agab51
10.12.03, 21:43
mam dwie córeczki. pierwszą karmiłam piersią 9,5 miesiąca. druga ma 2,5
tygodnia i też karmię ją, i mam zamiar robić to jak najdłużej. jednak
zaczynam się zastanawiać, jak to jest z tym karmieniem na żądanie, gdzie
przebiega granica między faktycznym głodem, chęcią zaspokojenia podstawowej
potrzeby bliskości a zwykłym cyckaniem.
malutka już w tej chwili zaczyna traktować mnie jak smoczek- uspokajacz.
wieczorkiem, po kąpieli przysypia i gdy przyśnie, zaraz budzi się i wydziera
się dotąd, aż ją przystawię. dwa razy zassie, troszkę poliże brodawkę,
przyśnie i po 10 minutach znów wrzask. i tak przez kilka godzin wieczornych
trwa nasze usypianie. ani w ciągu dnia, ani nocą nie mam tego problemu.
nawet byłam skłonna stwierdzić, że to kolka, ale to wykluczyłam, ponieważ
malutka bardzo szybko uspokaja się na rączkach i właśnie przytulając się do
cycusia.
starsza córeczka ssała, jak była głodna, po czym zasypiała i już, albo
jeszcze lepiej w trakcie ssania. a jak nie była głodna, to za nic w świecie
cyca nie chciała.
czy problem tkwi w tym, że młodsza nie ma smoczka uspokajacza, a starsza
miała takowy? myślałam, że tym razem uniknę gehenny z odzwyczajaniem
dziecka od "monia" i postanowiłam, że go nie kupię malutkiej. a może właśnie
powinnam?
po to by dziecko przestało mnie traktować jak smoczek?
czy któraś z was wychowuje dziecko bez smoczka?
doradźcie mi coś, proszę.
a na marginesie mówiąc, wiem, że to głupie, ale co wieczór, po każdej
takiej scenie zaczynam zastanawiać się, czy aby dziecko na pewno najada się.
i wtedy przypominają mi się te wszystkie idiotyzmy: za chude mleko, za mało
pokarmu etc. i wówczas przestaję dziwić się, że mamy zaczynają dokarmiać
swoje maleństwa, bo wydaje im się, że trzeba dziecko dokarmiać, bo nie
najada się.
pozdrawiam.
aga z asią (16.04.02) i ewunią (21.11.03)