Gość: ARTUR
IP: 212.244.184.*
21.06.02, 14:22
Jestem winoroślom, która porasta z obu stron żelazny mur. Mur, który oddziela
we mnie to, co jest czysta myślą od tego, co jest we mnie fenomenem przyrody.
Krzew jest wyimaginowanym bytem, a mur przykrą realnością. Uschnę, albo jakiś
pustynny powiew rozwieje fatamorganę – rusztowanie, na którym oparto moją
egzystencję. Bo tak czy inaczej jestem zjawiskowy jak dzień, lecz dniem
niestety nie jestem. Dzień nie ma adresu ani numeru telefonu, lecz nosi zdobne
w pory roku szaty. Wędruje szybkim krokiem. Biegnę za moim dniem wzdłuż
żelaznego muru po stronie, gdzie czysta myśl mąci spokój duszy, rzuca kłody i
ciernie pod moje stopy, lecz biegnę wytrwale jak tresowany szczur uwięziony w
cyrkowej beczce. A dzień się nie zatrzymuje. Więc wołam go resztka sił, lecz on
się nie odwraca. Dniu, dniu...!!! Znów gonię za nim, chwytam kurczowo za poły
jego szat, lecz on nie staje, wlecze mnie za sobą. Upadam i tylko wtedy przez
jedną krótką jak wieczność chwilę widzę profil jego twarzy. Czasem smutnej, gdy
humor mu nie dopisuje, lecz częściej... dostrzegam figlarne iskierki w jego
oczach i tajemniczy uśmiech wymalowany farbkami plakatowymi. Pytam go: dokąd
tak spieszysz, Przyjacielu? Nie odpowiada, lecz tylko biegnie, biegnie...