real.disi
12.02.09, 20:54
Od ok 2 lat rozumiem ludzi, którzy wychodzą po papierosy i nigdy nie wracają.
Dokładnie na to mam od dawna ochotę. Mojego syna (13)mam po wyżej uszu. Same
kłopoty z nim, już od zawsze zresztą. Niedawna sprawa o pozbawienie władzy
rodzicielskiej jego ojca (którą wygrałam) przeciążyła i tak umęczony od dawna
materiał - czyli mnie. Syn mnie osłabia, ograbia z wszelkiej energii i ochoty
na cokolwiek. Stała deprecha i nic ponadto. Bachor niegrzeczny i nieposłuszny
od urodzenia niemal. Trzech wołu by trzeba do jego wychowania. Absolutny
egoista widzący wyłącznie własne interesy, przyjemności, awanturujący się,
wymuszający kolejne. Nie poda mi szklanki wody na starość. W tatusia niestety
poszedł. Całe moje wychowywanie, poświęcenia, dobry przykład również z całego
otoczenia, to wszystko o d. potłuc. Tatusiowe geny i kropka. Nie chce mi się
do własnego domu wracać. Poszłabym ... po papierosy. Tak sobie marzę. I gdzieś
rozpoczęła nowe życie. Sama. Ale dzieciak nie miałby gdzie pójść, bo kiedyś ja
dokonałam fatalnego wyboru jego ojca. Więc nie pójdę po papierosy, choć myślę
o tym codziennie.
Facet się pojawił niedawno. Niby miły gość. Myślałam, ze mi coś pomoże,
cośkolwiek ulży z bachorem. Tak po męsku. A ten delikatniś wyjeżdża z tekstami
: nie krzycz na niego (syna), ani nie daj Boże nie bij, ja z nim będę
rozmawiał po dobremu. Acha ! To mu (synowi) może akurat w sam środek nie
powiem czego natrukać. Lecz mówie ok., działaj! Jak się okazało, że metody
delikatnisia , to całkowita porażka, to się zaczęły pretensje i wypominanki do
mnie. Czyli skargi mojego faceta na mojego syna do mnie. Skądinąd całkowicie
uzasadnione. Przecież doskonale wiem. To teraz oprócz niegrzecznego, stale
arcykłopotliwego dzieciaka mam jeszcze na głowie marudzenie i skargi faceta.
Inna sprawa to taka, ze jaki bachor jest taki jest, ale nie będzie mi żaden
"przyjezdny" na mojego syna nagadywał, bo zaraz bedzie "odjezdny" i tyle. Więc
jak mnie mocniej wkurzy, to się skończy przygoda z facetem. Nie wiem, co
będzie, lecz niewątpliwie dzieciak zostanie. I moja deprecha też.
Boże, jak pomyślę 2 razy udało mi się syna wyekspediować na 2 tygodnie podczas
wakacji (odmawia wyjazdów zorganizowanych). Wtedy myślałam, że jestem
cyborgiem, tytanem i nie wiem czym jeszcze. Wstapiła we mnie wulkaniczna,
bezkresna energia i siła. Odwaliłam robotę za 3 ludzi bez żadnego zmęczenia,
chociaż padałam z nóg. To była radość i motywacja ! Mogłam drzewa z korzeniami
wyrywać. Jeden wulkan. Tylko syn wrócił, juz po 3 dniach znowu deprecha,
bezsens, beznadzieja, nawet proste prace za trudne, brak sił, jutro.
Myślę, ze nie powinnam była urodzić dziecka. Najwyraźniej nie nadaję się na
matkę. Sadzę, że syn jest raczej zadowolony z życia. Co mu tam. Dla niego to
wszystko normalka, oczywiste. Że ma gdzie mieszkać, co jeść, za co do kina
pójść i że ktoś (matka) troszczy się o wszystko, sprząta, gotuje, wyposaża. To
jest faktycznie oczywiste. Ale ja mam jakoś rozwalone życie. Ja nie egzystuję,
mnie nie ma. Jestem jedynie niewolnikiem do prac wszelakich. A te prace są
syzyfowe. Choćbym się nie wiem jak buntowała, to muszę czasem sprzatnąć
(grabiami) pokój syna, bo się jeszcze tam jakieś robaki zalęgna i rozniosą na
całe mieszkanie. Schody tez muszę co dzień sprzatnąć z rzeczy syna, bo nie
przejdę po nich inaczej. Jedynie nie wpuszczam już więcej syna do dużego
pokoju, jedyna oaza porządku w domu, ale pod warunkiem całkowitego zakazu
przekroczenia progu dla syna. Dawno przestałam się już zastanawiać jak jemu
się to udaje, żeby w parę godzin zamienić mieszkanie na wygląd : po włamaniu.
Jakoś zawsze mu się udaje. Codziennie. No i te krzyki, wrzaski, pretencje,
trzaskanie drzwiami (2 razy szyba wyleciała). Istny tatuś po prostu i tyle.
Tatusia pognałam po 2 latach, ale własnego dziecka pognać nie mogę (bo też bym
zrobiła, Bóg mi świadkiem).Pierwszy kandydat do błyskawicznego rozwodu : mój
syn. Tylko, ze my niestety małżeństwem nie jesteśmy, dlatego rozwodu być nie
może. Pat.
Naprawdę rozumiem tych, co wychodzą po papierosy i nie wracają.
Czy każda kobieta musi być matką? Ja żałuję. Nie zdecydowałabym się drugi
raz. Nie nadaję się.