napoleonka_k
29.04.09, 12:47
Sytuacja jest skomplikowana.Chodzi o matkę mojego męża a także jego
siostrę.Mamy dziecko które niedługo skończy rok,a babcia była u niej raz,kilka
dni po porodzie.Piętro niżej w tym samym bloku co my mieszka dziadek
męża(ojciec teściowej),do którego ona przychodzi.Do nas i do wnuczki pół
piętra wyżej nigdy nie przychodzi.Z dziadkiem mieszka męża siostra i też nie
przyjdzie.Jeszcze śmiała powiedzieć że dziecko takie duże a ona go jeszcze na
rękach nie miała.Przepraszam a jak miała mieć jak do niego nie
przychodzi?Dziadek to dobry człowiek,bardzo nam pomógł z babcią gdy jeszcze
żyła,finansowo przy zakupie mieszkania i przy remoncie.Nie chodziliśmy do
niego często bo dziecko małe,a teraz nie chodzę bo po prostu nie chcę tam
spotkać męża matki,która nas olewa,a przede wszystkim chodzi mi o moje dziecko
którego mi szkoda,że ma taką babcię.Ale z drugiej strony jest mi głupio,że nie
chodzimy do dziadka,on do nas przychodzi i wiem że mu przykro.Ostatnio
przyszedł i pytał czemu nie przyszliśmy w święta,oczywiście była u niego moja
teściowa.Powiedziałam,że do nas też nikt oprócz niego nie przychodzi a on na
to że może trzeba samemu najpierw wyciągnąć rękę a jak ktoś nie przychodzi to
może zaprosić.No bez przesady-czy ja muszę kogoś zapraszać żeby przyszedł do
dziecka?Jakby się interesowali to sami by dążyli do spotkania.No ale dobra
wyciągnęliśmy rękę i w drugi dzień świąt poszliśmy-trochę poćwiergotali do
dziecka,no ale co to za atmosfera jak nie ma o czym rozmawiać z ludźmi prawie
obcymi.Po godzinie wyszliśmy bo dziecko śpiące marudziło.Ja wyciągnęłam
rękę-od świąt juz sporo czasu minęło-jak nie przychodzili tak nie
przychodzą.Teraz dziadek znowu przychodzi żebyśmy w długi weekend z nimi
grilla zrobili.Ja już nie mam na to ochoty,na spędzanie z nimi
czasu.Wyciągnęłam pierwsza rękę chociaż olewali nas przez rok i jak widać
dalej to robią.Przepraszam że tak długo,ale nie umiałam krócej.Co o tym myślicie?