ania_sz77
02.03.05, 10:27
Od czwartku olewam wszystkie cudowne odkrycia. Podobno karmienie piersią
miało byc takie cudne, super i zaspokajace wszystkie potrzeby dziecka, a
skończyło sie prawie tragedią. Moje dziecko ma 1,5 miesiąca. Nie dopajałam go
choc moja mam twierdziła że powinnam dawac mu przed karmieniem troszkę
przegotowanej wody. Jak nie będzie chciało to nie zmuszać. No wiec dałam 3-4
razy troszke wody i raz rumianek, a poza tym tylko pierś. Pytałam lekarza i
polozna, ale powiedzialy ze absolutnie nie trzeba poić bo sama piers
wystarczy. Mala czesto domagala sie jedzenia i czesto marudzila wiec dawalam
jej za kazdym razem cyca, a ona ciagnela go az zasypiala. Czasami trwalo to i
dwie godziny. No i w czwartek trafiłam z nia do szpitala z zupełnie czyms
innym. Panie pielegniarki chcialy jej pobrac krew do badan i pojawil sie
problem. Przyszla jakas starsza pani doktor i za glowe sie zlapala. Zapytala
mnie dlaczego nie dopajam dziecka. Mialo tak zageszczona krew ze nie mozna
bylo jej pobrac do probowki. Powiedziala ze musze miec bardzo tlusty pokarm i
dziecku juz bardzo niewiele brakuje do odwodnienia. Mala dostala od razu
kroplowke, a ja zaczelam dopajac i nareszcie mam spokoj. Dziecko nie marudzi
i zasypia bez problemu. Ja jednak przechodze na rady mamy i tesciowej.
Naturalne karmienie.... dobre sobie, naturalnie wykonczylabym dzieciaka.