02.07.25, 11:15

Tak mnie dzisiaj oświeciło. Co mają ze sobą wspólnego Laura, IGS i Karolek? Oprócz bycia zakałami rodziny?
Ano to, że wymagają, jako dzieci, uwagi rodziny.

Larwa się tej uwagi wręcz jawnie domagała, użytkując do tego celu najpierw rozmaite występki, potem ojca, następnie, gdy już do niej dociera że skoro ani kradzież, ani ucieczka z domu nie zadziałały, to nie wyciągnie z mamusi zainteresowania sobą nawet bombą atomową i zaczęła tej uwagi szukać gdzie indziej.

Z Ignasiem bylo inaczej, Ignaś będąc sobą, dzieckiem prawdopodobnie w spektrum, a na pewno z dużą ilością problemów, dosyć trudnych do zignorowania (a chocby i wybiorczość pokarmowa), które w dodatku w oczach rodziny czyniły go niemęskim, ściągał na siebie uwagę najzupełniej nieintencjonalnie, biernie.

Karolek śmiał mieć potrzeby jawnie, cham jeden maloletni.

Karolek tymczasem żądał soczku, a jak nie, to gumy, a najlepiej loda, bo mu zaschło w buzi, Róża znużonym głosem opowiadała dzieciom, co widzą z
okna, a Grzegorz milczał, prowadził, stawał w korkach, ruszał, skręcał, hamował, jak automat.


Zauważcie, że normalne prośby Karolka o coś do picia, są opisane dosyć negatywnie, jakby to był objaw rozwydrzenia. Zauważcie także, że Róża dzielnie, bardzo dzielnie, te prośby ignoruje. Mogę zrozumieć niechęć do pijenia nielata w samochodzie który ustawicznie staje i rusza, ale to mogła Roża strzelić tekstem "Karolku, za chwilę dojedziemy na Roosevelta i wtedy się napijesz". Tymczasem nie, ona w ogóle dziecku nie odpowiada, opisując krajobraz za oknem (na trasie Ławica - Roosevelta akurat, wierzcie mi, zupełnie nieatrakcyjny, nawet nie wiem CO ona miałaby mówić. " patrzcie, dzieci, po lewej mamy McDonalda, do którego chodzą wyłącznie prymitywy i beznadziejnie przetluszczone osobniczki, a po prawej przeciętne osiedle domów jednorodzinnych"? Cytując Bodzia, uau) w dodatku znużonym głosem, żeby nie było wątpliwości, że mamusia cierpi. Paskudna manipulacja emocjonalna, w pelni godna jej własnej mamusi.

Które dzieci są zaś dziećmi wzorowymi? Róża, to zblakłe kwiecie na tapecie, które nie tylko nie śmie mieć własnych potrzeb ale w dodatku rwie się wyręczać dorosłych, uparentyfikowany od najmlodszego Józef, Łusia, która z potrzeb ma tylko potrzebę nawijania o polonistyce i Derotka sierotka, która biega w drewniakach po matuli i jednej sukienczynie, nawet nie myśląc, że mogłaby upomnieć się o nową przyodziewe.

Dosyć jest dla mnie oczywiste (acz obrzydliwe), że dzieci w Jezycjadzie pd dawna nie są postrzegane jako pełnowymiarowe jednostki ludzkie, ale raczej jako gadżety, które każda dorosła istota z czółkiem posiadać powinna i którymi rodzina się może pochwalić, bo tyle punktów Apgar, takie mądre, takie zdolne, bo tak ładnie deklamuje. A co się robi z gadżetem, kiedy się nim nie szpanuje? Odstawia się na półkę. Dzieci, które w jakikolwiek sposób przypominają, że gadżetami nie są, dostają etykietę gorszych.

PS. Ania jest wypadkiem szczególnym. Biedna dziewczyna ma przerąbane za sam fakt, że istnieje, jak miła i zgodna by nie była i jest to fenomen, którego wyjaśnić nie potrafię, wiem tylko, że nie świadczy dobrze o autorce.
Obserwuj wątek
    • minerwamcg Re: Gadżety 02.07.25, 11:54
      Jak już wielokrotnie pisałam na tym miejscu, to się moim zdaniem wzięło z faktu, że MM z matki zmieniła się powoli w Panią Babunię Dobrodziejkę, której dzieci się doprowadza odświętnie wystrojone, pouczone o konieczności zachowania już nie stosownego, a wręcz wzorowego i gotowe na łaskawe wezwanie zaprezentować swoją genialność. Takie w każdym razie sprawia wrażenie. Dzieci mają być ciche i bezwonne, a ich celem istnienia ma być niesprawianie kłopotu dorosłym i dostarczanie (na życzenie!) satysfakcji swoją genialnością.
      • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Gadżety 02.07.25, 12:40
        minerwamcg napisała:

        > Jak już wielokrotnie pisałam na tym miejscu, to się moim zdaniem wzięło z faktu
        > , że MM z matki zmieniła się powoli w Panią Babunię Dobrodziejkę, której dzieci
        > się doprowadza odświętnie wystrojone, pouczone o konieczności zachowania już n
        > ie stosownego, a wręcz wzorowego i gotowe na łaskawe wezwanie zaprezentować swo
        > ją genialność. Takie w każdym razie sprawia wrażenie. Dzieci mają być ciche i b
        > ezwonne, a ich celem istnienia ma być niesprawianie kłopotu dorosłym i dostarcz
        > anie (na życzenie!) satysfakcji swoją genialnością.
        >

        Zaskakujące jest przy tym, że bójki między dziećmi nijak dorosłym nie przeszkadzają. Wiadomo, że wszyscy mają gdzieś, że potomkowie sobie zrobią krzywdę, ale że hałas im nie przeszkadza, albo, że coś się stłucze, uszkodzi?
        • bupu Re: Gadżety 02.07.25, 12:52
          tajna_kryjowka_pyziaka napisała:

          >
          > Zaskakujące jest przy tym, że bójki między dziećmi nijak dorosłym nie przeszkad
          > zają. Wiadomo, że wszyscy mają gdzieś, że potomkowie sobie zrobią krzywdę, ale
          > że hałas im nie przeszkadza, albo, że coś się stłucze, uszkodzi?

          Odnoszę wrażenie, że bójki między chłopcami są traktowane jako pożądany objaw męskości. Do tego stopnia, że nawet wbijanie kina od mopa pod żebro i krwawy odwet rondelkiem to temat do rodzinnych heheszek co najwyżej. Co osobiście uznaję za przerażające.
          • minerwamcg Re: Gadżety 02.07.25, 13:03
            Reakcją jest co najwyżej "nie bijcie SIĘ" a nie "kto kogo bije i za co?"
          • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Gadżety 03.07.25, 00:31
            bupu napisała:

            > tajna_kryjowka_pyziaka napisała:
            >
            > >
            > > Zaskakujące jest przy tym, że bójki między dziećmi nijak dorosłym nie prz
            > eszkad
            > > zają. Wiadomo, że wszyscy mają gdzieś, że potomkowie sobie zrobią krzywdę
            > , ale
            > > że hałas im nie przeszkadza, albo, że coś się stłucze, uszkodzi?
            >
            > Odnoszę wrażenie, że bójki między chłopcami są traktowane jako pożądany objaw m
            > ęskości. Do tego stopnia, że nawet wbijanie kina od mopa pod żebro i krwawy odw
            > et rondelkiem to temat do rodzinnych heheszek co najwyżej. Co osobiście uznaję
            > za przerażające.
            >
            >
            >
            >

            Cud prawdziwy, że IGS zwykle wychodził cało z tych tortur. Jożin mógł go poważnie uszkodzić co najmniej kilka razy (biorąc pod uwagę tylko te sytuacje, o których wiemy - wliczając te zakulisowe pewnie wyszłoby kilkadziesiąt). Ciekawe jakaż byłaby reakcja rodzinki, gdyby tym kijem od miotły przebił kuzynowi płuco. A nie, co ja się głupio pytam, przecież w JT już widzieliśmy próbkę takowej, gdy Ignaś wszedł do domu obdarty i zakrwawiony. Miał się umyć i siadać do stołu. Tia...
      • bupu Re: Gadżety 03.07.25, 17:18
        minerwamcg napisała:

        > Jak już wielokrotnie pisałam na tym miejscu, to się moim zdaniem wzięło z faktu
        > , że MM z matki zmieniła się powoli w Panią Babunię Dobrodziejkę, której dzieci
        > się doprowadza odświętnie wystrojone, pouczone o konieczności zachowania już n
        > ie stosownego, a wręcz wzorowego i gotowe na łaskawe wezwanie zaprezentować swo
        > ją genialność. Takie w każdym razie sprawia wrażenie. Dzieci mają być ciche i b
        > ezwonne, a ich celem istnienia ma być niesprawianie kłopotu dorosłym i dostarcz
        > anie (na życzenie!) satysfakcji swoją genialnością.
        >


        Mnie to się kojarzy z modelem wychowawczym klas wyższych dziewiętnastowiecznej Anglii, co to opiekę nad dzieckiem sprawowała cały dzień niania, bona albo guwernantka, która następnie wieczorem, przed obiadem, prowadziła wyszorowanych i uczesanych paniczów i panienki przed oblicze rodziców, by zademonstrowały czego się danego dnia nauczyły. Plus wiktoriańska zasada, że dzieci ma być widać, ale nie słychać.

        Przy czym autorka demonstruje więcej niż tylko wyraźne odklejenie od realiów w temacie dzieci. Jej bohaterowie coraz bardziej jawnie emanują niechęcią do jakiegokolwiek zajmowania się własną progeniturą, do tego stopnia, że rodzicielstwo tam się ogranicza do odziania i nakarmienia nielata (choć i z tym bywa różnie). I niech takie dzieciątko nie śmie sygnalizować własnych potrzeb...
    • catwoman21 Re: Gadżety 02.07.25, 14:02
      No, właśnie, a we wcześniejszych książkach tego nie było. Nastolatki były buntownicze, potrafiły odpyskować i postawić na swoim ( Aniela, Gaba, Ida), dzieciaki rozrabiały (Bobcio, Pulpa) i nie jednocześnie nie były przedstawiane w negatywnym świetle.
      • subskrybcja Re: Gadżety 02.07.25, 21:00
        catwoman21 napisała:

        > No, właśnie, a we wcześniejszych książkach tego nie było. Nastolatki były bunto
        > wnicze, potrafiły odpyskować i postawić na swoim ( Aniela, Gaba, Ida), dzieciak
        > i rozrabiały (Bobcio, Pulpa) i nie jednocześnie nie były przedstawiane w negaty
        > wnym świetle.

        Laura była zbyt podobna fizycznie do Pyziaka by można ją było przedstawić pozytywnie.
        Róza zaś była z rodu Borejkówna, z miedzianą grzywką, piegami i z oczami Gabrysi.
        • tajna_kryjowka_pyziaka Re: Gadżety 02.07.25, 21:15
          subskrybcja napisała:

          > catwoman21 napisała:
          >
          > > No, właśnie, a we wcześniejszych książkach tego nie było. Nastolatki były
          > bunto
          > > wnicze, potrafiły odpyskować i postawić na swoim ( Aniela, Gaba, Ida), dz
          > ieciak
          > > i rozrabiały (Bobcio, Pulpa) i nie jednocześnie nie były przedstawiane w
          > negaty
          > > wnym świetle.
          >
          > Laura była zbyt podobna fizycznie do Pyziaka by można ją było przedstawić pozyt
          > ywnie.
          > Róza zaś była z rodu Borejkówna, z miedzianą grzywką, piegami i z oczami Gabrys
          > i.

          To może być częściowa przyczyna tego problemu - świat przedstawiony zrobił się mniej zniuansowany, bardziej czarno-biały, a populacja zaczęła się dzielić na osobniki borejkopodobne (te odautorsko dobre) i "Innych" (mniej lub bardziej odautorsko złych).
    • hanuszka189 Re: Gadżety 02.07.25, 21:16
      bupu napisała:

      > Zauważcie, że normalne prośby Karolka o coś do picia, są opisane dosyć negatywn
      > ie, jakby to był objaw rozwydrzenia. Zauważcie także, że Róża dzielnie, bardzo
      > dzielnie, te prośby ignoruje. Mogę zrozumieć niechęć do pijenia nielata w samoc
      > hodzie który ustawicznie staje i rusza, ale to mogła Roża strzelić tekstem "Kar
      > olku, za chwilę dojedziemy na Roosevelta i wtedy się napijesz". Tymczasem nie,
      > ona w ogóle dziecku nie odpowiada, opisując krajobraz za oknem (na trasie Ławic
      > a - Roosevelta akurat, wierzcie mi, zupełnie nieatrakcyjny, nawet nie wiem CO o
      > na miałaby mówić. " patrzcie, dzieci, po lewej mamy McDonalda, do którego chodz
      > ą wyłącznie prymitywy i beznadziejnie przetluszczone osobniczki, a po prawej pr
      > zeciętne osiedle domów jednorodzinnych"? Cytując Bodzia, uau) w dodatku znużony
      > m głosem, żeby nie było wątpliwości, że mamusia cierpi. Paskudna manipulacja em
      > ocjonalna, w pelni godna jej własnej mamusi.

      Trochę ciężko wyciągać wnioski z dwóch pobocznych zdań z książki. Działania Róży są wspomniane mimochodem, to nie jest pełny zapis sytuacji, dlaczego uznajemy, że nie podała mu butelki z wodą?

      Nie wiem również, czy to normalne prośby o picie, dzieci potrafią mocno wydziwiać w tym zakresie, jeśli są znużone. Jeśli Karol domaga się akurat lodów i gumy (poprzednią stracił na bucie Grzegorza) to raczej nie cierpi na nic oprócz nudy. Róża i Laura jako dzieci zachowywały się podobnie w NiN i zawsze wydawało mi się to oznaką braku wychowania. I tu akurat nie było różnicy między "dobrą" i "złą" Pyziakówną.
      • greta_herbst Re: Gadżety 02.07.25, 21:41
        > Nie wiem również, czy to normalne prośby o picie, dzieci potrafią mocno wydziwiać w tym zakresie

        Też mi to wygląda na wydziwianie zmęczonego lub w inny sposób niezadowolonego dzieciaka, a takie bywają bardzo męczące i tutaj to się wręcz dziwię że MM była w stanie sobie przypomnieć, że dzieci nie tylko uwidoczniają miłość i pachną.
      • bupu Re: Gadżety 02.07.25, 22:09
        hanuszka189 napisała:

        >
        > Trochę ciężko wyciągać wnioski z dwóch pobocznych zdań z książki. Działania Róż
        > y są wspomniane mimochodem, to nie jest pełny zapis sytuacji, dlaczego uznajemy
        > , że nie podała mu butelki z wodą?
        >

        Bo:

        a) nie ma tego w tekście;

        b) jedyna interakcja Róży z własną progeniturą w całej scenie powrotu, to właśnie owo znużone opowiadanie o całkowicie nieinteresujacych widokach. Poza tym Róża ani się do dzieci nie odzywa, ani się nimi nie zajmuje.


        > Nie wiem również, czy to normalne prośby o picie, dzieci potrafią mocno wydziwi
        > ać w tym zakresie, jeśli są znużone.

        Karol prosił o sok, bo mu w buzi zaschło. Gdzie tu wydziwianie? To, że próbował też wycyganić ulubione przysmaki też dziwnym nie jest. Natomiast to, że jego matka znużonym tonem opowiadała o mijanych domkach i blokach... To jest zupełnie od czapy.
        • hanuszka189 Re: Gadżety 02.07.25, 23:10
          bupu napisała:

          > a) nie ma tego w tekście;

          Narzekamy, że Jeżycjada zmieniła się w telenowelę a mamy wymagać zaistnienie, zdanie po zdaniu, dokładnego opisu pobocznego kawałka akcji? No błagam. Można się czepiać wielu rzeczy, ale niektórych nie wypada.

          > b) jedyna interakcja Róży z własną progeniturą w całej scenie powrotu, to właśn
          > ie owo znużone opowiadanie o całkowicie nieinteresujacych widokach. Poza tym Ró
          > ża ani się do dzieci nie odzywa, ani się nimi nie zajmuje.

          Haniebne, nie być w świetnej kondycji na każde zawołanie.
          Nie wiemy, czy się nie zajmuje, nie wiemy, czy machinalnie nie podała butelki z wodą która została odrzucona, bo soczek lepszy, po prostu nie zostało to napisane. To mi przypomina odwieczne dyskusje na temat tego, dlaczego bohaterowie połowy książek nigdy nie chodzą do toalety.

          > Karol prosił o sok, bo mu w buzi zaschło. Gdzie tu wydziwianie?

          Prosi hurtem o sok, lody, gumę. To marudzenie. Akurat z doświadczenia wiem, że gdy dziecko jest spragnione, to prosi o jakiekolwiek PICIE, a nie skupia się na smakołykach.


          • tt-tka Re: Gadżety 02.07.25, 23:19
            Haniebne. Jak sie wywleka dzieci z ich kraju, stawia im zycie na glowie, pozbawia domu, kolegow i wszystkiego, co ich, upycha u obcych nie wiadomo po co i na jak dlugo, po czym przerzuca jak tlumoki do innych obcych nie wiadomo na jak dlugo, to chociaz to picie siedmiolatkowi nalezalo podac.

            skoro altorka wyeksponowala znuzony glos Rozy, a nie zatkanie geby dziecku sokiem czy guma, to widac, kto i co jest tu istotne, a kto i co calkiem nie
          • bupu Re: Gadżety 03.07.25, 02:16
            hanuszka189 napisała:

            >
            > Haniebne, nie być w świetnej kondycji na każde zawołanie.
            > Nie wiemy, czy się nie zajmuje, nie wiemy, czy machinalnie nie podała butelki z
            > wodą która została odrzucona, bo soczek lepszy, po prostu nie zostało to napi
            > sane.

            W całej scenie, od spotkania z Grzegorzem na lotnisku, do wyjazdu Strybow z R5. Nie w urywku dziejącym się w samochodzie, w calutkiej scenie mającej trwać coś dwie godziny jak nie dłużej, jedyną interakcją Róży z dziećmi jest jej znużony monolog. I nie wiem czy to przypadkiem.nie jest jej jedyna interakcja z Karolem i Mileną w całej książce. Widzimy Różę ochoczo piastujacą małą Norę, gotującą mlodym Strybom i udzielającą porad Adze, ale scwn w których wyraża jakąkolwiek troskę o dzieci jest dokładne zero. No to przepraszam, że nie wierzę, że ta osoba to troskliwa matka, serwująca dziecku soczek na zawołanie.
          • przymrozki Re: Gadżety 03.07.25, 09:49
            hanuszka189 napisała:

            > Narzekamy, że Jeżycjada zmieniła się w telenowelę a mamy wymagać zaistnienie, z
            > danie po zdaniu, dokładnego opisu pobocznego kawałka akcji? No błagam.

            Ale przecież myśmy nie wygrzebały tego dialogu Borejkom ze śmietnika jak jacyś niepoczytalni nienawistni stalkerzy. To autorka "wybrała" nam ten fragment życia rodziny Szopów jako przedstawienie panujących tam stosunków. Innych interakcji między Róża a jej dziećmi nie ma, mamy tylko to.

            Więc albo ta podróż miała nam pokazać, że Róża (być może dlatego że jest w depresji) nie ma siły zajmować się Milą i Karolem, albo uznajemy, że to był jakiś eksces, sytuacja niereprezentatywna, czarny łabędź i biały kruk, tyle że wtedy kwestionujemy autorkę i jej przekaz o świecie przedstawionym, a to z kolei prowadzi nas szerokim torem ku pełnej anarchii (NO FUTURE!!!!). Bo idąc tym tropem możemy uznać, że Mila i Karolek - jak król, paź i królewna z piosenki dla dzieci - były tworami z cukru, piernika i marcepana, a oszalała ze zgryzoty bezdzietności Róża ulepiła ich sobie ongiś i pokochała całym sercem jak własne dzieci, tylko autorka zapomniała nam o tym wspomnieć, bo przecież nie robi telenowel, więc nie będzie sprawdzać, czy wszyscy jej bohaterowie aby na pewno mają budowę organiczną.

            Nawiasem pisząc - fakt, że trzynastolatka i siedmiolatek w takiej sytuacji życiowej nie zadają żadnych pytań, nie płaczą, nie buntują się i nie szukają kontaktu z ojcem na własną rękę jest mocniejszą poszlaką za tym, że są ulepieni z cukru niż cokolwiek w "Ciotce" mogłoby być poszlaką, że dla Róży jej własne dzieci były ważne.
            • tt-tka Re: Gadżety 03.07.25, 10:07
              przymrozki napisała:


              > Więc albo ta podróż miała nam pokazać, że Róża (być może dlatego że jest w depr
              > esji)

              Watpie. Osoba w depresji nie pokladalaby sie ze smiechu zaraz po wejsciu w rodzicielskie progi i nie mialaby sily, checi ni zdolnosci do zajecia sie rodzina brata tak energicznie, jak sie zajela.


              > Mila i Karolek - jak król, paź i królewna z piosenki dla dzieci
              > - były tworami z cukru, piernika i marcepana, a oszalała ze zgryzoty bezdzietn
              > ości Róża ulepiła ich sobie ongiś i pokochała całym sercem
              jak własne dzieci,


              Jakie to piekne jest ! :)


              >
              > Nawiasem pisząc - fakt, że trzynastolatka i siedmiolatek w takiej sytuacji życi
              > owej nie zadają żadnych pytań, nie płaczą, nie buntują się i nie szukają kontak
              > tu z ojcem na własną rękę

              Tego takze nie wiemy. Rodzina borejkow, wlasna tych dzieci matka i autoressa nie interesuja sie tymi dziecmi wcale, zatem nie wiedza, a w konsekwencji nie wie czytelnik, czy one placza, buntuja sie, szukaja i tak dalej.
              • przymrozki Re: Gadżety 03.07.25, 10:47
                tt-tka napisała:

                > Watpie. Osoba w depresji nie pokladalaby sie ze smiechu zaraz po wejsciu w rodz
                > icielskie progi i nie mialaby sily, checi ni zdolnosci do zajecia sie rodzina b
                > rata tak energicznie, jak sie zajela.

                Różne są depresje, teoretycznie mogłoby być tak, że Róża radziła sobie z kryzysem wracając na bezpieczny i utarty tor prasowania ubrań niemowlęcych i niańczenia niemowlęcia, bo to jest zajęcie proste, a męczące. A prawdziwe życie - w tym znacznie trudniejsze w obsłudze starsze i własne dzieci - już ją przerastało.

                > Tego takze nie wiemy. Rodzina borejkow, wlasna tych dzieci matka i autoressa ni
                > e interesuja sie tymi dziecmi wcale, zatem nie wiedza, a w konsekwencji nie wie
                > czytelnik, czy one placza, buntuja sie, szukaja i tak dalej.

                Mamy jakieś pojedyncze obrazki dzieci, które siedzą w tle i nie oddziałują na otoczenie.

                Wiemy też, że domniemane porzucenie Róży było tajemnicą, miały o tym wiedzieć tylko siostry Borejko, reszta rodziny powinna była uważać, że Mila z Karolem przyjechali na wakacje i ślub Józka. Czyli od Szopiąt oczekiwano wakacyjnego luzu i radości życia, wszystko inne powinno było ściągnąć uwagę rodziny.
                • tt-tka Re: Gadżety 03.07.25, 11:19
                  na wakacje we wrzesniu, hm...
                  Zeby uwage rodziny sciagnac, to ta rodzina musialaby choc czasem na te dzieci spojrzec (o przygladaniu sie uwaznie nawet nie wspominam). Przykladowo - jak sie zachowuja i co naprawde robia dzieci wtedy, gdy ich nie ma w domu ? twierdza, ze ida do babci Aliny, ale po co ? i skad im to przyszlo do glowy, przeciez w tej rodzinie pozaborejcze babciennienistnieja ?i czy naprawde ida wlasnie tam ? co robia siedzac w pokoju z elfami (na podlodze nb) ?
                • bupu Re: Gadżety 03.07.25, 11:28
                  przymrozki napisała:

                  >
                  > Wiemy też, że domniemane porzucenie Róży było tajemnicą, miały o tym wiedzieć t
                  > ylko siostry Borejko, reszta rodziny powinna była uważać, że Mila z Karolem prz
                  > yjechali na wakacje i ślub Józka.

                  I nikt w tej rodzinie, no ŻODYN, żodyn by nie pomyślał, że to dziwne, że Róża zjeżdża na wakacje z całym mieniem i kotem na dokładkę, i że przyjeżdża na te wakacje z dziećmi po rozpoczęciu roku szkolnego. Nikogo by to nie zastanowiło, nikomu by neuron pid wypukłym czółkiem nie pisnął zdziwieniem. A już zwłaszcza nie Ignasiowi i Adze, codziennie przedzierajacym się przez toboły Szopow...
                  • tt-tka Re: Gadżety 03.07.25, 11:41
                    Kot nie dotarl ! (chyba ze rzeczywiscie caly czas tanczy i po temu sie o nim nie wspomina)

                    oczami duszy mej niegodziwej wlasnie zobaczylam, jak szopieta z nudow lub z zemsty za kota rozbieraja na czynniki pierwsze lozeczko i inne mebelki malej Nornicy - cicho siedza, pod nogami sie nie placza, wiec i nikt do nich nie zaglada, przeciez nie sprawiaja problemow :)

                    PS a jak skoncza z meblami, to zaczna wprasowywac pod kontakty ugotowane na twardo jajka. A potem kurze watpia pod klepke podlogowa. To takie swojskie, nasze, w przeciwienstwie do krewetek w karniszach.
                    • bupu Re: Gadżety 03.07.25, 11:49
                      tt-tka napisała:

                      > Kot nie dotarl ! (chyba ze rzeczywiscie caly czas tanczy i po temu sie o nim ni
                      > e wspomina)

                      Zapomniałam, że kot nie dotarł. No zapomniałam. Ale może chociaż kuweta dojechała, taka duża, kryta...?


                      > oczami duszy mej niegodziwej wlasnie zobaczylam, jak szopieta z nudow lub z zem
                      > sty za kota rozbieraja na czynniki pierwsze lozeczko i inne mebelki malej Norni
                      > cy - cicho siedza, pod nogami sie nie placza, wiec i nikt do nich nie zaglada,
                      > przeciez nie sprawiaja problemow :)
                      >
                      > PS a jak skoncza z meblami, to zaczna wprasowywac pod kontakty ugotowane na twa
                      > rdo jajka. A potem kurze watpia pod klepke podlogowa. To takie swojskie, nasze,
                      > w przeciwienstwie do krewetek w karniszach.
                      >


                      Niech jeszcze domalują elfom na suficie kły, pazury i błoniaste skrzydła!
                      • tt-tka Re: Gadżety 03.07.25, 12:03
                        bupu napisała:


                        > Niech jeszcze domalują elfom na suficie kły, pazury i błoniaste skrzydła!
                        >

                        No i mamy jasnosc, po co dzieci szly do babci Aliny ! po sprej, kleje, farby i te inne przydatne szpeje po wujku Wolfim !
                      • przymrozki Re: Gadżety 03.07.25, 13:01
                        bupu napisała:

                        > Niech jeszcze domalują elfom na suficie kły, pazury i błoniaste skrzydła!

                        I każdemu po książce Kinga lub pilocie do telewizora w dłoni!
                    • ako17 Re: Gadżety 03.07.25, 20:07
                      tt-tka napisała:

                      > Kot nie dotarl ! (chyba ze rzeczywiscie caly czas tanczy i po temu sie o nim ni
                      > e wspomina)

                      Jako autorka powyższej tezy stwierdzam, że, jakby nie było, to ten kot tyle tańczyć by nie dał rady. Musiałby w końcu dostać jeść i pić, a następnie się załatwić.
                      Jeju, jeju, a wystarczyło tylko napisać w CZ, że kot dojechał, zestresowany, ale już go Gaba przygarnęła, nakarmiła, Mila przytuliła, Karol się umiarkowanie ucieszył (bo nie miał ze zwierzakiem bardzo dobrego kontaktu) i jesteśmy zapięci.
                      Po co była wzmianka o tym kocie?
                      I po co w ogóle wątas o przeprowadzce Róży z dziećmi do Poznania, która to ani jako życiowa zawierucha, ani z logistycznego punktu widzenia nie jest wiarygodnie opisana?
                      CZ jest i tak książką obszerną (w sensie liczby stron), naprawdę nie ma innego sposobu, żeby udowodnić tezę, że Rodzina trzyma się razem i wspiera we wszystkich okolicznościach życiowych?

                      Już żeśmy to rozpracowywali na forum, analizując wszystkie dostępne dane i naprawdę, bez specjalnej złośliwości, można wyciągnąć wniosek, że koncepcja, jakoby Fryc porzucił żonę i dzieci vs koncepcja, że Gaba postanowiła, podczas planowanej i skończonej w czasie (chociaż przedłużającej się) nieobecności zięcia zrobić pranie mózgu córce i gwałtem sprowadzić ją z wnukami do Polski, są co najmniej równo umocowane w tekście.
                      • azalia02 Re: Gadżety 03.07.25, 22:06
                        ako17 napisała:

                        >
                        >
                        > I po co w ogóle wątas o przeprowadzce Róży z dziećmi do Poznania, która to ani
                        > jako życiowa zawierucha, ani z logistycznego punktu widzenia nie jest wiarygodn
                        > ie opisana?
                        > CZ jest i tak książką obszerną (w sensie liczby stron), naprawdę nie ma innego
                        > sposobu, żeby udowodnić tezę, że Rodzina trzyma się razem i wspiera we wszystki
                        > ch okolicznościach życiowych?
                        >
                        >
                        CZ jest zbiorem wątków niespójnych i ciut bezsensownie połączonych. Cała ta historia z Różą miała być chyba takim cliffhangerem wzbudzającym zainteresowanie, jak to się rozwikła w następnym tomie. Ale jeśli już, to wystarczyłoby, żeby wesele Dorotki i Józina odbyło się na początku sierpnia - impreza w ogrodzie miałaby wtedy więcej sensu; przyjaciół, którzy mogliby wakacyjnie wojażować gdzieś po świecie, państwo młodzi i tak nie mają (zresztą, wrzesień to dla studentów również miesiąc wyjazdów), a Róża mogłaby przyjechać z dziećmi właśnie na wakacje. I byłaby podłamana tym, że Fryderyk najpierw wyjechała do USA na parę miesięcy, potem ten pobyt przedłużył, nie wiadomo, jak długo tam zostanie, ale twierdzi, że rodziny zabrać nie może, a w ogóle, to powiedział, że może do Oxfordu już nie wróci, itd., itp. Obyłoby się bez przeprowadzki, historii z kotem i zapisywania dzieci do szkoły (ich brak reakcji na to, że właśnie zostały wyrwane z korzeniami i przeflancowane na zupełnie nową grządkę, wydaje mi się zresztą kuriozalny), a Róża mogłaby mieć migreny, napady płaczu na przemian z napadami śmiechu albo inne przypadłości - wybór jest duży.
                        A jeśli chodzi o dzieci - gadżety, to do mnie dopiero w CZ dotarło, że Nora to naprawdę Nora. Górska. Do tej pory byłam przekonana, że to nieszczęsne dziecko ma na imię Eleonora, a te wszystkie kpiny, że Górska albo Górska Piechota (też cudne zestawienie) odnoszą się do zdrobnienia. Kto, na litość wszystkich bogów, wpadł na ten pomysł, żeby małą na całe życie uczynić przedmiotem kpin? Pulpa i Florian przy akceptacji całej rodziny? Naprawdę współczułam Norze, kiedy przy wyczytywaniu listy w nowej szkole sama z humorem (chyba wisielczym) postanowiła się zdystansować do śmiechów, które już przeleciały po klasie: - To ja - powiedziała śmiało, wstając i ze zwycięskim uśmiechem tocząc wzrokiem po zebranych. - Górska Jaskinia. Ale nie jestem zbyt mroczna z natury.
                        I to ściągnęli na nią kochający podobno rodzice. Żeby miała okazję wykazywać się siłą charakteru?
                        • subskrybcja Re: Gadżety 04.07.25, 15:38
                          azalia02 napisała:

                          to do mnie dopiero w CZ dotarło, że Nora to
                          > naprawdę Nora. Górska. Do tej pory byłam przekonana, że to nieszczęsne dziecko
                          > ma na imię Eleonora, a te wszystkie kpiny, że Górska albo Górska Piechota (też
                          > cudne zestawienie) odnoszą się do zdrobnienia. Kto, na litość wszystkich bogów,
                          > wpadł na ten pomysł, żeby małą na całe życie uczynić przedmiotem kpin? Pulpa i
                          > Florian przy akceptacji całej rodziny? Naprawdę współczułam Norze,4

                          Miało to być zabawne, bo jest to zabawne zestawnienie "Nora Górska" - ale tylko jako anegdota, a nieaby tak nazwać dziecko, Ciekawe, czy Partycja by chciała miec tak na imię.
                          Dla przeciwwago siostra Nory została banalną Anią.

                          Z reszta tam same dziwaczne imiona. Nie znam ani jednej Hildegardy, czy Anieli albo Arabelli.

                          Wśród mężczyzn jest normalniej. Pawełek Nowacki, Maciek Ogorzałka, Janusz Pyziak, Robert Rojek, Krzysztof, Marek. Jest co prawda również Mamert, ale ogólem mężczyźni maja doś banalne imiona, przynajmniej jak na tamte czasy. Wtedy nie było tylu Tymoteuszów, Kacprów, czy Ignasiów.


                  • przymrozki Re: Gadżety 03.07.25, 11:44
                    bupu napisała:

                    > I nikt w tej rodzinie, no ŻODYN, żodyn by nie pomyślał, że to dziwne, że
                    > Róża zjeżdża na wakacje z całym mieniem i kotem na dokładkę, i że przyjeżdża n
                    > a te wakacje z dziećmi po rozpoczęciu roku szkolnego.

                    Ano żodyn. Jeszcze te wszystkie manele, szpeje i bambetle to OK, może one przyjechały później, może je trzymali w jakimś magazynie nie informując nikogo o ich isnieniu, a w bagażu podręcznym Róża przecież przywiozła prezenty dla Nornicy, nie patelnie i zimowe kurtki.

                    Ale że nikogo nie tknęło przeczucie, że coś tu się nie zgadza, gdy Mila i Karol zaczęli chodzić w Polsce do szkoły...
                    • mroczny_chomik_zaglady Re: Gadżety 03.07.25, 20:57
                      przymrozki napisała:

                      > bupu napisała:
                      >
                      > > I nikt w tej rodzinie, no ŻODYN, żodyn by nie pomyślał, że to dziw
                      > ne, że
                      > > Róża zjeżdża na wakacje z całym mieniem i kotem na dokładkę, i że przyje
                      > żdża n
                      > > a te wakacje z dziećmi po rozpoczęciu roku szkolnego.
                      >
                      > Ano żodyn. Jeszcze te wszystkie manele, szpeje i bambetle to OK, może one przyj
                      > echały później, może je trzymali w jakimś magazynie nie informując nikogo o ich
                      > isnieniu, a w bagażu podręcznym Róża przecież przywiozła prezenty dla Nornicy,
                      > nie patelnie i zimowe kurtki.
                      >
                      > Ale że nikogo nie tknęło przeczucie, że coś tu się nie zgadza, gdy Mila i Karol
                      > zaczęli chodzić w Polsce do szkoły...

                      A się tam czepiacie. Zorientował się kożdyn, oczywiście po jakimś czasie zapewne i do Jęgnacowego mózgu wyerodowanego przez jędzę-sklerozę dotarło. TYLKO ŻE mamy tu do czynienia ze słynną borejczą dyskrecją moi drodzy. Tylko i li. Jako, iż Rużana Galareta szykowana jest na następczynię Betonowego Centruma Gabryeli Boleściwej Poznańskiej Popoporzuconej Przez Sklopsiałego CKNUK-a wiadomo,że MUSI CIERPIEĆ. No bo musi i już. Pocierpi, pocierpi, dzieci wychowają się same wielkie mi co, ile takie dziecko wymaga uwagi nieprawdaż. Przestaje pachnieć? Odstawiamy do kącika bądź skłądamy w estetyczną kosteczkę i chowamy do szuflady obok koni Flobrego i wszystko gra jak Paderewski na flecie że tak swobodnie zacytuję. Dziecka ewentualnie wyjmujemy z szuflady i otrzebujemy z naftaliny tylko i wyłącznie wtedy, kiedy będzie miało quest <UDRĘCZANIE MAMUSI mode on>, potem to już nie. A skoro Karolek jest ewidentnie szykowany na kolejną zakałę rodu w zastępstwie usarenkowionej Laurry...

                      Boru Szumiący, ależ pani MM popłynęła z Borejczadą to o rany. I najgorsze moim zdaniem jest to,że raczej nie była świadoma jaką masę patologii upchnęła w książkach w teorii młodzieżowych...
    • subskrybcja Re: Gadżety 04.07.25, 15:25
      bupu napisała:


      > Larwa się tej uwagi wręcz jawnie domagała, użytkując do tego celu najpierw rozm
      > aite występki, potem ojca, następnie, gdy już do niej dociera że skoro ani krad
      > zież, ani ucieczka z domu nie zadziałały, to nie wyciągnie z mamusi zainteresow
      > ania sobą nawet bombą atomową i zaczęła tej uwagi szukać gdzie indziej.


      To nie były rzeczy, które robiła aby wzbudzic uwagę. Po prostu była egoistyczna i złośliwa i nie można tego tłumaczyć tym, że nie miała ojca, a chciała się czegoś o nim dowiedzieć.

      wyjątkiem jest scena, w TiR, gdy Gaba płacze, bo Laura wspomina o ojcu - gdzie on jest, kim jes, ma jego fotografię w notesie - a matka głupio płacze, będac już w drugim związku z drugim mężem.

      Nie usprawieliwiajmy kradzieży, chamskich odzywek i bycie niemiłą w stosunku do otoczenia tym, że ona coś tam przeżywała.

      Do obcych no do Pana Janowiaka, jak chciała to była bardzo miła.
      Do Babi tez nie podskoczyła i dziadka w jakiś sposób szanowała.
      Natalia się jej bała - Laura więc pozwalała sobie wobec niej na więcej. Przed Idą zaś miała respekt i w jej obecności nie odwalała akcji.
      • bupu Re: Gadżety 05.07.25, 16:55
        subskrybcja napisała:

        >
        > To nie były rzeczy, które robiła aby wzbudzic uwagę. Po prostu była egoistyczna
        > i złośliwa i nie można tego tłumaczyć tym, że nie miała ojca, a chciała się cz
        > egoś o nim dowiedzieć.

        Dlaczego nie można? Jak najbardziej można, dziecko też człowiek ostatecznie. A dzieci które się w domu nauczyły że dorośli poświęcają im czas i uwagę tylko wtedy gdy te dzieci coś zmalują widziałam w swej karierze pedagogicznej sporo. Laura tak się właśnie zachowuje jak te dzieci.


        > wyjątkiem jest scena, w TiR, gdy Gaba płacze, bo Laura wspomina o ojcu - gdzie
        > on jest, kim jes, ma jego fotografię w notesie - a matka głupio płacze, będac j
        > uż w drugim związku z drugim mężem.

        Dlaczego ta akurat scena jest wyjątkiem?

        > Nie usprawieliwiajmy kradzieży, chamskich odzywek i bycie niemiłą w stosunku do
        > otoczenia tym, że ona coś tam przeżywała.
        >

        Ja nie usprawiedliwiam, ja tłumaczę, to dwie różne rzeczy.


        > Do obcych no do Pana Janowiaka, jak chciała to była bardzo miła.
        > Do Babi tez nie podskoczyła i dziadka w jakiś sposób szanowała.
        > Natalia się jej bała - Laura więc pozwalała sobie wobec niej na więcej.

        A to jest kuriozum nie z tej ziemi, dorosła kobieta która boi się zwykłego dziecka.
        • ako17 Re: Gadżety 05.07.25, 19:55
          bupu napisała:


          > A to jest kuriozum nie z tej ziemi, dorosła kobieta która boi się zwykłego dzie
          > cka.

          Dla TEJ rodziny Laura nie była "zwykłym" dzieckiem.
          Była jak jej ojciec, a on był uosobieniem - może nie wszelkiego, ale wielkiego - zła.
          • bupu Re: Gadżety 05.07.25, 19:58
            ako17 napisała:

            > bupu napisała:
            >
            >
            > > A to jest kuriozum nie z tej ziemi, dorosła kobieta która boi się zwykłeg
            > o dzie
            > > cka.
            >
            > Dla TEJ rodziny Laura nie była "zwykłym" dzieckiem.
            > Była jak jej ojciec, a on był uosobieniem - może nie wszelkiego, ale wielkiego
            > - zła.

            Powinnam się cieszyć że na jej widok nie siegali po czosnek i krucyfiksy...
    • subskrybcja Re: Gadżety 04.07.25, 15:28
      bupu napisała:


      > Dosyć jest dla mnie oczywiste (acz obrzydliwe), że dzieci w Jezycjadzie pd dawn
      > a nie są postrzegane jako pełnowymiarowe jednostki ludzkie, ale raczej jako gad
      > żety, które każda dorosła istota z czółkiem posiadać powinna i którymi rodzina
      > się może pochwalić, bo tyle punktów Apgar, takie mądre, takie zdolne, bo tak ła
      > dnie deklamuje. A co się robi z gadżetem, kiedy się nim nie szpanuje? Odstawia
      > się na półkę. Dzieci, które w jakikolwiek sposób przypominają, że gadżetami nie
      > są, dostają etykietę gorszych.


      Bo to jest seria dla młodzieży. Nie będzie tam dziewczyn anorektyczek, na przykład Łucji, której matka miała bzika na punkcie wagi.
      Nie wagarują i nie nękają innych kolegów z klasy, nie wpadają w tzw złe towarzystwo.
      Nie chorują, brak tam alergii, anemii, fobii szkolnych, problemów z agresją. Dzieci mają po 10 apgarów.
      Ale może i dobrze, przynajmniej człowiek miał dobry humor po tych lekturach, Jakby był tam nagle wysyp różnych zaburzeń, chorób i nieszczęść to lektura straciłaby swoją rozrywkową rolę.

      • przymrozki Re: Gadżety 05.07.25, 12:14
        subskrybcja napisała:

        > Nie wagarują i nie nękają innych kolegów z klasy

        Ależ wagarują. Róża w celach randkowych, Laura, żeby poznać ojca. Nawet dziewięcioletni Ziutek musi być odprowadzany do drzwi szkoły, bo gdy się go nie dopilnuje, to ucieka i spędza czas w towarzystwie diabolicznego Błażejka.

        A i z tym nękaniem można się zastanawiać. Np. Józinek co najmniej pomagał szkolnym prześladowcom Ignasia upubliczniając informacje o jego śmiesznych obyczajach i leczeniu trądziku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka