Dodaj do ulubionych

Festiwal Radości

13.08.09, 22:42
Czy plany premiera Tuska dotyczące ograniczenia praw pracowniczych i praw
związków zawodowych to część tego happeningu? Pytam poważnie, bo troszkę
ciekawe wydaje mi się podobieństwo w tym, jaki stosunek do związków zawodowych
mieli komuniści, ze stosunkiem do tychże neoliberałów. I komuniści i
wolnorynkowcy nienawidzą związków zawodowych - należy zastanowić się dlaczego.
Obserwuj wątek
    • Gość: asa Zapytaj się przewodniczącego związków zawodowych w IP: *.mlyniec.gda.pl 14.08.09, 08:13
      Zapytaj się przewodniczącego związków zawodowych w swoim miejscu pracy ile zarabia.
      • 3miastoorg Re: Zapytaj się przewodniczącego związków zawodow 14.08.09, 08:51
        nie odwracaj kota ogonem - związki zawodowe to nie są przewodniczący, ale masy
        pracownicze. Bardzo sprytne posunięcie socjotechniczne - uwalić związki zawodowe
        wmawiając publice, że walczy się z liderami. Specjaliści PO od PR, są mistrzami
        manipulacji.
      • Gość: kosmo z bagien Platforma Obywatelska ro relikt PRL IP: *.85-237-171.tkchopin.pl 14.08.09, 08:53
        Dzisiaj w Gazecie Wyborczej niemal seria tryumfalnych artykułów po tym jak
        związkowcy z KGHM-u zapowiedzieli, że nie będą na razie przeprowadzali strajku
        generalnego w firmie, który chcieli zorganizować z powodu planów prywatyzacji
        miedziowego giganta.

        Porażka związkowców KGHM
        (gospodarka.gazeta.pl/Gielda/1,85951,6922874,Porazka_zwiazkowcow_KGHM.html)–
        głosi nagłówek artykułu czołowego wrocławskiego “specjalisty” od rozpracowywania
        propagandowego tematu KGHM Michała Kokota. Dziennikarz Trybuny Lud Gazety
        Wyborczej grzmi w leadzie: Strajk ostrzegawczy kosztował KGHM 30 mln zł. Nie
        ukrywa też radości z faktu, że władze firmy oddały sprawę do prokuratury. Kokot
        znakomicie spełniłby się w każdym systemie – a już zwłaszcza w PRL, gdzie na
        związkowców notorycznie nasyłano prokuraturę. Gdzieś mimochodem (oczywiście ani
        słowa o tym w leadzie) pojawia się wypowiedź Przemysława Pogłódka, eksperta
        prawa pracy, który wyjaśnia:

        - Związkowcy mają prawo protestować w przypadku, gdy ważą się losy
        pracowników co do warunków pracy i płacy. Można założyć, że w przypadku
        prywatyzacji te warunki mogą się zasadniczo zmienić - mówi Pogłódek. Według
        niego procedury zostały przez związkowców dochowane. - Wysyłając pismo z prośbą
        o rozmowy do premiera i ministra skarbu, zrobili krok do rokowań. Gdy nie
        dostali odpowiedzi, mogli wprowadzić strajk ostrzegawczy - mówi Pogłódek.
        Zastrzega jednak, że problem by się pojawił, gdyby związkowcy zamierzali
        wprowadzić od razu strajk generalny. Bo najpierw musieliby przeprowadzić
        referendum wśród załogi.

        Ponoć, jak pisze Kokot, “koncern konsultował się z czterema niezależnymi
        kancelariami prawnymi” w sprawie rzekomej nielegalności strajku ostrzegawczego.
        Jakie to kancelarie i ile na nie zarząd wydał z kasy KGHM – tego nie wiadomo,
        nikt o to ich nie pyta. Wszak wiadomo, że zarząd może szastać pieniędzmi na lewo
        i prawo, jak chce, natomiast związkowcom wypomina się każdy grosz.

        Drugi artykuł (wyborcza.pl/1,75478,6922809,Juz_PO_zwiazkach_.html) wali
        już konkretnie w ruch związkowy jako taki.

        Gazeta dowiedziała się, że PO przygotowuje nowelizację ustawy o związkach
        zawodowych. To ma być pierwszy krok do ograniczenia praw związkowych. - Chcemy
        podnieść próg reprezentatywności dla związków zawodowych - mówi nam szef klubu
        PO Zbigniew Chlebowski. Gdy podniesiemy próg reprezentatywności do 25-33 proc.,
        będziemy mieć w firmie trzy-cztery związki - mówi Chlebowski. - Z jednej strony
        ograniczamy liczbę związków, a z drugiej ułatwiamy negocjacje pracodawców z
        pracownikami - dodaje.

        Biurokratów z trzech związków łatwiej jest przekupić, to oczywiste. Dlatego też
        szefostwo największych central związkowych już się cieszy:

        - Trzeba zmienić przepisy, bo w Polsce jest kilkanaście tysięcy
        zarejestrowanych związków. Dogadanie się w konkretnej sprawie jest praktycznie
        niemożliwe - mówi "Gazecie" szef OPZZ Jan Guz.

        Wiadomo wszak, że chodzi przede wszystkim o “dogadanie się”, najlepiej za
        plecami i kosztem pracowników, którzy będą musieli należeć do jedynego słusznego
        związku, bo innych nie będzie. Mam propozycję – za PRL też była jedynie słuszna
        centrala: CRZZ, może by tak PO wróciła do tego światłego mechanizmu, pochopnie
        zarzuconego. Jak znalazł przydałby się we współczesnej dyktaturze
        kapitalistycznej. W chińskim kapitalizmie sprawdza się świetnie. Taka centrala
        nie sprawia problemów kierownictwu firm i państwa, nawet nie trzeba się
        dogadywać, sama wie co jest słuszne, a co nie i jaka jest wola kierownictwa –
        czyta wręcz mu w myślach.

        Jest jednak we wspomnianym artykule jawna sprzeczność w rozumowaniu. Druga jego
        część skupia się na pomstowaniu na “patologie” central związkowych – wysokie
        zarobki, biurokratyzację itd. A przecież to małe związki – które zostaną
        pozbawione możliwości działania po wprowadzeniu powyższej ustawy – są znacznie
        mniej zbiurokratyzowane, są takie które w ogóle nie mają pracowników na etatach,
        siłą rzeczy nie ma w nich także rozbudowanej biurokracji. No to panie i panowie
        – albo rybka albo akwarium. Dzięki ustawie zlikwidujecie małe związki i
        wzmocnicie duże – co doprowadzi do jeszcze większej biurokratyzacji,
        centralizacji i rozpasania bonzów związkowych (przerabialiśmy to już za PRL).
        No, ale za to będzie “spokój”. Posłuszne, nieruchawe i przekupione duże związki
        będą załatwiać sprawy tak, żeby było jak należy.

        W artykule wspomina się o związkach amerykańskich jako wzorze do naśladowania –
        a to przykład wyjątkowej patologii. Przypomniała mi się w tym kontekście pewna
        historia badacza dziejów związkowych w USA. W jednym z oddziałów General Motors
        zaczęło w latach 70. wrzeć, ludzie parli do strajku, wszystko jedno legalnego
        czy nie. Szef miejscowego oddziału GM odwiedził lokalnego bonzę związkowego z
        AFL-CIO i mówi: Słuchaj John, wiesz, ludzie słyszałem zaczynają się burzyć,
        zrobią jakiś zaraz tutaj dziki strajk, cholera wie co z tego może być. Niech AFL
        zawczasu wywoła krótki strajk w celu spuszczenia napięcia i przejęcia kontroli
        nad tym ruchem. My coś tam dorzucimy, jakąś małą podwyżkę, żeby się ludzie
        nacieszyli. Wiadomo, że jakby poszli na całość niekontrolowani, to mogliby
        wywalczyć więcej, ale nam się to nie kalkuluje. No i biurokrata związkowy na
        sznurku koncernu zatańczył jak mu zagrali. O takie właśnie związki chodzi
        zarządom firm i państwu – mierne, bierne, ale wierne.

        Gawiedzi liberalnej, fanatykom FC PO, jak widać po komentarzach na gazeta.pl, te
        artykuły to miód na serce. Ciekawe jak ta nagonka ma się do liberalnych rzekomo
        ideałów pluralizmu, wolności zrzeszeń, budowy tzw. społeczeństwa obywatelskiego
        itd. W takich przypadkach widać, że liberalizm najmniej ma wspólnego z
        postulowaną wolnością. Najzwyczajniej na świecie jest aktorem w ramach konfliktu
        klasowego w którym liberalna prasa trzyma stronę silniejszego – sprawiając
        fałszywe wrażenie, że tym silniejszym są związki zawodowe, co jest idiotyzmem,
        wystarczy spojrzeć na poziom uzwiązkowienia w Polsce, który spadł do poziomu
        najniższego w Europie i jednego z najniższych na świecie. Siła związków nie ma
        żadnego przełożenia w twardych danych i istnieje wyłącznie w głowach
        niedoinformowanych (albo raczej informowanych z jedynego słusznego źródła)
        dziennikarzy.

        Ale czy można było się spodziewać innego wyniku tzw. transformacji ustrojowej?
        Związki były dobre do czasu gdy walczyły “z komuną”, jak już robią to co do nich
        należy, czyli walczą o prawa pracownicze – to się okazuje, że są “reliktem PRL”.
        Tymczasem okazuje się, że więcej z PRL ma wspólnego polityka PO, niż związków
        zawodowych.

        Ale nie ma co rozpaczać. Historia pokazuje, że im bardziej garnek szczelnie się
        przykrywką zablokuje, tym para gwałtowniej później wysadzi go w powietrze. Walka
        klasowa toczyć będzie się tak czy inaczej. Nie za pomocą sprzedajnych związków,
        to innymi metodami, np. sabotażu. Tego nie da się łatwo zdusić. Kiedyś ta cała
        gorąca kasza z gara przywali liberałom prosto w gęby. I znowu będzie płacz w
        reżimowej prasie, że “populiści”, że “anarchiści”, że “warchoły”.

        Cóż, za te słodkie chwile tryumfu przyjdzie kiedyś rachunek zapłacić…
        • Gość: kosmo z bagien Re: Platforma Obywatelska ro relikt PRL IP: *.85-237-171.tkchopin.pl 14.08.09, 08:59
          zapomniałem podać źródło artykułu:
          cia.bzzz.net/wyborcza_tryumfuje_juz_po_zwiazkach_zawodowych

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka