zabieramy jakiś moich
          znajomych i jego kolegę lub więcej, zeby się nie nudzili. Czasem też jadę z nim
          po prostu na wczasy, raczej co roku nad morze w PL. Czasem gdzieś za granicę do
          Grecji, czy coś. I tak to sie odbywa. Generlanie bachor ma za dobrze. Ja wiem.
          Wymaga bardzo, bardzo silnej męskiej reki, a tego nigdy nie było. Teraz mój
          partner jest ok dla mnie (niekonfliktowy), ale jako pomoc wychowawcza do akurat
          mojego syna, to się kompletnie nie nadaje. No, ale jak facet będzie z tych
          "twardzieli", to może przy synu coś pomoże, ale za to ze mną się zaraz zetnie
          (prognozuję) i po ptokach. Ja faceta jednak bardziej dla siebie potrzebuję, niż
          jako nianię dla dziecka. Ciągle takie dylematy i nic do przodu.
        • real.disi Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 13.02.09, 10:53
          fantasmagorii. Czy możesz napisać kiedy były te hece z Twoim bratem, ile czasu
          temu ? Co dziś dzieje się z Twoim bratem ? Jak to wszystko dziś wygląda ?
          • fantasmagorii Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 13.02.09, 20:20
            No nie pocieszę Cię. Hece ustały, bo mieszkają osobno. Ale trwały
            ok. 10 lat - mniej i bardziej intensywnie. W końcowej fazie
            rozmawiali ze sobą przez kartki na lodówce, zamykali pokoje na
            klucze, schodzili sobie z drogi do tego stopnia, że potrafili nie
            widzieć się miesiącami ( na 60 metrach).
            A mój brat skończył świetne studia z wyróżnieniem, ma super płatną
            (aczkolwiek mało interesującą i poniżej możliwości) pracę.
            Mama po zmianie otoczenia: super ciekawa praca z ludźmi, jest bardzo
            lubiana i rozchwytywana towarzysko.
            Wyszło dobrze.
            Jedyny problem to stosunek mojego brata do kobiet, brak stałego
            związku, spieprzona miłość jego życia. Wybuchowy, obrażalski i
            agresywny. No nie szanuje kobiet, po prostu.
            Może bedzie ok, może się zmieni, jak się na prawdę zakocha.
            A z matką zaczeli gadać jakieś pół roku temu. Ale tylko wymieniają
            się poglądami na temat płatności, zaległości, listów awizowanych
            itp. Biurowo smile
            Ale im to chyba pasuje. O tym, co u nich słychać dowiadują się ode
            mnie.
            Także nie pocieszyłam. Ale powiem Ci, że to iq mój brat tez ma
            wysokie ( nie znam watości), zawsze był piekielnie zdolny, łatwo
            chłonął informacje, ma masę zainteresowań i wiele sukcesów na
            różnych polach. Ale też lubi pospać: do 17, do teleexpresu smile
            Widzę wiele podobieństw. Wierzę, że w końcu uda się Wam wypracować
            spokój.
            Co do partnera - nie wypowiem się - moja miała miała kilku od
            rozwodu, ale żaden nie sprawdził się jako "tatuś" brata. i albo
            rezygnowała mama, albo koleś brał nogi za pas. uncertain
      • babazmiasta Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 15.02.09, 23:35
        Niech te wszystkie, ktore "najlepiej wiedza"krzycza sobie dalej. A
        ja wam powiem, ze nie wszystkie problemy z dziecmi wywodza sie z
        brakow wychowawczych. Real.disi czy zastanowilas sie nad tym ze moze
        twoj syn nie jest calkiem zdrowy. Mam na mysli zaburzenia
        psychiczne? Autyzm w polaczniu z ADHD moze objawiac sie zachowaniami
        jaki obserwujesz u swojego dziecka. Pracuje z takimi dzieciakami i
        widze rodzicow, ktorzy wkladaja cala energie w to zeby przezyc
        jeszcze jeden dzien. Trzymaj sie cieplo i nie wierz ludziom ktorzy
        mowia ze to wszystko twoja wina.
      • kckk Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 16.02.09, 10:02
        Tyle lat bledow wychowawczych, zbednych slow, porownan do
        znienawidzonego niegdys ojca dziecka, przykrosci, wyreczania,
        nerwowosci. Kiedy ty to nadrobisz?
        Najwazniejsza praca dopiero przed toba, przyznaj sie przed synem do
        bledow, zapytaj o jego odczucia, przyczyny zachowan, moze poczucie
        winy zaistnialej sytuacji i sprobujcie od nowa spokojnie i na
        partnerskiej stopie.
      • memphis90 Re: toZnowu ja - real.disi. Kilka wyjasnień 19.02.09, 23:16
        I właśnie sądowi psychologowie, oraz następnie Sąd
        > uznali, że właśnie jestem zdecydowanie i bez żadnej wątpliwości bardzo dobrą
        > matką i dlatego można mi powierzyć wyłączną władzę rodzicielską. Żadnych
        > przewałek. Tak tez uważają w szkole, rodzina, znajomi.
        Tak, tak, jesteś cudowną, wspaniałą matką, która nienawidzi swojego dziecka, bo
        ono jest beznadziejne. A co myśli o Tobie Twój syn?

        Co,
        > bo nie mówić o bachorze, to jednak mój syn i stoję za nim murem.
        Boże, broń mnie przed rodzicami, którzy by stawali za mną murem w ten sposób!
    • deela Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 22:39
      podrzuc wrednego bachora do domu dziecka i podpisz papierki
      jak cie to tak meczy to nie udawaj matki polki cierpietnicy tylko sie go pozbadz
      i tyle
      ktos sie pewnie ucieszy - zdrowe male dziecko do wziecia
      • deela Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 22:40
        on ma 13 LAT a nie m-cy
        OMG teraz zalapalam
        nie no serio jestes po prostu nieudolna wychowawczo
        ale to twoj bol
        nie martw sie jeszcze ze 3-4 lata i wifrunie z chalupy :o
        • agnieszka_z-d Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 15.02.09, 21:30
          Deela - Twój styl wypowiedzi jest... hmmm... wszystkim znanywink
          Ale co do meritum się zgadzam.

          Autorko wątku - może wezwij Supernianię??
    • bri Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 12.02.09, 23:54
      Są takie programy wychowacze (za graniczą) - krnąbrne dzieci wysyła
      się w głuszę z grupą wychowawców. Może u nas też coś takiego robią?
      Nawet jeśli nie pomoże, to pomyśl jak byś sobie odpoczęła. Im
      bardziej niezności dzieciak, tym dłużej go tam trzymają. Nawet do 3
      miesięcy!
      • emigrantka34 piszesz nosem? 12.02.09, 23:58
        Nawalialas sie czy piszesz nosem, ze takie byki sadzisz?

        Krnabrny to byl chlop, o ktorych mowa w statutach warckich w 1423 roku, a nie
        syn autorki.

        • emigrantka34 errata 13.02.09, 00:00

          z wrazenia sama zrobilam blad w wyrazie "nawalilas".

          Prostuje:

          NAWALILAS SIE ?
        • bri Re: piszesz nosem? 13.02.09, 00:04
          Emigrantko, u nas w starym kraju używa się jeszcze czasem tego
          słowa wink

          Nawet jest w słowniku:
          krnąbrny «niedający sobą kierować, uparty, nieposłuszny;
          • emigrantka34 Re: piszesz nosem? 13.02.09, 00:38
            Wiem dobrze.
            Ale w liceum moj profesor postawil mi olowkowa dwojke za to, ze nie wiedzialam,
            ze chodzi o KRNABRNEGO chlopa.
            Tego chlopa ze statutow nie zapomne do konca zycia.
        • stillgrey Re: piszesz nosem? 13.02.09, 00:12
          bri zrobila 3 literowki, ty 2;D odstaw alko, bo jeszcze jeden kieliszek i
          bedziesz rownie nawalonatongue_out
          • bri Re: piszesz nosem? 13.02.09, 00:13
            Jakiś zakaz robienia literówek się ostatnio pojawił na tym forum?
            Chyba czegoś nie wiem... wink
          • emigrantka34 Re: piszesz nosem? 13.02.09, 00:39
            Juz zrobilam errate; mam FR klawiature, litery poprzestawiane i nie w systemie
            qwerty i niestety nie moge sie przyzwyczaic.
      • real.disi Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 00:06
        To jest dokładnie w 100 % to, co jemu byłoby potrzebne. Potrzebne jak
        oddychanie. Pal licho mój odpoczynek, ale jemu byłoby absolutnie potrzebne. U
        nas nie robią nic takiego. Nigdy nie słyszałam.
        Wiem o czy mówisz, widziałam coś takiego w TV kilka razy, to było w Anglii lub w
        Stanach.
        Gdyby u nas było, to bym się sekundy nie zastanawiała.
    • hrabina_murzyna Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 00:05
      Nie najeżajcie się tak, babka ma po prostu dość. Wierzę, że są takie
      dzieci. Moja ciotka gadała podobnie i zawsze ktoś ją opierdzielił,
      że jak ona może tak na własne dziecko. Ale wiecie co, ja jakiś rok
      temu zostałam z tym dzieckiem (15 lat) na weekend. I tak mnie
      wkur..ł przy śniadaniu, że leciałam za nim po ulicy w piżamie z
      patelnią do naleśników w ręku, a za mną pies, którego mój wqny mąż
      wypuścił za dzieciakiem. dobrze, że to osiedle domków było i ludzi
      niewielu tam mieszka.
      • hrabina_murzyna Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 00:09
        Pomijam już fakt, że jak gość był młodszy moja ciotka notorycznie
        rano wychodziła w kapciach, w płaszczu narzuconym na koszulę nocną.
        Na poczcie dał kiedyś takiego czadu jak wysyłałam przelewy, że
        zaadresowałam je sama na siebie. Dotarło to do mnie dopiero jak
        listonosz zapukał z kasą.
        • morgen_stern Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 09:14
          Hrabina, poległam, hahahaha
    • triss_merigold6 Współczuję 13.02.09, 10:02
      Współczuję o ile nie jesteś trollem oczywiście.
      I wierzę w to, że są dzieci wymagające bardzo twardego i
      konsekwentnego prowadzenia a i to bez gwarancji pozytywnych
      rezultatów.
      Moja znajoma na syna, sześciolatka obecnie. Tatuś, alkoholik,
      kryminalista i babiarz rozpłynął się we mgle dawno temu, jest
      pozbawiony praw i ma zakaz kontaktów. Dziecko od zawsze bardzo
      zadbane, kochane, dziadkowie pod ręką, partner znajomej bardzo w
      porządku facet. Dzieciak jest na maksa dopilowany, pod względem
      zdrowotnym także, chodzi na różne zajęcia po zerówce, wyjeżdża na
      ferie i wakacje, opóźniony nie jest umysłowo, wręcz przeciwnie.

      I guzik. Chłonie każdy syf. Niegrzeczny, uparty jak muł, niszczący
      otoczenie, manipulator, unika uczenia się czegokolwiek jak może. Nie
      zrobi, bo nie albo zrobi na przekór. Dezorganizuje zajęcia,
      naśladuje każde syfne zachowanie kolegów (pozytywnych jakoś nie
      naśladuje). Psycholog był grany wielokrotnie, ADHD nie ma. Po prostu
      wyszły skłonności po tatusiu.
      • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 10:22
        No właśnie. Bardzo, bardzo podobna sytuacja !
        • triss_merigold6 Re: Współczuję 13.02.09, 10:32
          Tamten chłopiec to sześciolatek dopiero. Jest szansa, że jeszcze
          partner matki go trochę zdąży ogarnąć przed wiekiem dojrzewania.
          Niemniej niestety, ponieważ znałam eksa znajomej to widzę jak wyłażą
          w dziecku jego cechy i temperament i to mimo kodowania mu zupełnie
          innego lifestyle'u czy systemu warości.
          Chłopiec zapowiada się na bardzo przystojnego, potrafi być czarujący
          jak czegoś chce ale tak w ogóle to żyje swoim życiem tzn. trudno go
          do czegoś niechcianego nakłonić inaczej niż wrzaskiem i szantażem.
          Tłumaczenia, prośby, cierpliwość o kant d... potłuc. Osobiście lekki
          FAS podejrzewam, w sensie trudności z socjalizacją i
          podporządkowaniem się normom. Normy zna ale ma je gdzieś.
          • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 11:30
            No, wypisz , wymaluj. mój też czarowniś, przystojniaczek, aktor. Też normy
            doskonale zna i ma je gdzieś. Całe życie wyłącznie dobre wzorce. On swojego ojca
            nawet nie zna !!! Nigdy nie miał nawet szansy na podpatrzenie czegoś
            negatywnego. A jednak wyłażą geny. Z wiekiem widzę coraz więcej i więcej
            podobieństw. Cwaniactwo , mściwość, intryganctwo, rozbrajający czar za
            naciśnięciem guzika, któremu wszyscy ulegają, kiedy on ma w tym jakiś interes,
            dowolna prezentacja wybranej twarzy w zależności od sytuacji (nie bycie sobą),
            liderowanie grupie a w tym żonglowanie, manipulowanie równieśnikami, mobing i
            jeszcze kilka innych cech typowych jego ojcu , które nigdy nie były moim
            udziałem, ani nigdy nie znajdowały się w polu obserwacyjnym nawet dalekiego
            otoczenia. A jednak są i wyłażą.

            Co to jest FAS ?
            • triss_merigold6 Re: Współczuję 13.02.09, 11:36
              Zespół Alkoholowego Uszkodzenia Płodu. Wrzuć hasło w google.
              • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 11:56
                Ach tak, wrzuciłam Fas w googla. Ale nie, FAS nie może być, bo ja generalnie
                prawie w ogóle nie piję alkoholu (no, może 2 x w roku na imieninach), a w ciąży
                to zupełnie nie piłam. A FAS powstaje jak matka w ciąży pije. Ponadto dzieciak
                ma wybitna inteligencję więc też odpada bo w przypadku FAS jest w najlepszym
                wypadku inteligencja nie odbiegająca od normy lub wręcz niedorozwój umysłowy.
                Problemów z nauką (typowe dla FAS) tez nie ma, pisałam, ze się dobrze uczy. Tj
                uczyć się (wykonywać czynność) to zupełnie nie chce, ale ja pilnuję i zmuszam.
                Więc wyniki dobre. Natomiast zdolności percepcji są wybitne. Uczy się szybciej,
                skuteczniej niż średnio inne dzieci. Więc FAS jednak odpada.
                • bri Re: Współczuję 13.02.09, 13:02
                  Jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy. Może przeczytaj książkę
                  Berta Hellingera "Porządki miłości". Sądzę, że może Cię jakoś
                  zainspirować do znalezienia rozwiązania Twojej sytuacji.
              • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:36
                Alez skad. Facet wybitnie inteligentny, a rodzice niepijacy.
            • kaira Re: Współczuję 13.02.09, 11:48
              Hm ...

              przeraża mnie to, co piszesz. Mam adoptowanego Syna i genow nie
              lekceważę, ale też i nie przeceniam ich znaczenia.
              Może jednak się mylę?
              • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 12:04
                Oj, genów lekceważyć się nie da. Ale to żaden powód do obaw. Sam Bóg jeden wie,
                jak miesza geny. Mogą być po babkach, dziadkach, innych przodkach, niekoniecznie
                wprost po matce, czy ojcu. Moi znajomi adoptowali dziewczynkę, tez ma 13 lat
                teraz. Bardzo fajna dziewczynka. Ma zdolności muzyczne (widać po swoich
                przodkach), chodzi do muzycznej szkoły. Nie ma z nią wiekszych problemów, niż
                typowe dla tego wieku. Podobno jej pochodzenie było bardzo, bardzo nieciekawe. A
                jednak nic złego się nie dzieje. Oni tez sie obawiali. Ale wszystko jest ok.
            • myga Re: Współczuję 13.02.09, 12:10
              Wydaje mi sie, ze problem w braku milosci. Mam corke nastolatke i tez czasem
              doprowadza mnie do furii, znam te emocje, dlatego tak wczoraj myslalam, ze krew
              cie zalewa po kolejnym wyczynie mlodego. Ale dzis czytam to, co piszesz i jak
              piszasz o synie, jak go nazywasz itd, i widze, ze ty go nie kochasz i co gorsza
              nigdy nie kochalas. To oczywiscie nie twoja wina, ze nie potrafilas pokochac
              dziecka, to pewnie sa problemy glebsze, twoich relacji z ojcem dziecka, twojego
              nastawienia do macierzynstwa itd. Ale dziecko przeciez to czulo, od urodzenia.
              Tak mi sie wydaje, ze te jego zle od urodzenia zachowania(bo przeciez sama
              piszesz, ze to nie sa problemy nastoletniego okresu i byly zawsze)to klasyka,
              dziecko probuje w ten sposob zwrocic na siebie uwage. Poza tym napewno caly czas
              mu masz za zle, ze podobny jest do ojca. Czy to jego wina, ze wybralas mu
              takiego ojca, albo ze oddziedziczyl charakter po nim, a nie po tobie? Teraz on
              juz pewnie wie, ze go nigdy nie pokochasz i wszedl w trudny okres dorastania,
              buntu, weryfikacji calego swojego zycia i odrzycenia wszystkiego. Czeka cie
              bardzo trudny okres, bo nastepne 3-4 lata to widze tragicznie, jezeli nie
              zasiegniesz rady dobrego psychologa.
              • triss_merigold6 Re: Współczuję 13.02.09, 12:14
                Problem niekoniecznie w braku miłości. Spójrz, podałam niemal
                identyczny opis dziecka znajomej tylko młodszego. Kochane jest, co
                do tego nie mam wątpliwości. Niemniej wszystkie starania matki,
                dziadków, partnera matki, otoczenia etc. spływają po nim jak woda po
                gęsi. Tu faktycznie dawca genów był wyjątkowo źle dobrany i mimo
                całego wysiłku i inwestycji z dzieciaka wychodzą cechy tatusia. I
                szczerze dziewczynie współczuję, bo będzie miała z bachorem skaranie
                boskie (już ma).
                • myga Re: Współczuję 13.02.09, 15:38
                  triss_merigold6 napisała:

                  Tu faktycznie dawca genów był wyjątkowo źle dobrany i mimo
                  > całego wysiłku i inwestycji z dzieciaka wychodzą cechy tatusia. I
                  > szczerze dziewczynie współczuję, bo będzie miała z bachorem skaranie
                  > boskie (już ma).
                  _________
                  Triss, ale to przeciez nie wina dziecka, ze zle wybrala ojca. Wiec niech teraz
                  sie na nim nie wyzywa, lecz stara sie blad naprawic, ale wyczuwam tam jatke
                  codzienna.
              • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 13:15
                Opisywałam wybitne zdolności aktorskie syna, które odziedziczył po ojcu. Znaczy
                : ojciec ma. Ma, stosuje z premedytacja i dlatego, proszą mi wierzyć w momencie
                podejmowania decyzji, co do powołania na świat dziecka (to nie była wpadka, lecz
                planowane dziecko) ja nie byłam świadoma nawet w przybliżeniu kim jest ojciec
                dziecka i jakie cechy może moje dziecko po ojcu odziedziczyć. Ojciec dziecka po
                prostu bez wysiłku włączył twarz nr 32, bo taka była mu akurat potrzebna w jego
                planach i zamierzeniach. Więc znałam twarz nr 32. Lecz to nie była jego
                prawdziwa. Szybko okazało się, ze ojcem mojego dziecka jest zupełnie inny
                człowiek. Ale cóż było wtedy robić ? Już nic. Liczyć na wyższość wychowania nad
                genami.
                Dlatego sprawa wyglada tak, ze dziecko nie jest winne temu, ze ma takiego ojca
                (geny). Jednocześnie ja również nie jestem winna temu, ze takiego jca wybrałam,
                gdyż zwyczajnie ja wybrałam ZUPEŁNIE INNEGO OJCA. Mam nadzieję, że wyrażam się
                wystarczająco zrozumiale. Konia z rzędem temu, kto nie wpadnie w sidła oszusta
                we wszelkich wodach kąpanego, i niech pierwszy rzuci kamieniem!
                Tak, więc żadne z nas nie jest temu winne. Ani syn, ani ja. Dziecko nie jest
                niedorozwinięte umysłowo (przeciwnie), zna zasady współżycia, lecz nie chce
                (brak WOLI) stosować ich.
                Co do miłości. Teraz, to naprawdę nie wiem jak jest. Tyle już dostałam w kość,
                że już sama nie wiem. Jednego jestem jednak pewna. Syna kochałam od jego
                urodzenia ponad życie. Kiedy miał 6 mscy i już siłę głowę podnosić, to jego
                pierwsze ruchy u mnie na rękach były takie, ze odpychał się rączkami ode mnie.
                Nie chciał przytulania. W zasadzie zawsze potem już się wyrywał, nie było mowy
                o przytulaniu, całowaniu. Nie chciał tego. Może taki typ, a może po prostu nie
                chciał, abym okazywała mu miłość , czułość. A więc ulica była już zawsze
                jednokierunkowa. W żadnym razie nie było tak, aby miał powód odczuwać brak
                miłości z mojej strony. Przeciwnie, on ja odczuwać musiał, lecz nie chciał tego.
                Zawsze w biegu, zawsze się wyrywał. I zawsze odwrotny. Jak powiedziałam siądź,
                to na pewno wstał. Był jeszcze mały jak robiłam mu specjalistyczne badanie
                słuchu. Myślałam, ze głuchy, bo kompletnie mnie olewał, każde słowo. Nawet głowy
                nie odwrócił jak mówiłam, oczami nie mrugnął. Po badaniu powiedzieli, ze słuch
                ma bardzo dobry, acz selektywny. Czytaj : olewa, co olewać chce.
                Ach, szkoda gadać. To nie było tak, że był nie kochany i mógł to czuć. Nie mógł
                czuć, bo był bardzo, bardzo kochany. Błąd.
                • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:25
                  Znam jednego socjopate (znalam) i na tego czlowieka nic nie ma
                  wplywu. Klamie tak, jak oddycha, nawet jesli wie, ze klamstwo sie
                  wyda za piec minut. Widzialam, jak placzac przysiega na zycie swoich
                  synow - i klamal. Slyszalam, jak opowiada znajomym tkliwom historie
                  o tym, jak jego syn byl przesladowany w szkole za swoje pochodzenie,
                  chociaz ma blond wlosy - WIEDZAC, ze syn na to spotkanie przyjdzie
                  za kilka minut i ma kruczoczarne wlosy. Skonfrontowany ze swoimi
                  klamstwami nie wie, o co chodzi - jakby sie zawiesza i kompletnie
                  nie rozumie, co od niego chca. Czlowiek, ktory kradnie, oszukuje,
                  robi o wiele gorsze rzeczy - nawet nie wspomne, jakie - i ktory jest
                  znana osobistoscia, dostaje nagrody, wystepuje w telewizji.
                  Czarujacy do bolu, dzentelman - jak ma w tym interes. Jesli nie ma,
                  w ciagu sekundy potrafi zmienic twarz na okrutna, jest wrecz
                  sadystyczny. Facet z dobrej rodziny, fantastyczni, kochajacy
                  rodzice, a on po trupach do celu, zero empatii do ofiar, pojecia nie
                  ma, o co chodzi etc. etc.
                  • triss_merigold6 Re: Współczuję 13.02.09, 13:30
                    Znałam socjopatę parę lat temu. Uroczy, bardzo przystojny, o
                    nienagannych manierach, inteligentny, miał bardzo specyficzne dość
                    okrutne hobby. Też dobra rodzina, rodzice udana para, brat hiper
                    normalny, empatyczny, z ułożonym życiem osobistym. A znajomy rasowy
                    socjopata, nic go nie ruszało oprocz groźby obicia mordy jak się w
                    towarzystwie wydały jego intrygi.
                    • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:59
                      Moj znajomy socjopata to sie nawet nei przejal, jak zeznawalam
                      przeciwko niemu w sadzie. Uznal to za niezwykle zabawne i nadal
                      chcial pozostawac ze mna w dobrej komitywie. Na takich faktycznie
                      dziala tylko obicie mordy (czyli wlasnie terapia behawioralna smile
                  • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:31
                    'tkliwe' mialo byc
                  • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 13:42
                    tak......., jakbyś o moim ex pisała.
                    • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:45
                      Jesli to, nie daj Bog, ten sam, to niech Sila Wyzsza ma Cie w swojej
                      opiece. Facet ma na sumieniu straszne rzeczy, co go nie rusza, bo
                      nie jego boli.
                • myga Re: Współczuję 13.02.09, 15:51
                  real.disi napisała:

                  To nie było tak, że był nie kochany i mógł to czuć. Nie móg
                  > ł
                  > czuć, bo był bardzo, bardzo kochany. Błąd.
                  _______
                  To bardzo trudna sprawa, chyba dla doswiadczonego psychologa. Mysle, ze tak jak
                  mowisz, kochalas go jako wlasne dziecko, ale podswiadomie nienawidzials w nim
                  jego ojca, a skoro byl tak podobny, to zapewne nie moglas sie powstrzymac i mu
                  to wciaz wypominalas. Bylas i jestes jego jedyna bliska osoba, widzialas w nim
                  jego ojca i taki sie stawal, bo to w nim chcialas widziec. Mechanizmy
                  podswiadomosci nie znaja zaprzeczenia. MYsle, ze nie wyzwolilas sie z tej
                  toksycznej zaleznosci od jego ojca, i dlatego teraz to sie spotegowalo, bo to
                  tak, jakby oni oboje nad toba sie znecali, tak to odbierasz. Powiedz, kiedy go
                  ostatni raz pochwalilas, przytulilas? Nie mow tylko, ze on tego nie chce i nie
                  potrzebuje.
                  • memphis90 Re: Współczuję 19.02.09, 23:27
                    Nie mow tylko, ze on tego nie chce i nie
                    > potrzebuje.
                    Już to napisała... Że bachor wszystko olewa, ze po nim spływa... Smutne to.
            • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:14
              www.nokaut.pl/ksiazki/psychopaci-sa-wsrod-nas-9788324007431.html

              Nie to, ze sugeruje, ze syn jest psychopata, ale jest tam duzo o
              dzieciach, na ktore wychowanie nie ma zadnego wplywu (nie wiem, czy
              czytalyscie kontrowersyjne badania o dzieciach adoptowanych - wyszlo
              na to, ze w efekcie koncowym zawsze beda bardziej podobne do
              rodzicow biologicznych, niz adopcyjnych, bez wzgledu na wychowanie
              wlasnie).
            • croyance Re: Współczuję 13.02.09, 13:19
              IMHO przy psychopatycznej osobowosci (to nie patologia, ja mam np.
              taka osobowosc, co nie jest tozsame z byciem psychopata) terapie nie
              dzialaja: jedynie behawioralna. Zadne analizy, gadanie, terapie
              rodzinne etc. nie maja zadnego wplywu na czlowieka.
              • real.disi Re: Współczuję 13.02.09, 13:36
                Cytowana książkę mam, znam, czytałam kilka razy. Co ojca dotyczy, to strzał w
                10. Psychopata bez wątpienia. Wszystko się zgadza. Co dotyczy syna, to nie
                dopuszczam takiej myśli. Jeszcze się łudzę, jeszcze mam nadzieję. Nie, nie
                dopuszczam myśli. Może to jednak moje błędy wychowawcze. Brak silnej ręki.
                Nie, nie mów mi tego nawet, właśnie dlatego, że wiem, ze z czymś takim zupełnie
                nic się nie da zrobić, prócz - nogi za pas.
                Tfuj, tfuj, na psa urok !
            • memphis90 Re: Współczuję 19.02.09, 23:23
              A jednak wyłażą geny. Z wiekiem widzę coraz więcej i więcej
              > podobieństw. Cwaniactwo , mściwość, intryganctwo itd
              Sorry, ale to NIE SĄ cechy dziedziczone genetycznie. Ale jak się uparcie czegoś
              wypatruje- to się zawsze znajdzie. I jak dziecko ma się normalnie rozwijać, jak
              najbliższa mu osoba stale wytyka i wynajduje najgorsze cechy tatusia?
        • take_that Re: Współczuję 13.02.09, 11:29
          napisz na priv, jak chcesz.
      • lola211 Re: Współczuję 13.02.09, 12:17
        Po prostu
        > wyszły skłonności po tatusiu.

        Dlatego krew mnie zalewa jak czytam, ze WSZYSTKO zalezy od
        wychowania i geny nie maja nic do rzeczy.No wlasnie maja.I chocby
        czlowiek na glowie stawał, jak dziecko ma po przodku sklonnosci do
        stwarzania problemow to bedzie je stwarzało.
        • triss_merigold6 Re: Współczuję 13.02.09, 12:25
          Wiesz co, żebym nie widziała gigantycznego wkładu pracy mojej
          znajomej w tego dzieciaka to bym się może upierała, że wychowanie
          etc. Ale widzę. Od maluszka bardzo zadbany zdrowotnie, ozonowane
          zęby (mimo, że dziewczyna g... zarabia za przeproszeniem), wszystkie
          szczepienia, dieta, wyjazdy w góry i nad morze. Czytanie, zabawki
          edukacyjne, rower, dopieszczony.
          I super tylko chłonie każdy syf, do podłapania bluzgów, chamówy czy
          debilnych zachowań - pierwszy. A syf widzi chcąc niechcąc, bo to
          Praga i blokowisko i różne dzieci w szkole są, starsze też.
          Puszczony na żywioł zdemoralizuje sie natychmiast.
    • mantha Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 13:16
      A ja tam rozumiem, ze mozesz sie tak czuc.
      przyszla mi do glowy jedna rzecz, mianowicie lekka postac autyzmu.
      podobniez dzieciaki z ta przypadloscia sa b. inteligentne, nie
      uznaja zadnych zasad i ograniczen, i ogolnie sa b. ciezkie we
      wsplozyciu. Moze przyjrzec sie synowi pod tym katem? w koncu to
      tylko dzieciak, nawet najbardziej zlosliwy i nieposluszny...
      • real.disi Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 13:27
        Już dawno myślałam o lekkiej postaci autyzmu. Ale zdiagnozowali ADHD. Nie jestem
        do końca przekonana,
      • mamaziq Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 13:31
        a moze to po prostu socjopatia?
        nic takiego nie zdiagnozowano?
        mnie opisane zachowania i cechy bardzo pasują

        może , jesli mieszkasz w dużym mieście przenieś go do gimnazjum
        integracyjnego lub specjalnego- bywają w nich oddziały dla osób z
        normą intelektualną ale nieprzystosowanych społecznie
        często są to szkoły z internatem

        ośrodki szkolno- wychowawcze odpadają - nie ma konfliktu z prawem,
        niespełniania obowiązku szkolnego ani złcyh wyników czy upośledzenia
        • mamaziq nie zdązyłam doczytać o adhd, ale to się nie wyklu 13.02.09, 13:33
          wyklucza
          • montechristo4 Re: jakbym czytała o moim trzynastolatku 13.02.09, 14:11
            Zastanawiam się czasem, czy pozostawiony w domu bez opieki umarłby z
            głodu czy nie, skoro na codzień woli nie jeść niż sobie podgrzać.
            Nie ma szans, żeby od czasu do czasu zabrali go dziadkowie na
            weekend? Czy on nie ma absolutnie nikogo, kto byłby autorytetem?
            Może wyładowuje wszystko na Tobie, bo jesteś dla niego bezpieczna i
            jest pewien Twojej miłości?

            Jeżeli masz ochotę - napisz na priv. Możemy wymienić się
            doświadczeniami o nastolatkach z adhd.
      • croyance Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 13.02.09, 16:56
        No to juz przeciez pisalam wczesniej, zeby sprawdzili Aspergera.
    • sir.vimes jak masz depresję to lecz 13.02.09, 13:55
      i nie udawaj, że cię nie stać. Jakbyś miała raka to byś nie liczyła kasy więc
      teraz też nie licz. I idź do lekarza.
    • maxxt Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 14:21
      Pewne "sukcesy" i porządane rezultaty wychowawcze jednak osiągnełaś.
      Chłopak dobrze się uczy, nie szwęda się, nie używa wulgaryzmów. Pisalaś że były
      terapie,badania, warsztaty,że choć masz ochotę wyjśc po papierosy- nie robisz
      tego z poczucia obowiązku. I myśle ze wystarczy,chyba ze zamierzasz być
      meczennica. Pora- najwyższa- zaczac zyc dla siebie i przestac przejmowac sie tym
      na co i tak wplywu miec nie bedziesz. A dla ułatwienia sobie zycia- wprowadzic
      kilka jasnych reguł waszej wspolnej koegzystencji z synem:
      - sprzatanie- syn sam zajmuje sie swoim pokojem. robaki? jesli poziom bałaganu
      zaczyna byc niepokojacy wywalasz WSZYSTKO jak leci- ciuchy zeszyty płyty- z
      zaznaczeniem ze nie odkupisz- syn bedzie musiał na duplikaty jakos "zapracować"
      (sposb drastyczny,owszem,ale sprawdzony na pozornie niereformowalnym
      mlodziencu). schody- podobnie.
      - sponsoring syna- za zachowania akceptowalne i porządane nagrody w postaci
      kina, kieszonkowego, jakiegos gadzetu. za zachowania naganne- po prostu brak ww
      rzeczy (kary chyba nie jestes w stanie wyegzekwowac). musisz jasno ustalic co
      jest nagradzane a co nie.
      i wreszcie- zajac sie soba. nie zawracac sobie głowy jego fochami. na krzyki nie
      reagowac w ogole (tylko na spokojna rozmowe). fundowac sobie drobne choc
      przyjemnosci nawet kosztem tego ze nie kupisz synowi czegos czego sobie zazyczy.
      pojsc do fryzjera, spotkac sie z kolezanką, znalezc faceta nie do wychowywania
      dziecka lecz dla WLASNYCH potrzeb. pomysl moze o szkole z internatem.
      co do "pognanie" dziecka - mozesz to zrobic i to w swietle prawa,choc nie jest
      to ani łatwe ani przyjemne i chyba ani on ani ty nie zasłużyliscie na to mimo
      wszystko. Po prostu postaw się na pierwszy plan i tego konsekwentnie sie trzymaj.
      • hrabina_murzyna Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 14:26
        taaa, a gó...arz jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pójdzie
        do szkoły i będzie odrabiał lekcje, bo mama zaczęła myśleć o sobie.
        Niestety tak nie będzie. Takie dzieciaki mają gdzieś nagrody i kary.
        Jak nie dasz na kino to po nim to spłynie od razu jak tylko krzykiem
        uświadomi Ci jaka jesteś wyrodna. Takie dzieci wszelkie zakazy i
        kary wsadzają sobie w D. od razu po trzaśnięciu drzwiami.
        • maxxt Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 14:30
          ale ja nigdzie nie napisalam ze gó...arz bedzie chodził jak w zegarku. to matka
          ma wiedziec czego powinna sie trzymac zeby przestac sie miotac. chłopak moze
          sobie wsadzac dowolnie gleboko w d...pe wszelkie reguły matki ale ona bedzie
          wiedziala ze zrobiła co mogla. czasami trzeba powiedziec: nie? to nie. radz
          sobie jak umiesz. i zajac sie soba.
          • hrabina_murzyna Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 14:40
            No i w rezultacie dzieciak przestanie chodzić do szkoły, a obowiązek
            szkolny jest. Zacznie palić i szlajać się po ulicach po czym
            wyląduje w poprawczaku i jak go wypuszczą to dopiero matka będzie
            miała jazdy.
            • maxxt Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 14:56
              a skad wiesz ze w rezultacie tak zle podzieje sie z chlopakiem?
              co do obowiazku szkolnego to za chwile bedzie konczyl gimnzajum i dalej droga
              wolna. za samo szlajanie po ulicach i palenie nie trafia sie zas do poprawczaka.
              jakie inne wyjscie proponujesz autorce poza tym aby zaczela myslec o sobie skoro
              tak czy siak sytuacja ją wyniszczy? kiedy przestanie sie wiecznie ogladac na
              syna ma szanse choc przez jakis czas pozyc "normalnie",nabrac dystansu. moze i
              ona i on cos zrozumieja. a jesli syn nie zrozumie- trudno, w pewnym momencie
              bedzie miał 18 lat i wolna droge.
              • hrabina_murzyna Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 15:00
                No i co się stanie? On za te swoje 18 lat chleba sobie nie kupi, a
                do pracy po gimnazjum też raczej nie pójdzie. Sądzisz, że matka
                otworzy drzwi w 18-te urodziny i rzuci radź sobie sam. Wątpię.
                • maxxt Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 15:10
                  tak, wg mnie to jest mozliwe. kobieta raczej realnie ocenia sytuacje obecna i
                  juz (kiedy syn ma 13 lat) zaczyna mierzyc siły na zamiary na przyszlosc. wydaje
                  sie ze pozostały w niej resztki sentymentu, resztki woli walki (patrze
                  terapie,rozmowy etc)ale to zbyt mało aby dalej wiecznie dawac i nic nie
                  otrzymywac w zamian. mysle ze ma swiadomosc (lub wlasnie zaczyna miec) ze
                  zrobiła wszystko co mogla aby bylo lepiej a to pierwszy krok aby zaczac zyc
                  inaczej.a to ze wystawi mlodzienca za drzwi nie bedzie koniecznie oznaczac ze
                  sie od niego zupelnie odwroci.
                  • hrabina_murzyna Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 15:19
                    A co przepraszam zrobi, skoro się nie odwróci? Wynajmie mu
                    mieszkanie i da kasę na jedzenie? To znowu w koło macieja.
                    • maxxt Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 15:29
                      np. gdy nie bedzie sobie radził (samodzielnie,nie ma mowy o wynajmowaniu
                      mieszkanek i łożeniu na utrzymanie) po prostu przyjmie go do domu na wlasnych
                      warunkach,nie odmowi mu rozmowy, kiedy o to poprosi. niekiedy terapia szokowa
                      (dla obu stron) jest przelomowa. oczywiscie, to moze nie wypalic, syn pojdzie na
                      dno ale juz teraz widac ze matka nie ma tam ochoty isc z nim. i nie tylko tam-
                      gdziekolwiek nawet. zatem- wg mnie najlepsza rada dla niej jest na chwile obecna
                      INWESTOWAC W SIEBIE. tego, nawet jesli bedzie gorzej w relacjach dziecko-
                      rodzic, nikt jej nie odbierze. i to tyle z mojej strony w tej kwestii.
                      konsensusu hrabino nie osiagniemy bo rozne mamy zdania na ww temat. mam zas
                      nadzieje ze choc dla jednej osoby z tego układu (matka-syn) nastapi jakis
                      pozytywny end.
        • montechristo4 Re: Hrabina 13.02.09, 14:41
          Nie masz racji. Dzieci z adhd dobrze funkcjonują w systemie kar i
          nagród.
          Jeżeli dziecko nie dostanie wszystkiego co chce, może zacząć
          zastanawiać się, jak to zdobyć.
          • hrabina_murzyna Re: Hrabina 13.02.09, 14:55
            Ależ ja nie mówię, że matka ma się dzieciaka bać i dawać na
            wszystko. granice muszą być, ale moim zdaniem to i tak dzieciaka nie
            zmieni.
      • mamapodziomka Re: Zacząć myśleć o sobie.Docenić się. 13.02.09, 15:19
        Wrzuc sobie w Googla Zespol Zaburzen Wiezi (po ang. RAD - Reactive Attachement
        Disorder). Nie twierdze, ze twoj mlody to ma, bo wiele elementow niezbyt pasuje,
        ale jednak multum by sie zgadzalo, wlacznie z odpychaniem Cie w wieku
        niemowlecym, etc. Wiec moze by te metody poskutkowaly, o ile udaloby Ci sie
        konsekwentnie je stosowac (wraz z partnerem, ale moze i partner nie sprawialby
        problemow, gdyby wiedzial dokladnie czego sie trzymac).
    • real.disi kochani dziękuję 13.02.09, 16:51
      Piszę na tym forum pierwszy raz. Jestem zaskoczona ile sensownych uwag,
      wskazówek i informacji dostałam. Bardzo serdecznie Wam dziękuję. Nie znaczy, ze
      zamykam temat, ale podziękować chcę już teraz.
      • croyance Re: kochani dziękuję 13.02.09, 17:02
        Real.Disi, wiesz co mi sie przypomnialo? (tylko sie nie obraz, bo to
        takie luzne skojarzenie moich bladzacych mysli, tak sobie zartuje)

        'Coz to za chlopiec w niebieskim ubranku usmiecha sie z fotografii?
        Toz to maly Adolfek, syn panstwa Hitlerow'

        smile
        • maugosia Re: kochani dziękuję 15.02.09, 22:10
          wracajac do autyzmu (czy zespolu aspergera) - nie wyklucza sie z
          adhd, wrecz odwrotnie, czesto wspolwystepuje. Mowi sie, ze ok. 40%
          ZA jest z objawami ADHD. JEST W Warszawie doskonala psycholog:
          Magdalena Skotnicka, specjalizuje sie w pracy z dziecmi z
          zacowaniami opozycyjno-buntowniczymi, ADHD i ZA. Moze warto u niej
          poszukac pomocy?
    • tunczyczekk Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 15.02.09, 22:33
      Sama byłam takim dzieckiem. Problemy od zawsze. W wieku dojrzewania istny meksyk. Ale na szczęście wyrosłam z tego, myślę że nawet całkiem dobrze wyrosłam. I życzę Ci żeby z Twoim synem było tak samo.
      To nie jest Twoja wina, przynajmniej nie w dużej części. Ja też nie miałam ojca. Może coś w tym jest, nie wiem nie znam się.
      Tak naprawdę to to co najgorsze jeszcze przed Tobą, o ile młody się nie opanuje.
      Myślałaś o szkole z internatem ?? 13 lat to chyba gimnazjum. Wiec akurat może uda się znaleźć jakąś szkołę zgodną z zainteresowaniami gościa.
    • pelissa81 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 15.02.09, 22:55
      Przepraszam, ze sie wtrace, bo nie mam jeszcze dziecka
      ale dam ci dwie takie rady i prosze zastanow sie na powaznie!!

      www.zow.pl > zalezy z jakiej dzielnicy jestes, na Starówce sa
      dokladnie takie dzieci jak twoje - calodzienny pobyt (za darmo!!),
      dokladnie taki wiek jak napisalas, wyzywienie, opieka pedagogiczno-
      psychologiczna itd. I gorsze dzieciaki tam bywaly. Moze nawet
      skorzystac z hoteliku (czylu wracac na weekendy do domu). To nie
      jest zamknieta placowka, ale powstala wlasnie dla takich jak ty
      rodzicow. Wypisz wymaluj wychowanek ogniska. Poczytaj wiecej o
      Ognisku Starówka.

      Jak chcesz napisz do mnie na priva, to ci powiem wiecej. Na pewno
      bedzie najwieksza ulga dla ciebie, bo ktos bedzie sie nim zajmowal,
      pozna rowiesnikow i nie ma, ze boli.

      ps. moje pierwsze skojarzenie (z Twojego opisu) to, ze to klasyczny
      socjopata indifferent
      pl.wikipedia.org/wiki/Socjopatia
      • gloria33 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 16.02.09, 00:33
        do rad innych dorzucę swoje trzy grosze:

        Kilka elementów wychowania nie zostało tu poruszonych,
        pierwszym z nich jest DIETA. Czy próbowałaś wziąć pod uwagę jak działają na
        niego pokarmy, szczególnie te bogate w sztuczne barwniki i konserwanty? Są one
        podejrzewane o wywoływanie części problemów behawioralnych u dzieci i młodzieży.
        Podobnie nadmiar cukru, prostych węglowodanów i kofeiny (Cola itd.). Oczywiście
        sama dieta nie rozwiązuje problemów, ale może pomóc w oparciu o bardzo prosty
        mechanizm - nadmiar prostych węglowodanów, a także przetworów mlecznych zaburza
        i tak rozstrojoną przez dojrzewanie gospodarkę hormonalną u chłopców, w skrócie
        może prowadzić do wzmożonej produkcji androgenów i w konsekwencji agresji itd.

        Druga sprawa - to chociaż mówisz, że ostatnie dwa lata są szczególnie trudne -
        ciągle przewija się w Twojej opowieści wątek, że tak było od zawsze. Odpychające
        Cię sześciomiesięczne niemowlę to niekoniecznie przyszły socjopata, albo osoba z
        Reactive attachment disorder, to może być dziecko, które po prostu nie chce być
        na rączkach w danym momencie. Kluczowa w tym opisie jest Twoja reakcja -
        interpretujesz to wyraźnie jako odrzucenie z jego strony i ten motyw odrzucenia
        Ciebie przewija się przez cały wątek.

        Żeby to było jasno - tak, psychopaci są wśród nas. I ma to podłoże często
        genetyczne. Nie neguję Twoich odczuć i nie zamierzam obciążać Cię winą za
        zachowanie Twojego syna. Uderzająca w moim odczuciu jest symbiotycznośc Twojej
        relacji z nim - to, że ta relacja przesłania Ci wszystkie inne relacje, wysysa z
        Ciebie energię i nie pozwala się cieszyć życiem. Oczywiście fizyczna separacja
        mogłaby pomóc - ale problem tkwi raczej dla mnie w tym, że przykładasz zbyt
        wielką wagę do swojej efektywności w roli matki jako źródła poczucia własnej
        wartości.

        Innym słowy - masz wobec siebie wygórowane oczekiwania, skazujesz się na
        nieustanne rozczarowanie sobą, ponieważ dajesz kontrolę nastolatkowi (!!!) nad
        poczuciem własnej wartości. Równie dobrze mogłabyś je wyrzucić do śmietnika.

        A co niby takiego by się stało gdyby dajmy na to zawalił jeden rok w szkole,
        albo pomieszkał miesiąc w syfie jaki sam robi itd.? Podejrzewam, że czułabyś się
        z tym strasznie niedobrze, bo wbrew logice bierzesz odpowiedzialność za
        wszystkie jego zachowania, tak jakby tylko od Ciebie zależało co on robi. Ale
        tak jak nie wszystko zależy od genów - tak nie wszystko zależy od Ciebie. Twoja
        bezradność i omnipotencja między którymi oscylujesz - obie są złudzeniem, a
        prawda leży gdzieś po środku.

        Wiem o dzieciaku tyle, co sama napisałaś. Może i jest socjopatą, może ma to lub
        siamto. Jednak moim zdaniem diagnoza ma tutaj drugorzędne znaczenie.
        Pierwszorzędne ma znalezienie przez Ciebie równowagi i spokoju umysłu. Te lata
        walki nie poszły na marne. Zrobiłaś bardzo dużo i tylko samotna matka chłopca
        wie jak trudno jest być matką. Dla własnego dobra i dla dobra tego chłopca
        najwyższy już czas by Twoje życie przestało się kręcić wokół niego. Powoli czas
        odstawić go od piersi, zwłaszcza, że mleko z niej już nie płynie...
    • syrius23 Re: Marzenia o bezludnej wyspie. Mam dość dziecia 16.02.09, 01:21
      Uuu, ostrouncertain Nie da się tej sytuacji zmienić?
      • pomarancza1977 droga autorko 16.02.09, 02:03
        ogarnij sie,ze tak powiem...piszesz o wlochach, grecji, nartach...moze wez te pieniadze zainwestuj w prywatnego psychologa od ADHD a nie liczysz na panstwowy badziew (troche to podejrzane ze jeszcze tego nie zalatwilas..pachnie trollem) Takich w Warszawie nie brakuje, podobno jest nawet specjalna prywatna szkola dla takich dzieciakow.
        Poza tym zapisz go na judo/pilke nozna/karate 5 razy w tygodniu niech zasowa czy mu sie chce czy nie.Sila go tam zaciagnij,wez glodem albo zlej poprostu.Choc chyba najlepsza metoda to nie dawac zadnych pieniedzy na drobne wydatki wedle zasady'place to wymagam'. Widzialam wielu zepsutych chlopcow ktorych twardy, meski, imponujacy im trener jakos wyciagnal na prosta pozatym jak sie zdrowo zmeczy to nawet balaganu nie bedzie mial sily robic...
        Gdzies na kablowce leci tez superniania dla nastolatkow, namierz i ogladajsmile
    • magdacan moja corka 16.02.09, 03:00
      Moja corka zachowywala sie bardzo podobnie. Pisze zachowywala sie bo
      teraz ma 24 lata.
      Tez majac 2 latka odpychala mnie jak chcialam ja przytulic. Jak
      zaczela chodzic do szkoly zakazala sie calowac w policzek na
      pozegnanie. NIGDY nie wypelnila zadnego mojego polecenia ani prosby.
      Zachowanie w szkole? Tragedia! Szlam na wywiadowke i najpierw
      wysluchiwalam co znowu narozrabiala a dopiero na koniec, ze jesli
      chodzi o oceny to jedna z najlepszych w klasie. Tez wychowywalam ja
      sama. Ojciec nie byl zainteresowany. Jedyna forma jego pomocy jaka
      zglaszal bylo bicie (katowanie) wiec podziekowalam. Utrzymanie
      porzadku? Tragedia! Jedyne co ja rozni od Twojego syna to to, ze
      chetnie jezdzila na obozy. Troche moglam odpoczacsmile))

      Probowalam dlugo sie z nia dogadac ale po jakims czasie odpuscilam.
      Pilnowalam tylko zeby sie uczyla. W pokoju przestalam jej sprzatac.
      Tylko jak juz nie mialam w kuchni naczyn to wiadomo bylo, ze sa w
      jej pokoju wiec zabieralam i zmywalam. Ubrania? Nie korzystala z
      szafy, wszystkie lezaly na srodku pokoju. Jak nie przyniosla do
      prania, nie pralam jej ubran. Przestalam sie klocic bo juz nie
      mialam sily. O jakimkolwiek zwiazku z mezczyzna w ogole nie moglo
      byc mowy bo nikt by nie wytrzymal z nia a ja nie wytrzymalabym
      jeszcze dodatkowego gderania na nia.
      Jak miala 18 lat zwiazalam sie z kims. Niestety to sie rozpadlo bo
      moja corka jak widziala, ze on u nas nocuje wychodzila z domu i
      wracala rano.
      Miala jakies 20 lat jak poznalam swojego obecnego meza i to JA sie
      od niej wyprowadzilam. Placilam dalej za mieszkanie ale od tamtej
      pory nie mieszkamy razem. I CALE SZCZESCIE!!!
      Wpada raz w tygodniu na obiad. Konczy studia i pracuje. Dalej
      pomagam jej finansowo ale NIGDY nie uslyszalam slowa dziekuje. W jej
      mieszkaniu bylam raz i wiecej tam nie pojde bo po co mam sie
      denerwowac?
      Coz, jest sama. Jest bardzo atrakcyjna ale zaden jej zwiazek nie
      trwal dluzej niz 2 miesiace. Kocham ja ale bardzo sie ciesze, ze juz
      dorosla i nie musze z nia mieszkac i o wszystko sie wyklocac bo po
      prostu nie mam juz na to sily!
      I wiesz co? Jak byla mala zawsze myslalam ze ma charakter swojego
      ojca! Teraz jak dorosla i patrze na nia troche z boku (nie mieszkamy
      razem) ze zdziwieniem stwierdzilam, ze moja corka to wykapany MOJ
      OJCIEC.
      Trzymaja sie. Jedyna pociecha w tym ze czas szybko leci, dzieci
      rosna i przychodzi pora, ze musza isc na swoje a my mozemy od nich
      odpoczacsmile)))

      ..i jesli piekno zyje w nas, dajmy mu sile i pozwolmy mu trwac....
    • seattle92 Daj darmozjada do domu dziecka! 16.02.09, 06:34
      Pozbądź się praw rodzicielskich i go oddaj do domu dziecka. Jeśli syn jest taki
      paskudny i niewdzięczny, a ty go nie kochasz, bo cię nie słucha, nie uczy się a
      kasa, którą wydajesz na tego darmozjada idzie w błoto, to nie widzę innego wyjścia!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka