jogo2
02.09.09, 21:08
Z moim synem zaczęła się jakoś tak przed Wielkanocą kolegować sąsiadka z dołu
w jego wieku (7 lat). Najpierw mnie zastanowiło, że się bezczelnie doprasza o
jedzenie i odmowa delikatna bardziej lub mniej nie jest dla niej odpowiedzią
(nie jest uboga). Wydawało mi się, że syn ją lubi i dlatego pozwoliłam na
kontynuację tej znajomości. Na temat jedzenie porozmawiałam z nią w końcu,
przyjemne to dla mnie nie było i z jedzeniem się skończyło. Ale wtedy zaczęły
się inne historie. W końcu zaczęłam się martwić, że pozwalam synowi przebywać
z nią, a ona przychodziła, pytała się czy on ma czas, on nie mówił, że nie ma.
W końcu z rozmowy z sąsiadami wynikło, że i mama dziewczynki obok sobie
wyprosiła jej towarzystwo i mama dziewcznynki z dołu. W niedzielę mój syn
poszedł na podwórko z opiekunką, którą bardzo lubi i ta dziewczynka też tam
była. Opiekunka opowiedziała mi jak się tamta mała zachowywała i co ona o tym
myśli (a w zasadzie myśleć można było tylko jedno) i syn zrozumiał, że nie ma
co się z nią zadawać. A powody, dla których nikt nie chce się z nią bawić są
takie: dziecko się wprasza, doprasza się jedzenia, realizuje swoje plany nie
pytając się, czy w ogóle to możliwe (mi na przykład opowiadała, że mogłaby u
nas zanocować), bardzo się interesuje sprawami damsko męskimi, a wobec dzieci
na podwórku jest agresywno-ordynarna. Słowo daję, patrząc na nią, nikt by nie
pomyślał, że taka jest. Zastanawiam się, jak to się stało, że ona jest taka.
Nie wiem, czy jej matki (nie pracuje, wychowuje jej brata przyrodniego i jest
w domu) nie obchodzi to, że dziecko nie ma się z kim bawić, nic jej to nie
daje do myślenia? Ja po tym co usłyszałam nie mam zamiaru pozwolić, żeby miała
kontakt z moim dzieckiem, ale jej samej jest mi żal, bo najwyraźniej nie
rozumie, ani tego, jak się zachowuje (chociaż chyba trochę mogłaby zauważyć,
że się zachowuje bardzo inaczej niż inne dzieci), ani związku między brakiem
towarzystwa, a swoim zachowaniem. Ciekawe co na to w szkole, bo nie wierzę, że
po przekroczeniu progu szkoły staje się inna. Nie wiem co zrobić, porozmawiać
z jej matką? Gorzej tylko, że czasem zamiast dziękuję, jeszcze człowieka może
spotkać obraza.
Co myślicie?