Dodaj do ulubionych

Starzy rodzice.

05.03.09, 16:55
Czy macie jakiś plan na okoliczność kiedy wasi rodzice wejdą w ten wiek gdzie
będą potrzebować pomocy przy codziennych czynnościach? Czy może rodzice sami
zabezpieczyli się na tą sytuację? Nie ukrywam że zainspirował mnie wątek o
odwiedzaniu rodziców.
Obserwuj wątek
    • gryzelda71 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 16:58
      Nie mam.
      I nic nie wiem na temat ew zabezpieczeń.
      • 18_lipcowa1 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 13:17
        Ja jestem za opieka dochodzaca ( ja ,brat ) + platna opieka.
        Jak juz sie ma swoja rodzine to warto by brac i zycie i komfort tej
        rodziny pod uwage.
        Sama bym wolala tez isc do domu starcow, gdzie jest opieka i
        towarzystwo niz zyc u dzieci i wnukow ktorzy maja swoja zycie.

        W Anglii to jest norma- oddaje sie rodzicow do takiego domu opieki i
        odwiedza.
        • kropkacom Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 14:29
          Lipiec, a Ty co tu robisz skoro mnie wygasiłaś? (Już nawet pominę że obwieściłaś
          to w swojej sygnaturce smile )

          > Ja jestem za opieka dochodzaca ( ja ,brat ) + platna opieka.

          Dla mnie to też sytuacja optymalna.

          > W Anglii to jest norma- oddaje sie rodzicow do takiego domu opieki i
          > odwiedza.

          Widziałaś jak w Polsce wyglądają takie domy?
          • mariolka55 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 17:06
            kropkacom napisała:

            > Lipiec, a Ty co tu robisz skoro mnie wygasiłaś? (Już nawet pominę że obwieściła
            > ś
            > to w swojej sygnaturce smile )


            hehe
            chyba nie zauwazyła ,kto jest autorem watkubig_grin
            • mariolka55 wracajac do tematu 06.03.09, 17:39
              ja nic nie planuje,bez sensu sa takie plany
              skad moge wiedziec czy rodzice beda długotrwałej opieki wymagali,
              skad moge wiedziec czy sama nie bede wymagac opieki wczesniej niz oni?
              ale jezeli by wymagali,napewno bede sie starała pomóc (siostra i brat mieszkaja
              z rodzicami,ja bede mieszkac obok)
              niewyobrazam sobie "oddac" rodzica do jakiegos domu opieki
              przeciez rodzice to bliskie nam osoby i przede wszystkim ludzie, majacy uczucia!
              zreszta ja sama jestem emocjonalnie zwiazana z rodzina i nie wyobrazam sobie
              inaczej....
              mimo ze z mama nie układa nam sie najlepiej

              czyli według niektórych z was rodzice sa po to by wychowac,wykształcic,pieniadze
              jakies wydrzec od nich (szczególnie ze spadku)
              i sru do przytułkuuncertain
    • boja21 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 17:13
      Moi rodzice zmarli, a teściowa zapowiedziała, że mamy ją oddać w
      razie czego do domu starców.
    • mama-maxa Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 17:20
      nie mam, nie zastanawiam się nad tym jeszcze, ale jak pomysle, to
      troche mnie to przeraża. Moja mama w życiu by do nas nie przyszła
      mieszkać, raczej należy do samotników, a teściowie znów odwrotnie...
      • kajak75 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 17:24
        z moja mama juz mamy ustalone, ze zostaje u siebie. BEDZIE mieszkala u siebie i
        w zaleznosci od potrzeb osoba do pomocy/ opieki bedzie na dochodne lub zamieszkaniem
        Jak wyjdzie- czas pokaze.
    • gacusia1 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 17:24
      Nie mam planow i wlasnie sie nad tym ostatnio zastanawialam. Moi
      rodzice mieszkaja sami. Ja z bratem za oceanemi i nie sadze,ze brat
      bedzie chcial sciagnac ich do siebie albo wrocic do PL.Ja zreszta
      tez nie. Pozostaje wiec dom opieki.
      • mariolka55 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 17:35
        Moi
        > rodzice mieszkaja sami. Ja z bratem za oceanemi i nie sadze,ze brat
        > bedzie chcial sciagnac ich do siebie albo wrocic do PL.Ja zreszta
        > tez nie. Pozostaje wiec dom opieki.


        jak tak sobie czytam,to mam tylko wielka nadzieje ze moje dzieci beda miec
        uczucia kiedys wobec mnie/nas
        strasznie to przykre co piszeszsad
        • gacusia1 Co jest przykre? 05.03.09, 17:42
          Ja mam dwoje dzieci i nie rodzilam ich po to,by miec darmowa opieke
          na starosc,by zatruwac im zycie. Po to sa domy opieki,by starzy
          ludzie mogli spedzic tam reszte zycie w towarzystwie innych o
          podobnym losie. Nie wyobrazam sobie by byc ciezarem dla moich
          dzieci. Takie sa moje poglady na zycie,moja droga i Tobie nic do
          tego.Jesli ty rodzilas po to,by sie toba zajmowali za free to twoja
          sprawa.
          • mariolka55 Re: Co jest przykre? 05.03.09, 17:48
            nie,nie rodziłam dzieci po to zeby sie mna na starosc zajmowali,
            ale to co piszesz i sposób w jaki sie wyrazasz brzmi bardzo okrutnie.
            • gacusia1 Okrutna jest rzeczywistosc 05.03.09, 17:51
              Bajki to nie moja specjalnosc. Jestem pragmatykiem i biore zycie
              takim jakie jest,bo zycie wlasnie nauczylo mnie ze nie ma co sie
              cackac. Ja sie nie nadaje na opiekunke do "staruszkow" i obojetnie
              czy sa to moi rodzice,czy obcy ludzie. Nie dam sie wciagnac w to,w
              czym tkwila moja matka przez wiele lat-zaniedbujac wlasna rodzine i
              WLASNE dzieci.
              • kropkacom Re: Okrutna jest rzeczywistosc 05.03.09, 18:19
                > Nie dam sie wciagnac w to,w
                > czym tkwila moja matka przez wiele lat-zaniedbujac wlasna rodzine i
                > WLASNE dzieci.

                A rodzice chcą iść do domu pogodnej starości? Bo wiesz, na siłę chyba ich tam
                nie wsadzisz...
                • gacusia1 Koropkakom 05.03.09, 20:09
                  Wiesz,piszac dom opieki,mam tez na mysli ewentualnosc wynajecia
                  kogos profesjonalnego do opieki. Tak wiec sa 2 wyjscia. Nie
                  rozmawialam z rodzicami bo jeszcze nie czas. Mysle,ze obraziliby
                  sie,zwlaszcza matka,bo to taki typ specyficzny. Mysle,ze lepszym
                  rozwiazaniem byloby miec kogos zamiast przenosic w nieznane miejsce.
                • chloe30 Re: Okrutna jest rzeczywistosc 06.03.09, 10:15
                  Ja bardzo prosze Kropkę i Kalipso o propozycje rozwiązania sytuacji
                  życiowej Gacusi w kwestii opieki nad rodzicami - czy Gacusia ma
                  rzucać swoje zycie i wracać zza oceanu (pytanie dodatkowe - czy
                  dzieci ma zostawić tam z mężem amerykańcem czy targac ich wszystkich
                  tutaj) - czy tez Gacusia ma rodziców na starośc wyryrwać z ich domu,
                  miasta, kraju, ba, nawet kontynentu???

                  Jeśli możecie, napiszcie ja WY byście to rozwiazały, niezmiernie
                  jestem ciekawa.
                  • kropkacom Re: Okrutna jest rzeczywistosc 06.03.09, 12:45
                    > tutaj) - czy tez Gacusia ma rodziców na starośc wyryrwać z ich domu,
                    > miasta, kraju, ba, nawet kontynentu???

                    Ja też jestem za granicą i wiem że jakby co będzie trudno. To nawet nie chodzi o
                    to że Gacusia chce dla rodziców dom starców ale kategoryczny ton wypowiedzi i
                    gołym okiem widać że przemawia przez nią złość. Ale ja też czasami tak mam że
                    jak czuje się bezradna to zastępuje to złością. Na starość większość chce być
                    jednak z bliskimi (tylko część wyłącznie w swoim domu) więc wyjazd do dzieci na
                    inny kontynent nie jest taka zła perspektywa.
                    • chloe30 Re: Okrutna jest rzeczywistosc 06.03.09, 12:58
                      kropkacom napisała:

                      > kategoryczny ton wypowiedzi i
                      > gołym okiem widać że przemawia przez nią złość.

                      Ja zawsze mówię - ile włożysz tyle wyjmiesz.
                      Niektózry by chcieli całe zycie miec wszystko w d... a potem
                      oczekuja pomocy (choc nei wiem czy akurat tak jest w tym przypadku)

                      Na starość większość chce być
                      > jednak z bliskimi (tylko część wyłącznie w swoim domu) więc wyjazd
                      do dzieci na
                      > inny kontynent nie jest taka zła perspektywa.

                      Teraz mi sie przypomniał tekst z Samych swoich - coby się nasze
                      kości po świecie nie szukali. smile
                  • kali_pso Re: Okrutna jest rzeczywistosc 06.03.09, 23:04

                    Oj tak, bo możliwe są tylko skrajnościwinkP
                    A poza tym- skąd wiesz, że akurat gacusiowi rodzice( rodzic) nie
                    chcieliby z nią mieszkać? Bo, że ona raczej tego nie widzi, to już
                    wiemy, nie tylko z tego wątku.
                    Jest jeszcze możliwość zorganizowania opieki na miejscu-
                    pielęgniarki, opiekunki itp. Ale ona nawet nie zająkneła się o tym.
                    Zresztą, nie robi wrażenia niezdecydowanej, wprost przeciwniewinkP

                    A radę mam tak naprawdę jedną- niech poszuka dobrego domu opieki,
                    takiego lepszego niż ten, o którym dzisiejsza Uwaga doniosławink
            • hrabina_murzyna Re: Co jest przykre? 05.03.09, 17:53
              Widzisz Mariolka, a ja wychodzę z założenia, że jak sobie rodzice
              dzieci wychowali tak potem mają. Ja tam dzieci nie winię za ich
              decyzje. Rodzice mieli kilkanaście lat na poukładanie sobie
              kontaktów z dziećmi. Skoro nie potrafili ich problem.
              • nangaparbat3 Re: Co jest przykre? 05.03.09, 20:23
                hrabina_murzyna napisała:

                > Widzisz Mariolka, a ja wychodzę z założenia, że jak sobie rodzice
                > dzieci wychowali tak potem mają.


                Strach pomyslec, kogo bedzie miala Gacusia.
                • sanna.i Re: Co jest przykre? 06.03.09, 10:19
                  Dzieci gacusi będą tak pragmatyczne i nauczone "niecackania się",że jak tylko
                  się matka zestarzeje,pewnie od razu poddadzą ją eutanazji tongue_out
          • kali_pso Re: Co jest przykre? 05.03.09, 18:44


            Zgadzam się z Mariolką- brzmi to okrutnie.
            Tak okrutnie i bezdusznie, że aż się zastanawiam czy ta ledwie
            tłumiona agresja nie ma czasem przytłumić tajonych wyrzutów
            sumienia?winkp
            Jakaż wspaniałomyślna jesteś dla swoich dzieci- czyżby dlatego, że
            swoimi rodzicami nie masz zamiaru się zająć, więc automatycznie
            stwiasz sie na pozycji, "nie oczekującej niczego od swoich dzieci"?wink
            P
            I to pisanie z perspektywy wyłącznie JA- Czy rodzice wiedzą, że juz
            zaplanowałaś im przyszłość?;P

            Jesli ty rodzilas po to,by sie toba zajmowali za free to twoja
            > sprawa

            Tiaaa, myślę, ze to zdanie wyjaśnia wiele, o ile nie wszystkowinkp
            • gacusia1 Re: Co jest przykre? 05.03.09, 20:11
              Mam powody,dla ktorych takie mam zdanie.
            • malila Re: Co jest przykre? 06.03.09, 15:11
              kali_pso napisała:
              > Jesli ty rodzilas po to,by sie toba zajmowali za free to twoja
              > > sprawa
              >
              > Tiaaa, myślę, ze to zdanie wyjaśnia wiele, o ile nie wszystkowinkp

              Wyjaśnia, w jakim stopniu Gacusia czuła się potrzebna swojej matce.
              Kult rodzica, jaki by on nie był, widzę, ma się dobrze. Podobnie jak
              stwierdzenie, że rodziców kochać trzeba. Tak jakby można było zmusić
              się do miłości.
              Sądzę, Kalipso, że mylisz skutek z przyczyną. Gacusia nie chce
              obciążać swoich dzieci nie dlatego, że ma wyrzuty sumienia i nie
              chce się osobiście zająć opieką nad rodzicami, ale dlatego, że wciąż
              patrzy na matkę z perspektywy opuszczonego, odsuniętego na rzecz
              babci dziecka. I z tej perspektywy patrzy też na siebie dorosłą. Nie
              chce dla swoich dzieci takiego scenariusza, jaki został przygotowany
              dla niej.
              Ktoś napisał, że podjęcie się opieki nad rodzicem, nawet jeśli ta
              opieka zepchnie resztę rodziny na dalszy plan, da dziecku poczucie
              bezpieczeństwa. Taak, widać, że Gacusia poczuła się bardzo
              bezpiecznie...

              No ale było, minęło, powinna wreszcie dorosnąć (to chyba ukochane
              słowo na forumwink ), zapomnieć o tym, co było, wyczyścić sobie umysł
              ze wszystkich złych wspomnień i dojrzale (kolejne ulubione słowo)
              spojrzeć na swoich rodziców tak, aby czuć do nich wyłącznie
              wdzięczność za to, że dali jej życiewink Że też jeszcze nikt kursów
              takich nie prowadzi: "Jak przestać odczuwać żal do rodziców i
              pokochać ich czystą i bezgraniczną miłością - w trzy dni".
              Nie wiem, dlaczego często nie bierze się pod uwagę, że owa
              dojrzałość wymaga wcześniej poczucia bezpieczeństwa, poczucia
              akceptacji, pewności, że jest się kochanym, potrzebnym, że ma się w
              rodzicach oparcie.
              To nie znaczy, że matkę Gacusi źle oceniam. W ogóle jej nie oceniam,
              no bo co ja o niej wiem. Zapewne miała jakiś powód, żeby zachować
              się tak a nie inaczej. Zapewne tym powodem było któreś z jej
              rodziców. Ale to nie znaczy, że Gacusia ma obowiązek pochylić się
              nad matką ze zrozumieniem i przeprosić, że poczuła się skrzywdzona.
              Przyjdzie czas, to zobaczy, zrozumie i poczuje ulgę więź. A może nie
              przyjdzie taki czas. W każdym razie emocji nie wymienia się w tak
              prosty sposób jak oleju w silniku.
    • mama-osama Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 17:55
      Mama zapowiedziała że w razie czego życzy sobie dom opieki. Ojciec
      ze swoim alkoholizmem pewnie późnej starości nie doczeka. Teściowie
      oczekują że sie nimi zajmiemy na starość (uwazają że dzieci sie ma
      po to aby miec opieke na starośc) ale mi sie to nie podoba wcale
      (mogę im opłacic opiekę) bo zwyczajnie ich nie znoszę.
      • doral2 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 18:17
        nie wyobrażam sobie, żebym się nie zajęła moimi rodzicami na starość.
        od dziecka uczono mnie szacunku dla rodziców i starszych, wszystkie moje ciotki
        i wujkowie zajmowali się swoimi rodzicami aż do śmierci, moja mama też.
        mimo że ci rodzice byli już zniedołężniali, w jednym przypadku nawet była ciężka
        postać alzheimera, nikt z mojej rodziny nie wyrzucił rodziców na śmietnik czyli
        do domu starców.
        i ja nie zamierzam też inaczej.

        dobrze jest gdy rodzice mieszkają blisko, bo dojazdy codzienne, czy nawet co
        drugi dzień mogą uczynić z życia piekło.
        mam chytry plan pobudować bliźniak i rodziców umieścić za ścianą, aby kiedy już
        sami nie będą dawali rady z codziennymi czynnościami być pod ręką i móc im
        pomagać. jestem im to winna za to, co dla mnie zrobili.
    • lola211 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 18:34
      Nie planuje zycia w tak dalekiej perspektywie, a co do matki, to nie
      bardzo wiem jak mialaby sie niby zabezpieczyc?Dom opieki to opcja w
      razie, gdyby naprawde bylo megaciezko, inaczej mowy nie ma, wiem jak
      tam jest i jak ci ludzie sie tam czuja.Moja matka nie chcialaby byc
      oddana do takiego przytuliska i ja to postaram sie uszanowac.
      • mysza9613 takie plany są nic nie warte 05.03.09, 18:44
        Wczoraj umarła moja mama ...
        • kali_pso Re: takie plany są nic nie warte 05.03.09, 18:46

          Współczuję... i masz rację, niestety..
    • kol.3 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 18:53
      W fazie planów to wszystko bardzo szlachetnie wygląda, gorzej bywa w
      praktyce.Mama mojej kuzynki ma alzheimera i opieka (a wymaga 24
      godzinnej opieki) nad nią trwa od 10 lat. Kuzynka 10 lat temu
      zostawiła rodzinę - dziecko, męża i trwa przy mamie, do której ma na
      dodatek niemały kawał drogi do pokonania codziennie. Podpiera się
      opiekunkami dochodzącymi, które kosztują krocie (ale mąż zarabia
      więc na to jest). Czasem się zastanawiam, czy ona nie umrze
      przypadkiem wcześniej niż jej mama, do tego stopnia jest wykonczona.
      Nie wspomnę o tym, że jej małżeństwo nie istnieje, a dziecko ma do
      niej żal na całe życie.
      Zawsze trzeba te sprawy wyważyć, bo ratując jednego człowieka czasem
      niszczy się drugiego.
      • kali_pso Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 19:02

        Rzeczywiście trzeba wyważyć- mnie drażnią zarówno deklaracje o tym,
        że "ja bym nigdy rodziców nie oddała do domu opieki" jak i
        przekonanie, że rodzice nie marzą o niczym innym jak być
        umieszczonym w takim domu, bo nie "wyobrażają sobie bycia ciężarem"-
        moja matka też tak brzęczy, ale na tyle ile ją znam, wiem, że dla
        niej taki dom to byłby gwóźdz do trumny i sądzę, że wiele osób nie
        mówi tego co myśli, mając za dzieci ludzi, którzy przecież równiez
        nie chca, co głośno i wyraźnie artykułują, np. na forum, aby kiedyś
        pociechy nimi się zajęływinkP

        Ja nie wiem co zrobię- optymalnym wyjściem byłoby zapewnienie opieki
        w domu, aby starego człowieka nie wyrywać ze znanego mu srodowiska.
        Czy się uda? Kto to może wiedzieć?
      • doral2 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 19:08
        bo niestety alzheimer tak jak alkoholizm jest chorobą całej rodziny.

        współczuję koleżance, która przedwczoraj straciła mamę...przykro mi.
        • paolka_82 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 20:18
          Ja mieszkam póki co z moimi rodzicami, więc tego tematu nie
          poruszliśmy, mama za to ciągle wszystkim powtarza gdzie ma być
          pochowana-nie daj Boże u teściów w grobie. Ostatnio postraszyłam ją
          że jak będzie niedobra ta ją po śmierci spalimy, posiejemy na łące i
          jeszcze równiótko zaorzemy żeby czasem nie wyszła.Bardzo sie nie
          przejeła, kazała tylko rególarnie świeczki pali, na co ja :mamo- na
          łace będę znicze paliła-co sąsiedzi powiedzą" Mama wynegocjowała
          więc znicze tylko raz do roku.
          • sanna.i Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 10:29
            smile Ta perspektywa,która twoją mamę tak przeraża,dla mnie jest jedyną z
            możliwych.Kremacja, rozrzucić te prochy i tyle.Mam nadzieję,że za kilkadziesiąt
            lat dopiero...
        • kol.3 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 20:22
          NO ale pocieszjące jest to, że wcześniej można dostać zawału serca
          (skutecznego).
      • gacusia1 I o to wlasnie chodzi 05.03.09, 20:15
        Sa naprawde inne rozwiazania niz poswiecic wlasne zycie,
        rodzine,dzieci dla wlasnego rodzica. Ja jestem takim "dzieckiem"
        porzuconym w sensie emocjonalnym przez matke,ktora poswiecila sie
        wlasnej matce chorej na alzheimera. Dlatego powtarzam raz jeszcze-ja
        swoim dzieciom nie zafunduje takiego przykladu bezsensownego
        poswiecenia.
        • mamamira Re: I o to wlasnie chodzi 05.03.09, 20:36
          Ja chcę iść do domu starców.Dzieci nie rodzi się dla siebie,dzieci kiedyś
          odchodzą i maja swoje życie.
          • kropkacom Re: I o to wlasnie chodzi 05.03.09, 22:03
            > Ja chcę iść do domu starców

            Ile masz lat? To że teraz stawiasz takie deklaracje nie oznacza że mając ponad
            siedemdziesiąt będziesz chciała tego samego. Poza tym z moich obserwacji wynika
            że pod koniec życia następuje u wielu osób przewartościowanie poglądów i
            wartości. Tak więc nie mów hop.
    • nangaparbat3 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 20:34
      Tata umarl, mama 78, podrożuje, remontuje, zmienia meble. Na bieząco w polityce,
      ksiazkach, jak nie mam czasu czy checi sama leci do kina, a czasem nas zaciąga
      na koncert czy do teatru.
      Wiec ja zyje w jakiejś dziwnej rzeczywistosci - nie dociera do mnie, ile ma lat.
      Niby na rozum wiem, ale co z tego.
      Jakby co, pewnie bysmy sie do niej z corką przeprowadziły (albo ja juz sama, jak
      corka będzie dosc samodzielna), ale nie wyobrazam sobie, bym miala zostac z
      niedołężną mamą bez pomocy, uwiązana dzień i noc.
    • asia_i_p Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 20:35
      Póki się da - opieka na dochodzącego. Potem - jeśli tylko warunki
      pozwolą - opieka u mnie w domu. Wyobrażam sobie, że jeśli nie będzie
      mnie na to stać "miejscowo", to oni sprzedają dom i spłacają
      rodzeństwo, ja sprzedaję swoje i wspólnie kupujemy coś większego.
      Przez cały czas myślę o teściach, bo mama nie żyje, a tatą raczej
      będzie się zajmowac jego żona (jest 7 lat starsza ode mnie). No
      chyba, że coś się rozleci, wtedy zostaję ja, moje siostry i brat.
      Dom opieki to dla mnie absolutna ostateczność. Patrzyłam, jak
      odchodził mój dziadek i jak teraz odchodzi moja babcia. Dla niego
      było ważne, że jest w domu i wśród swoich. Babcia miała taki okres,
      że nie za bardzo poznawała ludzi i znajome miejsce było niemal jej
      tożsamością (teraz niestety nie poznaje ani ludzi ani miejsca).
      Owszem, to może być trudne dla współmałżonka i dzieci, ale
      równocześnie dzieci dostają sygnał, że przy kimś, kogo się kocha,
      jest się do końca. Myślę, że to im daje poczucie bezpieczeństwa,
      nawet ważniejsze od komfortu.
    • wakacyjna_iguana Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 21:03
      Jak czytam takie posty jak gacusi, to współczuję jej rodzicom, że takie sobie
      dzieci wychowali, przykre bardzo.....
      Ja dla rodziców gotowa byłam/jestem poświęcić wiele. Mam 2 rodzeństwa i zawsze
      bralismy w planach pod uwagę rodziców - kto kiedy i jak ewentualnie może być
      blisko nich w razie potrzeby, żeby mieli na kogo liczyć zawsze.Tak, rodzice
      potrzebują opieki swoich dzieci, i to po prostu miłość do rodziców to dyktuje a
      nie jakiś obowiązek czy coś - co za bzdury. Dla mnie to oczywiste. Moja mama
      była długie lata schorowana, wymagała troski i uwagi a na koniec dopadł ją
      jeszcze rak, umierała na raka w ub. roku - byliśmy przy niej każdego dnia
      choroby, dojeżdżaliśmy a brat był na miejscu. Mój tata zmarł nagle niedługo
      przed mamą. Teraz zostali mi teściowie a mój mąż jest jedynakiem - wiadomo więc,
      że mają tylko nas i że to my będziemy podporą na ich starość. Dlatego staramy
      się często odwiedzać, pomagamy im w razie potrzeby no i też z/w na nich nie
      planujemy np. wyjazdu na stałe za granicę, co innego gdyby mąż miała rodzeństwo
      i rodzeństwo mieszkałoby blisko rodziców - ale oni mogą liczyć tylko na nas.
    • wieczna-gosia Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 21:04
      jesli tylko beda chcieli- wezme do siebie. Dopoki sie da- niech mieszkaja u
      siebie z opieka na dochodzace, postaramy sie za pare lat przeflancowac ich jakos
      w sasiedztwo. Ale ja mam taki charakter. Dla odmiany uwazam, ze moja mama
      popelnia straszny blad ze zajmuje sie babcia- ona mna sie nie umiala zajmowac a
      babcia sie zajmuje od 10 lat i tak juz tej babci nienawidzi, taka jest umeczona
      i uwiazana ze strach patrzec. Jednoczesnie w ramach pokuty nie pozwala sie
      odciazyc.
      • qunegunda Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 21:34
        1. > jesli tylko beda chcieli- wezme do siebie.
        2. > Ale ja mam taki charakter
        3. > Dla odmiany uwazam, ze moja mama popelnia straszny blad ze
        zajmuje sie babcia-

        masz taki sam charakter jak swoja mama
        • wieczna-gosia Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 21:59
          nie qunegundo- mam totalnie inny charakter niz moja mama- i opieka jako taka nie
          kojarzy mi sie z uwiazaniem i dramatem. Natomiast nie wiem czy moja mama po
          doswiadczeniach z opieka nad babcia po prostu zgodzi sie na zamieszkanie ze mna-
          na pewno zgodzi sie na zamieszkanie obok i pomoc dochodzaca. Ale byc moze bedzie
          sobie pozniej zyczyla byc w domu opieki. Ja uszanuje jej zyczenie jakie by ono
          nie bylo.

          Moja mama kilkukrotnie dostala ode mnie propozycje ze moze jakos rozwiazemy to
          tak bym to ja sie glownie zajmowala babcia a ona bylaby wsparciem dochodzacym-
          nie zgodzila sie na to. Z jej punktu widzenia bylby to dramat dla mnie- ja zas
          babcia zajmuje sie co roku latem i totalnie nie odbieram tej sytuacji jako dramatu.
    • kawka74 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 21:13
      Matka nie żyje (dwa lata spędziłam uwiązana do niej, życie prywatne miałam
      bliskie zeru, wiem, czym pachnie opieka nad osobą ciężko chorą czy niedołężną).
      Ojciec musi poradzić sobie sam. Czy sobie coś wynajmie, czy wynajmie kogoś, czy
      sam się odda do domu spokojnej starości - nie mój interes.
      • thaures Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 22:07
        Moi rodzice mieszkają sami, mają problemy z oczami, są mocno starsi. W momencie
        gdy zostanie tylko jedno, drugie przeprowadzi się do mnie. M in. dlatego parę
        lat temu zmieniłam mieszkanie na dom.
    • fajka7 Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 22:06
      Plan dosc enigmatyczny mam, bo nie wiadomo co moich rodzicow na
      stale dopadnie, ale w ogolnym zarysie chcialabym zapewnic im
      profesjonalna prywatna opieke w ich wlasnym domu tak, zebym ja mogla
      pelnic funkcje towarzyska podczas wizyt, a nie pielegnacyjna.
      No i mam jeszcze brata.
      A poza tym cholera wie, kto kogo bedzie pielegnowal, moj brat rok
      temu byl bliski smierci.
    • mama-osama Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 23:41
      Na fali tych gdybań o strasznej starości ja nam wszystkim życze żeby
      nasi rodzice na starość trzymali się jak moja babcia. Ma 85 lat i
      nie wymaga żadnej opieki. Prawie codziennie chodzi na bazarek,
      gotuje obiady, co niedzielę jeździ autobusem na cmentarz... Ogólnie
      fajna babka z tej mojej babuleńki. Kocham ją nad życie.
      • czar_bajry Re: Starzy rodzice. 05.03.09, 23:56
        mam nadzieję że moi rodzice jeszcze długo będą samodzielni chociaż do
        najmłodszych już nie należą 78 i 76 lat. Widzę się z nimi przynajmniej raz w tyg.
        Jak przyjdzie pora to na pewno się nimi zajmę, ale żadnych planów w związku z
        tym nie robię.
    • angazetka Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 00:37
      Jestem jedynaczką, z rodziców mam tylko mamę. Tzn. ojciec pewnie
      gdzieś żyje, ale większość życia miał mnie w głębokim poważaniu,
      więc i ja zamierzam go miec w poważaniu na starość - a mam obawy, że
      przyjdzie wtedy po pomoc (dobra, tak tylko gadam, a pewnie pomocy i
      tak nie odmówię, choc będe miała o to do siebie żal).
      A mama... Nie wiem. Nie wyobrażam sobie jej starości. Na razie
      twierdzi, że mam nie zmieniać dla niej planów zyciowych, nie rzucać
      swojego życia, pracy, małżeństwa, by się nią zająć. A ja nie
      wyobrazam sobie, że miałabym się nią nie zajmować. Mam nadzieję, że
      będę zarabiać tyle, by mnie było stać na opiekunkę dla niej: co
      fachowiec, to fachowiec. Wtedy ja bym mogła przychodzić mniej jako
      opiekunka, a bardziej jako córka.
    • pieskuba Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 09:38
      Nie zdążyłam. Oboje nie żyją.
    • renatar-d Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 10:00
      U mnie jest juz ustalone chociaż do starości rodziców jeszcze
      daleko. Najmłodsza siostra z mężem zamieszkała w domu rodziców i tam
      zostanie. Dom będzie dla niej. Ja mieszkam 2 km,druga siostra 8 km
      od rodziców, więc pomoc jak bedzie potrzebna też nie bedzie
      problemem. U mnie w rodzinie zawsze któreś z dzieci zostawało z
      rodzicami na starośc. Tylko jest łatwiej jak się ma dużą rodzinę.
      Gorzej ze strony mojego M. Jest jedynakiem, teście po rozwodzie,
      Teść mieszka 200km od nas, teściowa za granicą od lat. Zresztą teraz
      myślimy jak się zająć dziadkami, bo teściowa zagranicy nie wróci,
      ciotka dziadków odwiedza raz na rok. Zostaliśmy tylko my jako
      jedynie mieszkamy w jednej miejscowości. Dziadki mają po ok 80 lat i
      jak narazie tylko babcia zaczyna niedomagać. Narazie wystarcza jak
      jeździmy tam w razie potrzeby, ale jest coraz gorzej, więc jakies
      decyzję trzeba bedzie podjąć na zlocie rodzinnym na wielkanoc.
    • sanna.i Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 10:23
      No właśnie,rodzice, a teściowie? Zwłaszcza,jeśli na linii teściowie-synowa jest
      bardzo niewesoło? O ile opieka nad moimi rodzicami wydaje mi się czymś
      oczywistym,o tyle nad teściami..brrrr.Zwłaszcza,że moja teściowa oddała swoją
      teściową do domu starców - odmówiła zajmowania się nią.
    • morgen_stern Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 10:30
      Och och, znów się pojawiły córunie z buźkami w ciup pełnymi ocen i dobrych rad
      dla innych, o których sytuacji życiowej i rodzinnej nie mają zielonego pojęcia tongue_out
    • burza4 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 11:03
      Albo pomoc dochodząca, albo dom opieki. Nie widzę cienia sensu
      mieszkania pod jednym dachem, skoro nie ma mnie w domu 12 godzin na
      dobę, do tego mamy skrajnie różne tryby życia i byłoby to katorgą
      dla obu stron. Mama sama doświadczyła uroków opieki nad babcią,
      która choć sprawna fizycznie, osobowość miała ekhm...specyficzną.
      Zapowiedziała już dawno, że mamy jej znaleźć dom w fajnym miejscu.
      Obserwuję domową opiekę nad starszymi osobami w rodzinie i widzę
      więcej wad niż zalet takiego rozwiązania.

      no i jeszcze jedno: profesjonalna opieka domowa do zniedołężniałej,
      chorej osoby w Warszawie kosztuje nawet 4 tysiące, szczególnie że
      jedna osoba nie załatwi sprawy. Prywatny dom opieki - "tylko" 2,
      przy tym starsza osoba ma tam nie tylko opiekę, ale i towarzystwo,
      lekarza i rehabilitantów na miejscu.
      • oli.nek Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 11:17
        Na starosc pomoge mojej mamie z calych sil i serca tak, jak ona
        pomaga teraz mnie. Nigdy jej nie zostawie nigdzie, nie oddam, bo
        wiem, ze tego by nigdy nie chciala. Po za tym, jestem jej jedynym
        dzieckiem i ma tylko mnie... no i teraz dwie wnuczki smile
        • echtom Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 11:54
          Te dwie wnuczki to Twoje córki? To wyobraź sobie sytuację, w której
          musisz wybrać: matka czy własne dzieci.
        • burza4 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 12:13
          oli.nek napisała:

          > Na starosc pomoge mojej mamie z calych sil i serca tak, jak ona
          > pomaga teraz mnie. Nigdy jej nie zostawie nigdzie, nie oddam, bo
          > wiem, ze tego by nigdy nie chciala.

          Tiaaa, uwielbiam takie patetyczne deklaracje...

          a jak to sobie wyobrażasz w praktyce? mówimy o kimś wymagającym
          OPIEKI a nie towarzystwa, a więc osobie, której nie da sie zostawić
          samej nawet na godzinę, więc co - ty nie będziesz pracować? a co
          zrobisz, jeśli:
          a) pensja męża nie wystarcza na życie
          b) fizycznie nie jesteś w stanie opiekować się matką (przykład
          znajomej - ona 45 kg wagi, chory maż 100 - nie da rady go umyć,
          przewinąć, wysiadł jej kręgosłup)
          c) mąż inaczej zorganizował sobie życie, zostałaś sama z dziećmi i
          marnym alimentami

          jaki miałabyś w takiej sytuacji pomysł na opiekę że piszesz
          "nigdy" ? przeciętnego Polaka nie stać na wynajęcie opiekunki na
          cały etat, bo kosztuje to kolosalne pieniądze, dochodząca
          pielęgniarka nie załatwia sprawy w przypadku osób wymagających
          stalej pomocy. Co robisz, konkretnie?
        • kawka74 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 12:59
          A wiesz, jak wygląda opieka nad osobą niedołężną? Ciężko chorą? Nie -
          matką staruszką, która sama się oporządzi i trzeba tylko zakupy
          podrzucić i okna umyć, tylko kimś, kto nie jest w stanie iść do
          ubikacji? Kto dostaje ataku padaczki o piątej rano? Albo kimś, kto
          ma założoną stomię, ale nie jest w stanie sam sobie zmienić worka?
          Bardzo piękne są te deklaracje, tylko z reguły składają je osoby,
          które nie mają pojęcia, jak taka opieka może wyglądać.
          • asia_i_p Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 07:50
            Myślę, że ten sam problem jest po drugiej stronie - opinie o dobrych
            stronach domu opieki wygłaszają osoby, które nie widziały, jak
            starsza osoba, nie poznając już najbliższych, czepia się wzrokiem
            znajomego pokoju.
            A część osób zna obie strony medalu, a i tak ma jakąś opinię, więc
            to nie jest tak, że jak ktoś ma inne zdanie niż ty, to znaczy, że
            nic nie wie o życiu.
            • burza4 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 10:35
              Bywałam w różnych domach opieki i mówiąc szczerze - niewielka część
              pacjentów jest świadoma tego, gdzie jest, a co dopiero mówić o
              czepianiu się wzrokiem pokoju. Sorry, ale to jest dorabianie tła do
              swoich teorii, szczególnie jeśli rozmowa toczy się o ciężkich
              przypadkach, a nie osób "na chodzie" które tylko lekko zaniemogły.

              babcia mojego męża pieklila się w szpitalu, że chce do domu, do
              siebie. W domu jest od ponad roku i piekli się dalej, a córkę, która
              się nią zajmuje, traktuje jak najgorszego wroga. Córka nie ma siły
              się nią zajmować, przebranie jej czy umycie trwa godzinami zamiast
              15 minut jak wtedy, kiedy robi to profesjonalna pomoc. Mimowolnie
              zamiast pomóc, dodatkowo matkę męczy.
              • kropkacom Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 11:39
                > babcia mojego męża pieklila się w szpitalu, że chce do domu, do
                > siebie. W domu jest od ponad roku i piekli się dalej, a córkę, która
                > się nią zajmuje, traktuje jak najgorszego wroga.

                Odwróćmy sytuację, czy jak dziecko jest z problemami to mama od razu myśli żeby
                go oddać do zakładu? NIe. Coś się więc we mnie buntuje jak czytam że ktoś stary
                z marszu traktowany jest tak a nie inaczej bo ma swoje lata a co za tym idzie
                masę przypadłości.

                Rozumiem że jak sztuka opieki osobistej się nie uda, jak jest choroba z którą
                sobie w życiu nie poradzimy sami (czy nawet z pomocą) to szuka się rozwiązań.
                Ale nie z marszu do przytuliska bo stary.

                Rozumiem też ludzi którzy nie poczuwają się do opieki bo rodzic zawalił na całej
                linii. Rozumiem.

                • burza4 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 12:09
                  mam wrażenie, że nie o takiej samej sytuacji dyskutujemy, ja mam na
                  myśli taką, kiedy osoba jeste w takim stanie, że nie można jej
                  zostawić nawet wychodząc na zakupy na 2-3 godziny, która wymaga
                  całodobowej pomocy, takiej której nie zalatwi się dochodząco.

                  Dopóki można, dopóki zdaje to egzamin, do tego czasu pomaga się w
                  inny sposób, nie chodzi przecież o to, żeby rodzica oddać do domu
                  opieki profilaktycznie.

              • bi_scotti Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 15:45
                burza4 napisała:

                Córka nie ma siły
                > się nią zajmować, przebranie jej czy umycie trwa godzinami zamiast
                > 15 minut jak wtedy, kiedy robi to profesjonalna pomoc. Mimowolnie
                > zamiast pomóc, dodatkowo matkę męczy.

                To naprawde nie jest az tak trudno nauczyc sie PROFESJONALNIE przebierac
                niedoleznego, starego czlowieka. Zyczliwy pielegniarz/pielegniarka pokaze pare
                razy i zycie staje sie latwiejsze dla wszystkich zainteresowanych bardzo szybko.
                C'mon, to sa umiejetnosci, ktore akurat dosc latwo nabyc. Mozna miec w domu
                lozko z barierka (wrecz nalezy) i pare innych udogodnien i wtedy w miare
                spokojnie mozna babcie czy dziadka zostawic na jakis czas bez nikogo w domu.
                Oczywiscie, samotna osoba opiekujaca sie zchorowanym staruszkiem to najgorsze
                mozliwe rozwiazanie - taka osoba sama szybko moze zachorowac, popasc w depresje
                itd. I zapewne w takich okolicznosciach warto poszukac innych opcji ale znam
                samotnego faceta, ktory zajmuje sie swoja stara ciotka i radzi sobie z pomoca
                znajomych, dochodzacych pielegniarek i terapeutow, wolontariuszy ze szpitala.
                Jedyne co, jak sam mowi, na tym cierpi to Jego mozliwosci randkowania, bo ciotka
                bywa wredna i wydzwania na Jego cell o roznych dziwnych porach wink Ale On tez nie
                bierze pod uwage oddania Jej gdziekolwiek, bo jak sam stwierdzil - ta ciotka w
                swoim czasie poswiecila tyle ciepla i opieki dla tylu roznych czlonkow rodziny,
                ze Jej sie teraz "nalezy" zeby ktos z rodziny oddal Jej choc czesc tego ciepla.
                I padlo na Niego wink
                To sa wszystko BARDZO indywidualne decyzje!
                • burza4 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 22:30
                  nawet najlepsze szkolenie nie sprawi, że kobita po 60-tce będzie w
                  stanie sprawnie umyć ponad 90-letnią babcię.

                  Łóżko o którym piszesz tanie nie jest, po drugie - nawet z barierką
                  nie da się niektórych osób zostawić nawet na pół godziny. Babcia
                  męża zostawiona nawet na 10 minut zaczynała krzyczeć w niebogłosy,
                  sąsiedzi wzywali policję. Dochodzące pielęgniarki są słono płatne, i
                  nie każdego na nie stać, chyba że chodzi ci o taką, ktora wpada na
                  godzinkę raz w tygodniu, bo taka przysluguje "z urzędu". O
                  wolontariuszach poza dużymi ośrodkami nikt nie słyszał, zresztą
                  kolezanka niedawno szukała jakiejkolwiek pomocy do umierającego
                  męża - i w Warszawie jej nie otrzymała. Lekarz z hospicjum zajrzał,
                  o jakiejkolwiek niepłatnej pomocy nie było co marzyć.

                  mówię tyle, że niezależnie od dobrych chęci jest jeszcze granica
                  możliwości - i fizycznych i finansowych.
                • kol.3 Re: Starzy rodzice. 08.03.09, 07:53
                  Droga Bi scotti, z tego co piszesz widać, że w życiu nie miałaś do
                  czynienia z obłożnie chorym człowiekiem, z odleżynami. Nikt
                  jednoosobowo nie da dary podmyć, przewinąć, nie opatrzy odleżyn
                  osoby leżącej nawet normalnej wagi, najwyżej narobi jej cierpienia.
                  Wyciągasz wnioski na przykładzie swojego aktywnego dziadka z
                  demencją.
              • asia_i_p Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 22:41
                Nie dorabiam teorii. Mówię o konkretnym przypadku, w którym dla
                konkretnej osoby było bardzo ważne, że jest w znanym miejscu. Do
                tego stopnia, że postawienie choinki w jej pokoju było dla niej
                problemem, bo przestała go poznawać. W tej chwili jest w takim
                stanie, że nie można jej już samej zostawić, ale właśnie teraz przy
                tym bardzo spotulniała i złagodniała. I teraz nie poznaje miejsca,
                ale widać, że potrzebni jej są bliscy ludzie.
                Rozumiem, że można oddać starą matkę do domu opieki, bo nie ma się
                siły nią zajmować. Ale nie ma co stwarzać ułudy, że takiemu
                człowiekowi jest wszystko jedno, gdzie jest. Toż do diabła nawet
                chomik przeżywa zmianę klatki, a my mówimy o człowieku.
            • kawka74 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 15:45
              Akurat ja nie wygłaszałam żadnej opinii na temat domów opieki.
              Czepianie się wzrokiem nie robi na mnie wrażenia o tyle, że przy ciężko chorej
              matce zapier... tak, że nie miałam czasu sprawdzać, w co ona się wpatruje.
      • kol.3 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 21:04
        Wspomniana przeze mnie wyżej kuzynka wyznała, że dokładają do
        pielęgnacji jej mamy chorej na alzheimera 5 tys. miesięcznie, a nie
        mieszka ona wcale w Warszawie, tylko w o wiele tańszym mieście.Tyle
        kosztuje zapewnienie opiekunek mniej więcej na 3 zmiany i różne
        koszty dodatkowe. Dobrze jak ktoś takie pieniądze ma na zbyciu, tyle
        tylko, że mało kogo stać na taki wydatek miesięcznie.
        Nasze szlachetne porywy co do opieki na rodzicami są bezlitośnie
        korygowane przez życie. Dobrze jeśli staruszek żyje długo w dobrej
        kondycji, jest sprawny fizycznie i umysłowo, gorzej gdy się
        przyplączą demencje, udary, niedowłady, paraliże itp. które mocno
        komplikują sprawę opieki. Inna sprawa to częsty brak solidarności
        rodzinnej, gdy trzeba zaopiekować się starszą osobą.
        Jest cała masa osób, które mają gęby pełne komunałow, na temat
        obowiązków moralnych innych osób, ale same unikają jak ognia sytuacji
        gdy trzeba pomóc. La vie.
    • echtom Ja mieszkam z moją mamą 06.03.09, 11:14
      i tak już zostanie, ale nie będę nikogo przekonywać do takiego
      wyboru, bo to masakra. Na moje dzieci nie będę naciskać w kwestii
      opieki. Zamierzam zresztą być aktywna do końca, a któregoś dnia
      przewrócić się i umrzeć.
      • kropkacom Re: Ja mieszkam z moją mamą 06.03.09, 12:54
        > Zamierzam zresztą być aktywna do końca, a któregoś dnia
        > przewrócić się i umrzeć.

        Większość tak che smile Niewielu jednak ta sztuka się udaje.

        Kurcze, trudny temat. Bo z jednej strony dzieci nie ma się po to żeby na starość
        nam te szklankę wody podawały a z drugiej przydało by się choć trochę serca z
        ich strony. Uderza mnie że tak wielu korzysta z pomocy rodziców puki są sprawni
        (opieka nad wnukami, pomoc finansowa itd.) a potem widzi w nich tylko ciężar.
        • echtom Re: Ja mieszkam z moją mamą 06.03.09, 13:28
          > Większość tak chce smile Niewielu jednak ta sztuka się udaje.

          Nawet sobie nie wyobrażasz, jaką motywację i power do działania daje
          negatywny przykład własnej matkiwink
          Ja np. przyrzekłam sobie 20 lat temu, że się nie roztyję i nie
          ograniczę swego życia do pracy i domu. Na razie dotrzymuję słowasmile
          • bi_scotti Starosc tak ogolniej 06.03.09, 13:46
            Ja bym byla bardzo ostrozna z deklaracjami typu "nie chce moim dzieciom robic
            klopotu" albo "pojde do domu spokojnej (?) starosci". To, co czlowiek deklaruje
            jako w pelni sprawny 30-, 40-, 50-, czy nawet 60-latek to nie jest rzeczywistosc
            samotnego, schorowanego 80- czy 90-latka! Punkt widzenia naprawde zalezy od
            punktu siedzenia. Osobiscie podejrzewam, ze nawet bedac obecnie bardzo
            samodzielna i samo-stanowiaca jednostka, moge sie stac niedolezna i oczekujaca
            (!!!) opieki moich dzieci staruszka. Dzis moge sobie tego w ogole nie wyobrazac
            i zupelnie uczciwie tego nie chciec ale spotkalam juz w zyciu wystarczajaca
            ilosc staruszkow, ktorzy jako mlodzu ludzie mieli okreslone poglady a z wiekiem
            zmodyfikowali je drastycznie. Totez ja sie nie zarzekam, ze nie bede oczekiwala
            od moich pisklat jakiejs formy pomocy, ktora bedzie czyms wiecej niz tylko
            odwiedzinami raz do roku w jakims pensjonacie zlotej jesieni.
            Poza tym mysle, ze to wcale nie jest taki blad przygotowywanie dzieci do
            podejmowania obowiazku opieki nad starymi rodzicami, chorymi wspolmalzonkami czy
            nawet potrzebujacymi pomocy dalekimi krewnymi, przyjaciolmi czy sasiadami. Ja
            chce zeby moje dzieci mialy poczucie obowiazku i zeby byly zdolne i sklonne brac
            na siebie rozne, czesto trudne i nieprzyjemne, obowiazki. Bo w ostatecznym
            rozrachunku, wlasnie wywiazywanie sie z trudnych zobowiazan, "stawanie na
            wysokosci zadania" daje czlowiekowi pelnie satysfakcji i zycie jest zwyczajnie o
            wiele bogatsze gdy raz na jakis czas faktycznie jest trudne smile
            Polecam film "Savages" z zeszlego roku i przypomnienie sobie odcinka "Babcia" z
            serialu "Noce i dnie".
            • echtom Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 13:58
              > Ja chce zeby moje dzieci mialy poczucie obowiazku i zeby byly
              zdolne i sklonne brac na siebie rozne, czesto trudne i nieprzyjemne,
              obowiazki

              Ja też i jeśli tak się stanie, to będzie bajka i pełny sukces
              wychowawczy. Nie chciałabym jednak wychować sobie opiekunek metodą
              tresury i szantażu emocjonalnego.
              • vernalis1 a ja rozumiem Gacusię 06.03.09, 15:42
                może dlatego,że sama na własnej skórze doświadczyłam to o czym Ona
                pisze; więc nie nam oceniac i komentowac jej zdanie -poznała ten
                problem od środka i ma takie a nie inne spostrzezenie zi zdanie -a
                te z nas, co sie tak oburzają- to przpypominaja mi pewnego księdza
                co to instruował dosłownie rodziców jak maja wychowywać swoje
                dzieci i zachowywał sie przy tym jakby w tej materii miał conajmniej
                profesurę...
                • kali_pso Re: a ja rozumiem Gacusię 06.03.09, 23:13

                  Coś Ci się złotko pokiełbasiło.
                  Mamy prawo komentować to, co chcemy i to, co pisze gacusia, również.
                  Poza tym- ksiądz dzieci nie ma i miał nie będzie. My mamy rodziców i
                  każda(prawie, z róznych przyczyn, prawie każda) z nas stoi przed
                  faktem ich starzenia się i zorganizowania opieki nad nimi.
            • burza4 Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 15:50
              bi_scotti napisała:
              wlasnie wywiazywanie sie z trudnych zobowiazan, "stawanie na
              wysokosci zadania" daje czlowiekowi pelnie satysfakcji i zycie jest
              zwyczajnie o wiele bogatsze gdy raz na jakis czas faktycznie jest
              trudne smile

              przepraszam, będę cyniczna - nie mówimy o przypadkach, które można
              opędzić tak, żeby "raz na jakiś czas było trudno", mówimy o osobach
              wymagających opieki non-stop, a nie zrobienia zakupów.

              mówimy o kilku - kilkunastu latach ogromnego obciążenia i fizycznego
              i psychicznego. I widząc osoby, które się tak poświęcają - widzę
              jedynie potworne umęczenie i poczucie obowiązku.

              Większość osób ma złudne przekonanie, że starsza osoba jest
              przepełniona wdzięcznością i cieszy się z obecności pomocnika, ot,
              taka sprawna umysłowo babcia, co to bajeczkę opowie, doradzi jak
              smażyć konfitury... tyle że leży w łożku. Tymczasem długotrwała
              choroba i starość najczęściej objawiają się agresją, wyrzutami,
              domaganiem się atencji i kompletnym nieliczeniem z potrzebami
              innych. Widzę, jak taka poświęcająca się córka jest lżona, opluwana,
              obmawiana, jak jej matka rozrzuca jedzenie, ma w nosie jej stan
              zdrowia, jak nie chce wypuścić jej nawet do lekarza, zaczyna wzywać
              pomocy wrzeszcząc wniebogłosy, bo coś jej się uroiło, jak opowiada
              niestworzone historie np. listonoszowi. Wszystko można powiedziec o
              córce, tylko nie to, że ma jakąkolwiek satysfakcję. Córka tę opiekę
              już przypłaciła zdrowiem, ale daje się szantażować i boi oddać matkę
              do domu opieki, choć matka ledwo kojarzy gdzie jest.
              • nangaparbat3 Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 17:03
                Moi znajomi byli wlasnie w takiej sytuacji i po dwóch chyba latach oddali matke
                do domu opieki. I zlego slowa im nie powiem, na odwrót, rozumiem i popieram -
                widziałam, jak to ich niszczyło.
                Ale czym innym jest poszukanie ratunku, kiedy juz sie sprobowalo, podjęlo
                wysilek i uznało, ze nie da sie rady, czym innym planowanie na zimno, kiedy jest
                to tylko hipotetyczna możliwośc.
                Poza tym sadzę, ze na tym forum jest calkiem sporo osob, ktore stac na wybor
                drogi posredniej - mieszkajac z rodzicami wynajac pomoc - tak zrobila inna moja
                znajoma, majac niedolęznego i schorowanego meza wynajęla do pomocy pania, ktora
                u nich zamieszkala. On był w domu, u siebie, z żoną, a zona nie odchodziła od
                zmyslow.
                • echtom Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 18:27
                  > Ale czym innym jest poszukanie ratunku, kiedy juz sie sprobowalo, podjęlo
                  > wysilek i uznało, ze nie da sie rady, czym innym planowanie na zimno, kiedy jest to tylko hipotetyczna możliwośc.

                  Tu masz świętą rację. Nie planuję oddać mamy, bo skoro ojciec był w domu do końca, byłoby to w jakiś sposób niesprawiedliwe. Jest tylko jedno "ale". Kiedy tata leżał przez blisko 5 miesięcy, mama miała do pomocy mnie i opiekunkę, a zapleczem finansowym była jego wysoka emerytura. Jeżeli mama kiedyś przestanie wstawać, zostanę z nią sama, bez stałej pomocy drugiej dorosłej osoby, z dochodem mniejszym o połowę ( a wciąż za wysokim, by uprawniał do bezpłatnej opieki). Pracy rzucić nie mogę, rodzeństwa nie mam. Mama waży 30 kilo więcej ode mnie i 40 od moich córek, więc nie mam sumienia obciążać młodych, dojrzewających organizmów takim fizycznym wysiłkiem. Krótko mówiąc, stanę przed realnym problemem.
                  • nangaparbat3 Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 22:22
                    Rozumiem.
                    Na razie myślę, że zdarzaja sie osoby, ktore do późnej starosci dobrze
                    funkcjonują, a potem wysiada krążenie - za jednym zamachem.
                    Sama o czymś takim marzę dla siebie (i corki).
                    Nie bedę sie martwic na zapas.
              • bi_scotti Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 17:45
                burza4 napisała:

                > Większość osób ma złudne przekonanie, że starsza osoba jest
                > przepełniona wdzięcznością i cieszy się z obecności pomocnika, ot,
                > taka sprawna umysłowo babcia, co to bajeczkę opowie, doradzi jak
                > smażyć konfitury... tyle że leży w łożku. Tymczasem długotrwała
                > choroba i starość najczęściej objawiają się agresją, wyrzutami,
                > domaganiem się atencji i kompletnym nieliczeniem z potrzebami
                > innych.

                Alez ja tez nie mam zludzen. Przez ponad 7 lat zajmowalismy sie
                dziadkiem mojego meza. Przez ostatnich 4 mieszkal u nas, mial
                starcza demencje, byl zlosliwy, trudny, ciezko bylo wciaz Go kochac
                i przywolywac w pamieci jakim byl zanim nie poddal sie starosci. Ale
                zajmowalismy sie Nim cala rodzina, moje dzieci zmienialy Mu
                Pampersy, posciel, karmily Go i po 1000 razy na dzien ukladaly
                porozrzucane przez Niego rzeczy. Tylko RAZ moj wtedy nastoletni syn
                sie zbuntowal gdy Dziadek rzucil w Niego kubkiem z goraca herbata i
                przez jakis tydzien do Dziadka pokoju nie wchodzil. Ale potem Mu
                przeszla zlosc, bo jak mozna sie zloscic na starego, nieswiadomego
                swoich czynow czlowieka? Czlowieka, ktory w swoim czasie tyle
                dobrego zrobil dla innych (akurat nie dla nas, bo nie bardzo mial
                okazje, ale jakie to ma znaczenie?).
                Gdy pisze o podejmowaniu trudu, nie mam na mysli 2-dniowej akcji
                spolecznej "odwiedzmy weterana", mam na mysli Trud przez duze "T". I
                ja wiem, ze moje dzieci sa lepszymi, wrazliwszymi ludzi wlasnie
                DZIEKI Dziadkowi i wyzwaniom jakie mielismy gdy z nami mieszkal. A
                gdy umarl najpierw odetchnelismy z wyrazna ulga by juz po paru
                dniach zaczelo Go nam brakowac. Taka to ludzka natura - nie
                dogodzisz wink
                • kol.3 Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 21:16
                  Droga Bi scotti, a co by było gdyby dziadek rąbnął tym kubkiem
                  skuteczniej i zabił Twojego syna, albo np.tylko wybił mu oko?
                  Wielu sklerotyków po prostu lata z nożami za rodziną bądź sąsiadami,
                  stanowiąc realne zagrożenie dla życia i zdrowia.
                  • nangaparbat3 Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 22:24
                    Nie trzeba byc starym piernikiem, by kogos dźgnac nożem.
                    O ile wiem, mlodszym zdarza sie to znacznie częściej.
                  • bi_scotti Re: Starosc tak ogolniej 07.03.09, 04:41
                    kol.3 napisała:

                    > Droga Bi scotti, a co by było gdyby dziadek rąbnął tym kubkiem
                    > skuteczniej i zabił Twojego syna, albo np.tylko wybił mu oko?
                    > Wielu sklerotyków po prostu lata z nożami za rodziną bądź
                    sąsiadami,
                    > stanowiąc realne zagrożenie dla życia i zdrowia.

                    Po pierwsze staram sie unikac "gdybania", dzieki temu zachowuje
                    pogode ducha i wiare w lepsza przyszlosc wink Polecam!
                    Po drugie, jezeli faktycznie gdzies "wielu sklerotykow lata z
                    nozami" to swiadczy to wylacznie o tym, ze nikt o Nich nie dba.
                    Nawet najbardziej grozny (dla siebie i/badz otoczenia) i trudny w
                    obsludze stary czlowiek moze byc kontrolowany lekami, terapia,
                    roznymi formami zajec ruchowych i cwiczen mentalnych. KOMUS tylko
                    musi sie chciec to robic, KTOS musi znalezc na to czas i fachowa
                    pomoc.
                    Po trzecie, tak jak nie lubie gdy o trudnych nastolatkach mowi sie i
                    pisze, ze to "rozwydrzona mlodziez", tak i nie odpowiada mi
                    okreslanie ludzi starych i chorych "sklerotykami". Slowa niosa
                    okreslone tresci i potrafia ranic, dokuczyc, ponizyc. Po co? Nasz
                    Dziadek nigdy nie byl dla nas "sklerotykiem". Doswiadczylismy przy
                    Nim i przez Niego wiele trudnosci, klopotow i wyzwan ale nikt z nas
                    nigdy nie pozwolil sobie na brak szacunku wobec tego starego
                    Czlowieka, ktory wszak nie mial wplywu na to, ze odchodzil z tego
                    swiata dlugo, bolesnie i w ogarniajacej Go demencji. Nikt z nas nie
                    wybiera sobie konca sad
                    • kol.3 Re: Starosc tak ogolniej 07.03.09, 09:36
                      Można nie gdybać, posiadanie elementarnej wyobraźni ma jednak swoje
                      plusy. Sklerotyk lata z nożami, bo nikt o niego nie dba? Zapewnienie
                      24 godzinnej opieki osobie zniedołężniałej jest bardzo trudne,
                      zwłaszcza jak się pracuje, z finansami przeciętnie, a solidarnosci
                      rodzinnej brak i tylko jedna osoba w rodzinie dba o staruszka.
                      Kontrolowanie lekami bardzo mnie rozbawiło.
                      Pamiętam wizytę z seniorką naszego rodu u tzw. geriatry, któremu
                      powiedziałam, że żadne leki geriatryczne już nie działają, że
                      sąsiedzi chcę mnie zabić za zachowanie staruszki (cała kamienica nie
                      śpi od 3 rano bop starsza pani stoi w oknie i wyje/lata z nożami,
                      rąbie drzwi siekierą itp.),poprosiłam o skierowanie do psychiatry.
                      Pamiętam oburzone spojrzenie i komentarze pani geriatrki, która
                      potraktowała mnie jak morderczynię, która chce starszą panią
                      wykończyć psychotropami. Na szczęście psychiatra był przytomny.
                      Twój post wypadł bardzo szlachetnie. Jakoś dziwnie nie natrafiłam na
                      szlachetność gdy chodziło o zajmowanie się staruszkami. Większość
                      ludzi uciekała od obowiązków, nawet gdy to byli ich rodzice,
                      natomiast na szerszym forum głosiła szlachetne hasła, grzmiała na
                      temat obowiązków moralnych, opowiadając o opiece nad swoimi
                      rodzicami używali słowa "my", choć oni osobiście palcem w bucie przy
                      swoich rodzicach nie kiwnęli.
                      • bi_scotti Re: Starosc tak ogolniej 07.03.09, 15:31
                        kol.3 napisała:

                        > Twój post wypadł bardzo szlachetnie. Jakoś dziwnie nie natrafiłam na
                        > szlachetność gdy chodziło o zajmowanie się staruszkami.

                        Bo ja mysle, ze nie szlachetnosci nalezy sie domagac. Od siebie i innych smile
                        Nalezy myslec pragmatycznie. Co z tymi starymi, chorymi ludzmi zrobic?
                        Eutanazja? Poki co, w np. moim kraju a i w Polsce chyba tez, wciaz nie w
                        okolicznosciach starczej demencji czy innych schorzen wylacznie geriatrycznych.
                        I zapewne slusznie. Wiec co? zamknac Ich w klatkach? Skoro sa i skoro my sami
                        uwazamy siebie za tzw. "przyzwoitych" to jakie mamy wyjscie? Wylacznie jedno -
                        zapewnienie PRZYZWOITEJ opieki tym starym ludziom, ktorzy z roznych powodow,
                        najczesciej kompletnie od Nich niezaleznych, staja sie naszymi podopiecznymi w
                        koncowce Ich zycia.
                        Lekarze sa rozni. Wszedzie na swiecie sa rozni, ja mialam pecha spotkac kilku
                        kiepskich w swoim zyciu ale znakomita wiekszosc lekarzy i personelu medycznego,
                        z ktorymi mialam i miewam do czynienia to sa sensowni fachowcy i po prostu
                        porzadni ludzie. Serdecznie Ci zycze podobnych doswiadczen w tym zakresie!
                        Wracajac do opieki nad starymi ludzmi, dla mnie to jest przede wszystkim kwestia
                        tego za kogo ja sama siebie uwazam. Mam wybitnie dobre mniemanie o sobie wink i
                        uwazam sie za takiego wlasnie "porzadnego" czlowieka wiec w jakims sensie sama
                        sie stawiam w sytuacji bez wyjscia - wyzwanie typu opieka nad Dziadkiem z
                        demencja przyjelam "na klate", bo taka byla (i jest) dla mnie konsekwencja
                        mojego dorego mniemania o sobie i potrzeby zachowania tego mniemania wink Wybitnie
                        egoistycznie, zadnej wyzszej szlachetnosci! I wybitnie pragmatycznie, bo oddanie
                        Dziadka do jakiegos domu opieki uwieraloby mi w sumieniu jak gwozdz w bucie a
                        jeszcze trzebaby za to extra placic, wczesniej miejsce znalezc, dojezdzac na
                        wizyty - po rozwazeniu "za" i "przeciw" wyszlo na to, ze Dziadek u nas w domu,
                        pod nasza opieka to bylo najsensowniejsze rozwiazanie. Za czasow opieki nad
                        Dziadkiem bylo nas w domu 5 - 2 doroslych + 3 dzieci - jak myslisz na kim
                        glownie opierala sie opieka nad Dziadkiem biorac pod uwage zbiorowosc "my"?
                        Ja naprawde wiem o czym mowie i wcale nie chce nikogo pouczac. Wyrazam swoja
                        opinie i przedstawiam moje argumenty. Przyznaje bez bicia - nie bylo latwo i nie
                        raz przez to wszystko plakalam ale przeciez inaczej sie zwyczajnie nie da, bo
                        jak potem spojrzec sobie w oczy w lustrze? Jak potem miec jakiekolwiek moralne
                        podstawy do wychowywania dzieci "na swoim wlasnym przykladzie"?
                        Jak to u nas mowia: if you talk the talk, you must walk the walk.
                        • mariolka55 Re: Starosc tak ogolniej 07.03.09, 15:49
                          bi_scotti napisała:


                          >
                          > Bo ja mysle, ze nie szlachetnosci nalezy sie domagac. Od siebie i innych smile
                          > Nalezy myslec pragmatycznie. Co z tymi starymi, chorymi ludzmi zrobic?
                          > Eutanazja? Poki co, w np. moim kraju a i w Polsce chyba tez, wciaz nie w
                          > okolicznosciach starczej demencji czy innych schorzen wylacznie geriatrycznych.
                          > I zapewne slusznie. Wiec co? zamknac Ich w klatkach? Skoro sa i skoro my sami
                          > uwazamy siebie za tzw. "przyzwoitych" to jakie mamy wyjscie?

                          jestem coraz bardziej zniesmaczona
                        • ledzeppelin3 bi_scotti 07.03.09, 17:02
                          Ciwekawe, czy gdyby Dziadek poparzył twojego syna (syna, rozumiem,
                          piszesz z małej litery, bo to tylko syn, a nie Dziadek) i zafundował
                          mu trwałe kalectwo, też wstawiałabyś "uśmiechniętą buźkę w co drugim
                          zdaniu?
                          A nie poparzył go, bo miałas zwykłego farta. I to fart, nic więcej,
                          ocalił twoje "dobre mniemanie o sobie".
                        • kol.3 Re: Starosc tak ogolniej 07.03.09, 17:23
                          Sama przyznajesz, że było Was pięcioro do opieki nad chorym
                          dziadkiem i to nie w Polsce, a więc domyślam się że w kraju gdzie
                          poziom życia jest wyższy.
                          Natomiast ja polecam Twojej uwadze fakt, że nie wszyscy mają 5 osób
                          do obsługi jenego staruszka i żyją w mniej komfortowych warunkach i
                          ich jednosobowy wysiłek i możiwości należy mierzyć inną miarą.
                          Natomiast wyrażając te czy inne opinie we wcześniejszych postach
                          kierowałam się własnymi doświadczeniami.
                    • ledzeppelin3 Re: Starosc tak ogolniej 07.03.09, 16:59
                      Po pierwsze staram sie unikac "gdybania", dzieki temu zachowuje
                      > pogode ducha i wiare w lepsza przyszlosc wink Polecam!


                      Dziadek walnął w syna kubkiem z gorącą herbatą, a Ty
                      unikasz "gdybania" ? Może faktycznie nie gdybaj, ale zacznij myśleć.
                      Myśleć o swoich dzieciach. Polecam.
              • kol.3 Re: Starosc tak ogolniej 06.03.09, 21:11
                Ooo, Burzo, skąd ja to znam?
        • doral2 Re: Ja mieszkam z moją mamą 06.03.09, 22:04
          kropkacom napisała:

          "..Uderza mnie że tak wielu korzysta z pomocy rodziców puki są sprawni (opieka
          nad wnukami, pomoc finansowa itd.) a potem widzi w nich tylko ciężar..."

          z ustów żeś mię to wyjęła, Gacusiu.
          • doral2 Re: Ja mieszkam z moją mamą 06.03.09, 22:05
            przepraszam, pomyłka, to Kropkacom rzekła. i z nią się zgadzam, nie z Gacusią.
      • echtom Tak a propos uroków mieszkania ze starymi rodzicam 07.03.09, 22:05
        Moja mama ma 83 lata i kondycję, powiedzmy, w normie wieku. Porusza się po
        mieszkaniu, radzi sobie z samoobsługą i drobniejszymi pracami domowymi, ja robię
        zakupy, obiad, pranie, jeżdzę z nią do lekarzy i jest ok. Nie ma Alzheimera ani
        głębokiej demencji, tylko przeciętne dla wieku problemy z kojarzeniem i
        pamięcią. To, co mnie zdumiewa, to niezwykła sprawność i przenikliwość jej
        umysłu, kiedy chce dopiec komuś z domowników. Trafia wtedy w najczulszy punkt z
        precyzją godną chirurga. Właśnie cała się trzęsę, bo dałam się nieopatrznie
        wciągnąć w przyjazną wieczorną pogawędkę, a ona wykorzystała to, by pojechać po
        mojej średniej córce. To jej ulubiona rozrywka - pastwienie się nade mną poprzez
        uderzanie w moje dzieci. Zaraz usłyszę, że w imię szacunku dla siwych włosów
        powinnam to pokornie i pogodnie znosić, tak samo jak gnojenie mnie przy
        dzieciach, że np. późno wróciłam z pracy. A kiedy dzieci stają po mojej stronie,
        oczywiście są podłe i przeze mnie źle nastawiane przeciw niej. Nie umiem sobie
        wyobrazić, czym jest opieka nad chorym na Alzheimera, jeśli mieszkanie z dość
        sprawnym umysłowo, tylko egocentrycznym i zgorzkniałym starym człowiekiem może
        zamienić życie rodzinne w piekło.
    • balbina.x Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 15:50
      Rodzice nigdy się mną nie zajmowali, więc ja nimi też nie planuję. Jedyne na co
      mooooże się zdobędę to niewielka pomoc finansowa, co by w jakimś domu starców
      mieszkać mogli.

      Natomiast jeśli moja ukochana Babcia będzie wymagała opieki, to jestem gotowa
      natychmiast pojechać do Polski albo ściągnąć Babcię do siebie (zależy co Babcia
      by wolała) i opiekować się Nią dzień i noc.
      • katrin.1 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 20:54
        Ojciec juz nie żyje, a matką opiekować się nie będę na starość.Przez
        wiele lat rezygnując z własnych planów zawsze byłam na
        zawołanie.Moje liczne rodzeństwo,w razie jakichś poważnych problemów
        dzwonili z Ł. do Ś. żebyśmy załatwili lekarza itp/odległość 500
        km!/A oni mieszkająć w Ł. nie mieli czasu!!!Aż wreszcie moje zdrowie
        padło/druga operacja kolana/i kilkuletnia rehabilitacja.Któregoś
        dnia,gdy przyjechałam ją odwiedzić wykrzyczała mi,że powinnam
        zostać z nią i się nią zająć,bo ma półpasiec.Nic ją nie obchodziła
        moja niesprawność i potrzeba rehabilitacji w moim miejscu
        zamieszkania.Nie zostałam,a rodzeństwo/starsze/obraziło się,że
        powiedziałam,że oni również mają obowiązek opieki nad
        rodzicami.Obecnie jeden z braci zamieszkał z nią a mamusia obraziła
        się na mnie i moją rodzinę- nigdy nie odwiedziła swojej
        wnuczki,która ma teraz prawie 5 lat.Nawet do niej nie zadzwoniła!!!
        Wkrótce będą chrzciny mojego drugiego dziecka,nawet jej nie zaproszę.
        • alfa36 Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 23:09
          Jestem mlodszą córką swoich rodziców, ktora miala zostac w ich duzym domu. Nie zostalam, wyprowadzilam się do męża. Rodzice bardzo nam pomagają (mieszkają 15 km od nas). Nie wyobrażam sobie nie pomagac im na starość (a nie są już najmlodsi). Nie wiem, jak to będzie, wlasciwie nie potrafię wyobrazic sobie ich starości, takiej kiedy trzeba będzie im pomóc. Ale na pewno pomogę, choćby kosztem wygody swojej rodziny.
          • phantomka Re: Starzy rodzice. 06.03.09, 23:49
            Nie ma innej opcji niz wziecie do siebie, ew. wsparcie sie osoba
            pomagajaca przy mamie (tata nie zyje) I jest to kategoryczna i
            swiadoma decyzja. Nigdy nie oddalabym mamy do domu opieki, po
            pierwsze z szacunku do jej starosci, po drugie chyba za duzo
            widzialam tych domow op. i wiekszosc z nich absolutnie nie odpowiada
            standardom osob starszych.
            A doswiadczenie mam, bo i pomagalam umierajacej babci i przez 3 lata
            pracowalam z ludzmi chorymi na alzheimera. Wiem, czym sa takie
            choroby dla calej rodziny, ale gdyby bylo mnie stac na dom opieki,
            tzn. ze byloby mnie stac na opiekunke dochodzaca. Niektorym sie
            wydaje, ze oddanie do d.o.s to taki pstryk. W panstwowych na kolejke
            czeka sie czasem i do 2 lat, a prywatne sa drogie, wiec co za
            roznicy patrzac przez pryzmat finansow.
            • burza4 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 10:58
              prywatny dom opieki w Warszawie kosztuje 1,6-2.5 tys. Opieka w domu -
              kosztuje nawet i 4 tys. (tyle płaciła znajoma, miała 2 panie na
              zmianę). Mówię tylko o kosztach opiekunki, bez leków, pampersów,
              jedzenia itd Naprawdę nie ma różnicy?

              • phantomka Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 23:01
                Chyba zartujesz. To w Trojmiescie sa takie stawki za dos, nie
                wierze, ze wawa ma tak niskie koszty. A cennik opiekunek, to z kolei
                z kosmosu wziety calkowicie. Sa stawki ustalane przez mopsy, jest
                cala masa babek pracujacych za te stawki w ramach wspolpracy z
                mopsami wlasnie.
    • lipsmacker Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 16:29
      Za jeden z moich podstawowych obowiazkow w zyciu uwazam ustawienie
      sie finansowo tak aby stac mnie bylo na oplacanie profesjonalnej
      opieki nad rodzicami tak abym ja byla tylko osoba wspomagajaca te
      opieke. Przy moim domu jest planowane osobne mieszkanie dla nich.
    • hrabina_murzyna Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 16:31
      Jasne, że komfortem byłoby mieszkanie blisko rodziców lub razem z
      nimi. Mojej mamie życzę takiej starości, aby do końca była sprawna,
      a moja pomoc ograniczała się do odwiedzin, zrobienia zakupów,
      zawiezienia do lekarza, zrobienia obiadu czy śniadania,prania itd.
      Natomiast nie wyobrażam sobie co by było gdyby mama nagle stała się
      obłożnie chora. Jestem jedynaczką, więc nikt mi nie pomoże.Mam 28
      lat, nie mam dzieci, mieszkanie małe, emerytura mamy niezawielka. I
      co ja miałabym w takiej sytuacji robić? Zrezygnować z macierzyństwa?
      A może urodzić dziecko i je olać, by zająć się uwiązaną do łóżka
      matką? na szczęście moja mama nie wymaga żadnej opieki, ale wypadki
      chodzą po ludziach. I bardzo proszę te wszystkie świątobliwe córunie
      o niekomentowanie pewnych decyzji innych ludzi. Gadać to sobie można
      dużo gorzej wykonać. Zapewniam, że nikt przy odrobinie uczuć nie
      oddaje pełnosprawnych staruszków do domu starców, bo przeciążony
      jest robieniem im zakupów.
      • kawka74 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 16:56
        > Natomiast nie wyobrażam sobie co by było gdyby mama nagle stała się
        > obłożnie chora.

        To ja Ci powiem, co - zero życia osobistego, wszystko podporządkowujesz
        chorobie, jesteś na zawołanie, biegasz z basenem, zmieniasz piżamę, wachlujesz,
        masujesz, oklepujesz, i tak dalej. Wolontariusz przychodzi raz w tygodniu na
        godzinę, wtedy możesz wyjść na zakupy.
        No, chyba że stać Cię na profesjonalną opiekunkę, najlepiej dwie.
        Taka opieka to bardzo bardzo trudna sprawa, fizycznie i emocjonalnie. Dlatego
        nie wierzę żadnym teoretycznym deklaracjom o własnej szlachetności i
        obowiązkach. Dobre to do chwili opróżnienia pierwszego worka stomijnego.
        • hrabina_murzyna Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 21:23
          Kawka, ależ ja doskonale wiem jak to wygląda. Miałam w rodzinie
          osobę, która wymagała opieki non stop. Odleżyny, wymioty, krwotoki.
          Dlatego już nie oceniam i takie deklaracje, że ja nigdy, ja dla
          rodziców wszystko to tak jak napisałaś do czasu, jak nam samym nie
          przyjdzie się z tym zmierzyć. U mnie w rodzinie córki zdecydowały
          się na prywatny dom opieki, zwyczajnie nie dawały rady mimo, iż były
          we dwie. Ja się nie dziwię, bo mając lat 30 i małe dzieci w domu, w
          tym u jednej rozpadające się małżeństwo, bo przecież choroba trwa
          latami człowiek nie ma już sił. Niestety reszta rodziny do dziś jest
          oburzona, a owe córki wyklęte, bo jak to mówią nie chciało się przy
          matce chodzić. Szkoda tylko, że nikt tak naprawdę nie miał czasu im
          pomóc kiedy ich matka żyła.
          • kawka74 Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 21:32
            Hrabino, ja to pisałam w sumie chyba mniej do Ciebie, bardziej do tych, którym
            się wydaje, że opieka nad kimś chorym i niedołężnym to pozamiatanie mu podłogi i
            poczytanie gazetki.
        • phantomka Re: Starzy rodzice. 07.03.09, 23:04
          Kazdy mierzy wlasna miara, mi twoja miara zwisa i powiewa, twoje
          zycie. A'propos g*wna, to i zdarzalo sie myc babci rece po kupie,
          jak sobie zdzierala pampersa, bo nie mogla zniesc tej bezradnosci.
          Jak kogo kupa brzydzi, to niech sobie korek w tylek wlozy.
          • kol.3 Re: starzy rodzice 08.03.09, 08:11
            Ktoś powyżej napisał o obowiązku odwdzięczenia się rodzicom za
            wychowanie, za opiekę w dzieciństwie. Otóż w dalekiej rodzinie byli
            kuzyni, małżeństwo, którzy mieli 2 córki. Obie córki zachorowały
            młodo, jedna na raka, mając dwójkę małych dzieci (rodzice akurat
            przebywali za granicą, ale z racji choroby córki ani myśleli wrócić,
            mimo, że matka nie pracowała). Dziewczyna umierała w towarzystwie 2
            małych dzieci. Druga córka dostała udaru, więc ją oddali do domu
            opieki, gdzie umarła.
            Jestem pesymistką jeśli chodzi o ludzi i spodziewam się po nich
            raczej wszystkiego najgorszego.
            Natomiast jeśli człowiek obracając się w takim towarzystwie ma
            dobre serce, to szybko może zginąć, więc się trzeba z tego dobrego
            serca wyleczyć.
            • katrin.1 Re: starzy rodzice 08.03.09, 15:29
              To smutne,ale prawdziwe jest to, co kol.3 napisała powyżej.Czasem
              dobre serce jest żródłem poważnych kłopotów.Ja osobiście jestem za
              pomocą,ale o sobie też trzeba pomyśleć i nie dawać się wciąż
              wykorzystywać.Pomoc w rodzinie powinna być wzajemna-rodzice powinni
              pomagać dzieciom,a wszystkie dzieci powinny pomagać
              rodzicom,szczególnie w razie choroby.Niestety często jest zupełnie
              inaczej.Znam kobietę,która sama opiekowała się starszymi
              rodzicami.Miała owszem braci,ale oni uważali,że ona jako córka
              powinna się nimi zajmować a nie oni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka