Dodaj do ulubionych

Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi

15.06.09, 08:09
a w ogóle miałem super dzieciństwo - pełno kolegów, rower, gra w piłkę, wypady
nad rzekę, chodzenie na czereśnie do sąsiada smile
a teraz - szkoda gadać, na komunię komputery, w domu to to siedzi, słońca na
oczy nie widziało, kolana nigdy nie rozwaliło, a rodzice "Z jakiegoś powodu
zaczęli zwracać dużo większą uwagę na zdrowie i bezpieczeństwo swoich dzieci"
tyle tylko że efekt jest odwrotny od zamierzonego
Obserwuj wątek
    • iwles Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 08:30

      > a w ogóle miałem super dzieciństwo - chodzenie na czereśnie do
      > sąsiada smile


      sąsiad jest tego samego zdania ? wink
      • to.ja.kas Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 09:05
        www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,6688028,Strach_byc_rodzicem___dlaczego_tak_bardzo_boimy_sie.html
        Fajny artykuł.
        Teraz dzieci do 14 r z nie wracaja same do domu. W wieku 12 lat to
        juz niemalze wyczyn puscic dziecie same do szkoły ...
        • babcia47 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 09:28
          hmm..ja w wieku 12 lat "zaliczyłam" pierwsza samodzielna podróz
          pociągiem..mając 15 wyjechałam z kolezankami na drugi koniec Polski
          pod namioty..rodzice w wieku 14 lat po podstawówce (wówczas 7-
          letniej) wyjechali z domu do "szkół" na drugi koniec Polski,
          rodziców widywali tylko na świeta (a i to nie zawsze, bo wyjazd
          kosztował, pochodzili z wielodzietnych, wiejskich rodzin, "kułacy"
          stypendiów nie dostawali, rodzice nie mogli wesprzec finansowo..bo
          nie było z czego). Na sasiednim watku mówi sie o tym, ze samochodów
          było mniej np. 20 lat temu..ale nie było również świateł na prawie
          kazdym skrzyzowaniu, jak w moim małym mieście..ja majac 10 lat
          chodziłam po mame do pracy z Grunwaldu na Stare Miasto w Poznaniu,
          moi chópcy gdy mieli 15 (młodszy) i 17 (starszy) wyjechali
          samodzielnie pod namioty..w tym samym roku starszy samodzielnie
          autostopem wrócił z drugiego końca Polski,z rejsu po Bałtyku.. bo
          tak wyszło, że kasy miał juz za mało na bilet, a popsuł się po
          drodze samochód znajomego, który go podwoził..inaczej chyba
          musielibysmy sie zrywac z pracy, szukac go gdzies tam, w izbie
          dziecka czy cóś, kontaktu nie było, bo komurki dopiero wchodziły do
          powszechnego uzycia..podjął decyzje i dał radę..ja "stopem"
          podrózowałam duzo wcześniej..ale w większej grupie
          • to.ja.kas Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 09:39
            O sobie nie mówię, bo ja mam prawie 40-tke wiec dla dzisiejszych
            rodziców to prehistoria.
            Ale moja 17letnia córka też od dziecia jezdzi na obozy, chodzi do
            koleżanek samodzielnie, od 2 klasy szkoły podstawowej sama chodziła
            do szkoły , bawiła sie na podwórku mając lat 5 -6 a ja miałam ja na
            oku przez okno razem z mami jej koleżanek, bywała sama w sklepie po
            lody czy chipsy a teraz zamierza z koleżankami wybrac sie pod namiot
            nad morze no i zostaje sama w domu od 10 roku zycia , na noc zostaje
            czasem sama odkąd skończyła lat 14. Nie mam obaw, ze jak chce
            wyjechac teraz na urlop czy na weekend a ona chce zostrac w domu to
            zastane po powrocie zdemolowaną chałupę, dziecie płaczące bo sie boi
            czy głodne. Czy nigdy nic sie nie stało? Tak, rozbiła sobie głowę
            jak szłysmy razem na spacer. Na prostym chodniku.
      • tsoprano Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 11:11
        sąsiad absolutnie był innego zdania niż my smile a jak kiedyś wpadliśmy na pomysł
        budowy "BAZY" na drzewie to jeszcze inny sąsiad dostał białej gorączki smile
        ehhhh.... to były czasy smile
    • kotbehemot6 Kwestia informacji 15.06.09, 09:39
      Pewnie wynika to z tego,ze kiedys -dziesiat lat temu- zagrożenia nie były az tak
      nagłasniane jak teraz, co stwarza poczucie,ze ich nie było. Oczywiście to
      nieprawda, istnieli pedofile, pijacy ,mordercy , dzieci tak samo jak i dziś
      gubiły sie rodzicom i wypadały przez okna i topiły sie w stawach tyle tylko,ze o
      tym sie nie mówiono, a wiedzieli jedynie Milicjanci i najbliższe otoczenie.

      Trzymanie dziecka pod kloszem tylko pozornie jest bezpieczne, czego bowiem
      uczymy takie dziecko ano tego,że świat jest niebezpieczny i jednoczęsnie tez nie
      uczymy jak się w nim poruszać-i to jest największa krzywda-przeciez kiedyś
      dziecko będzie musiało zacząc zyć same- a moze nie??? I będziemy mieli rzeszę
      przywiązanych do biurka i komputera nękanych fobiami dorosłych.
      • babcia47 Re: Kwestia informacji 15.06.09, 10:30
        Kocie..mieszkałam w dzieciństwie w trzech miastach, wyjezdzałam do
        rodziny w nieduzych miastach i na zapadła wies..gdzie plotka
        stugebna była nie tylko równie skuteczna jak prasa ale również
        powodowała "rozdmuchanie" tematu do granic wiarygodności..chodziłam
        do kilku szkół..i pamietam jeden przypadek gdy szesciolatka sostała
        zabita przez niezrównoważona psychocznie, starszą sasiadkę (ponoc
        zazdosciła sąsiadom, ze im sie tak dobrze powodzi)..pochodze z
        rodziny "mundurowej"..jednym z członków był ówczesny komendant grupy
        operacyjnej na moim terenie..o wiekszości "przypadków", oczywiscie
        bez wdawania sie w szczegóły sledztw rozmawiało się :przy stole" w
        czasie spotkań rodzinnych..wiecej było ostrzezeń ze strony osoby
        pracującej w sanepidzie (krowy zarazone gruźlicą) niz od niego..a
        człowiek "rodzinny" i bardzo dbający o wszystkich członków, w tym
        szczególnie o najmłodszych..
        Co do Baraku odpowiedzialnosci i umiejetności poruszania "w szerokim
        swiecie" u osób trzymanych pod kloszem to tu sie
        zgodzę..najpredzej "komplikowały" sobie życie koleżanki wychowywane
        w ten sposób przez rodziców..na wyjazdach takie osoby (obu płci)były
        mało zaradne i wymagały ze strony innych opieki i nieustannej pomocy
        a nawet wyreczania lub załatwiania czegos za nie by nie napytały
        sobie i innym biedy..najgorsze były egzemplarze, które nie miały
        instynktu samozachowawczego (nie miały praktyki) a nagle zostały
        spuszczone ze smyczy..
        • babcia47 Re: Kwestia informacji 15.06.09, 10:40
          ps. kuzun nie ostrzegał, bo nie było przed czym..w czasie mojej
          młodosci więcej było targnięć na włąsne zycie w wieku licealnym..tak
          straciłam kilkoro znajomych..żadne z moich kolegów nie zgineło pod
          kołami samochodu lub na skutek zamachu na ich zycie ze stony
          agresywnych osób lub "zboczeńców"..bez nadzoru lub pod dyskretnym
          bawilismy na podwórku i w okolicy się od czasów
          przedszkolnych..często rodzice nie widzieli gdzie jestesmy, co
          robimy, bo oddalalismy sie na pobliskie łąki, do lasku
          Marcelińskiego, szlismy "na forty", gdy bylismy w klasach 3-5
          chodzilismy z wózkiem po całej dzielnicy i okolicach by zbierać
          materiały wtórne (malulatura, butelki, złom) w ramach "pracy
          domowej" zadanej przez szkołę..
          • sanna.i Re: Kwestia informacji 10.11.10, 10:08
            Przykro mi, ale dla mnie to co piszesz jest totalną nieprawdą. Do dziś na stronach ITAKI poszukiwane są dzieci z okresu, kiedy "my byliśmy młodzi"... Dzieci wtedy też ginęły, były krzywdzone przez dorosłych itp. Twój kuzyn, z całym szacunkiem, nie miał na pewno wiedzy o wszystkich przypadkach. Poza tym, dziś jest dużo większa anonimowość. Przestępcom jest łatwiwej, czują się pewniej. Mają internet. Weź to pod uwagę.
      • reggats Re: Kwestia informacji 15.06.09, 12:33
        Tylko wtedy pomoc międzyludzka była dużo większa, było więcej dzieci, tylko
        pozornie nikt ich nie pilnował - zawsze ktoś miał te dzieci na oku, co więcej
        dzieci same się pilnowały, a teraz? Znieczulica, jak się komuś dzieje krzywda to
        ludzie się odwracają i idą w swoją stronę.
        20-30 lat temu jak milicja złapała pedofila to spuściła mu taki łomot, że taki
        pedofil sam się "wyleczył". Teraz? Jakby policja uderzyła raz uderzyła to by
        była ogromna afera, policjanta wyrzucili by z pracy i jeszcze jakieś
        odszkodowania by taki pedofil dostał.
        Poza tym ten artykuł generalizuje. Na wsiach nadal tak jest - tam się wszyscy
        znają i zwracają uwagę zarówno na dzieci jak i na obcych.
        Inne czasy i dzieci trzeba pilnować przynajmniej dopóki nie będą w pełni
        samodzielne - 12-14 lat(samo sobie ugotuje i jest świadome przynajmniej
        większości zasad rządzących obecnym światem).
        Nie jest to pochwała komuny, ale trzeba przyznać, że za komuny więź międzyludzka
        była większa - zresztą to cecha polaków: w niewoli potrafią współdziałać.
        Wracając do tematu: inny czasy - inne zasady, pilnowanie dzieci wcale nie
        oznacza chowanie ich pod kloszem. Swojego dziecka pilnuje i będę pilnował jak
        oka w głowie, ale to nie oznacza, że zabronię jej wejść na drabinkę bo może
        spaść - wręcz przeciwnie sam ją namawiam coby przełamywała coraz to trudniejsze
        bariery. Poza tym jedną z najczęstszych moich odpowiedzi na prośbę o pomoc jest
        "radź sobie sama" i to nie bynajmniej z lenistwa ale aby sama sobie radziła. I
        co ? Młoda(5 lat) sama robi rzeczy z którymi 7-latkowie sobie nie radzą.
        • echtom Re: Kwestia informacji 27.06.09, 16:43
          > Na wsiach nadal tak jest - tam się wszyscy
          > znają i zwracają uwagę zarówno na dzieci jak i na obcych.

          Miałam to szczęście, że przez 9 lat mieszkałam z dziećmi na wsi. Tego, o czym mówisz, doświadczyłam na pierwszym wiejskim odpuście - co chwila któreś z dzieci gubiło mi się w tłumie i co chwila ktoś je do mnie przyprowadzał. Wcześnie zaczęły się poruszać same w terenie - nie było w okolicy pułapki typu glinianka, musiały tylko uważać, przechodząc przez ulicę, bo jakiś ruch kołowy tam był. Kiedy przyjeżdżałam do rodziców, niechętnie je wypuszczałam na podwórko, które bardzo się zmieniło od czasów mojego dzieciństwa - brak dzieci, mało zieleni, dużo samochodów.
        • titta Re: Kwestia informacji 30.06.09, 13:50
          Nie zupelnie prawda. Te 20 lat temu w miescie nikt nie interesowal
          sie na dobra sprawe gromadami dzieci. Zreszta one same wybieraly
          takie miejsca gdzie nadzoru nie bylo (opuszczony sad, lesisty wawoz,
          sluzacy za motokros, olbrzymie osiedle w budowie, piwnice, strychy,
          a na wsi stodoly, uroczyska, opuszczone domy itp.). Nie sadze tez,
          ze dzisiaj (pomimo tzw. znieczulicy) nikt nie zwroci uwage na
          dziecko. Wrecz przeciwnie, pusc je samo, to zobaczysz ile osob
          zechce sprawdzic, czy to aby nie jakas "patologia".
    • anika1983 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 09:49
      Ha! Mam to samo, jestem mamą siedmiolatka i uważam, że ludzie popadają
      w paranoję, zastanawiam się w jakim wieku dziecko będę mogła puścić
      samo ze szkoły czy na dwór czy zostawić je na dłużej samo w domu, ale
      nie ze strachu o nie, ale ze strachu o to czy nagle nie przyjdzie do
      mnie policja z moim dzieckiem i nie oskarży o zaniedbywanie dziecka i
      ktoś nie postara się o odebranie praw rodzicielskich w momencie, gdy ja
      będę chciała nauczyć dziecko samodzielności?
    • zbychus1 odpowiedz na te pytania "Dlaczego" jest banalna .. 15.06.09, 10:01
      Globalizacja, zanik lokalnych spolecznosci a dodatkowo media, media,
      media. One wykreowaly w nas wieczne poczucie zagrozenia. Wystarczy,
      ze cos sie stanie w Wachocku, a juz cala Polska o tym dyskutuje -
      internet, radio, tv. Kiedys 2 programy TV i wszystko pod kontrola
      parti wink Nie ma jednak czego zazdroscic, za komuny bylo paskudnie...

      Mam dokladnie to samo jak w artykule. Wychowany bylem przez
      podworko. Po ukonczeniu 7 lat bylem praktycznie samodzielny
      (wiadomo, pracujacy oboje rodzice, bo w domu sie nie przelewalo). Do
      szkoly sam (15 minut piechota), po szkole brykalem na 10-tysiecznym
      osiedlu az do wieczora. Jak przypomne sobie co robilem, to wlos na
      glowie staje. Mimo to, ja i rodzice mieli poczucie bezpieczenstwa.

      Nie wiem czemu, ale nie potrafie (mimo takiego wychowania) dac
      takiej samej swobody moim dzieciom sad

      • mojboze Re: odpowiedz na te pytania "Dlaczego" jest banal 15.06.09, 10:37
        Mając 8 lat pojechałam sama pociągiem z Warszawy do Łodzi, mama
        wsadziła mnie w pociąg, ciocia odebrała ze stacji. Mając 8 lat sama
        jeżdziłam autobusem do okolicznej szkoły (niby Warszawa, ale
        peryferyjna), mając 10 lat jeżdziałam 3 razy w tygodniu do Pałacu
        Młodzieży, mając 12 lat nocowałam u koleżanek, albo one u mnie,
        zostawałam też sama w domu, kiedy rodzice wyjeżdżali, sama sobie
        potrafiłam ugotować i posprzątać. Nie wiem skąd ten strach. Dzieci
        są naprawdę mądre. Pamietam, że kiedyś zaczepił mnie pedofil, ale
        ostrzeżona wcześniej przez rodziców wiedziałam co zrobić. Nie da się
        ustrzec dziecka przed wszystkim trzymając je pod kloszem, lepiej
        uczyć radzić sobie w ciężkich sytuacjach.
    • ostryga11 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 10:10
      Moja trójka to dzieci bardzo ruchliwe i samodzielne. Nie było takiej
      siły, która by je zmusiła do bycia dzieckiem nadopiekuńczych
      rodziców. Najsamodzielniejsza jest mała (4 lata). Od dawien dawna
      wspina sie po płotach i drzewach, a na drabinę włazi tak długa az
      drabina sie skończy i my przyzwyczailismy sie, że raczej nic jej sie
      nie dzieje poza siniakami, które przecież miewają także dzieci
      nieruchliwe. Ale otoczenie reaguje na to strachem ( np. wołając -
      gdzie jest opiekun tego dziecka, które wisi na barierkach), albo
      informując mnie o zagrożeniach albo wymieniając między sobą uwagi o
      nieodpowiedzialnosci rodziców. Któregoś dnia mała siedziała na
      drabinie na posesji, ja weszła po coś do domu. Słyszę jej
      dramatyczne wołanie " Mamusiu, nie mogę zejść, mamusiu, mamusiu".
      Dorze wiem , że udaje, bym natychmiast dotrzymała jej towarzystwa.
      Nagle słysze dzwonek do drzwi - to jakaś przechodząca ulicą kobieta
      wzruszyła sie apelem maleństwa i przyszła mnie przywołać do
      porządku, ale spasowala, gdy zza jej pleców zajrzało maleństwo
      potrzebujące pomocy ciekawe, kto przyszedł.... Ulubiona zabawą
      mojego straszego syna było siedzenie w zielonym ubranku na czubku
      orzecha i wołanie do zaskoczonych sąsiadów podniebnego " dzień
      dobry". Ich miny kiedy nagle odzywało się do niech drzewo -
      bezcenne! A najstarszy teraz juz 17-latek porusza sie po mieście i
      Polsce samodzielnie od nie wiem kiedy. Pewie, że się bałam, kiedy w
      wieku 14 lat sam jechał do stolicy - bo nigdy nie był, a chciał
      zobaczyć , pewnie że czasem , kiedy zasypiem , a go jeszcez nie ma (
      bo mamo gra sie przedłużyła i jeszce muszę odprowadzić
      dziewczynę....) wolałabym, aby spał zamiast wędrować, ale wiem, że
      moje strachy nie mogą ograniczyć inwencji i samodzielności dziecka.
      Myślę, że dzięki takiej postawie nasze dzieci są twórcze i ciekawe
      świata.
    • przeciwcialo Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 11:14
      Dzieci sa teraz niesamodzielne, pozbawione obowiązków.
    • tato69 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 11:19
      A nie wydaje Wam się że to za sprawą naszego prawa?? Jeżeli dziecku coś się stanie od razu jest nagonka na rodziców.. co robili, czy są trzeźwi, czy dziecko miało odpowiednią opiekę. Ja będąc dzieckiem złamałem sobie rękę na podwórku ale nikt mojemu ojcu - bo wtedy byłem pod jego opieką - nie zarzucał braku opieki nad dzieckiem. A dzisiaj to pewnie skończyło by się na prokuratorze. Może przesadzam ,ale tak to wygląda. Jestem weekendowym tatą. Moje dziecko na co dzień mieszka z matką. Ale kiedy syn jest u mnie też bardzo na niego uważam. Boję się pomyśleć co by było gdyby stała się jemu jakakolwiek krzywda. O wypiciu choćby jednego piwa też nie ma mowy. Beznadzieja.
      • tsoprano Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 12:21
        Masz rację. Wygląda to tak, że gdyby twojemu dziecku stałą się niechcący
        krzywda, zupełnie niezależnie od Ciebie, to ktoś "mądry" gdyby doniósł na Ciebie
        gdzie trzeba, to musiałbyś udowadniać, że nie jesteś wielbłądem. A tam gdzie
        jest alkohol, przemoc i inne patologie jak dojdzie do nieszczęścia, to
        oczywiście nikt nic nie widział, pomoc społeczna "nie otrzymała żadnych
        sygnałów", sąd rodzinny i kurator "uznali swoje działanie za prawidłowe" (jak
        słyszę takie tłumaczenie w np TV to mam ochotę wywalić odbiornik przez balkon)
      • heljo Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 16.06.09, 20:14
        Cos w tym jest - wszyscy oburzamy się słysząc z telewizji dziecko
        pod opieka pijanych rodziców. Jakiś czas temu byliśmy na rodzinnym
        grillu, kazdy wypił a to piwo a to pare kieliszków wina, opadal
        bawiły się dzieci. Moja ciocia zauwazyła: popatrzcie, ktos mógłby
        teraz zgłosić - dziećmi opiekują sie pijani rodzice, alkomaty
        napewno by cos wykazały. Telewizja miałaby o czym mówic. A jesteśmy
        absolutnie normalną rodziną - pijemy bardzo okazjonalnie.
    • niewysoka byłam w II klasie podstawówki 15.06.09, 12:00
      i miałam iść z mamą po buty do komunii. Ale wyleciało mi z głowy, bo całe
      popołudnie spędziłam - jak zwykle - na półdzikim placu zabaw położonym za
      dwupasmową arterią. Była z tego afera, ale tylko ze względu na te buty, bo
      moje bieganie samopas było w zwyczaju. To był '69 rok.
      Moja córka (najmłodsza) do komunii idzie za rok. Dotychczas jeszcze nie miała
      okazji nawet wyjść sama do sklepu - cztery bramy dalej, po tej samej stronie
      ulicy. A ja sama, kiedy widzę kilkuletnie dziecko samo na ulicy, pilnie
      obserwuję, czy ktoś go pilnuje, a jeśli nie - to czy jest bezpieczne, czy nikt
      się do niego nie przyczepia i czy wie, dokąd iść.
      Z tym, że takich obserwacji nie prowadzę zbyt często - raz, dwa razy w roku.
      Bo dzieci po ulicy same nie chodzą.
      • titta Re: byłam w II klasie podstawówki 30.06.09, 13:36
        No i sama sobie odpowiedz, czy to jest normale? Czy jednak ma cos z
        fobi?
    • kurczak1 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 12:18

      Kiedy mój synek miał 5-6 lat zaczęłam go uczyć, jak sobie radzić w
      różnych sytuacjach niebezpiecznych. Nie tylko mówiłam, po p[rosstu w
      drodze do przedszkola (na szczęście mieliśmy czas na rozmowy, bo
      łaziliśmy piechotą) trenowaliśmy sytuacje. Trening obejmowa
      zaczepianie przez obcych, samotne powroty do domu, oczywiście
      przejscia dla pieszych oraz zgubienie sie. Wszystkie te sytuacje
      wkrótce zostały przetrenowane na żywym organizmie, bo się zdarzyły.
      W zwiazku z tym, że nie uważam, że moje dziecko uniknie takich
      sytuacji, było z nimi na tyle oswojone, ze nie wywołało to żadnej
      traumy ani u mnie, ani u niego. Zgubił się to poszedł do umówionego
      miejsca, a ja znalazłam go tam po 15 minutach, kiedyś zadzwonił
      jakiś pan ze sklepu że jest u nich mój syn i podał ten nr żebym po
      niego przyszła. Do zaczepiającego go pijaka wcale się nie odezwał,
      bo stwierdził, że to jest lepsza metoda niż mówienie mu, ze nie
      rozmawia z nieznajomymi, co ja mu zalecałam. Włazi na drzewa i
      płoty, wiem ze musi, choć czasem wolę tego nie widxieć. Zostaje sam
      w domu od dawna (ma 9 lat), bo często woli obejrzeć tvn turbo niz
      latac ze mną po sklepach. Sam chodzi do szkoły (odprowadzam go po
      drodze do pracy) często sam wraca. Jeździ na rajdy, był na 2 - tyg
      obozie.
      Gdybym go nie nauczya samodzielnosci to nie mogłabym normalnie żyć.
      Widzę jak męczą siebie i dzieci moje koleżanki, ubierając je w
      sobotni zimowy poranek po to tylko zeby zrobić zakupy w czasie gdy
      dziecko chce ogladac bajke albo budowac z klockow.
      I jeszcze jeden aspekt tej sprawy: dla mnie istotny - mój syn czasem
      chce pobyć sam. Ja też. Myślę, że taka samotnosć jest ważna dla
      zdrowia psychicznego. Jak w kazdym zwiazku, również tym z dzieckiem
      trzeba od sibie odpoczac.
    • kckk Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 12:22
      Jeśli dla kogoś z Was zachować zdrowie czy życie dziecka jest efektem odwrotnym
      od zamierzonego to współczuję serdecznie. Wykażcie się wtedy odwagą, stając w
      niedzielę przed grobami dzieci zmarłych śmiercią tragiczną i powiedzcie patrząc
      w oczy ich rodzinom: dobrze się stało jak się stało. Tak być powinno.
      Lubię ludzi z wyobraźnią, nawet tą lekko przesadną. Po prostu więcej w nich
      inteligencji, a to już plus.
      • gulcia77 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 12:52
        Nadmiar wyobraźni częst przeradza się w fobię - a to już jest
        niebezpieczne. Poza tym zbytnie pilnowanie dzieci nie uczy ich
        najważniejszego - samodzielności. Sama mam okazję obserwować 4,5 -
        letniego siostrzeńca i zdałam sobie sprawę, że to jest niezwykle
        bystry chłopak, który naprawdę potrafi sobie radzić w życiu, ale
        niestety, jego rodzice za bardzo mu na to nie pozwalają. Ostatnio
        był bardzo grzeczny, kiedy poszedł ze mną do miasta, więc zapytałam
        go jaką chciałby dostać za to nagrodę, ale ma być ona jakaś
        oryginalna, a nie np kolejne autko. Myślał przez całą drogę
        powrotną, po czym zapytał, czy mogłabym go na chwilę zostawić sama
        na podwórku. Ponieważ obietnica jest święta, więc został sam, i
        okazało się, że ten postrzelony wariat potrafi być grzeczny i
        posłuszny - przez cały czas nie schodził z placu sprzed balkonu, a
        wieczorem przed spaniem powiedział mi, że to był najfajniejszy
        prezent w życiu. Więc może trochę myslenia i rozwagi, a nie
        zabijania w dziecku fantazji i ochoty na samodzielność.
        • sanna.i Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 16.06.09, 17:30
          Konsultowałaś ten prezent z jego rodzicami? Nie zostawiłabym na ich miejscu
          dziecka z osobą twojego pokroju. Decydować to ty mozesz o własnych dzieciach.
          • titta Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 30.06.09, 13:21
            Czasem w przypadku fobi rodzicow interwencja osob z zewnatrz jest
            wprost nieoceniona. Ludzie nawet nie zdaja sobie sprawy jak krzywdza
            dzieci traktujac je jak uposledzone istoty i wmawiajac, ze swiat
            jest jednym wielkim zagrozeniem. Najgorsze wypadki zdazaja sie
            zreszta pod baczna obserwacja rodzicow. Wystarczy sie odwrocic, bo
            takie rozpieszczone dziecko nie jest przyzwyczajone do myslenia
            samemu.
            • sanna.i Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 10.11.10, 10:14
              Rodzice powierzyli jej opiekę nad dzieckiem, zaufali jej. Ona tego zaufania nadużyła. Koniec kropka. Jeśli uważa, że przesadzają, niech z nimi rozmawia. Dla mnie byłaby już kompletnie spalona.
      • babcia47 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 15:04
        ja sie wykazywałam odwaga pozwalając swoim dzieciom
        zdobywac "doswiadczenie życiowe", poczatkowo, zanim nie sprawdziłam
        jak sobie radza pod moim dyskretnym nadzorem..pozwalałam 2 latkowi
        myć naczynia (stał na stołku , ja odbierałam i układałam na
        suszarce, kruchych szklanek nie dostawał), pozwalałam na pomaganie w
        kuchni przy pomocy obieradełka a potem noza, pozwalałam iść di
        sklepu lub odebrac jego prase z teczki w kiosku (ja szłam dyskretnie
        za nim), puszczałam synów samych do przedszkola (j/w)..musiałam
        przezwycięzyc przede wszystkim własny lęk i watpliwosci, niepokój
        czy zapamietali wszystko o czym rozmawialismy wcześniej..ale tez nie
        miałam wyboru, bo od momentu pójscia do szkoły musieli sami sie do
        niej zaprowadzic, przyprowadzić (brak komunikacji miejskiej i
        świetlicy oraz stołówki w szkole) zrobic sobie kanapke gdyby głód
        okazał się większy niż ilość zostawionego jedzenia, podgrzac obiad
        gdyby mama musiała zostac dłużej w pracy a ojciec akurat była na
        wyjeżdzie..musieli byc pozatym na tyle rozsądni by nie zrobić
        jakiejs głupoty pod naszą, rodziców nieobecność, wychodząc na drwór
        lub zapraszajac kolegów do siebie.. obcych, którzy mogliby wedrzeć
        się do domu nie bałam soę, bo "zaopatrzyłam" (i wyszkoliłam) ich w
        duużą wilczycę, która pilnowała domu i dzieci(niektórzy bali się
        wejśc nawet na nasza posesję a co dopiero do domu,
        Sonia "rezydowała" w domu, nie na podwórku)..nie byli wyjątkami, bo
        podobnie funkcjonowała większośc rodzin na naszej ulicy..wszystkie
        dzieci przeżyły i cieszą się dobrym zdrowiem
        • kckk Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 23:15
          Widocznie potrafiliście wszystko dobrze przekazać i dopilnować. Niestety nie
          każdy ma tyle szczęścia. Szczęścia, ponieważ bez tego drobiazgu nawet Tobie
          mogło by się nie udać.
          Ja nie zmyślam byle czego tylko po to żeby straszyć. Znam tragedie szkolnego
          kolegi, który myślał, że nauczył się pływać i niestety grubo się pomylił. Znam
          też dwa przypadki z rodzinnego podwórka. Otóż, było sobie dwóch braci, z których
          jeden lubił jeździć rowerem ulicą opodal gospodarstwa swoich rodziców - pewnego
          dnia do domu już nie dojechał. Drugi wymyślił sobie, że nie pójdzie do wojska.
          Faktycznie nie poszedł, nałykał się jakiegoś dziadostwa, stając się tym samym
          chodzącym warzywem bez kontaktu z otoczeniem.
          Przyznasz scenariusze nie do pozazdroszczenia. Nie chce mi się rozwodzić czego
          zabrakło w każdym z powyższych przypadków, by zapobiec tragedii. Teraz to i tak
          nie ma znaczenia.

          I żeby nie było, ja nie jestem przeciwko usamodzielnianiu. Sam chodziłem za
          młodu do Zuchów smile, zaliczyłem trzy obozy harcerskie, Taizety, później jakieś
          wypady na mazury, itd. Dobrze wiem jak takie coś wygląda. Niby niewinnie,
          przecież z idiotami się nie zadawałem. Ale pamiętam epizod kiedy płynęliśmy
          przez niemałe jeziorko w eskorcie dwóch łódek i jeden koleś dla zabawy nie
          chciał pozwolić żebym złapał się na chwilę burty dla odpoczynku. Wiesz, płakać
          mi się wtedy chciało z bezsilności. A że postanowiłem nie pokazywać własnej
          słabości, równocześnie nie tracąc sił na bezskuteczne przekonywanie go,
          ostatkiem sił dopłynąłem do brzegu (RODZICOM TAKICH RZECZY SIĘ NIE MÓWI-ja też
          nikomu nie powiedziałem, nie chciałem ich denerwować).

          Dlatego po raz kolejny piszę, choć w zasadzie kij mnie obchodzą wasze dzieci -
          uważajcie na każdym kroku. Zróbcie wszystko co w waszej mocy, żeby zapobiegać
          nieszczęściom. Na ten przykład słyszałem dziś bilans zeszłorocznych kąpieli, to
          ponad 450 topielców, ilu wśród nich było młodych??? Wolę nie wiedzieć!
          • babcia47 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 16.06.09, 11:41
            ..ja przez jakis czas w stosunku do siebie i tego co wyprawiałam
            jako dziecko uzywałam okreslenia, ze miałam szczęście..ale potem
            przyszło otrzeźwienie i zrozumienie!! ja nie miałam szczęścia..ja
            zostałam odpowiednio wychowana przez rodziców z cała gama odcieni
            tego wychowania, czyli zarówno gdy chodzi o pewne zasady, których
            powinnam sie trzymac w zyciu jak i o to, ze zostałam skutecznie
            ostrzezona przed niebezpieczeństwami, konsekwencjami, nauczono mnie
            odpowiedzialności i roztropnosci w wystarczającym stopniu, takim,
            który zapewnił, ze umiałam rozpoznac niebezpieczeństwa lub sie przed
            nimi bronic, wiedziałam, ze włażąc pod samochód lub łykajac jakies
            g..no moge narazic swoje zycie i zdrowie..na tym mój drogi polega
            wychowanie i odpowiedzialność rodziców..na daniu im najlepszej broni
            we własnej ochronie, jakiej nie zastąpi "pilnowanie" i trzymanie
            dziecka "za rączkę" do dorosłości..tak tez wychowałam swoich synów,
            pozwalajac im zdobywac doswiadczenie i robic małe błedy (pod
            dyskretnym nadzorem), potwierdzające moje wczesniejsze ostrzeżenia,
            co do konsekwencji..robiąc je i "błądząc" lub narazając się jedynie
            na siniaki przekonywali sie na własnej skórze, ze warto stosowac sie
            do rad..potem brali powaznie moje ostrzezenia co do spraw
            poważnych..tak sie buduje autorytet i zabezpiecza dzieci przed
            niebezpieczeństwami
            • sanna.i Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 10.11.10, 10:17
              Twoja pewność siebie i zadufanie w sobie bije wszelkie rekordy. Miałaś SZCZĘŚCIE. Tak właśnie było.
          • titta Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 30.06.09, 13:25
            "Drugi wymyślił sobie, że nie pójdzie do wojska."
            Moze wytlumaczysz, jak opieka rodzicow mogla uszczec przed tym
            nieszczesciem?

            Uwazasz, ze trzymane pod kloszem dzieci wyrosna na bardziej
            odpowiedzialnych ludzi?
          • jonaszewski Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 09.11.10, 20:08
            Po pierwsze, sam o mało się nie utopiłeś, nie z cudzej, ale z własnej głupoty.
            Po drugie, jak słusznie zauważyłeś, topielców było 450. Ilu z nich to ludzie dorośli? Większość. Oczywiście można powiedzieć, że są sami za siebie odpowiedzialni, ale zobacz, jak blisko stąd do fobii - zakażmy ludziom się kąpać, bo są nieodpowiedzialni i toną, nawet ci dorośli! Chcesz, żeby za każdym łaziła opieka społeczna, nawet za pięćdziesięciolatkami? Przecież starszi ludzie też robią głupstwa.
    • fichtel1 Re: nie boje sie pedofilów ale... 15.06.09, 12:41
      w latach 60/70tych bawilismy sie cala paczka na ulicy. Były straszne
      dziury... nawierzchnia posypana tłuczniem. Nieliczne zuki i
      warszwawy z respektem dla naszych dziur zwalnialy. Takze z respektu
      dla nas...bawiacych sie dzieci.

      Sales repy, karkówki czy warzywa na motocyklach za nic maja
      ograniczenia predkosci. Dlatego przestraszeni rodzice czesto dowoza
      swoje pociechy do szkól oddalonych nawet o 1km gwoli bezpieczenstwa.

      Z tego powodu dzieciakom pozostaje rozrywka na kompie lub zajecia
      sportowe pozalekcyjne. Samo zycie!!!
      • 1kierka Zajęte dzieci 15.06.09, 13:21
        W dzień powszedni większość dzieci sie nie bawi, bo nie mają czasu.
        Od rana do nocy maja narzucony plan zajęć, który trzeba zrealizować.
        Pozostaje weekend: a tu często działka z rodzicami, zakupy. Żadnej
        swobody. Chyba im współczuję.
    • mjetker nadopiekunczosc 15.06.09, 13:47
      nalezy tez tutaj dodac, ze zmienilo sie ustawodastwo dotyczacyce
      opieki nad dzieckiem. za jej brak groza surowe kary jak np.
      odebranie praw rodzicielskich czy pozbawienie wolnosci.
    • lemmikki66 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 14:04
      rodzice są teraz przewrażliwienie na punkcie swoich dzieci, chowają je na
      kaleki, które nie potrafią sobie same poradzić
    • muminos1975 ale ja nie mieszkam w bloku 15.06.09, 14:58
      ale ja nie mieszkam w bloku, tylko w domu, działka łączna
      powierzchnia 1600 m, ogrodzone, piesek itp
      Czy musze to czytac ?
      • titta Re: ale ja nie mieszkam w bloku 30.06.09, 13:15
        Jesli dziecko przebywa tylko za tym ogrodzeniem, to chyba tak...
      • beata.salkowska_olber Re: ale ja nie mieszkam w bloku 08.07.09, 21:43
        to nie czytaj, jeśli cię to nie interesuje. Mi akurat to się przyda, ciekawe
        rzeczy piszą.
    • esi1 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 17:28
      Wszystko ma swoje dobre i złe strony.
      Mam dwoje dzieci i starszego 7-latka wypuszczam na podwórko z kolegą, czy do
      pobliskiego sklepu (wszystko w obrębie małego osiedla). Nie chcę ich chować pod
      kloszem. Sama pamiętam swoje podwórko z dzieciństwa i szalone zabawy.
      Ale jest też druga strona medalu- byłam taki dzieckiem z kluczem i raz wracając
      ze szkoły zostałam zaatakowana w bramie przez zboczeńca - na szczęście chciał
      sobie "tylko" podotykać, ale ja będę to pamiętać do końca życia.
      • kropkacom Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 15.06.09, 18:02
        Nie byłam dzieckiem z kluczem na szyi i jakoś nie żałuje. Nie zamierzam też pod
        pretekstem usamodzielniania tak wychowywać dzieci. Oczywiście nie jest to
        "wygodne" bo trzeba być dla dziecka częściej niż tylko rano i wieczorem ale
        jednak.
        • iwoniaw Zgadzam się z Tobą, Kropkacom 16.06.09, 17:35
          Moi rodzice też dbali o mnie i moje rodzeństwo i ja również nie zamierzam
          puszczać samopas przedszkolaków, choć w pewnych środowiskach rzeczywiście
          całkiem małe dzieci muszą same sobie radzić, włócząc się po podwórkach
          bez opieki, a także często bez obiadu. Nie widzę nic fajnego w samotnych
          powrotach do pustego domu w wykonaniu kilkulatka.

          Oczywiście, dzieciom trzeba stopniowo zwiększać zakres samodzielności i
          obowiązków. Ale trzeba robić to mądrze, a nie sugerować w głupawych
          artykulikach, że rodzic fundujący dziecku szczepienia, nie pozostawiający bez
          opieki kilkulatka i troszczący się o jego zdrowie i rozrywki jest przewrażliwiony.
          • malinka_bdg Re: Zgadzam się z Tobą, Kropkacom 27.06.09, 14:36
            Mam teraz 24 lata i 3miesięcznego synka i zastanawiam się, jak bedzie wyglądać jego dzieciństwo... Sama miałam 2 latka, kiedy mama(jak na te czasy bardzo nadopiekuńcza), pozwoliła mi wyjść przed blok i samej się pobawić. Co chwila wyglądała przez okno i mnie obserwowała. Zwiałam na tyły;P. Po laniu, jakie wtedy dostałam, już zawsze byłam grzecznawink! Mieszkałam w małym mieście, teraz mieszkam w Bydgoszczy, w śródmieściu... Czy mój synek będzie miał szansę tak bawić się z rówieśnikami jak ja? Czy będę dzwonić do Kasi czy innej Joli i pytać, czy mój Błażejek może się przyjść i pobawić się z jej Kacperkiem? Bo teraz to my-rodzice "ustawiamy" zabawy naszych dzieci... Smutne...
            • iwoniaw Re: Zgadzam się z Tobą, Kropkacom 28.06.09, 18:57
              malinka_bdg napisała:

              > Mam teraz 24 lata i 3miesięcznego synka i zastanawiam się, jak bedzie wyglądać
              > jego dzieciństwo... Sama miałam 2 latka, kiedy mama(jak na te czasy bardzo nado
              > piekuńcza), pozwoliła mi wyjść przed blok i samej się pobawić. Co chwila wygląd
              > ała przez okno i mnie obserwowała. Zwiałam na tyły;P. Po laniu, jakie wtedy dos
              > tałam, już zawsze byłam grzeczna

              Jestem starsza od ciebie, za czasów mego dzieciństwa dzieci w wieku
              wczesnoszkolnym
              rzeczywiście biegały po podwórku samopas "dozorowane" z
              okna, ale nawet wówczas nawet najbardziej niefrasobliwe matki nie wypuszczały
              2-latków samych bez choćby iluzorycznej "opieki" starszego rodzeństwa. A żeby
              zbić dwulatka, który poszedł sobie na drugą stronę bloku wypuszczony sam z domu
              przez sprawną intelektualnie inaczej mamusię, to słów mi brak. Naprawdę nie
              wiem, co cię tak cieszy.
              • malinka_bdg Re: Zgadzam się z Tobą, Kropkacom 29.06.09, 22:58
                iwoniaw napisała:

                > Jestem starsza od ciebie, za czasów mego dzieciństwa dzieci w wieku
                > wczesnoszkolnym
                rzeczywiście biegały po podwórku samopas "dozorowane" z
                > okna, ale nawet wówczas nawet najbardziej niefrasobliwe matki nie wypuszczały
                > 2-latków samych bez choćby iluzorycznej "opieki" starszego rodzeństwa. A żeby
                > zbić dwulatka, który poszedł sobie na drugą stronę bloku wypuszczony sam z domu
                > przez sprawną intelektualnie inaczej mamusię, to słów mi brak. Naprawdę nie
                > wiem, co cię tak cieszy.
                >
                Słuchaj, obrażaj sobie mnie jak Ci źle, ale moją mamę sobie daruj, ok? Mieszkałam w malutkim mieście i bawiłam się ze starszymi kuzynkami (12lat). Poszłam sobie z nimi za blok. Dostałąm lanie bo mama się strasznie przestraszyła, jak się odwróciła zamieszać w garnku i mnie nie było (a miałą wtedy raka i była nerwowa). I u nas to była norma, że dzieci bawiły się razem przed blokiem a nie siedziały w mieszkaniu i kisiły się, bo rodzice nie mieli tyle czasu, żeby ciągle dzieci doglądać. I nigdy się nikomu nic nie stało, bo zawsze ktoś z sąsiadów czuwał. Sorry, ale nie masz prawa nikogo obrażać, jeśli masz inne zdanie na temat wychowywania dzieci!
                • iwoniaw Czy ja kogoś obrażam? 30.06.09, 13:57
                  > Dostałąm lanie bo mama się strasznie przestraszyła, jak się
                  > odwróciła zamieszać w garnku i mnie nie było (a miałą wtedy raka i była nerwowa
                  > ). I u nas to była norma

                  To doskonale, że potrafisz tak pięknie usprawiedliwić mamę. Co nie znaczy, że
                  inni muszą przyklaskiwać biciu dwulatka za to, że pozbawiony opieki nie zachował
                  się jak dorosły.
                  • echtom Re: Czy ja kogoś obrażam? 30.06.09, 16:19
                    Ale w czym problem, jeżeli sama zainteresowana nie ma żalu do matki ani "traumy"?
                    • malinka_bdg Re: Czy ja kogoś obrażam? 30.06.09, 16:28
                      Dzięki za wsparcie echtomsmile!
                  • malinka_bdg Re: Czy ja kogoś obrażam? 30.06.09, 16:25
                    No moim zdaniem "sprawna intelektualnie inaczej mamusia" to zwrot obraźliwy...
                    Nie musisz się zgadzać, możesz potępiać, ale obrażać NIE MOŻESZ! I raczej w moim pierwszym poście bardziej znaczące powinno być to, że rodzice "ustawiaja" zabawy swoich dzieci, a nie to, czy komuś się podoba danie klapsa, czy nie.
                  • pierwsze-wolne Re: Czy ja kogoś obrażam? 09.11.10, 21:10
                    > Dostałąm lanie bo mama się strasznie przestraszyła, jak się
                    > > odwróciła zamieszać w garnku i mnie nie było (a miałą wtedy raka i była n
                    > erwowa
                    > > ). I u nas to była norma

                    Świetnie wybrany fragment, no naprawdę - czytaj zdaniami - wtedy wygląda to nieco inaczej...

                    "Dostałąm lanie bo mama się strasznie przestraszyła, jak się odwróciła zamieszać w garnku i mnie nie było (a miałą wtedy raka i była nerwowa). I u nas to była norma, że dzieci bawiły się razem przed blokiem a nie siedziały w mieszkaniu i kisiły się, bo rodzice nie mieli tyle czasu, żeby ciągle dzieci doglądać."
        • titta Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 30.06.09, 13:32
          Jak zwykle brak umiejetnosci zrozumienia sedna sprawy.
          Ja nie mialam klucza na szyi. Rodzice pracowali ale na codzien
          mialam nianie, w domu zawsze ktos byl. Co jednak nie kolidowalo z
          mozliwoscia swobodnych zabaw z ruwiesnikami (bez "dyskretnego"
          nadzoru) i samotnymi powrotami ze szkoly od samego poczatku.
          Dlatego, ze bylo to normalne, a nie dlatego, ze wynikalo z
          koniecznosci. To byl piekny czas, a dzisiejszych dzieci mi normalnie
          zal. Siedza uwiezione w domu przed kompem (ew. nudza sie w swoim
          wlasnym ogrodzie), bo sie ich nie wypusci: ze strachu
          przeed "elementem", pedofilami i ich wlasna glupota.
    • sanna.i Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 16.06.09, 17:23
      Ja raczej nie biadolę nad synem jak po raz kolejny włazi gdzie się da, nie
      izoluję go od dzieci - przeciwnie. Ale zdecydowanie uczę go ostrożności w
      kontaktach z obcymi. Może dlatego,ze sama spotkałam w swoim życiu pedofila i
      znam sporo osób,które też miały z kimś takim do czynienia.Jak się dziecku
      wyjaśni, będzie wiedziało jak się bronić. W naszych czasach mało kto dzieciom
      wyjaśniał...
    • mdro Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 30.06.09, 09:46
      Eh, ja ostatnio miałam piękny przykład różnicy w podejściu do
      samodzielności dzieci. Mój młodszy zaprosił na popołudnie trzech
      kolegów. Wiek 12 lat, Warszawa, wszyscy koledzy mieszkający daleko
      od nas, z tym że dwóch na linii metra, więc dojazd prosty. X
      przyjechał sam, Y był "pod opieką" mojego syna (tzn. przyjechali
      razem prosto po szkole), Z został przywieziony przez swojego tatę,
      który z miejsca spytał, o której ma po niego przyjechać. Ponieważ z
      mamą Y już się wcześniej umówiłam, że go koło godz. 20 odstawię na
      stację metra, a stamtąd ona go zabierze (musiałby jeszcze jechać
      kawał autobusem), zaproponowałam, że i Z na tę samą stację odwiozę
      (do domu miałby kawałeczek na piechotę), w przekonaniu, że to sprawę
      załatwi całkowicie i facet już nie będzie musiał się fatygować.
      Usłyszałam: o, bardzo dziękuję, to proszę o telefon, o której mam po
      niego wyjść. No ręce opadają... Dodam, że chłopak już ode mnie
      wyższy i na moje oko z całej tej czwórki najrozsądniejszy. (Aha, X
      stanowczo sobie jakiekolwiek odprowadzanie wyprosił wink).

      Moim zdaniem to już jest krzywdząca dziecko nadopiekuńczość. Kiedy
      on się ma nauczyć samodzielności i odpowiedzialności?
    • guru133 Niedouczeni dziennikarze, pseudopsychologowie, 09.11.10, 17:41
      pseudolekarze i wielu innych pseudo wciąż straszą rodziców a pseudoprawnicy ciągaja ich po sądach za pseudoprzewinienia, więc trudno się dziwic iż rodzice wpadają w kompleksy i pozwalają się terroryzować dzieciakom.
    • gazeta_mi_placi Strach być rodzicem - dlaczego tak bardzo boimy... 09.11.10, 17:59
      U mnie na osiedlu w wakacje lub dni wolne (ale ciepłe) od szkoły zbierała się grupka dzieci, gdzie najstarszej miało 11-12 lat najmłodsze 4-5 i szło się do lasu (bez opieki dorosłego) który mieścił się o jakieś 20 minut spacerem,oczywiście kilka razy trzeba było przejść przez ulice (mało ruchliwe co prawda), brało się ze sobą psy ( bez kagańca, większość tutejszych mamusiek posikałaby się ze strachu o dzidzię) i heya...
      W lesie na jakiejś polance rozkładało się koc, wyciągało picie/jedzenie przygotowane przez tych nieodpowiedzialnych dorosłych i spuszczało psy ze smyczy (uwaga mamuśki! psy bez smyczy i kagańca!!!) aby sobie spokojnie pobiegały.
      Po kilku godzinach zbierało się ten cały majdan i wracało z powrotem na osiedle.
      Najmłodsze dziecko (4-5 letni chłopczyk) nie miało rodzeństwa, matka (samotna,ale żadna patologia poza tym) wysyłała go więc w grupie całkiem obcych dzieci tongue_out
      • katja Re: Strach być rodzicem - dlaczego tak bardzo boi 09.11.10, 18:13
        W Szwecji wchodzi wlasnie program w TV pt "dzisiejsi mlodzi czyli pierwsze pokolenie dzieci trzymanych pod kloszem. Dzieci /mlodzi ale wciaz mysla ze sa dzidziusiami majac po 17-21 lat nic nie umieja, nic nie chca robic i wszystkiego sie boja , musza byc podwozone pod uczelnie, mama idzie z nimi na rozmowe kwalifikujaca do pracy etc...dzieci -kaleki! Mam nadzieje ,ze ludzie przejrza na oczy i zaczna fundowac swoim dzieciom normalne dziecinstwo z rozbitymi kolanami i doswiadczeniem ktore musza zdobyc w dziecinstwie. Jesli ktos nie nauczyl sie jezdzic na rowerze jako dziecko nigdy tego nie nauczy sie jako dorosly ...to tylko taki przyklad, kazdy wie o co chodzi.
        • gazeta_mi_placi Re: Strach być rodzicem - dlaczego tak bardzo boi 09.11.10, 20:08
          Słyszałam (ale nie wiem czy to nie lokalna urban legends) o 18-latce ze Szwecji która bała się bez mamy przejść na drugą stronę ulicy.
    • alinaw1 Strach być rodzicem - dlaczego tak bardzo boimy... 09.11.10, 18:29
      Mój syn (II klasa) samo wraca do domu ze szkoły i z zajęć dodatkowych. Jest odpowiedzialny, zrównoważony itd. Czuje się w ten sposób wyróżniony na tle klasy. Okazuje się, że jestem jedyną wyrodną matką. W przedszkolu zaś u córki jestem świadkiem ciagłego ubierania i rozbierania dzieci. Dziewczynki 5-letnie znają serial M jak miłość, ale nie potrafią zawiązać butów. Chłopcy wymieniają wszystkie marki samochodów ale stoją bezradni przed gimnastyką, bo nie umieją założyc samodzielnie stroju...
    • royal_pl Re: Wszystkiemu winna feminizacja 09.11.10, 20:04
      Niestety, ale tzw. rownouprawnienie kobiet doprowadzilo do feminizacji, czyli "zniewiescienia" spoleczenstwa. Pozwolilismy my sobie narzucic kobieca, czyli histeryczna wizje swiata, w ktorej to swiat jawi sie jako pelen niebezpieczeństw chaos. Ma to szczegolnie niegatywny wplyw na meska czesc spoleczenstwa, stad tyle dewiacji seksualnych, depresji, niepotrzebnej agresji....
      • rayenne Re: Wszystkiemu winna feminizacja 10.11.10, 10:31
        Nie tylko feminizacja, ale msza dużo racji. Wynika to z tego, że faceci głównie siedzą po biurach do późna, żeby zarobić na wszelkie zajęcia dodatkowe pociech, a dzieci na placykach siedzą pod okiem często niepracujących mam lub odpowiedzialnych za "cudze" dziecko ( i przesadnie ostrożnych) opiekunek (nie dziwię się im). I chowa się kaleki, dla których przytarcie kolana musi być skonsultowane na ostrym dyżurze, a na kichnięcie - koniecznie antybiotyk. Takie mamusie również w imieniu dzieci rozsądzają konflikty, mediują, nie dając dzieciom możliwości samodzielnego załatwienia między sobą sprawy. Często takie laski (z niespełnionych własnych ambicji) ładują dzieci zajęciami dodatkowymi na maksa (dziecko przedłużeniem własnego niedopieszczonego ego), niekiedy totalnie nie pokrywającymi się z potrzebami dzieci (znam przyoadki, gdzie chłopcy marzący o piłce czy karate, chodzą na lepienie z masy solnej, zajęcia teatralne - bo robi je modna "artystka" i spotyka się tam samozwańcza śmietanka dzielnicy mogąca poplotkować przy kawuni). Zgadzam się, że chłopcy, w których wychowaniu aktywnie uczestniczy ojciec (choćby przez wspólny wypad na ryby o 6 rano i wspólne podżeranie kukurydzy na zanętę z puszki pakcami wink ) są bardziej głodni i ciekawi świata.
    • ylunia78 Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 09.11.10, 20:19
      ja też z bratem śmigałam z kluczem na szyi jak było po szkole,ewentualnie szło się do świetlicy szkolnej i grało w gry z innymi.Było świetnie.
      Na obozy jeździłam chyba od 4klasy podstawówki,co rok gdzieś,tzw rajd nocny,szło się nocami jakiś odcinek drogi,spało u dobrych ludzi w stodołach.Do dziś pamiętam szczególnie jedną taką wielką.Moje dziecko nie będzie raczej miało okazji przespać się na sianie.
      Ale czasy były inne,albo moje spojrzenie na życie się zmienia.Bo nie wyobrażam sobie,że dzieciaka puszczam na imprezy.Szok.Ale sama latałam co tydzieńtongue_out
    • hamerykanka Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 09.11.10, 21:10
      Heh, BYLO INACZEJ.
      Przede wszystkim bylo mniej samochodow-kto nie pamieta niech obejrzy ktorys film realizowany w czasach swojej mlodosci. Teraz wpasc pod samochod jest duzo latwiej.
      Wypadki byly i sa, tyle ze nie byly naglasniane w TV-moje dziecinstwo minelo w latach 80tych, mielismy bodajze tylko jedynke, w kazdym razie nie bylo wiadomosci ze ten sie utopil a ten wpadl pod samochod.
      Samodzielnosc tez konczyla sie tragicznie, brat mojej kolezanki z klasy zginal pod ciagnikiem ojca, w szkole sredniej byly samobojstwa.
      Teraz niebezpieczenstwo nie musi polegac na 'pijaczku zaczepiajacym mojego synka" jak ktos w poscie opisal, ale moze to byc szybkie wciagniecie do samochodu uzywajac brutalnej sily fizycznej i dziecko w podstawowce NIE MA szans na obrone.
      Dlatego samodzielnosc mojej corce bede dozowala. Pozwole jej wlazic na drzewo ale nie pozwole pojechac na rowerze do kolezanki pare km dalej czy do szkoly. Po prostu nie te czasy.
      • katja Re: Pamiętam jak sam śmigałem z kluczem na szyi 09.11.10, 21:25
        Nie masz racji. Wypadkow jest wiele wiecej gdyz dzieci nie umieja znalezc sie w zyciu, nie umieja nawet przejsc ulica na druga strone, samobojstwa i podcinanie zyl na porzadku dziennym bo takie zycie pod kloszem to tak jak zycie w wiezieniu i rodzi frustracje.
        Gdyby wszystkie dzieci zyly jak kiedys to by razdem wracaly do domu ze szkoly, razem bawily sie na podworku, pomagaly sobie i byly odpowiedzialne za swoje czyny i uczylismy sie zabawy z dziecmi w roznym wieku. Nie wiem jak spoleczenstwo bedzie wygladalo gdy te male dzieci beda dorosle, bez empati, egoistyczne i niezaradne. Bez GPS nie znajda drogi do domu gdyz nei nauczyly sie chodzic samodzielnie po ulicach i tak dalej i tak dalej...
    • skrzatko Strach być rodzicem - dlaczego tak bardzo boimy... 09.11.10, 21:24
      Moje dziecko ma teraz nową oświeconą filozofię: Hulaj dusza, piekła nie ma...

      Rysuję jego skoki z kanapy, kiedyś i dziś...
      buntskrzata.blogspot.com/2010/10/dorastanie.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka