ejkumkejkum2
25.04.09, 18:08
..bo albo ja czegoś nie rozumiem, i mimo łądnej 30tki nie dojrzałam do życia w związku, albo coś nie tak z moim mężem....
Mam pewne problemy w pracy od dłuższego czasu, i o ile na początku mąż powiedzmy wspierał, radził, potem się trochę już irytował, bo fakt, trwało to też długo już, to po jakimś czasie, jakby w ogóle zobojętniał, a najbardziej dobiły mnie jego słowa, gdy coś zrobiłam (w stresie i pod presją-nie będę rozwijać)-źle, popełniłam błąd, i jakieś tam miałam nieprzyjemności i zadzwoniłąm do niego, żeby najzwyczajniej w świecie się wygadać wyżalić, wyjaśnić, usłyszeć dobre słowo..to co...usłyszałam "no..za błędy trzeba płacić, mówiłem, ni erób tego.... w sensie, że coś mi kiedyś radził, ale ja zrobiłam inaczej, jakoś tak już nie myśłąć, albo idąc cios za ciosem, nieważne. Chodzi mi tylko o stosunek męża do mnie, kiedy widzi, że jestem w rozsypce, potrzebuję go, i chciałabym usłyszeć słowa"jestem z Tobą mimo wszystko///" bo czy nie tak powinno wyglądać wsparcie partnera/małżónka? Mimo wszystko? a tu słysze;;;"""za błędy się płaci..mówiłem to mówiłęm tamto....""
nie odzywamy się od kilku dni, mam żal do męża, że nie mam w nim oparcia, i złość, że widząc to (chyba, bo się nie odzywam) za bardzo nic sobie z tego nie robi. Nie wierzę, że to domena facetó, że się nie domyśla, że trzeba mówić, co i jak. Przeciez to świeża sprawa, i jak mi wtedy tak odp. przez telefon, to mu powiedzizłąm,że skoro ma mi tak gadać, to niech do mnie lepiej nie mówi. i od tamtej pory jestem oschłą. A on nic. Nie mam słów...Nie zrozumiem tego. Twierdzi,że nie chce być moim klakierem tylko patrzy obiketywnie na problem, i widzi realnie rzeczy i mi realnie radzi. A po co mi jego morały.czy to o to chodzi w związku? Bo...jak go nie posłucham, to...się obróci?... ojjj, życie.