Dodaj do ulubionych

przytul mnie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.12, 22:33
bardzo proszę o opinię, jak postępować w poniższej sytuacji.
Moja 3,5 letnia córka za każdym razem gdy zostanie ukarana, np. za nieposprzątanie zabawek ma iść do swojego pokoju, uspokoić się a następnie posprzątać i przeprosić pierwsze co robi, to płacząc prosi, żeby ją przytulić najpierw. Ja zawsze jej odpowiadam, że ją przytulę jak zrobi to o co proszę, znaczy uspokoi się, posprząta zabawki, przeprosi. Niestety często sytuacja wygląda dość dramatycznie, córka za wszelką cenę próbuje się przytulic, wdrapuje się na mnie, ciągnie, błaga żebym ją przytuliła. Jak powinnam się w takiej sytuacji zachować ? Nie chcę, żeby córka myslała, że kara jest nieprzytulenie jej, zawsze odpowiadam, że ją przytulę, jak tylko się uspokoi ale nie chcę też, żeby to wyglądało tak, że zamiast kary dostaje przytulanie i właściwie tej kary nie ma.
i drugi problem. Córka ostatnio gdy np. prosi mnie o zabawę a ja jej mówię, że teraz nie mogę, bo gotuję np obiad i ze pobawię się z nią za chwilę, zaczyna odpowiadać, przeproś mnie, bo mnie zasmuciłaś. Co w takiej sytuacji powinnam zrobić, czy powinnam przeprosić, że ją zasmuciłam tłumacząc, że nie mogę w tej chwili się z nią pobawić i musi poczekać, czy wytłumaczyć i odpowiedzieć, że nie mam powodu, by ją przepraszać za to
Obserwuj wątek
    • e-kasia27 Re: przytul mnie 18.02.12, 23:13
      A jak w ogóle można karać dziecko za nieposprzątanie zabawek?

      I to takie małe dziecko?

      I to tyle kar na raz?

      Najpierw ma iść do swojego pokoju - to jedna kara
      potem ma się sama uspokoić - to druga kara
      potem ma posprzątać zabawki - to trzecia kara
      potem ma przeprosić - to czwarta kara
      i jeszcze na dodatek nie chcesz jej przytulić, czyli dajesz dziecku do zrozumienia, że jej nie kochasz, bo nie przytulasz - to piąta kara, i ta chyba najgorsza


      Nie za dużo tych kar?

      Czemu się dziwisz, że twoje dziecko taką samą metodę postępowania próbuje stosować względem ciebie?
      Dzieci uczą się przez naśladowanie dorosłych.

      Jak nie chcesz się z nią bawić, to znaczy, że nie wykonujesz tego, co dziecko ci każe, czyli...

      -powinnaś pójść do swojego pokoju,
      -tam się zastanowić nad swoim postępowaniem - uspokoić się,
      -przeprosić ją
      -i pobawić z nią,
      wtedy dziecko będzie cię mogło przytulic i kochać.

      Jest takie mądre przysłowie

      "Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe" - trzeba je stosować, zwłaszcza w stosunku do swojego dziecka.
      Przecież, chyba kochasz swoje dziecko?
      A może nie?
      • asia_i_p Re: przytul mnie 22.02.12, 13:54
        > Najpierw ma iść do swojego pokoju - to jedna kara
        > potem ma się sama uspokoić - to druga kara
        > potem ma posprzątać zabawki - to trzecia kara
        > potem ma przeprosić - to czwarta kara
        > i jeszcze na dodatek nie chcesz jej przytulić, czyli dajesz dziecku do zrozumie
        > nia, że jej nie kochasz, bo nie przytulasz - to piąta kara, i ta chyba najgorsz
        > a

        No bez przesady - tu się da zrezygnować co najwyżej z przeproszenia. Nie da się sprzątać swoich zabawek nie będąc w swoim pokoju i nie da się ich sprzątać wrzeszcząc równocześnie. Oraz nie da się ich sprzątać, wisząc na matce, więc do ustalenia jest tylko kwestia kolejności.
    • aleksandra1357 Re: przytul mnie 18.02.12, 23:23
      Mi też się słabo zrobiło po przeczytaniu tego. Dziecko daje wyraźne sygnały, że "kara" je przerasta i instynktownie błaga o potwierdzenie, że jest kochana mimo przewiny. Stąd te dramatyczne próby przytulenia się. Zachowanie dziecka, zarówno te próby przytulenia się jak i prośba o przeproszenie za to, że mama musi ugotować obiad, to dla mnie, wybaczcie, konsekwencja błędów rodziców. Sama popełniam wiele błędów, nikt nie jest święty, ale trzeba to przyjąć z pokorą i zmienić swój system i podejście do dziecka.
    • mama_myszkina Re: przytul mnie 19.02.12, 00:34
      Moja mama wychowywała mnie własnie tak jak Ty swoją córkę. Obecnie mam 30 lat i dopiero niedawno przestałam wydawać wszystkie oszczędności na psychologa.
    • aleksandra1357 Re: przytul mnie 19.02.12, 00:41
      Gość portalu: mama napisał(a):

      Ja zawsze jej odpowiadam, że ją przytulę jak zrobi to o co proszę, znaczy uspokoi się,
      > posprząta zabawki, przeprosi. Niestety często sytuacja wygląda dość dramatyczn
      > ie, córka za wszelką cenę próbuje się przytulic, wdrapuje się na mnie, ciągnie,
      > błaga żebym ją przytuliła.

      Czytam i robi mi się coraz smutniej. To brzmi dla dziecka jednoznacznie: "będę cię kochać, jak będziesz robić to, co ci każę".
    • mskaiq Re: przytul mnie 19.02.12, 08:04
      Myślę ze twoja córka ma problemy z separacją. Ona przychodzi po przytulenie
      bo się boi że jest odrzucona. To potrzeba przytulania bedzie się powiększała i
      może zostać na całe życie jeśli nie zostanie uisunięta przez długotrwałą pracę
      terapeutyczna kiedy będzie dorosła.
      Przutulaj ją kiedy chce i pozwól jej na samodzielność kiedy chce. To jest jej
      potrzebne do separacji.
      Jeśli chodzi o przepraszanie za to że odchodzisz do innych zajęć to ona odczuwa
      lek i dyskomfort i dlatego prosi abys ja przeprosiła.
      Powiedz jej że rozumiesz co czuje, że czuje się wtedy źle ale odchodzisz bo masz
      inne obowiazki takie jak gotowanie, itp. Pokazuj jej również że ona też czasem
      przerywa i zajmuje się czymś innym. Zaoferuj przytulenie zamiast przeprosin.
      Nie karz, to nie wychowuje dziecka, to rujnuje relacje matka dziecko !!!
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 13:14
        przytulałam - efekt był taki, że uznawała moje prośby za niebyłe. Po uspokojeniu przykładowo nie sprzątnęła, bo po co
        Nie karać wogóle ? to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś, wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce myc zębów ?
        czy czuje , że uczucia ma tylko jak jest grzeczna - nie uważam tak, dostaje inne sygnały cały dzień jak bardzo jest kochana.
        Czy karą jest dla niej to że jej nie przytulę ? wg mnie nie ponieważ doskonale wie co znaczy słowo kara. jak mówię, jak nie zrobisz będzie kara, to wie że ma iść do swojego pokoju, żeby się tam uspokoić, jak pytam czym jest kara - odpowiada, kara jest, jak trzeba iść do swojego pokoju, nigdy nie powiedziała że kara jest jak mama nie przytuli.
        dlaczego ma przeprosić ? wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała prośby, histteryzowała ? Ma wogóle nie przepraszać ? bo z tego co czytam, to jak najbardziej tak
        na prośbę o przeproszenie jej, przytulałam ją i przepraszałam za to, ze ją zasmuciłam i tłumaczyłam dlaczego nie mogę się jednak z nią pobawić i dlaczego musi troszkę poczekać ?, obiecywałam, że jak tylko skończę, to się pobawimy razem ale usłyszałam opinię innych, że postepuję źle, że nie mogę przepraszać za coś takiego, stad moje wątpliwości czy przepraszać czy nie.
        co do przytulania jak wpada w histerię - czy jesli zacznę ją przytulać nie dojdzie do wniosku, że np w sytuacji gdy ma pozbierać kredki, które specjalnie rozrzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić, żeby ją przytulić ? Próbowałam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła kredek nadal nie chciała pozbierać lub mówiła pomóż mi, po czym ja zbierałam a ona udawała, że zbiera
        • scher Re: przytul mnie 19.02.12, 14:48
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > przytulałam - efekt był taki, że uznawała moje prośby za niebyłe. Po uspokojeniu
          > przykładowo nie sprzątnęła, bo po co

          Bo matka nie zapomniała i matka nadal siedzi na karku ze swoim poleceniem. Proste :)

          > ma pozbierać kredki, które specjalnie rozrzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić,
          > żeby ją przytulić ? Próbowałam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła
          > kredek nadal nie chciała pozbierać lub mówiła pomóż mi, po czym ja zbierałam a ona
          > udawała, że zbiera

          Mała manipulantka, testuje cię :)
        • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 15:14
          Gość portalu: mama napisał(a):

          Masz zbyt duże wymagania w stosunku do dziecka.
          Na dodatek źle pojmujesz wychowywanie.
          Wychowywanie, to nie jest tresura, to nie jest ciągłe nakazywanie i zakazywanie.
          Żadne dziecko nigdy nie będzie chciało robić niczego na rozkaz.
          I nie tylko dziecko, Ty też byś nie chciała sprzątać, gdyby mąż kazał ci to robić na rozkaz, też rzucałabyś przedmiotami i wpadała w histerię, bo taka jest natura człowieka.


          > przytulałam - efekt był taki, że uznawała moje prośby za niebyłe. Po uspokojeni
          > u przykładowo nie sprzątnęła, bo po co


          No bo po co? Po co ma sprzątać? Dziecko nie widzi przecież takiej potrzeby!
          Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłumaczeniem i zachęcaniem lub zabawą.




          > Nie karać wogóle ? to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś,
          > wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce
          > myc zębów ?

          To, że dziecko nie chce tego wszystkiego robić, to są skutki zmuszania go do tego.
          Postaw się w sytuacji dziecka.
          Ciągle wszystko ma robić na rozkaz i tak, jak ty o tym zadecydujesz i wtedy, gdy ty mu każesz to zrobić.
          A dziecko to żywy człowiek, który chce sam o sobie decydować, który też chce podejmować jakieś decyzje i chce mieć wpływ na to co robi, kiedy robi i jak robi.
          Mówiąc jej co, jak i kiedy ma zrobić uniemożliwiasz jej podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Dziecko czuje się ubezwłasnowolnione i dlatego się buntuje i nie chce robić tego, co jej każesz.

          Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje.
          Zamiast kazać się iść kąpać, zapytać, czy chce się kapać - przecież nie umrze od tego, jak pójdzie spać nie wykąpana, zachęcić - zapytać, które zabawki zabierze do kąpieli, przygotować razem kąpiel, pozwolić nalewać wodę prysznicem itp.itd.

          Im więcej swobody i pozwalania decydowania o duperelach, tym dziecko grzeczniejsze i bardziej bezproblemowe.
          Im więcej kar i zakazów, tym większe problemy i większy bunt.

          Oczywiście można to wszystko załatwiać siłą, nakazami, zakazami, karami i strachem, ale to się kiedyś zemści, bo jak dziecko urośnie, to przyjdzie taki moment, że przestanie się bać i wtedy na twoje "prośby" by posprzątało, powie ci "pocałuj mnie gdzieś, nie posprzątam i co mi zrobisz?" - no i co wtedy zrobisz?


          Teraz, gdy dziecko jest małe, masz czas na to, aby nawiązać z im dobry kontakt, kary to uniemożliwią.


          > czy czuje , że uczucia ma tylko jak jest grzeczna - nie uważam tak, dostaje inn
          > e sygnały cały dzień jak bardzo jest kochana.


          To tobie się tak wydaje. Dziecko może czuć zupełnie inaczej.


          > Czy karą jest dla niej to że jej nie przytulę ? wg mnie nie ponieważ doskonale
          > wie co znaczy słowo kara. jak mówię, jak nie zrobisz będzie kara, to wie że ma
          > iść do swojego pokoju, żeby się tam uspokoić, jak pytam czym jest kara - odpowi
          > ada, kara jest, jak trzeba iść do swojego pokoju, nigdy nie powiedziała że kara
          > jest jak mama nie przytuli.


          Straszne jest, to co ty napisałaś.
          Jak mama nie przytuli, to nie jest kara, to tylko znaczy, że mama nie kocha.


          > dlaczego ma przeprosić ? wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała p
          > rośby, histteryzowała ?

          A czy ty, jak nie wykonasz czyjejś "prośby"(czytaj rozkazu), to też zaraz lecisz tego kogoś przepraszać, bo byłaś niegrzeczna?
          Czy zastanawiasz się nad tym, że w ten sposób uczysz dziecko uległości i podporządkowywania się innym?
          A potem będziesz się dziwić, dlaczego twoje dziecko robi wszystko, co każą jej koledzy?
          Że nie ma własnego zdania?
          Że zrobi wszystko, każdą, nawet najdurniejszą, rzecz, aby przypodobać się koleżankom?
          To, że nie będzie potrafiła nikomu powiedzieć: Nie - to będzie twoja wina, bo przecież, to niegrzecznie odmawiać i stawiać na swoim, potem trzeba przepraszać i mieć karę.




          > co do przytulania jak wpada w histerię - czy jesli zacznę ją przytulać nie dojd
          > zie do wniosku, że np w sytuacji gdy ma pozbierać kredki, które specjalnie roz
          > rzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić, żeby ją przytulić ?

          A nie prościej by było postępować tak, aby dziecko nie miało powodu w złości rzucać kredkami i wpadać w histerię? Wtedy nie trzeba by było ich zbierać.


          Próbowa
          > łam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła kredek nadal n
          > ie chciała pozbierać lub mówiła pomóż mi, po czym ja zbierałam a ona udawała, ż
          > e zbiera

          Dlaczego przypisujesz dziecku takie negatywne czyny, jak udawanie - zakładasz, że robiła to świadomie, specjalnie?
          Dzieci w tym wieku nie są jeszcze takie perfidne. Po prostu nie chciało jej się ich zbierać.
          Dziecko trzeba do tego zachęcić, a nie zmuszać.
          Można zbierać kredki na wyścigi, kto szybciej, kto więcej, kto znajdzie czerwoną kredkę, a gdzie zgubiła się zielona, a jeszcze jedna pod kanapą płacze, że o niej zapomniałaś i że nie będzie mogła spać w pudełku, przecież jest mnóstwo możliwości zabawy w sprzątanie.

          Sprzątanie to nie może być nakaz, bo jak każesz coś zrobić, to normalną reakcją dziecka jest: A ja nie chcę!
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:36
            widzisz daleko mi do tresury, jak to mówisz
          • scher Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 15:43
            e-kasia27 napisała:

            > No bo po co? Po co ma sprzątać? Dziecko nie widzi przecież takiej potrzeby!
            > Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłumaczeniem
            > i zachęcaniem lub zabawą.

            Niby dlaczego nie nakazywaniem sprzątania? Z perspektywy lat dostrzegam, że moje dzieci wielu pożytecznych umiejętności nauczyły się właśnie za pomocą nakazów. Nie jest to metoda jedyna, ale nie wolno jej deprecjonować.

            > Mówiąc jej co, jak i kiedy ma zrobić uniemożliwiasz jej podejmowanie jakichkolwiek decyzji.

            Dziecku często trzeba mówić, co, jak i kiedy ma zrobić.

            > Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje.

            To jest 3,5-latka. Na nauczenie samodzielności nacisk trzeba położyć później, teraz jest czas na wpojenie podstawowych norm i nauczenie posłuszeństwa. Naprawdę można to zrobić, nie tłamsząc osobowości dziecka.

            > Zamiast kazać się iść kąpać, zapytać, czy chce się kapać - przecież nie umrze od tego,
            > jak pójdzie spać nie wykąpana

            Taaa, bardzo szybko dziecko przyzwyczai się, że wykonuje tylko polecenia, na wykonanie których ma ochotę.

            > Im więcej swobody i pozwalania decydowania o duperelach, tym dziecko grzeczniejsze
            > i bardziej bezproblemowe.

            Ty żyjesz w jakimś ideologicznym matriksie.

            > Teraz, gdy dziecko jest małe, masz czas na to, aby nawiązać z im dobry kontakt,
            > kary to uniemożliwią.

            Znów ideologiczne zaślepienie.

            > A potem będziesz się dziwić, dlaczego twoje dziecko robi wszystko, co każą jej
            > koledzy?
            > Że nie ma własnego zdania?

            Sara jest córką Luizy, ogromnie dumnej ze swej latorośli. W wychowaniu dziecka pani Luiza kierowała się od samego początku jasno określoną dewizą: Sara powinna wyrosnąć na osobę niezależną, na indywidualistkę niepozwalającą innym ludziom narzucać sobie ich zdania.
            W związku z tym każdy przejaw autonomicznego zachowania dziewczynki zawsze spotykał się z pełnym poparciem matki: już w wieku przedszkolnym Sara sama decydowała o tym, w co się ubierze, a także kiedy i co będzie jadła. Podobnym zasadom podlegał również wybór towarzyszy zabaw - jeśli jakieś dziecko nie znalazło uznania w oczach małej, nie było ponownie zapraszane.
            Jeśli zaś dziewczynka miała przestrzegać jakiejś zasady obowiązującej w domu, ustalano ją wspólnie z dzieckiem, omawiając wszystko bardzo drobiazgowo.
            Również w szkole Sara jest bardzo niezależna, jednak wynikające z tego sytuacje raczej nie napełniają pani Luizy dumą z córki. Dziewczynka odmawia często odrabiania pracy domowej; z równie wielką ochotą unika ćwiczeń gry na skrzypcach, mimo że lekcje te były jej własnym pomysłem.
            Matka Sary jest zrozpaczona - nie rozumie, dlaczego córka reaguje złością na prośbę odrobienia lekcji lub poćwiczenia na instrumencie. Dziecko krzyczy wtedy na matkę, niekiedy przechodzi nawet do rękoczynów, bije i kopie. Do częstych reakcji na sytuacje konfliktowe należy również rzucanie przedmiotami - a zwłaszcza tymi, które pani Luiza szczególnie lubi. Każda próba nakłonienia córki do czegokolwiek napotyka jej opór.
            Powyższy przypadek daje odpowiedź na pytanie, co się stanie, gdy rodzice pomylą pożądaną samodzielność dziecka z pozostawieniem go bez żadnych zasad regulujących codzienne postępowanie.
            Sara nie przywykła, aby ktoś mówił jej, co jest dobre, a co złe, co powinna robić, a czego nie - rodzice uważali, że w ten właśnie sposób, zgodny z duchem pedagogiki antyautorytarnej, uda im się wesprzeć proces jak najwcześniejszego wykształcenia w dziecku w pełni autonomicznej osobowości.[...]
            Od początku wmawiając dziecku, że jest w stanie podejmować wszystkie ważne życiowe decyzje, rodzice pozbawili je możliwości poddania się obcemu kierownictwu, a tym samym nie pozwolili mu doświadczyć, jak to jest, gdy trzeba działać w grupie.


            M. Winterhoff "Mali tyrani"

            > A nie prościej by było postępować tak, aby dziecko nie miało powodu w złości rzucać
            > kredkami i wpadać w histerię? Wtedy nie trzeba by było ich zbierać.

            Czemu o wychowaniu muszą wypowiadać się aż tacy dyletanci? Czy ta wolność Internetu nie poszła za daleko? Tusku, pomóż! ;)
            • Gość: Gosia Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.12, 17:32
              Nigdy niczego dzieciom nie nakazywałam. Sprzątania też nie.

              Z perspektywy lat dostrzegam, że bez tego moje dzieci nauczyły się wielu pożytecznych rzeczy zupełnie bez nakazów,sprzątania tez nauczyły się wystarczająco dobrze, chociaż fakt, żadne sprzątaczką(sprzątaczem)nie zostało, ale to tylko dlatego, że mieli wyższe aspiracje.

              Metoda nakazów, zakazów i kar, to dla mnie znęcanie się nad dzieckiem.

              Nigdy żadnemu dziecku nie mówiłam, co, jak i kiedy ma zrobić.
              Zawsze pokazywałam różne możliwości. Dzieci wybierały same.

              Nigdy nie uczyłam dzieci posłuszeństwa.
              Dziecko to przecież nie pies, nie musi aportować na rozkaz i przychodzić da nogi.

              Nigdy nie wpajałam dzieciom podstawowych norm.
              Dzieci uczyły się zasad postępowania prze naśladownictwo, obserwując rodziców i innych członków rodziny.

              3,5 latka u mnie miała takie same prawa, jak każdy członek domowego ogniska i też mogła podejmować decyzje i zabierać głos w dyskusjach. Ba, u nas nawet roczniak miał prawo podejmowania decyzji, bycia samodzielnym i wyrażania swojego zdania.

              I zupełnie nie rozumiem, po co uczyć dziecko posłuszeństwa?
              Dla mnie dziecko posłuszne, to głupie dziecko, które samo nie wie, co chce i dlatego musi słuchać innych.

              Nigdy też nie zmuszałam dzieci do wykonywania moich poleceń!
              Po co miałabym wydawać im jakiekolwiek polecenia?
              Nie jestem przecież ich dyrektorem, tylko matką!

              Może masz rację, że e-kasia żyje w ideologicznym matriksie, ale ja w takim razie też i myślę że dużo więcej osób w nim żyje niż ci się wydaje.
              I mamy się wszyscy świetnie!
              A nasze dzieci wyrastają na przywódców, bo nie są tłamszone w dzieciństwie i świetnie sobie dają radę w szkole, pracy i w życiu prywatnym.

              A odnośnie fragmentu zacytowanego przez ciebie, żadne z moich dzieci nigdy nie kopało, nie gryzło, nie biło, w szkole uczyli się świetnie, byli lubiani przez wszystkich kolegów i nauczycieli, nigdy nie krzyczeli ani na mnie, ani na nikogo innego, i nigdy nie musiałam ich do niczego nakłaniać, bo sami decydowali o tym, co zrobią.
              Do szkoły chodzili, jak chcieli, jak nie chcieli, to nie szli a ja im pisałam usprawiedliwienie, uczyli się nie dlatego, że im ktoś kazał, tylko dlatego, że chcieli się czegoś dowiedzieć.
              Wyrośli na mądrych, myślących ludzi, pokończyli studia, pracują w zawodach, które im bardzo odpowiadają i doskonale dają sobie radę w życiu.
              Część ma już własne dzieci i wychowuje je dokładnie tak samo, jak oni byli wychowywani, a moje wnuki są wprost cudowne.

              DYLETANCI OD WYCHOWANIA I LIBERALNI IDIOCI SĄ I ZAWSZE BĘDĄ GÓRĄ!

              A ty możesz swojemu dziecku zakładać kaganiec, jeśli chcesz, bo przecież ktoś musi być nauczony dyscypliny, i posłuszeństwa, i wykonywania poleceń, aby moje dzieci i dzieci innych dyletantów od wychowania i liberalnych idiotów miały kim rządzić.
              • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 19.02.12, 20:58
                To po co Byłas potrzebna tym swoim dzieciom, pewnie i bez Ciebie by sobie świetnie poradzili....tacy zaradni i rozsądni i wiedzący co dobre a co złe od urodzenia ;-)
                • e-kasia27 Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 19.02.12, 21:26
                  Pewnie po to, żeby je kochać i się nimi opiekować, żeby je karmić, zakładać buty, bawić się z nimi, pokazywać świat, żeby im czytać, przytulać, ocierać łzy i całować w kolanko, kiedy się stłukło, żeby odprowadzać do szkoły, żeby pomagać odrabiać lekcje, żeby pocieszać, całować, nosić na rękach, chodzić na spacer i do kina............
                  • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 19:54
                    Piękne ale niestety nieprawdziwe.
                    • e-kasia27 Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 21:15
                      A co jest nieprawdziwe?
                      • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 22:32
                        e-kasia27 napisała:

                        > A co jest nieprawdziwe?

                        Twoje utopijne teorie całkiem od realnego życia oderwane.
                        • e-kasia27 Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 23:06
                          No cóż, widocznie żyję w innym świecie, niż ty.
                          Bo moje realne życie dobrze do tych utopijnych teorii pasuje, żadnych zgrzytów nawet nie ma.
                          Wszystko chodzi, jak trzeba i jest OK.
                          • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 24.02.12, 17:01
                            e-kasia27 napisała:

                            > No cóż, widocznie żyję w innym świecie, niż ty.

                            Tak wiem, w świecie wirtualnym :P
                          • Gość: Mama nastolatka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami IP: *.pljtelecom.pl 28.02.12, 13:16
                            Do wychowania swojego pierwszego dziecka podeszlam z dokladnie takimi samymi zalozeniami jak ty. Namowila mnie do tego cudowna, tak sadze i dzis, ksiazka.

                            Dzis, z przykroscia musze stwierdzic, ze nie do kazdego charakteru ten styl wychowania pasuje. U mojego syna wystapilo wiele niekoniecznie pozadanych i dobrych cech np.lenistwo, niesamodzielnosc, egoizm, brak samodyscypliny. Do tego on chce i jasno to ostatnio artykuuje, bysmy go zmuszali do pewnych czynnosci, zakazywali, ograniczali, bo sam nie potrafi sobie tego narzucic.
                            Dodam, ze wychowujemy w oparciu o przyklad plynacy z nas, przekonywanie argumentami, empatia i i wieloma uniwersalnymi wartosciami plynacymi z poszanowania drugiego, niezaleznie czy to dorosly, czy dziecko. Wychowujemy nie na sile, sami jestesmy zgranym malzenstwem, wesolym, nie usztywnionym. I rzeczywiscie ostatnio syn czesto sam z siebie mowi, ze ma fajna mame (po konfrontacji i obserwacji rodzicow rowiesnikow) do mnie mowi, ze ma dobrego ojca, ktory nigdy go nie trzasnal, nie ponizyl, a wiele juz bylo sytuacji
                            podbramkowych...
                            Syn ma jedna ceche, ktorej nie lubie, bo ciezko od poczatku z nim: uparty. Ale do bolu. Stad np.prawie do dzis nie potrafil sznurowac butow;)
                            Natomiast ja mam zasade, ze nie kopię sie z koniem.
                            • morekac Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 28.02.12, 14:06
                              Dzis, z przykroscia musze stwierdzic, ze nie do kazdego charakteru ten styl wyc
                              > howania pasuje.
                              A może inny styl wychowywania nie pasował do twojego charakteru? Byłabyś w stanie być 'ostrzejszą', bardziej wymagającą mamą - skoro 'nie lubisz kopać się z koniem'?
                              Osobiście mam wrażenie, że stosowanie tej metody może dawać całkiem niezłe rezultaty, jeśli rodzic odznacza się zdrowym egoizmem. Bo jeśli jest z tych poświęcających się i robiących sporo dla świętego spokoju - może wyjść różnie.
              • scher Utopia - wyspa, na której wszystko się wyjaśnia 19.02.12, 21:36
                Gość portalu: Gosia napisał(a):

                > Nigdy żadnemu dziecku nie mówiłam, co, jak i kiedy ma zrobić.
                > Zawsze pokazywałam różne możliwości. Dzieci wybierały same.
                ...
                > Nigdy nie wpajałam dzieciom podstawowych norm.
                > Dzieci uczyły się zasad postępowania prze naśladownictwo, obserwując rodziców i
                > innych członków rodziny.
                ...
                > 3,5 latka u mnie miała takie same prawa, jak każdy członek domowego ogniska i też mogła
                > podejmować decyzje i zabierać głos w dyskusjach. Ba, u nas nawet roczniak miał prawo
                > podejmowania decyzji, bycia samodzielnym i wyrażania swojego zdania.
                ...
                > Może masz rację, że e-kasia żyje w ideologicznym matriksie, ale ja w takim razie też
                > i myślę że dużo więcej osób w nim żyje niż ci się wydaje.
                > I mamy się wszyscy świetnie!
                > A nasze dzieci wyrastają na przywódców, bo nie są tłamszone w dzieciństwie i świetnie
                > sobie dają radę w szkole, pracy i w życiu prywatnym.

                Za dużo w twoim poście wyidealizowanych sloganów zaczerpniętych żywcem (powtarzasz całe sformułowania) z podręczników antypedagogiki, żeby twój post mógł być prawdziwy. Nie masz dzieci, albo masz dzieci bardzo małe, nałykałaś się dziwacznych teorii i na użytek forumowiczów projektujesz tu sobie jakieś swoje fantazje i marzenia.

                > Wyrośli na mądrych, myślących ludzi, pokończyli studia, pracują w zawodach, które im
                > bardzo odpowiadają i doskonale dają sobie radę w życiu.
                > Część ma już własne dzieci i wychowuje je dokładnie tak samo, jak oni byli wychowywani,
                > a moje wnuki są wprost cudowne.

                Mieszasz utopijne fantazje z rzeczywistością.
                W Paryżu to rzeka mleczna, brzegi jaglane, wół pieczony nad nią i nóż w nim :)

                > A ty możesz swojemu dziecku zakładać kaganiec, jeśli chcesz, bo przecież ktoś musi być
                > nauczony dyscypliny, i posłuszeństwa, i wykonywania poleceń, aby moje dzieci i dzieci innych
                > dyletantów od wychowania i liberalnych idiotów miały kim rządzić.

                Gdyby dzieci wychowywane w oparach twoich fantasmagorii miały naprawdę w życiu komuś wydawać polecenia, byłaby to prawdziwa tragedia.

                Po pierwsze - przyjmując chwilowo te twoje urojenia za prawdę - nie zostały nauczone wewnętrznego zdyscyplinowania i altruizmu. Zawsze robiły tylko to, co chciały, a świat kręcił wokół ich kaprysów i zachcianek. Ja, moje, mnie, dla mnie...

                Po drugie, infantylna pannico pozująca na kogoś, kim nie jesteś, wartościowa władza to służba, to odpowiedzialność za drugiego człowieka. Władza to obowiązek.
                Władzę powinno się mieć nie nad kimś, lecz dla kogoś. Prawdziwy władca to człowiek rozumny i roztropny.

                Przygotowanie dziecka do takiego rodzaju władzy pozostaje całkowicie poza twoim zasięgiem, twoje prostackie "aby moje dzieci miały kim rządzić" każe przypuszczać, że masz za ciasne horyzonty, żeby uczyć dzieci tego, co w życiu najważniejsze, aby uczyć dzieci człowieczeństwa.

                Wychowywane po twojemu dzieci mogą co najwyżej "rządzić" na poziomie supermarketu, czy tam innej tandetnej korporacji.

                Ja mam inne marzenia. Niezależnie od tego, czy moje dzieci będą w przyszłości wśród rządzących, czy wśród rządzonych, powinny robić wszystko, żeby zasłużyć na zbawienie.
                • e-kasia27 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 22:30
                  O Scher!
                  No to teraz już wszystko rozumiem!

                  Aby zasłużyć na zbawienie, rzeczywiście, trzeba być posłusznym! Masz świętą rację!
                  Trzeba się słuchać, wykonywać karnie wszystkie polecenia, uginać grzbiet, kłaniać, się i nie narzekać na swój ciężki los, trzeba z pokorą znosić wszystkie upokorzenia i nadstawiać drugi policzek do bicia.

                  Teraz już wiem, w czym ty żyjesz, nie musisz już nic pisać.
                  Cofam wszystko, co do ciebie tutaj napisałam.
                  Wybacz mi.
                  Ja rzeczywiście żyję w ideologicznym matriksie, oczywiście patrząc z twojego punktu widzenia.
                  • e-kasia27 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 22:48
                    Jeszcze dodam tylko jedno zdanie.
                    Pewnie nie uwierzysz, ale mamy tego samego przewodnika - to dziwne, że, to co mówi, można rozumieć na dwa, tak skrajne sposoby, że ty stoisz na jednym końcu skali, a ja na drugim.

                    • aleksandra1357 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 22:59
                      A mnie dziwi, że autorka wątku pyta o radę i wszelką krytykę odrzuca z wielką mocą, broni się ze wszystkich sił, a wszelkie posty będące po jej myśli ("dobrze robisz") komentuje słowem "dziękuję". To po co pisze?
                      Już samo to pokazuje, że autorka ma problem ze sobą i przenosi go na córkę.
                      A co do dyskusji, toczącej się tu od zawsze, o metody twarde i miękkie, to w tej dyskusji nie ma wygranych. Mało też tu konkretów, bo teorie obie brzmią spójnie i przekonująco (dla mnie osobiście bardziej przekonująco brzmi E-kasia, ale niestety w życiu często postępuję tak jak Scher).
                      Poza tym w życiu nie teoria jest ważna, tylko przykład. I jak ktoś jest mądrym człowiekiem ze spójnym systemem wartości, którego się trzyma, to dziecko bez żadnych specjalnych działań ten system przejmie. A jak ktoś jest sam pokręcony i źle postępuje jako człowiek, to najlepsza teoria wychowawcza nic nie pomoże jego dzieciom. Smutna prawda.
                      • e-kasia27 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 23:02
                        Smutna!
                        Ale nic się na to nie poradzi.
                        • e-kasia27 Amen. 19.02.12, 23:04
                          Ja idę spać.
                          Życzę wszystkim dobrej nocy, a może u was dzień?
                    • Gość: justcam super ciekawy wątek IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 21.02.12, 15:48
                      fajnie was poczytac dziewczyny mnie juz legły w gruzach wszelkie poglądy pedagogiczno antypedagogiczne .... praktyka mnie przerosła ....
                      ale naprawde ciekawie piszecie
            • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 22:10
              scher napisał:


              >
              > Niby dlaczego nie nakazywaniem sprzątania? Z perspektywy lat dostrzegam, że moj
              > e dzieci wielu pożytecznych umiejętności nauczyły się właśnie za pomocą nakazów
              > . Nie jest to metoda jedyna, ale nie wolno jej deprecjonować.


              A moim zdaniem jest to bardzo zła metoda.
              Bo nakazywanie niczego nie uczy, poza wykonywaniem rozkazów.


              >
              > Dziecku często trzeba mówić, co, jak i kiedy ma zrobić.

              Jeśli dziecko wszystko robi pod dyktando mamusi, kiedy mamusia ciągle mówi, co i jak trzeba zrobić, to kiedy się wyrwie z domu i mamusi pod ręka nie ma, to dziecko głupieje i robi rzeczy, których nie powinno robić, bo nigdy nie nauczyło się podejmowania słusznych decyzji.
              Jak mama nie widzi, to hulaj dusza, można zrobić wszystko, czego zabraniała, bo przecież nie widzi, więc kary nie będzie. Takie są skutki stosowania kar.



              > To jest 3,5-latka. Na nauczenie samodzielności nacisk trzeba położyć później,

              Jak nie nauczysz dziecka samodzielnie myśleć i podejmować decyzji do trzech lat, to później to się może już w ogóle nie udać, albo uda się dopiero wtedy, gdy dziecko sobie dobrze już tyłek potłucze - tzn. kiedy na własnej skórze doświadczy wszystkich błędów, czyli najwcześniej gdzieś koło trzydziestki.


              t
              > eraz jest czas na wpojenie podstawowych norm i nauczenie posłuszeństwa. Naprawd
              > ę można to zrobić, nie tłamsząc osobowości dziecka.

              Normy, jakie obowiązują w twoim domu, to dziecko sobie przyswoi samo niezależnie, od tego jak bardzo będziesz chciała temu przeciwdziałać.

              A posłuszeństwo?
              No cóż, mnie też posłuszeństwo kojarzy się tylko i wyłącznie z tresurą psa.
              Naprawdę chcesz, aby twoje dziecko było posłuszne?



              > Taaa, bardzo szybko dziecko przyzwyczai się, że wykonuje tylko polecenia, na wy
              > konanie których ma ochotę.

              Ale dlaczego uważasz, że dziecko ma wykonywać jakiekolwiek polecenia?
              Czy to robot? Czy żywy człowiek?



              > Ty żyjesz w jakimś ideologicznym matriksie.

              A w czym ty żyjesz w takim razie?



              > Znów ideologiczne zaślepienie.

              Niech będzie, że ideologiczne, ale ja bym tego zaślepieniem nie nazwała, raczej otwarciem oczu.


              Jeśli chodzi o książkę "Mali tyrani", to jest to według mnie jedna z najgłupszych książek, jakie kiedykolwiek zostały o wychowaniu napisane. Pseudopsychologia, która tylko mąci w głowach rodzicom, która popiera przemoc i przemocowcom daje podstawę, sądzić, że tresując swoje dzieci, działają prawidłowo.
              Jeśli kierujesz się zasadami podanymi w tej książce, to masz duże szanse, na to, że będziesz miała problemy ze swoimi dziećmi.



              > Czemu o wychowaniu muszą wypowiadać się aż tacy dyletanci?

              Właśnie! Dlaczego wypowiadasz się o wychowaniu, skoro jesteś aż takim dyletantem?

              >Czy ta wolność Inter
              > netu nie poszła za daleko? Tusku, pomóż! ;)

              Oj poszła, poszła, ale Tusk już na to nie pomoże!

              Wolność to podstawa. Dla dziecka też.



              • scher Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 22:46
                e-kasia27 napisała:

                > Bo nakazywanie niczego nie uczy, poza wykonywaniem rozkazów.

                Powiedziała pewna forumowa teoretyczka gawędziarka.

                > Jeśli dziecko wszystko robi pod dyktando mamusi, kiedy mamusia ciągle mówi, co
                > i jak trzeba zrobić, to kiedy się wyrwie z domu i mamusi pod ręka nie ma, to dziecko
                > głupieje i robi rzeczy, których nie powinno robić, bo nigdy nie nauczyło
                > się podejmowania słusznych decyzji.

                W twoim matriksie mieszają ci się światy równoległe. W dyskusji na temat 3,5-latka wypowiadasz sądy na temat wychowywania nastolatków.

                > Jak nie nauczysz dziecka samodzielnie myśleć i podejmować decyzji do trzech lat,
                > to później to się może już w ogóle nie udać

                Ty jednak rzeczywiście wierzysz w te wszystkie swoje idiotyczne wyobrażenia o życiu. Przez chwilę myślałem, że udajesz.

                > No cóż, mnie też posłuszeństwo kojarzy się tylko i wyłącznie z tresurą psa.

                Wiesz, jest taki dowcip o wizycie erotomana u psychiatry...

                > Ale dlaczego uważasz, że dziecko ma wykonywać jakiekolwiek polecenia?

                Żeby nie wyrosło na idiotę i nie gadało głupot po Internecie ;)

                > Niech będzie, że ideologiczne, ale ja bym tego zaślepieniem nie nazwała, raczej otwarciem
                > oczu.

                Ja widzę, że masz tu jakąś misję otwierania ludziom oczu, przynajmniej żyjesz w takiej ułudzie, ale ze mną ci tak łatwo nie pójdzie :)

                > Jeśli chodzi o książkę "Mali tyrani", to jest to według mnie jedna z najgłupszych książek,
                > jakie kiedykolwiek zostały o wychowaniu napisane.

                Niewątpliwie dysponujesz jakimiś merytorycznymi argumentami na poparcie swojej odważnej tezy.
                • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 23:00
                  scher napisał:

                  > e-kasia27 napisała:
                  >
                  > > Bo nakazywanie niczego nie uczy, poza wykonywaniem rozkazów.
                  >
                  > Powiedziała pewna forumowa teoretyczka gawędziarka.

                  A czemu uważasz, że teoretyczna?

                  >
                  > >
                  > W twoim matriksie mieszają ci się światy równoległe. W dyskusji na temat 3,5-la
                  > tka wypowiadasz sądy na temat wychowywania nastolatków.

                  No wiesz, zawsze mysśałam, że z 3,5 latki kiedyś wyrośnie nastolatka, ale może faktyczne się myliłam?



                  > Ty jednak rzeczywiście wierzysz w te wszystkie swoje idiotyczne wyobrażenia o ż
                  > yciu. Przez chwilę myślałem, że udajesz.


                  Oczywiście, że wierzę i co gorsze, one mi się w życiu sprawdzają co do joty.
                  Przecież wiesz, że wiara może góry przenosić!



                  > > No cóż, mnie też posłuszeństwo kojarzy się tylko i wyłącznie z tresurą
                  > psa.
                  >
                  > Wiesz, jest taki dowcip o wizycie erotomana u psychiatry...


                  Nie znam! Ja w ogóle słaba z dowcipów jestem. Może opowiedz?



                  > Żeby nie wyrosło na idiotę i nie gadało głupot po Internecie ;)


                  Ale ci co są uczeni posłuszeństwa i wykonywania poleceń, jeszcze większe głupoty po internecie gadają i co gorsza, nie tylko po internecie!



                  >
                  > Ja widzę, że masz tu jakąś misję otwierania ludziom oczu, przynajmniej żyjesz w
                  > takiej ułudzie, ale ze mną ci tak łatwo nie pójdzie :)

                  Oj, wiem, wiem, że z tobą tak łatwo nie pójdzie!
                  Rezygnuję, nie będę nawet próbować!


                  >
                  > > Jeśli chodzi o książkę "Mali tyrani", to jest to według mnie jedna z najg
                  > łupszych książek,
                  > > jakie kiedykolwiek zostały o wychowaniu napisane.
                  >
                  > Niewątpliwie dysponujesz jakimiś merytorycznymi argumentami na poparcie swojej
                  > odważnej tezy.
                  >


                  Wcale nie jest odważna! A co w tym odważnego, nie tylko ja tak sadzę!
                  A jakie merytoryczne argumenty, by cię przekonały?
              • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 21.02.12, 17:48
                czytałam kiedyś te pozycje pt. antypedagogika i byłam oczarowana tą metoda wychowawczą naprawdę byłam bliska temu mysleniu i podejściu. Coprawde wtedy jeszcze nie miałam dzieci ale dobrze pamietałam swoje dziecinstwo i tak wydawało mi sie to tak trafne i odpowiednie....
                Teraz gdy jestem doroślejsza mam własne dzieci i wokół różnych ciekawych znajomych dojrzałych nieprzecietnych ludzi którzy świadomie zdecydowali sie na dziecko i staraja się je wychować najlepiej jak można no i własnie coś w duchu e-kasi i antypedagogiki no i niestety musze przyznać że oni maja bardzo duże problemy ze swoimi pociechami to mali terroryści robiący awanury o byle co i mający ubytki w wielu rodzajach umiejetności to pępki swiata które myślą że świat na nich się kończy - te dzieci są naprawde trudne...
                Mnie samej jedyne co przychodzi do głowy to że może należało by dostosować metody wychowawcze do własnych dzieci i nie wszytsko da się dopasowac do każdego dziecka ... Chyba jednak sa dzieci które wymagaja czy potrzebuja wiecej ram i zasad sa i takie które mozna wychowywać tak lekko i przyjemnie jak e- kasia pisze.
                • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 19:18
                  Hm, gdyby był jeden dobry przepis na wychowanie dziecka - byłoby fajnie, ale i trochę nudno.
                  W tym całej antypedagogice a la eKasia potrzeby dziecka są najważniejsze, ale zdaje się, że zupełnie zostały pominięte potrzeby innych ludzi, w tym mamy - mama jako sługa dostępna zawsze na żądanie. Do zrozumienia przy niemowlaku, ale niekoniecznie przy starszych dzieciach.
                  Potrzeby dziecka są ważne, ale mamy, taty czy innych ludzi nie są przez to mniej ważne. Bo dlaczego miałyby być ważne mniej?
                  • Gość: gośka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.icpnet.pl 21.02.12, 19:45
                    Otóż to - dziwną rzeczą jest dla mnie uczyć dziecko, że inni ludzie się nie liczą - ja się nie liczę dla siebie i dziecka, moje zdrowie, mój kręgosłup, mój czas wolny, moja praca, moja książka - wszak muszę się pokornie jak idiotka schylać przez 30 minut dziennie by pozbierać zabawki po moim dziecku, które ono samo rozrzuciło. Bo jego uczucia są ważne. I jego zdanie. I jego decyzja, że sorry mamuś, ale dzisiaj nie będę tego robił. Jaki mądry człowiek z iego wyrośnie. I szczęśliwy, o to na pewno, tylko szkoda, że reszta ludzi w jego otoczeniu nie będzie szczęśliwa.
                    • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 22:30
                      Kobieto, jeśli dla ciebie
                      - twoje zdrowie
                      - twój kręgosłup
                      - twój wolny czas
                      - twoja praca
                      - twoja książka

                      są ważniejsze niż TWOJE DZIECKO

                      i do tego czujesz się jak idiotka dlatego, że musisz się schylać przez 30 minut dziennie, by pozbierać zabawki po swoim dziecku, które ona samo rozrzuciło (MOWA O TRZYLATKU PRZECIEŻ!!!!!)

                      to wybacz, ale TY DZIECI NIGDY NIE POWINNAŚ BYŁA MIEĆ!
                      • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 22:57
                        Osobiście nie widzę powodu, dlaczego mój kręgosłup miałby być mniej ważny niż rozwalone kredki dziecięcia. Rozwalone zresztą przez nie. Albowiem mój kręgosłup jest mojszy. Moje zdrowie nie jest wcale mniej ważne niż zdrowie moich dzieci, a na pewno jest ważniejsze od kredek. Tak samo mój wolny czas, moja praca i moja książka są dla mnie ważniejsze od nie moich kredek. To jest dosyć prosta hierarchia.
                        3.5 latek rączki ma i kredki może pozbierać. A jak nie może, bo mu się nie chce, będzie miał połamane kredki, bo ktoś w nie wlezie.
                        • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 23:06
                          No i niech ma połamane, jak sam rozwalił i nie chce pozbierać - to będzie naturalna konsekwencja i dziecko czegoś się z tego nauczy.

                          Ale nie można go za te rozwalone kredki i ich niepozbieranie karać i zmuszań przemocą, aby je jednak pozbierał i jeszcze kazać się przepraszać za to że ich posprzątać nie chciał.

                          • aleksandra1357 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 23:19
                            A ja się przyznam, że stosuję w sytuacji kredkowej terror psychiczny: okazuję tak wielkie niezadowolenie z faktu, że syn (4 lata) nie sprząta i robię ze sprzątania taki zaszczyt, że syn aż mnie błaga, żeby mógł posprzątać kredki, ale ja nieubłaganie mówię: "Nie chciałeś sprzątać, to nie będziesz sprzątać, sama posprzątam, ale jest mi baaaaardzo przykro". Na drugi raz sprząta szybciej, niż zdążę wydać polecenie.
                          • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 23:19
                            Cóż, rzeczy z podłogi trzeba sprzątać, bo można sobie, niestety, krzywdę zrobić.
                          • demonii.larua Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 23:29
                            A przejechałaś się kiedyś po kredce rąbiąc głową w podłogę? Nadepnięta kredka rzadko się złamie, za to można następując wywinąć bardzo niebezpiecznego orła - zwłaszcza na kredce grubej przeznaczonej dla młodszych dzieci, które uczą się prawidłowego chwytu tejże.
                            Z podłogi przedmioty trzeba zbierać, gdyż pozostając na podłodze stanowią zagrożenie dla zdrowia.
                            • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 23:44
                              Nie, nie przejechałam się na kredce, bo moje dziecko nie rozrzuca kredek po podłodze, rysuje na stole i tam leżą kredki, jak jakaś spadnie, to albo sama podnosi, albo woła, żeby jej podnieść, jak jej się nie chce z krzesła złazić i ja wtedy podnoszę.
                              Jak jej się znudzi rysowanie, to zbieramy (razem) kredki ze stołu do kubka i odstawiam je na półkę.
                              • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 23.02.12, 11:13
                                kasia, po twoich postach wnoszę, że masz do czynienia z wybitnie empatycznym i uległym Z NATURY dzieckiem, które nie ma mniejszą niż przeciętna potrzeba testowania granic. twój sposób wychowywania pewnie świetnie się sprawdza w przypadku twojego dziecka, masz szczęście, ale w przypadku większości innych dzieci będzie katastrofalny w skutkach - patrz wątek o wagarującym gimnazjaliście
                                • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 23.02.12, 11:45
                                  poprawka: które ma mniejszą niż przeciętna potrzeba testowania granic
                                • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 07:20
                                  Taaaa!
                                  Bo wybitna empatyczność to pewnie dziedziczona w genach jest, zwłaszcza po dziadku alkoholiku, a co za tym idzie ojcu DDA, który ma więcej problemów z samym sobą niz ze wszystkimi dziećmi razem wziętymi.
                                  Na dodatek żadne z moich dzieci nigdy nie było nawet w najmniejszym stopniu uległe.
                                  Wręcz przeciwnie, mają bardzo silne osobowości i są bardzo uparte, a jak sobie coś umyślą, to trudno je przekonać, że nie mają racji, nawet wtedy, gdy jej nie mają.


                                  Droga mamo, empatia to jest coś takiego, czego dziecko się uczy w toku dojrzewania i dorastania.
                                  To od rodzica zależy w jakim stopniu dziecko będzie empatyczne i to rolą rodzica jest go tego nauczyć.
                                  Stosowanie metody wychowawczej polegającej na wydawaniu poleceń, rozkazów i nakazów i egzekwowanie ich za pomocą kar, a nie daj boże jeszcze bicia i szantażu psychicznego, czy emocjonalnego skutecznie taką naukę empatyczności uniemożliwia.

                                  Z empatycznością jest tak, że im będziesz bardziej empatyczna w stosunku do dziecka, tym będzie ono bardziej empatyczne.
                                  Empatyczności nie można nauczyć poprzez nakazanie bycia empatycznym.
                                  Empatyczności dziecko uczy się tylko i wyłącznie doświadczając jej na własnej skórze.

                                  A rodzic, który ciągle krzyczy, nakazuje, zakazuje, zabrania, karze - niestety wykazuje się zerową empatycznością w stosunku do swojego dziecka, więc jak takie dziecko, ma być potem empatyczne!

                                  Z empatycznością jest tak samo, jak z miłością!
                                  Aby dziecko umiało kochać, musi być najpierw kochane!
                                  Musi doświadczyć miłości na własnej skórze, bo jak jej nie doświadczy jako małe dziecko, to później już nigdy nie nauczy się kochać i do końca życia pozostanie pod tym względem okaleczone.
                                  Dlatego dzieci, które od urodzenia wychowywały się w domach dziecka nie potrafią potem odnaleźć się w roli rodzica, bo nie potrafią kochać swoich dzieci.

                                  Dziecko jest, jak skarbonka - co do niej włożysz, to dokładnie to samo wyjmiesz.

                                  Ale włożysz przykładem, nie nakazem i karą.
                                  Włożysz traktowaniem w taki sposób dziecka, a nie mówieniem mu jakie powinno być.

                                  Jeśli włożysz przemoc i agresję, to wyjmiesz przemoc i agresję - czyli jeśli będziesz wobec dziecka agresywna i będziesz stosować przemoc np. w postaci kar, to twoje dziecko też będzie agresywne i będzie stosować przemoc wobec innych.

                                  Jeśli włożysz miłości i empatię, to wyjmiesz miłość i empatię.

                                  To są proste, oczywiste zasady i innej możliwości nie ma.

                                  Nie ma dzieci z natury empatycznych.
                                  Nie ma dzieci z natury uległych.
                                  Nie ma dzieci z natury agresywnych.
                                  Nie ma dzieci z natury złośliwych.

                                  DZIECI SĄ TAKIE, JAK JAKIE ICH CHOWANIE.


                                  A jeśli chodzi o testowanie granic, to moje dzieci faktycznie mają mniejszą niż przeciętna potrzebę ich testowania.
                                  Ba, nawet bym powiedziała, że w ogóle nie mają takiej potrzeby, bo...

                                  jak nie ma granic, to po prostu nie ma co testować, więc i potrzeby testowania też nie ma.
                                  Tak to waśnie działa, dlatego jest takie skuteczne.

                                  Jeszcze o wątku o wagarującym gimnazjaliście.
                                  Wagarujący gimnazjaliści wyrastają w tych rodzinach, w których terror i przemoc są na porządku dziennym.
                                  To nakazowo - zakazowe wychowanie i egzekwowanie posłuszeństwa karami generuje potem takie problemy w wieku dojrzewania, bo w wieku dojrzewania dzieci przestają się bać kar, przestają się bać swoich rodziców, zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że rodzice w zasadzie nie mogą im nic zrobić i wtedy zaczyna się problem.

                                  Rodzic się pieni, bo chciałby dalej rządzić dzieckiem, kazać zastraszać, a dziecko to olewa i robi co chce, a że nie nauczyło się do tej pory dokonywać właściwych wyborów, bo rozkazujący i karzący rodzic mu to skutecznie uniemożliwił, więc robi same głupoty, szczególnie te, których przedtem rodzic mu zabraniał.
                                  • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 08:07
                                    > Nie ma dzieci z natury empatycznych.
                                    > Nie ma dzieci z natury uległych.
                                    > Nie ma dzieci z natury agresywnych.
                                    > Nie ma dzieci z natury złośliwych.
                                    >
                                    > DZIECI SĄ TAKIE, JAK JAKIE ICH CHOWANIE.

                                    nie zgadzam się z tym twierdzeniem, na dziecko mają wpływ i geny i ukształtowanie mózgu w życiu płodowym i wychowanie; dlatego właśnie nie ma jednej uniwersalnej metody wychowawczej
                                    • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 08:18
                                      Tak. Tak.
                                      Szczególnie złośliwość, to baaardzo genetyczna choroba!

                                      Oczywiście, że na dziecko wszystko ma wpływ, ale na to czy dziecko wyrośnie na porządnego człowieka, czy na drania wpływ mają przede wszystkim rodzice.

                                      Z najgorszego materiału można uszyć najpiękniejszą suknię, i z najlepszego można uszyć szmatę - wszystko zależy od umiejętności krawca.

                                      A krawcem jest w tym wypadku rodzic, albo poprawi to, czego natura dziecku poskąpiła, albo zepsuje, to co dała dobre.
                                      • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 11:43
                                        no widzisz, posługując się twoją analogią, różne materiały potrzebują różnych metod postępowania; a ty masz jedną metodę - nic nie nakazywać, do niczego nie zmuszać, czekać aż dziecko samo zrozumie i zachowa się zgodnie z oczekiwaniami otoczenia; moim zdaniem to się sprawdzi w bardzo niewielu przypadkach
                                        • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 11:59
                                          Źle zrozumiałaś, to co napisałam.

                                          Nie nakazywać, nie zmuszać, ale to nie znaczy, że nie robić nic.
                                          Dziecku trzeba:
                                          - tłumaczyć
                                          - pokazywać
                                          - dawać dobry przykład swoim zachowaniem
                                          - określać jasno swoje oczekiwania
                                          - wyrażać swoje niezadowolenie
                                          ale w sposób słowny, nie przy pomocy kar, zakazów i nakazów.


                                          A ja wiem, że to się zawsze sprawdza, bo materiał jest zawsze ten sam - to żywy rozumny człowiek. Może jedni są bardziej rozumni niż inni, ale to tylko kwestia czasu, a nie sposobu.
                                          • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 16:02
                                            > A ja wiem, że to się zawsze sprawdza, bo materiał jest zawsze ten sam - to żywy
                                            > rozumny człowiek. Może jedni są bardziej rozumni niż inni, ale to tylko kwesti
                                            > a czasu, a nie sposobu.
                                            no cóż, ja wierzę, że można się nie doczekać efektów nigdy

                                            same zakazy,nakazy i kary nie poparte tłumaczeniem ani przykładem są słabym pomysłem,
                                            ale równie słabe są same metody słowne; nie wiem w jakim wieku dziecko zacznie sprzątać po sobie klocki, żeby kochanej mamie nie było przykro z powodu zabałaganionej w całym mieszkaniu podłogi? albo pozmywa samo z siebie naczynia po obiedzie i kolacji, żeby mama nie miała aż tylu obowiązków?
                                          • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:56
                                            e-kasia27 napisała:

                                            > - dawać dobry przykład swoim zachowaniem

                                            Ale Ty nie dajesz. Jak dziecku sie nie chce schylic po kredke to Ty biegniesz. Co to za przykład dobry?

                                            > - określać jasno swoje oczekiwania

                                            To tu juz niekonsekwentna jesteś, jakie oczekiwania? Licza sie przeciez oczekiwania dziecka, one sa najwazniejsze!

                                            > - wyrażać swoje niezadowolenie

                                            Ale z czego?
                                      • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:45
                                        e-kasia27 napisała:

                                        > Oczywiście, że na dziecko wszystko ma wpływ, ale na to czy dziecko wyrośnie na
                                        > porządnego człowieka, czy na drania wpływ mają przede wszystkim rodzice.


                                        Zmartwie Cię, na Twoje dziecko będa mieć tez wpływ inni a także jego własne geny.
                                  • scher Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 09:05
                                    e-kasia27 napisała:

                                    > DZIECI SĄ TAKIE, JAK JAKIE ICH CHOWANIE.

                                    BUHAHA! :-D
                                  • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:42
                                    e-kasia27 napisała:

                                    > Taaaa!
                                    > Bo wybitna empatyczność to pewnie dziedziczona w genach jest, zwłaszcza po dzia
                                    > dku alkoholiku, a co za tym idzie ojcu DDA, który ma więcej problemów z samym s
                                    > obą niz ze wszystkimi dziećmi razem wziętymi.

                                    Wiesz alkoholicy to najczesciej ludzie słabi psychicznie i łatwo sie podporzadkowujacy innym.

                                    > Dziecko jest, jak skarbonka - co do niej włożysz, to dokładnie to samo wyjmiesz

                                    Niestety nie, dziecko to nie jest biała kartka do zapisania.

                                    > Nie ma dzieci z natury empatycznych.
                                    > Nie ma dzieci z natury uległych.
                                    > Nie ma dzieci z natury agresywnych.
                                    > Nie ma dzieci z natury złośliwych.

                                    Ależ są, w jakim Ty świecie żyjesz. Te teorie juz dawno upadły. To co Ty możesz włożyć w swoje dziecko to jakaś połowa, druga połowa to geny.
                              • demonii.larua Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 23.02.12, 11:31
                                Moje też rysują na stole - czasem rysowały na ścianie, bo miały do tego jedną przeznaczoną dla nich :) Twoja córka jako żywo przypomina mojego najmłodszego, no dogadujemy się niemal na każdej płaszczyźnie, piszę niemal, bo jednak objawy buntu wykazuje podczas rehabilitacji oka.
                                Tylko, pozostała trójka to zupełnie inne dzieci, na maksa pożytkujące swoją energię na poznawanie świata i testowanie rodziców na wszelkie sposoby, a wyobraźni im nie brakuje :) W NASZYM domu są zasady nie dużo ale się ich trzymamy - choć nie kurczowo, których przestrzegamy wspólnie - jedną z tych zasad jest dbanie o bezpieczeństwo własne oraz innych domowników w miarę swoich możliwości, nie wymagam od dzieci by zachowywały się jak dorośli. I serio o ile mogę, mam czas czy chęć pomóc czy wyręczyć dziecko w jakiejś czynności to z ochotą to robię. Bo zwyczajnie radość mi to sprawia. Ale nie będę tego robiła stale, bo nie mieści się to w moim światopoglądzie i nie jest zgodne z moją "drogą wychowawczą" oraz czasem najzwyczajniej w świecie mi się nie chce - zupełnie tak jak małym ludziom :P
                              • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:03
                                e-kasia27 napisała:

                                > Nie, nie przejechałam się na kredce, bo moje dziecko nie rozrzuca kredek po pod
                                > łodze, rysuje na stole i tam leżą kredki, jak jakaś spadnie, to albo sama podn
                                > osi, albo woła, żeby jej podnieść, jak jej się nie chce z krzesła złazić i ja w
                                > tedy podnoszę.

                                Czyli generalnie jestes na każde zawołanie i niby czego tym dziecko uczysz?
                                • morekac Re: rodzeństwo w równoległych 1 klasach? 25.02.12, 07:23
                                  Mnie też się z siostrą nieźle chodziło do klasy - ale kilka minusów było. Też się uczyłyśmy dobrze, na podobnym poziomie, z matematyki byłam zawsze dobra i nigdy nie miałam problemów, ale fakt, że siostra jest po prostu 'istotą matematyczną' sprawiło, że dosyć wcześnie się zdemotywowałam do tego przedmiotu. Chwilami miałam nawet ciut lepsze stopnie, ale faktem jest, że 'łapała' matematykę znacznie lepiej ode mnie i w porównaniu z nią czułam się matematycznym beztalenciem. ;-)
                                  • morekac Re: rodzeństwo w równoległych 1 klasach? 25.02.12, 07:26
                                    To oczywiście miało być nie tutaj...
                            • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 23:46
                              Córka złamała sobie nogę po potknięciu o klocek. :-(
                      • asia_i_p Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 14:01
                        Moje zdrowie nie jest dla mnie ważniejsze niż zdrowie mojego dziecka. Ale z całą pewnością jest dla mnie ważniejsze niż kaprys mojego dziecka, podobnie jak jego zdrowie jest ważniejsze od mojego kaprysu.
                        Jeżeli uczysz dziecko, że jego niechęć do sprzątnięcia zabawek liczy się bardziej niż twoja niemożność ich sprzątnięcia z powodu bolącego kręgosłupa, to ja mam ogromną nadzieję, że moje dziecko nie będzie musiało z twoim pracować, ani nie wejdzie z nim w związek. Takich wczesnych lekcji się nia zapomina.
                      • Gość: gośka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.icpnet.pl 22.02.12, 14:21
                        > Kobieto, jeśli dla ciebie
                        > - twoje zdrowie
                        > - twój kręgosłup
                        > - twój wolny czas
                        > - twoja praca
                        > - twoja książka
                        >
                        > są ważniejsze niż TWOJE DZIECKO

                        nie są ważniejsze niż moje DZIECKO. Są ważniejsze niż jego kredki. Ale Ty masz niestety problem z interpretacją prostych zdań :)
                • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 22:11
                  Gość portalu: justcam napisał(a):

                  > Teraz gdy jestem doroślejsza mam własne dzieci i wokół różnych ciekawych znajom
                  > ych dojrzałych nieprzecietnych ludzi którzy świadomie zdecydowali sie na dzieck
                  > o i staraja się je wychować najlepiej jak można no i własnie coś w duchu e-kasi

                  "coś w duchu" - prawie robi duża różnicę


                  > i antypedagogiki no i niestety musze przyznać że oni maja bardzo duże problemy
                  > ze swoimi pociechami to mali terroryści robiący awanury o byle co i mający uby
                  > tki w wielu rodzajach umiejetności to pępki swiata które myślą że świat na nich
                  > się kończy

                  Jeśli jest tak, jak piszesz, to znaczy, że ci rodzice wcale, ale wcale nie maja pojęcia o wychowywaniu w sposób, o którym tutaj piszę.
                  Albo ty w ogóle nie rozumiesz, tego, co napisałam i nie potrafisz odróżnić bezstresowego wychowania od braku wychowania.


                  >- te dzieci są naprawde trudne...

                  Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma trudnych dzieci, są tylko trudni rodzice.
                  A ja od sibie dodam, że trudni rodzice robią ze swoich dzieci trudne dzieci.


                  > Mnie samej jedyne co przychodzi do głowy to że może należało by dostosować meto
                  > dy wychowawcze do własnych dzieci i nie wszytsko da się dopasowac do każdego dz
                  > iecka ... Chyba jednak sa dzieci które wymagaja czy potrzebuja wiecej ram i zas
                  > ad sa i takie które mozna wychowywać tak lekko i przyjemnie jak e- kasia pisze.

                  I tu masz trochę racji.
                  Właśnie w tym sęk, żeby się dostosować do swojego dziecka - CAŁKOWICIE.

                  Ale ja nigdzie na napisałam, że wychowywanie dziecka jest łatwe!
                  Przyjemne może być, jeśli ktoś potrafi odnaleźć przyjemność w byciu w 100% dla swego dziecka, ale łatwe, to z pewnością nie jest, bo wymaga na pewien czas całkowitej rezygnacji z siebie i wyzbycia się własnego egoizmu, a to niestety nie każdy potrafi zrobić.
                  Trudne, ale możliwe i przecież nie trwa wiecznie - najdalej około trzeciego roku życia dziecka odzyskuje się trochę swobody, a potem jest tylko coraz łatwiej, i zupełnie bezproblemowo, więc warto!
                  • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 14:29
                    Jeśli jest tak, jak piszesz, to znaczy, że ci rodzice wcale, ale wcale nie maja pojęcia o wychowywaniu w sposób, o którym tutaj piszę.
                    Albo ty w ogóle nie rozumiesz, tego, co napisałam i nie potrafisz odróżnić bezstresowego wychowania od braku wychowania.
                    Może nie rozumiem , a może pomijasz te istotne momenty które prócz luzu i bezstresowego wychowania zobrazowały by w taki razie to wychowywanie i postawienie granic i zasad.
                    Przytocze przykład jednego z dzieci które moim zdaniem jest właśnie chowane bezstresowo z bardzo dużym poczuciem własnej wartości jest chłopcem który obecnie ma 7 lat i ma bardzo duży problem np. z dzieleniem się , do jego pokoju własciwie nie może wejśc inne dzieckoi nie wolno jesli już tam sie znajdzie aby czegokolwiek dotkneło - jesli tak się stanie to wpada w szał ... Jego rodzice ponieważ widzieli jakie trudne jest dla niego dzielenie się (a jest on chłopcem) oczywiście chcieli uniknąc tego stresu i nigdy nie zmuszali go do dzielenia się W sumie jest tak do dzisiaj ... Jedyne co teraz robią to proszą syna aby wybrał zabawki którymi jest sie wstanie podzielić i zniósł je do pokoju głównego czyli neutralna przestrzeń i te zabawki mogą dotykac inne dzieci np goście i wtedy jest ok. Oczywiście chłopiec wybiera zabawki które nie lubi i własciwie to mógłby równie dobrze wyrzucić ... Gorzej jeśli owi gście znajda coś innego no to zaczyna się wspomniany szał... Ten chłopiec nie przeszedł w wieku do 3 lat nauki dzielenia bo przynosiło mu to zbyt wielki stres i zbyt wiele nerwów ... więc rodzice go do tego nie zmuszali może liczyli na to że dorosnie i będzie łatwiej ale stało sie tak że teraz to jest naprawde duży problem ... chłopiec zachowuje się nieobliczalnie ....gdy ktoś dotknie jego zabawek i właściwie nie ma wstepu do jego pokoju dla innych dzieci.... bo nic nie można dotknąć..... no i jakos to bezstresowe wychowanie w przyp[adku tego chłopca zdaje się być przyciękawe w efektach. Rodzice to madrzy ludzie tata jest psychologiem bardzo dobrym a mama tworzy podręczniki do nauki to naprawde bardzo fajni ludzie ....
                    • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 17:17
                      Rodzice to madrzy ludzie tata jest psychologiem bardzo dobrym a mama two
                      > rzy podręczniki do nauki to naprawde bardzo fajni ludzie
                      To, że ktoś jest fajnym dorosłym, nie oznacza, że wychowa dzieci bez problemu. Każde dziecko jest trochę inne, jednego przepisu nie ma, skutki widać dopiero po dłuższym czasie, a ponieważ nie wymyślono jeszcze sposobu na cofanie się w przeszłość - nie da się poprawić zastosowanych wcześniej metod. Wychowanie to po prostu niepowtarzalny eksperyment przeprowadzony na żywym organizmie. ;-) Nie ma nawet grupy kontrolnej - być może, gdyby dziecko było zmuszane do dzielenia się zabawkami, byłoby jeszcze gorzej. Któż to może wiedzieć?
                      • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 17:32
                        ja podałam tylko jeden przykład problemu ze wspomnianym chłopcem , ale problemów tego typu jest wiele i naprawde jakoś widać, że to jest efekt obranej metody wychowawczej. Chodzi mi tez o to że oni prezentują sobą dobre wartości i wszystko robią w dobrej myśli, ale efakty sa naprawde przyciężkawe... Troche to wyglada jak by ta wspaniała metoda wychowania bezstresowego w tym wypadku zupełnie nie zdała egzaminu...Znam tego chłopca od dawna i wydaje mi się że gdyby go ktos nauczył jak to zwykle bywa dzielenia sie w wieku trzech lat to jak wiekszośc dzieci poprostu by sie tego nauczył , może to by go kosztowało kilka rozterek psychicznych ale dziś nie miał by takiego problemu....
                        • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 17:42
                          Hm, ale być może przy innym dziecku ta sama metoda nie byłaby wcale zła?
                          A efekty widać teraz, po kilku latach - jakoś mam wrażenie, że nie da się z młodego zrobić z powrotem 3-latka i zabrać się za testowanie innych sposobów...
                          • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 18:43

                            a no może tak, pewnie nawet napewno ... ale juz wcześniej właśnie zauwazyłam że nie ma jednej jedynej najlepszej metody i ze tak ową trzeba dobrać dla dziecka nie tylko dlatego że wydaje sie fajna, ale jest właśnie taka jaką potzrebuje dane dziecko. Noi jeszcze jedna sprawa rodzice owi obserwuja owe skutki ich bezstresowej metody wychowawczej no i jakoś nadal sie jej trzymają :-) choć chyba coraz częściej znajduja sie dość w potrzaskowej sytuacji ... w której trudno nie dopuszczać do bezstresowego bycia syna....
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 16:29
            "Wychowywanie, to nie jest tresura, to nie jest ciągłe nakazywanie i zakazywanie"

            a na jakiej podstawie uważasz, że ciągle to robię , jesteś jasnowidzem tak , a może siedzisz w moim domu na strychu lub u sasiada i obserwujesz ?

            "Żadne dziecko nigdy nie będzie chciało robić niczego na rozkaz. "
            moje dziecko nie dostaje rozkazów, tylko jest proszone, żeby posprzatało, ma na to czas, nie musi robic natychmiast, ma oferowaną pomoc, ma inne mozliwości, ale sprzątać uwazam, że po sobie powinno, a to niestety nie zawsze jest tak, że poproszone, zachęcone jest gotowe to zrobić.

            "Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłuma
            > czeniem i zachęcaniem lub zabawą."
            ależ ja to robię, tylko nikt nie raczy zapytać, lepiej uznać, że tego nie robię, tylko tresuję i wydaję rozkazy prawda, bo po co pytac, przecież ty wiesz , bo jestes jasnowidzem i wszystko wiesz

            "Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje.
            > Zamiast kazać się iść kąpać, zapytać, czy chce się kapać - przecież nie umrze o
            > d tego, jak pójdzie spać nie wykąpana, zachęcić - zapytać, które zabawki zabier
            > ze do kąpieli, przygotować razem kąpiel, pozwolić nalewać wodę prysznicem itp."

            wyobraź sobie, że to też przerabiałam, problemem nie była kąpiel, bo ją lubiła, problemem było zawsze odwlekanie pójścia spac, po po kapieli trzeba iść do łózka a po bajce spać.

            co do mycia zębów, były piosenki szczotka, kubek, były zabawy, były tłumaczenia, były zabawy tupu pobawimy się w malowanie ząbków, były historyjki o robaczkach, które wwiercają się w zabki, trzeba je wygonic, były próby - wszyscy razem myjemy ząbki, mama, tata, proszenie, żeby nauczyła tatę myć ząbki, bo zapomniał jak się to robi, wszelkie mozliwe sposoby innych mam, gdzie skutkowało - u nas nie skutkowało bardzo długo, żadne z tych sposobów. Niemycia też próbowałam - nie poskutkowało. To nie jest chyba nakazywanie, to jest wg mnie dokładnie to o czym piszesz, ale nie zapytałaś, czy dziecko ma zabawki w kąpieli - odpowiem ci, ma, najbardziej lubi rysowac pisakami po wannie, robi to odkąd miała rok lub mniej, ma gumowe zabawki, ma kubeczki , ksiązeczki, puzzle, oczywiście nie wszystko naraz, jedno się znudzi, jest cos innego.
            Ale po co pytać - lepiej zbesztać - co z ciebie za matka, czyż nie. Dziwne, że tak super traktujesz swoje dziecko rozmawiasz z nim, ale nie potrafisz rozmawiac z innymi - to takie moje przemyślenie

            "Straszne jest, to co ty napisałaś.
            > Jak mama nie przytuli, to nie jest kara, to tylko znaczy, że mama nie kocha."

            jasne, moje dziecko ci to powiedziało ?
            Kochać to nie tylko przytulać. Jest czas na przytulanie, jest czas na pogrożenie palcem, jest czas, że nie przytulę, jest czas, że lezymy w łóżku do południa i się przytulamy, śmiejemy, wygłupiamy, bawimy, jest czas, gdy mojej corce źle, jest czas, gdy mi jest źle. Miłość to nie to samo co nie przytulić. Kocha się zawsze niezaleznie czy jest się na siebie złym, obrażonym, smutnym. Kochać to również stawiać wymagania dziecku, to również oczekiwac czegoś od niego, nie tylko głaskać . Wazne, żeby dziecko to wiedziało

            "Im więcej swobody i pozwalania decydowania o duperelach, tym dziecko grzeczniej
            > sze i bardziej bezproblemowe.
            > Im więcej kar i zakazów, tym większe problemy i większy bunt."
            moje dziecko ma prawo decydować, ma prawo decydować, że nie zje ziemniaków, jeśli ich nie lubi, może zjeść ryż, kaszę, makaron. Ma prawo nie jeść buraczków, może zjeść ogórka, bo lubi. Ma prawo zdecydować, czy załozy dziś taką czy inną sukienkę, spodnie czy bluzkę.
            Ono decyduje, czym chce się bawić, chce ciastolina, lepi z ciastoliny (mimo, że wiele razy słyszałam, że mam cierpliwość, bo potem trzeba to sprzatać, wchodzi w dywan, etc. chce malowac farbami, maluje, mimo, że słyszę, że inni dają niechętnie dziecku farby, bo sobie bluzkę pobrudzi, wszystko będziewybrudzone itp.
            Moja córka wg mnie ma naprawdę duzo mozliwości wyboru, swobody"
            ale
            kąpiemy się o 20, nie ma odstepst,
            idziemy spać po kąpieli i bajce - ma możliwość wybrania sobie 3 bajeczek, na tym koniec, nie ma 5, 10, 15 itp.
            chcę, zeby moja córka trzymała mnie za rekę, jak przechodzimy po pasach za ulicę - idąc chodnikiem nie musi,
            chcę, żeby umiała sprzątnść swoje zabawki, w domu, w przedszkolu, u innych
            tak moje dziecko ma również zasady i ma ich przestrzegac
            no ale widać ja je torturuję bo czegoś wymagam

            Dlaczego przypisujesz dziecku takie negatywne czyny, jak udawanie - zakładasz,
            > że robiła to świadomie, specjalnie?
            tak jak najbardziej świadomie, nie chce sprzątac, ja proszę tak, mówi nie, ja proponuję, posprzatamy razem tak , zgadza się, tak, schyla się bierze jedna zabawke, wkłada do pudła, potem zaczyna robic cos innego lub nic, mówię - mialaś sprzatać razem ze mną, ja miałam ci pomagać ale ty tez miałaś sprzątać , brak skutku, dalej nic nie robi, mówię, w takim razie ja nie sprzątam, poczekam aż ty sprzątniesz bo nie taka była umowa.
            inny przykład: mamo daj mi czekoladkę
            - nie, czekoladkę możesz dostac na podwieczorek, teraz jest śniadanie.
            - nie będę jeść sniadania, nie jestem głodna
            - dobrze, ja ci naszykuję sniadanie, i jak zgłodniejesz to je zjesz
            po chwili
            - mamo chciałabym zrobic experyment
            - jaki córciu
            - chciałabym zobaczyć, czy czekoladka rozpuści się w rączce

            jak myslisz po co byłaby jej ta czekoladka ?

            kolejny przykład
            mamo daj mi cukierka ?
            teraz nie dostaniesz, juz zjadłas jednego
            mamo ale to nie dla mnie tylko dla mojego pluszaka , bo prosił
            no dobrze
            mamo ale pluszak nie lubi, to ja zjem

            dziecko nie jest ideałem i równiez potrafi oszukiwać, bić (moje akurat tego nie robi, żeby nie było zaraz dopisanej teorii do tego dlaczego moja córka bije), manipulować, kombinować, co zrobic, żeby osiągnac swój cel, a nóz się uda

            "Dziecko trzeba do tego zachęcić, a nie zmuszać.
            > Można zbierać kredki na wyścigi, kto szybciej, kto więcej, kto znajdzie czerwo
            > ną kredkę, a gdzie zgubiła się zielona, a jeszcze jedna pod kanapą płacze, że o
            > niej zapomniałaś i że nie będzie mogła spać w pudełku, przecież jest mnóstwo m
            > ożliwości zabawy w sprzątanie. "

            powtórze kolejny raz, czemu zakładasz, że tego nie robię ? otóż jak najbardziej to robię, zaskoczona ? nie, napewno zmyslam nieprawdaż.
            przecież ty doskonale wiesz, że jestem tyranem i tylko rozkazy i nakazy wydaję


























            • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 17:56
              Ale o co masz do mnie żal?
              Czy z tego co napisałaś na początku wynika w jakikolwiek sposób, to co napisałaś teraz?

              Zadałaś pytanie, opisałaś problem, to napisałam ci, co o tym myślę.
              Jeśli w praktyce starasz się stosować do zasad, które napisałam(a tak to teraz przedstawiłaś), to przecież znaczy, że jesteś dobrą mamą, więc skąd ta pretensja do mnie?
              Ja mogłam wyciągnąć wnioski tylko z tego, co wcześniej napisałaś, i były takie, jakie były, bo inne na podstawie tego pierwszego wpisu być nie mogły.

              Mnie się nie podoba stosowanie jakichkolwiek kar i uważam, że to do niczego dobrego nie prowadzi.
              A ty zrobisz jak zechcesz, twój wybór.
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:11
                to nie żal.
                co do reszty, no własnie - nie wysuwa się wniosków na podstawie jednego postu, nie można nazywać kogoś tyranem, gdy nie ma się do tego podstaw etc.
                ty ich nie miałaś, jeden post nie jest wg mnie podstawą do tego.
                Nie masz prawa na podstawie tak niewielu informacji tworzyć własnych terorii na temat relacji mojej i córki.
                stąd moja ostra odpowiedź, poprostu łatwo kogoś oceniać, łatwo kogoś skrzywdzić, łatwo na podstawie jednego postu pomylić się i wydać niesprawiedliwa ocene zamiast szukać, dopytać
                to nawet tak apropo dzieci.


          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 17:21
            > A potem będziesz się dziwić, dlaczego twoje dziecko robi wszystko, co każą jej
            > koledzy?
            > Że nie ma własnego zdania?

            rozumiem, ze to również przestudiowałaś i wiesz, jaka będzie moja córka
            już słyszałam podobne twierdzenia typu - nie ucz dziecka, że powinno się dzielić zabawkami, nie mów mu, zeby dało się pobawić zabawką innemu dziecku, jak inne dziecko chce czy zabiera, bo w ten sposób twoje dziecko stanie sie kozłem ofiarnym, któremu wszyscy będą w przedszkolu zabierać zabawki a ono ni będzie potrafiło sobie z taka sytuacja poradzić

            Otóż się mylili, córka odda zabawkę dziecku w przedszkolu, gdy ją o to dziecko poprosi, badź powie, że da mu za chwilkę, jak sama skończy się bawić jak ktos jej próbuje zabrac, nie da
            to opinia przedszkolanki, nie moja, żeby nie było,

            no i jak do tej pory widać moja córka nawet pod wpływem :matki tyrana" ma swoje zdanie i nie zanosi się, żeby to się miało zmienić.
            Wiesz takie gdybanie sobie, kim będzie moja córka za kilkanaście lat to takie fantazjowanie
            a ja prosiłam o pomoc, o pomoc kogoś, kto naprawdę umie pomóc, kto się na tym naprawdę zna, lub tez poprostu prosiłam o podzielenie się swoimi własnymi doświadczeniami, cos na zasadzie moje dziecko tez miało taki okres, pomogło to i to.
            Nie chodziło mi o bezproduktywne zwymyslanie i niemiarodajną, nic nie wnoszącą opinię, mającą się nijak do tematu EOT



          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 18:06

            Najpierw ma iść do swojego pokoju - to jedna kara
            potem ma się sama uspokoić - to druga kara
            potem ma posprzątać zabawki - to trzecia kara
            potem ma przeprosić - to czwarta kara

            wg mnie mylisz poza tym pojęcia
            to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
            to, że ma posprzatać zabawki - to nie kara
            słowo przepraszam - to nie kara
            pójście do pokoju - czy to kara ? zalezy jak na to spojrzeć

            i jeszcze jeśli mogę spytać, piszesz jako kto ?
            matka, ekspert, psycholog dziecięcy ?

            i na koniec jedna uwaga jeśli można,
            chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)
            nie chcesz pomóc - proszę, pozwól na to tym, którzy to potrafią

            • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 18:38
              Gość portalu: mama napisał(a):


              > wg mnie mylisz poza tym pojęcia
              > to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
              > to, że ma posprzatać zabawki - to nie kara
              > słowo przepraszam - to nie kara

              Według mnie to wszystko sa kary, ale ty masz prawo myśleć inaczej.


              > pójście do pokoju - czy to kara ? zalezy jak na to spojrzeć

              Dopiero, co napisałaś, że twoja córka sama mówi, że kara, to pójście do pokoju.


              Chyba strasznie się na mnie wkurzyłaś!
              A to znaczy, że poruszyłam czułą strunę, czyli sama czujesz, że coś jest nie tak, jak powinno.
              Odkrywanie prawdy o sobie zwykle jest wkurzające, bo odkrywamy, że jesteśmy mniej doskonali niż się nam wydawało, ale to daje szansę poprawy.
              Nie ma się co tak wkurzać, nikt nie jest doskonały!
              Na pewno jesteś dobrą mamą, ale możesz być być jeszcze lepszą.
              I na pewno będziesz, bo szukasz możliwości poprawy sytuacji.


              > i jeszcze jeśli mogę spytać, piszesz jako kto ?
              > matka, ekspert, psycholog dziecięcy ?


              Piszę, jako ktoś, kogo spotkałaś na swojej drodze.
              Ludzi zawsze spotyka się po coś - nie ważne kim oni są i jacy są.
              Każde spotkanie niesie ze sobą jakieś nowe doświadczenie. Dla ciebie.



              > i na koniec jedna uwaga jeśli można,
              > chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)

              A ja myślę, że ci pomogłam i to bardzo.
              A wiesz dlaczego?
              Dlatego, że cię wkurzyłam, bo zburzyłam twój obraz samej siebie i teraz już będziesz patrzeć na siebie inaczej.

              Wiem, że jesteś teraz wściekła.
              Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.


              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:06
                pudło
                nie wkurzyłas mnie, możesz tak myśleć, bo tak ci pasuje kolejny raz, bo do tego znów możesz sobie wymyśleć własną teorię
                czy pomogłas - zdecydowanie nie, czy czuję się wszystkowiedzącą matką - nie, gdyby tak było nie szukała bym odpowiedzi, pomocy czy też możliwości, jak inni postepują, jak na to patrzą -
                ale ty masz rzecz jasna wyrobiona opinię, jak zawsze i w każdym przypadku prawda, żadnych pytań, zadnych wątpliwości, jest jak piszesz i kropka. Bo ty wiesz.
                może to ja stanęłam na twojej drodze, by ci pokazać, że warto czasem zadawać pytania zanim się wyda osąd ? przemyśl to
                przepraszam
                nauczyłam się czegoś, nie pytać na forum, a jesli to najpierw sprawdzić jakie to forumi kto na nim pisze.
                powtórzę jeszcze raz - prosiłam o konkretną pomoc a nie to co ty zaprezentowałaś, bo tego pomocą się nazwać nie da.
                Zauważ, że nie ty jedna napisałaś, że ci coś nie pasuje, inni jak widzisz też nie łechtali mojej matczynej próżności i nie utwierdzali mnie w przekonaniu, jak twierdzisz super matki.
                Nie w tym rzecz, żeby to robic, żeby ktos mi napisał - tak, rób tak dalej, gdybym tego oczekiwała, nie musiała bym pytać.
                Ale tak jak pisałaś, uważam, że twoje wywody są nic nie warte, dlaczego ?
                bo nie potrafisz słuchać, nie próbujesz zrozumieć, nie próbujesz pomóc - potrafisz jedynie krytykować i tworzyć własne wymyślone teorie i opinie bez podstaw . Nie widze powodu, by taką rozmowe kontynuować. ale chętnie posłucham opinii innych na ten temat - może doczekam się np. opinii psychologa, eksperta, bo głównie na tym mi zależało, rozpoczynając ten wątek lub opinii innych (niekoniecznie łechcacych wg ciebie moja próżność i uwielbienie do samej siebie) ale gadających do rzeczy, że tak powiem oraz w sposób bardziej przyjazny ( nie w sensie głaskania i popierania moich metod) ale tak po ludzku grzecznych i uprzejmych.
                Ot tyle

              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:18
                Piszę, jako ktoś, kogo spotkałaś na swojej drodze.
                Ludzi zawsze spotyka się po coś - nie ważne kim oni są i jacy są.
                Każde spotkanie niesie ze sobą jakieś nowe doświadczenie. Dla ciebie.

                tak spotkałam cię zapewne po to, by Ci pomóc zrozumiec, że czas się zastanowić, kiedy można wydawać opinie a kiedy należy się z nimi wstrzymac czasem, kiedy lepiej zadać pytanie lub też kiedy się nie wypowiadac, jeśli się nie ma racji.
                Dla mnie to ważne, kim jesteś, bo tak jak pisałam zalezy mi na opini fachowca, nie sadzę, że nim jesteś po twoich wypowiedziach.


                > i na koniec jedna uwaga jeśli można,
                > chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)

                A ja myślę, że ci pomogłam i to bardzo.
                A wiesz dlaczego?
                Dlatego, że cię wkurzyłam, bo zburzyłam twój obraz samej siebie i teraz już będziesz patrzeć na siebie inaczej.

                Wiem, że jesteś teraz wściekła.
                Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.

                to potwierdza tylko to co pisze, ty zawsze wszystko wiesz lepiej
                wiesz co czuję - coś ci powiem (nie wiesz)
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:31
                wg mnie mylisz poza tym pojęcia
                > to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
                > to, że ma posprzatać zabawki - to nie kara
                > słowo przepraszam - to nie kara

                Według mnie to wszystko sa kary, ale ty masz prawo myśleć inaczej.
                rozumiem, ze jak mówisz przepraszam - to czujesz się ukarana ? sama sobie wymierzasz karę mówiąc przepraszam tak ?

                jesli uspokojenie się to kara ? to nie bardzo rozumiem - znaczy, że jak mam zachęcać, żeby się nie uspokajało tak ? i wtedy to nie jest kara ? zupełnie nie rozumiem takiego toku myslenia. Co to za kara ?

                sprzątanie to kara ? znaczy, że jak sprzątasz to masz karę tak ? :-)) pierwszy raz coś takiego słyszę
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 19:48
                  Czy ty naprawdę nie widzisz różnica miedzy tym,że:

                  - sprzątam, bo chcę, żeby było posprzątane

                  a tym, że:

                  - sprzątam, bo mi matka tak kazała
                  ????????????????????????????????????????????????????????

                  Pierwsze jest moją własną inicjatywą, robię to, bo chcę.
                  Drugie jest nakazem, rozkazem, a więc karą.
                  • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 20:00
                    różnica jest, dostrzegam ale ani jedno ani drugie nie jest dla mnie żadną karą
                    • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 20:20
                      Jest karą, bo jak żołnierz zostaje żołnierzem, to podpisuje cyrograf, że będzie wykonywał wszystkie rozkazy swojego dowódcy. Czyli jest świadomy tego, że to specyfika tego zawodu i godzi się na to świadomie.

                      Dziecko nigdy się świadomie nie godziło na to, że będzie wypełniało twoje rozkazy.

                      To ty stworzyłaś dziecko i twoim obowiązkiem jest zapewnić mu wszystko, co najlepsze, kochać go i szanować jego uczucia.
                      To ty masz być dla dziecka, a nie dziecko dla ciebie.

                      Dlaczego zakładasz, że dziecko ma obowiązek cię słuchać i robić to, co ty chcesz aby zrobiło?
                      Dziecko nie ma żadnego obowiązku, ani cię słuchać, ani wykonywać twoich poleceń.

                      To twoim obowiązkiem jest wykonywać wszystko tak, aby dziecko rosło i rozwijało się jak najlepiej, bo od ciebie zależy jego przyszłość, od ciebie zależy, jak sobie będzie w życiu radziło.

                      Jeśli chcesz aby dziecko słuchało tego, co mówisz, to musisz, tak mówić, aby to było dla dziecka zrozumiałe.
                      A dla dziecka rzeczą zupełnie niezrozumiałą jest, dlaczego zmuszasz je do robienia rzeczy, których nie lubi(np. sprzątanie), dlaczego go nie przytulasz, kiedy jest mu to potrzebne, dlaczego chcesz, aby samo siedziało w pokoju, kiedy się złości, a nie na twoich kolanach, dlaczego chcesz, aby cię przepraszało, za to że go zezłościłaś, bo kazałaś, mu sprzątać, dlaczego, gniewasz się i każesz zbierać kredki, gdy je rzuciło ze złości na podłogę....
                      • Gość: gośka e-kasiu IP: *.icpnet.pl 20.02.12, 15:15
                        a dlaczego zakładać, że dziecko ma nie posłuchać mamy?
                        dziecko, żołnierz... w co Ty w ogóle wjeżdżasz

                        > Dziecko nigdy się świadomie nie godziło na to, że będzie wypełniało twoje rozka
                        > zy.
                        mama nie rozkauje, tylko prosi - dlaczego we wspólnym domu ma być tak jak chce dziecko? pół dnia jest bałagan, to może niech na koniec będzie porządek. Czemu nie? Jak dziecko chce herbatkę, a mama idzie i robi, to też wykonuje rozkaz? a w drugą stronę to już nie działa, tak? czyli jak mama oczekuje, że dziecko posprząta zabawki, to może się pocałować w tyłek, bo dziecko cyrografu nie podpisało? Tak wychowujesz swoje dziecko? Gratuluję, czyli wniosek z tego, że Twoje dziecko nic nie musi, a tylko ewentualnie może. Teraz być może to dotyczy zabawek... a potem, no cóż, może będzie mogło nie jarać fajek, nie chlać wódki, nie lać kumpli, wracać o określonej porze do domu, może będzie mogło ewentualnie wypełniać polecenia szefa, ewentualnie podjąć obowiązek szkoły czy pracy, bo może będzie mu się chciało słuchać czyichkolwiek poleceń a może nie. Świetne rady :) W życiu jak to w życiu - czasem trzeba podporządkować się poleceniom innych ludzi. Nie ma w tym nic złego - sęk w tym, by te polecenia były wydawane tak, aby nie uderzały w godność dziecka i nie mąciły mu w głowie, a ewentualne kary czy konsekwencje dla dziecka miały tylko taką siłę jaka jest adekwatna do przewinienia. Tego autorce moim zdaniem brakuje. A fakt, że prosi dziecko o posprzątanie - no cóż, może w swoim domu dziecko nie będzie musiało sprzątać, ale teraz jest to dom zamieszkiwany przez innych ludzi, więc warto szanować też ich potrzeby i wymagania.


                        > To ty stworzyłaś dziecko i twoim obowiązkiem jest zapewnić mu wszystko, co najl
                        > epsze, kochać go i szanować jego uczucia.
                        > To ty masz być dla dziecka, a nie dziecko dla ciebie

                        Super :) takich dzieci jak Twoje boję się najbardziej w otoczeniu mojego dziecka - skoro dorosły ma tańczyć tak jak dziecko zagra, to co dopiero to dziecko zrobi z rówieśnikami w przedszkolu. A z nauczycielką? Skoro matka ma obowiązek zapewnić dziecku wszystko, a dziecko ewentualnie MOŻE dostosować się do poleceń lub nie, to powiedz mi u diabła co z tego dziecka wyrośnie? Jakiś totalny absurd. Dziecko najbezpieczniej czuje się w świecie z jasno wyznaczonymi granicami - wyznaczonymi przez kogoś, kogo darzy autorytetem. Jeśli dziecko MOŻE samo wyznaczać własne granice, bo niczego wszak nie podpisywało, to nic z tego dobrego nie będzie. Zupełnie na opak pojmujesz miłość do dziecka i szanowanie uczuć dziecka. Chcesz dziecko nauczyć że każdą decyzję może podjąć samo, a tymczasem dzieci, podobnie jak dorosli, wielu regulom nie lubią się podporządkowywać. Mimo wszystko to robią, bo tak trzeba. Dziecko ma żyć w społeczeństwie, tam obowiązują reguły - a Ty jako matka masz obywatelski obowiązek nauczyć dziecko, że CZASEM (nie zawsze) trzeba coś zrobić i już. Koniec i kropka.

                        • Gość: jola Re: e-kasiu IP: 94.75.86.* 20.02.12, 23:26
                          tylko,ze mowa o malym dziecku,chyba o tym zapomnialas.
                          A male dziecko,nie wykona stu polecen i jeszcze ma sie poddac karom za to.
                        • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 01:10
                          Gość portalu: gośka napisał(a):


                          > mama nie rozkauje, tylko prosi -

                          Jeśli mama nie rozkazuje, tylko prosi, to dziecko ma prawo odmówić.
                          Takie są ogólnie przyjęte zasady proszenia. Prawda?

                          Jeśli dziecko odmawia i wtedy musi iść do swojego pokoju za karę, a potem jeszcze przeprosić, że nie chciało sprzątać, i na koniec posprzątać, to już nie jest proszenie, tylko rozkaz.


                          >dlaczego we wspólnym domu ma być tak jak chce
                          > dziecko?

                          A dlaczego we wspólnym domu, ma być tak, jak chce mama?

                          Wspólny dom polega na tym, żeby w nim było dobrze wszystkim domownikom i to jak ma być trzeba uzgadniać też z dzieckiem, a nie samemu decydować.
                          Dziecko nie jest tu obcą osobą, intruzem, który nie ma nic do gadania w moim domu, ale jest domownikiem, tak samo, jak ja i to domownikiem dla mnie najważniejszym, najdroższym, najcenniejszym, bo to moje dziecko.


                          >pół dnia jest bałagan, to może niech na koniec będzie porządek.

                          Jeśli chcesz, żeby był porządek, to posprzątaj.
                          Dlaczego chcesz wyręczać się dzieckiem?
                          Jeśli chcesz, aby dziecko też sprzątało, to je do tego zachęć, zamiast zmuszać.


                          > Jak dziecko chce herbatkę, a mama idzie i robi, to też wykonuje rozkaz?


                          Nie.
                          Mama wykonuje swój obowiązek, bo obowiązkiem mamy jest zapewnić dziecku pożywienie i picie.
                          Mama się świadomie takiego obowiązku podjęła robiąc sobie dziecko.

                          Ale nie musi tego robić na rozkaz, natychmiast, może dziecku powiedzieć, żeby chwilę poczekało - oczywiście takiemu, które jest już to w stanie zrozumieć.
                          (Do roku nie ma szans na zrozumienie - wtedy musi być natychmiast!)



                          a
                          > w drugą stronę to już nie działa, tak? czyli jak mama oczekuje, że dziecko posp
                          > rząta zabawki, to może się pocałować w tyłek, bo dziecko cyrografu nie podpisał
                          > o?

                          Tak.
                          Mama nie ma prawa od trzylatka oczekiwać, że posprząta zabawki, chyba że mama jest niespełna rozumu.
                          Trzylatkowi może się zdarzyć, że posprząta, i wtedy trzeba go bardzo chwalić, ale nakazywanie sprzątania i oczekiwanie, że to zrobi to stanowczo za dużo.



                          >Tak wychowujesz swoje dziecko?

                          Tak wychowywałam i wychowuję wszystkie swoje dzieci.


                          >Gratuluję, czyli wniosek z tego, że Twoje dzi
                          > ecko nic nie musi, a tylko ewentualnie może.

                          Tak.
                          Moje dzieci nic nie muszą, ale mogą.
                          Ja też niczego nie muszę ale mogę.
                          Dlaczego do dzieci miałabym stosować inne zasady niż w stosunku do siebie?


                          >Teraz być może to dotyczy zabawek.
                          > .. a potem, no cóż, może będzie mogło nie jarać fajek, nie chlać wódki, nie lać
                          > kumpli, wracać o określonej porze do domu, może będzie mogło ewentualnie wypeł
                          > niać polecenia szefa, ewentualnie podjąć obowiązek szkoły czy pracy, bo może bę
                          > dzie mu się chciało słuchać czyichkolwiek poleceń a może nie.

                          Tak.
                          Właśnie to wszystko mogą, podobnie, jak ja.

                          Nie jaram fajek, nie chlam wódki, nie leję kumpli, nie wypełniam polecań szefa, bo nie mam żadnego szefa, podjęłam obowiązek szkolny, skończyłam studia, i słucham, albo nie słucham poleceń innych w zależności od tego, czy tego chcę, czy nie.
                          Wszystko, co robię, robię dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę.






                          Świetne rady :) W
                          > życiu jak to w życiu - czasem trzeba podporządkować się poleceniom innych ludz
                          > i.


                          Czasem trzeba, ale zawsze ma się wybór.
                          Jak się che to się można podporządkować, ale jak się nie chce, to się nie musi.
                          Chyba, że się coś przeskrobało i trafiło np. do więzienia, wtedy się musi niestety.


                          >Nie ma w tym nic złego - sęk w tym, by te polecenia były wydawane tak, aby n
                          > ie uderzały w godność dziecka i nie mąciły mu w głowie,a ewentualne kary czy k
                          > onsekwencje dla dziecka miały tylko taką siłę jaka jest adekwatna do przewinien
                          > ia. Tego autorce moim zdaniem brakuje. A fakt, że prosi dziecko o posprzątanie
                          > - no cóż, może w swoim domu dziecko nie będzie musiało sprzątać, ale teraz jest
                          > to dom zamieszkiwany przez innych ludzi, więc warto szanować też ich potrzeby
                          > i wymagania.


                          Polecenia nigdy nie są potrzebne w gronie najbliższych osób.
                          Czy mężowi też wydajesz polecenia?
                          A jak mąż nie wykona twojego polecenia, to jaką karę mu dajesz, żeby była adekwatna do jego przewinienia?
                          Dlaczego dziecku odmawiasz praw, jakie mają inni domownicy?

                          I co, myślisz, że nauczysz dziecko szanować potrzeby innych ludzi, nie szanując jego potrzeb i łamiąc jego prawa?





                          >
                          > Super :) takich dzieci jak Twoje boję się najbardziej w otoczeniu mojego dzieck
                          > a - skoro dorosły ma tańczyć tak jak dziecko zagra,


                          Bredzisz!
                          A gdzie ja napisałam, że dorosły ma tańczyć tak, jak dziecko mu zagra?

                          Bycie rodziną, to wspólny taniec wszystkich i nikt w nim nie może dyrygować i zmuszać innych do tańczenia na jego modłę, bo wtedy jest to patologia i przemoc.




                          >Skoro matka ma obowiązek za
                          > pewnić dziecku wszystko,


                          Wszystko, co jest w stanie zapewnić, i co uważa za najlepsze dla dziecka.
                          Nie każdy ma identyczne priorytety.
                          Jeden chce, żeby jego dziecko było posłuszne, drugi, żeby było geniuszem, a trzeci, żeby było po prostu szczęśliwe.


                          > a dziecko ewentualnie MOŻE dostosować się do poleceń l

                          Do jakich znowu poleceń?
                          Przecież, cały czas ci mówię, że polecenia są zbędne!
                          Nie ma żadnych poleceń!


                          > ub nie, to powiedz mi u diabła co z tego dziecka wyrośnie?

                          Co wyrośnie?
                          Szczęśliwy, mądry, spełniony, dobry, empatyczny, zadowolony z siebie i innych człowiek, który wie, czego od życia chce i potrafi to zrealizować.


                          Jakiś totalny absurd
                          > . Dziecko najbezpieczniej czuje się w świecie z jasno wyznaczonymi granicami -
                          > wyznaczonymi przez kogoś, kogo darzy autorytetem.

                          Jak dziecko ma darzyć autorytetem matkę, która mu nakłada więzy - nakazy, zakazy, wymuszania, kary?
                          Wierzysz w takie cuda, że można uznać za autorytet swojego wroga?
                          Jak można darzyć autorytetem swojego kata?
                          Można się go bać i ze strachu słuchać, ale na autorytet nie ma tu miejsca.
                          Strachem i karami nikomu nigdy nie udało się wymusić autorytetu.

                          Na autorytet trzeba sobie zasłużyć - miłością, oddaniem, poświęceniem, dobrocią, zrozumieniem i setką innych rzeczy.


                          Jeśli dziecko MOŻE samo wyzna
                          > czać własne granice, bo niczego wszak nie podpisywało, to nic z tego dobrego ni
                          > e będzie.

                          Dlaczego miało by nie być?
                          Zakładasz, że dziecko to idiota, który nie potrafi samodzielnie myśleć i wyciągać wniosków?
                          To kiedy następuje według ciebie ten moment, kiedy człowiek może sam wyznaczać własne granice?
                          Jeśli dziecko nie nauczy się tego robić, gdy jest małe, to jak dorośnie też nie będzie umiało tego robić.
                          Wyznaczanie granic trzeba się nauczyć, a najprościej ji najskuteczniej est się tego uczyć stopniowo, odpowiednio do wieku.

                          Jeśli matka zawsze mówi dziecku, co i jak ma robić, to potem dziecko gdy wyrwie się z domu dostaje małpiego rozumu, bo matki nie ma, nie ma kto narzucać granic, a samo przecież nie umie, bo wcześniej robiło wszystko na rozkaz, i zaczyna być problem: złe towarzystwo, bo trzeba się podporządkować i być posłusznym, palenie, picie, narkotyki itp,itd.


                          > Chcesz dziecko nauczyć że każdą decyzję może podjąć samo, a tymczasem dziec
                          > i, podobnie jak dorosli, wielu regulom nie lubią się podporządkowywać. Mimo wsz
                          > ystko to robią, bo tak trzeba.


                          No właśnie, wszyscy to robią, bo tak trzeba, dzieci też(przecież nie są idiotami i widzą, że czasem trzeba), więc w czym widzisz problem?

                          Dziecko ma żyć w społeczeństwie, tam obowiązują
                          > reguły - a Ty jako matka masz obywatelski obowiązek nauczyć dziecko, że CZASEM
                          > (nie zawsze) trzeba coś zrobić i już.

                          ALE NIE MAM OBOWIĄZKU UCZYĆ GO TEGO NAKAZAMI, ZAKAZAMI, WYMUSZANIEM I KARAMI!

                          O wiele skuteczniej i szybciej dziecko uczy się poprzez tłumaczenie , pokazywanie i wyciąganie wniosków, doświadczanie i naśladowanie postępowania dorosłych.
                          • scher Re: e-kasiu 21.02.12, 06:41
                            e-kasia27 napisała:

                            > A dlaczego we wspólnym domu, ma być tak, jak chce mama?
                            ...
                            > Moje dzieci nic nie muszą, ale mogą.
                            > Ja też niczego nie muszę ale mogę.
                            ...
                            > Wszystko, co robię, robię dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę.
                            ...
                            > Wierzysz w takie cuda, że można uznać za autorytet swojego wroga?
                            > Jak można darzyć autorytetem swojego kata?
                            ...
                            > > Jeśli dziecko MOŻE samo wyznaczać własne granice, bo niczego wszak nie podpisywało,
                            > > to nic z tego dobrego nie będzie.
                            > Dlaczego miało by nie być?
                            > Zakładasz, że dziecko to idiota, który nie potrafi samodzielnie myśleć i wyciągać wniosków?
                            > To kiedy następuje według ciebie ten moment, kiedy człowiek może sam wyznaczać
                            > własne granice?
                            > Jeśli dziecko nie nauczy się tego robić, gdy jest małe [mowa o trzylatku - przyp. mój],
                            > to jak dorośnie też nie będzie umiało tego robić.

                            Mów dalej. Tobie wystarczy pozwolić mówić, sama się skompromitujesz.
                            • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 11:37
                              scher napisał:

                              > > Zakładasz, że dziecko to idiota, który nie potrafi samodzielnie myśleć i
                              > wyciągać wniosków?
                              > > To kiedy następuje według ciebie ten moment, kiedy człowiek może sam wyzn
                              > aczać
                              > > własne granice?
                              > > Jeśli dziecko nie nauczy się tego robić, gdy jest małe [mowa o trzylat
                              > ku
                              - przyp. mój],
                              > > to jak dorośnie też nie będzie umiało tego robić.


                              Ja tylko w sprawie tego twojego "przyp."

                              Uważasz, że trzylatek nie potrafi wyznaczać swoich granic?
                              Że jest na to za mały?

                              To może wytłumaczysz mi skąd według ciebie biorą się te sławetne bunty: dwulatka, trzylatka, pięciolatka itd.itd....

                              Czy przypadkiem nie z próby wyznaczanie swoich granic przez dziecko?

                              Jeśli nie pozwala się dziecku decydować o sobie, to robi wszystko, aby pomimo ciągłego tłamszenia jego osobowości przez matkę, chociaż odrobinkę wolności sobie wywalczyć.

                              Dlatego się buntuje, wpada w histerię, krzyczy, rzuca przedmiotami , bije, gryzie, kopie, rzuca się na ziemię - w ten sposób okazuje, jak bardzo jest mu źle, jak bardzo jest nieszczęśliwy, jak bardzo czuje się stłamszony i sponiewierany.

                              TO JEST WYRAZ JEGO BEZSILNOŚCI WOBEC PRZEMOCY PSYCHICZNEJ I FIZYCZNEJ RODZICA.

                              A co wtedy robi rodzić?
                              Daje za to karę, albo ignoruje.
                              Czyli uświadamia dziecko: MAM CIE W DUPIE, NIE OBCHODZI MNIE, TO CO CZUJESZ.

                              TAK WŁAŚNIE WYGLĄDA MIŁOŚĆ RODZICIELSKA WEDŁUG TWOJEJ POLSKIEJ TRADYCJI.

                              A w mojej tradycji nie ma buntów, ani dwulatka, ani, trzylatka, ani pięciolatka, ani piętnastolatka...
                              W mojej tradycji dzieci nie mają napadów histerii, nie rzucają się na podłogę, nie gryzą, nie kopią, nie wrzeszczą... - bo w mojej tradycji szanuje się uczucia dzieci.
                              A jak się szanuje czyjeś uczucia, to on też szanuje uczucia innych, bo dziecko uczy się przez naśladowanie dobrych wzorów, a nie przez nakazy.

                              Przemocą można nauczyć tylko i wyłącznie przemocy.

                          • scher A! 21.02.12, 06:55
                            e-kasia27 napisała:

                            > Tak wychowywałam i wychowuję wszystkie swoje dzieci.

                            Czyli na starość ci tak odpaliło? A kogóż to uznałaś ze swojego "przewodnika" po wyzwoleniu się z polskiej tradycji? Któż jest obecnie twoim guru? Wypowiedz jego imię, abyśmy mogli pokłonić się przed jego wielkością, przenikliwością, nieskończoną mądrością i głębią jego nauk.
                            • e-kasia27 Re: A! 21.02.12, 11:11
                              Jeśli mówiąc o polskiej tradycji masz na myśli, chlanie, katowanie swoich dzieci, znęcanie się, siłowe zmuszanie ich do posłuszeństwa, wykonywania poleceń i szacunku dla rodziców, zakazy, nakazy, kary i obłudę, to nie musiałam się z tego wyzwalać, bo moi rodzice mnie wychowywali dokładnie tak, jak ja wychowuje swoje dzieci.
                              To taka rodzinna tradycja, a ponieważ od pokoleń jesteśmy Polakami, to nie wiem, dlaczego uważasz, że jestem wyzwolona od polskiej tradycji.
                              W Polsce też, są różne tradycje, bo są Ludzie i ludzie.
                              Każdy sam tworzy swoją tradycję.

                              A jeśli chodzi o przewodnika, to przecież już ci powiedziałam, że mamy tego samego, naprawdę nie wiesz jak się nazywa?
                              • scher Re: A! 22.02.12, 02:00
                                e-kasia27 napisała:

                                > moi rodzice mnie wychowywali dokładnie tak, jak ja wychowuje swoje dzieci.

                                No a wnuki masz wprost cudowne :-D

                                > A jeśli chodzi o przewodnika, to przecież już ci powiedziałam, że mamy tego samego,
                                > naprawdę nie wiesz jak się nazywa?

                                Ale co, wstydzisz się wypowiedzieć święte dla ciebie imię?
                                • e-kasia27 Re: A! 22.02.12, 10:22
                                  Wnuków jeszcze nie mam, ale z pewnością będą cudowne, przynajmniej te ze strony córek, bo o te ze strony syna, to mam duże obawy.

                                  A nuż biedak zakocha się w takiej Scher na przykład! Tragedia!

                                  Na razie wprawdzie twierdzi, że on się w żadnej idiotce nie zakocha, ale młody jeszcze jest, to i doświadczenia nie ma.


                                  Święte imię?
                                  Bez przesady! Imię, jak każde inne!
                                  Dla mnie ani imiona, ani ludzie, którzy je noszą nie są święci!
                                  • morekac Re: A! 22.02.12, 10:26
                                    Scher jest - mam wrażenie - płci męskiej. ;-)
                                    • e-kasia27 Re: A! 22.02.12, 10:33
                                      Może i masz rację, to by trochę wyjaśniało, to jej(jego) "rozkazowo-nakazowe" podejście do dzieci.
                                      Tatusiowie o wiele częściej mają do tego skłonności niż mamusie.
                                      • morekac Re: A! 22.02.12, 10:48
                                        Za to mamusie mają skłonność do stawiania swoich potrzeb za potrzebami wszystkich innych domowników, łącznie z psem, że o dzieciach nie wspomnę.
                                        Co gorsza, tzw. opinia publiczna - również w twojej osobie - też tak myśli.
                                        Moim zdaniem jest to równie chore, jak robienie z domu koszar.
                                        • e-kasia27 Re: A! 22.02.12, 11:08
                                          Bez przesady!
                                          O opinii publicznej się nie będę wypowiadać ale ja tak wcale nie uważam.
                                          Może z tego, co tu napisałam tak to dla niektórych wygląda, ale tu jest mowa o małym dziecku.

                                          A niestety małe dziecko potrzebuje ciągłej obecności i uwagi mamy (lub kogoś innego).
                                          W miarę, jak rośnie coraz mniej tej uwagi potrzebuje, i mama powoli może odzyskiwać swoją niezależność, ale przy trzylatku ta niezależność jeszcze niestety nie jest specjalnie duża.
                                          Dziecko wprawdzie umie się już zająć zabawą na całkiem długo, albo oglądaniem czegoś, ale wymaganie żeby było w tym wieku całkiem samodzielne, to duża przesada, bo w wielu sprawach potrzebuje jeszcze pomocy.

                                          • morekac Re: A! 22.02.12, 13:00
                                            A niestety małe dziecko potrzebuje ciągłej obecności i uwagi mamy (lub kogoś in
                                            > nego).
                                            Bez aż takiej przesady. To jest 3,5 latka - to prawda, że małe dziecko, ale już nie niemowlę. Dzieci w tym wieku chadzają z powodzeniem do przedszkola i z powodzeniem obywają się bez nieustającej uwagi mamy. Nadzór jest konieczny przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa, a nie dlatego, że dziecko nie może obejść się bez opiekunów przez kwadrans.
                                  • Gość: gośka Re: A! IP: *.icpnet.pl 22.02.12, 14:23
                                    Tyle czytasz, tyle wiesz, tyle umiesz, na tylu rzeczach się znasz e-kasiu, a nie umiesz się doczytać, że Scher wypowiada się w rodzaju męskim... ;)
                          • Gość: gośka Re: e-kasiu IP: *.icpnet.pl 21.02.12, 18:59
                            > Jeśli mama nie rozkazuje, tylko prosi, to dziecko ma prawo odmówić.
                            > Takie są ogólnie przyjęte zasady proszenia. Prawda?

                            ma prawo powiedzieć, że zrobi to na przykład za chwilę, tak jak w przytoczonym przykładzie herbatki dla dziecka

                            > A dlaczego we wspólnym domu, ma być tak, jak chce mama?

                            czytasz wybiórczo - nie tak jak chce mama - tak, aby szanowane były uczucia i potrzeby wszystkich domowników

                            > Jeśli chcesz, żeby był porządek, to posprzątaj.

                            Śmieszna jesteś nawet :)
                            sprzątam - po sobie
                            mój mąż po sobie
                            moje dziecko po sobie na ile umie
                            w moim domu panuą NORMALNE stosunki, ja nie jestem zatrudniona przez moje dziecko ani przez mojego mężą - może Ty jesteś - Twoja sprawa

                            > Dlaczego chcesz wyręczać się dzieckiem?
                            nie wyręczam się - przecież nie każę dziecku zmywać podłogi, prać, prasować, gotować - uczę je szanowania porządku i własnego domu. Sprzątanie zabawek jest świetnym ćwiczeniem. Sprzątanie to nie zawsze zabawa. Sprzątanie to nie jest czynność, którą zawsze chce się wykonać. Ale ja mimo, że nie lubię sprzątać, robię to bo wiem że jest wtedy milej w domu, czyściej, bardziej higienicznie - chcę, żeby moje dziecko umiało zachować porządek wokół siebie mimo, że może tego nie lubić. Ale nie zawsze robimy to co lubimy.

                            > Mama nie ma prawa od trzylatka oczekiwać, że posprząta zabawki, chyba że mama j
                            > est niespełna rozumu.
                            no to widocznie 70 polskich mam jest niespełna rozumu. Reszta... no cóż... jest nie tylko niespełna, ale i BEZ rozumu.

                            > Tak wychowywałam i wychowuję wszystkie swoje dzieci
                            a ja myślę, że Ty albo wcale nie masz dzieci, albo masz jedno bardzo małe, naczytałaś się bzdur z książek o psychologii i teraz recytujesz te książki. Już sam fakt, że negujesz istnienie czegoś takiego jak bunty na różnych poziomach rozwoju wskazuje na to, że nie masz pojęcia o etapach rozwoju układu nerwowego u dziecka, że nie wiesz nic o tym jak rozwija się emocjonalność dziecka i jak dziecko przechodzi proces uspołeczenienia. Albo masz wyjątkowego farta i Twoje dzieci się nie buntowały (moje dziecko też się nie buntowało, jeśli chcesz wiedzieć, nie miało nigdy ataku histerii, ale nigdy na podstawie przykłądu mojego dziecka nie miałam czelności negować jesno udowodnionej tezy psychologicznej, bo znam dzieci wychowane w identycznym nurcie jak moje, które buntowały się na całego, bo ich układy nerwowe i ich emocje nie potrafił pewnych rzeczy przeskoczyć. Trzeba być niezłym tupeciarzem, żeby na podstawie swojego dziecka stwarzać jakieś tezy i potem promować je na forum publicznym. Tak jakby dzieci był wszystkie odlane z jednej foremki - a dzieci mają swoje temperamenty, charaktery, wrodzone cechy osobowości i z niektórymi pracuje się łatwo, a z niektórymi bardzo trudno, proszę pani "psycholog"... Nie należy wszystkich mierzyć własną miarą)


                            > Wszystko, co robię, robię dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę.
                            Przepraszam, ale masz bardzo złudne myślenie o tym na co masz wpływ a na co nie, ile masz lat? 10?

                            > Szczęśliwy, mądry, spełniony, dobry, empatyczny, zadowolony z siebie i innych c
                            > złowiek, który wie, czego od życia chce i potrafi to zrealizować

                            O! to o mnie piszesz. A ja sałuchałam mamy, wiesz? :) mama kazała coś zrobić i robiłam - nie dlatego, że chciałam, ale dlatego że ją SZANOWAŁAM.

                            > Czy mężowi też wydajesz polecenia?
                            Tak. I mąż mi też wydaje polecenia. Zdarza się to naprawdę i nikt od tego nie umiera. Tylko to chyba nie są takie polecenia jakie Ty sobie wyobrażasz. Nie są jak żołnierskie rozkazy, ale T chyba tylko takie znasz... Chociaż "odbierz mi list na poczcie jak będziesz na zakupach" może rzeczywiście uderza w moją godność. Muszę to przemyśleć - chcę to dla męża zrobić czy nie? Może nie chcę, dzisiaj jest zimno, co tem będę stała na poczcie i odbierała ten list. Niech idzie sam. Przecież ja tylko mogę, nie muszę. Hmmm a może on potem nie zrobi czegoś dla mnie. Muszę przemyśleć czy mi się to opłaca - widzisz, w moim odczuciu do tego zmierza takie myślenie. Tylko ja mam 30 lat, a moje dziecko 3. I nie chcę, żeby robiło coś z wyrachowania, bo dziecko znacznie szybciej uczy się wyrachowania niż dorosł.

                            > Wyznaczanie granic trzeba się nauczyć, a najprościej ji najskuteczniej est się
                            > tego uczyć stopniowo, odpowiednio do wieku.
                            Otóż to - Ty masz z tym właśnie wyraźny problem Nadużywasz słów ZAWSZE, CIAGLE - w stosunku do autorki wątku bez końca wałkujesz to tak jakby WSZYSTKO co ona robi robiła w myśl przeciwnych do Twoich zasad. A ona podała TYLKO jeden przykład. Widzisz to? Czy nie? To Ty masz poważny problem ze sobą - z łatwością oceniasz postępowanie innych na podstawie jednego przykładu. Dorabiasz ideologię na podstawie jednego tylko zdania wypowiadanego przez kogokolwiek w tym wątku.

                            > I co, myślisz, że nauczysz dziecko szanować potrzeby innych ludzi, nie szanując
                            > jego potrzeb i łamiąc jego prawa?
                            Poproszenie dziecka o posprzątanie nie jest łamaniem jego praw, opanuj się dziewczyno!

                            Bdurzysz, bzdurzysz, bzdurzysz....
                            • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 21:50
                              No cóż, Gosiu, a czy jak powiesz mężowi, że nie odbierzesz tego listu z poczty, bo ci się nie chce iść na pocztę, to on odeśle cię do twojego pokoju, żebyś się uspokoiła, potem każe ci się przeprosić i każe jednak ten list odebrać?

                              Jak byś się czuła, gdyby twój mąż tak się wobec ciebie zachował?

                              Poproszenie dziecka o posprzątanie, jest w porządku, ale wyegzekwowanie tego w wyżej opisany sposób, niestety jest łamaniem praw dziecka.

                              Nie mów, że jesteś aż tak durna, że nie widzisz tej różnicy!
                              • Gość: gośka Re: e-kasiu IP: *.icpnet.pl 21.02.12, 22:19
                                Ależ E-kasiu, przecież nie o tym jest dyskusja - ten sposób egzekwowania polecenia jest totalnym nieporozumieniem, tylko Ty w żadnym ze swoich postów kierowanych do mnie nie traktowałaś o sposobie ukarania dziecka tylko o sprzątaniu w ogóle. Sama niestety zaplątałaś się w swoich zeznaniach :) bo pisałaś do mnie wyłącznie o tym, że dziecku nie należy kazać sprzątać (jeśli chcesz mieć posprzątane, posprzątaj sama - Twój cytat) a nie o sposobie ukarania za nieposłuszeństwo (co jest bez sensu i z czym się zgadzam, ale z tym, żeby dziecko utrzymywało porządek w domu nawet gdy tego nie rozumie i nie lubi/nie chce już się nie zgadzam - to będzie robiło lub nie robiło w swoim domu, nie naszym wspólnym). Trochę takie to jest niekonsekwentne, no ale może już tak masz, że zawsze Twoje musi być na wierzchu, a jak przegrywasz z argumentami to odwracasz kota ogonem :) pozdrawiam.
                                • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 22:42
                                  Właśnie o tym jest dyskusja - przeczytaj pierwszy post.

                                  Ja nigdzie nie twierdziłam, że dziecka nie należy uczyć sprzątać, ale uczyć, a nie zmuszać karami- to chyba jest duża różnica.

                                  W niczym się nie zaplątałam.
                                  Jak zabierasz głos w dyskusji, to może najpierw przeczytaj całość.
                                  Napisałam, że nie należy kazać(czyli zmuszać siłą i przemocą) i nie należy tego egzekwować karami, nic ponad to.



                                  .
                                  • Gość: gośka Re: e-kasiu IP: *.icpnet.pl 22.02.12, 15:07
                                    Przepraszam, ale w zdaniu "jak chcesz mieć posprzątane to posprzątaj" widzę tylko sprzątanie, a nie jakąś dyskusję o ukaraniu dziecka - wyraźnie wielokronie podkreślasz, że nie należy od dziecka wymagać sprzątania, można je jedynie pochwalić gdy zrobi to dobrowolnie (to też cytat z Twojej wypowiedzi)... także sorry, ale zapominasz z wypowiedzi na wypowiedź o tym, czego bardzo gorliwie bronisz. I co chwilę chodzi Ci o coś innego. Taka wymiana zdań nie jest dyskusją - jest bez sensu :)
                                    • e-kasia27 Re: e-kasiu 22.02.12, 18:31
                                      Masz rację Gosiu.
                                      Wymiana zdań z tobą nie jest dyskusją i jest bez sensu.
                                      Bo ja o gruszce, a ty o pietruszce.

                                      Jak nie chce ci się przeczytać całości i nie masz pojęcia o tym, czego spór dotyczy, to po co w ogóle zabierasz głos?
                                      To co piszesz zupełnie nic do dyskusji nie wnosi, ani dla tych którzy są po jednej stronie, ani dla tych którzy są po stronie przeciwnej.

                                      Skoro widzisz tylko sprzątanie, to idź trochę posprzątaj, to będzie z tego przynajmniej jakiś pożytek.
                                • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 22:54
                                  I o jakim przegrywaniu ty tu mówisz?
                                  Myślałam,że dyskusja służy wzajemnej wymianie informacji.
                                  Ale widzę, że ty traktujesz to jako jak jakieś zwody: kto wygra? czyje będzie na wierzchu?
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:44
                Chyba strasznie się na mnie wkurzyłaś!
                A to znaczy, że poruszyłam czułą strunę, czyli sama czujesz, że coś jest nie tak, jak powinno.
                Odkrywanie prawdy o sobie zwykle jest wkurzające, bo odkrywamy, że jesteśmy mniej doskonali niż się nam wydawało, ale to daje szansę poprawy.
                Nie ma się co tak wkurzać, nikt nie jest doskonały!

                pozwól, że pokażę to na tym przykładzie.
                nie podoba mi się nie to, o co mnie posądzasz, wcale nie odkrywanie prawdy o sobie etc. wiesz to co zrobiłas to takie fajne zagranie, odwrócenie kota ogonem.
                Napisałam już czemu twoje rady sa wg mnie guzik warte - dlaczego nie mają dla mnie wiekszego znaczenia, spróbuj przeczytac ze zrozumieniem, może odkryjesz ten prawdziwy powód mojej niechęci do twoich wypowiedzi, (ja dokładnie wyraźnie napisałam, co mi przeszkadza) a nie tych wydumanych przez ciebie wieć naprawdę nie ma powodu, by znów knuć własną teorię na ten temat. Poprostu zamiast wymyslać, słuchaj czasem (w tym wypadku czytaj) i może przyjmij, że to co ktoś pisze może być tym co czuje a nie tylko tym co mu się może wydaje, może nie zdaje sobie sprawy, może go natchniesz itp.
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 19:55
                  A ja myślę, że gdybyś tak naprawdę uważała, to co piszę za takie zupełnie durne i nic nie warte, to byś mnie totalnie olała, zamiast ze mną dyskutować, zadawać mi kolejne pytania i udowadniać mi, że tak zupełnie nie mam racji.

                  Może robisz to dla siebie?
                  Może to sobie próbujesz coś udowodnić?

                  Czy to jednak nie świadczy o tym, że wniosłam w twoje życie, jakiś zamęt, który cię niepokoi?
                  • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:59
                    znów powtórzę, to ty tak myslisz, ja myślę, że nie, byc może ty byś olała moje posty będąc na moim miejce, co nie oznacza, że ja postąpiła bym tak jak ty i wcale nie z tych powodów, co zakładasz, myslę, że cały czas próbujesz mi wmówić, co czuję, co myślę, jaka jestem i myslę, że ciągle nie zauważasz, że to robisz
                    • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 20:04
                      Nie, ja ci niczego nie wmawiam, to ty sama tak interpretujesz moje słowa.
                      Ja nigdzie nie napisałam, że jesteś tyranem - to ty tak zinterpretowałaś moje słowa.
                      To są twoje myśli, a nie moje.
                      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 20:47
                        przepraszam, tresura skojarzyła mi się z tyranem i ogólny wydźwięk twoich odpowiedzi
            • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 19:48
              Gość portalu: mama napisał(a):

              > wg mnie mylisz poza tym pojęcia
              > to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
              Ale to, że musi być odizolowane już jest. A w dodatku ma sobie poradzić sama, mimo, że jeszcze nie umie. Kiedy robi to w jedyny sposób jaki zna (histeria) dostaje dodatkową karę. Głupie.

              > słowo przepraszam - to nie kara
              Owszem, bo jest do tego zmuszone, inaczej mama jest obrażona.

              > i na koniec jedna uwaga jeśli można,
              > chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)
              > nie chcesz pomóc - proszę, pozwól na to tym, którzy to potrafią
              To ja Ci odpowiem uwagą na uwagę? Chcesz pomocy? To weź pod uwagę nawet to co Ci się nie podoba. Chyba, że jesteś nastawiona na to co chcesz usłyszeć i złości, cię, że tego nie usłyszałaś.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 20:42
            "Straszne jest, to co ty napisałaś.
            Jak mama nie przytuli, to nie jest kara, to tylko znaczy, że mama nie kocha. "

            no więc sytuacja, z dziś przed spaniem"
            kąpiel, baja, przytulanie przed snem jak co dzień, po którym mówię, dobrze, idziemy teraz spac, bo juz późno, a jutro wcześnie musimy wstać do przedszkola
            - nie ja nie chcę spać.
            tu moje tłumaczenia, i następnie odowiedź
            nie, ja nie jestem jeszcze zmeczona
            i tak kilka razy
            pokolei odpadaja argumenty córki
            kolejny,
            - ale chcę się jeszcze przytulić
            (przytulam dłuzszy czas) po czym mówię a teraz do łóżeczka, przytul przytulankę i śpimy
            - ale krówka chce się jeszcze przytulić (córka udaje krówkę)
            - przytulam krówkę i próbuje ją połozyć
            - ale konik chce się przytulić
            przytulam konika
            itd. itd.
            wkońcu mówię dość na dzis przytulania (rozumiem, że w teorii moja córka uznaje, że jaj nie kocham tak )
            - mimo to kontynuuje, zmienia tylko front
            - ale krówka płacze
            - ale konik płacze

            co chcę przez to pokazać, to, że dziecko czasem próbuje grac na uczuciach innych, to że niekoniecznie musi być tak, że przytula się, bo chce poczuć, że mama go kocha, można sobie wyobrazić conajmniej kilka inncych powodów jak widać

            i na tym zakończę moją dyskusję, szczerze powiem mam dość , myślę, że poszukam jej tam, gdzie odrazu powinnam, czyli nie przypadkowych osób, które niekoniecznie muszą zawsze mieć racje we wszystkim i nie tam, gdzie oceny wydaje się bez poznania tematu,


            • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 21:15
              Dlaczego nazywasz to grą na uczuciach innych?

              Przecież dziecko wyraźnie ci powiedziało, że nie chce jeszcze spać, że nie jest zmęczone, a ty zmuszasz ją do spania pomimo tego, więc kombinuje, jakby tu odwlec ten moment, kiedy zgasisz światło i będzie musiała spać.
              Masz inteligentne dziecko, więc co w tym dziwnego, że tak robi?

              Czy ty zmuszasz się do spania, jak nie jesteś śpiąca?
              Wstawanie do przedszkola trochę ogranicza możliwości, ale może mogłaby chodzić spać trochę później, albo trzeba sprawić, aby była bardziej zmęczona wieczorem, a może to tylko kwestia uporu, że jak każesz spać, to ja nie chcę?

              Próbowałaś kiedyś pozwolić dziecku samemu decydować, kiedy chce iść spać?


              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 21:28
                tak, nie spało do 2-3 w nocy, wstawało o 7 rano
                nie chodzi za wczesnie spać, np mimo, że twierdziła że nie chce, zasnęła po minucie,
                zwykle usypia w ciągu 5 min, to chyba wystarczy, by uznać, że jednak jest zmeczona, poza tym mozna chyba wyczuć po zachowaniu, czy dziecko jest już zmeczone.
                ale oczywiście to znów moja wina, myslę, że co bym nie napisała, byłabym krytykowana,
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 21.02.12, 03:28
                  I ile nocy tak było?
                  Bo ja się mogę z tobą założyć, że jeśli pozwolisz chodzić spać, wtedy gdy będzie chciała, to szybko nastanie, taki czas, że dziecko ci samo o ósmej powie, że jest zmęczone i chce spać.
                  Jeśli dziecko nie musi chodzić spać, to niespanie przestaje być atrakcyjne. Jak ktoś jest zmęczony, to śpi, tego się nie da ominąć, bo taka jest natura.



                  Dlaczego OCZYWIŚCIE i dlaczego ZNÓW, i dlaczego WINA?

                  Czemu wszystko rozpatrujesz w kategoriach winy i kary?

                  Nie ma żadnego powodu do tego, żebyś czuła się czemukolwiek winna.
                  Nawet jeśli nie wszystko robisz super dobrze, to przecież nie ma w tym żadnej twojej winy.

                  Człowiek jest omylny, nie wszystko musi wiedzieć i robić najlepiej, może popełniać błędy, ma do tego święte prawo i nie musi się od razu obwiniać.

                  To, że czujesz się winna wynika właśnie z takiego sposobu wychowywania dzieci, w którym wzbudza się w dziecku nieuzasadnione poczucie winy poprzez stosowanie kar i zmuszanie go do wykonywania rozkazów i przepraszania za to, że nie chce ich wykonywać.

                  A potem są tego takie skutki, że nie jesteś w stanie zrozumieć rad, których ci ktoś udziela, bo jedyną rzeczą jaką w nich widzisz jest twoja WIELKA WINA i to, że cię ktoś skrytykował i powiedział, że zrobiłaś coś nie tak, jak powinnaś.

                  Nie jesteś w stanie skupić się na tym, co do ciebie mówię, bo ta WIELKA TWOJA WINA wszystko inne przysłania i nie widzisz niczego innego, poza nią.

                  Dlatego cię złości to, co piszę.
                  Wydaje ci się, że jesteś zła na mnie, ale w rzeczywistości jesteś zła na siebie, bo znowu zrobiłaś coś źle i ktoś cie skrytykował i należy ci się kara!

                  A przecież, ty nie zrobiłaś nic złego, bo starałaś się przecież najlepiej jak potrafiłaś, więc dlaczego ktoś mówi, że znowu jesteś niegrzeczna, że jesteś winna?!

                  To nie jest przyjemne uczucie, prawda?
                  Dlatego masz do mnie pretensje, że cię skrytykowałam, dlatego starasz się wybielić. usprawiedliwić i napadasz na mnie, że ja nie mam prawa cię osadzań, bo nic o tobie nie wiem, bo ty wcale nie jesteś taka, jak ja napisałam, bo w rzeczywistości jesteś lepsza.
                  A ja przecież nigdzie nie napisałam, że jesteś zła!

                  Tak właśnie, jak ty się wczoraj czułaś, czytając to co napisałam, czuje się twoje dziecko, gdy zadajesz mu karę i każesz iść do pokoju, a potem przeprosić.

                  Naprawdę chcesz, żeby się tak czuło?
                  • e-kasia27 Re: przytul mnie 21.02.12, 03:33
                    I naprawdę chcesz, żeby potem przez całe życie tak się czuło, gdy ktoś go skrytykuje i powie, że zrobiło coś nie tak, jak potrzeba?
              • Gość: akaja Re: przytul mnie IP: *.xdsl.centertel.pl 23.06.12, 09:12
                e-kasia,
                > Próbowałaś kiedyś pozwolić dziecku samemu decydować, kiedy chce iść spać?
                A próbowałaś kiedyś swojemu dziecku pozwolić decydować, kiedy chce iść spać? Jeśli Twoje dziecko zadecydowało o 21.00, no nawet o 22.00 - idę spać, to masz aniołka i Twoje metody się sprawdzą. Ale co, jeśli dziecko podjęło decyzję, że jest senne o 3.00, a do tego czasu będzie się bawić? A o 7.00 rano podejmuje decyzję, że ja wychodzę do pracy, ale ono zostaje w łóżku.
                Przeceniasz możliwości psychiki dziecka. Dziecko podejmuje decyzje w tych granicach, które wyznacza matka.
            • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 22:13
              co chcę przez to pokazać, to, że dziecko czasem próbuje grac na uczuciach innyc
              > h,
              a przyszło ci do głowy, że 3,5 latki mają po prostu kłopot z zasypianiem w samotności i że wcale nie jest to 'granie na twoich uczuciach', tylko po prostu konieczność poprzytulania się?
          • Gość: akaja Re: przytul mnie IP: *.xdsl.centertel.pl 23.06.12, 09:03
            <<No bo po co? Po co ma sprzątać? Dziecko nie widzi przecież takiej potrzeby!
            Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłumaczeniem i zachęcaniem lub zabawą. >>

            Dziecko nie widzi wielu potrzeb. Zadaniem matki jest wskazać te potrzeby. Mama nie stała nad małą z bacikiem i nie wydawała poleceń grożąc nim. W domu, w rodzinie normalne jest, że ktoś o coś kogoś prosi, w tym także: "posprzątaj zabawki".

            <<To, że dziecko nie chce tego wszystkiego robić, to są skutki zmuszania go do tego.
            Postaw się w sytuacji dziecka. >>

            To, że dziecko nie chce wszystkiego robić, to skutek tego, że jest autonomicznym bytem. I ta autonomia tak jest przez nie okazywana. Mama w sytuacji dziecka stawiać się nie musi. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć: niech dziecko postawi się w sytuacji matki.

            <<Ciągle wszystko ma robić na rozkaz i tak, jak ty o tym zadecydujesz i wtedy, gdy ty mu każesz to zrobić.
            A dziecko to żywy człowiek, który chce sam o sobie decydować, który też chce podejmować jakieś decyzje i chce mieć wpływ na to co robi, kiedy robi i jak robi.
            Mówiąc jej co, jak i kiedy ma zrobić uniemożliwiasz jej podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Dziecko czuje się ubezwłasnowolnione i dlatego się buntuje i nie chce robić tego, co jej każesz.

            Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje. >>

            Dziecko jest w dużym stopniu zależne od matki. Od tego, czy będzie postępować zgodnie z jej wolą zależy jego życie, zdrowie, charakter. W rękach matki jest tylko to, jak tę swoją wolę, która powinna mieć na celu dobro dziecka, będzie realizować.
            Dziecku <b>trzeba pozwolić podejmować decyzje</b>, ale na zasadzie wyboru dwóch możliwości. Matka stawia granice, dziecko ma pole manewru. Jest to do udźwignięcia zarówno przez mamę, jak i przez dążące do niezależności i buntujące się dziecko.
            I wreszcie - tak, w tym wieku można dziecko karać - przez posadzenie na legendarnym pewnie już karnym jeżyku (lub odpowiedniku) przez 3 minuty, pozostawienie niekoniecznie w samotności, ale na uboczu, do wyciszenia i uspokojenia. Przytulańce potem.
            Nieprzytuleniem mama nie pokazuje dziecku, że go nie kocha. Nie róbcie jej wody z mózgu. Równie dobrze można powiedzieć, że jakikolwiek sprzeciw dziecku wynika z braku miłości do niego, a to przecież nieprawda.
        • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 19:39
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > Nie karać wogóle ? to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś,
          > wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce
          > myc zębów ?
          A co robić jak dziecko nie sięga do włącznika bo jest małe? Karać?

          > Czy karą jest dla niej to że jej nie przytulę ?
          Najgorsza możliwą. Wyobraź sobie, że jesteś w dołku. Potrzebujesz, żeby ktoś z Tobą pogadał, pocieszył przytulił. Tymczasem ten ktoś mówi: przyjdź do mnie jak sobie poradzisz ze sobą to pogadamy. I co? Jak się czujesz?

          > dlaczego ma przeprosić ? wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała p
          > rośby, histteryzowała ? Ma wogóle nie przepraszać ?
          Przepraszanie powinno wynikać z potrzeby serca a nie z tego, że mama tego wymaga bo inaczej się dąsa i jest obrażona.

          > ale usłyszałam opinię innych, że postepuję źle, że nie mogę przepraszać za coś
          > takiego, stad moje wątpliwości czy przepraszać czy nie.
          Masz wątpliwości, czy masz przepraszać, ale nie masz wątpliwości, że powinnaś rządać od dziecka przeprosin?


          >Próbowałam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła kredek nadal n
          > ie chciała pozbierać
          To trzeba ponowić prośbę i pomóc w tym zbieraniu. To naprawdę jeszcze małe dziecko.
        • morekac Re: przytul mnie 21.02.12, 09:36
          wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała prośby, histteryzowała ? Ma wogóle nie przepraszać ? bo z tego co czytam, to jak najbardziej tak
          jak zdefiniujesz tę niegrzeczność? Jeśli robi ci krzywdę w sensie fizycznym czy psychicznym - czyli wyzywa cię, opluwa czy kopie - to powinna przeprosić. A na przyszłość starać się powstrzymać od tego typu wybryków. Jeśli jednak ta niegrzeczność, to tylko powiedzenie odmówienie twojej prośbie + histeria - to bez przesady. Możesz ją przekonywać do tego sprzątania, możesz jej pomagać, możesz jej kazać, możecie poszukać innych sposobów etc. - ale dlaczego ma przepraszać za wyrażenie sprzeciwu? I za to, że nie umie jeszcze zapanować do końca nad nerwami?

          sytuacji gdy ma pozbierać kredki, które specjalnie roz
          > rzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić, żeby ją przytulić ?
          Rada obawiam się na to jest jedna - i tak te kredki musi sprzątnąć, i tak musi sprzątnąć pokój czy zrobić inną rzecz. Wtedy nie będzie się jej opłacało wpadać w histerię i rzucać kredkami po to tylko, aby uniknąć nielubianych czynności, tudzież uzyskać przytulenie - bo mam wrażenie, że tak to interpretujesz.
          Czyli moim zdaniem ciąg powinien być taki - histeria ( bo jest coś do zrobienia) - uspokojenie - przytulenie - powtarzasz raz jeszcze polecenie i dopilnowujesz zrobienia tego/pomagasz. Bez przepraszania, jeśli było to tylko 'nie' + wycie protestacyjne.

          to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś,
          > wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce
          > myc zębów ?
          Jeśli karzesz za to wszystko - to współczuję. I jej, i tobie. Bo zaraz ci się skończy repertuar kar, zachowania dziecka to nie poprawi. Czasem trzeba się nieco wysilić i użyć postępu.

          ak dziecko nie sprzątnie zabawki
          nie karać, dopilnować sprzątnięcia zabawki.

          rzuci czymś
          wprowadzic zasadę, że się nie rzuca i zaproponować inne sposoby na rozładowanie złości. Za 150 razem powinna zaskoczyć.

          wpada w histerię,
          klasyczna histeria to jest w dużej mierze kwestia dojrzałości układu nerwowego. Można zignorować, można spróbować rozmawiać z dzieckiem, dlaczego jest takie wściekłe , proponować inne sposoby na wyładowanie nadmiaru emocji - ale karać?

          nie chce się iść kąpać,
          Od jednego niekąpania nie umrze. Ja tam czasami zabraniałam dzieciom kapieli - od razu jęczały, że muszą. Zaraz, koniecznie. ;-)

          nie chce się ubrać,
          a to zależy, czy gdzieś wychodzicie, czy też może sobie pobyć jeszcze w piżamce.

          ucieka, nie chce
          > myc zębów ?
          Jeśli ucieka - trzymać za rękę.
          Jeśli nie chce myć zębów - cóż, można dawać kropki motywacyjne i nagrody za mycie bez marudzenia (ty musisz przypominać). Po 2 miesiącach wejdzie w nawyk i nie będzie problemu,

          na prośbę o przeproszenie jej, przytulałam ją i przepraszałam za to, ze ją zasm
          > uciłam i tłumaczyłam dlaczego nie mogę się jednak z nią pobawić i dlaczego musi
          > troszkę poczekać ?, obiecywałam, że jak tylko skończę, to się pobawimy razem
          > ale usłyszałam opinię innych, że postepuję źle, że nie mogę przepraszać za coś
          > takiego, stad moje wątpliwości czy przepraszać czy nie.
          Z tego co piszesz, oczekujesz przeprosin dokładnie w tej samej sytuacji - kiedy dziecko nie spełnia twoich próśb. Więc się nie dziw, że dziecko też tak ma. Po tobie. I tak - nie powinno się przepraszać za coś takiego, powinna wystarczyć sama informacja, że nie możesz tego teraz zrobić. Ale też nie powinnaś żądać przeprosin o dziecka za to, że czegoś nie zrobiła.
    • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 10:03
      aczyna od
      > powiadać, przeproś mnie, bo mnie zasmuciłaś.
      A czy ty przypadkiem nie każesz przepraszać siebie za zasmucenie mamusi? Jeśli tak - za każdorazowe sprawienie jej przykrości powinnaś ją przeprosić. Zasada jest zasada.

      Bo czegoś tu nie rozumiem.
      Dlaczego ma przepraszać za to, że nie posprzątała zabawek, za co zresztą dostała jakąś tam karę? Potem zaś i tak musi te zabawki posprzątać?
      Nie skupiałabym się na egzekwowaniu przepraszania w takiej sytuacji (chyba, że cię obrzuciła obelżywymi słowami albo posunęła się do rękoczynów)- ma sprzątnąć i koniec sprawy. A że ma 3.5 roku zaledwie możesz przytulić ją wcześniej. Właśnie dlatego,żeby nie była to kara.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:22
        przepraszać za zasmucenie mamy nie każe przepraszać, za nieposprzątanie też nie każe przepraszać, każe sprzątnąć, przeprosić każę, jak wpadnie w histerię, krzyczy, tupie, że nie sprzątnie, ciągnie np kogoś na siłę, bo ma się z nią bawić itp. nie chce iść do pokoju i się uspokoić . No i kara (pójscia do pokoju) jest sporadyczna i nigdy tak, że odrazu, kara bywa jedytnie w sytuacji, gdy dojdzie aż do histerii, gdy nie skutkują prośby czy inne metody
        • verdana Re: przytul mnie 19.02.12, 14:24
          Nie wolno karać tak małego dziecka za histerię! W tym wieku dziecko nie umie jeszcze sie opanować. Poczytaj sobie moze o rozwoju dziecka i nie traktuj malucha jak krnąbrnej nastolatki.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:37
            tylko, że ta kara, to tak naprawdę wyciszenie, histeria w mojej obecności trwa kilkanascie minut, jak pójdzie do swojego pokoju, uspokaja się po minucie, chodzi o uspokojenie się i wyciszenie i akurat to wg mnie się sprawdza, mam pozwolić, by 15 minut przede mną tupała, lezała, ciągnęła mnie itp czy lepiej powiedziec idź do swojego pokoju, uspokój się i porozmawiamy, jak się uspokoisz
        • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 15:05
          Ale dlaczego karzesz i każesz się przepraszać za wpadnięcie w histerię? Ona ma 3.5 roku i po prostu niedojrzały system nerwowy. To tak, jakbyś musiała męża przepraszać za swoje zmarszczki albo za to, że ci włosy siwieją.

          gdy dojdzie
          > aż do histerii, gdy nie skutkują prośby czy inne metody
          Histeria jest z definicji stanem bezkontaktowym - cokolwiek wtedy nie powiesz, i tak nie dotrze. Być może twoje dziecko szybciej wycisza się samo, ale być może również potrzebuje się przytulić na zakończenie afery. Być może bardziej powinnaś pilnować, żeby się nie nakręcała aż do histerii.
          Jeśli każesz jej coś robić, być może sensowna byłaby pomoc w sprzątaniu - 3.5 latki szybko się rozpraszają, poza tym rzadko kiedy są w stanie ogarnąć zrobiony przez siebie bałagan i potrzebują najczęściej kierownika - czyli kogoś,kto mówi: misie do czerwonego pudełka, lalki do niebieskiego i teraz sprzątasz, a nie bawisz się tym czy tamtym, klocki do zielonego, nie bawisz się teraz.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:20
            pomagam w sprzątaniu, pod warunkiem, że też sprząta ale jesli bywa tak, że ja sprzątam a ona udaje, że sprząta, to przestaję pomagać, o czym wcześniej ją informuje, że albo razem sprzątamy albo nie będę jej pomagać, skoro nie chce sprzatać razem ze mną

            co do karania za histerię, tak jak już powiedziałam, to polega na wyciszeniu, po uspokojeniu zawsze ją przytulam i zawsze sobie spokojnie rozmawiamy. Bardzo bym chciała, żeby mniej wpadała w histerię, niestety myślę, że w dużej mierze to od charakteru dziecka zależy i np tego, że moja córka długo nie mówiła więc jak chciała czegoś a nie potrafiła wyjaśnić wpadała w histerię i poniekąd to nawyk. właśnie niedawno zaczęła myślę troszkę się zmieniać i zamiast odrazu tupać, krzyczeć itp zaczęła mówić, zasmuciałas mnie mamo (czasem chce, żeby ja przeprosić, czasem tylko mówi zasmuciłaś mnie, obraziłam się, jestem zła), wtedy zwyczajnie kucam przy niej, biore na rece, tłumaczę, czasem to wystarczy, czasem nie. bardzo cieszy mnie to, że zaczęła nazywac swoje uczucia. Wtedy rozmawiamy spokojnie, jak histeryzuje, nie rozmawiamy, bo nie słyszy, dlatego jedyne o co proszę to pójście do pokoju i uspokojenie się.
            • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 16:31
              Histerie nie zależą od wieku, ani od tego jak długo dziecko nie mówiło. Zależą od tego, jak radzi sobie z nimi rodzic (głównie od tego zależą, nie wyłącznie).

              Podam przykład. Mój syn miał typowy przebieg buntu dwulatka. Ryki, rzucanie się na ziemię, kopanie w podłogę. Na walenie głową w podłogę był za ostrożny, ale stukać potrafił. I tak pół godziny. Zapewniałam, że jestem, że jak się uspokoi może do mnie przyjść, jak przychodził zasmarkany i uśmiechnięty ocierałam łzy i gile, bez komentarza podejmowaliśmy zabawę. Trwało pół roku. Od ostatniej histerii - 2-3 tygodnie po 2 urodzinach nie było ataku przez ponad 2 lata, zdarzył się atak na tle zmęczenia - zareagowałam nieco inaczej, bo wiek inny już, ale myślę że równie skutecznie. Nigdy nie karałam za to, że dziecko wpadło w histerię. Jedyne, na czym się skupiałam to na tym żeby nie poznał, jakie to dla mnie ciężkie, słuchać przez tyle czasu jego wrzasków i ryków. Ale jak kończył histeryzowanie, nie było tematu.

              Moje dziecko zaczęło mówić 3 miesiące przed 3 urodzinami. Nie miał żadnych problemów z wyjaśnieniem, o co mu chodzi (przynajmniej mnie i niani, czyli dwóm osobom które się nim opiekowały na co dzień).

              Na zastanowienie się nad sobą odsyłałam do pokoju na 2-3 minuty jak skończył trzy lata (mniej więcej), ale wtedy, gdy rzeczywiście coś "nabroił". Niechęć do sprzątania zabawek nie jest przestępstwem w tym wieku (w żadnym moim zdaniem nie jest), zadaniem rodzica jest zorganizować sprzątanie tak, żeby nie bolało. Naprawdę wolę poświęcić 5 minut żeby sprzątać razem (przy okazji ucząc go sprzątać), niż boksować się, że ma sprzątnąć i już. Przy stanowczej odmowie wspólnego sprzątania stosuję środki przymusu bezpośredniego, czyli zostawiam alternatywę - albo będzie wieczorne czytanie, albo mama sama sprzątnie zabawki. Tylko jeden jedyny raz się zaciął, że nie posprząta, bo chyba nie uwierzył, że ja mówię serio. Teraz już wierzy.
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 16:52
                ja myślę, że histrie jednak zaleza od wieku. Co do mowy miałam na mysli to, że wpadała w histrie, jak nie potrafiła czegos wytłumaczyć. Byc może ty nie miałaś problemów ze zrozumienie zawsze, u nas się zdarzało, wymawiała jakies słowo ale tak niewyraźnie, lub zupełnie po swojemu, że nikt nie rozumiał co to za słowo, czego chce, nie zawsze udawało się wyjaśnic mówiąc, to choć i pokaż co chcesz, albo zadając pytania, zresztą czesto ja takie dodatkowe pytania denerwowały, w rezultacie po jakimś czasie wpadała w histerię.
                U nas najlepiej sprawdzała się metoda ignorowania histerii, i rozmowy i przytulenia ale dopiero po uspokojeniu. Dlaczego w jej pokoju - bo tak jak pisałam, wtedy bez widowni uspokajała się najszybciej. Kiedyś oglądałam w necie taki film, dziecko biegało za rodzicem z pokoju do pokoju, kładło się na ziemi, tupało nóżkami, krzyczało itp, jak rodzić wychodził, dziecko się uspokajało biegło za nim i znów kładło itym podone. Moja córka coprawda takich numerów nie robiła, ale mogła bardzo długo krzyczec, lezec na ziemi, tupac itp, gdy widziała, ze ma widownię, gdy jej nie miała zaprzestawała tego
                dziś zdarza się to zdecydowanie rzadziej niz kiedyś, zdecydowanie zmalało, gdy zaczęła mówić, dlatego myślę, że jednak ma to znaczenie, może nie z wszystkimi dziecmi tak jest,
                • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 17:02
                  IMO - jeśli dziecko biega za rodzicem, to nie jest w prawdziwej histerii. Ja zostawiałam histeryzującego syna, on nawet nie widział chyba że ja wychodzę. U niego w pokoju, w moim, w salonie - zmieniałam miejsce swojego pobytu (na "za ścianą", byłam blisko).

                  Piszę o swoich doświadczeniach z histeryzującym dzieckiem - nie wyobrażam sobie, żebym kazała mu w tym stanie gdzieś się przemieścić. Ale może masz rację - nie mam doświadczenia z histeryzującym 3,5 latkiem.
              • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 22:04
                Zależą
                > od tego, jak radzi sobie z nimi rodzic
                mnie się tak wydawało przy starszej - dostała histerii jeden raz. Młodsza dostawała ich jako 2-latka, i jako 6-latka (fakt, że coraz rzadziej) - a reakcja była identyczna jak za pierwszym i jedynym razem u starszej. Jedynym sensownym sposobem było niedopuszczenie do 'nakręcenia się' dziecka, co jednak nie zawsze się udawało.
        • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 19:51
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > przepraszać za zasmucenie mamy nie każe przepraszać, za nieposprzątanie też nie
          > każe przepraszać, każe sprzątnąć, przeprosić każę, jak wpadnie w histerię
          A podjęłaś trud nauczenia jej jak sobie radzić z negatywnymi emocjami? Czy tylko poprzestałaś na zabranianiu okazywania ich i karaniu dziecko za to, że okazuje je tak jak umie? Jeśli to drugie to karzesz ją za to, że nie umie i za to, że Ty jej nie nauczyłaś.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl