Dodaj do ulubionych

Mój mąż się zakochał. Długie.

24.08.09, 12:51
Tylko chcę się wygadać. Nikomu nie chcę nic mówić, nawet najlepszej
przyjaciółce. Jeśli mąż ode mnie odejdzie, i tak wszyscy się
dowiedzą. A tutaj jestem anonimową idiotką.
Pojechał sam na wakacje - ja nie podzielam jego pasji - jeszcze go
namawiałam, bo między nami było ostatnio niedobrze, więc niech sobie
ponurkuje, odpocznie, zatęskni. No i zakochał się w dziewczynie,
młodszej, nie takiej ładnej jak ja, jak zaznaczył.
Wrócił i widziałam, że coś nie gra, ale w życiu, w życiu nie
myślałam, że mnie spotka taki banał. Czasem tu czytałam, jak faceci
to robią, ale nie wpadłam na to, no nie wpadłam.
Miał inną kartę w telefonie, mailował. A mnie nawet nie zdziwiło, że
się czasem nie mogę dodzwonić i że tak polubił spacery z psem, wtedy
właśnie do niej dzwonił.
Wszystko miało być za moimi plecami. Już planowali spotkanie, niby
uczestników tamtej wycieczki, mąż szukał hotelu, już mieli się
spotkać, kiedy wyjechałam na weekend do rodziny, ale coś nie wyszło.
Tak bardzo go to gnębiło, taki był ponury i widać było, że coś go
gryzie, że zaczęłam pytać. W końcu powiedziałam, że ma powiedzieć
prawdę, obojętnie co narobił, jestem żoną i chcę wiedzieć, bo nie
wytrzymam tego napięcia, tych aluzji, że niby tam za granicą
wymyślił, że może chciałby żyć w inny sposób i dyskusji, czy można
kochać dwie osoby. No i powiedział.
Cały dzień tylko płakałam i rozmawialiśmy, dziecku powiedziałam, że
płaczę za mamą. Dowiedziałam się, że nie czuł się kochany, że
skoncentrowałam się na dziecku, a ona tak się zakochała, tak na
niego patrzyła, że czuł, że kocha za to, że jest, tak, jak ja już
dawno nie patrzyłam. Że nasze małżeństwo się posypało, że chce z nią
żyć, ale się waha, bo mnie kocha. No i wyśmiałam, że łatwo nad
morzem, w słońcu, na wakacjach, kochać za to, że jest, a trudniej po
latach małżeństwa, dziecku, pracy, praniu skarpetek.
Nie bardzo chciałam o niej słuchać. Mówiłam, że to jego znajoma, że
nie chcę dopuścić do tego, żebym uznała ją za kogoś ważnego. Żadnych
bluzgów, bo przecież nie jej wina, że jej naopowiadał. Unikałam
mówienia o nich "wy", bo nie ma żadnych "ich", jesteśmy my i ona.
Najgorsze, że już planowali wspólne życie, że do niej pojedzie,
zamieszka, pozna rodzinę i przyjaciół. Bo jego małżeństwo się sypie.
Bo on chce zacząć nowe życie z nią, w innym mieście. Nie, najgorsze
było to, że miała kupić czy kupiła prezent dla naszego dziecka i
miał mu dać niby od siebie po tym lipnym spotkaniu powycieczkowym.
Serio, myślałam, że rzygnę.
Powiedział mi, że chciał się z nią spotykać i sprawdzić, które życie
mu bardziej odpowiada, dalej ze mną i z dzieckiem, czy z nią. Tyle,
że nie potrafił mnie dłużej oszukiwać i wysypał się sam. Więc
płakałam, błagałam, żeby ze mną został, że tamto to żadna miłość, że
to taka wakacyjna fascynacja. A że potem się świetnie dogadywali w
mailach i przez telefon, to po prostu dlatego, że już się nam tak
dobrze nie rozmawia, jak kiedyś, przed dzieckiem. Że faktycznie
dziecko nas podzieliło. Ale on nie starał się "odbić " mnie dziecku,
przestał przytulać i całować, a mnie tego nie brakowało, bo
przytulałam dziecko a jego nie chciałam zmuszać. Bo w naszym
małżeństwie była taka pusta przestrzeń i ona w nią weszła. Że tak
naprawdę szukał mnie z dawnych lat. Że jeszcze możemy siebie z
tamtych lat odnaleźć, przecież to nie tylko ja go zawiodłam, on też
nie pilnował, żeby było między nami dobrze. Że to z nią nie jest
prawdziwe.
W końcu mi obiecał, że z nami zostanie.
Nawet mi SMS od niej pokazał, w którym go błaga, żeby zadzwonił, bo
dostała od niego SMS, że powiedział wszystko żonie. To powiedziałam:
zadzwoń, pożegnaj się. No to jak zadzwonił, to znowu zaczął, że
jednak chce z nią. Bo powiedziała, żeby po prostu się spakował i
przyjechał. A za chwilę, że nie, że nas kocha, tylko jej tak
namieszał, że będą razem, że jego małżeństwo się sypie, że ona
cierpi, że płacze, że skrzywdził nas obie. Powiedziałam, żeby nie
porównywał cierpienia kogoś, kto z nim przeżył tyle lat z
cierpieniem kogoś, kto zna go miesiąc i sobie za dużo wyobrażał. Że
nie życzę sobie, żeby mówił o niej na równi ze mną. NA przykład, że
we mnie TEZ się tak szybko zakochał.
Miałam fazę litości. Nad nią, że biedna dziewczyna, myślała, że ze
mną wygra, jej plany wzięły w łeb, opowiadała mu już, gdzie pojadą,
co zrobią, że mu coś kupiła, a tu lipa. Nad nim, że tak cierpi. Nade
mną, że jestem głupią, zdradzoną żoną, która za bardzo ufała i nawet
nie zauważyła, że już tak źle.
Potem byłam zła. Strasznie zła. Rozwaliłabym mu ten durny łeb,
zabiłabym kretyna, albo chociaż w mordę natrzaskała, żeby spuchł.
Jakim prawem układał sobie życie z kimś, kogo poznał miesiąc temu,
jakim prawem chciał mnie zdradzać w hotelach, sypiać ze mną i z nią,
żyć sobie na dwa sposoby i sobie wybierać, który jest fajniejszy.
Jakim prawem chciał mieć dwa życia?
Teraz tylko boję się, że jednak do niej pojedzie, ona przecież chce.
A jeśli pojedzie, to znaczy, że się rozstaniemy, bo ja już go nie
przyjmę z powrotem, gdyby chciał. I będę musiała żyć sama, a mamy
długi i praca niepewna i dziecko bez ojca. I kocham go. Cieszę się,
że mi powiedział prawdę i nie był w stanie dłużej oszukiwać.
Obserwuj wątek
    • filipianka Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 12:58
      przeczytałam
      na razie dużo emocji
      musisz złapać dystans do tej sytuacji
      jak mąż zdecyduje się odejść minie dużo czasu zanim staniesz na nogach
      pamiętajcie o dziecku
      trzym się
      • kretynofil Zapomnialem sie uniesc swietym gniewem... 26.08.09, 12:14
        ...tak bardzo rozbawilo mnie wielkie forumowe odkrycie na emamie:

        Faceci potrzebuja milosci!

        Matko boska, jak podtrzymacie to zawrotne tempo rozwoju umyslowego, to moze nawet w ciagu nastepnego stulecia odkryjecie ze to nie jest powod zeby gromy na faceta ciskac smile))

        A tak na powaznie - to diabelnie przekorne co napisze, ale tej pani polecam forum "Faceci z Egiptu", w ktorym cala masa kobiet wypisuje, jak to zdradzaja swoich mezow z meskimi prostytutkami (pardon, animatorami, wodzirejami czy jak ich nazwiecie) w egipskich kurortach. I, co najzabawniejsze, tlumacza to wygasnieciem zainteresowania ze strony mezow, ktorzy nie kochaja tak szalenczo jak jakis opalony mlodzian; nie patrza na swoje slubne z takim zachwytem - i wszystkie panie glaszcza sie po glowkach jakie to sa biedne i jak musza sobie radzic smile

        Sorry, pisalem to na forum wiele razy i napisze jeszcze raz. Facet to nie zabawka, to nie przytulanka i nie skarbonka. Jesli sie pobierasz z mezczyzna, to zyj z mezczyzna a nie tragarzem, sponsorem, ojcem dzieci, hydraulikiem itd.

        Tak jak kobieta moze zdradzic jesli bedzie traktowana jako sprzataczka, praczka, kucharka, tak facet dopusci sie zdrady, jesli jego rola w zwiazku (Ty jeszcze pamietasz ze tworzycie zwiazek, a maz nie jest Twoja wlasnoscia? Bo wiesz, tak o nim piszesz...) jest zarabianie pieniedzy, opieka nad dzieckiem i drobne prace domowe.

        Nie ma czarow - nie doroslas/es do malzenstwa? Nie pobieraj sie. No i na pewno nie plodz dzieci...
        • delphine85 Re: Zapomnialem sie uniesc swietym gniewem... 26.08.09, 13:26
          kretynofil napisał:
          > Nie ma czarow - nie doroslas/es do malzenstwa? Nie pobieraj sie. No i na pewno
          > nie plodz dzieci...
          >

          Kretynofilu drogi, toż to drastycznie by ograniczyło ilość ślubów w RP suspicious już nie mówiąc o przyroście naturalnym...
          • adellante12 Re: Zapomnialem sie uniesc swietym gniewem... 26.08.09, 22:25
            > Kretynofilu drogi, toż to drastycznie by ograniczyło ilość
            ślubów w RP suspicious już nie mówiąc o przyroście naturalnym...

            a liczba postóšw na forum e-mama spadała by conajmniej o połowę...
            I gdzie bysmy wówczas mieli szukac natchnienia do szyderstwa??
        • zagenator Re: Zapomnialem sie uniesc swietym gniewem... 26.08.09, 20:21
          sam bym lepiej tego nie ujal...
        • zz09 A nie zapomniałeś, o czym piszesz? 26.08.09, 22:57
          Mam wrażenie, że dobry humor Cię prowadzi zamiast rozumu. Jaki
          związek ma to, co tu nawypisywałeś, z listem, który rozpoczął ten
          wątek? Z jednej strony życiowa sytuacja, emocje, wydarzenia,
          rozmowy, przeżycia - a z drugiej dziwny doktryner sadzący swoje,
          niezależnie od tego, jaki to ma związek z rzeczywistością. Sorry,
          kojarzysz mi się z Breżniewem - nie tym już mumiowatym, ale takim
          przedostatnim.
    • shellerka Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:02
      bosz... faceci są tacy prościuncertain

      nie martw się (łatwo mówić). ja zrobiłabym tak:
      jeśli zależałoby mi na tym, żeby to naprawić - dałabym ultimatum. Koniec
      jakichkolwiek kontaktów, wspominania jej itp., ma się postarać tak naprawdę,
      żebym mu uwierzyła że faktycznie mnie kocha, a tamto wydarzenie to był klasyczny
      przykład "zarośnięcia oczu p...ą" i objaw kryzysu wieku jakiegoś tam.

      jeśli czułabym, że nie zdołam wybaczyć, natychmiast wniosek o rozwód z jego
      winy, wniosek o alimenty, kopa w dupę i tyle.

      lato się skończy, dziewczę przejrzy na oczy, zobaczy że niestety, ale gro pensji
      cudownego nurka snurka pochłaniają alimenty, a jego skarpety smierdza tak samo
      jak równolatków i też go grzecznie wyprosi.

      i na koniec, chociaż chciałam darować już i odpuścić sobie takie uwagi...
      tak się kończą osobne wakacje. rozumiem weekendowy wypad w męskim gronie, ale
      jakie małżeństwo spędza urlop osobno???
      • zoofka Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 12:47
        > i na koniec, chociaż chciałam darować już i odpuścić sobie takie
        uwagi...
        > tak się kończą osobne wakacje. rozumiem weekendowy wypad w męskim
        gronie, ale
        > jakie małżeństwo spędza urlop osobno???

        są takie małżeństwa. I nie każde się przez to rozpada
        • annie_laurie_starr osobne wakacje to nie problem 26.08.09, 15:56
          My stosowalismy w przeszlosci osobne wakacje i nikt nikogo nie zdradzil.

          Osobne wakacje nie sa problemem - problemem sa zonaci faceci, ktorzy "zakochuja"
          sie w mlodych dupach i obiecuja im gruszki na wierzebie bo ich "malzenstwo sie
          sypie".
          • kretynofil Jaaaasne :) 26.08.09, 16:28
            Bo przeciez wiadomo, ze kobiety nigdy nie zdradzaja, a to forum to jest calkiem wymyslone:

            forum.gazeta.pl/forum/f,24864,Faceci_z_Egiptu.html

            No, a poza tym, jak wiadomo, kobiety po dziesieciu latach malzenstwa nadal traktuja swoich mezow jak podczas podrozy poslubnej smile Dowodow mamy pod dostatkiem na tym, rowniez zmyslonym, forum:

            forum.gazeta.pl/forum/f,15128,_Brak_Seks_u_w_malzenstwie.html

            E-mama jest lepsza od Forum Humorum smile
            • 43agawa Re: Jaaaasne :) 26.08.09, 17:18
              Słuchaj kretynofil, przestań ględzić o forum, na którym piszą
              puszczające sie babki.Nie o to chodzi, żebyś tu udowadniał, że
              kobiety tez zdradzają i też zaniedbują mężów.Rozumiem że męska
              solidarność Tobą kieruje, ale możesz sobie darować i przestań sie
              zachowywać jak szowinistyczna i seksistowska świnia.Spróbuj chociaż
              przez chwilę wczuć się w sytuację i emocje tej zdradzonej
              dziewczyny.I jeśli pozwolisz sobie na odrobinę obiektywizmu,
              dostrzeżesz być może, jak w gruncie rzeczy żałosne i mizerne są
              argumenty pana męża.Pozdrawiam
              • kretynofil Zalosne? 26.08.09, 19:27
                Pewnie ze jego argumenty sa zalosne, a on sam jest swinia - ja nie twierdze ze jest inaczej.

                Nie zmienia to faktu, ze jesli uznamy na podstawie takiego marginesu ze faceci to swinie, ktorzy zakochuja sie w mlodszych, to na podstawie podobnego liczebnie marginesu musimy dojsc do wniosku ze kobiety to ku*wy, bo puszczaja sie w egipcie. Ktos to zreszta juz nizej napisal.

                A argumenty tego faceta nie sa zalosne. Poczytaj sobie to drugie forum, ktore tak chetnie zignorowalas. Poczytaj jak czuja sie faceci "odstawieni na boczny tor" przez swoje "zony". Nie wiem jak Ty to odbierzesz, ale dla mnie tamto forum bylo szokiem...

                Wiec mi nie pitol ze zalosne jest to, ze ktos czuje sie niekochany, jesli cala "milosc" ma sie sprowadzac do prania jego skarpetek i "bolu glowy"... I nie mowie tego dlatego ze jakos mnie boli, ze to powiedzialas, ale bogowie sa z natury zlosliwi - i mozesz na siebie w ten sposob sciagnac ich uwage. Obys sie nie przekonala co czuje czlowiek kochany tak jak kocha sie meble czy inne elementy ruchomego inwentarza...
                • kretynofil Mialo byc: 26.08.09, 19:28
                  > Pewnie ze jego argumenty sa zalosne, a on sam jest swinia

                  Mialo byc:

                  Pewnie ze jego argumenty NIE sa zalosne, ale on sam jest swinia.

                  pszepszam smile
                • 43agawa Re: Zalosne? 27.08.09, 12:01
                  Doceniam Twoją troskę o mnie,(...że bogowie sa z natury
                  > zlosliwi - i mozesz na siebie w ten sposob sciagnac ich uwage.
                  Obys sie nie przekonala co czuje czlowiek kochany tak jak kocha sie
                  meble czy inne elementy ruchomego inwentarza...)
                  ale jakoś sie nie boję.Dostatecznie długo żyję na tym świecie,
                  trochę przeżyłam i mam takie doświadczenie, że na udany związek
                  pracuje sie we dwoje, nie w pojedynkę.I nie znam nikogo, kto
                  potrafiłby czytać w myslach drugiej osoby, więc trzeba ROZMAWIAĆ do
                  bólu.Moge jeszcze dodac, że generalnie wiekszość ludzi kiepsko
                  identyfikuje emocje, tak swoje, jak innych, więc o tym też trzeba
                  mówić.Rzeczony mąż zdrajca najpierw narozrabiał, a później szukał
                  usprawiedliwień, oczywiście zrzucajac winę na żonę.Tę nową
                  dziewczynę też oszukał na starcie.
                  Reasumując-daleka jestem od seksizmu, nie uważam, że moja płec jest
                  lepsza,a skłonność do łajdactwa wg mnie nie jest zalezna od
                  płci.Cierpienie mężczyzny czy kobiety porusza mnie w takim samym
                  stopniu.W tej konkretnej sytuacji współczuję dziewczynie.
                  Pozdrawiam
              • zagenator Re: Jaaaasne :) 26.08.09, 20:25
                no tak, nim kieruje solidarnosc, i jest szowinista...
                za to wy to jestescie wszystkie wspaniale, kochajac, itp. tymczasem
                jak sie okazjue spory odsetek to zwykle puszczalskie lafiryndy....
                • 43agawa Re: Jaaaasne :) 27.08.09, 08:51
                  Gdybyś powstrzymał emocje, to przeczytałbyś, że nie nazwałam
                  kretynofila szowinistą, ale poprosiłam, żeby sie tak nie zachowywał,
                  a to zasadnicza różnica.Daleka jestem od gloryfikowania własnej
                  płci.Uważam, że wierność czy jej brak nie jest płci przypisana, a
                  zdradzający zdarzają się tak samo często wśród facetów, jak i
                  babek.Odsetek łajdaków i dziwkarzy jest pewnie porównywalny z
                  odsetkiem puszczalskich lafirynd.

      • jasiek45 ja odeszlem i nie zaluje........ 26.08.09, 12:02
        co prawda nie bylo dzieci.....tylko.... no wlasnie tylko....
        zona o meza musi dbac i odwrotnie, trzeba o tym pamietac.
      • kretynofil Boszzzz, kobiety sa takie proste... 26.08.09, 12:26
        Wystarczy jej splodzic bachora i od razu szlag trafia zainteresowanie facetem, ktorego rzekomo kochala smile

        A co do pasji - to ja rozumiem, ze autorka watku woli studiowac obrazy mistrzow flamandzkich niz nurkowac? Buachacha smile

        > jakie małżeństwo spędza urlop osobno???

        Moze na przyklad takie w ktorym kobieta wykazuje zero zainteresowania pasja meza?
        • camparis Re: Boszzzz, kobiety sa takie proste... 26.08.09, 14:13
          kretynofil napisał:
          > > jakie małżeństwo spędza urlop osobno???
          > Moze na przyklad takie w ktorym kobieta wykazuje zero zainteresowania pasja meza?


          Moje małżeństwo smile Na razie udane!
          Jednak nie wyobrażam sobie jeździć z mężem na koncerty muzyki techno, której nie trawię i przy której boli mnie głowa.
          A jak będzie chciał mnie zdradzić - to Wrocław jest duży, nie musi koniecznie robić tego na urlopie ;/
          • kretynofil Stoj, szalona :) 26.08.09, 14:25
            Ja nie twierdze, ze tak sie nie da - ja tylko wytlumaczylem tej biednej istocie, ktorej Bozia poskapila umiejetnosci czytania, ze przyczyna tego osobnego wyjazdu bylo olewanie przez zone tego co maz robi - co jest, jakby nie bylo, chore.

            A co do osobnych wyjazdow - tez nie widze w tym nic nienormalnego, dopoki przeslanki tego sa jakies racjonalne a nie "bo mnie to nie interesuje" smile
            • geehee a czy on nie może jechać tam gdzie ona? 26.08.09, 18:53
              dlaczego ona musi podzielać jego pasje i jechać do Egiptu nurkować a on nie może
              jechać za nią np. do spa, zwiedzać zamki czy serfować? i dlaczego sądzisz że
              przesłanka "bo mnie to nie interesuje" nie jest racjonalna? ja uważam że to
              zupełnie racjonalne, ja boję się wody i w życiu bym się nie zdecydowała zejść
              pod wodę więc mnie to zupełnie nie interesuje, ale za to latam szybowcem i
              kocham to, a mój mąż z kolei boi się nawet z balkonu wychylić, bo ma lęk
              przestrzeni i zupełnie nie interesuje się lataniem. Czy w tej sytuacji mamy
              upierać się ciągnąć jedno drugie do uprawiania swego hobby, czy też po prostu
              uprawiać je, a co za tym idzie, spędzać czas osobno? oczywiście można twierdzić,
              że w ten sposób on może mnie zdradzić z jakąś nurkującą panią albo jak jego z
              szybującym panem, ale właściwie o zdradzić się możemy zawsze, w pracy, w kolejce
              w markecie, na imprezie, u znajomych, wszędzie są okazje do zdrady jeżeli ktoś
              chce i szuka! Wspólne hobby niestety nie gwarantuje długiego i szczęśliwego
              życia, może nawet szybciej wypala związek, bo ludzie zawsze razem szybciej się
              sobą nudzą niż ci, którzy czasem dają sobie trochę przestrzeni.
              • kretynofil Wiesz, ja jakos nie widze problemu... 26.08.09, 19:34
                ...zeby wyjechac razem, byc ze soba i dla siebie, ale przez jakis czas w ciagu doby robic "swoje". Tez mi sie zdarzalo jezdzic z dziewczyna na narty, chociaz nie wolno mi tego sportu uprawiac (kontuzja kolana). W czasie kiedy ona szalala na stoku, ja sobie chodzilem na spacery (uwielbiam snieg), lub czytalem ksiazki, za czym z kolei ona nie przepadala.

                Wiesz, jakos nie widze problemu.

                A razem warto wyjezdzac, bo to jednak jest jakies oderwanie od codziennosci - chociaz wyjazdy "osobno" tez maja swoje uroki i tez nie ma w nich nic zlego...
                • astrobotnia Re: Wiesz, ja jakos nie widze problemu... 26.08.09, 22:32
                  Dokładnie.
                  Przecież ten facet z pierwszego posta, na wyjeździe nurkował przez pół dnia, a
                  przez drugie pół, i przez noc, musiał się czymś zająć. Skoro żona wolała
                  siedzieć w domu, to on sobie znalazł inne zajęcie.
      • ronja2 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 12:53
        shellerka napisała:

        > bosz... faceci są tacy prościuncertain

        no my w tej kwestii bardziej skomplikowane nie jesteśmy... uwierz

        > jeśli zależałoby mi na tym, żeby to naprawić - dałabym ultimatum. Koniec
        > jakichkolwiek kontaktów, wspominania jej itp., ma się postarać tak naprawdę,
        > żebym mu uwierzyła że faktycznie mnie kocha, a tamto wydarzenie to był klasyczny
        > przykład "zarośnięcia oczu p...ą" i objaw kryzysu wieku jakiegoś tam.

        Jeśli to TOBIE by zależało to dlaczego dałabyś JEMU ultimatum? Może jemu wcale
        nie zależy tylko ma najzwyklejszego na świecie kaca moralnego i świadomość
        odpowiedzialności za żonę i dziecko?

        Ja, gdyby mnie zależało pogadałabym z gościem czy i jemu zależy i czy jest
        szansa uratować małżeństwo. I jeśli odpowiedź byłaby twierdząca to prędziutko na
        jakąś terapię małżeńską, przegląd własnej garderoby i zachowań wobec gościa,
        romantyczna kolacja przy świecach i takie duperele. Zbyt często nam się wydaje
        że jak chłopa złapiemy na obrączkę to już się starać nie musimy. I tutaj tkwi
        błąd. Facet zatęsknił za motylami w żołądku i uwodzeniem przez kobietę. Tak
        trudno jest uwodzić własnego męża (nawet 10 lat po ślubie)? Nie tłumaczę kolesia
        - świnia i tyle i mój drugi połów dostałby za takie coś klapsa w zęby, ale zbyt
        często widzę jak panie zapominają że mąż nie jest własnością tylko PARTNEREM.

        A autorce wątku życzę tylko mądrych decyzji. Nawet jeśli się rozstaniecie to
        można sobie poradzić. I pamiętaj: jeśli zapieczesz w sobie złość do niego, do
        niej, do reszty świata, to tylko Tobie popsuje ona życie. Nikogo poza Tobą to
        uczucie interesowało i dotykało nie będzie.
        • kretynofil Uklony! 26.08.09, 13:53
          > I pamiętaj: jeśli zapieczesz w sobie złość do niego, do niej, do reszty świata, to tylko Tobie popsuje ona życie. Nikogo poza Tobą to uczucie interesowało i dotykało nie będzie.

          Dawno nie czytalem na forum czegos rownie madrego. Szacun!
        • hermilion Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 15:29
          > I pamiętaj: jeśli zapieczesz w sobie złość do niego, do
          > niej, do reszty świata, to tylko Tobie popsuje ona życie.
          > Nikogo poza Tobą to uczucie interesowało i dotykało nie będzie.

          Tutaj z jednym wyjątkiem - możesz być pewna że taka
          złość nie posłuży dziecku.
        • adellante12 Jestem zaskoczony 26.08.09, 22:33
          Pewnie na tym forum juz trafiłas na czarna listę za swoją wypowiedź.
          Prawdopodobnie połowa uwaza ze jestes mężem autorki watku a druga ze
          zwykłą męska szowinistyczną świnią pod przybranym kobiecym nickiem.
          Tak czy inaczej rzadko tutaj widać głos rozsądku, a tu prosze taka
          miła niespodzianka...
          • ronja2 Re: Jestem zaskoczony 27.08.09, 11:26
            pffff... no i nie wiem co Ci odpowiedzieć. Szowinistyczną świnią to może i
            jestem, ale nie męską. Mężem autorki również nie jestem (z kilku powodów). Mój
            "głos rozsądku" jak go sam nazwałeś jest raczej zbiorem obserwacji i pewnych
            doświadczeń.
            I wcale mnie nie dziwi jak facet omiecie wzrokiem długonogą strzygę o blond
            włosach - Panie kochane - faceci to wzrokowcy!!!

            P.S. Chyba się wybiorę na badanie płci. Coś ze mną nie jest tak. Rozumiem
            facetów (po części - żeby nie było), chadzam na mecze piłki nożnej (22 męskich,
            wysportowanych facetów...o la la), pijam piwo (bez soku)
      • teo2005 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 14:02
        A ja sie nie zgodze, nie popieram zdrady i tego co zrobil jej maz,
        ale nawet jako kobieta, tez zostawiona przez meza dla mlodszej musze
        przyznac - nie wolno zaniedbywac meza! ma takie samo prawo do
        naszych dowodow milosci, zainteresowania, troski itd jakiego my
        domagamy sie na kazdym kroku. Rozumiem potrzebe ciepla i milosci
        kiedy matka skupia swoja uwage na dziecku, ale nie popieram zdrady.
        jasne jest ze w tym zwiazku nie mowilo sie widocznie o uczuciach i
        potrzebach - facet powinien zakomunikowac ze mu tego brakuje a
        kobieta nie powinna tego lekcewazyc! najwiekszym bledem jest tzw
        spoczecie na laurach bo juz sie tego meza ma, zdobylo, dziecko jest
        to mozna przestac sie starac. mam nadzieje ze sie ulozy wszystko i
        naprawde radze wszystkim kobietom - nie zapominajcie o potrzebach
        waszych mezczyzn!! facet tez czlowiek! smile
        • Gość: rzucona ;] Re: Mój mąż się zakochał. Długie. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.09, 13:28
          "facet powinien zakomunikowac ze mu tego brakuje a
          kobieta nie powinna tego lekcewazyc! najwiekszym bledem jest tzw
          spoczecie na laurach bo juz sie tego meza ma, zdobylo, dziecko jest
          to mozna przestac sie starac"
          no i to jest madre spostrzezenie!
          w moim małzeństwie tez tak było ,nagle ,oczywiscie jak poznał inna i
          zakochał sie oswiadczył ze czuł sie niekochany, nieszanowany itd
          tylko czemu przez 25l o teym ani razu nie wspomniał, dopiero ta
          następna rojasnia ten "ciemny" męski umysł,szkoda ze tak cierpiał
          przez 20lat jak okreslił!!
          a trzeba było powiedzieć(ja pytałam i wierciłam temat a on tylko
          milczałi wpedzał mnie w poczucie winy)może jakas terapia ,psycholog
          ale po co?oni juz planowali życie razem i ak dzisiaj najbardziej
          cierpi dziecko bo tatuś mimo deklaracji ma już inne priorytety i
          mała zeszła na odleglejszy plan w tatusiowym nowym życiu-a miało byc
          tak cudownie-dzieciom sie krzywda nie stanie takiewygłaszał
          oświadczenia.
          • gagatka70 Za......bym. 05.09.09, 02:19
            Na myśl, ze mm miałby w jakikolwiek skrzywdzić córeczkę zaczynam wymyślać metody
            zbrodni doskonałej.
      • kindofmagic Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 14:25
        Nie faceci sa prosci, tylko zycie jest proste.

        Jak zona zapomina o potrzebach meza i traktuje go instrumentalnie
        (zarób, sprzatnij, nastaw pranie...) lub odwrotnie - mąż traktuje tak
        żone to wiadomo, ze wczesniej czy pozniej tak sie stanie. Wcale nie
        tak czesto chodzi o kryzys wieku, najczesciej to sprowadzenie zwiazku
        do poziomu obowiazkow domowych i niewazne czy chodzi o meza czy zone
        - zawsze znajdzie sie ktos na boku.

        Tobie wydaje sie ze facet to takie duze dziecko, ktore nie zdaje
        sobie sprawy, ze na wakacjach wszystko wyglada cudnie. Zona mojego
        przyjaciela tez tak rozumowala - teraz maz ma druga zone i okazuje
        sie, ze urok wakacji minal, a im jest nadal dobrze.

        Bywa, ze nie mozna czasem spedzic czesci wakacji razem - czesto
        jezdze wlasnie na nurkowanie i jakos sie nie rozwiodlem smile)
      • zagenator Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 20:23
        uwielbiam takie harde sztuki jak powyzsza. a ja przychodzi co do
        czego, to placz, kulenie ogona i zaklinanie na wszelkie mozliwe
        sposoby...
      • fresh022 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 22:32
        i mial racje , znudzilo mu sie twoje pranie skarpet ,obiadek na czas i inne
        twoje krzatnie i mieszanie w garach ! nie zatrzymasz go , powinnas juz sobie
        poukladac w głowie zycie bez niego!! takie sa teraz czasy ,przejrzal na oczy. na
        wczasy pojechal z kochanką ,przed wczasami miedzy wami sie nie ukladało,
        poniewaz on własnie rozkrecal nową znajomosc !
    • owocowe78 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:03
      faceci to swinie!
      • wymiatator1 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 13:32
        A kobiety to k..wy. Jak łatwo jest uogólniać.
        • puszysta_gimnazjalistka Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 15:26
          smile
    • bri Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:19
      Gdybym była w takiej sytuacji jak Ty chyba sama bym do tej
      dziewczyny wysłała. Tyle, że nie samego, a z dzieckiem. Nieludzkie
      wymagać od kobiety, żeby przeżywając takie rozczarowanie jeszcze
      zajmowała się dzieckiem. A przy okazji może on i jego nowa
      dziewczyna zrozumieją, że ten facet nigdy już nie będzie wolnym jak
      ptak kawalerem i zawsze będzie musiał opiekować się swoim
      dzieckiem.
      • titta Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 12:03
        Uwazaj, bo sa kobiety, ktore wlasnie to dziecko zacheci. Nic sie tak
        na mozg nie rzuca jak niezaspokojony instykt maciezynski. A pani,
        ktora ma duzo czasu, nie gledzi i nie wychowuje, tez moze byc
        atrakcyjniejsza niz mama...
    • super-mikunia Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:21
      No też myślałam, że w kilku momentach tej opowieści rzygnę..

      Dziewczyna rzeczywiście nie może być zbyt urodziwa i zbyt pewna
      siebie skoro ładuje się wtaką historię, sądzę, że ma jakieś
      kompleksy i próbuje sobie czyms tą rywalizację o faceta
      wynagrodzić...

      Nie wchodź w to. Ja bym puściał go wolno serio. Zakochał się niech
      jedzie. Trudniej jest walczyć z wyidealizowaną (odlegołościa i
      wspomnenaimi wakacyjnymi) dziewczyną. Zresztą gdybym coś takiego od
      męża usłyszała to chyba straciłabym do niego cały szacunek i
      wszystkie uczucia...

      Przeciągałabym sprawę - tylko w wyjątku jakiś spraw fianansowych. W
      momencie uregulowania, zabezpieczenia się. Olałabym go. Niech jedzie
      do swojego ideała, zapatrzonego w niego (rzrzyygg).
      • czerwiec2000 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:33
        ja tez bym go wyslala do tej panienki razem z dzieckiem niech sie tlumaczy
        dziecku kto to i dlaczego.
        a panienka jak zobaczy ze wziela sobie faceta i dostala faceta i dziecko to
        moze juz taka zakochana nie bedzie.
        oczywiscie dziecko dac facetowi ale nie na zawsze.
        kurcze mam meza i dzeici i jakos jak mi sie w zwaizku nie uklada to nie lece i
        nie szukam milosci gdzie indziej a dla facetow najlatwiej w zawiazku juz nie
        tak jak kiedys to najlepiej sie zakochac w innej.
        Ty nie czekaj jak on cie zostawi tylko ty zostaw jego. trzymaj sie..sciskam
        • umasumak Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 13:51
          A z jakiej racji dziecko narażać na stres? Poszalałyście?
          To jest sprawa miedzy dorosłymi i na tym poziomie powinna zostać załatwiona.

          DO autorki: nie proś, nie czekaj na jego decyzję. bo tylko przedłużasz sobie
          cierpienie, a on jest w sytuacji, która łechta jego ego - oto walczą o niego
          dwie kobiety, a on może wybierać. Tak naprawdę, gdyby mógł, chciałby was
          obie i dopóki Ty nie zdecydujesz, ma was obie.
          Będąc kiedyś w bardzo podobnej sytuacji, po blisko miesiącu szarpania się z
          własnymi emocjami i czekania, aż mąż zdecyduje, po prostu wywaliłam go z domu.
          Po 5 godzinach wrócił i obiecał, że z nią zerwie. Zadzwonił do niej, powiedział,
          że koniec. I od tamtej pory się z nią więcej nie skontaktował, chociaż wiem, że
          ona próbowała ze wszystkich sił doprowadzić do spotkania.
          Minęły blisko 4 lata od tamtej sytuacji, a mi o niej przypominają tylko takie
          posty jak ten.
          Utnij to szybkim cięciem, to jedyna rzecz, którą możesz teraz zrobić. Wóz albo
          przewóz. TY TU RZĄDZISZ.
          • bri Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 13:56
            Jeśli ze sobą zostaną to przy dużym szczęściu faktycznie będzie to
            sprawa między dorosłymi. Jeśli się rozstaną dziecko ucierpi na tym
            najbardziej.

            Ja w takiej sytuacji sama miałabym ochotę wyjechać. Niech się
            sprawca zamieszania zastanawiam jak uchronić dziecko od stresu.

          • czerwiec2000 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 13:57
            dziecko niewinne ale facet zanim sie zakochal nie pomyslam ani troche o dziecku
            o stresie itd....
            • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:01
              czerwiec2000 napisała:

              > dziecko niewinne ale facet zanim sie zakochal nie pomyslam ani troche o dziecku
              > o stresie itd....

              A teraz ma nie myśleć o dziecku również matka? Ktoś w tym wszystkim musi o nim
              pomyśleć.
              • bri Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:05
                To że tak bym (ewentualnie) mogła zareagować to jest właśnie wyraz
                troski o dziecko. Będąc w takim stanie psychicznym ciężko byłoby mi
                się dzieckiem dobrze opiekować, nie chciałabym, żeby musiało mnie
                oglądać jak popłakuję po kątach, nie chciałabym mimowolnie
                wyładowywać stresu na nim.
                • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:07
                  I co wysłałabyś dziecko do obcej baby gapiącej się maślanymi oczkami na Twojego
                  męża? Wyobrażasz sobie jaki to zamęt dla psychiki malucha?
                  W życiu.
                  • bri Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:20
                    Trochę przesadziałam, macie racje. Zostawiłabym dziecko z tatusiem,
                    a sama wyjechała odpocząć, mając nadzieję, że sam wpadłby na pomysł,
                    żeby dziecko odstawić do dziadków przed spotkaniem z nową miłością
                    życia. Przynajmniej sam musiałby się przed nimi z tego tłumaczyć.
                • kawka74 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:12
                  To już prędzej wysłałabym dziecko na wakacje do babci (cioci, kuzynów, niepotrzebne skreślić), jeśli faktycznie zaistniałaby taka potrzeba, ale na pewno nie do obcej kobiety przyspawanej do tatusia.
                  Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jaką sieczkę ten dzieciak miałby w głowie.
                  • czerwiec2000 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:17
                    a myslicie ze facet az tak glupi ze by sie migdalil z nowa panienka na oczach
                    wlasnego dziecka? pwenie by powiedzial ze to jakas nowa ciocia.
                    • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:22
                      czerwiec2000 napisała:

                      > a myslicie ze facet az tak glupi ze by sie migdalil z nowa panienka na oczach
                      > wlasnego dziecka? pwenie by powiedzial ze to jakas nowa ciocia.

                      Nie liczyłabym w tej sytuacji na mądrość tatusia
                      • triss_merigold6 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:28
                        Ja też nie. I prędzej z zaskoczenia zostawiłabym dziecię tatusiowi i
                        sama wyjechała na parę dni niż wywalała tatusia w pakiecie z
                        dzieckiem do nowej pani.
                        Ujmowania się honorem tudzież inną godnością nie rozumiem, IMO to
                        idiotyczne ot tak bez niczego oddać faceta z którym się przeżyło
                        parę lat i ma dziecko, pani, którą zna miesiąc.
                        Wizyta poradniczo małżeńska tak, ultimatum tak ale bez takiego
                        luźnego przyzwolenia w stylu "niech idzie skoro chce". Wała, nie po
                        to inwestuję w gościa żeby inna korzystała.
                        • kawka74 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:33
                          Tak sobie myślę, czy aby taki chwiejny osiołek to nie była aby chybiona inwestycja od dłuższego czasu.
                          Gdybym takiego wywaliła, to nie ze względu na honor i godność, bo takowych nie posiadam, ale ze względu na swój własny święty spokój, który cenię sobie wyżej niż posiadanie męża. Co mi z faceta snującego się po domu ze wzrokiem niczym Mickiewicz na Judahu skale? Wróci skruszony - pogadamy, nie wróci - po pozbieraniu się szukam innej, korzystniejszej lokaty.
                          • yanoosh111 Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 12:19
                            ...że niby tak jak w supermarkecie lub banku ?
                            • kawka74 Re: Co wy z tym dzieckiem? 27.08.09, 11:25
                              Jeśli, załóżmy, facet mnie i tę trzecią traktuje jak towar na półce, co to w razie czego można jeden oddać, to co ja się będę obcyndalać?
                        • bri Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:33
                          Ja to sobie tak gdybam, tak naprawdę nie mam pojęcia jak bym
                          zareagowała, nigdy w takiej sytuacji nie byłam.
                        • kol.3 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 21:24
                          Popieram. Chłop jest jak banan. Mój banan, nie będzie mi go inna
                          wpieprzała.
                        • vibe-b Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 11:31
                          triss_merigold6 napisała:

                          ale bez takiego
                          > luźnego przyzwolenia w stylu "niech idzie skoro chce". Wała, nie
                          po
                          > to inwestuję w gościa żeby inna korzystała.


                          Ale po co ci taki osiolek, ktory nie wie sam, z ktorego zloba chce
                          mu sie trawki jesc?
                          Qrde, stracilabym szacunek do samej siebie, gdybym skamlala o
                          uczucie kogos kto mnie nie ceni, nie kocha, nie chce. Nawet jesli
                          jest ojcem mojego dziecka.
                          • triss_merigold6 Po co mi 25.08.09, 14:23
                            IMO absolutnie każdemu może się zdarzyć zauroczenie, fascynacja,
                            zadurzenie. Zwłaszcza ludziom w pierwszych poważnych dla siebie
                            związkach jak dojdzie frustracja i zmęczenie monotonną
                            codziennością. Tu pan idiota, że zamiast puknąć laskę i zniknąć jak
                            sen złoty, zapragnął opery mydlanej z romantyzmem w tle.
                            Nie mam ambicji więc mogę spokojnie powiedzieć, że wakacyjny
                            napędzony iluzjami romans nie byłby dla mnie powodem do zostawienia
                            faceta. Owszem, przykre to, nieprzyjemne dla zdradzonej ale bez
                            przesady, są gorsze rodzaje nielojalności. Taki klimat bardziej mnie
                            śmieszy swoją banalnością niż przeraża wizją rozpadu związku.
                            Jakie skamlanie o uczucia? Wystarczy nie ułatwiać panu podjęcia
                            decyzji i przedstawić w krótkich żołnierskich słowach skutki każdego
                            wariantu wyboru.
                            • vibe-b Re: Po co mi 25.08.09, 17:10
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Jakie skamlanie o uczucia?

                              Ano takie, ze to zdradzona zabiega o winowajce. Nie tak powinno byc,
                              nie tak; to zdradzajacy powinien blagac we lzach, nadskakiwac,
                              zabiegac o przychylnosc, przymilac sie i moze mu sie wybaczy a moze
                              nie. A tu na odwrot: zdradzajacy buja sie, nie wie kogo wybrac,
                              cieszy sie swoim powodzeniem a zdradzony "walczy" o niego. Paranoja.
                              • super-mikunia Re: Po co mi 25.08.09, 17:21
                                Hmm na dwoje babka wróżyła...nie znamy tego pana wink
                                Być może gdy zobaczy, że zonie zależy jednak na nim to się ocknie, a
                                być może gdyby okazała obojętność to by wrócił na kolanach, że jak
                                to nie zależy mu już na niej, no i mogłoby mu zaimponowac to, że tak
                                świetnie daje sobie radę bez niego, że nie jest znim tylko po to,
                                bo bez niego to ani rusz, mógłby na nią spojrzeć cąłkiem inaczej, a
                                tamta w tym czasie zdąży spowszednieć... itd.
                                No może też gdy okaże mu swoja obojętność iść i nie wrócić skoro mu
                                nie zależy na nim, może się do niej zniechęcić, namolnością,
                                desperacją, a tamta daleko nęci i kręci, a zakazny owoc...etc.
                            • yanoosh111 Re: Po co mi 26.08.09, 12:23
                              moja ex wybrała: oznajmiając mi o jej zakochaniu się, wzięła dziecię i
                              zamieszkała z nowym "tatusiem". nie pomogły prośby i "groźby" ... tak czy owak
                              któraś baba zwycięży big_grin
                    • kawka74 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:26
                      Myślę, że w kontekście dotychczasowych osiągnięć nie określiłabym pana jako krynicy mądrości.
                      Wątpię również, żeby 'ciocia', która dość zacięcie walczyła o nową zabawkę, zrezygnowała z dopieszczania swojego pluszaczka tylko dlatego, że po mieszkaniu plącze się jego progenitura [wątpię, żeby w ogóle się zgodziła na jej obecność].
                      I trzecia sprawa - nie wydaje mi się, żeby dziecko było ślepe, głuche, głupie i pozbawione uczuć. Granie nim przeciw ojcu jest ostatnią rzeczą, o jakiej autorka wątku powinna w ogóle myśleć.
                      • triss_merigold6 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:32
                        A tam, chwilowo mu na mózg padło a autorka z tych super hiper
                        dobrych i tolerancyjnych samego go na wczasy wysłała. Ja bym nie
                        wysłała ale ja jestem wredna. Panu trzeba drastycznie skrócić smycz,
                        bo mu się w zadzie poprzewracało.
                        • kawka74 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:34
                          A nie, o samodzielnych wczasach mowy nie ma, jeszcze nie oszalałam.
                          Tylko nie wiem, czy skrócenie smyczy nie wywoła efektu odwrotnego do zamierzonego.
                        • yanoosh111 Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 12:26
                          triss_merigold6 napisała:

                          > ... ale ja jestem wredna. Panu trzeba drastycznie skrócić smycz,
                          > bo mu się w zadzie poprzewracało.

                          Oj widać...że jesteś wredna tongue_out
                        • japoneczki Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 12:37
                          a ja bym jeszcze do tej dziwy zadzwoniła... pogadałabym z nią sobie w
                          krótkich słowach, że by jej się odechciało dzwonic!
                          dziecka w to bym wogóle nie mieszała - szkoda, żeby płaciło za
                          głupotę tatusia, bo jak juz ktoś powiedział - to, ze jest źle czy
                          monotonnie, to nie znaczy, że trzeba szukac sobie na boku. choc ja
                          bym męża/faceta samego na wakacje nie puściła: niechże on sobie
                          nurkuje, a ja sie opalam na statku.
                          gnid biorących się za innych facetów organicznie nie toleruję. a
                          takich, które jeszcze z pełną świadomością wchodzą w związek i go
                          psują - na pohybel.... totalne dno i zero społeczne.
                          ale o faceta też bym nie walczyła. krótka komenda - ultimatum, o ile
                          jestem w stanie przebrnąc przez taki kryzys i wyprostowac wspólne
                          życie. jesli nie - to dowody zdrady i walizki na drzwi... biedny maly
                          chłopczyk się zakochał i teraz taki nieporadny nie wie, co
                          zrobic.trzeba było wcześniej pomyślec!!! a teraz albo walczy o
                          kobietę życia, żonę i matkę, albo niech spada. nie warto się nad nim
                          litowac, tłumaczyc go... to on ma zabiegac!!! tym bardziej, że jesli
                          raz mu ujdzie płazem, to następnym razem będzie powtórka z
                          rozrywki...
                          • liliankaa77 Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 12:55
                            > gnid biorących się za innych facetów organicznie nie toleruję. a
                            > takich, które jeszcze z pełną świadomością wchodzą w związek i go
                            > psują - na pohybel.... totalne dno i zero społeczne.

                            Tak z ciekawości: skoro tak oceniasz, kobiety biorące się za
                            żonatych, to co myślisz o żonatych facetach biorących się za inne?
                            Byłabyś w stanie być z taką gnidą, dzi..ką i dnem społecznym? Czy
                            może to biedny misio, który przez przypadek i nie ze swojej winy
                            został uwiedziony? Trochę niekonsekwencji tu widzę

                            IMO: nigdy w życiu nie chciałabym być z qr..ą- za qr..ę uważam
                            osobę, który zdradza swoją żonę, męża. A jeśli ktoś chce być z dnem
                            społecznym, to uważam, że bardzo nisko upadł.

                      • czerwiec2000 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:34
                        macie racje dziewczyny.
                        lepiej zostawic dziecko z tatusiem a samemu wyjechac.
                        • kawka74 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:36
                          To tak, to ma sens. Dziecko jest u siebie, z osobą bliską, a że osoba bliska ma posrane pomysły na życie, to już nie dziecka problem.
                      • babcia47 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 21:17
                        ja bym paneńkę poprosiła o spotkanie na zasadzie pogadamy jak
                        kobieta z kobietą.. i zapoznała ją z przyziemnymi potrzebami moich
                        najblizszych zakładając, że małż w razie gdyby miał zostać exem
                        będzie sie z młodzieżą spotykał zabierał na weckeendy, na wakacje,
                        ponosił koszty, słodko bym z nią uzgodniła, które święta dziecko
                        będzie spedzać ze mna a które z nimi, który miesiąc wakacji, kto i
                        jak będzie dziecie woził do placówek, odbierał, podobnie z zajeciami
                        dodatkowymi, uzgodniłabym jak pielegnowac małża i dziecie przy
                        róznistych przypadłościach, jak często dziecię wstaje w nocy, co
                        szkodzi małzowi na trawienie.., jak dogadać sie z teściową (wskazane
                        ostrzezenie przed jej wadami)..i inne tym podobne etcetry..nie
                        sądzę, by panienka przewidywała, że wdając sie w walacyjny, sielsko-
                        anielsko romantyczny romans z małżem wchodzi w relacje z jeszcze
                        dwiema osobami (dziecko i potencjalnie exżona) a nawet z większą
                        ilościa blizszej i dalszej rodziny
                        • nutka07 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 22:16
                          Co za pomysl?! Laska by Ci mogla powiedziec, ze ma Cie w tylku i Twoje rady bo
                          sami sobie doskonale rade dadza. W jakim celu chcesz ja zniechcecac?? Nie o to
                          chodzi. Zniechecisz ja a Pan bedzie zyl wspomnieniami i marzeniam jakby bylo
                          gdyby... o ile w ogole to by cos dalo. Myslisz ze zauroczona dziewczyna bedzie
                          sluchala odstawionej zony? On musi sam chciec byc z zona. A uzgadnianie spraw,
                          ktore wyliczylas nawet w celu zniechecenia jest zenujace i ponizajace.
                          • babcia47 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 22:29
                            daleka bym była od dawania jej rad..raczej mam na mysli
                            uświadomienie jakie "dodatki" dostanie oprócz miłego pana, którego
                            poznała w pięknych okolicznosciach wakacyjnej przyrody....ltóry ma
                            obowiązki, koszty, ograniczony czas, exmałzonkę, która z racji
                            wspólnego dziecka będzie w jego życiu conajmniej do jego
                            pełnoletności..będzie miała wobec niego wymagania i do
                            niego "sprawy"..a z racji tego, ze teoretycznie "przyszła" będzie
                            wpływała na dziecko ex ma prawo poznać stosunek przyszłej do
                            wspólnego przebywania z dzieckiem, będzie miała wpływ na jego
                            wychowanie, samopoczucie, zdrowie..to wazne jeżeli trzeba będzie jej
                            w jakims tam stopniu zaufać wink..w koncu np. połowa wakacji to ponad
                            miesiąc..a są tez i insze ferie, weckeendy, święta..
                      • ina20 Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 13:48
                        Zupełnie bez powodu wyjechałabym bez diecka, po prostu na urlop, a
                        co, tata był, a mama nie może? Dosyć szybko sytuacja by się
                        rozwiązała sama, panienka poczułaby się niedopieszczona, bo tata
                        musiałby poprzytulać dziecko. A honorowe wyrzucanie zakochanego
                        tatusia z domu i zostawanie "żoną i matką na krzyżu"daje tylko
                        tatusiowi tematy do żalów i narzekań (bardzo łatwo przychodzi im
                        samousprawiedliwianie się)i łkanie , że "nikt mnie nie kocha"




                        """Mój ślubny jest z tych, co to uważają, ze bez nich się w pracy
                        zawali.

                        Jako, ze ostatnio nie czuł się najlepiej odwiedził lekarza
                        zakładowego, który mu powiedział, ze nie ma ludzi niezastąpionych i
                        ma co najmniej tydzień pójść na zwolnienie.

                        Lekarz musiał być niezwykle przekonywujący, bo ślubny w domu został.

                        Miał spać, chodzić na spacery – jednym słowem odpoczywać.

                        Ślubny z zalecenia lekarza wywiązał się znakomicie, odpoczął na
                        tyle, ze dzisiaj pełen werwy i zapału poszedł do pracy.

                        Natomiast mnie przydałby się solidny odpoczynek po tym tygodniu
                        jego „odpoczynku”.

                        .

                        W poniedziałek było ok., dłużej pospał, przejrzał prasę, poszedł na
                        spacer, przykręcił córce wieszak w garderobie – i tak mu dzień
                        zleciał.

                        Natomiast od wtorku słyszałam tylko koncert życzeń.

                        - Zjedz ze mną śniadanie ( niestety, już jadłam – była godz. 10.30).

                        - Posiedź ze mną na balkonie (niestety, nie mogę, muszę zrobić
                        drobne zakupy).

                        - Choć ze mną na spacer ( nie mam czasu, muszę ugotować obiad,
                        trzeba było pójść ze mną na zakupu byłyby i zakupy i spacer).

                        - Wypożyczyłem dobry film, obejrzyj ze mną ( nie mogę, muszę
                        poprasować stertę prania które uzbierało się przez czas remontu).

                        - Pojedź ze mną po południu odwiedzić kolegę R. (nie mogę mam po
                        południu wizytę u urologa).

                        - Usiądź i porozmawiaj ze mną (przecież rozmawiam, a cóż to szkodzi,
                        ze przy okazji porządkuję regał).

                        Tak było codziennie przez cały tydzień.

                        Był autentycznie bardzo zdziwiony, ze jestem stale zajęta, ze ciągle
                        coś robię, gdzieś chodzę, a dla niego nie mam czasu.

                        Mój mąż myślał, ze w domu mieszka siedem krasnoludków, którzy
                        wszystko za mnie w domu robią a ja siedzę i się nudzę.

                        Że wszystkie sprawy do załatwienia poza domem na moja prośbę
                        załatwia niewidzialna ręka.

                        Może to wydaje się śmieszne, ale mnie do śmiechu nie jest.

                        Żeby człowiek z którym mieszkam przeszło czterdzieści lat był tak
                        oddalony od rzeczywistości.

                        I co najgorsze, to jest moja wina, bo ja go od tej rzeczywistości
                        oddaliłam, bo dom i wszystkie prace z tym związane były zawsze na
                        mojej głowie, bo uważałam, ze to jest normalne, bo tak zostałam
                        wychowana.""" Mam nadzieję , że skopiowanie cudzego tekstu zostanie
                        mi wybaczone, bo w celach dydaktycznych i ku przestrodze młodszym
                        paniom to robię. Teraz, jak już mleko się rozlało, należy po prostu
                        zmienić facetowi hobby: opieka nad dzieckiem to bardzo rozwijajace
                        zajęcie . I tyle.
                • triss_merigold6 Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:34
                  Nie przesadzaj, nie bądź taka delikatna. Sytuacja nieprzyjemna
                  bardzo ale do końca świata daleko. Jak dziecko przez jakiś czas
                  poogląda obniżony nastrój rodzica to też dramatycznej traumy mieć
                  nie będzie, takie życie po prostu.
                  • bri Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 14:42
                    Nie mam wprawy w rozwodzeniu się. Obawiam się, że mogłoby się to u
                    mnie objawiać nieco bardziej gwałtownie niż tylko obniżonym
                    nastrojem.
                    • triss_merigold6 Halooo 24.08.09, 14:49
                      Pani się jeszcze nie rozwodzi. Powiedziałabym nawet, że do rozwodu
                      bardzo daleka droga. Jak pan mąż złoży pozew to wtedy będzie miała
                      powód do depresji a nie tylko obniżonego nastroju. Ma czas.
                      Na razie facet wrócił z wakacji i jak szczeniak pochwalił się
                      żonomamusi, że się zakochał w panience i poopowiadali sobie jakieś
                      kocopały tudziez snuli przy zachodzącym słońcu jakieś romantyczne
                      plany.
                      Rozwód to kwestia mieszkania, kasy, alimentów, kontaktów z dzieckiem
                      a nie tylko wakacyjnego zadurzenia się.
                      Na razie bym się skupiła na całkowitym zerwaniu kontaktów pana z
                      nową miłością i wyrugowania z niego poczucia żalu i winy wobec
                      panienki.
                      • bri Re: Halooo 24.08.09, 14:56
                        Jak pan mąż złoży pozew to wtedy będzie miała
                        > powód do depresji a nie tylko obniżonego nastroju.

                        Zakładasz, że w takiej sytuacji pozostawiłabym decyzję w rękach
                        męża. Nie jestem tego pewna. Mogłoby być tak, że po ujawnienieniu
                        jego romansu sama postanowiłabym się z nim rozwieść asap.
                        • triss_merigold6 Re: Halooo 24.08.09, 15:00
                          Zakładam, że ona nie chce rozwodu tylko otrząśnięcia się męża z
                          zaczadzenia. Romans odkryty i to jeszcze z całą romantyczną otoczką
                          niefajne doświadczenie - to jasne. Ale bywa, że ludzie głupieją w
                          sprzyjających okolicznościach a potem im przechodzi.
          • gazeta_mi_placi Re: Co wy z tym dzieckiem? 24.08.09, 21:38
            umasumak napisała:

            > A z jakiej racji dziecko narażać na stres? Poszalałyście?
            > To jest sprawa miedzy dorosłymi i na tym poziomie powinna zostać załatwiona.
            >
            > DO autorki: nie proś, nie czekaj na jego decyzję. bo tylko przedłużasz sobie
            > cierpienie, a on jest w sytuacji, która łechta jego ego - oto walczą o niego
            > dwie kobiety, a on może wybierać. Tak naprawdę, gdyby mógł, chciałby was
            > obie i dopóki Ty nie zdecydujesz, ma was obie.
            > Będąc kiedyś w bardzo podobnej sytuacji, po blisko miesiącu szarpania się z
            > własnymi emocjami i czekania, aż mąż zdecyduje, po prostu wywaliłam go z domu.
            > Po 5 godzinach wrócił i obiecał, że z nią zerwie. Zadzwonił do niej, powiedział
            > ,
            > że koniec. I od tamtej pory się z nią więcej nie skontaktował, chociaż wiem, że
            > ona próbowała ze wszystkich sił doprowadzić do spotkania.
            > Minęły blisko 4 lata od tamtej sytuacji, a mi o niej przypominają tylko takie
            > posty jak ten.

            Bardzo współczuję-teraz rozumiem już Twoją zgryźliwość w postach sad
            • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 13:21
              Nie musisz mi współczuć. Pozbyłam się złudzeń, ale moje małżeństwo jest pod
              wieloma względami lepsze, dojrzalsze.
              Jeśli bywam zgryźliwa, to nie z tego powodu, że doświadczyłam zdrady ze strony
              męża. Pozdrawiam
              • gazeta_mi_placi Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 14:09
                Również pozdrawiam smile
                Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem,więc nie mam riposty uncertain
          • vibe-b Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 11:28
            Będąc kiedyś w bardzo podobnej sytuacji, po blisko miesiącu
            szarpania się z
            > własnymi emocjami i czekania, aż mąż zdecyduje, po prostu
            wywaliłam go z domu.
            > Po 5 godzinach wrócił i obiecał, że z nią zerwie. Zadzwonił do
            niej,.
            > Minęły blisko 4 lata

            ??? TOBIE sie to zdarzylo? No popatrz, popatrz, a z Twoich postow
            zawsze wynikalo ze jestescie idealnym malzenstwem, i pomimo uplywu
            czasu wciaz zakochani w sobie jak nastolatki...a jednak
            no chyba ze pana zmienilas od tamtego czasu
          • vibe-b Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 13:01
            umasumak napisała:

            Będąc kiedyś w bardzo podobnej sytuacji,> ,
            (...)
            > Minęły blisko 4 lata

            heh, jakie zycie potrafi byc ironiczne. Wlasnie odgrzebalam watek
            sprzed 4 lat dokladnie, w ktorych udowadnialas mi ze ja nie
            znam prawdziwej milosci,natomiast Ty owszem, ze milosc miedzy Toba a
            Twoim mezem jest tak cudowna, ze kolana ci drza gdy on wraca do domu
            oraz przepisujesz sobie smsy od niego gdy sie na karcie juz nie
            mieszcza. W tym samym czasie Twoj maz cie zdradzal . Co za ironia,
            nieprawdaz? Patrzylas na mnie z gory jako ta lepsza co doswiadcza
            prawdziwej milosci i zobacz co z tego wyszlo. Ty jestes/bylas
            zdradzona, a ja nie.
            Ha no nie wierze, jakie zycie pisze scenariusze.
            • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 13:17
              To było tuż przed tą historią i jest dowodem na to, że człowiek tak naprawdę
              nigdy nie jest pewien co go może spotkać. Jeżeli czerpiesz z tego powodu, że
              mnie spotkało to, co spotkało jakąś satysfakcję, trudno się mówi.
              • vibe-b Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 13:22
                umasumak napisała:

                > To było tuż przed tą historią i jest dowodem na to, że człowiek
                tak naprawdę
                > nigdy nie jest pewien co go może spotkać. Jeżeli czerpiesz z tego
                powodu, że
                > mnie spotkało to, co spotkało jakąś satysfakcję, trudno się mówi.


                Nie, raczej Ci wspolczuje.
                A satysfakcje o tyle, ze to ja mialam racje smile
                • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 13:38
                  Jak już pisałam, współczuć mi nie trzeba. Doświadczenie było bolesne, ale
                  wyszliśmy z tego obronną ręką.
                • ewcia1976 Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 13:54
                  Kużwa zamiast pomóc jednej forumkowiczce najchętniej byś wpier...ła
                  psychicznie drugiej.
                  I jak tu was lubić kobiety ?
                  • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 15:16
                    Ewciu, ja nie mam żalu do Vibe-b, widać swojego czasu musiałam jej solidnie
                    zajść za skórę. Bywa.
                    • ewcia1976 off topic 25.08.09, 16:51
                      Przeżyłam podobą historię do Twojej stąd ta solidarność.
                      Ogólnie żadko się wypowiadam właśnie przez te wzajemne kłótnie i
                      brak szacunku do zdania inny. Chodziłam kiedyś na forum zamknięte
                      gdzie dziewczyny pokłóciły się na dobre i wszystko zapsuły. I to
                      takie babskie jest niestety.
                      • umasumak Re: off topic 25.08.09, 17:06
                        Cieszy mnie Twoja solidarność smile. Jak napisałam, nie mam żalu do Vibe ale sama
                        chyba nie zdobyłabym się na taki komentarz z wywlekaniem słów napisanych przed
                        laty.
                        • babcia47 Re: off topic 25.08.09, 17:34
                          na takich jak Vibe możesz trafić duzo więcej razy..zajrzałam w Twoje
                          posty gdy w niegrzeczny sposób rzuciłaś się na mnie w innym wątku,
                          zdaje się, że wiele osób w ten sposób lubisz potraktować i nie raz
                          juz potraktowałaś..a kto sieje wiatr ten może zebrać burzę..oki
                          złamałam swoja zasdę by "nie kopać się z koniem" ale jeszcze nikt
                          nie odzywał się do mnie tak wulgarnie, w sprawie która go nie
                          dotyczy..bez odbioru
                          • umasumak Re: off topic 25.08.09, 17:36
                            Ja się do Ciebie odezwałam wulgarnie? Kiedyż to?
                            • umasumak Re: off topic 25.08.09, 17:40
                              Chyba zdajesz sobie sprawę, ze określenia bezmyślna czy arogancka egoistka to
                              nie są wulgaryzmy?
                              • babcia47 Re: off topic 25.08.09, 18:24
                                >Zrozum to babo, bo z racji
                                wieku już powinnaś co nieco kumać!<
                                ..no cóż niektórzy wodać dość szczególnie rozumieją kulturę
                                wypowiedzi..tym bardziej, że nie twój cyrk i nie twoje małpy, nie ty
                                maiałabyś prawo się w tej materii "oburzać"..a co sadzisz na temat
                                mozliwości namierzenia mnie w sieci, opinie na temat mojego rozsadku
                                w tej materii (oczywiście podważonego słowami, które przytoczyłaś)
                                mam..głęboko w poważaniu
                                • umasumak Re: off topic 25.08.09, 18:36
                                  Oj, zwracano się już do Ciebie znacznie ostrzej, niż ja. Nawet we wskazanym
                                  przez Ciebie wątku. Pamięć masz krótką.
                                • umasumak Re: off topic 25.08.09, 18:39
                                  No i rozumiem, że synowa to Twoja "małpa". Wiem, wiem to przenośnia była tongue_out
                  • vibe-b Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 17:07
                    ewcia1976 napisała:

                    > Kużwa zamiast pomóc jednej forumkowiczce najchętniej byś
                    wpier...ła
                    > psychicznie drugiej.
                    > I jak tu was lubić kobiety ?

                    Uspokoj sie. Nie mam zamiaru sie znecac nad Uma, jednakze uklad
                    zdarzen jest przekomiczny. W tamtym watku, o ktorym byla mowa, Uma
                    wrecz rozplywala sie w zachwytach nad swoim zwiazkiem i jednoczesnie-
                    tak odczulam- odnosila sie pogardliwie do mojego. Stad moje
                    refleksje.
                    • umasumak Re: Co wy z tym dzieckiem? 25.08.09, 17:34
                      Vibe, nigdy celowo nie odnosiłam się do nikogo z pogardą. Tak, przed wspomnianym
                      zdarzeniem rozpływałam się nad moim związkiem, bo miałam ku temu powody.
                      Faktycznie może się wydawać, że jest komiczny zbieg wydarzeń, ale dowodzi to
                      jedynie, że zdrada może zdarzyć się dosłownie w każdym związku. Oczywiście nie musi.
                    • carrymoon Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 14:12
                      Vibe nigdy nei mów nigdy

                      wyciągasz stare posty Umy, że taka szczęśliwa byla a za plecami ją
                      zdradzano siebie dając za przyklad tej co nie była

                      Uma też byla pewna swego tak samo jak Ty. Nie wiesz nigdy na 100% że
                      jest OK. To tylkio Twoje przekonanie nie rzeczywistość. Zachowujesz
                      się tak jak ona wtedy oby dalszy ciąg nie byl taki sam.
          • klara551 Re: Co wy z tym dzieckiem? 26.08.09, 21:42
            Tylko z kilkoma warunkami.Długi wszystkie na niego,mieszkanie
            notarialnie na ciebie a ewentualna spłata tegoż na
            niego.Natychmiastowe wymeldowanie z waszego mieszkania i ustalona
            kwota na dziecko w sądzie rodzinnym/wysoka,bo to on zostawia
            dziecko.Jak chce kontaktów z dzieckiem,to u was,nie u
            pridupnicy.Przedstaw to wszystko motylkowi,zmień zamki.Nie
            walcz,postaw twarde warunki,niech wybiera,bez negocjacji.A jak
            wyjdzie z walizka,to niech wie,że nie może o dowolnej porze wrócić
            jak gdyby nigdy nic.Bo małżonek zdaje się chce zjeść ciastko i mieć
            ciastko.Wywal go po twardym ustaleniu i załatwieniu spraw
            majątkowych.Może jak usłyszy,że ma tylko jedno wyjście,bez
            powrotu,to go oświeci,a jak nie to błogosławieństwo na drogę.Nie
            walcz,a stawiaj warunki,pytaj o termin załatwienia spraw
            majątkowych,kiedy przepisze mieszkanie na ciebie,kiedy przejmie na
            siebie spłatę długów,ile będzie płacił na dziecko,kiedy chce widywać
            dziecko/bez nowej partnerki/Konkrety i powodzenia
            • kam-ka Re: Co wy z tym dzieckiem? 27.08.09, 07:33
              klara551 napisała:

              > Długi wszystkie na niego,mieszkanie
              > notarialnie na ciebie a ewentualna spłata tegoż na
              > niego.Natychmiastowe wymeldowanie z waszego mieszkania

              Haha, a jak mąż się na to nie zgodzi? Jak ma go zmusić?
              Do tego jeśli długi to również kredyt na mieszkanie, to i tak hipoteka
              mieszkania nadal będzie obciążona, w razie gdyby mąż przestał spłacać, bank
              zabiera jej mieszkanie. Dlaczego mąż miałby dobrowolnie spłacać
              mieszkanie, które nie jest jego???
            • ib_k Re: Co wy z tym dzieckiem? 27.08.09, 15:00
              klara551 napisała:
              ...

              .Może jak usłyszy,że ma tylko jedno wyjście,bez
              > powrotu,to go oświeci,a jak nie to błogosławieństwo na drogę.Nie
              > walcz,a stawiaj warunki,pytaj o termin załatwienia spraw
              > majątkowych,kiedy przepisze mieszkanie na ciebie,kiedy przejmie na
              > siebie spłatę długów,ile będzie płacił na dziecko,kiedy chce widywać
              > dziecko/bez nowej partnerki/Konkrety i powodzenia


              uwielbiam takie rady! jak to fajnie tak sobie popisać...
          • agusiaki Re: Co wy z tym dzieckiem? 27.08.09, 01:30
            On ci powiedział, że się więcej z nią nie spotkał a Ty uwierzyłaś?

            Obawiam się, że prawda jest zupełnie inna sad
        • habibi888-pl Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 22:49
          Czegoś tak głupiego jak ten post dawno nie czytałem.
          Miałem dwa nieudane związki w życiu, a ty jesteś kwintesencją głupoty obu moich ex.
          "oczywiscie dziecko dac facetowi ale nie na zawsze"
          A co to jest dziecko? Twój znoszony płaszcz?
          Dziecka z pierwszego małżeństwa nie widziałem od 10 lat, "bo nie".
          Mamusia ukara tatusia i nie pozwoli widywać się z dzieckiem.Byłem dla tej wiedźmy tylko i wyłącznie bankomatem. A odszedłem po jej dwuletnim "bólu głowy".
          Druga, po 6 wspólnych latach stwierdziła, że odchodzi bo się zakochała w kolesiu z pracy. Dzieci, tym razem, zostały ze mną, bo przeszkadzały nowemu tatusiowi. I dobrze sobie radzimy.
          Tak więc nie pindol mi głupot jacy to faceci są be, a wy - święte.
          "Ty nie czekaj jak on cie zostawi tylko ty zostaw jego" - jeszcze jedno arcydzieło skisłego mózgu. A może by tak najpierw porozmawiać? Jak powiedział jeden mądry facet spytany o swój długotrwały związek z (pierwszą) żoną - Czy szedłbyś do miasta na hamburgera, mając w domu soczysty stek?
          Podejrzewam, że w tym związku ani steków, ani hamburgerów dawno nie było. Najwyżej ciepłe kluchy.
          • zuzann-a Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 27.08.09, 14:49
            habibi888-pl napisał:

            > Czegoś tak głupiego jak ten post dawno nie czytałem.
            > Miałem dwa nieudane związki w życiu, a ty jesteś kwintesencją
            głupoty obu moich
            > ex.
            > "oczywiscie dziecko dac facetowi ale nie na zawsze"
            > A co to jest dziecko? Twój znoszony płaszcz?
            > Dziecka z pierwszego małżeństwa nie widziałem od 10 lat, "bo nie".
            > Mamusia ukara tatusia i nie pozwoli widywać się z dzieckiem.Byłem
            dla tej wiedź
            > my tylko i wyłącznie bankomatem. A odszedłem po jej
            dwuletnim "bólu głowy".
            > Druga, po 6 wspólnych latach stwierdziła, że odchodzi bo się
            zakochała w kolesi
            > u z pracy. Dzieci, tym razem, zostały ze mną, bo przeszkadzały
            nowemu tatusiowi
            > . I dobrze sobie radzimy

            Taaa, bo to złe kobiety były żałosny panie habibi888-plsmile

            • habibi888-pl Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 27.08.09, 21:41
              Sama jesteś żałosna. Solidarność jajników jest ważniejsza dla ciebie niż fakty.
    • kawka74 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:29
      Obawiam się, że panu się w dupie przewróciło, i to pachnie, i to nęci. Zostanie z Tobą - będzie myślał o wakacjach i swojej kolonijnej miłości. Pojedzie - będzie myślał o Tobie i dziecku.
      Chyba bym go pogoniła - nie wiem, czy dałabym radę wytrzymać z tak infantylnym osobnikiem, który zakochał się nie tyle w konkretnej dziewczynie, ile w swoim odbiciu w jej oczach.
      • japoneczki Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 12:40
        pięknie powiedziane. taki właśnie niedopieszczony biedny chlopczyk...
        brrrr.r... fuj!
    • nihiru Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:40
      Wygląda na to, że nie potrzebujesz żadnych rad. Mimo bólu tak rozumnie piszesz i
      reagujesz, że sama sobie poradzisz z tą sytuacją. Twój mąż też wygląda raczej na
      zagubionego głupka niż wrednego kobieciarza.

      Serdecznie Wam życzę żebyście uratowali swoją rodzinę i żeby ten kryzys Was
      wzmocnił.
      Pozdrawiam serdecznie
    • zebra12 Błaganie nic nie da, płacz też nie 24.08.09, 13:43
      On jest dorosły, sam musi podjąć decyzję. Nie ma życia na próbę, gdzie mu się
      spodoba. Daj mu jasno do zrozumienia, że jak idzie od Ciebie, to powrotu NIE MA!
      I nie błagaj i nie płacz, bo to jest żałosne. I zupełnie nic nie daje. Druga
      strona ocenia takie zachowania jako histeryczne.
      Mnie też mąż zdradził - tak, jeszcze był moim mężem. Ale zupełnie mnie to nie
      ruszyło. Jego życie, jego wola. Człowieka siłą nie przytrzymasz. Teraz do mnie
      przychodzi, chce wrócić, bo "za wiele musiałby zmieniać w tej kobiecie", a mnie
      już zna...
      Pokaż, że jesteś mocną osobą, a nie zależną od palanta słabiutką roślinką, która
      bez podpórki padnie.
    • karro80 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:45
      Nie faceci tylko -znajomą miałam gorszą...po prostu paskudny typ
      człowieka bez rozróżnienia czy chłop czy baba...

      Tez mnie skręciło - wybierać się mu zachciało - a kto on taki, co?
      Tchórz, kłamca i d.pa blada nie chłop.
      Obie powinny kopnąć w rzyć "onego" - może by to przemówiło do
      rozsądku...albo tago co tam w ramch rozsądku posiada.

      Jak w małżeństwie nie tak, to po to matka natura dała buźkę, coby
      pogadać na dany temat...rozumiem, że może nie wyjść, ludzie są różni
      itp, ale cholerka dla mnie uczciwość międzyludzka jest priorytetem i
      takigo "glizdowatego" podejścia nie rozumiem.

      Oj kobito, ciężko masz...nawet jesli zostanie, bo wątpiliwości
      będziesz pewnie zasze miała -choć ja bym nie zdzierżyła
      takiego "zostania" - ale każdy ma inny charakter, no i nie jesem w
      twojej skórze.
    • maremina Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 13:51
      generalnie prawie tu nie piszę, ale nie mogłam się powstrzymać - to
      moja historia (szczegóły troszkę inne) sprzed 2 lat sad Z tym, że ja
      byłam w ciąży (drugiej). I nie było oddzielnych wakacji, a panna
      poznana w pracy...
      Najpierw finał: jesteśmy razem. Jednak. I mimo wszystko. Nie
      twierdzę, że nie boli i się nie pamięta - oj, się pamięta. Zwłaszcza
      w tzw. trudnych chwilach, ale mąż się stara. Muszę to obiektywnie
      przyznać. Ale ja nie mam wyrzutów sumienia, że jak mnie najdą demony
      to o nich mówię.
      A historia? Zorientował się, że czegoś mu brakuje i chciał odejśc,
      tylko odwagi mu zabrakło, bo przecież w ciąży byłam. "Odkryłam"
      pannę i całą akcję; wywaliłam za drzwi męża i nakłamałam starszej
      córce, że musi nocować w pracy (nie chciałam tak od razu pozbawiać
      jej złudzeń, ale wiem, że i tak przeżywała). I jak wywaliłam go z
      mieszkania, to nagle okazało się, że cały wolny czas chce z nami
      spędzać i właciwie do wynajmowanego chodził spać. I sam zrozumiał,
      ze tamto to tylko chwila. Ale gdybym go nie wywaliła, to nie
      przyszedłby i nie prosił. A teraz mam najlepszego męża pod słońcem.
      • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:03
        maremina napisała:

        Ale gdybym go nie wywaliła, to nie
        > przyszedłby i nie prosił. A teraz mam najlepszego męża pod słońcem.

        O to to
    • ciocia_luta Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:00
      Zastanow się czy chcesz dalej żyć z tak infantylnym dupkiem..
      Współczuje przezyć, facetowi kopa w dupę - albo na nabranie rozumu, albo na
      odchodne.
    • nati5553 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:02
      miriam, szkoda mi sie ciebie zrobilo bo nikt nie chcialby sie
      znalezc w podobnej sytuacji ale chyba przewazylo u mnie uczucie
      zlosci na twojego meza! Coz za kretynizm opowiadac zonie ze
      szczegolami o kochance a dodatkowo analizowac w twojej obecnosci co
      bedzie dla niego lepsze - zycie z zoną i dzieckiem, juz bez
      wiekszych uniesien bo czas robi swoje czy pelne wrazen i
      spontanicznosci (tak mu sie teraz wydaje) nowe zycie u boku mlodej
      panienki... Rzeczywiscie mozna pawia puscic!
      Postaw mu dziewczyno ultimatum - albo ty albo ona bo te jego
      refleksje i wydluzony proces dezycyjny beda cie sporo nerwow
      kosztowac.
      A i jeszcze jedno, ja na twoim miejscu dziecka bym nie wciagala w te
      sprawy (to apropos wypowiedzi 2 moich poprzedniczek azeby wyslac
      mezusia do kochanki z potomkiem...). Dziecko i tak odchoruje calą te
      sytuacje wiec po co dodatkowo narazac je na szok zwiazany z widokiem
      tatusia w objeciach obcej baby...
      trzymaj sie i nie daj sobą pomiatac!
    • karambol45 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:03
      w ostatnim nrze Twój Styl jest artykuł o zdradach i powrotach
      przeczytaj sobie
      tylko nie daj sie wmanipulować że to Twoja wina
      • agatar-m Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:43
        jesteś bardzo mądrą osobą, a twój post jest niesamowity, pełen emocji ale i
        rozsądku, myślę, że podejmiesz dobrą decyzję niezależnie co się stanie, a dla
        nas wszystkich to też rada,żeby jednak ten mąz ( na których i czasem pomyje
        wylewamy) był naszym przyjacielem i kochankiem cały czas, i żeby dziecko nie
        było ważniejsze, a żeby była ważna cała rodzina w pełni smile
        trzymam kciuki, za pomyślnośćsmile
    • kosmitka06 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:46
      Po pierwsze bardzo Ci współczuję obecnej sytuacji- na pewno nie jest
      Ci łatwo ale... stało się i już, trzeba jakoś dalej życ.

      Napisałaś:
      > Pojechał sam na wakacje - ja nie podzielam jego pasji - jeszcze go
      > namawiałam, bo między nami było ostatnio niedobrze, więc niech
      sobie
      > ponurkuje, odpocznie, zatęskni.
      No i jak dla mnie tu nastąpił błąd! Nie podzielasz jego hobby,
      trudno trzeba było przemęczyc się te kilka dni a byli byście razem.
      • kosmitka06 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:50
        Teraz trzymaj go na dystans, nie daj sobie nic wmówic.
        Jeżeli jest opcja że chcesz aby do Was wrócił to przynajmniej teraz
        wystaw jego walizki aby poczuł sie jak pies wyrzucony z budy po tym
        co zrobił!!!
        Ale kontroluj jego ruchy, zauważysz zapewne czy poświęca Wam wiecej
        czasu, czy jest bardziej miły i kochany dla Ciebie... czy mu zależy.
        Nie daj sie zmanipulowac- Ty musisz rządzic na całego a on ma byc
        potulny jak baranek, strach mu może w głowie poukłada.
        Trzymaj sie ciepło smile
        Pozdrawiam
      • triss_merigold6 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:50
        Qrde żesz. Mój chłop także nie podziela mojego hobby jakim jest
        masowanie d..y w spa i nie zmuszam go, żeby mi dotrzymywał
        towarzystwa, bo jak nie to puknę ratownika na basenie.
        • kali_pso Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 15:21

          Pytanie brzmi- czy byli również RAZEM na wakacjach? Bo jeśli nie, to
          dla mnie również to wysyłanie mężusia samego, jako remedium na
          nieciekawy stan związku, "bo zatęskni" jest g..no warte.
          • triss_merigold6 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 15:23
            To jasne, że powinni być razem. I wysyłanie pana samego na
            atrakcyjny wyjazd bez balastu w postaci dziecka wydaje mi się
            samobójcze.
            • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 17:17
              Generalnie jeśli facetowi było brak miłości/uwagi w związku, to wysłanie go
              samego na wakacje było dla niego prawdopodobnie kolejnym sygnałem o treści: "a
              jedź, baw się dobrze, a ja będę miała przynajmniej święty spokój".
              Tylko żeby nie było! NIE USPRAWIEDLIWIAM PANA! Tez uważam, że otwór gębowy jest
              po to, żeby otwarcie mówić o swoich potrzebach, jednak z drugiej strony uznaje
              też prawo do błędu (JEDNEGO!!!!)
        • kellss Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 15:12
          Triss - cudowny komentarz, wyjatkowo trafnysmile
    • przeciwcialo Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 14:47
      Pewnie za jakiś czas bedzie kolejna, młodsza.
      • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 15:08
        przeciwcialo napisała:

        > Pewnie za jakiś czas bedzie kolejna, młodsza.

        A g...no prawda. To nie jest typ "pies na baby".
        • triss_merigold6 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 15:14
          "Pies na baby" to zupełnie inny model, nie sypnąłby się tak
          idiotycznie i miałby większą wprawę w ukrywaniu układu z panią na
          boku.
        • kali_pso Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 15:14
          To nie jest typ "pies na baby".


          Dokładnie. Jest dla nich szansa jeszcze moim zdaniem.
    • kali_pso Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 15:12

      A ja nie będę delikatnawinkP

      Napisałaś, że go kochasz, ale:

      - dopóki nie dowiedziałaś się, że nawiązał tę pożal się znajomość,
      jak wyglądały Twoje uczucia względem niego?. Dlaczego uznałaś, że
      dla Waszego związku dobrym będzie samotny wyjazd męża, skoro
      wiedziałaś, że między Wami jest źle? Zależało Ci na nim tak mocno,
      jak zależy teraz, kiedy wiesz, że ma kogoś na boku? Nie rozumiem
      tego...

      Moim zdaniem poniekąd obydwoje macie na sumieniu rozpad Waszego
      związku- on też nie jest bez winy, co to znaczy, że nie
      chciał "odbić cię dziecku"? Pozwolił Ci na to, nie walczył, uznał,
      że tak łatwiej? Wam się role pomieszały zwyczajnie i tyle, zrobiła
      się przepaść i panna z tego skorzystała.

      Nie wiem co Ci doradzić- przeanalizuj swoje uczucia względem niego.
      Ty go kochasz, on Ciebie też, jak piszesz, może nie wszystko
      skończone. Niech się określi konkretnie, co ma zamiar zrobić- jeśli
      podejmie decyzję, że zostaje z Wami, koniec "przyjaźni" z tamtą
      panią, zero SMS-owych wspomnień wyjazdu, zero kontaktów i obserwuj
      go. Może rzeczywiście zgłupiał, dowartościował okazanym mu
      zainteresowaniem przez dziewczynę, poczuł kisiel w majtkach i teraz
      sam nie wie, co zrobić. Nie wydaje mi się, aby podobne watpliwości
      miał jeśli nic by do Ciebie nie czuł, nie uwikłał się w jakąś
      jednonocną przygodę, wydaje się, że naprawdę było mu potrzebne to,
      co od niej uzyskał. Można dywagować, czy to infantylne, czy nie, ale
      moim zdaniem to raczej świadczy o pogubieniu niż wyrachowaniu.

      Jedno jest pewne- coś się musi zmienić w Waszych, małżeńskich
      relacjach.
      • bei Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 16:14
        Wpierw musisz miec pewnośc, ze naprawdę go kochasz.
        Czy znasz siebie na tyle, ze jestes pewna, ze będziesz po tej
        historii miała jeszcze zaufanie do niego?
        Czy bedziesz miała SZACUNEK?
        Nie umiałabym kochać kogos- kogo nie szanujęsadsad
        Wybaczyć, nie oznacza zapomniec. Czy będziesz mogła normalnie z tym
        zyć?
        Nic już nie będzie takie samo-( przez choćby jakis czas )
        Czy wytrzymasz?

        Gdy tracimy doceniamy...ale czy na pewno Twoja ocena jest trafna?
        Wakacyjny romans- liczyłaś, ze odpocznienie od siebie, pozwoliłaś mu
        zatęsknic- pojechał do swojego świata...

        Mężczyzna zakochany w partnerce zateskni, nabierze dystansu, wróci
        jak na skrzydlach bo przemyślał, bo przewartościował.
        Twój zrobił całkiem co innego.....gdyby to była kwestia czystego
        seksu, nie powiedziałby Ci, albo powiedział na oczyszczenie tego, co
        zbrukał. Czytałam kiedys artykuł, ze bardzo rzadko sie zdarza, by
        osoba, która kocha powiedziała o zdradzie. Jesli kocha to nie chce
        ranic partnera.
        Może Twój mąż powiedział Ci o zdradzie nie po to, by zrzucic jak na
        spowiedzi cięzar grzechu, tylko po to, by powiedziec Ci, ze zakochał
        sie w innej . Zakochanie- to dobry termin- zakochujemy sie w
        nieznajomym, co przechodzi obok, zakochujemy sie w idolu rocka czy
        aktorze z serialu. Stan zauroczenia....dopiero lata razem mowia o
        tym, czy to jest MIŁOSC.
        Kiedy mozemy sie tak zakochac?- gdy jest nam w związku źle..

        Długi......zadłuzenie powstałe w małzeństwie jest spłacane przez
        oboje małzonków.
        Dziecko- czy lepiej tkwić obok siebie i udawac rodzine- gdzie
        dziecko jest świetnym psychologiem i wykryje każdy fałsz...czy
        lepiej pokazac dziecku- nieudalo sie nam, dalej cię kochamy a życie
        układamy sobie na nowo, by kiedys pokazac mu, jaki jest ten
        prawdziwy obraz rodziny.
        To nie REWOLUCJA, to EWOLUCJA.
        Nie poradzicie sobie sami, jesli bardzo chcecie, jesli na pewno
        chcecie naprawic ten zwiazek, powinniscie isć do dobrych terapeutów.
        • umasumak Bei z całą symapatią i szcunkiem do Ciebie 24.08.09, 16:43
          ..ludzie naprawdę się różnią. Nie sposób mierzyć wszystkich jedna miarą. Jeśli
          facet mówi, swojej partnerce, że jest ktoś inny, oznacza to, że nie chce jej
          okłamywać. W tym przypadku ja odbieram to dodatkowo jako wołanie o pomoc. O
          pomoc dla związku.
          Jestem w 100% pewna, że on nie kocha tamtej dziewczyny - on poczuł na nowo, co
          to znaczy mieć znowu wpatrzone w siebie oczy, kogoś kto podziwia.
          Teraz, o ile autorka znajduje na to siłę, jest czas na to, aby sprowadzić go na
          ziemię. Niech zobaczy co zrobił i że nie tędy droga, bo nie można zbudować
          nowego szczęścia burząc dotychczasowe życie, nie dając szans "staremu" związkowi.
          Jeśli facet to zrozumie, mają naprawdę spore szanse.
          Jednak do pełni sukcesu potrzeba pewnej refleksji ze strony autorki - zresztą
          ona sama najlepiej wie, jakie błędy popełniała.
    • ciociacesia witaj w klubie :) 24.08.09, 16:49
      mój wprwdzie nie maz ale zawsze myslałam o nim jak o faccie na całe zycie. a to
      chłopczyk był. pieluszki mu smierdziały, to se znalazł miłosc prawdziwa i
      romantyczną smile
      • umasumak Cesia 24.08.09, 17:21
        przy okazji przytulam smile
        • ciociacesia a dziekuje 25.08.09, 10:04
          mój nieutulony zal ewoluuje. juz wiem ze chocby skały srały nie bedzie juz tak
          jak było, wiec moge se co najwyzej powspominac i dostawac mdłosci na widok
          zakochanych smile aby poprawic humor kupie sobie nowe spodnie i buty smile
          • umasumak Re: a dziekuje 25.08.09, 12:27
            ciociacesia napisała:

            aby poprawic humor kupie sobie nowe spodnie i buty smile

            Popieram smile
            • ciociacesia i sobie jednak nie kupie 26.08.09, 13:51
              bo mi gadzina nie chce dziecka popilnowac. bo teraz pani sa wakacje
              i on musi do swej Kasi, bo do Płocka sa kiepskie połaczenia.
              próbowałam złowic buty na wyprzedarzy z dzieckiem u nogi, ale to
              koszmar jakis. dobrze ze w centrum pracuje to w przerwie na obiad
              sobie fajna bluzke kupiłam i troche mi lepiej.
    • liliankaa77 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 17:41
      Na Twoim miejscu zakończyłabym związek definitywnie i wymieniła pana na
      lepszy model. Musiałabym chyba bardzo nisko upaść, żeby być z
      niewiernym facetem.
      • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 18:42
        Milcz lepiej, bo nie masz pojęcia o czym mowa. Ratowanie związku to jest upadek?
        Stuknij się w czoło.
        • liliankaa77 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 19:04
          Związek z niewiernym facetem jest upadkiem. Totalnym.
          • triss_merigold6 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 19:10
            Oj tam, zdarza się w najlepszym towarzystwie.
            Jestem bardzo ciekawa ile zaniedbanych kur domowych, na które mąż od
            dawna patrzy równie emocjonalnie jak na własne kapcie, nie dałoby
            się oczarować w romantycznej atmosferze samotnego wyjazdu. Stawiam
            dolary przeciwko orzechom, że jakieś 80% łykałoby od samotnego
            przystojniaka teksty o miłości, przeznaczeniu, wyjątkowości etc. jak
            gęś kulki.
          • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 20:12
            liliankaa77 napisała:

            > Związek z niewiernym facetem jest upadkiem. Totalnym.

            Nie masz pojęcia o życiu i głupoty piszesz.
            • babcia47 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 21:05
              sugerujesz, że masz w tej materii duże doświadczenie zakończone
              happy endem..czy jak zwykle po prostu pouczasz?
              • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 23:00
                Oj Babciu, nie martw się, nie wytrącę Ci tego berła z dłoni tongue_out
                • babcia47 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 23:04
                  nie mam takich zapędów..nie sądź wszystkich według siebie wink
                  • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 23:15
                    Oczywiście że nie masz. Z Twoich ust płynie sama prawda o życiu, głoszona
                    życzliwie, acz nie autorytatywnie. Krynica mądrości i rozwagi.
                    Tutaj też w swej niezmierzonej wszechwiedzy dałaś radę autorce co powinna zrobić.
                    Rozumiem, że gdy mąż Cię zdradził, przeprowadziłaś rozmowę z rywalką, ta głęboko
                    przemyślała sytuację i sprawa zakończyła się pomyślnie.
                    • babcia47 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 23:25
                      "ja bym paneńkę poprosiła o spotkanie"
                      następna, która nie umie czytać ze zrozumieniem..piszę co ja bym
                      zrobiła..a to nie jest ani nakłanianiem autorki do naśladowania
                      mooch "pomysłów" a tym bardzie nie jest jej, ani innych osób
                      wypowiadających sie na dany temat, ocenianiem a juz szczególnie w
                      takim stylu:
                      "Milcz lepiej, bo nie masz pojęcia o czym mowa. Ratowanie związku to
                      jest upadek?
                      Stuknij się w czoło."
                      "Nie masz pojęcia o życiu i głupoty piszesz."

                      ..potrafisz zauważyć różnicę?
                      • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 23:43
                        Daruj sobie teksty o czytaniu ze zrozumieniem.
                        Wlazłaś do wątku i zasugerowałaś komuś jak powinien postąpić - a raczej
                        ośmieszyć się.

                        A jeżeli ktoś wygłasza autorytatywnie, że życie z mężem po zdradzie to upadek,
                        to niestety nie ma pojęcia o czym pisze.
                        • babcia47 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 00:04
                          jak rozumiem ten wątek powinien składać sie z dwóch wpisów..autorki
                          i Twojego..reszta produkuje się bezsensownie, autorka zapomniała
                          zatytułowac wątek, że pytanie jest do uamasumak, bo tylko ona WIE i
                          jest krynicą wszelakiej woedzy na tematy wszelakie..smileNiezależnie od
                          Twoich osobistych doswiadczeń kazdy związek jest inny, i nie kazdy
                          zasługuje na jego ratowanie, ale to już oceni i zadecyduje sama
                          autorka..i mam takie dziwne wrazenie, ze żadnej z wyprodukowanych
                          tu "recept" nie powieli z żelazną konsekwencją..ani mojej, ani
                          twojej..choc może pozwoli jej to co napisało kilkadziesiąt forumek
                          nabrać dystansu do całej sprawy..i chyba o to chodzi by po
                          prostu "przegadać" temat..taki jest sens pisania na forach w takim
                          przypadku, a przynajmniej tak mi się wydaje
                          • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 00:41
                            Tobie wiele rzeczy się wydaje, wiec napiszę jeszcze tylko, że owszem, nie każdy
                            związek zasługuje na ratowanie, owszem autorka z pewnością nie zastosuje się
                            ściśle do żadnego proponowanego jej rozwiązania, natomiast nadal uważam, że
                            ktoś, to twierdzi, że ratowanie związku to upadek, nie ma pojęcia o czym pisze.
                            Rozumiesz?

                            P.S. Nie twierdzę, że wszystkie produkcje w tym wątku były bezsensowne - za
                            takie uważam posty 2 forumek - między innymi Twoje
                            • babcia47 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 09:30
                              za
                              > takie uważam posty 2 forumek - między innymi Twoje
                              a kogo to obchodzi? wątek dotyczy czegos innego i nie słuzy temu byś
                              sie mogła popisywac cenzurując cudze wypowiedzi..nawiasem mówiąc to
                              częsta twoja przypadłość i juz nie raz zwracano ci uwagę
                              • umasumak Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 12:24
                                Tobie również zwracano na wiele rzeczy uwagę, więc doprawdy, zaprzestań już
                                nieudolnego ćwiczenia na mnie ekwilibrystyki słownej, bo bezstronna osoba
                                mogłaby co najwyżej powiedzieć o tej dyskusji "przyganiał kocioł garnkowi".

                                Gwoli ścisłości, w wątku nie popisuje się niczym, tylko dzielę się swoimi
                                przeżyciami i jak sądzę, osoby zainteresowane faktycznie tym problemem,
                                nawet jeśli nie skorzystają z moich doświadczeń, to być może chętnie o tym
                                przeczytają.

                                Proszę Cię zatem, jeśli masz jakiś problem z prawidłową interpretacją moich
                                wypowiedzi, to sobie mnie "wygaś" w opcjach forum, a jeśli nadal pragniesz
                                kontynuować tę jałową dyskusję, to zapraszam na priv - będę odpowiadać w miarę
                                wolnego czasu.
                                • ciociacesia :) 26.08.09, 13:58
                                  czytam jak gadasz z babcia bez czytania babci. to jest naprawde
                                  pokrzepiające. normalnie zaczynam wierzyc ze sie pozbieram smile
    • maurra Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 18:40
      ja zawalczyłabym o ten związek
      jeśli kochasz to nie oddawaj walkowerem, to zdążysz zrobić zawsze
      mam wrażenie, ze to jeszcze bog wie jak daleko nie zabrnęło

      w pierwszej kolejności starałbym się wygasić zakochane dziewczę bo komunikat
      "pakuj się i przyjedź do mnie natychmiast" dość wyraźnie świadczy o poziomie
      desperacji. Raczej nie zawahałabym się z nią porozmawiać, jeśliby to miało pomóc

    • 18_lipcowa1 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 18:44
      super zona z Ciebie - nie ma co
      wyslac faceta samego na wakacje...........
      • triss_merigold6 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 19:11
        Ona mu chciała dobrze zrobic. Wyrozumiała. Cóż, kontrola podstawą
        zaufania.P
        • 18_lipcowa1 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 19:13
          triss_merigold6 napisała:

          > Ona mu chciała dobrze zrobic. Wyrozumiała. Cóż, kontrola podstawą
          > zaufania.P


          Nigdy nie zrozumiem kobiet ktore wysylaja mezow na samotne wczasy.
          ZWLASZCZA w momencie kryzysu w zwiazku. Toz to samoboj.
    • miriam33 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 19:16
      Jesteście strasznie mądre. Niektóre posty podziałały jak zaklecie
      ridiculus z Harry'ego Pottera".
      Mega dzięki.
      Jednak trzeba kobiet wysłuchać, a nie w kółko tylko jego.
      Nie powiedział mi o romansie, bo miał wyrzuty sumienia.
      Nie powiedział mi o romansie, dlatego, że chciał mnie zranić.
      Ani, zeby zasygnalizować problem i ratować malżeństwo.
      On najwyraźniej powiedział mi o tym, żebym TO JA podjęła decyzję o
      wyrzuceniu go z domu, zeby mógł pojechać do niej.
      On chce do niej pojechać, ale tak, żeby to wyszło ODE MNIE.
      A guzik.
      Ona wysłała mu maila, że i tak nie miała szans, żałuje, że go
      poznała i takie tam, po czym kilka histerycznych SMS-ów, żeby
      zadzwonił.
      Wszystko, co mi napisałyście o jego niedojrzałości pasuje.
      Nie wiem, czy się jeszcze odezwę, chciałam się tylko wygadać, a się
      debata zrobiła.
      Dzięki jednak, bo trochę pomogło.
      • gacusia1 Daj znac,jaka podjelas decyzje 24.08.09, 19:23
        i trzymaj sie cieplo!
      • kawka74 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 20:43
        Miękki pluszaczek i histeryczka - nieźle się dobrali. Zważywszy tak pewne cechy charakteru, jak i okoliczności nawiązania znajomości, raczej nie wróżę długiego związku, chyba że będą mieli wieczne wakacje, pełnie księżyca i zachody słońca.
        Nie wiem, ile wart jest pan, który dla, jak to ładnie określiła Triss, kocopałów przy zachodzącym słońcu jest gotów porzucić całe dotychczasowe życie.
        Skoro chce, żebyś podjęła decyzję za niego, to tego nie rób, niech nie ma za dobrze (przyznaję, że chyba czysta złośliwość przeważyłaby nad potrzebą świętego spokoju).
        Trzymaj się
    • kol.3 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 21:19
      Współczuję, bo sprawa jest parszywa.
      Jest taka stara książka Elii Kazana "Układ", w zasadzie lektura
      obowiązkowa dla facetów. Kup mu może znajdziesz w antykwariacie,
      może w bibliotece. Tysiące facetów zachowują się jak
      bohater "Układu", Twój mąż też.
    • gazeta_mi_placi Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 21:44
      Skoro byłaś skoncentrowana tylko na dziecku to teraz nie płacz.
      Większość tutejszych Pań tylko dziecko i siedzenie na emamie a jak mąż znajdzie
      sobie kogoś niekoniecznie piękniejszego,ale normalnego to nagle płacz i
      "przypomnienie" sobie o zabawce.
      Żałosne...
      • majka150 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 21:59
        Nom.Poprostu straszne.
        Biedny zaniedbywany człowiek, no nic tylko mu współczuć.A ta
        niedobra żona tylko sie zajmowała dzieckiem poniekąd również jego
        własnym.I nagle spotkał rusałke , cud miód i orzeszki, i mógł by
        sobie z nia żyć długo i szczęśliwie a tu ta wredna żona znowu nie
        pozwala.Takie towarzystwo wzajemnej adoracji.
        • czar_bajry Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 22:15
          Niestety w pewnym sensie gazeta ma rację( no nie wierzę że to piszętongue_out)
          jest to często powtarzany błąd młodych mam, koncentracja tylko na dziecku i nie
          w okresie noworodkowo-niemowlęcym ale o wiele dłużej, wiecznie zmęczone,
          niezadowolone i oczekujące że cudowny mąż będzie wiedział co chcemy i o co nam
          chodzi kiedy tak na prawdę same tego nie wiemytongue_out
          I żebym była dobrze zrozumiana nic z tego co napisałam powyżej nie upoważnia go
          do zdrady i układania sobie życia na nowo bo wakacje, słońce i młoda dupa
          wypoczęta i zawsze chętna a do tego wpatrzona jak w obrazektongue_out
          Drogie mamy dla naszego własnego dobra musimy pamiętać że jesteśmy nie tylko
          mamami ale też żonami i kochankamismile i nic się nie stanie i świat się nie zawali
          jak zamiast prasować po nocach, sprzątać czy gotować obiad przytulimy się do
          tego naszego męża, uśmiechniemy się i zamiast warczeć pogadamy jak kiedyś.
          Dziecko powinno łączyć a nie dzielić rodziców a jak część opieki nad małolatem
          od samego początku przekażemy tatusiowi też nic się nie stanie a młody ojciec
          świetnie sobie poradzi i na 100% nie wyrządzi maluchowi krzywdysmile
          Bardzo Ci współczuję i nie wiem co poradzić ale jak go kochasz i potrafisz
          zapomnieć i wybaczyć to walcz o Waszą rodzinęsmile
          Powodzenia.
          • ledzeppelin3 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 26.08.09, 14:24
            Tak, bo jak się nie wydepilujesz i mu nie obciągniesz, to nie zdziw się kobieto,
            że pan odpłynie do innej
            Mówisz jak stara baba ze wsi

            Drogie mamy dla naszego własnego dobra musimy pamiętać że jesteśmy nie tylko
            > mamami ale też żonami i kochankamismile i nic się nie stanie i świat się nie zawal
            > i
            > jak zamiast prasować po nocach, sprzątać czy gotować obiad przytulimy się do
            > tego naszego męża, uśmiechniemy się i zamiast warczeć pogadamy jak kiedyś.

            Droga mamo, nie bądź taka uśmiechnięta i pozytywna, bo trącisz protekcjonalnością.

            Nic się nie stanie raczej, jeśli do tego sprzątania, gotowania i prasowania po
            nocach staną DWIE osoby, bo dwie osoby spłodziły dzidzię. I wtedy dwie osoby
            będą się mogły do siebie przytulać, bo będą miały na to czas.

            Nie mogłabym się przytulac do męża, który wwaliłby na mnie wszystkie domowe
            obowiązki. I nie wstawałby do dzieci. Miałabym żal i nie miałabym orgazmu. A jak
            nie mmiałabym orgazmu, to i ochoty na seks. Wniosek: Chcesz mieć gościu chętną
            żonę? Weź na klatę swoje obowiązki. AMEN
            • czar_bajry Re:ledzeppelin3 27.08.09, 01:28
              Dziecko powinno łączyć a nie dzielić rodziców a jak część opieki nad małolatem
              od samego początku przekażemy tatusiowi też nic się nie stanie a młody ojciec
              świetnie sobie poradzi i na 100% nie wyrządzi maluchowi krzywdy .

              ledzeppelin3 napisała:

              Nie mogłabym się przytulac do męża, który wwaliłby na mnie wszystkie domowe
              > obowiązki. I nie wstawałby do dzieci. Miałabym żal i nie miałabym orgazmu. A ja
              > k
              > nie mmiałabym orgazmu, to i ochoty na seks. Wniosek: Chcesz mieć gościu chętną
              > żonę? Weź na klatę swoje obowiązki. AMEN
              >

              Przeoczyłaś co napisałam powyżej czy zawsze czytasz tylko wybiórczo ?

              Tak, bo jak się nie wydepilujesz i mu nie obciągniesz, to nie zdziw się kobieto
              > ,
              > że pan odpłynie do innej
              > Mówisz jak stara baba ze wsi

              > Droga mamo, nie bądź taka uśmiechnięta i pozytywna, bo trącisz protekcjonalnośc
              > ią.

              Droga mamo jakbyś była taka uśmiechnięta i pozytywna to może częściej miała byś
              orgazm a seks nie kojarzył by Ci się tylko z obciąganiem?
      • kol.3 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 07:09
        Piep.rzysz. W każdym związku jest okres romantyczny, kiedy chodzi się na randki,
        nie ma obowiązków, codziennej rutyny, największym zmartwieniem jest, gdzie
        idziemy na obiad czy na kawę itp. W stałym związku pojawiają się przyziemne
        sprawy codzienne, a kiedy są dzieci jest po prostu masa roboty, którą często
        wykonuje wyłącznie mama, bo pan się za robotę nie bierze, a jeśli już, to
        minimalnie. I wtedy on się "czuje odsunięty" (ona zapieprza przy dziecku aż jej
        głowa odskakuje, a on przy piwku przeżywa swoje "odsunięcie")i często szuka
        powrotu do okresu romantycznego w ramionach innej kobiety chcąc żeby znowu było
        beztrosko. To się nazywa gó...arstwo i niedojrzałość i kończy się przeważnie
        tym, że facet ląduje gorzej niż w związku pierwszym.
        • kasia-tecza Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 14:32
          mOIM ZDANIEM TO DECYZJA NALEZY DO cIEBIE. jA BYM SOBIE STAWIAŁA ZUPEŁNIE INNE
          PYTANIA. Zastanawiałabym się czy chce z nim być? Czy będę umiała mu ufać? Wierze
          w miłość która wszystko znosi więc może warto, ale podziw ze dajesz rade. Mimo
          zdaniem to on chciał byś za niego podjęła decyzje o rozstaniu z tamta
          dziewczyną. Wcale nie chciał naprawdę odchodzić. On nie maił odwagi powiedzieć
          tamtej ze była tylko zabawką, lekka wakacyjna miłością. Chciała ciebie i dziecko
          i wybaczenia. I tego byś ty za niego walczyła o was.
        • marcelina4 Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 25.08.09, 18:26
          kol.3 mądrze prawisz
    • deela Re: Mój mąż się zakochał. Długie. 24.08.09, 22:33
      miej odrobine godnosci i go wykop bez opcji powrotu
      czyja tam wieksza wina nie mnie rozpatrywac ale trzeba byc ostatnia p..zda bez
      jaj zeby proponowac uklad "pojade i zobacze jak mi sie z nia uklada i
      ewentualnie wroce"
      to ma byc facet? chyba miekkim waflem robiony
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka