przytul mnie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.02.12, 22:33
bardzo proszę o opinię, jak postępować w poniższej sytuacji.
Moja 3,5 letnia córka za każdym razem gdy zostanie ukarana, np. za nieposprzątanie zabawek ma iść do swojego pokoju, uspokoić się a następnie posprzątać i przeprosić pierwsze co robi, to płacząc prosi, żeby ją przytulić najpierw. Ja zawsze jej odpowiadam, że ją przytulę jak zrobi to o co proszę, znaczy uspokoi się, posprząta zabawki, przeprosi. Niestety często sytuacja wygląda dość dramatycznie, córka za wszelką cenę próbuje się przytulic, wdrapuje się na mnie, ciągnie, błaga żebym ją przytuliła. Jak powinnam się w takiej sytuacji zachować ? Nie chcę, żeby córka myslała, że kara jest nieprzytulenie jej, zawsze odpowiadam, że ją przytulę, jak tylko się uspokoi ale nie chcę też, żeby to wyglądało tak, że zamiast kary dostaje przytulanie i właściwie tej kary nie ma.
i drugi problem. Córka ostatnio gdy np. prosi mnie o zabawę a ja jej mówię, że teraz nie mogę, bo gotuję np obiad i ze pobawię się z nią za chwilę, zaczyna odpowiadać, przeproś mnie, bo mnie zasmuciłaś. Co w takiej sytuacji powinnam zrobić, czy powinnam przeprosić, że ją zasmuciłam tłumacząc, że nie mogę w tej chwili się z nią pobawić i musi poczekać, czy wytłumaczyć i odpowiedzieć, że nie mam powodu, by ją przepraszać za to
    • e-kasia27 Re: przytul mnie 18.02.12, 23:13
      A jak w ogóle można karać dziecko za nieposprzątanie zabawek?

      I to takie małe dziecko?

      I to tyle kar na raz?

      Najpierw ma iść do swojego pokoju - to jedna kara
      potem ma się sama uspokoić - to druga kara
      potem ma posprzątać zabawki - to trzecia kara
      potem ma przeprosić - to czwarta kara
      i jeszcze na dodatek nie chcesz jej przytulić, czyli dajesz dziecku do zrozumienia, że jej nie kochasz, bo nie przytulasz - to piąta kara, i ta chyba najgorsza


      Nie za dużo tych kar?

      Czemu się dziwisz, że twoje dziecko taką samą metodę postępowania próbuje stosować względem ciebie?
      Dzieci uczą się przez naśladowanie dorosłych.

      Jak nie chcesz się z nią bawić, to znaczy, że nie wykonujesz tego, co dziecko ci każe, czyli...

      -powinnaś pójść do swojego pokoju,
      -tam się zastanowić nad swoim postępowaniem - uspokoić się,
      -przeprosić ją
      -i pobawić z nią,
      wtedy dziecko będzie cię mogło przytulic i kochać.

      Jest takie mądre przysłowie

      "Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe" - trzeba je stosować, zwłaszcza w stosunku do swojego dziecka.
      Przecież, chyba kochasz swoje dziecko?
      A może nie?
      • asia_i_p Re: przytul mnie 22.02.12, 13:54
        > Najpierw ma iść do swojego pokoju - to jedna kara
        > potem ma się sama uspokoić - to druga kara
        > potem ma posprzątać zabawki - to trzecia kara
        > potem ma przeprosić - to czwarta kara
        > i jeszcze na dodatek nie chcesz jej przytulić, czyli dajesz dziecku do zrozumie
        > nia, że jej nie kochasz, bo nie przytulasz - to piąta kara, i ta chyba najgorsz
        > a

        No bez przesady - tu się da zrezygnować co najwyżej z przeproszenia. Nie da się sprzątać swoich zabawek nie będąc w swoim pokoju i nie da się ich sprzątać wrzeszcząc równocześnie. Oraz nie da się ich sprzątać, wisząc na matce, więc do ustalenia jest tylko kwestia kolejności.
    • aleksandra1357 Re: przytul mnie 18.02.12, 23:23
      Mi też się słabo zrobiło po przeczytaniu tego. Dziecko daje wyraźne sygnały, że "kara" je przerasta i instynktownie błaga o potwierdzenie, że jest kochana mimo przewiny. Stąd te dramatyczne próby przytulenia się. Zachowanie dziecka, zarówno te próby przytulenia się jak i prośba o przeproszenie za to, że mama musi ugotować obiad, to dla mnie, wybaczcie, konsekwencja błędów rodziców. Sama popełniam wiele błędów, nikt nie jest święty, ale trzeba to przyjąć z pokorą i zmienić swój system i podejście do dziecka.
    • mama_myszkina Re: przytul mnie 19.02.12, 00:34
      Moja mama wychowywała mnie własnie tak jak Ty swoją córkę. Obecnie mam 30 lat i dopiero niedawno przestałam wydawać wszystkie oszczędności na psychologa.
    • aleksandra1357 Re: przytul mnie 19.02.12, 00:41
      Gość portalu: mama napisał(a):

      Ja zawsze jej odpowiadam, że ją przytulę jak zrobi to o co proszę, znaczy uspokoi się,
      > posprząta zabawki, przeprosi. Niestety często sytuacja wygląda dość dramatyczn
      > ie, córka za wszelką cenę próbuje się przytulic, wdrapuje się na mnie, ciągnie,
      > błaga żebym ją przytuliła.

      Czytam i robi mi się coraz smutniej. To brzmi dla dziecka jednoznacznie: "będę cię kochać, jak będziesz robić to, co ci każę".
    • mskaiq Re: przytul mnie 19.02.12, 08:04
      Myślę ze twoja córka ma problemy z separacją. Ona przychodzi po przytulenie
      bo się boi że jest odrzucona. To potrzeba przytulania bedzie się powiększała i
      może zostać na całe życie jeśli nie zostanie uisunięta przez długotrwałą pracę
      terapeutyczna kiedy będzie dorosła.
      Przutulaj ją kiedy chce i pozwól jej na samodzielność kiedy chce. To jest jej
      potrzebne do separacji.
      Jeśli chodzi o przepraszanie za to że odchodzisz do innych zajęć to ona odczuwa
      lek i dyskomfort i dlatego prosi abys ja przeprosiła.
      Powiedz jej że rozumiesz co czuje, że czuje się wtedy źle ale odchodzisz bo masz
      inne obowiazki takie jak gotowanie, itp. Pokazuj jej również że ona też czasem
      przerywa i zajmuje się czymś innym. Zaoferuj przytulenie zamiast przeprosin.
      Nie karz, to nie wychowuje dziecka, to rujnuje relacje matka dziecko !!!
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 13:14
        przytulałam - efekt był taki, że uznawała moje prośby za niebyłe. Po uspokojeniu przykładowo nie sprzątnęła, bo po co
        Nie karać wogóle ? to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś, wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce myc zębów ?
        czy czuje , że uczucia ma tylko jak jest grzeczna - nie uważam tak, dostaje inne sygnały cały dzień jak bardzo jest kochana.
        Czy karą jest dla niej to że jej nie przytulę ? wg mnie nie ponieważ doskonale wie co znaczy słowo kara. jak mówię, jak nie zrobisz będzie kara, to wie że ma iść do swojego pokoju, żeby się tam uspokoić, jak pytam czym jest kara - odpowiada, kara jest, jak trzeba iść do swojego pokoju, nigdy nie powiedziała że kara jest jak mama nie przytuli.
        dlaczego ma przeprosić ? wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała prośby, histteryzowała ? Ma wogóle nie przepraszać ? bo z tego co czytam, to jak najbardziej tak
        na prośbę o przeproszenie jej, przytulałam ją i przepraszałam za to, ze ją zasmuciłam i tłumaczyłam dlaczego nie mogę się jednak z nią pobawić i dlaczego musi troszkę poczekać ?, obiecywałam, że jak tylko skończę, to się pobawimy razem ale usłyszałam opinię innych, że postepuję źle, że nie mogę przepraszać za coś takiego, stad moje wątpliwości czy przepraszać czy nie.
        co do przytulania jak wpada w histerię - czy jesli zacznę ją przytulać nie dojdzie do wniosku, że np w sytuacji gdy ma pozbierać kredki, które specjalnie rozrzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić, żeby ją przytulić ? Próbowałam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła kredek nadal nie chciała pozbierać lub mówiła pomóż mi, po czym ja zbierałam a ona udawała, że zbiera
        • scher Re: przytul mnie 19.02.12, 14:48
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > przytulałam - efekt był taki, że uznawała moje prośby za niebyłe. Po uspokojeniu
          > przykładowo nie sprzątnęła, bo po co

          Bo matka nie zapomniała i matka nadal siedzi na karku ze swoim poleceniem. Proste :)

          > ma pozbierać kredki, które specjalnie rozrzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić,
          > żeby ją przytulić ? Próbowałam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła
          > kredek nadal nie chciała pozbierać lub mówiła pomóż mi, po czym ja zbierałam a ona
          > udawała, że zbiera

          Mała manipulantka, testuje cię :)
        • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 15:14
          Gość portalu: mama napisał(a):

          Masz zbyt duże wymagania w stosunku do dziecka.
          Na dodatek źle pojmujesz wychowywanie.
          Wychowywanie, to nie jest tresura, to nie jest ciągłe nakazywanie i zakazywanie.
          Żadne dziecko nigdy nie będzie chciało robić niczego na rozkaz.
          I nie tylko dziecko, Ty też byś nie chciała sprzątać, gdyby mąż kazał ci to robić na rozkaz, też rzucałabyś przedmiotami i wpadała w histerię, bo taka jest natura człowieka.


          > przytulałam - efekt był taki, że uznawała moje prośby za niebyłe. Po uspokojeni
          > u przykładowo nie sprzątnęła, bo po co


          No bo po co? Po co ma sprzątać? Dziecko nie widzi przecież takiej potrzeby!
          Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłumaczeniem i zachęcaniem lub zabawą.




          > Nie karać wogóle ? to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś,
          > wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce
          > myc zębów ?

          To, że dziecko nie chce tego wszystkiego robić, to są skutki zmuszania go do tego.
          Postaw się w sytuacji dziecka.
          Ciągle wszystko ma robić na rozkaz i tak, jak ty o tym zadecydujesz i wtedy, gdy ty mu każesz to zrobić.
          A dziecko to żywy człowiek, który chce sam o sobie decydować, który też chce podejmować jakieś decyzje i chce mieć wpływ na to co robi, kiedy robi i jak robi.
          Mówiąc jej co, jak i kiedy ma zrobić uniemożliwiasz jej podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Dziecko czuje się ubezwłasnowolnione i dlatego się buntuje i nie chce robić tego, co jej każesz.

          Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje.
          Zamiast kazać się iść kąpać, zapytać, czy chce się kapać - przecież nie umrze od tego, jak pójdzie spać nie wykąpana, zachęcić - zapytać, które zabawki zabierze do kąpieli, przygotować razem kąpiel, pozwolić nalewać wodę prysznicem itp.itd.

          Im więcej swobody i pozwalania decydowania o duperelach, tym dziecko grzeczniejsze i bardziej bezproblemowe.
          Im więcej kar i zakazów, tym większe problemy i większy bunt.

          Oczywiście można to wszystko załatwiać siłą, nakazami, zakazami, karami i strachem, ale to się kiedyś zemści, bo jak dziecko urośnie, to przyjdzie taki moment, że przestanie się bać i wtedy na twoje "prośby" by posprzątało, powie ci "pocałuj mnie gdzieś, nie posprzątam i co mi zrobisz?" - no i co wtedy zrobisz?


          Teraz, gdy dziecko jest małe, masz czas na to, aby nawiązać z im dobry kontakt, kary to uniemożliwią.


          > czy czuje , że uczucia ma tylko jak jest grzeczna - nie uważam tak, dostaje inn
          > e sygnały cały dzień jak bardzo jest kochana.


          To tobie się tak wydaje. Dziecko może czuć zupełnie inaczej.


          > Czy karą jest dla niej to że jej nie przytulę ? wg mnie nie ponieważ doskonale
          > wie co znaczy słowo kara. jak mówię, jak nie zrobisz będzie kara, to wie że ma
          > iść do swojego pokoju, żeby się tam uspokoić, jak pytam czym jest kara - odpowi
          > ada, kara jest, jak trzeba iść do swojego pokoju, nigdy nie powiedziała że kara
          > jest jak mama nie przytuli.


          Straszne jest, to co ty napisałaś.
          Jak mama nie przytuli, to nie jest kara, to tylko znaczy, że mama nie kocha.


          > dlaczego ma przeprosić ? wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała p
          > rośby, histteryzowała ?

          A czy ty, jak nie wykonasz czyjejś "prośby"(czytaj rozkazu), to też zaraz lecisz tego kogoś przepraszać, bo byłaś niegrzeczna?
          Czy zastanawiasz się nad tym, że w ten sposób uczysz dziecko uległości i podporządkowywania się innym?
          A potem będziesz się dziwić, dlaczego twoje dziecko robi wszystko, co każą jej koledzy?
          Że nie ma własnego zdania?
          Że zrobi wszystko, każdą, nawet najdurniejszą, rzecz, aby przypodobać się koleżankom?
          To, że nie będzie potrafiła nikomu powiedzieć: Nie - to będzie twoja wina, bo przecież, to niegrzecznie odmawiać i stawiać na swoim, potem trzeba przepraszać i mieć karę.




          > co do przytulania jak wpada w histerię - czy jesli zacznę ją przytulać nie dojd
          > zie do wniosku, że np w sytuacji gdy ma pozbierać kredki, które specjalnie roz
          > rzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić, żeby ją przytulić ?

          A nie prościej by było postępować tak, aby dziecko nie miało powodu w złości rzucać kredkami i wpadać w histerię? Wtedy nie trzeba by było ich zbierać.


          Próbowa
          > łam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła kredek nadal n
          > ie chciała pozbierać lub mówiła pomóż mi, po czym ja zbierałam a ona udawała, ż
          > e zbiera

          Dlaczego przypisujesz dziecku takie negatywne czyny, jak udawanie - zakładasz, że robiła to świadomie, specjalnie?
          Dzieci w tym wieku nie są jeszcze takie perfidne. Po prostu nie chciało jej się ich zbierać.
          Dziecko trzeba do tego zachęcić, a nie zmuszać.
          Można zbierać kredki na wyścigi, kto szybciej, kto więcej, kto znajdzie czerwoną kredkę, a gdzie zgubiła się zielona, a jeszcze jedna pod kanapą płacze, że o niej zapomniałaś i że nie będzie mogła spać w pudełku, przecież jest mnóstwo możliwości zabawy w sprzątanie.

          Sprzątanie to nie może być nakaz, bo jak każesz coś zrobić, to normalną reakcją dziecka jest: A ja nie chcę!
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:36
            widzisz daleko mi do tresury, jak to mówisz
          • scher Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 15:43
            e-kasia27 napisała:

            > No bo po co? Po co ma sprzątać? Dziecko nie widzi przecież takiej potrzeby!
            > Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłumaczeniem
            > i zachęcaniem lub zabawą.

            Niby dlaczego nie nakazywaniem sprzątania? Z perspektywy lat dostrzegam, że moje dzieci wielu pożytecznych umiejętności nauczyły się właśnie za pomocą nakazów. Nie jest to metoda jedyna, ale nie wolno jej deprecjonować.

            > Mówiąc jej co, jak i kiedy ma zrobić uniemożliwiasz jej podejmowanie jakichkolwiek decyzji.

            Dziecku często trzeba mówić, co, jak i kiedy ma zrobić.

            > Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje.

            To jest 3,5-latka. Na nauczenie samodzielności nacisk trzeba położyć później, teraz jest czas na wpojenie podstawowych norm i nauczenie posłuszeństwa. Naprawdę można to zrobić, nie tłamsząc osobowości dziecka.

            > Zamiast kazać się iść kąpać, zapytać, czy chce się kapać - przecież nie umrze od tego,
            > jak pójdzie spać nie wykąpana

            Taaa, bardzo szybko dziecko przyzwyczai się, że wykonuje tylko polecenia, na wykonanie których ma ochotę.

            > Im więcej swobody i pozwalania decydowania o duperelach, tym dziecko grzeczniejsze
            > i bardziej bezproblemowe.

            Ty żyjesz w jakimś ideologicznym matriksie.

            > Teraz, gdy dziecko jest małe, masz czas na to, aby nawiązać z im dobry kontakt,
            > kary to uniemożliwią.

            Znów ideologiczne zaślepienie.

            > A potem będziesz się dziwić, dlaczego twoje dziecko robi wszystko, co każą jej
            > koledzy?
            > Że nie ma własnego zdania?

            Sara jest córką Luizy, ogromnie dumnej ze swej latorośli. W wychowaniu dziecka pani Luiza kierowała się od samego początku jasno określoną dewizą: Sara powinna wyrosnąć na osobę niezależną, na indywidualistkę niepozwalającą innym ludziom narzucać sobie ich zdania.
            W związku z tym każdy przejaw autonomicznego zachowania dziewczynki zawsze spotykał się z pełnym poparciem matki: już w wieku przedszkolnym Sara sama decydowała o tym, w co się ubierze, a także kiedy i co będzie jadła. Podobnym zasadom podlegał również wybór towarzyszy zabaw - jeśli jakieś dziecko nie znalazło uznania w oczach małej, nie było ponownie zapraszane.
            Jeśli zaś dziewczynka miała przestrzegać jakiejś zasady obowiązującej w domu, ustalano ją wspólnie z dzieckiem, omawiając wszystko bardzo drobiazgowo.
            Również w szkole Sara jest bardzo niezależna, jednak wynikające z tego sytuacje raczej nie napełniają pani Luizy dumą z córki. Dziewczynka odmawia często odrabiania pracy domowej; z równie wielką ochotą unika ćwiczeń gry na skrzypcach, mimo że lekcje te były jej własnym pomysłem.
            Matka Sary jest zrozpaczona - nie rozumie, dlaczego córka reaguje złością na prośbę odrobienia lekcji lub poćwiczenia na instrumencie. Dziecko krzyczy wtedy na matkę, niekiedy przechodzi nawet do rękoczynów, bije i kopie. Do częstych reakcji na sytuacje konfliktowe należy również rzucanie przedmiotami - a zwłaszcza tymi, które pani Luiza szczególnie lubi. Każda próba nakłonienia córki do czegokolwiek napotyka jej opór.
            Powyższy przypadek daje odpowiedź na pytanie, co się stanie, gdy rodzice pomylą pożądaną samodzielność dziecka z pozostawieniem go bez żadnych zasad regulujących codzienne postępowanie.
            Sara nie przywykła, aby ktoś mówił jej, co jest dobre, a co złe, co powinna robić, a czego nie - rodzice uważali, że w ten właśnie sposób, zgodny z duchem pedagogiki antyautorytarnej, uda im się wesprzeć proces jak najwcześniejszego wykształcenia w dziecku w pełni autonomicznej osobowości.[...]
            Od początku wmawiając dziecku, że jest w stanie podejmować wszystkie ważne życiowe decyzje, rodzice pozbawili je możliwości poddania się obcemu kierownictwu, a tym samym nie pozwolili mu doświadczyć, jak to jest, gdy trzeba działać w grupie.


            M. Winterhoff "Mali tyrani"

            > A nie prościej by było postępować tak, aby dziecko nie miało powodu w złości rzucać
            > kredkami i wpadać w histerię? Wtedy nie trzeba by było ich zbierać.

            Czemu o wychowaniu muszą wypowiadać się aż tacy dyletanci? Czy ta wolność Internetu nie poszła za daleko? Tusku, pomóż! ;)
            • Gość: Gosia Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.12, 17:32
              Nigdy niczego dzieciom nie nakazywałam. Sprzątania też nie.

              Z perspektywy lat dostrzegam, że bez tego moje dzieci nauczyły się wielu pożytecznych rzeczy zupełnie bez nakazów,sprzątania tez nauczyły się wystarczająco dobrze, chociaż fakt, żadne sprzątaczką(sprzątaczem)nie zostało, ale to tylko dlatego, że mieli wyższe aspiracje.

              Metoda nakazów, zakazów i kar, to dla mnie znęcanie się nad dzieckiem.

              Nigdy żadnemu dziecku nie mówiłam, co, jak i kiedy ma zrobić.
              Zawsze pokazywałam różne możliwości. Dzieci wybierały same.

              Nigdy nie uczyłam dzieci posłuszeństwa.
              Dziecko to przecież nie pies, nie musi aportować na rozkaz i przychodzić da nogi.

              Nigdy nie wpajałam dzieciom podstawowych norm.
              Dzieci uczyły się zasad postępowania prze naśladownictwo, obserwując rodziców i innych członków rodziny.

              3,5 latka u mnie miała takie same prawa, jak każdy członek domowego ogniska i też mogła podejmować decyzje i zabierać głos w dyskusjach. Ba, u nas nawet roczniak miał prawo podejmowania decyzji, bycia samodzielnym i wyrażania swojego zdania.

              I zupełnie nie rozumiem, po co uczyć dziecko posłuszeństwa?
              Dla mnie dziecko posłuszne, to głupie dziecko, które samo nie wie, co chce i dlatego musi słuchać innych.

              Nigdy też nie zmuszałam dzieci do wykonywania moich poleceń!
              Po co miałabym wydawać im jakiekolwiek polecenia?
              Nie jestem przecież ich dyrektorem, tylko matką!

              Może masz rację, że e-kasia żyje w ideologicznym matriksie, ale ja w takim razie też i myślę że dużo więcej osób w nim żyje niż ci się wydaje.
              I mamy się wszyscy świetnie!
              A nasze dzieci wyrastają na przywódców, bo nie są tłamszone w dzieciństwie i świetnie sobie dają radę w szkole, pracy i w życiu prywatnym.

              A odnośnie fragmentu zacytowanego przez ciebie, żadne z moich dzieci nigdy nie kopało, nie gryzło, nie biło, w szkole uczyli się świetnie, byli lubiani przez wszystkich kolegów i nauczycieli, nigdy nie krzyczeli ani na mnie, ani na nikogo innego, i nigdy nie musiałam ich do niczego nakłaniać, bo sami decydowali o tym, co zrobią.
              Do szkoły chodzili, jak chcieli, jak nie chcieli, to nie szli a ja im pisałam usprawiedliwienie, uczyli się nie dlatego, że im ktoś kazał, tylko dlatego, że chcieli się czegoś dowiedzieć.
              Wyrośli na mądrych, myślących ludzi, pokończyli studia, pracują w zawodach, które im bardzo odpowiadają i doskonale dają sobie radę w życiu.
              Część ma już własne dzieci i wychowuje je dokładnie tak samo, jak oni byli wychowywani, a moje wnuki są wprost cudowne.

              DYLETANCI OD WYCHOWANIA I LIBERALNI IDIOCI SĄ I ZAWSZE BĘDĄ GÓRĄ!

              A ty możesz swojemu dziecku zakładać kaganiec, jeśli chcesz, bo przecież ktoś musi być nauczony dyscypliny, i posłuszeństwa, i wykonywania poleceń, aby moje dzieci i dzieci innych dyletantów od wychowania i liberalnych idiotów miały kim rządzić.
              • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 19.02.12, 20:58
                To po co Byłas potrzebna tym swoim dzieciom, pewnie i bez Ciebie by sobie świetnie poradzili....tacy zaradni i rozsądni i wiedzący co dobre a co złe od urodzenia ;-)
                • e-kasia27 Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 19.02.12, 21:26
                  Pewnie po to, żeby je kochać i się nimi opiekować, żeby je karmić, zakładać buty, bawić się z nimi, pokazywać świat, żeby im czytać, przytulać, ocierać łzy i całować w kolanko, kiedy się stłukło, żeby odprowadzać do szkoły, żeby pomagać odrabiać lekcje, żeby pocieszać, całować, nosić na rękach, chodzić na spacer i do kina............
                  • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 19:54
                    Piękne ale niestety nieprawdziwe.
                    • e-kasia27 Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 21:15
                      A co jest nieprawdziwe?
                      • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 22:32
                        e-kasia27 napisała:

                        > A co jest nieprawdziwe?

                        Twoje utopijne teorie całkiem od realnego życia oderwane.
                        • e-kasia27 Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 22.02.12, 23:06
                          No cóż, widocznie żyję w innym świecie, niż ty.
                          Bo moje realne życie dobrze do tych utopijnych teorii pasuje, żadnych zgrzytów nawet nie ma.
                          Wszystko chodzi, jak trzeba i jest OK.
                          • zofijkamyjka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 24.02.12, 17:01
                            e-kasia27 napisała:

                            > No cóż, widocznie żyję w innym świecie, niż ty.

                            Tak wiem, w świecie wirtualnym :P
                          • Gość: Mama nastolatka Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami IP: *.pljtelecom.pl 28.02.12, 13:16
                            Do wychowania swojego pierwszego dziecka podeszlam z dokladnie takimi samymi zalozeniami jak ty. Namowila mnie do tego cudowna, tak sadze i dzis, ksiazka.

                            Dzis, z przykroscia musze stwierdzic, ze nie do kazdego charakteru ten styl wychowania pasuje. U mojego syna wystapilo wiele niekoniecznie pozadanych i dobrych cech np.lenistwo, niesamodzielnosc, egoizm, brak samodyscypliny. Do tego on chce i jasno to ostatnio artykuuje, bysmy go zmuszali do pewnych czynnosci, zakazywali, ograniczali, bo sam nie potrafi sobie tego narzucic.
                            Dodam, ze wychowujemy w oparciu o przyklad plynacy z nas, przekonywanie argumentami, empatia i i wieloma uniwersalnymi wartosciami plynacymi z poszanowania drugiego, niezaleznie czy to dorosly, czy dziecko. Wychowujemy nie na sile, sami jestesmy zgranym malzenstwem, wesolym, nie usztywnionym. I rzeczywiscie ostatnio syn czesto sam z siebie mowi, ze ma fajna mame (po konfrontacji i obserwacji rodzicow rowiesnikow) do mnie mowi, ze ma dobrego ojca, ktory nigdy go nie trzasnal, nie ponizyl, a wiele juz bylo sytuacji
                            podbramkowych...
                            Syn ma jedna ceche, ktorej nie lubie, bo ciezko od poczatku z nim: uparty. Ale do bolu. Stad np.prawie do dzis nie potrafil sznurowac butow;)
                            Natomiast ja mam zasade, ze nie kopię sie z koniem.
                            • morekac Re: ja jestem za liberalnymi idiotyzmami 28.02.12, 14:06
                              Dzis, z przykroscia musze stwierdzic, ze nie do kazdego charakteru ten styl wyc
                              > howania pasuje.
                              A może inny styl wychowywania nie pasował do twojego charakteru? Byłabyś w stanie być 'ostrzejszą', bardziej wymagającą mamą - skoro 'nie lubisz kopać się z koniem'?
                              Osobiście mam wrażenie, że stosowanie tej metody może dawać całkiem niezłe rezultaty, jeśli rodzic odznacza się zdrowym egoizmem. Bo jeśli jest z tych poświęcających się i robiących sporo dla świętego spokoju - może wyjść różnie.
              • scher Utopia - wyspa, na której wszystko się wyjaśnia 19.02.12, 21:36
                Gość portalu: Gosia napisał(a):

                > Nigdy żadnemu dziecku nie mówiłam, co, jak i kiedy ma zrobić.
                > Zawsze pokazywałam różne możliwości. Dzieci wybierały same.
                ...
                > Nigdy nie wpajałam dzieciom podstawowych norm.
                > Dzieci uczyły się zasad postępowania prze naśladownictwo, obserwując rodziców i
                > innych członków rodziny.
                ...
                > 3,5 latka u mnie miała takie same prawa, jak każdy członek domowego ogniska i też mogła
                > podejmować decyzje i zabierać głos w dyskusjach. Ba, u nas nawet roczniak miał prawo
                > podejmowania decyzji, bycia samodzielnym i wyrażania swojego zdania.
                ...
                > Może masz rację, że e-kasia żyje w ideologicznym matriksie, ale ja w takim razie też
                > i myślę że dużo więcej osób w nim żyje niż ci się wydaje.
                > I mamy się wszyscy świetnie!
                > A nasze dzieci wyrastają na przywódców, bo nie są tłamszone w dzieciństwie i świetnie
                > sobie dają radę w szkole, pracy i w życiu prywatnym.

                Za dużo w twoim poście wyidealizowanych sloganów zaczerpniętych żywcem (powtarzasz całe sformułowania) z podręczników antypedagogiki, żeby twój post mógł być prawdziwy. Nie masz dzieci, albo masz dzieci bardzo małe, nałykałaś się dziwacznych teorii i na użytek forumowiczów projektujesz tu sobie jakieś swoje fantazje i marzenia.

                > Wyrośli na mądrych, myślących ludzi, pokończyli studia, pracują w zawodach, które im
                > bardzo odpowiadają i doskonale dają sobie radę w życiu.
                > Część ma już własne dzieci i wychowuje je dokładnie tak samo, jak oni byli wychowywani,
                > a moje wnuki są wprost cudowne.

                Mieszasz utopijne fantazje z rzeczywistością.
                W Paryżu to rzeka mleczna, brzegi jaglane, wół pieczony nad nią i nóż w nim :)

                > A ty możesz swojemu dziecku zakładać kaganiec, jeśli chcesz, bo przecież ktoś musi być
                > nauczony dyscypliny, i posłuszeństwa, i wykonywania poleceń, aby moje dzieci i dzieci innych
                > dyletantów od wychowania i liberalnych idiotów miały kim rządzić.

                Gdyby dzieci wychowywane w oparach twoich fantasmagorii miały naprawdę w życiu komuś wydawać polecenia, byłaby to prawdziwa tragedia.

                Po pierwsze - przyjmując chwilowo te twoje urojenia za prawdę - nie zostały nauczone wewnętrznego zdyscyplinowania i altruizmu. Zawsze robiły tylko to, co chciały, a świat kręcił wokół ich kaprysów i zachcianek. Ja, moje, mnie, dla mnie...

                Po drugie, infantylna pannico pozująca na kogoś, kim nie jesteś, wartościowa władza to służba, to odpowiedzialność za drugiego człowieka. Władza to obowiązek.
                Władzę powinno się mieć nie nad kimś, lecz dla kogoś. Prawdziwy władca to człowiek rozumny i roztropny.

                Przygotowanie dziecka do takiego rodzaju władzy pozostaje całkowicie poza twoim zasięgiem, twoje prostackie "aby moje dzieci miały kim rządzić" każe przypuszczać, że masz za ciasne horyzonty, żeby uczyć dzieci tego, co w życiu najważniejsze, aby uczyć dzieci człowieczeństwa.

                Wychowywane po twojemu dzieci mogą co najwyżej "rządzić" na poziomie supermarketu, czy tam innej tandetnej korporacji.

                Ja mam inne marzenia. Niezależnie od tego, czy moje dzieci będą w przyszłości wśród rządzących, czy wśród rządzonych, powinny robić wszystko, żeby zasłużyć na zbawienie.
                • e-kasia27 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 22:30
                  O Scher!
                  No to teraz już wszystko rozumiem!

                  Aby zasłużyć na zbawienie, rzeczywiście, trzeba być posłusznym! Masz świętą rację!
                  Trzeba się słuchać, wykonywać karnie wszystkie polecenia, uginać grzbiet, kłaniać, się i nie narzekać na swój ciężki los, trzeba z pokorą znosić wszystkie upokorzenia i nadstawiać drugi policzek do bicia.

                  Teraz już wiem, w czym ty żyjesz, nie musisz już nic pisać.
                  Cofam wszystko, co do ciebie tutaj napisałam.
                  Wybacz mi.
                  Ja rzeczywiście żyję w ideologicznym matriksie, oczywiście patrząc z twojego punktu widzenia.
                  • e-kasia27 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 22:48
                    Jeszcze dodam tylko jedno zdanie.
                    Pewnie nie uwierzysz, ale mamy tego samego przewodnika - to dziwne, że, to co mówi, można rozumieć na dwa, tak skrajne sposoby, że ty stoisz na jednym końcu skali, a ja na drugim.

                    • aleksandra1357 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 22:59
                      A mnie dziwi, że autorka wątku pyta o radę i wszelką krytykę odrzuca z wielką mocą, broni się ze wszystkich sił, a wszelkie posty będące po jej myśli ("dobrze robisz") komentuje słowem "dziękuję". To po co pisze?
                      Już samo to pokazuje, że autorka ma problem ze sobą i przenosi go na córkę.
                      A co do dyskusji, toczącej się tu od zawsze, o metody twarde i miękkie, to w tej dyskusji nie ma wygranych. Mało też tu konkretów, bo teorie obie brzmią spójnie i przekonująco (dla mnie osobiście bardziej przekonująco brzmi E-kasia, ale niestety w życiu często postępuję tak jak Scher).
                      Poza tym w życiu nie teoria jest ważna, tylko przykład. I jak ktoś jest mądrym człowiekiem ze spójnym systemem wartości, którego się trzyma, to dziecko bez żadnych specjalnych działań ten system przejmie. A jak ktoś jest sam pokręcony i źle postępuje jako człowiek, to najlepsza teoria wychowawcza nic nie pomoże jego dzieciom. Smutna prawda.
                      • e-kasia27 Re: No to teraz juz wszystko jasne! 19.02.12, 23:02
                        Smutna!
                        Ale nic się na to nie poradzi.
                        • e-kasia27 Amen. 19.02.12, 23:04
                          Ja idę spać.
                          Życzę wszystkim dobrej nocy, a może u was dzień?
                    • Gość: justcam super ciekawy wątek IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 21.02.12, 15:48
                      fajnie was poczytac dziewczyny mnie juz legły w gruzach wszelkie poglądy pedagogiczno antypedagogiczne .... praktyka mnie przerosła ....
                      ale naprawde ciekawie piszecie
            • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 22:10
              scher napisał:


              >
              > Niby dlaczego nie nakazywaniem sprzątania? Z perspektywy lat dostrzegam, że moj
              > e dzieci wielu pożytecznych umiejętności nauczyły się właśnie za pomocą nakazów
              > . Nie jest to metoda jedyna, ale nie wolno jej deprecjonować.


              A moim zdaniem jest to bardzo zła metoda.
              Bo nakazywanie niczego nie uczy, poza wykonywaniem rozkazów.


              >
              > Dziecku często trzeba mówić, co, jak i kiedy ma zrobić.

              Jeśli dziecko wszystko robi pod dyktando mamusi, kiedy mamusia ciągle mówi, co i jak trzeba zrobić, to kiedy się wyrwie z domu i mamusi pod ręka nie ma, to dziecko głupieje i robi rzeczy, których nie powinno robić, bo nigdy nie nauczyło się podejmowania słusznych decyzji.
              Jak mama nie widzi, to hulaj dusza, można zrobić wszystko, czego zabraniała, bo przecież nie widzi, więc kary nie będzie. Takie są skutki stosowania kar.



              > To jest 3,5-latka. Na nauczenie samodzielności nacisk trzeba położyć później,

              Jak nie nauczysz dziecka samodzielnie myśleć i podejmować decyzji do trzech lat, to później to się może już w ogóle nie udać, albo uda się dopiero wtedy, gdy dziecko sobie dobrze już tyłek potłucze - tzn. kiedy na własnej skórze doświadczy wszystkich błędów, czyli najwcześniej gdzieś koło trzydziestki.


              t
              > eraz jest czas na wpojenie podstawowych norm i nauczenie posłuszeństwa. Naprawd
              > ę można to zrobić, nie tłamsząc osobowości dziecka.

              Normy, jakie obowiązują w twoim domu, to dziecko sobie przyswoi samo niezależnie, od tego jak bardzo będziesz chciała temu przeciwdziałać.

              A posłuszeństwo?
              No cóż, mnie też posłuszeństwo kojarzy się tylko i wyłącznie z tresurą psa.
              Naprawdę chcesz, aby twoje dziecko było posłuszne?



              > Taaa, bardzo szybko dziecko przyzwyczai się, że wykonuje tylko polecenia, na wy
              > konanie których ma ochotę.

              Ale dlaczego uważasz, że dziecko ma wykonywać jakiekolwiek polecenia?
              Czy to robot? Czy żywy człowiek?



              > Ty żyjesz w jakimś ideologicznym matriksie.

              A w czym ty żyjesz w takim razie?



              > Znów ideologiczne zaślepienie.

              Niech będzie, że ideologiczne, ale ja bym tego zaślepieniem nie nazwała, raczej otwarciem oczu.


              Jeśli chodzi o książkę "Mali tyrani", to jest to według mnie jedna z najgłupszych książek, jakie kiedykolwiek zostały o wychowaniu napisane. Pseudopsychologia, która tylko mąci w głowach rodzicom, która popiera przemoc i przemocowcom daje podstawę, sądzić, że tresując swoje dzieci, działają prawidłowo.
              Jeśli kierujesz się zasadami podanymi w tej książce, to masz duże szanse, na to, że będziesz miała problemy ze swoimi dziećmi.



              > Czemu o wychowaniu muszą wypowiadać się aż tacy dyletanci?

              Właśnie! Dlaczego wypowiadasz się o wychowaniu, skoro jesteś aż takim dyletantem?

              >Czy ta wolność Inter
              > netu nie poszła za daleko? Tusku, pomóż! ;)

              Oj poszła, poszła, ale Tusk już na to nie pomoże!

              Wolność to podstawa. Dla dziecka też.



              • scher Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 22:46
                e-kasia27 napisała:

                > Bo nakazywanie niczego nie uczy, poza wykonywaniem rozkazów.

                Powiedziała pewna forumowa teoretyczka gawędziarka.

                > Jeśli dziecko wszystko robi pod dyktando mamusi, kiedy mamusia ciągle mówi, co
                > i jak trzeba zrobić, to kiedy się wyrwie z domu i mamusi pod ręka nie ma, to dziecko
                > głupieje i robi rzeczy, których nie powinno robić, bo nigdy nie nauczyło
                > się podejmowania słusznych decyzji.

                W twoim matriksie mieszają ci się światy równoległe. W dyskusji na temat 3,5-latka wypowiadasz sądy na temat wychowywania nastolatków.

                > Jak nie nauczysz dziecka samodzielnie myśleć i podejmować decyzji do trzech lat,
                > to później to się może już w ogóle nie udać

                Ty jednak rzeczywiście wierzysz w te wszystkie swoje idiotyczne wyobrażenia o życiu. Przez chwilę myślałem, że udajesz.

                > No cóż, mnie też posłuszeństwo kojarzy się tylko i wyłącznie z tresurą psa.

                Wiesz, jest taki dowcip o wizycie erotomana u psychiatry...

                > Ale dlaczego uważasz, że dziecko ma wykonywać jakiekolwiek polecenia?

                Żeby nie wyrosło na idiotę i nie gadało głupot po Internecie ;)

                > Niech będzie, że ideologiczne, ale ja bym tego zaślepieniem nie nazwała, raczej otwarciem
                > oczu.

                Ja widzę, że masz tu jakąś misję otwierania ludziom oczu, przynajmniej żyjesz w takiej ułudzie, ale ze mną ci tak łatwo nie pójdzie :)

                > Jeśli chodzi o książkę "Mali tyrani", to jest to według mnie jedna z najgłupszych książek,
                > jakie kiedykolwiek zostały o wychowaniu napisane.

                Niewątpliwie dysponujesz jakimiś merytorycznymi argumentami na poparcie swojej odważnej tezy.
                • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 19.02.12, 23:00
                  scher napisał:

                  > e-kasia27 napisała:
                  >
                  > > Bo nakazywanie niczego nie uczy, poza wykonywaniem rozkazów.
                  >
                  > Powiedziała pewna forumowa teoretyczka gawędziarka.

                  A czemu uważasz, że teoretyczna?

                  >
                  > >
                  > W twoim matriksie mieszają ci się światy równoległe. W dyskusji na temat 3,5-la
                  > tka wypowiadasz sądy na temat wychowywania nastolatków.

                  No wiesz, zawsze mysśałam, że z 3,5 latki kiedyś wyrośnie nastolatka, ale może faktyczne się myliłam?



                  > Ty jednak rzeczywiście wierzysz w te wszystkie swoje idiotyczne wyobrażenia o ż
                  > yciu. Przez chwilę myślałem, że udajesz.


                  Oczywiście, że wierzę i co gorsze, one mi się w życiu sprawdzają co do joty.
                  Przecież wiesz, że wiara może góry przenosić!



                  > > No cóż, mnie też posłuszeństwo kojarzy się tylko i wyłącznie z tresurą
                  > psa.
                  >
                  > Wiesz, jest taki dowcip o wizycie erotomana u psychiatry...


                  Nie znam! Ja w ogóle słaba z dowcipów jestem. Może opowiedz?



                  > Żeby nie wyrosło na idiotę i nie gadało głupot po Internecie ;)


                  Ale ci co są uczeni posłuszeństwa i wykonywania poleceń, jeszcze większe głupoty po internecie gadają i co gorsza, nie tylko po internecie!



                  >
                  > Ja widzę, że masz tu jakąś misję otwierania ludziom oczu, przynajmniej żyjesz w
                  > takiej ułudzie, ale ze mną ci tak łatwo nie pójdzie :)

                  Oj, wiem, wiem, że z tobą tak łatwo nie pójdzie!
                  Rezygnuję, nie będę nawet próbować!


                  >
                  > > Jeśli chodzi o książkę "Mali tyrani", to jest to według mnie jedna z najg
                  > łupszych książek,
                  > > jakie kiedykolwiek zostały o wychowaniu napisane.
                  >
                  > Niewątpliwie dysponujesz jakimiś merytorycznymi argumentami na poparcie swojej
                  > odważnej tezy.
                  >


                  Wcale nie jest odważna! A co w tym odważnego, nie tylko ja tak sadzę!
                  A jakie merytoryczne argumenty, by cię przekonały?
              • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 21.02.12, 17:48
                czytałam kiedyś te pozycje pt. antypedagogika i byłam oczarowana tą metoda wychowawczą naprawdę byłam bliska temu mysleniu i podejściu. Coprawde wtedy jeszcze nie miałam dzieci ale dobrze pamietałam swoje dziecinstwo i tak wydawało mi sie to tak trafne i odpowiednie....
                Teraz gdy jestem doroślejsza mam własne dzieci i wokół różnych ciekawych znajomych dojrzałych nieprzecietnych ludzi którzy świadomie zdecydowali sie na dziecko i staraja się je wychować najlepiej jak można no i własnie coś w duchu e-kasi i antypedagogiki no i niestety musze przyznać że oni maja bardzo duże problemy ze swoimi pociechami to mali terroryści robiący awanury o byle co i mający ubytki w wielu rodzajach umiejetności to pępki swiata które myślą że świat na nich się kończy - te dzieci są naprawde trudne...
                Mnie samej jedyne co przychodzi do głowy to że może należało by dostosować metody wychowawcze do własnych dzieci i nie wszytsko da się dopasowac do każdego dziecka ... Chyba jednak sa dzieci które wymagaja czy potrzebuja wiecej ram i zasad sa i takie które mozna wychowywać tak lekko i przyjemnie jak e- kasia pisze.
                • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 19:18
                  Hm, gdyby był jeden dobry przepis na wychowanie dziecka - byłoby fajnie, ale i trochę nudno.
                  W tym całej antypedagogice a la eKasia potrzeby dziecka są najważniejsze, ale zdaje się, że zupełnie zostały pominięte potrzeby innych ludzi, w tym mamy - mama jako sługa dostępna zawsze na żądanie. Do zrozumienia przy niemowlaku, ale niekoniecznie przy starszych dzieciach.
                  Potrzeby dziecka są ważne, ale mamy, taty czy innych ludzi nie są przez to mniej ważne. Bo dlaczego miałyby być ważne mniej?
                  • Gość: gośka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.icpnet.pl 21.02.12, 19:45
                    Otóż to - dziwną rzeczą jest dla mnie uczyć dziecko, że inni ludzie się nie liczą - ja się nie liczę dla siebie i dziecka, moje zdrowie, mój kręgosłup, mój czas wolny, moja praca, moja książka - wszak muszę się pokornie jak idiotka schylać przez 30 minut dziennie by pozbierać zabawki po moim dziecku, które ono samo rozrzuciło. Bo jego uczucia są ważne. I jego zdanie. I jego decyzja, że sorry mamuś, ale dzisiaj nie będę tego robił. Jaki mądry człowiek z iego wyrośnie. I szczęśliwy, o to na pewno, tylko szkoda, że reszta ludzi w jego otoczeniu nie będzie szczęśliwa.
                    • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 22:30
                      Kobieto, jeśli dla ciebie
                      - twoje zdrowie
                      - twój kręgosłup
                      - twój wolny czas
                      - twoja praca
                      - twoja książka

                      są ważniejsze niż TWOJE DZIECKO

                      i do tego czujesz się jak idiotka dlatego, że musisz się schylać przez 30 minut dziennie, by pozbierać zabawki po swoim dziecku, które ona samo rozrzuciło (MOWA O TRZYLATKU PRZECIEŻ!!!!!)

                      to wybacz, ale TY DZIECI NIGDY NIE POWINNAŚ BYŁA MIEĆ!
                      • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 22:57
                        Osobiście nie widzę powodu, dlaczego mój kręgosłup miałby być mniej ważny niż rozwalone kredki dziecięcia. Rozwalone zresztą przez nie. Albowiem mój kręgosłup jest mojszy. Moje zdrowie nie jest wcale mniej ważne niż zdrowie moich dzieci, a na pewno jest ważniejsze od kredek. Tak samo mój wolny czas, moja praca i moja książka są dla mnie ważniejsze od nie moich kredek. To jest dosyć prosta hierarchia.
                        3.5 latek rączki ma i kredki może pozbierać. A jak nie może, bo mu się nie chce, będzie miał połamane kredki, bo ktoś w nie wlezie.
                        • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 23:06
                          No i niech ma połamane, jak sam rozwalił i nie chce pozbierać - to będzie naturalna konsekwencja i dziecko czegoś się z tego nauczy.

                          Ale nie można go za te rozwalone kredki i ich niepozbieranie karać i zmuszań przemocą, aby je jednak pozbierał i jeszcze kazać się przepraszać za to że ich posprzątać nie chciał.

                          • aleksandra1357 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 23:19
                            A ja się przyznam, że stosuję w sytuacji kredkowej terror psychiczny: okazuję tak wielkie niezadowolenie z faktu, że syn (4 lata) nie sprząta i robię ze sprzątania taki zaszczyt, że syn aż mnie błaga, żeby mógł posprzątać kredki, ale ja nieubłaganie mówię: "Nie chciałeś sprzątać, to nie będziesz sprzątać, sama posprzątam, ale jest mi baaaaardzo przykro". Na drugi raz sprząta szybciej, niż zdążę wydać polecenie.
                          • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 23:19
                            Cóż, rzeczy z podłogi trzeba sprzątać, bo można sobie, niestety, krzywdę zrobić.
                          • demonii.larua Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 23:29
                            A przejechałaś się kiedyś po kredce rąbiąc głową w podłogę? Nadepnięta kredka rzadko się złamie, za to można następując wywinąć bardzo niebezpiecznego orła - zwłaszcza na kredce grubej przeznaczonej dla młodszych dzieci, które uczą się prawidłowego chwytu tejże.
                            Z podłogi przedmioty trzeba zbierać, gdyż pozostając na podłodze stanowią zagrożenie dla zdrowia.
                            • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 23:44
                              Nie, nie przejechałam się na kredce, bo moje dziecko nie rozrzuca kredek po podłodze, rysuje na stole i tam leżą kredki, jak jakaś spadnie, to albo sama podnosi, albo woła, żeby jej podnieść, jak jej się nie chce z krzesła złazić i ja wtedy podnoszę.
                              Jak jej się znudzi rysowanie, to zbieramy (razem) kredki ze stołu do kubka i odstawiam je na półkę.
                              • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 23.02.12, 11:13
                                kasia, po twoich postach wnoszę, że masz do czynienia z wybitnie empatycznym i uległym Z NATURY dzieckiem, które nie ma mniejszą niż przeciętna potrzeba testowania granic. twój sposób wychowywania pewnie świetnie się sprawdza w przypadku twojego dziecka, masz szczęście, ale w przypadku większości innych dzieci będzie katastrofalny w skutkach - patrz wątek o wagarującym gimnazjaliście
                                • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 23.02.12, 11:45
                                  poprawka: które ma mniejszą niż przeciętna potrzeba testowania granic
                                • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 07:20
                                  Taaaa!
                                  Bo wybitna empatyczność to pewnie dziedziczona w genach jest, zwłaszcza po dziadku alkoholiku, a co za tym idzie ojcu DDA, który ma więcej problemów z samym sobą niz ze wszystkimi dziećmi razem wziętymi.
                                  Na dodatek żadne z moich dzieci nigdy nie było nawet w najmniejszym stopniu uległe.
                                  Wręcz przeciwnie, mają bardzo silne osobowości i są bardzo uparte, a jak sobie coś umyślą, to trudno je przekonać, że nie mają racji, nawet wtedy, gdy jej nie mają.


                                  Droga mamo, empatia to jest coś takiego, czego dziecko się uczy w toku dojrzewania i dorastania.
                                  To od rodzica zależy w jakim stopniu dziecko będzie empatyczne i to rolą rodzica jest go tego nauczyć.
                                  Stosowanie metody wychowawczej polegającej na wydawaniu poleceń, rozkazów i nakazów i egzekwowanie ich za pomocą kar, a nie daj boże jeszcze bicia i szantażu psychicznego, czy emocjonalnego skutecznie taką naukę empatyczności uniemożliwia.

                                  Z empatycznością jest tak, że im będziesz bardziej empatyczna w stosunku do dziecka, tym będzie ono bardziej empatyczne.
                                  Empatyczności nie można nauczyć poprzez nakazanie bycia empatycznym.
                                  Empatyczności dziecko uczy się tylko i wyłącznie doświadczając jej na własnej skórze.

                                  A rodzic, który ciągle krzyczy, nakazuje, zakazuje, zabrania, karze - niestety wykazuje się zerową empatycznością w stosunku do swojego dziecka, więc jak takie dziecko, ma być potem empatyczne!

                                  Z empatycznością jest tak samo, jak z miłością!
                                  Aby dziecko umiało kochać, musi być najpierw kochane!
                                  Musi doświadczyć miłości na własnej skórze, bo jak jej nie doświadczy jako małe dziecko, to później już nigdy nie nauczy się kochać i do końca życia pozostanie pod tym względem okaleczone.
                                  Dlatego dzieci, które od urodzenia wychowywały się w domach dziecka nie potrafią potem odnaleźć się w roli rodzica, bo nie potrafią kochać swoich dzieci.

                                  Dziecko jest, jak skarbonka - co do niej włożysz, to dokładnie to samo wyjmiesz.

                                  Ale włożysz przykładem, nie nakazem i karą.
                                  Włożysz traktowaniem w taki sposób dziecka, a nie mówieniem mu jakie powinno być.

                                  Jeśli włożysz przemoc i agresję, to wyjmiesz przemoc i agresję - czyli jeśli będziesz wobec dziecka agresywna i będziesz stosować przemoc np. w postaci kar, to twoje dziecko też będzie agresywne i będzie stosować przemoc wobec innych.

                                  Jeśli włożysz miłości i empatię, to wyjmiesz miłość i empatię.

                                  To są proste, oczywiste zasady i innej możliwości nie ma.

                                  Nie ma dzieci z natury empatycznych.
                                  Nie ma dzieci z natury uległych.
                                  Nie ma dzieci z natury agresywnych.
                                  Nie ma dzieci z natury złośliwych.

                                  DZIECI SĄ TAKIE, JAK JAKIE ICH CHOWANIE.


                                  A jeśli chodzi o testowanie granic, to moje dzieci faktycznie mają mniejszą niż przeciętna potrzebę ich testowania.
                                  Ba, nawet bym powiedziała, że w ogóle nie mają takiej potrzeby, bo...

                                  jak nie ma granic, to po prostu nie ma co testować, więc i potrzeby testowania też nie ma.
                                  Tak to waśnie działa, dlatego jest takie skuteczne.

                                  Jeszcze o wątku o wagarującym gimnazjaliście.
                                  Wagarujący gimnazjaliści wyrastają w tych rodzinach, w których terror i przemoc są na porządku dziennym.
                                  To nakazowo - zakazowe wychowanie i egzekwowanie posłuszeństwa karami generuje potem takie problemy w wieku dojrzewania, bo w wieku dojrzewania dzieci przestają się bać kar, przestają się bać swoich rodziców, zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że rodzice w zasadzie nie mogą im nic zrobić i wtedy zaczyna się problem.

                                  Rodzic się pieni, bo chciałby dalej rządzić dzieckiem, kazać zastraszać, a dziecko to olewa i robi co chce, a że nie nauczyło się do tej pory dokonywać właściwych wyborów, bo rozkazujący i karzący rodzic mu to skutecznie uniemożliwił, więc robi same głupoty, szczególnie te, których przedtem rodzic mu zabraniał.
                                  • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 08:07
                                    > Nie ma dzieci z natury empatycznych.
                                    > Nie ma dzieci z natury uległych.
                                    > Nie ma dzieci z natury agresywnych.
                                    > Nie ma dzieci z natury złośliwych.
                                    >
                                    > DZIECI SĄ TAKIE, JAK JAKIE ICH CHOWANIE.

                                    nie zgadzam się z tym twierdzeniem, na dziecko mają wpływ i geny i ukształtowanie mózgu w życiu płodowym i wychowanie; dlatego właśnie nie ma jednej uniwersalnej metody wychowawczej
                                    • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 08:18
                                      Tak. Tak.
                                      Szczególnie złośliwość, to baaardzo genetyczna choroba!

                                      Oczywiście, że na dziecko wszystko ma wpływ, ale na to czy dziecko wyrośnie na porządnego człowieka, czy na drania wpływ mają przede wszystkim rodzice.

                                      Z najgorszego materiału można uszyć najpiękniejszą suknię, i z najlepszego można uszyć szmatę - wszystko zależy od umiejętności krawca.

                                      A krawcem jest w tym wypadku rodzic, albo poprawi to, czego natura dziecku poskąpiła, albo zepsuje, to co dała dobre.
                                      • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 11:43
                                        no widzisz, posługując się twoją analogią, różne materiały potrzebują różnych metod postępowania; a ty masz jedną metodę - nic nie nakazywać, do niczego nie zmuszać, czekać aż dziecko samo zrozumie i zachowa się zgodnie z oczekiwaniami otoczenia; moim zdaniem to się sprawdzi w bardzo niewielu przypadkach
                                        • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 11:59
                                          Źle zrozumiałaś, to co napisałam.

                                          Nie nakazywać, nie zmuszać, ale to nie znaczy, że nie robić nic.
                                          Dziecku trzeba:
                                          - tłumaczyć
                                          - pokazywać
                                          - dawać dobry przykład swoim zachowaniem
                                          - określać jasno swoje oczekiwania
                                          - wyrażać swoje niezadowolenie
                                          ale w sposób słowny, nie przy pomocy kar, zakazów i nakazów.


                                          A ja wiem, że to się zawsze sprawdza, bo materiał jest zawsze ten sam - to żywy rozumny człowiek. Może jedni są bardziej rozumni niż inni, ale to tylko kwestia czasu, a nie sposobu.
                                          • fruzia01 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 16:02
                                            > A ja wiem, że to się zawsze sprawdza, bo materiał jest zawsze ten sam - to żywy
                                            > rozumny człowiek. Może jedni są bardziej rozumni niż inni, ale to tylko kwesti
                                            > a czasu, a nie sposobu.
                                            no cóż, ja wierzę, że można się nie doczekać efektów nigdy

                                            same zakazy,nakazy i kary nie poparte tłumaczeniem ani przykładem są słabym pomysłem,
                                            ale równie słabe są same metody słowne; nie wiem w jakim wieku dziecko zacznie sprzątać po sobie klocki, żeby kochanej mamie nie było przykro z powodu zabałaganionej w całym mieszkaniu podłogi? albo pozmywa samo z siebie naczynia po obiedzie i kolacji, żeby mama nie miała aż tylu obowiązków?
                                          • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:56
                                            e-kasia27 napisała:

                                            > - dawać dobry przykład swoim zachowaniem

                                            Ale Ty nie dajesz. Jak dziecku sie nie chce schylic po kredke to Ty biegniesz. Co to za przykład dobry?

                                            > - określać jasno swoje oczekiwania

                                            To tu juz niekonsekwentna jesteś, jakie oczekiwania? Licza sie przeciez oczekiwania dziecka, one sa najwazniejsze!

                                            > - wyrażać swoje niezadowolenie

                                            Ale z czego?
                                      • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:45
                                        e-kasia27 napisała:

                                        > Oczywiście, że na dziecko wszystko ma wpływ, ale na to czy dziecko wyrośnie na
                                        > porządnego człowieka, czy na drania wpływ mają przede wszystkim rodzice.


                                        Zmartwie Cię, na Twoje dziecko będa mieć tez wpływ inni a także jego własne geny.
                                  • scher Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 09:05
                                    e-kasia27 napisała:

                                    > DZIECI SĄ TAKIE, JAK JAKIE ICH CHOWANIE.

                                    BUHAHA! :-D
                                  • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:42
                                    e-kasia27 napisała:

                                    > Taaaa!
                                    > Bo wybitna empatyczność to pewnie dziedziczona w genach jest, zwłaszcza po dzia
                                    > dku alkoholiku, a co za tym idzie ojcu DDA, który ma więcej problemów z samym s
                                    > obą niz ze wszystkimi dziećmi razem wziętymi.

                                    Wiesz alkoholicy to najczesciej ludzie słabi psychicznie i łatwo sie podporzadkowujacy innym.

                                    > Dziecko jest, jak skarbonka - co do niej włożysz, to dokładnie to samo wyjmiesz

                                    Niestety nie, dziecko to nie jest biała kartka do zapisania.

                                    > Nie ma dzieci z natury empatycznych.
                                    > Nie ma dzieci z natury uległych.
                                    > Nie ma dzieci z natury agresywnych.
                                    > Nie ma dzieci z natury złośliwych.

                                    Ależ są, w jakim Ty świecie żyjesz. Te teorie juz dawno upadły. To co Ty możesz włożyć w swoje dziecko to jakaś połowa, druga połowa to geny.
                              • demonii.larua Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 23.02.12, 11:31
                                Moje też rysują na stole - czasem rysowały na ścianie, bo miały do tego jedną przeznaczoną dla nich :) Twoja córka jako żywo przypomina mojego najmłodszego, no dogadujemy się niemal na każdej płaszczyźnie, piszę niemal, bo jednak objawy buntu wykazuje podczas rehabilitacji oka.
                                Tylko, pozostała trójka to zupełnie inne dzieci, na maksa pożytkujące swoją energię na poznawanie świata i testowanie rodziców na wszelkie sposoby, a wyobraźni im nie brakuje :) W NASZYM domu są zasady nie dużo ale się ich trzymamy - choć nie kurczowo, których przestrzegamy wspólnie - jedną z tych zasad jest dbanie o bezpieczeństwo własne oraz innych domowników w miarę swoich możliwości, nie wymagam od dzieci by zachowywały się jak dorośli. I serio o ile mogę, mam czas czy chęć pomóc czy wyręczyć dziecko w jakiejś czynności to z ochotą to robię. Bo zwyczajnie radość mi to sprawia. Ale nie będę tego robiła stale, bo nie mieści się to w moim światopoglądzie i nie jest zgodne z moją "drogą wychowawczą" oraz czasem najzwyczajniej w świecie mi się nie chce - zupełnie tak jak małym ludziom :P
                              • zofijkamyjka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 24.02.12, 17:03
                                e-kasia27 napisała:

                                > Nie, nie przejechałam się na kredce, bo moje dziecko nie rozrzuca kredek po pod
                                > łodze, rysuje na stole i tam leżą kredki, jak jakaś spadnie, to albo sama podn
                                > osi, albo woła, żeby jej podnieść, jak jej się nie chce z krzesła złazić i ja w
                                > tedy podnoszę.

                                Czyli generalnie jestes na każde zawołanie i niby czego tym dziecko uczysz?
                                • morekac Re: rodzeństwo w równoległych 1 klasach? 25.02.12, 07:23
                                  Mnie też się z siostrą nieźle chodziło do klasy - ale kilka minusów było. Też się uczyłyśmy dobrze, na podobnym poziomie, z matematyki byłam zawsze dobra i nigdy nie miałam problemów, ale fakt, że siostra jest po prostu 'istotą matematyczną' sprawiło, że dosyć wcześnie się zdemotywowałam do tego przedmiotu. Chwilami miałam nawet ciut lepsze stopnie, ale faktem jest, że 'łapała' matematykę znacznie lepiej ode mnie i w porównaniu z nią czułam się matematycznym beztalenciem. ;-)
                                  • morekac Re: rodzeństwo w równoległych 1 klasach? 25.02.12, 07:26
                                    To oczywiście miało być nie tutaj...
                            • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 23:46
                              Córka złamała sobie nogę po potknięciu o klocek. :-(
                      • asia_i_p Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 14:01
                        Moje zdrowie nie jest dla mnie ważniejsze niż zdrowie mojego dziecka. Ale z całą pewnością jest dla mnie ważniejsze niż kaprys mojego dziecka, podobnie jak jego zdrowie jest ważniejsze od mojego kaprysu.
                        Jeżeli uczysz dziecko, że jego niechęć do sprzątnięcia zabawek liczy się bardziej niż twoja niemożność ich sprzątnięcia z powodu bolącego kręgosłupa, to ja mam ogromną nadzieję, że moje dziecko nie będzie musiało z twoim pracować, ani nie wejdzie z nim w związek. Takich wczesnych lekcji się nia zapomina.
                      • Gość: gośka Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.icpnet.pl 22.02.12, 14:21
                        > Kobieto, jeśli dla ciebie
                        > - twoje zdrowie
                        > - twój kręgosłup
                        > - twój wolny czas
                        > - twoja praca
                        > - twoja książka
                        >
                        > są ważniejsze niż TWOJE DZIECKO

                        nie są ważniejsze niż moje DZIECKO. Są ważniejsze niż jego kredki. Ale Ty masz niestety problem z interpretacją prostych zdań :)
                • e-kasia27 Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 21.02.12, 22:11
                  Gość portalu: justcam napisał(a):

                  > Teraz gdy jestem doroślejsza mam własne dzieci i wokół różnych ciekawych znajom
                  > ych dojrzałych nieprzecietnych ludzi którzy świadomie zdecydowali sie na dzieck
                  > o i staraja się je wychować najlepiej jak można no i własnie coś w duchu e-kasi

                  "coś w duchu" - prawie robi duża różnicę


                  > i antypedagogiki no i niestety musze przyznać że oni maja bardzo duże problemy
                  > ze swoimi pociechami to mali terroryści robiący awanury o byle co i mający uby
                  > tki w wielu rodzajach umiejetności to pępki swiata które myślą że świat na nich
                  > się kończy

                  Jeśli jest tak, jak piszesz, to znaczy, że ci rodzice wcale, ale wcale nie maja pojęcia o wychowywaniu w sposób, o którym tutaj piszę.
                  Albo ty w ogóle nie rozumiesz, tego, co napisałam i nie potrafisz odróżnić bezstresowego wychowania od braku wychowania.


                  >- te dzieci są naprawde trudne...

                  Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma trudnych dzieci, są tylko trudni rodzice.
                  A ja od sibie dodam, że trudni rodzice robią ze swoich dzieci trudne dzieci.


                  > Mnie samej jedyne co przychodzi do głowy to że może należało by dostosować meto
                  > dy wychowawcze do własnych dzieci i nie wszytsko da się dopasowac do każdego dz
                  > iecka ... Chyba jednak sa dzieci które wymagaja czy potrzebuja wiecej ram i zas
                  > ad sa i takie które mozna wychowywać tak lekko i przyjemnie jak e- kasia pisze.

                  I tu masz trochę racji.
                  Właśnie w tym sęk, żeby się dostosować do swojego dziecka - CAŁKOWICIE.

                  Ale ja nigdzie na napisałam, że wychowywanie dziecka jest łatwe!
                  Przyjemne może być, jeśli ktoś potrafi odnaleźć przyjemność w byciu w 100% dla swego dziecka, ale łatwe, to z pewnością nie jest, bo wymaga na pewien czas całkowitej rezygnacji z siebie i wyzbycia się własnego egoizmu, a to niestety nie każdy potrafi zrobić.
                  Trudne, ale możliwe i przecież nie trwa wiecznie - najdalej około trzeciego roku życia dziecka odzyskuje się trochę swobody, a potem jest tylko coraz łatwiej, i zupełnie bezproblemowo, więc warto!
                  • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 14:29
                    Jeśli jest tak, jak piszesz, to znaczy, że ci rodzice wcale, ale wcale nie maja pojęcia o wychowywaniu w sposób, o którym tutaj piszę.
                    Albo ty w ogóle nie rozumiesz, tego, co napisałam i nie potrafisz odróżnić bezstresowego wychowania od braku wychowania.
                    Może nie rozumiem , a może pomijasz te istotne momenty które prócz luzu i bezstresowego wychowania zobrazowały by w taki razie to wychowywanie i postawienie granic i zasad.
                    Przytocze przykład jednego z dzieci które moim zdaniem jest właśnie chowane bezstresowo z bardzo dużym poczuciem własnej wartości jest chłopcem który obecnie ma 7 lat i ma bardzo duży problem np. z dzieleniem się , do jego pokoju własciwie nie może wejśc inne dzieckoi nie wolno jesli już tam sie znajdzie aby czegokolwiek dotkneło - jesli tak się stanie to wpada w szał ... Jego rodzice ponieważ widzieli jakie trudne jest dla niego dzielenie się (a jest on chłopcem) oczywiście chcieli uniknąc tego stresu i nigdy nie zmuszali go do dzielenia się W sumie jest tak do dzisiaj ... Jedyne co teraz robią to proszą syna aby wybrał zabawki którymi jest sie wstanie podzielić i zniósł je do pokoju głównego czyli neutralna przestrzeń i te zabawki mogą dotykac inne dzieci np goście i wtedy jest ok. Oczywiście chłopiec wybiera zabawki które nie lubi i własciwie to mógłby równie dobrze wyrzucić ... Gorzej jeśli owi gście znajda coś innego no to zaczyna się wspomniany szał... Ten chłopiec nie przeszedł w wieku do 3 lat nauki dzielenia bo przynosiło mu to zbyt wielki stres i zbyt wiele nerwów ... więc rodzice go do tego nie zmuszali może liczyli na to że dorosnie i będzie łatwiej ale stało sie tak że teraz to jest naprawde duży problem ... chłopiec zachowuje się nieobliczalnie ....gdy ktoś dotknie jego zabawek i właściwie nie ma wstepu do jego pokoju dla innych dzieci.... bo nic nie można dotknąć..... no i jakos to bezstresowe wychowanie w przyp[adku tego chłopca zdaje się być przyciękawe w efektach. Rodzice to madrzy ludzie tata jest psychologiem bardzo dobrym a mama tworzy podręczniki do nauki to naprawde bardzo fajni ludzie ....
                    • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 17:17
                      Rodzice to madrzy ludzie tata jest psychologiem bardzo dobrym a mama two
                      > rzy podręczniki do nauki to naprawde bardzo fajni ludzie
                      To, że ktoś jest fajnym dorosłym, nie oznacza, że wychowa dzieci bez problemu. Każde dziecko jest trochę inne, jednego przepisu nie ma, skutki widać dopiero po dłuższym czasie, a ponieważ nie wymyślono jeszcze sposobu na cofanie się w przeszłość - nie da się poprawić zastosowanych wcześniej metod. Wychowanie to po prostu niepowtarzalny eksperyment przeprowadzony na żywym organizmie. ;-) Nie ma nawet grupy kontrolnej - być może, gdyby dziecko było zmuszane do dzielenia się zabawkami, byłoby jeszcze gorzej. Któż to może wiedzieć?
                      • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 17:32
                        ja podałam tylko jeden przykład problemu ze wspomnianym chłopcem , ale problemów tego typu jest wiele i naprawde jakoś widać, że to jest efekt obranej metody wychowawczej. Chodzi mi tez o to że oni prezentują sobą dobre wartości i wszystko robią w dobrej myśli, ale efakty sa naprawde przyciężkawe... Troche to wyglada jak by ta wspaniała metoda wychowania bezstresowego w tym wypadku zupełnie nie zdała egzaminu...Znam tego chłopca od dawna i wydaje mi się że gdyby go ktos nauczył jak to zwykle bywa dzielenia sie w wieku trzech lat to jak wiekszośc dzieci poprostu by sie tego nauczył , może to by go kosztowało kilka rozterek psychicznych ale dziś nie miał by takiego problemu....
                        • morekac Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy 22.02.12, 17:42
                          Hm, ale być może przy innym dziecku ta sama metoda nie byłaby wcale zła?
                          A efekty widać teraz, po kilku latach - jakoś mam wrażenie, że nie da się z młodego zrobić z powrotem 3-latka i zabrać się za testowanie innych sposobów...
                          • Gość: justcam Re: Znów jakieś liberalne idiotyzmy IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 18:43

                            a no może tak, pewnie nawet napewno ... ale juz wcześniej właśnie zauwazyłam że nie ma jednej jedynej najlepszej metody i ze tak ową trzeba dobrać dla dziecka nie tylko dlatego że wydaje sie fajna, ale jest właśnie taka jaką potzrebuje dane dziecko. Noi jeszcze jedna sprawa rodzice owi obserwuja owe skutki ich bezstresowej metody wychowawczej no i jakoś nadal sie jej trzymają :-) choć chyba coraz częściej znajduja sie dość w potrzaskowej sytuacji ... w której trudno nie dopuszczać do bezstresowego bycia syna....
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 16:29
            "Wychowywanie, to nie jest tresura, to nie jest ciągłe nakazywanie i zakazywanie"

            a na jakiej podstawie uważasz, że ciągle to robię , jesteś jasnowidzem tak , a może siedzisz w moim domu na strychu lub u sasiada i obserwujesz ?

            "Żadne dziecko nigdy nie będzie chciało robić niczego na rozkaz. "
            moje dziecko nie dostaje rozkazów, tylko jest proszone, żeby posprzatało, ma na to czas, nie musi robic natychmiast, ma oferowaną pomoc, ma inne mozliwości, ale sprzątać uwazam, że po sobie powinno, a to niestety nie zawsze jest tak, że poproszone, zachęcone jest gotowe to zrobić.

            "Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłuma
            > czeniem i zachęcaniem lub zabawą."
            ależ ja to robię, tylko nikt nie raczy zapytać, lepiej uznać, że tego nie robię, tylko tresuję i wydaję rozkazy prawda, bo po co pytac, przecież ty wiesz , bo jestes jasnowidzem i wszystko wiesz

            "Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje.
            > Zamiast kazać się iść kąpać, zapytać, czy chce się kapać - przecież nie umrze o
            > d tego, jak pójdzie spać nie wykąpana, zachęcić - zapytać, które zabawki zabier
            > ze do kąpieli, przygotować razem kąpiel, pozwolić nalewać wodę prysznicem itp."

            wyobraź sobie, że to też przerabiałam, problemem nie była kąpiel, bo ją lubiła, problemem było zawsze odwlekanie pójścia spac, po po kapieli trzeba iść do łózka a po bajce spać.

            co do mycia zębów, były piosenki szczotka, kubek, były zabawy, były tłumaczenia, były zabawy tupu pobawimy się w malowanie ząbków, były historyjki o robaczkach, które wwiercają się w zabki, trzeba je wygonic, były próby - wszyscy razem myjemy ząbki, mama, tata, proszenie, żeby nauczyła tatę myć ząbki, bo zapomniał jak się to robi, wszelkie mozliwe sposoby innych mam, gdzie skutkowało - u nas nie skutkowało bardzo długo, żadne z tych sposobów. Niemycia też próbowałam - nie poskutkowało. To nie jest chyba nakazywanie, to jest wg mnie dokładnie to o czym piszesz, ale nie zapytałaś, czy dziecko ma zabawki w kąpieli - odpowiem ci, ma, najbardziej lubi rysowac pisakami po wannie, robi to odkąd miała rok lub mniej, ma gumowe zabawki, ma kubeczki , ksiązeczki, puzzle, oczywiście nie wszystko naraz, jedno się znudzi, jest cos innego.
            Ale po co pytać - lepiej zbesztać - co z ciebie za matka, czyż nie. Dziwne, że tak super traktujesz swoje dziecko rozmawiasz z nim, ale nie potrafisz rozmawiac z innymi - to takie moje przemyślenie

            "Straszne jest, to co ty napisałaś.
            > Jak mama nie przytuli, to nie jest kara, to tylko znaczy, że mama nie kocha."

            jasne, moje dziecko ci to powiedziało ?
            Kochać to nie tylko przytulać. Jest czas na przytulanie, jest czas na pogrożenie palcem, jest czas, że nie przytulę, jest czas, że lezymy w łóżku do południa i się przytulamy, śmiejemy, wygłupiamy, bawimy, jest czas, gdy mojej corce źle, jest czas, gdy mi jest źle. Miłość to nie to samo co nie przytulić. Kocha się zawsze niezaleznie czy jest się na siebie złym, obrażonym, smutnym. Kochać to również stawiać wymagania dziecku, to również oczekiwac czegoś od niego, nie tylko głaskać . Wazne, żeby dziecko to wiedziało

            "Im więcej swobody i pozwalania decydowania o duperelach, tym dziecko grzeczniej
            > sze i bardziej bezproblemowe.
            > Im więcej kar i zakazów, tym większe problemy i większy bunt."
            moje dziecko ma prawo decydować, ma prawo decydować, że nie zje ziemniaków, jeśli ich nie lubi, może zjeść ryż, kaszę, makaron. Ma prawo nie jeść buraczków, może zjeść ogórka, bo lubi. Ma prawo zdecydować, czy załozy dziś taką czy inną sukienkę, spodnie czy bluzkę.
            Ono decyduje, czym chce się bawić, chce ciastolina, lepi z ciastoliny (mimo, że wiele razy słyszałam, że mam cierpliwość, bo potem trzeba to sprzatać, wchodzi w dywan, etc. chce malowac farbami, maluje, mimo, że słyszę, że inni dają niechętnie dziecku farby, bo sobie bluzkę pobrudzi, wszystko będziewybrudzone itp.
            Moja córka wg mnie ma naprawdę duzo mozliwości wyboru, swobody"
            ale
            kąpiemy się o 20, nie ma odstepst,
            idziemy spać po kąpieli i bajce - ma możliwość wybrania sobie 3 bajeczek, na tym koniec, nie ma 5, 10, 15 itp.
            chcę, zeby moja córka trzymała mnie za rekę, jak przechodzimy po pasach za ulicę - idąc chodnikiem nie musi,
            chcę, żeby umiała sprzątnść swoje zabawki, w domu, w przedszkolu, u innych
            tak moje dziecko ma również zasady i ma ich przestrzegac
            no ale widać ja je torturuję bo czegoś wymagam

            Dlaczego przypisujesz dziecku takie negatywne czyny, jak udawanie - zakładasz,
            > że robiła to świadomie, specjalnie?
            tak jak najbardziej świadomie, nie chce sprzątac, ja proszę tak, mówi nie, ja proponuję, posprzatamy razem tak , zgadza się, tak, schyla się bierze jedna zabawke, wkłada do pudła, potem zaczyna robic cos innego lub nic, mówię - mialaś sprzatać razem ze mną, ja miałam ci pomagać ale ty tez miałaś sprzątać , brak skutku, dalej nic nie robi, mówię, w takim razie ja nie sprzątam, poczekam aż ty sprzątniesz bo nie taka była umowa.
            inny przykład: mamo daj mi czekoladkę
            - nie, czekoladkę możesz dostac na podwieczorek, teraz jest śniadanie.
            - nie będę jeść sniadania, nie jestem głodna
            - dobrze, ja ci naszykuję sniadanie, i jak zgłodniejesz to je zjesz
            po chwili
            - mamo chciałabym zrobic experyment
            - jaki córciu
            - chciałabym zobaczyć, czy czekoladka rozpuści się w rączce

            jak myslisz po co byłaby jej ta czekoladka ?

            kolejny przykład
            mamo daj mi cukierka ?
            teraz nie dostaniesz, juz zjadłas jednego
            mamo ale to nie dla mnie tylko dla mojego pluszaka , bo prosił
            no dobrze
            mamo ale pluszak nie lubi, to ja zjem

            dziecko nie jest ideałem i równiez potrafi oszukiwać, bić (moje akurat tego nie robi, żeby nie było zaraz dopisanej teorii do tego dlaczego moja córka bije), manipulować, kombinować, co zrobic, żeby osiągnac swój cel, a nóz się uda

            "Dziecko trzeba do tego zachęcić, a nie zmuszać.
            > Można zbierać kredki na wyścigi, kto szybciej, kto więcej, kto znajdzie czerwo
            > ną kredkę, a gdzie zgubiła się zielona, a jeszcze jedna pod kanapą płacze, że o
            > niej zapomniałaś i że nie będzie mogła spać w pudełku, przecież jest mnóstwo m
            > ożliwości zabawy w sprzątanie. "

            powtórze kolejny raz, czemu zakładasz, że tego nie robię ? otóż jak najbardziej to robię, zaskoczona ? nie, napewno zmyslam nieprawdaż.
            przecież ty doskonale wiesz, że jestem tyranem i tylko rozkazy i nakazy wydaję


























            • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 17:56
              Ale o co masz do mnie żal?
              Czy z tego co napisałaś na początku wynika w jakikolwiek sposób, to co napisałaś teraz?

              Zadałaś pytanie, opisałaś problem, to napisałam ci, co o tym myślę.
              Jeśli w praktyce starasz się stosować do zasad, które napisałam(a tak to teraz przedstawiłaś), to przecież znaczy, że jesteś dobrą mamą, więc skąd ta pretensja do mnie?
              Ja mogłam wyciągnąć wnioski tylko z tego, co wcześniej napisałaś, i były takie, jakie były, bo inne na podstawie tego pierwszego wpisu być nie mogły.

              Mnie się nie podoba stosowanie jakichkolwiek kar i uważam, że to do niczego dobrego nie prowadzi.
              A ty zrobisz jak zechcesz, twój wybór.
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:11
                to nie żal.
                co do reszty, no własnie - nie wysuwa się wniosków na podstawie jednego postu, nie można nazywać kogoś tyranem, gdy nie ma się do tego podstaw etc.
                ty ich nie miałaś, jeden post nie jest wg mnie podstawą do tego.
                Nie masz prawa na podstawie tak niewielu informacji tworzyć własnych terorii na temat relacji mojej i córki.
                stąd moja ostra odpowiedź, poprostu łatwo kogoś oceniać, łatwo kogoś skrzywdzić, łatwo na podstawie jednego postu pomylić się i wydać niesprawiedliwa ocene zamiast szukać, dopytać
                to nawet tak apropo dzieci.


          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 17:21
            > A potem będziesz się dziwić, dlaczego twoje dziecko robi wszystko, co każą jej
            > koledzy?
            > Że nie ma własnego zdania?

            rozumiem, ze to również przestudiowałaś i wiesz, jaka będzie moja córka
            już słyszałam podobne twierdzenia typu - nie ucz dziecka, że powinno się dzielić zabawkami, nie mów mu, zeby dało się pobawić zabawką innemu dziecku, jak inne dziecko chce czy zabiera, bo w ten sposób twoje dziecko stanie sie kozłem ofiarnym, któremu wszyscy będą w przedszkolu zabierać zabawki a ono ni będzie potrafiło sobie z taka sytuacja poradzić

            Otóż się mylili, córka odda zabawkę dziecku w przedszkolu, gdy ją o to dziecko poprosi, badź powie, że da mu za chwilkę, jak sama skończy się bawić jak ktos jej próbuje zabrac, nie da
            to opinia przedszkolanki, nie moja, żeby nie było,

            no i jak do tej pory widać moja córka nawet pod wpływem :matki tyrana" ma swoje zdanie i nie zanosi się, żeby to się miało zmienić.
            Wiesz takie gdybanie sobie, kim będzie moja córka za kilkanaście lat to takie fantazjowanie
            a ja prosiłam o pomoc, o pomoc kogoś, kto naprawdę umie pomóc, kto się na tym naprawdę zna, lub tez poprostu prosiłam o podzielenie się swoimi własnymi doświadczeniami, cos na zasadzie moje dziecko tez miało taki okres, pomogło to i to.
            Nie chodziło mi o bezproduktywne zwymyslanie i niemiarodajną, nic nie wnoszącą opinię, mającą się nijak do tematu EOT



          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 18:06

            Najpierw ma iść do swojego pokoju - to jedna kara
            potem ma się sama uspokoić - to druga kara
            potem ma posprzątać zabawki - to trzecia kara
            potem ma przeprosić - to czwarta kara

            wg mnie mylisz poza tym pojęcia
            to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
            to, że ma posprzatać zabawki - to nie kara
            słowo przepraszam - to nie kara
            pójście do pokoju - czy to kara ? zalezy jak na to spojrzeć

            i jeszcze jeśli mogę spytać, piszesz jako kto ?
            matka, ekspert, psycholog dziecięcy ?

            i na koniec jedna uwaga jeśli można,
            chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)
            nie chcesz pomóc - proszę, pozwól na to tym, którzy to potrafią

            • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 18:38
              Gość portalu: mama napisał(a):


              > wg mnie mylisz poza tym pojęcia
              > to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
              > to, że ma posprzatać zabawki - to nie kara
              > słowo przepraszam - to nie kara

              Według mnie to wszystko sa kary, ale ty masz prawo myśleć inaczej.


              > pójście do pokoju - czy to kara ? zalezy jak na to spojrzeć

              Dopiero, co napisałaś, że twoja córka sama mówi, że kara, to pójście do pokoju.


              Chyba strasznie się na mnie wkurzyłaś!
              A to znaczy, że poruszyłam czułą strunę, czyli sama czujesz, że coś jest nie tak, jak powinno.
              Odkrywanie prawdy o sobie zwykle jest wkurzające, bo odkrywamy, że jesteśmy mniej doskonali niż się nam wydawało, ale to daje szansę poprawy.
              Nie ma się co tak wkurzać, nikt nie jest doskonały!
              Na pewno jesteś dobrą mamą, ale możesz być być jeszcze lepszą.
              I na pewno będziesz, bo szukasz możliwości poprawy sytuacji.


              > i jeszcze jeśli mogę spytać, piszesz jako kto ?
              > matka, ekspert, psycholog dziecięcy ?


              Piszę, jako ktoś, kogo spotkałaś na swojej drodze.
              Ludzi zawsze spotyka się po coś - nie ważne kim oni są i jacy są.
              Każde spotkanie niesie ze sobą jakieś nowe doświadczenie. Dla ciebie.



              > i na koniec jedna uwaga jeśli można,
              > chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)

              A ja myślę, że ci pomogłam i to bardzo.
              A wiesz dlaczego?
              Dlatego, że cię wkurzyłam, bo zburzyłam twój obraz samej siebie i teraz już będziesz patrzeć na siebie inaczej.

              Wiem, że jesteś teraz wściekła.
              Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.


              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:06
                pudło
                nie wkurzyłas mnie, możesz tak myśleć, bo tak ci pasuje kolejny raz, bo do tego znów możesz sobie wymyśleć własną teorię
                czy pomogłas - zdecydowanie nie, czy czuję się wszystkowiedzącą matką - nie, gdyby tak było nie szukała bym odpowiedzi, pomocy czy też możliwości, jak inni postepują, jak na to patrzą -
                ale ty masz rzecz jasna wyrobiona opinię, jak zawsze i w każdym przypadku prawda, żadnych pytań, zadnych wątpliwości, jest jak piszesz i kropka. Bo ty wiesz.
                może to ja stanęłam na twojej drodze, by ci pokazać, że warto czasem zadawać pytania zanim się wyda osąd ? przemyśl to
                przepraszam
                nauczyłam się czegoś, nie pytać na forum, a jesli to najpierw sprawdzić jakie to forumi kto na nim pisze.
                powtórzę jeszcze raz - prosiłam o konkretną pomoc a nie to co ty zaprezentowałaś, bo tego pomocą się nazwać nie da.
                Zauważ, że nie ty jedna napisałaś, że ci coś nie pasuje, inni jak widzisz też nie łechtali mojej matczynej próżności i nie utwierdzali mnie w przekonaniu, jak twierdzisz super matki.
                Nie w tym rzecz, żeby to robic, żeby ktos mi napisał - tak, rób tak dalej, gdybym tego oczekiwała, nie musiała bym pytać.
                Ale tak jak pisałaś, uważam, że twoje wywody są nic nie warte, dlaczego ?
                bo nie potrafisz słuchać, nie próbujesz zrozumieć, nie próbujesz pomóc - potrafisz jedynie krytykować i tworzyć własne wymyślone teorie i opinie bez podstaw . Nie widze powodu, by taką rozmowe kontynuować. ale chętnie posłucham opinii innych na ten temat - może doczekam się np. opinii psychologa, eksperta, bo głównie na tym mi zależało, rozpoczynając ten wątek lub opinii innych (niekoniecznie łechcacych wg ciebie moja próżność i uwielbienie do samej siebie) ale gadających do rzeczy, że tak powiem oraz w sposób bardziej przyjazny ( nie w sensie głaskania i popierania moich metod) ale tak po ludzku grzecznych i uprzejmych.
                Ot tyle

              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:18
                Piszę, jako ktoś, kogo spotkałaś na swojej drodze.
                Ludzi zawsze spotyka się po coś - nie ważne kim oni są i jacy są.
                Każde spotkanie niesie ze sobą jakieś nowe doświadczenie. Dla ciebie.

                tak spotkałam cię zapewne po to, by Ci pomóc zrozumiec, że czas się zastanowić, kiedy można wydawać opinie a kiedy należy się z nimi wstrzymac czasem, kiedy lepiej zadać pytanie lub też kiedy się nie wypowiadac, jeśli się nie ma racji.
                Dla mnie to ważne, kim jesteś, bo tak jak pisałam zalezy mi na opini fachowca, nie sadzę, że nim jesteś po twoich wypowiedziach.


                > i na koniec jedna uwaga jeśli można,
                > chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)

                A ja myślę, że ci pomogłam i to bardzo.
                A wiesz dlaczego?
                Dlatego, że cię wkurzyłam, bo zburzyłam twój obraz samej siebie i teraz już będziesz patrzeć na siebie inaczej.

                Wiem, że jesteś teraz wściekła.
                Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.

                to potwierdza tylko to co pisze, ty zawsze wszystko wiesz lepiej
                wiesz co czuję - coś ci powiem (nie wiesz)
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:31
                wg mnie mylisz poza tym pojęcia
                > to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
                > to, że ma posprzatać zabawki - to nie kara
                > słowo przepraszam - to nie kara

                Według mnie to wszystko sa kary, ale ty masz prawo myśleć inaczej.
                rozumiem, ze jak mówisz przepraszam - to czujesz się ukarana ? sama sobie wymierzasz karę mówiąc przepraszam tak ?

                jesli uspokojenie się to kara ? to nie bardzo rozumiem - znaczy, że jak mam zachęcać, żeby się nie uspokajało tak ? i wtedy to nie jest kara ? zupełnie nie rozumiem takiego toku myslenia. Co to za kara ?

                sprzątanie to kara ? znaczy, że jak sprzątasz to masz karę tak ? :-)) pierwszy raz coś takiego słyszę
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 19:48
                  Czy ty naprawdę nie widzisz różnica miedzy tym,że:

                  - sprzątam, bo chcę, żeby było posprzątane

                  a tym, że:

                  - sprzątam, bo mi matka tak kazała
                  ????????????????????????????????????????????????????????

                  Pierwsze jest moją własną inicjatywą, robię to, bo chcę.
                  Drugie jest nakazem, rozkazem, a więc karą.
                  • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 20:00
                    różnica jest, dostrzegam ale ani jedno ani drugie nie jest dla mnie żadną karą
                    • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 20:20
                      Jest karą, bo jak żołnierz zostaje żołnierzem, to podpisuje cyrograf, że będzie wykonywał wszystkie rozkazy swojego dowódcy. Czyli jest świadomy tego, że to specyfika tego zawodu i godzi się na to świadomie.

                      Dziecko nigdy się świadomie nie godziło na to, że będzie wypełniało twoje rozkazy.

                      To ty stworzyłaś dziecko i twoim obowiązkiem jest zapewnić mu wszystko, co najlepsze, kochać go i szanować jego uczucia.
                      To ty masz być dla dziecka, a nie dziecko dla ciebie.

                      Dlaczego zakładasz, że dziecko ma obowiązek cię słuchać i robić to, co ty chcesz aby zrobiło?
                      Dziecko nie ma żadnego obowiązku, ani cię słuchać, ani wykonywać twoich poleceń.

                      To twoim obowiązkiem jest wykonywać wszystko tak, aby dziecko rosło i rozwijało się jak najlepiej, bo od ciebie zależy jego przyszłość, od ciebie zależy, jak sobie będzie w życiu radziło.

                      Jeśli chcesz aby dziecko słuchało tego, co mówisz, to musisz, tak mówić, aby to było dla dziecka zrozumiałe.
                      A dla dziecka rzeczą zupełnie niezrozumiałą jest, dlaczego zmuszasz je do robienia rzeczy, których nie lubi(np. sprzątanie), dlaczego go nie przytulasz, kiedy jest mu to potrzebne, dlaczego chcesz, aby samo siedziało w pokoju, kiedy się złości, a nie na twoich kolanach, dlaczego chcesz, aby cię przepraszało, za to że go zezłościłaś, bo kazałaś, mu sprzątać, dlaczego, gniewasz się i każesz zbierać kredki, gdy je rzuciło ze złości na podłogę....
                      • Gość: gośka e-kasiu IP: *.icpnet.pl 20.02.12, 15:15
                        a dlaczego zakładać, że dziecko ma nie posłuchać mamy?
                        dziecko, żołnierz... w co Ty w ogóle wjeżdżasz

                        > Dziecko nigdy się świadomie nie godziło na to, że będzie wypełniało twoje rozka
                        > zy.
                        mama nie rozkauje, tylko prosi - dlaczego we wspólnym domu ma być tak jak chce dziecko? pół dnia jest bałagan, to może niech na koniec będzie porządek. Czemu nie? Jak dziecko chce herbatkę, a mama idzie i robi, to też wykonuje rozkaz? a w drugą stronę to już nie działa, tak? czyli jak mama oczekuje, że dziecko posprząta zabawki, to może się pocałować w tyłek, bo dziecko cyrografu nie podpisało? Tak wychowujesz swoje dziecko? Gratuluję, czyli wniosek z tego, że Twoje dziecko nic nie musi, a tylko ewentualnie może. Teraz być może to dotyczy zabawek... a potem, no cóż, może będzie mogło nie jarać fajek, nie chlać wódki, nie lać kumpli, wracać o określonej porze do domu, może będzie mogło ewentualnie wypełniać polecenia szefa, ewentualnie podjąć obowiązek szkoły czy pracy, bo może będzie mu się chciało słuchać czyichkolwiek poleceń a może nie. Świetne rady :) W życiu jak to w życiu - czasem trzeba podporządkować się poleceniom innych ludzi. Nie ma w tym nic złego - sęk w tym, by te polecenia były wydawane tak, aby nie uderzały w godność dziecka i nie mąciły mu w głowie, a ewentualne kary czy konsekwencje dla dziecka miały tylko taką siłę jaka jest adekwatna do przewinienia. Tego autorce moim zdaniem brakuje. A fakt, że prosi dziecko o posprzątanie - no cóż, może w swoim domu dziecko nie będzie musiało sprzątać, ale teraz jest to dom zamieszkiwany przez innych ludzi, więc warto szanować też ich potrzeby i wymagania.


                        > To ty stworzyłaś dziecko i twoim obowiązkiem jest zapewnić mu wszystko, co najl
                        > epsze, kochać go i szanować jego uczucia.
                        > To ty masz być dla dziecka, a nie dziecko dla ciebie

                        Super :) takich dzieci jak Twoje boję się najbardziej w otoczeniu mojego dziecka - skoro dorosły ma tańczyć tak jak dziecko zagra, to co dopiero to dziecko zrobi z rówieśnikami w przedszkolu. A z nauczycielką? Skoro matka ma obowiązek zapewnić dziecku wszystko, a dziecko ewentualnie MOŻE dostosować się do poleceń lub nie, to powiedz mi u diabła co z tego dziecka wyrośnie? Jakiś totalny absurd. Dziecko najbezpieczniej czuje się w świecie z jasno wyznaczonymi granicami - wyznaczonymi przez kogoś, kogo darzy autorytetem. Jeśli dziecko MOŻE samo wyznaczać własne granice, bo niczego wszak nie podpisywało, to nic z tego dobrego nie będzie. Zupełnie na opak pojmujesz miłość do dziecka i szanowanie uczuć dziecka. Chcesz dziecko nauczyć że każdą decyzję może podjąć samo, a tymczasem dzieci, podobnie jak dorosli, wielu regulom nie lubią się podporządkowywać. Mimo wszystko to robią, bo tak trzeba. Dziecko ma żyć w społeczeństwie, tam obowiązują reguły - a Ty jako matka masz obywatelski obowiązek nauczyć dziecko, że CZASEM (nie zawsze) trzeba coś zrobić i już. Koniec i kropka.

                        • Gość: jola Re: e-kasiu IP: 94.75.86.* 20.02.12, 23:26
                          tylko,ze mowa o malym dziecku,chyba o tym zapomnialas.
                          A male dziecko,nie wykona stu polecen i jeszcze ma sie poddac karom za to.
                        • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 01:10
                          Gość portalu: gośka napisał(a):


                          > mama nie rozkauje, tylko prosi -

                          Jeśli mama nie rozkazuje, tylko prosi, to dziecko ma prawo odmówić.
                          Takie są ogólnie przyjęte zasady proszenia. Prawda?

                          Jeśli dziecko odmawia i wtedy musi iść do swojego pokoju za karę, a potem jeszcze przeprosić, że nie chciało sprzątać, i na koniec posprzątać, to już nie jest proszenie, tylko rozkaz.


                          >dlaczego we wspólnym domu ma być tak jak chce
                          > dziecko?

                          A dlaczego we wspólnym domu, ma być tak, jak chce mama?

                          Wspólny dom polega na tym, żeby w nim było dobrze wszystkim domownikom i to jak ma być trzeba uzgadniać też z dzieckiem, a nie samemu decydować.
                          Dziecko nie jest tu obcą osobą, intruzem, który nie ma nic do gadania w moim domu, ale jest domownikiem, tak samo, jak ja i to domownikiem dla mnie najważniejszym, najdroższym, najcenniejszym, bo to moje dziecko.


                          >pół dnia jest bałagan, to może niech na koniec będzie porządek.

                          Jeśli chcesz, żeby był porządek, to posprzątaj.
                          Dlaczego chcesz wyręczać się dzieckiem?
                          Jeśli chcesz, aby dziecko też sprzątało, to je do tego zachęć, zamiast zmuszać.


                          > Jak dziecko chce herbatkę, a mama idzie i robi, to też wykonuje rozkaz?


                          Nie.
                          Mama wykonuje swój obowiązek, bo obowiązkiem mamy jest zapewnić dziecku pożywienie i picie.
                          Mama się świadomie takiego obowiązku podjęła robiąc sobie dziecko.

                          Ale nie musi tego robić na rozkaz, natychmiast, może dziecku powiedzieć, żeby chwilę poczekało - oczywiście takiemu, które jest już to w stanie zrozumieć.
                          (Do roku nie ma szans na zrozumienie - wtedy musi być natychmiast!)



                          a
                          > w drugą stronę to już nie działa, tak? czyli jak mama oczekuje, że dziecko posp
                          > rząta zabawki, to może się pocałować w tyłek, bo dziecko cyrografu nie podpisał
                          > o?

                          Tak.
                          Mama nie ma prawa od trzylatka oczekiwać, że posprząta zabawki, chyba że mama jest niespełna rozumu.
                          Trzylatkowi może się zdarzyć, że posprząta, i wtedy trzeba go bardzo chwalić, ale nakazywanie sprzątania i oczekiwanie, że to zrobi to stanowczo za dużo.



                          >Tak wychowujesz swoje dziecko?

                          Tak wychowywałam i wychowuję wszystkie swoje dzieci.


                          >Gratuluję, czyli wniosek z tego, że Twoje dzi
                          > ecko nic nie musi, a tylko ewentualnie może.

                          Tak.
                          Moje dzieci nic nie muszą, ale mogą.
                          Ja też niczego nie muszę ale mogę.
                          Dlaczego do dzieci miałabym stosować inne zasady niż w stosunku do siebie?


                          >Teraz być może to dotyczy zabawek.
                          > .. a potem, no cóż, może będzie mogło nie jarać fajek, nie chlać wódki, nie lać
                          > kumpli, wracać o określonej porze do domu, może będzie mogło ewentualnie wypeł
                          > niać polecenia szefa, ewentualnie podjąć obowiązek szkoły czy pracy, bo może bę
                          > dzie mu się chciało słuchać czyichkolwiek poleceń a może nie.

                          Tak.
                          Właśnie to wszystko mogą, podobnie, jak ja.

                          Nie jaram fajek, nie chlam wódki, nie leję kumpli, nie wypełniam polecań szefa, bo nie mam żadnego szefa, podjęłam obowiązek szkolny, skończyłam studia, i słucham, albo nie słucham poleceń innych w zależności od tego, czy tego chcę, czy nie.
                          Wszystko, co robię, robię dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę.






                          Świetne rady :) W
                          > życiu jak to w życiu - czasem trzeba podporządkować się poleceniom innych ludz
                          > i.


                          Czasem trzeba, ale zawsze ma się wybór.
                          Jak się che to się można podporządkować, ale jak się nie chce, to się nie musi.
                          Chyba, że się coś przeskrobało i trafiło np. do więzienia, wtedy się musi niestety.


                          >Nie ma w tym nic złego - sęk w tym, by te polecenia były wydawane tak, aby n
                          > ie uderzały w godność dziecka i nie mąciły mu w głowie,a ewentualne kary czy k
                          > onsekwencje dla dziecka miały tylko taką siłę jaka jest adekwatna do przewinien
                          > ia. Tego autorce moim zdaniem brakuje. A fakt, że prosi dziecko o posprzątanie
                          > - no cóż, może w swoim domu dziecko nie będzie musiało sprzątać, ale teraz jest
                          > to dom zamieszkiwany przez innych ludzi, więc warto szanować też ich potrzeby
                          > i wymagania.


                          Polecenia nigdy nie są potrzebne w gronie najbliższych osób.
                          Czy mężowi też wydajesz polecenia?
                          A jak mąż nie wykona twojego polecenia, to jaką karę mu dajesz, żeby była adekwatna do jego przewinienia?
                          Dlaczego dziecku odmawiasz praw, jakie mają inni domownicy?

                          I co, myślisz, że nauczysz dziecko szanować potrzeby innych ludzi, nie szanując jego potrzeb i łamiąc jego prawa?





                          >
                          > Super :) takich dzieci jak Twoje boję się najbardziej w otoczeniu mojego dzieck
                          > a - skoro dorosły ma tańczyć tak jak dziecko zagra,


                          Bredzisz!
                          A gdzie ja napisałam, że dorosły ma tańczyć tak, jak dziecko mu zagra?

                          Bycie rodziną, to wspólny taniec wszystkich i nikt w nim nie może dyrygować i zmuszać innych do tańczenia na jego modłę, bo wtedy jest to patologia i przemoc.




                          >Skoro matka ma obowiązek za
                          > pewnić dziecku wszystko,


                          Wszystko, co jest w stanie zapewnić, i co uważa za najlepsze dla dziecka.
                          Nie każdy ma identyczne priorytety.
                          Jeden chce, żeby jego dziecko było posłuszne, drugi, żeby było geniuszem, a trzeci, żeby było po prostu szczęśliwe.


                          > a dziecko ewentualnie MOŻE dostosować się do poleceń l

                          Do jakich znowu poleceń?
                          Przecież, cały czas ci mówię, że polecenia są zbędne!
                          Nie ma żadnych poleceń!


                          > ub nie, to powiedz mi u diabła co z tego dziecka wyrośnie?

                          Co wyrośnie?
                          Szczęśliwy, mądry, spełniony, dobry, empatyczny, zadowolony z siebie i innych człowiek, który wie, czego od życia chce i potrafi to zrealizować.


                          Jakiś totalny absurd
                          > . Dziecko najbezpieczniej czuje się w świecie z jasno wyznaczonymi granicami -
                          > wyznaczonymi przez kogoś, kogo darzy autorytetem.

                          Jak dziecko ma darzyć autorytetem matkę, która mu nakłada więzy - nakazy, zakazy, wymuszania, kary?
                          Wierzysz w takie cuda, że można uznać za autorytet swojego wroga?
                          Jak można darzyć autorytetem swojego kata?
                          Można się go bać i ze strachu słuchać, ale na autorytet nie ma tu miejsca.
                          Strachem i karami nikomu nigdy nie udało się wymusić autorytetu.

                          Na autorytet trzeba sobie zasłużyć - miłością, oddaniem, poświęceniem, dobrocią, zrozumieniem i setką innych rzeczy.


                          Jeśli dziecko MOŻE samo wyzna
                          > czać własne granice, bo niczego wszak nie podpisywało, to nic z tego dobrego ni
                          > e będzie.

                          Dlaczego miało by nie być?
                          Zakładasz, że dziecko to idiota, który nie potrafi samodzielnie myśleć i wyciągać wniosków?
                          To kiedy następuje według ciebie ten moment, kiedy człowiek może sam wyznaczać własne granice?
                          Jeśli dziecko nie nauczy się tego robić, gdy jest małe, to jak dorośnie też nie będzie umiało tego robić.
                          Wyznaczanie granic trzeba się nauczyć, a najprościej ji najskuteczniej est się tego uczyć stopniowo, odpowiednio do wieku.

                          Jeśli matka zawsze mówi dziecku, co i jak ma robić, to potem dziecko gdy wyrwie się z domu dostaje małpiego rozumu, bo matki nie ma, nie ma kto narzucać granic, a samo przecież nie umie, bo wcześniej robiło wszystko na rozkaz, i zaczyna być problem: złe towarzystwo, bo trzeba się podporządkować i być posłusznym, palenie, picie, narkotyki itp,itd.


                          > Chcesz dziecko nauczyć że każdą decyzję może podjąć samo, a tymczasem dziec
                          > i, podobnie jak dorosli, wielu regulom nie lubią się podporządkowywać. Mimo wsz
                          > ystko to robią, bo tak trzeba.


                          No właśnie, wszyscy to robią, bo tak trzeba, dzieci też(przecież nie są idiotami i widzą, że czasem trzeba), więc w czym widzisz problem?

                          Dziecko ma żyć w społeczeństwie, tam obowiązują
                          > reguły - a Ty jako matka masz obywatelski obowiązek nauczyć dziecko, że CZASEM
                          > (nie zawsze) trzeba coś zrobić i już.

                          ALE NIE MAM OBOWIĄZKU UCZYĆ GO TEGO NAKAZAMI, ZAKAZAMI, WYMUSZANIEM I KARAMI!

                          O wiele skuteczniej i szybciej dziecko uczy się poprzez tłumaczenie , pokazywanie i wyciąganie wniosków, doświadczanie i naśladowanie postępowania dorosłych.
                          • scher Re: e-kasiu 21.02.12, 06:41
                            e-kasia27 napisała:

                            > A dlaczego we wspólnym domu, ma być tak, jak chce mama?
                            ...
                            > Moje dzieci nic nie muszą, ale mogą.
                            > Ja też niczego nie muszę ale mogę.
                            ...
                            > Wszystko, co robię, robię dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę.
                            ...
                            > Wierzysz w takie cuda, że można uznać za autorytet swojego wroga?
                            > Jak można darzyć autorytetem swojego kata?
                            ...
                            > > Jeśli dziecko MOŻE samo wyznaczać własne granice, bo niczego wszak nie podpisywało,
                            > > to nic z tego dobrego nie będzie.
                            > Dlaczego miało by nie być?
                            > Zakładasz, że dziecko to idiota, który nie potrafi samodzielnie myśleć i wyciągać wniosków?
                            > To kiedy następuje według ciebie ten moment, kiedy człowiek może sam wyznaczać
                            > własne granice?
                            > Jeśli dziecko nie nauczy się tego robić, gdy jest małe [mowa o trzylatku - przyp. mój],
                            > to jak dorośnie też nie będzie umiało tego robić.

                            Mów dalej. Tobie wystarczy pozwolić mówić, sama się skompromitujesz.
                            • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 11:37
                              scher napisał:

                              > > Zakładasz, że dziecko to idiota, który nie potrafi samodzielnie myśleć i
                              > wyciągać wniosków?
                              > > To kiedy następuje według ciebie ten moment, kiedy człowiek może sam wyzn
                              > aczać
                              > > własne granice?
                              > > Jeśli dziecko nie nauczy się tego robić, gdy jest małe [mowa o trzylat
                              > ku
                              - przyp. mój],
                              > > to jak dorośnie też nie będzie umiało tego robić.


                              Ja tylko w sprawie tego twojego "przyp."

                              Uważasz, że trzylatek nie potrafi wyznaczać swoich granic?
                              Że jest na to za mały?

                              To może wytłumaczysz mi skąd według ciebie biorą się te sławetne bunty: dwulatka, trzylatka, pięciolatka itd.itd....

                              Czy przypadkiem nie z próby wyznaczanie swoich granic przez dziecko?

                              Jeśli nie pozwala się dziecku decydować o sobie, to robi wszystko, aby pomimo ciągłego tłamszenia jego osobowości przez matkę, chociaż odrobinkę wolności sobie wywalczyć.

                              Dlatego się buntuje, wpada w histerię, krzyczy, rzuca przedmiotami , bije, gryzie, kopie, rzuca się na ziemię - w ten sposób okazuje, jak bardzo jest mu źle, jak bardzo jest nieszczęśliwy, jak bardzo czuje się stłamszony i sponiewierany.

                              TO JEST WYRAZ JEGO BEZSILNOŚCI WOBEC PRZEMOCY PSYCHICZNEJ I FIZYCZNEJ RODZICA.

                              A co wtedy robi rodzić?
                              Daje za to karę, albo ignoruje.
                              Czyli uświadamia dziecko: MAM CIE W DUPIE, NIE OBCHODZI MNIE, TO CO CZUJESZ.

                              TAK WŁAŚNIE WYGLĄDA MIŁOŚĆ RODZICIELSKA WEDŁUG TWOJEJ POLSKIEJ TRADYCJI.

                              A w mojej tradycji nie ma buntów, ani dwulatka, ani, trzylatka, ani pięciolatka, ani piętnastolatka...
                              W mojej tradycji dzieci nie mają napadów histerii, nie rzucają się na podłogę, nie gryzą, nie kopią, nie wrzeszczą... - bo w mojej tradycji szanuje się uczucia dzieci.
                              A jak się szanuje czyjeś uczucia, to on też szanuje uczucia innych, bo dziecko uczy się przez naśladowanie dobrych wzorów, a nie przez nakazy.

                              Przemocą można nauczyć tylko i wyłącznie przemocy.

                          • scher A! 21.02.12, 06:55
                            e-kasia27 napisała:

                            > Tak wychowywałam i wychowuję wszystkie swoje dzieci.

                            Czyli na starość ci tak odpaliło? A kogóż to uznałaś ze swojego "przewodnika" po wyzwoleniu się z polskiej tradycji? Któż jest obecnie twoim guru? Wypowiedz jego imię, abyśmy mogli pokłonić się przed jego wielkością, przenikliwością, nieskończoną mądrością i głębią jego nauk.
                            • e-kasia27 Re: A! 21.02.12, 11:11
                              Jeśli mówiąc o polskiej tradycji masz na myśli, chlanie, katowanie swoich dzieci, znęcanie się, siłowe zmuszanie ich do posłuszeństwa, wykonywania poleceń i szacunku dla rodziców, zakazy, nakazy, kary i obłudę, to nie musiałam się z tego wyzwalać, bo moi rodzice mnie wychowywali dokładnie tak, jak ja wychowuje swoje dzieci.
                              To taka rodzinna tradycja, a ponieważ od pokoleń jesteśmy Polakami, to nie wiem, dlaczego uważasz, że jestem wyzwolona od polskiej tradycji.
                              W Polsce też, są różne tradycje, bo są Ludzie i ludzie.
                              Każdy sam tworzy swoją tradycję.

                              A jeśli chodzi o przewodnika, to przecież już ci powiedziałam, że mamy tego samego, naprawdę nie wiesz jak się nazywa?
                              • scher Re: A! 22.02.12, 02:00
                                e-kasia27 napisała:

                                > moi rodzice mnie wychowywali dokładnie tak, jak ja wychowuje swoje dzieci.

                                No a wnuki masz wprost cudowne :-D

                                > A jeśli chodzi o przewodnika, to przecież już ci powiedziałam, że mamy tego samego,
                                > naprawdę nie wiesz jak się nazywa?

                                Ale co, wstydzisz się wypowiedzieć święte dla ciebie imię?
                                • e-kasia27 Re: A! 22.02.12, 10:22
                                  Wnuków jeszcze nie mam, ale z pewnością będą cudowne, przynajmniej te ze strony córek, bo o te ze strony syna, to mam duże obawy.

                                  A nuż biedak zakocha się w takiej Scher na przykład! Tragedia!

                                  Na razie wprawdzie twierdzi, że on się w żadnej idiotce nie zakocha, ale młody jeszcze jest, to i doświadczenia nie ma.


                                  Święte imię?
                                  Bez przesady! Imię, jak każde inne!
                                  Dla mnie ani imiona, ani ludzie, którzy je noszą nie są święci!
                                  • morekac Re: A! 22.02.12, 10:26
                                    Scher jest - mam wrażenie - płci męskiej. ;-)
                                    • e-kasia27 Re: A! 22.02.12, 10:33
                                      Może i masz rację, to by trochę wyjaśniało, to jej(jego) "rozkazowo-nakazowe" podejście do dzieci.
                                      Tatusiowie o wiele częściej mają do tego skłonności niż mamusie.
                                      • morekac Re: A! 22.02.12, 10:48
                                        Za to mamusie mają skłonność do stawiania swoich potrzeb za potrzebami wszystkich innych domowników, łącznie z psem, że o dzieciach nie wspomnę.
                                        Co gorsza, tzw. opinia publiczna - również w twojej osobie - też tak myśli.
                                        Moim zdaniem jest to równie chore, jak robienie z domu koszar.
                                        • e-kasia27 Re: A! 22.02.12, 11:08
                                          Bez przesady!
                                          O opinii publicznej się nie będę wypowiadać ale ja tak wcale nie uważam.
                                          Może z tego, co tu napisałam tak to dla niektórych wygląda, ale tu jest mowa o małym dziecku.

                                          A niestety małe dziecko potrzebuje ciągłej obecności i uwagi mamy (lub kogoś innego).
                                          W miarę, jak rośnie coraz mniej tej uwagi potrzebuje, i mama powoli może odzyskiwać swoją niezależność, ale przy trzylatku ta niezależność jeszcze niestety nie jest specjalnie duża.
                                          Dziecko wprawdzie umie się już zająć zabawą na całkiem długo, albo oglądaniem czegoś, ale wymaganie żeby było w tym wieku całkiem samodzielne, to duża przesada, bo w wielu sprawach potrzebuje jeszcze pomocy.

                                          • morekac Re: A! 22.02.12, 13:00
                                            A niestety małe dziecko potrzebuje ciągłej obecności i uwagi mamy (lub kogoś in
                                            > nego).
                                            Bez aż takiej przesady. To jest 3,5 latka - to prawda, że małe dziecko, ale już nie niemowlę. Dzieci w tym wieku chadzają z powodzeniem do przedszkola i z powodzeniem obywają się bez nieustającej uwagi mamy. Nadzór jest konieczny przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa, a nie dlatego, że dziecko nie może obejść się bez opiekunów przez kwadrans.
                                  • Gość: gośka Re: A! IP: *.icpnet.pl 22.02.12, 14:23
                                    Tyle czytasz, tyle wiesz, tyle umiesz, na tylu rzeczach się znasz e-kasiu, a nie umiesz się doczytać, że Scher wypowiada się w rodzaju męskim... ;)
                          • Gość: gośka Re: e-kasiu IP: *.icpnet.pl 21.02.12, 18:59
                            > Jeśli mama nie rozkazuje, tylko prosi, to dziecko ma prawo odmówić.
                            > Takie są ogólnie przyjęte zasady proszenia. Prawda?

                            ma prawo powiedzieć, że zrobi to na przykład za chwilę, tak jak w przytoczonym przykładzie herbatki dla dziecka

                            > A dlaczego we wspólnym domu, ma być tak, jak chce mama?

                            czytasz wybiórczo - nie tak jak chce mama - tak, aby szanowane były uczucia i potrzeby wszystkich domowników

                            > Jeśli chcesz, żeby był porządek, to posprzątaj.

                            Śmieszna jesteś nawet :)
                            sprzątam - po sobie
                            mój mąż po sobie
                            moje dziecko po sobie na ile umie
                            w moim domu panuą NORMALNE stosunki, ja nie jestem zatrudniona przez moje dziecko ani przez mojego mężą - może Ty jesteś - Twoja sprawa

                            > Dlaczego chcesz wyręczać się dzieckiem?
                            nie wyręczam się - przecież nie każę dziecku zmywać podłogi, prać, prasować, gotować - uczę je szanowania porządku i własnego domu. Sprzątanie zabawek jest świetnym ćwiczeniem. Sprzątanie to nie zawsze zabawa. Sprzątanie to nie jest czynność, którą zawsze chce się wykonać. Ale ja mimo, że nie lubię sprzątać, robię to bo wiem że jest wtedy milej w domu, czyściej, bardziej higienicznie - chcę, żeby moje dziecko umiało zachować porządek wokół siebie mimo, że może tego nie lubić. Ale nie zawsze robimy to co lubimy.

                            > Mama nie ma prawa od trzylatka oczekiwać, że posprząta zabawki, chyba że mama j
                            > est niespełna rozumu.
                            no to widocznie 70 polskich mam jest niespełna rozumu. Reszta... no cóż... jest nie tylko niespełna, ale i BEZ rozumu.

                            > Tak wychowywałam i wychowuję wszystkie swoje dzieci
                            a ja myślę, że Ty albo wcale nie masz dzieci, albo masz jedno bardzo małe, naczytałaś się bzdur z książek o psychologii i teraz recytujesz te książki. Już sam fakt, że negujesz istnienie czegoś takiego jak bunty na różnych poziomach rozwoju wskazuje na to, że nie masz pojęcia o etapach rozwoju układu nerwowego u dziecka, że nie wiesz nic o tym jak rozwija się emocjonalność dziecka i jak dziecko przechodzi proces uspołeczenienia. Albo masz wyjątkowego farta i Twoje dzieci się nie buntowały (moje dziecko też się nie buntowało, jeśli chcesz wiedzieć, nie miało nigdy ataku histerii, ale nigdy na podstawie przykłądu mojego dziecka nie miałam czelności negować jesno udowodnionej tezy psychologicznej, bo znam dzieci wychowane w identycznym nurcie jak moje, które buntowały się na całego, bo ich układy nerwowe i ich emocje nie potrafił pewnych rzeczy przeskoczyć. Trzeba być niezłym tupeciarzem, żeby na podstawie swojego dziecka stwarzać jakieś tezy i potem promować je na forum publicznym. Tak jakby dzieci był wszystkie odlane z jednej foremki - a dzieci mają swoje temperamenty, charaktery, wrodzone cechy osobowości i z niektórymi pracuje się łatwo, a z niektórymi bardzo trudno, proszę pani "psycholog"... Nie należy wszystkich mierzyć własną miarą)


                            > Wszystko, co robię, robię dlatego, że chcę, a nie dlatego, że muszę.
                            Przepraszam, ale masz bardzo złudne myślenie o tym na co masz wpływ a na co nie, ile masz lat? 10?

                            > Szczęśliwy, mądry, spełniony, dobry, empatyczny, zadowolony z siebie i innych c
                            > złowiek, który wie, czego od życia chce i potrafi to zrealizować

                            O! to o mnie piszesz. A ja sałuchałam mamy, wiesz? :) mama kazała coś zrobić i robiłam - nie dlatego, że chciałam, ale dlatego że ją SZANOWAŁAM.

                            > Czy mężowi też wydajesz polecenia?
                            Tak. I mąż mi też wydaje polecenia. Zdarza się to naprawdę i nikt od tego nie umiera. Tylko to chyba nie są takie polecenia jakie Ty sobie wyobrażasz. Nie są jak żołnierskie rozkazy, ale T chyba tylko takie znasz... Chociaż "odbierz mi list na poczcie jak będziesz na zakupach" może rzeczywiście uderza w moją godność. Muszę to przemyśleć - chcę to dla męża zrobić czy nie? Może nie chcę, dzisiaj jest zimno, co tem będę stała na poczcie i odbierała ten list. Niech idzie sam. Przecież ja tylko mogę, nie muszę. Hmmm a może on potem nie zrobi czegoś dla mnie. Muszę przemyśleć czy mi się to opłaca - widzisz, w moim odczuciu do tego zmierza takie myślenie. Tylko ja mam 30 lat, a moje dziecko 3. I nie chcę, żeby robiło coś z wyrachowania, bo dziecko znacznie szybciej uczy się wyrachowania niż dorosł.

                            > Wyznaczanie granic trzeba się nauczyć, a najprościej ji najskuteczniej est się
                            > tego uczyć stopniowo, odpowiednio do wieku.
                            Otóż to - Ty masz z tym właśnie wyraźny problem Nadużywasz słów ZAWSZE, CIAGLE - w stosunku do autorki wątku bez końca wałkujesz to tak jakby WSZYSTKO co ona robi robiła w myśl przeciwnych do Twoich zasad. A ona podała TYLKO jeden przykład. Widzisz to? Czy nie? To Ty masz poważny problem ze sobą - z łatwością oceniasz postępowanie innych na podstawie jednego przykładu. Dorabiasz ideologię na podstawie jednego tylko zdania wypowiadanego przez kogokolwiek w tym wątku.

                            > I co, myślisz, że nauczysz dziecko szanować potrzeby innych ludzi, nie szanując
                            > jego potrzeb i łamiąc jego prawa?
                            Poproszenie dziecka o posprzątanie nie jest łamaniem jego praw, opanuj się dziewczyno!

                            Bdurzysz, bzdurzysz, bzdurzysz....
                            • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 21:50
                              No cóż, Gosiu, a czy jak powiesz mężowi, że nie odbierzesz tego listu z poczty, bo ci się nie chce iść na pocztę, to on odeśle cię do twojego pokoju, żebyś się uspokoiła, potem każe ci się przeprosić i każe jednak ten list odebrać?

                              Jak byś się czuła, gdyby twój mąż tak się wobec ciebie zachował?

                              Poproszenie dziecka o posprzątanie, jest w porządku, ale wyegzekwowanie tego w wyżej opisany sposób, niestety jest łamaniem praw dziecka.

                              Nie mów, że jesteś aż tak durna, że nie widzisz tej różnicy!
                              • Gość: gośka Re: e-kasiu IP: *.icpnet.pl 21.02.12, 22:19
                                Ależ E-kasiu, przecież nie o tym jest dyskusja - ten sposób egzekwowania polecenia jest totalnym nieporozumieniem, tylko Ty w żadnym ze swoich postów kierowanych do mnie nie traktowałaś o sposobie ukarania dziecka tylko o sprzątaniu w ogóle. Sama niestety zaplątałaś się w swoich zeznaniach :) bo pisałaś do mnie wyłącznie o tym, że dziecku nie należy kazać sprzątać (jeśli chcesz mieć posprzątane, posprzątaj sama - Twój cytat) a nie o sposobie ukarania za nieposłuszeństwo (co jest bez sensu i z czym się zgadzam, ale z tym, żeby dziecko utrzymywało porządek w domu nawet gdy tego nie rozumie i nie lubi/nie chce już się nie zgadzam - to będzie robiło lub nie robiło w swoim domu, nie naszym wspólnym). Trochę takie to jest niekonsekwentne, no ale może już tak masz, że zawsze Twoje musi być na wierzchu, a jak przegrywasz z argumentami to odwracasz kota ogonem :) pozdrawiam.
                                • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 22:42
                                  Właśnie o tym jest dyskusja - przeczytaj pierwszy post.

                                  Ja nigdzie nie twierdziłam, że dziecka nie należy uczyć sprzątać, ale uczyć, a nie zmuszać karami- to chyba jest duża różnica.

                                  W niczym się nie zaplątałam.
                                  Jak zabierasz głos w dyskusji, to może najpierw przeczytaj całość.
                                  Napisałam, że nie należy kazać(czyli zmuszać siłą i przemocą) i nie należy tego egzekwować karami, nic ponad to.



                                  .
                                  • Gość: gośka Re: e-kasiu IP: *.icpnet.pl 22.02.12, 15:07
                                    Przepraszam, ale w zdaniu "jak chcesz mieć posprzątane to posprzątaj" widzę tylko sprzątanie, a nie jakąś dyskusję o ukaraniu dziecka - wyraźnie wielokronie podkreślasz, że nie należy od dziecka wymagać sprzątania, można je jedynie pochwalić gdy zrobi to dobrowolnie (to też cytat z Twojej wypowiedzi)... także sorry, ale zapominasz z wypowiedzi na wypowiedź o tym, czego bardzo gorliwie bronisz. I co chwilę chodzi Ci o coś innego. Taka wymiana zdań nie jest dyskusją - jest bez sensu :)
                                    • e-kasia27 Re: e-kasiu 22.02.12, 18:31
                                      Masz rację Gosiu.
                                      Wymiana zdań z tobą nie jest dyskusją i jest bez sensu.
                                      Bo ja o gruszce, a ty o pietruszce.

                                      Jak nie chce ci się przeczytać całości i nie masz pojęcia o tym, czego spór dotyczy, to po co w ogóle zabierasz głos?
                                      To co piszesz zupełnie nic do dyskusji nie wnosi, ani dla tych którzy są po jednej stronie, ani dla tych którzy są po stronie przeciwnej.

                                      Skoro widzisz tylko sprzątanie, to idź trochę posprzątaj, to będzie z tego przynajmniej jakiś pożytek.
                                • e-kasia27 Re: e-kasiu 21.02.12, 22:54
                                  I o jakim przegrywaniu ty tu mówisz?
                                  Myślałam,że dyskusja służy wzajemnej wymianie informacji.
                                  Ale widzę, że ty traktujesz to jako jak jakieś zwody: kto wygra? czyje będzie na wierzchu?
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:44
                Chyba strasznie się na mnie wkurzyłaś!
                A to znaczy, że poruszyłam czułą strunę, czyli sama czujesz, że coś jest nie tak, jak powinno.
                Odkrywanie prawdy o sobie zwykle jest wkurzające, bo odkrywamy, że jesteśmy mniej doskonali niż się nam wydawało, ale to daje szansę poprawy.
                Nie ma się co tak wkurzać, nikt nie jest doskonały!

                pozwól, że pokażę to na tym przykładzie.
                nie podoba mi się nie to, o co mnie posądzasz, wcale nie odkrywanie prawdy o sobie etc. wiesz to co zrobiłas to takie fajne zagranie, odwrócenie kota ogonem.
                Napisałam już czemu twoje rady sa wg mnie guzik warte - dlaczego nie mają dla mnie wiekszego znaczenia, spróbuj przeczytac ze zrozumieniem, może odkryjesz ten prawdziwy powód mojej niechęci do twoich wypowiedzi, (ja dokładnie wyraźnie napisałam, co mi przeszkadza) a nie tych wydumanych przez ciebie wieć naprawdę nie ma powodu, by znów knuć własną teorię na ten temat. Poprostu zamiast wymyslać, słuchaj czasem (w tym wypadku czytaj) i może przyjmij, że to co ktoś pisze może być tym co czuje a nie tylko tym co mu się może wydaje, może nie zdaje sobie sprawy, może go natchniesz itp.
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 19:55
                  A ja myślę, że gdybyś tak naprawdę uważała, to co piszę za takie zupełnie durne i nic nie warte, to byś mnie totalnie olała, zamiast ze mną dyskutować, zadawać mi kolejne pytania i udowadniać mi, że tak zupełnie nie mam racji.

                  Może robisz to dla siebie?
                  Może to sobie próbujesz coś udowodnić?

                  Czy to jednak nie świadczy o tym, że wniosłam w twoje życie, jakiś zamęt, który cię niepokoi?
                  • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 19:59
                    znów powtórzę, to ty tak myslisz, ja myślę, że nie, byc może ty byś olała moje posty będąc na moim miejce, co nie oznacza, że ja postąpiła bym tak jak ty i wcale nie z tych powodów, co zakładasz, myslę, że cały czas próbujesz mi wmówić, co czuję, co myślę, jaka jestem i myslę, że ciągle nie zauważasz, że to robisz
                    • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 20:04
                      Nie, ja ci niczego nie wmawiam, to ty sama tak interpretujesz moje słowa.
                      Ja nigdzie nie napisałam, że jesteś tyranem - to ty tak zinterpretowałaś moje słowa.
                      To są twoje myśli, a nie moje.
                      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 20:47
                        przepraszam, tresura skojarzyła mi się z tyranem i ogólny wydźwięk twoich odpowiedzi
            • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 19:48
              Gość portalu: mama napisał(a):

              > wg mnie mylisz poza tym pojęcia
              > to, że dziecko ma się uspokoić - to nie jest kara,
              Ale to, że musi być odizolowane już jest. A w dodatku ma sobie poradzić sama, mimo, że jeszcze nie umie. Kiedy robi to w jedyny sposób jaki zna (histeria) dostaje dodatkową karę. Głupie.

              > słowo przepraszam - to nie kara
              Owszem, bo jest do tego zmuszone, inaczej mama jest obrażona.

              > i na koniec jedna uwaga jeśli można,
              > chcesz pomóc - pomóż (bo zdecydowanie tego nie robisz, wręcz odwrotnie)
              > nie chcesz pomóc - proszę, pozwól na to tym, którzy to potrafią
              To ja Ci odpowiem uwagą na uwagę? Chcesz pomocy? To weź pod uwagę nawet to co Ci się nie podoba. Chyba, że jesteś nastawiona na to co chcesz usłyszeć i złości, cię, że tego nie usłyszałaś.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 20:42
            "Straszne jest, to co ty napisałaś.
            Jak mama nie przytuli, to nie jest kara, to tylko znaczy, że mama nie kocha. "

            no więc sytuacja, z dziś przed spaniem"
            kąpiel, baja, przytulanie przed snem jak co dzień, po którym mówię, dobrze, idziemy teraz spac, bo juz późno, a jutro wcześnie musimy wstać do przedszkola
            - nie ja nie chcę spać.
            tu moje tłumaczenia, i następnie odowiedź
            nie, ja nie jestem jeszcze zmeczona
            i tak kilka razy
            pokolei odpadaja argumenty córki
            kolejny,
            - ale chcę się jeszcze przytulić
            (przytulam dłuzszy czas) po czym mówię a teraz do łóżeczka, przytul przytulankę i śpimy
            - ale krówka chce się jeszcze przytulić (córka udaje krówkę)
            - przytulam krówkę i próbuje ją połozyć
            - ale konik chce się przytulić
            przytulam konika
            itd. itd.
            wkońcu mówię dość na dzis przytulania (rozumiem, że w teorii moja córka uznaje, że jaj nie kocham tak )
            - mimo to kontynuuje, zmienia tylko front
            - ale krówka płacze
            - ale konik płacze

            co chcę przez to pokazać, to, że dziecko czasem próbuje grac na uczuciach innych, to że niekoniecznie musi być tak, że przytula się, bo chce poczuć, że mama go kocha, można sobie wyobrazić conajmniej kilka inncych powodów jak widać

            i na tym zakończę moją dyskusję, szczerze powiem mam dość , myślę, że poszukam jej tam, gdzie odrazu powinnam, czyli nie przypadkowych osób, które niekoniecznie muszą zawsze mieć racje we wszystkim i nie tam, gdzie oceny wydaje się bez poznania tematu,


            • e-kasia27 Re: przytul mnie 19.02.12, 21:15
              Dlaczego nazywasz to grą na uczuciach innych?

              Przecież dziecko wyraźnie ci powiedziało, że nie chce jeszcze spać, że nie jest zmęczone, a ty zmuszasz ją do spania pomimo tego, więc kombinuje, jakby tu odwlec ten moment, kiedy zgasisz światło i będzie musiała spać.
              Masz inteligentne dziecko, więc co w tym dziwnego, że tak robi?

              Czy ty zmuszasz się do spania, jak nie jesteś śpiąca?
              Wstawanie do przedszkola trochę ogranicza możliwości, ale może mogłaby chodzić spać trochę później, albo trzeba sprawić, aby była bardziej zmęczona wieczorem, a może to tylko kwestia uporu, że jak każesz spać, to ja nie chcę?

              Próbowałaś kiedyś pozwolić dziecku samemu decydować, kiedy chce iść spać?


              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 21:28
                tak, nie spało do 2-3 w nocy, wstawało o 7 rano
                nie chodzi za wczesnie spać, np mimo, że twierdziła że nie chce, zasnęła po minucie,
                zwykle usypia w ciągu 5 min, to chyba wystarczy, by uznać, że jednak jest zmeczona, poza tym mozna chyba wyczuć po zachowaniu, czy dziecko jest już zmeczone.
                ale oczywiście to znów moja wina, myslę, że co bym nie napisała, byłabym krytykowana,
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 21.02.12, 03:28
                  I ile nocy tak było?
                  Bo ja się mogę z tobą założyć, że jeśli pozwolisz chodzić spać, wtedy gdy będzie chciała, to szybko nastanie, taki czas, że dziecko ci samo o ósmej powie, że jest zmęczone i chce spać.
                  Jeśli dziecko nie musi chodzić spać, to niespanie przestaje być atrakcyjne. Jak ktoś jest zmęczony, to śpi, tego się nie da ominąć, bo taka jest natura.



                  Dlaczego OCZYWIŚCIE i dlaczego ZNÓW, i dlaczego WINA?

                  Czemu wszystko rozpatrujesz w kategoriach winy i kary?

                  Nie ma żadnego powodu do tego, żebyś czuła się czemukolwiek winna.
                  Nawet jeśli nie wszystko robisz super dobrze, to przecież nie ma w tym żadnej twojej winy.

                  Człowiek jest omylny, nie wszystko musi wiedzieć i robić najlepiej, może popełniać błędy, ma do tego święte prawo i nie musi się od razu obwiniać.

                  To, że czujesz się winna wynika właśnie z takiego sposobu wychowywania dzieci, w którym wzbudza się w dziecku nieuzasadnione poczucie winy poprzez stosowanie kar i zmuszanie go do wykonywania rozkazów i przepraszania za to, że nie chce ich wykonywać.

                  A potem są tego takie skutki, że nie jesteś w stanie zrozumieć rad, których ci ktoś udziela, bo jedyną rzeczą jaką w nich widzisz jest twoja WIELKA WINA i to, że cię ktoś skrytykował i powiedział, że zrobiłaś coś nie tak, jak powinnaś.

                  Nie jesteś w stanie skupić się na tym, co do ciebie mówię, bo ta WIELKA TWOJA WINA wszystko inne przysłania i nie widzisz niczego innego, poza nią.

                  Dlatego cię złości to, co piszę.
                  Wydaje ci się, że jesteś zła na mnie, ale w rzeczywistości jesteś zła na siebie, bo znowu zrobiłaś coś źle i ktoś cie skrytykował i należy ci się kara!

                  A przecież, ty nie zrobiłaś nic złego, bo starałaś się przecież najlepiej jak potrafiłaś, więc dlaczego ktoś mówi, że znowu jesteś niegrzeczna, że jesteś winna?!

                  To nie jest przyjemne uczucie, prawda?
                  Dlatego masz do mnie pretensje, że cię skrytykowałam, dlatego starasz się wybielić. usprawiedliwić i napadasz na mnie, że ja nie mam prawa cię osadzań, bo nic o tobie nie wiem, bo ty wcale nie jesteś taka, jak ja napisałam, bo w rzeczywistości jesteś lepsza.
                  A ja przecież nigdzie nie napisałam, że jesteś zła!

                  Tak właśnie, jak ty się wczoraj czułaś, czytając to co napisałam, czuje się twoje dziecko, gdy zadajesz mu karę i każesz iść do pokoju, a potem przeprosić.

                  Naprawdę chcesz, żeby się tak czuło?
                  • e-kasia27 Re: przytul mnie 21.02.12, 03:33
                    I naprawdę chcesz, żeby potem przez całe życie tak się czuło, gdy ktoś go skrytykuje i powie, że zrobiło coś nie tak, jak potrzeba?
              • Gość: akaja Re: przytul mnie IP: *.xdsl.centertel.pl 23.06.12, 09:12
                e-kasia,
                > Próbowałaś kiedyś pozwolić dziecku samemu decydować, kiedy chce iść spać?
                A próbowałaś kiedyś swojemu dziecku pozwolić decydować, kiedy chce iść spać? Jeśli Twoje dziecko zadecydowało o 21.00, no nawet o 22.00 - idę spać, to masz aniołka i Twoje metody się sprawdzą. Ale co, jeśli dziecko podjęło decyzję, że jest senne o 3.00, a do tego czasu będzie się bawić? A o 7.00 rano podejmuje decyzję, że ja wychodzę do pracy, ale ono zostaje w łóżku.
                Przeceniasz możliwości psychiki dziecka. Dziecko podejmuje decyzje w tych granicach, które wyznacza matka.
            • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 22:13
              co chcę przez to pokazać, to, że dziecko czasem próbuje grac na uczuciach innyc
              > h,
              a przyszło ci do głowy, że 3,5 latki mają po prostu kłopot z zasypianiem w samotności i że wcale nie jest to 'granie na twoich uczuciach', tylko po prostu konieczność poprzytulania się?
          • Gość: akaja Re: przytul mnie IP: *.xdsl.centertel.pl 23.06.12, 09:03
            <<No bo po co? Po co ma sprzątać? Dziecko nie widzi przecież takiej potrzeby!
            Twoim zadaniem jest ją tego nauczyć, ale nie nakazywaniem sprzątania, ale tłumaczeniem i zachęcaniem lub zabawą. >>

            Dziecko nie widzi wielu potrzeb. Zadaniem matki jest wskazać te potrzeby. Mama nie stała nad małą z bacikiem i nie wydawała poleceń grożąc nim. W domu, w rodzinie normalne jest, że ktoś o coś kogoś prosi, w tym także: "posprzątaj zabawki".

            <<To, że dziecko nie chce tego wszystkiego robić, to są skutki zmuszania go do tego.
            Postaw się w sytuacji dziecka. >>

            To, że dziecko nie chce wszystkiego robić, to skutek tego, że jest autonomicznym bytem. I ta autonomia tak jest przez nie okazywana. Mama w sytuacji dziecka stawiać się nie musi. Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć: niech dziecko postawi się w sytuacji matki.

            <<Ciągle wszystko ma robić na rozkaz i tak, jak ty o tym zadecydujesz i wtedy, gdy ty mu każesz to zrobić.
            A dziecko to żywy człowiek, który chce sam o sobie decydować, który też chce podejmować jakieś decyzje i chce mieć wpływ na to co robi, kiedy robi i jak robi.
            Mówiąc jej co, jak i kiedy ma zrobić uniemożliwiasz jej podejmowanie jakichkolwiek decyzji. Dziecko czuje się ubezwłasnowolnione i dlatego się buntuje i nie chce robić tego, co jej każesz.

            Dziecku trzeba pozwolić samemu podejmować decyzje. >>

            Dziecko jest w dużym stopniu zależne od matki. Od tego, czy będzie postępować zgodnie z jej wolą zależy jego życie, zdrowie, charakter. W rękach matki jest tylko to, jak tę swoją wolę, która powinna mieć na celu dobro dziecka, będzie realizować.
            Dziecku <b>trzeba pozwolić podejmować decyzje</b>, ale na zasadzie wyboru dwóch możliwości. Matka stawia granice, dziecko ma pole manewru. Jest to do udźwignięcia zarówno przez mamę, jak i przez dążące do niezależności i buntujące się dziecko.
            I wreszcie - tak, w tym wieku można dziecko karać - przez posadzenie na legendarnym pewnie już karnym jeżyku (lub odpowiedniku) przez 3 minuty, pozostawienie niekoniecznie w samotności, ale na uboczu, do wyciszenia i uspokojenia. Przytulańce potem.
            Nieprzytuleniem mama nie pokazuje dziecku, że go nie kocha. Nie róbcie jej wody z mózgu. Równie dobrze można powiedzieć, że jakikolwiek sprzeciw dziecku wynika z braku miłości do niego, a to przecież nieprawda.
        • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 19:39
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > Nie karać wogóle ? to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś,
          > wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce
          > myc zębów ?
          A co robić jak dziecko nie sięga do włącznika bo jest małe? Karać?

          > Czy karą jest dla niej to że jej nie przytulę ?
          Najgorsza możliwą. Wyobraź sobie, że jesteś w dołku. Potrzebujesz, żeby ktoś z Tobą pogadał, pocieszył przytulił. Tymczasem ten ktoś mówi: przyjdź do mnie jak sobie poradzisz ze sobą to pogadamy. I co? Jak się czujesz?

          > dlaczego ma przeprosić ? wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała p
          > rośby, histteryzowała ? Ma wogóle nie przepraszać ?
          Przepraszanie powinno wynikać z potrzeby serca a nie z tego, że mama tego wymaga bo inaczej się dąsa i jest obrażona.

          > ale usłyszałam opinię innych, że postepuję źle, że nie mogę przepraszać za coś
          > takiego, stad moje wątpliwości czy przepraszać czy nie.
          Masz wątpliwości, czy masz przepraszać, ale nie masz wątpliwości, że powinnaś rządać od dziecka przeprosin?


          >Próbowałam przytulać, efekt był taki, że gdy się przytuliła i uspokoiła kredek nadal n
          > ie chciała pozbierać
          To trzeba ponowić prośbę i pomóc w tym zbieraniu. To naprawdę jeszcze małe dziecko.
        • morekac Re: przytul mnie 21.02.12, 09:36
          wg mnie dlatego, że była niegrzeczna, nie posłuchała prośby, histteryzowała ? Ma wogóle nie przepraszać ? bo z tego co czytam, to jak najbardziej tak
          jak zdefiniujesz tę niegrzeczność? Jeśli robi ci krzywdę w sensie fizycznym czy psychicznym - czyli wyzywa cię, opluwa czy kopie - to powinna przeprosić. A na przyszłość starać się powstrzymać od tego typu wybryków. Jeśli jednak ta niegrzeczność, to tylko powiedzenie odmówienie twojej prośbie + histeria - to bez przesady. Możesz ją przekonywać do tego sprzątania, możesz jej pomagać, możesz jej kazać, możecie poszukać innych sposobów etc. - ale dlaczego ma przepraszać za wyrażenie sprzeciwu? I za to, że nie umie jeszcze zapanować do końca nad nerwami?

          sytuacji gdy ma pozbierać kredki, które specjalnie roz
          > rzuciła w złości trzeba wpaść w histerię i prosić, żeby ją przytulić ?
          Rada obawiam się na to jest jedna - i tak te kredki musi sprzątnąć, i tak musi sprzątnąć pokój czy zrobić inną rzecz. Wtedy nie będzie się jej opłacało wpadać w histerię i rzucać kredkami po to tylko, aby uniknąć nielubianych czynności, tudzież uzyskać przytulenie - bo mam wrażenie, że tak to interpretujesz.
          Czyli moim zdaniem ciąg powinien być taki - histeria ( bo jest coś do zrobienia) - uspokojenie - przytulenie - powtarzasz raz jeszcze polecenie i dopilnowujesz zrobienia tego/pomagasz. Bez przepraszania, jeśli było to tylko 'nie' + wycie protestacyjne.

          to co robić, jak dziecko nie sprzątnie zabawki, rzuci czymś,
          > wpada w histerię, nie chce się iść kąpać, nie chce się ubrać, ucieka, nie chce
          > myc zębów ?
          Jeśli karzesz za to wszystko - to współczuję. I jej, i tobie. Bo zaraz ci się skończy repertuar kar, zachowania dziecka to nie poprawi. Czasem trzeba się nieco wysilić i użyć postępu.

          ak dziecko nie sprzątnie zabawki
          nie karać, dopilnować sprzątnięcia zabawki.

          rzuci czymś
          wprowadzic zasadę, że się nie rzuca i zaproponować inne sposoby na rozładowanie złości. Za 150 razem powinna zaskoczyć.

          wpada w histerię,
          klasyczna histeria to jest w dużej mierze kwestia dojrzałości układu nerwowego. Można zignorować, można spróbować rozmawiać z dzieckiem, dlaczego jest takie wściekłe , proponować inne sposoby na wyładowanie nadmiaru emocji - ale karać?

          nie chce się iść kąpać,
          Od jednego niekąpania nie umrze. Ja tam czasami zabraniałam dzieciom kapieli - od razu jęczały, że muszą. Zaraz, koniecznie. ;-)

          nie chce się ubrać,
          a to zależy, czy gdzieś wychodzicie, czy też może sobie pobyć jeszcze w piżamce.

          ucieka, nie chce
          > myc zębów ?
          Jeśli ucieka - trzymać za rękę.
          Jeśli nie chce myć zębów - cóż, można dawać kropki motywacyjne i nagrody za mycie bez marudzenia (ty musisz przypominać). Po 2 miesiącach wejdzie w nawyk i nie będzie problemu,

          na prośbę o przeproszenie jej, przytulałam ją i przepraszałam za to, ze ją zasm
          > uciłam i tłumaczyłam dlaczego nie mogę się jednak z nią pobawić i dlaczego musi
          > troszkę poczekać ?, obiecywałam, że jak tylko skończę, to się pobawimy razem
          > ale usłyszałam opinię innych, że postepuję źle, że nie mogę przepraszać za coś
          > takiego, stad moje wątpliwości czy przepraszać czy nie.
          Z tego co piszesz, oczekujesz przeprosin dokładnie w tej samej sytuacji - kiedy dziecko nie spełnia twoich próśb. Więc się nie dziw, że dziecko też tak ma. Po tobie. I tak - nie powinno się przepraszać za coś takiego, powinna wystarczyć sama informacja, że nie możesz tego teraz zrobić. Ale też nie powinnaś żądać przeprosin o dziecka za to, że czegoś nie zrobiła.
    • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 10:03
      aczyna od
      > powiadać, przeproś mnie, bo mnie zasmuciłaś.
      A czy ty przypadkiem nie każesz przepraszać siebie za zasmucenie mamusi? Jeśli tak - za każdorazowe sprawienie jej przykrości powinnaś ją przeprosić. Zasada jest zasada.

      Bo czegoś tu nie rozumiem.
      Dlaczego ma przepraszać za to, że nie posprzątała zabawek, za co zresztą dostała jakąś tam karę? Potem zaś i tak musi te zabawki posprzątać?
      Nie skupiałabym się na egzekwowaniu przepraszania w takiej sytuacji (chyba, że cię obrzuciła obelżywymi słowami albo posunęła się do rękoczynów)- ma sprzątnąć i koniec sprawy. A że ma 3.5 roku zaledwie możesz przytulić ją wcześniej. Właśnie dlatego,żeby nie była to kara.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:22
        przepraszać za zasmucenie mamy nie każe przepraszać, za nieposprzątanie też nie każe przepraszać, każe sprzątnąć, przeprosić każę, jak wpadnie w histerię, krzyczy, tupie, że nie sprzątnie, ciągnie np kogoś na siłę, bo ma się z nią bawić itp. nie chce iść do pokoju i się uspokoić . No i kara (pójscia do pokoju) jest sporadyczna i nigdy tak, że odrazu, kara bywa jedytnie w sytuacji, gdy dojdzie aż do histerii, gdy nie skutkują prośby czy inne metody
        • verdana Re: przytul mnie 19.02.12, 14:24
          Nie wolno karać tak małego dziecka za histerię! W tym wieku dziecko nie umie jeszcze sie opanować. Poczytaj sobie moze o rozwoju dziecka i nie traktuj malucha jak krnąbrnej nastolatki.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:37
            tylko, że ta kara, to tak naprawdę wyciszenie, histeria w mojej obecności trwa kilkanascie minut, jak pójdzie do swojego pokoju, uspokaja się po minucie, chodzi o uspokojenie się i wyciszenie i akurat to wg mnie się sprawdza, mam pozwolić, by 15 minut przede mną tupała, lezała, ciągnęła mnie itp czy lepiej powiedziec idź do swojego pokoju, uspokój się i porozmawiamy, jak się uspokoisz
        • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 15:05
          Ale dlaczego karzesz i każesz się przepraszać za wpadnięcie w histerię? Ona ma 3.5 roku i po prostu niedojrzały system nerwowy. To tak, jakbyś musiała męża przepraszać za swoje zmarszczki albo za to, że ci włosy siwieją.

          gdy dojdzie
          > aż do histerii, gdy nie skutkują prośby czy inne metody
          Histeria jest z definicji stanem bezkontaktowym - cokolwiek wtedy nie powiesz, i tak nie dotrze. Być może twoje dziecko szybciej wycisza się samo, ale być może również potrzebuje się przytulić na zakończenie afery. Być może bardziej powinnaś pilnować, żeby się nie nakręcała aż do histerii.
          Jeśli każesz jej coś robić, być może sensowna byłaby pomoc w sprzątaniu - 3.5 latki szybko się rozpraszają, poza tym rzadko kiedy są w stanie ogarnąć zrobiony przez siebie bałagan i potrzebują najczęściej kierownika - czyli kogoś,kto mówi: misie do czerwonego pudełka, lalki do niebieskiego i teraz sprzątasz, a nie bawisz się tym czy tamtym, klocki do zielonego, nie bawisz się teraz.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:20
            pomagam w sprzątaniu, pod warunkiem, że też sprząta ale jesli bywa tak, że ja sprzątam a ona udaje, że sprząta, to przestaję pomagać, o czym wcześniej ją informuje, że albo razem sprzątamy albo nie będę jej pomagać, skoro nie chce sprzatać razem ze mną

            co do karania za histerię, tak jak już powiedziałam, to polega na wyciszeniu, po uspokojeniu zawsze ją przytulam i zawsze sobie spokojnie rozmawiamy. Bardzo bym chciała, żeby mniej wpadała w histerię, niestety myślę, że w dużej mierze to od charakteru dziecka zależy i np tego, że moja córka długo nie mówiła więc jak chciała czegoś a nie potrafiła wyjaśnić wpadała w histerię i poniekąd to nawyk. właśnie niedawno zaczęła myślę troszkę się zmieniać i zamiast odrazu tupać, krzyczeć itp zaczęła mówić, zasmuciałas mnie mamo (czasem chce, żeby ja przeprosić, czasem tylko mówi zasmuciłaś mnie, obraziłam się, jestem zła), wtedy zwyczajnie kucam przy niej, biore na rece, tłumaczę, czasem to wystarczy, czasem nie. bardzo cieszy mnie to, że zaczęła nazywac swoje uczucia. Wtedy rozmawiamy spokojnie, jak histeryzuje, nie rozmawiamy, bo nie słyszy, dlatego jedyne o co proszę to pójście do pokoju i uspokojenie się.
            • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 16:31
              Histerie nie zależą od wieku, ani od tego jak długo dziecko nie mówiło. Zależą od tego, jak radzi sobie z nimi rodzic (głównie od tego zależą, nie wyłącznie).

              Podam przykład. Mój syn miał typowy przebieg buntu dwulatka. Ryki, rzucanie się na ziemię, kopanie w podłogę. Na walenie głową w podłogę był za ostrożny, ale stukać potrafił. I tak pół godziny. Zapewniałam, że jestem, że jak się uspokoi może do mnie przyjść, jak przychodził zasmarkany i uśmiechnięty ocierałam łzy i gile, bez komentarza podejmowaliśmy zabawę. Trwało pół roku. Od ostatniej histerii - 2-3 tygodnie po 2 urodzinach nie było ataku przez ponad 2 lata, zdarzył się atak na tle zmęczenia - zareagowałam nieco inaczej, bo wiek inny już, ale myślę że równie skutecznie. Nigdy nie karałam za to, że dziecko wpadło w histerię. Jedyne, na czym się skupiałam to na tym żeby nie poznał, jakie to dla mnie ciężkie, słuchać przez tyle czasu jego wrzasków i ryków. Ale jak kończył histeryzowanie, nie było tematu.

              Moje dziecko zaczęło mówić 3 miesiące przed 3 urodzinami. Nie miał żadnych problemów z wyjaśnieniem, o co mu chodzi (przynajmniej mnie i niani, czyli dwóm osobom które się nim opiekowały na co dzień).

              Na zastanowienie się nad sobą odsyłałam do pokoju na 2-3 minuty jak skończył trzy lata (mniej więcej), ale wtedy, gdy rzeczywiście coś "nabroił". Niechęć do sprzątania zabawek nie jest przestępstwem w tym wieku (w żadnym moim zdaniem nie jest), zadaniem rodzica jest zorganizować sprzątanie tak, żeby nie bolało. Naprawdę wolę poświęcić 5 minut żeby sprzątać razem (przy okazji ucząc go sprzątać), niż boksować się, że ma sprzątnąć i już. Przy stanowczej odmowie wspólnego sprzątania stosuję środki przymusu bezpośredniego, czyli zostawiam alternatywę - albo będzie wieczorne czytanie, albo mama sama sprzątnie zabawki. Tylko jeden jedyny raz się zaciął, że nie posprząta, bo chyba nie uwierzył, że ja mówię serio. Teraz już wierzy.
              • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 16:52
                ja myślę, że histrie jednak zaleza od wieku. Co do mowy miałam na mysli to, że wpadała w histrie, jak nie potrafiła czegos wytłumaczyć. Byc może ty nie miałaś problemów ze zrozumienie zawsze, u nas się zdarzało, wymawiała jakies słowo ale tak niewyraźnie, lub zupełnie po swojemu, że nikt nie rozumiał co to za słowo, czego chce, nie zawsze udawało się wyjaśnic mówiąc, to choć i pokaż co chcesz, albo zadając pytania, zresztą czesto ja takie dodatkowe pytania denerwowały, w rezultacie po jakimś czasie wpadała w histerię.
                U nas najlepiej sprawdzała się metoda ignorowania histerii, i rozmowy i przytulenia ale dopiero po uspokojeniu. Dlaczego w jej pokoju - bo tak jak pisałam, wtedy bez widowni uspokajała się najszybciej. Kiedyś oglądałam w necie taki film, dziecko biegało za rodzicem z pokoju do pokoju, kładło się na ziemi, tupało nóżkami, krzyczało itp, jak rodzić wychodził, dziecko się uspokajało biegło za nim i znów kładło itym podone. Moja córka coprawda takich numerów nie robiła, ale mogła bardzo długo krzyczec, lezec na ziemi, tupac itp, gdy widziała, ze ma widownię, gdy jej nie miała zaprzestawała tego
                dziś zdarza się to zdecydowanie rzadziej niz kiedyś, zdecydowanie zmalało, gdy zaczęła mówić, dlatego myślę, że jednak ma to znaczenie, może nie z wszystkimi dziecmi tak jest,
                • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 17:02
                  IMO - jeśli dziecko biega za rodzicem, to nie jest w prawdziwej histerii. Ja zostawiałam histeryzującego syna, on nawet nie widział chyba że ja wychodzę. U niego w pokoju, w moim, w salonie - zmieniałam miejsce swojego pobytu (na "za ścianą", byłam blisko).

                  Piszę o swoich doświadczeniach z histeryzującym dzieckiem - nie wyobrażam sobie, żebym kazała mu w tym stanie gdzieś się przemieścić. Ale może masz rację - nie mam doświadczenia z histeryzującym 3,5 latkiem.
              • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 22:04
                Zależą
                > od tego, jak radzi sobie z nimi rodzic
                mnie się tak wydawało przy starszej - dostała histerii jeden raz. Młodsza dostawała ich jako 2-latka, i jako 6-latka (fakt, że coraz rzadziej) - a reakcja była identyczna jak za pierwszym i jedynym razem u starszej. Jedynym sensownym sposobem było niedopuszczenie do 'nakręcenia się' dziecka, co jednak nie zawsze się udawało.
        • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 19:51
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > przepraszać za zasmucenie mamy nie każe przepraszać, za nieposprzątanie też nie
          > każe przepraszać, każe sprzątnąć, przeprosić każę, jak wpadnie w histerię
          A podjęłaś trud nauczenia jej jak sobie radzić z negatywnymi emocjami? Czy tylko poprzestałaś na zabranianiu okazywania ich i karaniu dziecko za to, że okazuje je tak jak umie? Jeśli to drugie to karzesz ją za to, że nie umie i za to, że Ty jej nie nauczyłaś.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:27
        no i przeczytałam sobie i wyszło na to, że nic tylko znęcam się nad swoim dzieckiem, jestem wyrodną matką a moja córka nadaje się do psychologa.
        Myślę, że coniektórzy za wcześnie swoje opinie wydają. przeczytali jeden post i na tej podstawie wyrobili sobie opinie, to chyba mało profesjonalne podejście a chciałam usłyszeć rzeczową opinię.
        Otórz nie sądze, żeby moja corka miała niedostatek miłości, przytualnia, żeby miała poczucie, że jest kochana tylko jak jest grzeczna. Myslę, że mam wiele powodów, by tak twierdzić.
        Problem o którym pisałam istnieje od 2 tygodni, to dla mnie nowość, zwyczajnie zastanawiam się jak go rozwiązać i tyle.
        • scher Re: przytul mnie 19.02.12, 14:44
          Gość portalu: mama napisał(a):

          > no i przeczytałam sobie i wyszło na to, że nic tylko znęcam się nad swoim dzieckiem,
          > jestem wyrodną matką a moja córka nadaje się do psychologa.

          A co, jesteś nowa na forum? Przecież to tu standard ;)

          > Problem o którym pisałam istnieje od 2 tygodni, to dla mnie nowość, zwyczajnie
          > zastanawiam się jak go rozwiązać i tyle.

          Nie dasz rady go rozwiązać ot tak sobie. Pewne zachowania trzeba przeczekać, to taki wiek.
          Ale oczywiście dobrze robisz, że dyscyplinujesz córkę. Będą histeryczne reakcje, ale rób swoje. Zabawki ma posprzątać.

          Przytulanie przytulaniem, a obowiązki obowiązkami.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:48
            tak to mój pierwszy post, dzięki
        • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 15:06
          Otórz nie sądze, żeby moja corka miała niedostatek miłości, przytualnia, żeby m
          > iała poczucie, że jest kochana tylko jak jest grzeczna
          a tu wybacz, tylko twoja córka mogłaby się wypowiedzieć na ten temat. ;-)
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:23
            znaczy córka i inni na forum, wszyscy tylko nie ja rozumiem, większość już oceniła przecież
            • morekac Re: przytul mnie 19.02.12, 21:55
              Ależ nie o to chodzi - tylko dlaczego zakładasz, że wiesz lepiej niż ona, co czuje? Nie jesteś nią przecież.
            • Gość: justcam Re: przytul mnie IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 14:54
              wiesz co bardzo mnie zaciekawił ten wątek zwłaszcza różnych odpowiedzi naprawde ciekawych. Wydaje mi się że padło tu wiele mądrych rad nie tylko krytki ale właśnie ukazania możliwego toku myslenia i odbierania pewnych sytuacji i kar przez dziecko. Super jak by udało Ci sie trochę inaczej te posty odebrać i dzięki temu zrozumieć może lepiej własne dziecko i dojść do jakiś efektywnych rozwiązań. Narazie wszystko traktujesz i odbierasz jako krytyke dlatego nie zauważasz naprawdę pomocnych i może trafnych spostrzeżeń .
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:39
            łącznie z tobą zresztą, bo ty zapewne wiesz
    • mama303 Re: przytul mnie 19.02.12, 10:23
      To małe dziecko, juz samo Twoje niezadowolenie może byc dla niej dotkliwą karą i dlatego chce się przytulić. Przytul. Szczerze mówiąć nigdy nie odepchnęłam mojej córki gdy chce sie przytulić :-)a ma już 9 lat.
      Natomiast jeśli chodzi o to przepraszanie to powiedziałabym stanowczo że nie mam za co przepraszać.
      Powodzenia!
    • scher Przytul ją 19.02.12, 11:30
      Gość portalu: mama napisał(a):

      > Moja 3,5 letnia córka za każdym razem gdy zostanie ukarana, np. za nieposprzątanie
      > zabawek ma iść do swojego pokoju, uspokoić się a następnie posprzątać i przeprosić
      > pierwsze co robi, to płacząc prosi, żeby ją przytulić najpierw.

      Male dzieci tak mają, one nie rozumują jak dorosły, nie są jeszcze w stanie dostosować się do całego przyczynowo-skutkowego ciągu zdarzeń. Sytuacja ją przerasta, traci poczucie bezpieczeństwa, chce potwierdzenia, że jest kochana.

      Przytul ją - a potem każ posprzątać zabawki. Niech już nie przeprasza, to tylko trzyipółletnie dziecko, zagubione w tej sytuacji.

      > Niestety często sytuacja wygląda dość dramatycznie, córka za wszelką cenę próbuje się
      > przytulic, wdrapuje się na mnie, ciągnie, błaga żebym ją przytuliła.

      A co ci instynkt macierzyński podpowiada w takiej sytuacji?

      > nie chcę też, żeby to wyglądało tak, że zamiast kary dostaje przytulanie

      Daj spokój, małe dzieci nie rozumują w ten sposób.

      > i drugi problem. Córka ostatnio gdy np. prosi mnie o zabawę a ja jej mówię, że
      > teraz nie mogę, bo gotuję np obiad i ze pobawię się z nią za chwilę, zaczyna od
      > powiadać, przeproś mnie, bo mnie zasmuciłaś. Co w takiej sytuacji powinnam zrobić

      Przytulić, ucałować, pocieszyć i ...pobawić się z nią później. Tymczasem podpowiedzieć dziecku, co może robić sama.

      Zresztą ja tam nie miałbym oporów, żeby - pół żartem, pół serio - powiedzieć "Mmmm, przepraszam, że cię zasmuciłem, to było niechcący ;)"

      Małe dzieci nie traktują tak serio znaczenia słów i żyją tu i teraz. Dziecko tu i teraz chce pocieszenia - i w tym wieku nie przywiąże się do językowego znaczenia słowa przepraszam, tylko dlatego, że go użyjesz :)
      • verdana Re: Przytul ją 19.02.12, 12:03
        Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zgodzić się z każdym słowem.
        Poza tym mam wrazenie, ze dziecko zupełnie dobrze odczytuje Twoje uczucia - Ty lubisz swoje dziecko tylko wtedy, gdy jest absolutnie posłuszne. Przytulasz je wtedy, gdy jest takie, jakie chcesz , aby było - jesli nie wypełnia poleceń czuje się odrzucone, bo takiego dziecka nie akceptujesz.
        Nie można uzalezniać miłości od wykonywania poleceń. To nie jest pieniądz, którym placi się za bycie grzecznym.
        • Gość: mama Re: Przytul ją IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:42
          a ja myślę, że nie masz prawa tak pisać, nie mając pojęcia jak jest, jakie sa nasze relacje z dzieckiem, nie znając mnie i mojego dziecka i wyrabiac sobie opinię o mojej relacji z dzieckiem na podstawie jednego postu. Myślę, że już to świadczy, że twoja opinia jest niewiele warta i mało prawdziwa no i powiem tak - nie pomagasz
          • demonii.larua Re: Przytul ją 22.02.12, 23:41
            No cóż, nawet jeśli Ci się to nie podoba - Szer ma rację.
      • morekac Re: Przytul ją 19.02.12, 15:07
        też się podpiszę pod Scherem.
    • joshima Re: przytul mnie 19.02.12, 12:47
      Gość portalu: mama napisał(a):

      > bardzo proszę o opinię, jak postępować w poniższej sytuacji.
      > Moja 3,5 letnia córka za każdym razem gdy zostanie ukarana, np. za nieposprząta
      > nie zabawek ma iść do swojego pokoju, uspokoić się a następnie posprzątać i prz
      > eprosić
      Moim zdaniem głupia zasada.

      > pierwsze co robi, to płacząc prosi, żeby ją przytulić najpierw. Ja zaws
      > ze jej odpowiadam, że ją przytulę jak zrobi to o co proszę, znaczy uspokoi się,
      > posprząta zabawki, przeprosi.
      Czyli, mama ie kocha pod warunkiem, że jesteś grzeczna. Jak sobie ze sobą nie radzisz, to nie licz na pomoc mamy. Radź sobie sama.

      > przeproś mnie, bo mnie zasmuciłaś.
      Sama ją tego nauczyłaś. Czemu się dziwisz. Skoro Ty od niej tego wymagasz, to wymagaj tez i od siebie.

      > Co w takiej sytuacji powinnam zrobić,
      Może zweryfikować swoje metody? A może być konsekwentną i stosować się do zasad które narzucasz.

      > czy wytłumaczyć i odpowiedzieć, że nie ma
      > m powodu, by ją przepraszać za to
      Wtedy musisz się liczyć z tym, że któregoś dania ona powie Ci, że nie ma powodu, żeby Cie przepraszać.
      • terpuka Re: przytul mnie 19.02.12, 14:42
        mam dokładnie to samo tylko moja córka ma 2,5 roku
        ja przytulam i dopiero jak się uspokoi to rozmawiam na spokojnie, w ten sposób daję jej sygnał " kocham cię ale trzeba zrobić to i to"
        • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 14:44
          dziękuję
    • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 15:18
      jako dziecko nienawidziłam tego, że musiałam przepraszać. To było upokarzające, że ktoś kazał mi przepraszać.

      Oczywiście, słowo przepraszam czy w ogóle przeprosiny są cenną umiejętnością, ważną w życiu. Ale tylko wtedy, gdy nie są wymuszane. A Ty zaczęłaś z dzieckiem taniec "przeproś mamusię", brrr

      Mam syna, 4,5 roku. Nigdy nie usłyszał ode mnie, że ma mnie przeprosić. Natomiast ja go przepraszałam zawsze, gdy zrobiłam mu przykrość (takie sytuacje się zdarzają, człowiek krzyknie, odburknie, zaśmieje się gdy nie powinien, naleje za gorącej wody do wanny, takie tam). I moje dziecko pół roku temu "załapało" - bez formułowania oczekiwania "przeproś mamusię". Jak czuje, że zawalił, źle zrobił - zresztą mu przecież mówię wyraźnie, co zrobił, i dlaczego jestem zła i niezadowolona, sam z siebie mówi "przepraszam", łącznie z całym dalszym ciągiem, którego się nauczył ode mnie.

      A poza tym też uważam, że nie tyle za dużo wymagasz od swojego dziecka, tylko podchodzisz do tego od pupy strony za przeproszeniem. Nawet teraz nie wydaję polecena "posprzątaj zabawki" tylko razem sprzątamy, ja mniejszość, syn większość, konkretne wskazówki mu daję - samochody do pudła, teraz klocki... I nigdy nie powiedziałam, że nie przytulę, albo że później. Nawet gdy stosowałam karę którą można uznać za separacyjną (czyli zasypianie bez tradycyjnego czytania na dobranoc), w bardzo skrajnej sytuacji, kiedy chciałam żeby dziecko zapamiętało konsekwencje swojego wyboru - na dobranoc oczywiście mocno przytuliłam, pocałowałam, bo brak czytania był konsekwencją a nie sankcją.

      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:29
        no to widzisz, ja nigdy nie odmówiłam swojej córce czytania wieczorem, przytulenia wieczorem przed snem, zostania w pokoju aż uśnie
        • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 15:37
          ale to nie o to chodzi kto nie odmówił czego - ja też nie odmówiłam przytulenia przed zaśnięciem bez czytania, co było konsekwencją wyboru dokonanego przez moje dziecko
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 15:45
        ja ani jako dziecko ani teraz nie mam poczucia, że przepraszanie to upokorzenie, zatem moze to kwestia jak się do tego podchodzi i jak to słowo traktuje.
        moja córka sama bardzo często bez proszenia mówi słowo przepraszam, dla niej to nie jest upokorzenie i myslę, że nie jest dla niej problemem samo przeproszenie
        • wrzesniowamama07 Re: przytul mnie 19.02.12, 15:52
          Naucz się w takim razie formułować problem jaśniej. Napisałaś, że nie przytulisz dopóki nie przeprosi (to jeden z warunków przytulenia, jaki stawiasz). W tym sensie wymuszasz przeproszenie.

          Przeproszenie, jak napisałam, jest ważną umiejętnością. Powinno się go dziecko nauczyć, a nie wymuszać.
          • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.12, 17:07
            powiedzmy, że to skrót myslowy był lub niedokładnie opisana sytuacja, która może wprowadzac w błąd jeśli córka przeprasza, robi to sama, przychodzi jak się uspokoi i mówi przepraszam mamo, już się uspokoiłam. Wtedy ja przytulam. Nie jest tak, że przychodzi mówi, już się uspokoiłam a ja jej na to masz jeszcze przeprosic czy coś w tym stylu.
            Wcześniej poprostu opisałam jak wyglada sytuacja cała i jak to wygląda.


            • Gość: jola Re: przytul mnie IP: 94.75.86.* 20.02.12, 00:36
              Przeczytalam calosc i jedno jest ciekawe od pierwszego twojego postu w miare jak jestes ganiona za swoje postepowanie odwracasz kota ogonem. Tlumaczysz sie tak,ze nie wiadomo juz jak to naprawde jest.Piszesz ,ze ma przepraszac potem juz nie,itd.
              Zgadzam sie z tym,ze wszystko po kolei czyli odizolowanie,posprzatanie i jeszcze przeproszenie to trzy kary za jedno.
              Nie masz pojecia o rozwoju malego dziecka,wsciekasz sie na dziewczyny,ktore pisza ci prawde i chca ci pomoc.
              Kary proponuje wywalic do lamusa,nakazy tez.
              W sumie gdyby to byl konstruktywnie opisany problem,nie platanina aby wybrnac z sytuacji pewnie mogla bym cos ciekawego napisac,ale juz sie chyba nie da.
              Zaprzeczasz sama sobie.
              Skoro ty i tak wiesz wszystko nie przyjmujesz rad,bo sa odmienne od twoich pogladow,to po co pytasz?
              dla mnie mija sie to z celem.
              • morekac Re: przytul mnie 20.02.12, 07:17
                Ee... ale dlaczego upieracie się, że sprzątanie to kara? Kiedy to po prostu czynność do wykonania? Która i tak miała być zrobiona wcześniej?
    • agibubu Re: przytul mnie 20.02.12, 11:49
      Wiesz co moim zdaniem to bez znaczenia, czy to co robisz z dzieckiem nazwie się karą czy nie, a dyskusja, jak zwykle, zmierzyła w kierunku słownikowego uściślenia pojęcia kary. Bez sensu, bo nic a nic to nie pomaga, ale to forum już tak ma ;)

      Natomiast moim zdaniem dla Twojej córki to jest za dużo poleceń na raz i ona może się w tym zwyczajnie gubi (ja się trochę pogubiłam co miałabym zrobić wg Ciebie najpierw i jak po kolei), więc szuka wsparcia, bo traci grunt pod nogami. U nas zawsze, do każdego sprzeciwu ze strony dziecka, jeśli widzę, że nie można go obejść jakimś podstępem albo odpuścić (bo ja czasem odpuszczam, jak np. dziecko nie ma ochoty na spacer, jedzenie, spanie - jeśli widzę, że mogę dać spokój to daję i warto to też przemyśleć) sprawdza się metoda naturalnych konsekwencji wynikających z danej sytuacji. Właściwie prawie do każdej sytuacji można takie naturalne konsekwencje znaleźć. Do sprzątania (zawsze pomagam sprzątać, moje dziecko ma 3 lata), jeśli robi sobie żarty, nie chce, ucieka, mówi że ja mam posprzątać, a widzę że to sprzątnięcie jest już KONIECZNE, bo się zaraz pozabijamy o porozwalane zabawki, daję tylko taką alternatywę, że jak nie sprzątniemy tego razem, bo już jest naprawdę za duża zabawek na podłodze i to jest niebezpieczne, to ja to sprzątnę sama, ale.... do worka na śmieci. Raz tylko zapakowałam ten worek, nie wyrzuciłam tych kilku zabawek ale schowałam na jakiś czas. Nigdy potem nie musiałam się szarpać. Natomiast ZAWSZE pomagam dziecku sprzątać, segregować zabawki, żeby nie nudziło się w czasie tej czynności, która jest dla dziecka nie tylko bezsensowna ale i nudna.

      Z ubieraniem była sytuacja wczoraj - dziecko latało mi na golasa po domu, mimo że prosiłam aby się ubrało. Nie chciało. No to nie - zaprowadziłam do pokoju, położyłam ubrania na łóżku i powiedziałam, że teraz nie pomogę nic a nic - musi się ubrać samo albo będzie mu zimno. Zrobiło się zimno, to się ubrało.
      • Gość: mama Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.12, 12:18
        dziękuję, wezmę to pod uwagę
        • madzia-linka Do autorki wątku. 21.02.12, 10:44
          Droga mamo. Na tym forum niektórych nie przegadasz. Niektórzy za karę uważają wszystko, na co dziecko reaguje płaczem lub innymi formami protestu. Czytuję to forum (problem mój przytoczyłam tylko raz i więcej tego nie zrobię) i główną myślą jest wychowanie bezstresowe a wszelkie metody i próby poskromienia złośnika, próby nauczenia go np. nieszczęsnego sprzątania( bo przecież to nie jest wrodzona umiejętność, ale pewnie się mylę) to krzywienie jego psychiki.
          Wiem, wiem zostanę zlinczowana, powinni zabrać mi dziecko itd.
          Tylko te mamusie, które twierdzą, że dziecko powinno się traktować tak jak dorosłego, czyli: niech samo dziecko podejmie decyzję, niech pomyśli, kto ich samych (te mamusie) nauczył podejmować samodzielne decyzje??? I czy to było takie bezstresowe??? Ech, świat staje na głowie;-)
          P.S A potem, gdy dziecko jest już w wieku szkolnym, słyszy się na przystanku, gdy taka mądra mamuśka mówi: I jak Cię ta szkoła wychowuje???...
          • joshima Re: Do autorki wątku. 21.02.12, 11:06
            Sądzę, że wszystko Ci się pomieszało i piszesz straszne głupoty.
            • scher Uderz w stół 22.02.12, 02:05

          • e-kasia27 Re: Do autorki wątku. 21.02.12, 12:10
            madzia-linka napisała:

            > a wszelkie metody i próby poskromienia złośnika

            Jakiego złośnika???????
            Przy takim traktowaniu dziecka od urodzenie, o jakim piszę,
            ZŁOŚNIK NIE ISTNIEJE
            i nie ma w związku z tym kogo poskramiać!


            > , próby nauczenia go np. nieszczęsnego sprzątania( bo przecież to nie jest wrod
            > zona umiejętność, ale pewnie się mylę)

            Mylisz się, sprzątanie jest tak prostą umiejętnością, że każdy, nawet całkiem przeciętny(żeby nie powiedzieć głupi) człowiek potrafi to zrobić jak chce i potrzebuje, nie ma więc potrzeby się tego jakoś specjalnie uczyć.
            Wszak nie rozmawiamy tu o dzieciach szczególnej troski, dla których nawet sam fakt zjedzenia obiadu może być trudna nauką.



            > Tylko te mamusie, które twierdzą, że dziecko powinno się traktować tak jak doro
            > słego,

            Skąd ci taka bzdura przyszła do głowy?
            Pozwalanie dziecku na podejmowanie decyzji, to nie to samo, co traktowanie go jak dorosłego!
            Dorosłym człowiekiem nie potrzeba się opiekować! Dorosły człowiek nie potrzebuje ochrony!

            A dziecko potrzebuje i opieki,i szczególnej ochrony, bo jest delikatną istotą, która dopiero się wszystkiego uczy i której psychikę bardzo łatwo skrzywić nieumiejętnym traktowaniem.

            > kto ich samyc
            > h (te mamusie) nauczył podejmować samodzielne decyzje??? I czy to było takie be
            > zstresowe???

            Ich rodzice je tego nauczyli.
            Sposób wychowania dzieci przekazuje się tak samo, jak cała inną wiedzę o życiu i ta wiedza jest z pokolenia na pokolenie coraz większa i coraz lepsza - taka jest kolej rzeczy.


            Ech, świat staje na głowie;-)
            > P.S A potem, gdy dziecko jest już w wieku szkolnym, słyszy się na przystanku, g
            > dy taka mądra mamuśka mówi: I jak Cię ta szkoła wychowuje???...

            Fakt, wszystko ci się pomieszało, to nie te mamusie, tak mówią, bo te do szkoły wysyłają dzieci już w pełni wychowane i z ukształtowaną moralnością , i nie oczekują od szkoły wychowywania tylko nauki.
            • scher A nożyce się odezwą :) 22.02.12, 02:05

    • Gość: aniko Re: przytul mnie IP: 195.85.196.* 21.02.12, 13:36
      Straszna jesteś. Obrzydliwy pruski dryl. Współczuję małej.
    • asia_i_p Re: przytul mnie 22.02.12, 13:51
      To zależy, co czujesz na instynkt i jak to potem działa.
      Jeżeli czujesz, że dziecko jest smutne/ wystraszone, to przytul, a potem wyegzekwuj to posprzątanie zabawek. Ale jeśli czujesz rodzaj agresji, walki, próby sterowania sobą, to powiedz, że bardzo kochasz, że zaraz przytulisz, ale obie musicie odpocząć i się uspokoić.
      No i jeśli przytulenie uspokaja, przytul, ale jeśli przeciąga sprawę i dziecko bardziej się nakręca, to odczekaj z tym przytuleniem do końca awantury.
      To może być raz tak, raz tak, dziecko ma rózne nastroje, my też.
    • alfa1674 Re: przytul mnie 22.02.12, 16:13
      Z przerażeniem czytam niektóre wypowiedzi...
      Całkowity brak zasad, niech dzieci chodzą spać kiedy chcą, jak dziecko nie chce sprzątać to niech nie sprząta...

      Straszne jest, że jest taki pęd do bezstresowego wychowania.
      Widzę tutaj całą masę potencjalnych klientów programu "superniania"....

      W jakim świecie przyjdzie nam żyć?
      Co z zasadami, które obowiązują w życiu dorosłych?
      W jaki sposób przygotujemy dzieci do takiego życia?
      W życiu dorosłych jest przecież pełno zakazów, nakazów, norm i czy nam się to podoba czy nie musimy im się podporządkować albo poniesiemy tego konsekwencje.

      Trochę rozsądku by nie zaszkodziło.
      • morekac Re: przytul mnie 22.02.12, 17:05
        Widzę tutaj całą masę potencjalnych klientów programu "superniania"..
        mam wrażenie, że wcale nie tak dużo. Na razie zdaje się, że najzaciętsze propagatorki nie mają tego kłopotów zmuszających je do udania się do superniani.

        W życiu dorosłych jest przecież pełno zakazów, nakazów, norm i czy nam się to p
        > odoba czy nie musimy im się podporządkować albo poniesiemy tego konsekwencje.
        Poniesiemy. Ale w przypadku nieposprzątania nie musimy przepraszać i iść na karnego jeżyka w miejsce odosobnienia. ;-)
      • morekac Re: przytul mnie 22.02.12, 17:22
        niech dzieci chodzą spać kiedy chcą, jak dziecko nie chce sprzątać to niech nie sprząta...
        To nie są najważniejsze zasady w życiu. Powiedziałabym, że są to zasady dosyć drugorzędne z punktu widzenia dorosłego człowieka.
        • zofijkamyjka Re: przytul mnie 22.02.12, 20:39
          morekac napisała:

          > To nie są najważniejsze zasady w życiu. Powiedziałabym, że są to zasady dosyć d
          > rugorzędne z punktu widzenia dorosłego człowieka.

          Może i nie są nadrzędne ale bardzo ważne szczególnie w przypadku małych dzieci.
          • joshima Re: przytul mnie 22.02.12, 20:52
            zofijkamyjka napisała:

            > Może i nie są nadrzędne ale bardzo ważne szczególnie w przypadku małych dzieci.
            A dlaczego uważasz je za tak ważne, szczególnie w przypadku małych dzieci?
            • zofijkamyjka Re: przytul mnie 22.02.12, 20:58
              joshima napisała:

              > A dlaczego uważasz je za tak ważne, szczególnie w przypadku małych dzieci?

              wtedy dzieci czują sie bezpieczne. Małe dziecko potrzebuje mieć stały rytm dnia, stanowczego i zdecydowanego rodzica, który mu wyznacza zasady codziennego życia.
              • joshima Re: przytul mnie 22.02.12, 21:19
                zofijkamyjka napisała:

                > wtedy dzieci czują sie bezpieczne.
                Kiedy? Gdy nakazujesz im położyć się do łóżka nawet jeśli nie są śpiące? Czy gdy nakazujesz sprzątać nawet gdy nie mają ochoty i nie czuja potrzeby? Co to ma do poczucia bezpieczeństwa?

                > Małe dziecko potrzebuje mieć stały rytm dnia
                Małe dziecko potrzebuje też rodzica, który potrafi być nieco elastyczny i czasem uwzględnić różne okoliczności. A ten stały rytm dnia to nie jest ordnung co do minuty.

                Osobiście wolę położyć dziecko nawet godzinę później skoro widzę, że nie jest senne, niż walczyć z nim tę godzinę o zaśnięcie. Dosłownie wszystkim w domu oszczędza to zupełnie zbędnego stresu.
                • zofijkamyjka Re: przytul mnie 22.02.12, 22:20
                  joshima napisała:

                  > Kiedy? Gdy nakazujesz im położyć się do łóżka nawet jeśli nie są śpiące?

                  poprostu wyznaczasz stałe pory chodzenia spac i dbasz o to aby były przestrzegane. Regulujesz w ten sposób dziecku jego mały świat i stoisz na straży tego uregulowanego świata.

                  >Czy gdy nakazujesz sprzątać nawet gdy nie mają ochoty i nie czuja potrzeby? Co to ma
                  > do poczucia bezpieczeństwa?

                  Bardzo dużo. Odczuwa że ma przewodnika!

                  > Małe dziecko potrzebuje też rodzica, który potrafi być nieco elastyczny i czase
                  > m uwzględnić różne okoliczności. A ten stały rytm dnia to nie jest ordnung co d
                  > o minuty.

                  Małe dziecko lubi ordnung i go potrzebuje :-)


                  > Osobiście wolę położyć dziecko nawet godzinę później skoro widzę, że nie jest s
                  > enne, niż walczyć z nim tę godzinę o zaśnięcie. Dosłownie wszystkim w domu oszc
                  > zędza to zupełnie zbędnego stresu.

                  Jak ustalisz dziecku stałą godzinę to nie bedzie z czym wojować.
                  • joshima Re: przytul mnie 23.02.12, 08:22
                    zofijkamyjka napisała:

                    > poprostu wyznaczasz stałe pory chodzenia spac i dbasz o to aby były przestrzega
                    > ne. Regulujesz w ten sposób dziecku jego mały świat i stoisz na straży tego ure
                    > gulowanego świata.
                    Tocząc ciągłe wojny o to, żeby się położyło wtedy, gdy Tobie się wydaje, że powinno. Nonsens.


                    > Bardzo dużo. Odczuwa że ma przewodnika!
                    Można być doskonałym przewodnikiem dziecka nie brnąc w takie zbędne i bezsensowne konflikty.

                    > Małe dziecko lubi ordnung i go potrzebuje :-)
                    Bardzo ciekawa teoria. Niestety bez poparcia.


                    > Jak ustalisz dziecku stałą godzinę to nie bedzie z czym wojować.
                    Przeciwnie. Jeśli zdarzy się cokolwiek, co spowoduje, że dziecko nie będzie o tej godzinie senne, to mogę pęknąć a dziecko nie uśnie. Życie niestety nie poddaje się naszemu widzimisie. Jako osoba dorosła powinnaś o tym wiedzieć
                    • zofijkamyjka Re: przytul mnie 24.02.12, 17:22
                      joshima napisała:

                      > Tocząc ciągłe wojny o to, żeby się położyło wtedy, gdy Tobie się wydaje, że pow
                      > inno. Nonsens.

                      Chodzi o to aby wojen nie było albo żeby było ich minimalnie mało. Wojny z małymi dziećmi to toczą rodzice, które wprowadzają bardzo liberalne metody wychowacze i pozwalają małym dzieciom decydować w kwestiach które je przerastają. Te dzieci sa sfrustrowane bo nakłada sie nna te dzieci zbyt duzy ciężar, taki który powinna wziąc na siebie matka i ojciec. Rodzice często w dobrej zreszta wierze popełniaja taki błąd, zapominają że dziecko to nier jest dorosły człowiek. Dziecku jest potrzebny rodzic stanowczy zdecydowany i wiedzący co robi a nie mamałyga, która się o wszystko pyta kilkulatka i potem nie wie co z tym zrobić......

                      > Można być doskonałym przewodnikiem dziecka nie brnąc w takie zbędne i bezsensow
                      > ne konflikty.

                      Ale nie ma żadnych konfliktów. Konflikty między dorosłym a kilkulatkiem nie powinny miec miejsca.

                      > Bardzo ciekawa teoria. Niestety bez poparcia.

                      Alez z poparciem. Popytaj specjalistów. Dziecko czuje się bezpieczne jak czuje kto jest przeowodnikiem i kto wyznacza zasady i kto ich pilnuje. Dzieci zagubione w relacjach kto jest kim w rodzinie i kto w niej decyzduje sa nieszczesliwe
                      z czym wojować.

                      > Przeciwnie. Jeśli zdarzy się cokolwiek, co spowoduje, że dziecko nie będzie o t
                      > ej godzinie senne, to mogę pęknąć a dziecko nie uśnie. Życie niestety nie podda
                      > je się naszemu widzimisie. Jako osoba dorosła powinnaś o tym wiedzieć

                      Jak rozregulujesz dziecku jego zegar biologiczny to takie "cokolwiek" bedziesz miec codziennie.
                      • joshima Re: przytul mnie 24.02.12, 18:58
                        zofijkamyjka napisała:

                        > Chodzi o to aby wojen nie było albo żeby było ich minimalnie mało. Wojny z mały
                        > mi dziećmi to toczą rodzice, które wprowadzają bardzo liberalne metody wychowacze
                        Dość dziwna teza. Czyżbyś chciała mi wmówić, że toczę ze swoim dzieckiem wojny? Gwarantuję Ci, że jest absolutnie odwrotnie.


                        > i pozwalają małym dzieciom decydować w kwestiach które je przerastają.
                        Kwestia jestem śpiący, czy nie, nie przerasta małego dziecka. Tak samo jak Ciebie. Po prostu to wiesz.

                        > Te dzieci sa sfrustrowane
                        Zapraszam na kawę. Może będziesz mogła zweryfikować swoją definicję sfrustrowanego dziecka. Moje dziecko samo decyduje, czy chce się położyć na dzienną drzemkę czy nie. O tempora, o mores!

                        > Ale nie ma żadnych konfliktów. Konflikty między dorosłym a kilkulatkiem nie pow
                        > inny miec miejsca.
                        Ha ha ha. Rzeczywiście to nie konflikt, kiedy dorosły nie zważając na nic zmusza dziecko np do położenia się spać gdy ono nie jest senne i płacze zamiast spokojnie spać. To ja jestem ciekawa co w Twoim przekonaniu jest konfliktem.

                        > Jak rozregulujesz dziecku jego zegar biologiczny to takie "cokolwiek" bedziesz
                        > miec codziennie.
                        Gwarantuję Ci, że nie.
                        • mama303 Re: przytul mnie 24.02.12, 19:49
                          joshima napisała:

                          > Dość dziwna teza. Czyżbyś chciała mi wmówić, że toczę ze swoim dzieckiem wojny?
                          > Gwarantuję Ci, że jest absolutnie odwrotnie.

                          A skad ja mam wiedziec co Ty robisz ze swoim dzieckiem i cyz tocyzsy cyz nie tocyzsy wojen. A może Ci sie cos wydaje. zresztą nie robię osobistych wycieczek do Twojego dziecka.


                          > Kwestia jestem śpiący, czy nie, nie przerasta małego dziecka. Tak samo jak Cieb
                          > ie. Po prostu to wiesz.

                          Mnie nie przerasta ale dziecko i owszemi to bardzo często. Robisz podstawowy błąd jaki popełniają rodzice: przeceniasz mądrośc i rozsądek dziecięcy.

                          > Ha ha ha. Rzeczywiście to nie konflikt, kiedy dorosły nie zważając na nic zmusz
                          > a dziecko np do położenia się spać gdy ono nie jest senne i płacze zamiast spok
                          > ojnie spać. To ja jestem ciekawa co w Twoim przekonaniu jest konfliktem.

                          A co Ty tak o tych konfliktach? Ja nie rozumiem jak mozna miec konflikt z kilkulatkiem. Ludzie zapominają że sa dorośli. Znów zachwiane proporcje i relacje.

                          • joshima Re: przytul mnie 24.02.12, 19:56
                            mama303 napisała:

                            Masz dwa nicki?
              • e-kasia27 Re: przytul mnie 22.02.12, 21:34
                A jak chodzą spać, kiedy chcą, to nie czuja się bezpieczne?
                Dlaczego tak uważasz?

                Chodzenie spać kiedy się chce, nie oznacza braku stałego rytmu dnia.
                Tylko, że ten rytm jest ustalony przez dziecko, a nie narzucony przez rodzica.

                Moja 3,5latka np. wstaje o godzinie 8-9, potem śpi przeważnie od 15 do 18, idzie spać o 22 i sama sobie taki rytm ustaliła i o 9. 30 sama ciągnie mnie do sypialni, że chce spać, żeby jej poczytać. Czasem w dzień nie śpi, bo nie jest śpiąca, ale wtedy już o 8 chce iść spać.

                Jakieś pół roku temu wyglądało to tak:
                wstawanie ok.7, spanie 11-13, spanie 16-18, spanie nocne 22.

                A jeszcze wcześniej wstawała o 6, ale spała w dzień trzy razy po dwie godziny.

                Rytm, jak widać się zmienia, ale ilość godzin snu jest w zasadzie stała ok.13godz.
                Dlaczego miałabym zmuszać dziecko do spania w innych godzinach?
                Śpi wtedy, gdy jest zmęczona i czuje taką potrzebę i tyle, ile chce.



              • morekac Re: przytul mnie 23.02.12, 00:31
                Podejrzewam, że to całe gadanie o konieczności zachowania codziennego rytmu w dużej mierze wynika po prostu z tego, że dorosłym jest z tym wygodniej. ;-)
                • joshima Re: przytul mnie 23.02.12, 08:24
                  morekac napisała:

                  > Podejrzewam, że to całe gadanie o konieczności zachowania codziennego rytmu w d
                  > użej mierze wynika po prostu z tego, że dorosłym jest z tym wygodniej. ;-)
                  Ja sądzę, że jest jeszcze gorzej. Dorosłym się wydaje, że tak jest wygodniej. No bo co to za wygoda toczyć codzienne awantury o to, żeby dziecko położyło się spać wtedy gdy mama uważa, że powinno, mimo, że ono wcale nie jest śpiące?
                  • morekac Re: przytul mnie 23.02.12, 09:15
                    Właściwie miałam na myśli sytuację, kiedy dziecko zasypia bez problemów i zawracania głowy o godz. 20-tej. ;-)
                    Bo jeśli zasypia po 2 godzinnym usypianiu o godz. 22-giej - to jest mniej fajnie. Nigdy zresztą nie byłam zwolenniczką takiego samoumartwiania się przez rodzica.
                • zofijkamyjka Re: przytul mnie 24.02.12, 17:07
                  morekac napisała:

                  > Podejrzewam, że to całe gadanie o konieczności zachowania codziennego rytmu w d
                  > użej mierze wynika po prostu z tego, że dorosłym jest z tym wygodniej. ;-)

                  Odwrotnie, jak zachowujemy pewien stały rytm dnia to całej rodzinie jest wygodnie a małemu dziecku spokój i porzadek jest wyjątkowo potrzebny aby emocjonalnie nie być ciągle pobudzanym i zaskakiwanym.
          • e-kasia27 Re: przytul mnie 22.02.12, 21:17
            A czemu miały by być ważne w przypadku małych dzieci?
            • Gość: justcam do e-kasi IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 21:57
              odp. byś mi na mój post do Ciebie z poprzedniej strony ?
              • e-kasia27 Re: do e-kasi 22.02.12, 22:54
                Chodzi o ten przykład z chłopcem, zapewne.
                Ale co ja ci mam tu odpowiedzieć?
                Nie znam tych ludzi, ani ich dziecka.
                Wiem, tylko to, co ty napisałaś, a twoja opinia może być zupełnie nietrafiona.

                Może to dziecko ma jakiś defekt, o którym ty nie wiesz i dlatego ma problem z poczuciem własności?
                (większość dzieci faktycznie uczy się tego do 3 lat i to na ogól niezależnie od tego, jak są wychowywane, chociaż, im dziecko bardziej restrykcyjnie wychowywane, to tym trudniej taką naukę przechodzi)
                Może ci ludzie wcale nie są tacy super, jak ci się z wierzchu wydają?

                To, że ktoś został psychologiem wcale nie gwarantuje tego, że jest dobrym i rozumnym człowiekiem(weź choćby przykład Samsona), i że potrafi wychować własne dziecko.

                A tak z drugiej strony patrząc, to co w tym złego, że dziecko daje do zabawy te rzeczy, których nie lubi?
                Czy ty pożyczysz koleżance swoją ukochaną torebkę, za którą zapłaciłaś majątek, wiedząc, że ona np. nie dba o rzeczy i że może ci ją zniszczy?

                Dzieci(niektóre) mają bardzo duże poczucie własności i za nic nie chcą, żeby ktoś dotykał ich rzeczy. Są to na ogół dzieci z jakimiś problemami np. zespół Aspergera, ale nie koniecznie.







                • Gość: justcam Re: do e-kasi IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 22.02.12, 23:49
                  a no wiem że nie znasz nikt tu sie nie zna a jednak toczą sie dyskusje...
                  znam tego chłopca od dawna nie wydawało mi sie aby miał jakiś defekt
                  Ci ludzie sa napewno super i staraja sie jak mogą aby wychowywać bezstresowo i najlepiej jak potrafią- znam ich dobrze to dojrzali ludzie do tego spokojni i mający b.dobre wartości. Pewnie że bycie psychologiem,niczego nie gwarantuje chodziło mi bardziej o pewien poziom przynajmniej inteligencji , mama to też wykształcona kobieta, ale o prócz tego to sa mądrzy ....
                  > A tak z drugiej strony patrząc, to co w tym złego, że dziecko daje do zabawy te
                  > rzeczy, których nie lubi?
                  no bo to niby jest ta nauka dzielenia według rodziców no i niby jak da te rzeczy to niby problem załatwiony bo potrafi sie dzielić? to taka bezstresowa nauka dzielenia. Aczkolwiek jak przychodzi co do prawdziwego podzielenia sie czy nawet dotknięcia wpada w szał.... tak to o sobie decyduje ten mały człowiek, a to że decydować jeszcze nie potrafii no to własnie takie są tego efekty.
                  > Czy ty pożyczysz koleżance swoją ukochaną torebkę, za którą zapłaciłaś majątek,
                  > wiedząc, że ona np. nie dba o rzeczy i że może ci ją zniszczy?
                  jeśli chodzi o torebke to nie ma tak owej abym miała problem sie z nią podzielić :-) ale nie czepiajac sie jest może coś innego co by było ważne aczkolwiek i tak jestem wstanie sie podzielić tym czymś. Aczkolwiek rozumiem że można miec coś wyjatkowego czego nie chciał by aby dotykało inne dziecko czy pare nawet takich przedmiotów ale nie jesli to większość...
                  >
                  > Dzieci(niektóre) mają bardzo duże poczucie własności i za nic nie chcą, żeby kt
                  > oś dotykał ich rzeczy.
                  może i są, ale ten chłopiec ma sporo róznych tego typu zachowań w wielu innych kwestiach nie tylko dzielenia. On poprostu unikną wielu nauk za przyzwoleniem rodziców z powodu tego aby sie nie stresował zosały pominięte. Tak to o sobie decydował ten chłopiec, a rodzice wsłuchali sie w jego potrzeby. Teraz bardzo cięzko funkcjonuje w szkole - ten system jest nie dla niego - powoduje że jest nieszczęśliwy itd. w grupie też cięzko mu idzie ... bawi się głównie z tymi co go słuchają i wykonują jego polecenia nikt nic nie może mu powiedziec ani zwrócic mu uwagi....bo wtedy jest też atak. Taki mały terrorysta ;-) świadomie często gra przed rodzicami zwłaszcza mamą która zawsze mu ufa, a on to niestety odwraca jest nie fer , juz nie raz miałam okazje zaobserwowac jak symuluje coś aby odwrócić uwagę mamy od tego co zrobił źle....
                  • morekac Re: do e-kasi 23.02.12, 00:21
                    A dlaczego uważasz, że kilkulatek nie może decydować o swoich zabawkach? To, że wpada w szał - jest naganne, ale dlaczego ma nie decydować, jaką swoją zabawkę da innemu dziecku?
                    Ma 7 lat, nie jest na to za mały.

                    znam tego chłopca od dawna nie wydawało mi sie aby miał jakiś defekt
                    pamiętaj, że to dziecko psychologa - a szewc bez butów chodzi.

                    Teraz bardzo c
                    > ięzko funkcjonuje w szkole - ten system jest nie dla niego - powoduje że jest n
                    > ieszczęśliwy itd. w grupie też cięzko mu idzie ..
                    Są takie dzieci niezależnie od sposobu wychowania - czy są wychowywane stresowo czy bezstresowo - po prostu nie wszyscy funkcjonują świetnie w grupach, zaś kłótnie między dziećmi to norma. Naprawdę aż tak nie dramatyzuj. Może się jeszcze trochę wyrobi, ostatecznie wchodzi w wiek, w którym grupa nabiera większego znaczenia, a nieco maleje znaczenie rodziców.
                    BTW:Czy on nie chodził do przedszkola?
                    • justcam Re: do e-kasi 24.02.12, 11:33
                      > A dlaczego uważasz, że kilkulatek nie może decydować o swoich zabawkach? To, że
                      > wpada w szał - jest naganne, ale dlaczego ma nie decydować, jaką swoją zabawkę
                      > da innemu dziecku?
                      > Ma 7 lat, nie jest na to za mały.
                      Dletego że zawsze decydował o nich w 100% a dziś efekt jest taki że właściwie nie potrafi się nimi dzielić, a poczucie własności tak wysoko w sobie rozwiną, że nawet wejście do jego pokoju odbiera jako zagrożenie, a dotykanie jego własności jako atak który wprowadza go w szał - właśnie dlatego wydaje mi sie niebezpieczne zostawienie tej kwestii totalnie w rekach dziecka. Dodam że nie zawsze tak było gdy miał trzy latka bez problemu mozna było wejść do jego pokoju i zabawkami którymi sie nie bawił swobodnie mogło się bawić inne dziecko. Wygląda to troche jak by sobie wypracował takie wielkie poczucie własności i nieumiejetności poradzenia sobie z emocjami gdy inne dziecko jednak wejdzie do jego pokoju i czegoś dotknie bo nigdy nikt od niego tego nie wymagał a wręcz przeciwnie pozostawiał mu w tym władzę i poczucie tej władzy.
                      Jeśli chodzi o to wyznaczenie zabawki którą niby sie dzieli to dla mnie to jedna wielka ściema ...są to takie zabawki które równie dobrze mógłby wyrzucic do kosza na smieci bo ich nie lubi - czy to dla ciebie jest dzielenie? zresztą bez ukrywania od razu było powiedziane że ten chłopiec nie chce tych zabawek ....i można je zabrać
                      • morekac Re: do e-kasi 24.02.12, 12:46
                        Osobiście jako 7-latka ewakuowałam swoje zabawki przed kuzunkiem i wcale nie miałam ochoty, żeby ich dotykał, więc rozumiem nieco owo dziecię - na straty należy dać to, czego się nie lubi, a nie to - co się lubi.
                        Być może młody nie tylko rozwinął w sobie poczucie własności, co po prostu nie przekonał się, że zabawa zabawkami z innymi dziećmi może być całkiem fajna. I że nie zawsze wiąże się ze stratą zabawki. Poza tym - gdyby mówił - 'nie chcę, żebyś się bawił moimi zabawkami', a nie wył jak potępiony - nawet nie czepiałabym się jego zachowania. Nie chce, to nie chce - jego strata.

                        są to takie zabawki które równie dobrze mógłby wyrzucic do k
                        > osza na smieci bo ich nie lubi - czy to dla ciebie jest dzielenie
                        A może jakiś miły, acz nieznajomy człowiek chciałby podzielić się z Tobą twoim samochodem?
                        • Gość: justcam Re: IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 24.02.12, 13:52
                          > są to takie zabawki które równie dobrze mógłby wyrzucic do k
                          > > osza na smieci bo ich nie lubi - czy to dla ciebie jest dzielenie
                          > A może jakiś miły, acz nieznajomy człowiek chciałby podzielić się z Tobą twoim
                          > samochodem?
                          pewnie że tak nie jeden taki chodzi na tym świecie :-)
                          > Osobiście jako 7-latka ewakuowałam swoje zabawki przed kuzunkiem i wcale nie mi
                          > ałam ochoty, żeby ich dotykał, więc rozumiem nieco owo dziecię - na straty nale
                          > ży dać to, czego się nie lubi, a nie to - co się lubi.
                          w takim razie dla mnie to dość ograniczona perspektywa. Poza tym może w Twoim przypadku to byl 1 kuzyn który wiedziałaś że niszczy zabawki, a w jego przypadku każdy jest potencjalnym zagrożeniem jego własności.

                          > Być może młody nie tylko rozwinął w sobie poczucie własności, co po prostu nie
                          > przekonał się, że zabawa zabawkami z innymi dziećmi może być całkiem fajna. I ż
                          > e nie zawsze wiąże się ze stratą zabawki.
                          Napewno nigdy nie stracił owej zabawki poniważ jego rodzice by do tego nie dopuścili . Z dziećmi bawić się może ale najlepiej u kogoś w tedy gdy może bawić się swobodnie czyimiś zabawkami u kogoś w pokoju.
                          Zaczyna mnie dziwić Twoje zrozumienie dla chłopca, chyba mamy inne poczucie wagi dla przedmiotów martwych. Osobiście nie chciała bym nigdy wychować człowieka dla którego przedmioty materialne maja tak silne znaczenie i jest od nich ta bardzo zależny...Niestety nie była bym wstanie swobodnie zaakceptować że taki niby jest mój syn więc niech taki zostanie chyba że miałby jakies uposledzenia. Niestety w tym omawianym przypadku obawiam się że te cechy zostały w nim ukształtowane przez przyzwolenie i dania mu prawa w 100% do podejmowania decyzji w tych i wielu innych kwestiach.
                          Po za tym to chore, że zaprasza sobie gości , bo jeśli dzieci przychodzą to też za jego zgodą, a nastepnie wszystkich terroryzuje, że nikt nic nie moze dotknać ani zobaczyć...
                          • morekac Re: 24.02.12, 15:04
                            Cóż, mnie dziwi takie podejście, że jeśli ktoś nie chce czegoś dać, to trzeba zabrać to na siłę. Nawet w celach edukacyjnych, a nie - rabunkowych.
                            Stąd nie rozumiem, dlaczego tak strasznie dziwisz się rodzicom owego chłopca, że tego nie robili. Ja też nie zabierałabym dziecku na siłę zabawek i też uważałabym, że skoro te zabawki są jego, to ma prawo ich nie dawać.
                            Bardzo martwiłabym się takim zachowaniem dziecka - że jest mało elastyczny i zupełnie odporny na próby jakichkolwiek negocjacji czy ze strony dorosłych czy - przede wszystkim - innych dzieci. Oraz aż tak zafiksowany na rzeczach- bo to bywa po prostu niebezpieczne.
                            Ale nie sądzę, żebym zmuszała go do dzielenia się zabawkami.
                            • joshima Re: 24.02.12, 16:34
                              morekac napisała:

                              > Bardzo martwiłabym się takim zachowaniem dziecka - że jest mało elastyczny i zu
                              > pełnie odporny na próby jakichkolwiek negocjacji czy ze strony dorosłych czy -
                              > przede wszystkim - innych dzieci. Oraz aż tak zafiksowany na rzeczach- bo to b
                              > ywa po prostu niebezpieczne.
                              > Ale nie sądzę, żebym zmuszała go do dzielenia się zabawkami.
                              No widzisz. Ty byś się zmartwiła i pewnie szukała przyczyn i sposobów. Inni wolą iść na skróty, nakazać, zakazać, zmusić, ukarać i po sprawie.
                              • Gość: justcam Re: IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 24.02.12, 17:50
                                Ty byś się zmartwiła i pewnie szukała przyczyn i sposobów. Inni wol
                                > ą iść na skróty, nakazać, zakazać, zmusić, ukarać i po sprawie.

                                hmm nie wiem czy ukarać , ale zdrugiej strony mam okazje zaobserwować co się dzieje gdy rodzice przyzwalają takiemu dziecku od maleńkości na posiadanie takich samych praw jak dorosły o decydowaniu o sobie w bardzo wielu kwestiach... jakos brak tych wspaniałych efektów o których wspomina na tym forum wiele osób... poprostu z tego chłopca zrobił się trudny człowiek, który jest pępkiem tego swiata....
                                • joshima Re: 24.02.12, 18:59
                                  Gość portalu: justcam napisał(a):


                                  > hmm nie wiem czy ukarać , ale zdrugiej strony mam okazje zaobserwować co się dz
                                  > ieje gdy rodzice przyzwalają takiemu dziecku od maleńkości na posiadanie takich
                                  > samych praw jak dorosły o decydowaniu o sobie w bardzo wielu kwestiach... jako
                                  > s brak tych wspaniałych efektów o których wspomina na tym forum wiele osób... p
                                  > oprostu z tego chłopca zrobił się trudny człowiek, który jest pępkiem tego swia
                                  > ta....
                                  Zatem zapraszam do siebie.
                                  • Gość: justcam Re: IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 24.02.12, 21:40
                                    dzięki naprawde gdyby to było możliwe to z chęcią bym wpadła :-)
                                    w takim razie wychodzi mi na to że wszystko zależy od tego jakie mamy dzieci u jednych wspomniana metoda sie sprawdza a u innych niestety nie...
                                    • joshima Re: 25.02.12, 09:37
                                      A może to zależy jak się metodę realizuje. Mimo iż wiele osób próbuje mi wmówić, że skoro nie biję nie krzyczę, nie stawiam do kąta i często ustępuję dziecku to znaczy że na wszystko dziecku pozwalam to zapewniam Cię, że tak nie jest. To jest chyba istota.
                                      • morekac Re: 25.02.12, 11:14
                                        Z drugiej strony mam wrażenie, że osoby twierdzące, że 'bezstresowe wychowanie jest do kitu, a d... nie szklanka" (i nie mam tu na myśli Schera) swoje działania wychowawcze ograniczają do wrzasku i klapsa, ewentualnie bezmyślnego kopiowania durnowatych systemów kar i nagród rodem z tvn.
                                        • Gość: justcam Re: IP: *.5-4.cable.virginmedia.com 25.02.12, 12:45

                                          > Z drugiej strony mam wrażenie, że osoby twierdzące, że 'bezstresowe wychowanie
                                          > jest do kitu, a d... nie szklanka" (i nie mam tu na myśli Schera) swoje działa
                                          > nia wychowawcze ograniczają do wrzasku i klapsa, ewentualnie bezmyślnego kopiow
                                          > ania durnowatych systemów kar i nagród rodem z tvn.
                                          Takie stwierdzenia to już nie dyskusja - prowadzą do nikąd
                                          a mnie temat naprawdę interesuje , ale niestety wiekszość osób zeszła z tematu przypisując przeciwnej stronie odp. gęby
                                          osobiście napewno nie jestem zwolennikiem kar i bicia, a zarazem mam obraz dzieci chowanych metodami bardzo zbliżonymi do założeń z pozycji pt antypedagogika i niestey dostrzegam słabości czy niebezpiczeństwa jakie niesie ze sobą taka metoda wychowawcza choć teoretycznie naprawde mi się podoba.
                                          • joshima Re: 25.02.12, 13:51
                                            Gość portalu: justcam napisał(a):

                                            > Takie stwierdzenia to już nie dyskusja - prowadzą do nikąd
                                            A czym one się różnią od durnych komentarzy na temat metody wychowania bez klapsów i kar?

                                            > niestey dostrzegam słabości czy niebezpiczeństwa jakie niesie ze sobą taka me
                                            > toda wychowawcza choć teoretycznie naprawde mi się podoba.
                                            Każda metoda niesie ze sobą niebezpieczeństwa, szczególnie jeśli się ją źle pojmuje i bezrefleksyjnie wypacza.
                                          • morekac Re: 26.02.12, 08:14
                                            Takie stwierdzenia to już nie dyskusja - prowadzą do nikąd
                                            A musi prowadzić dokądś? Ani Scher nie zrezygnuje ze swoich poglądów, ani Ekasia - i być może te ich systemy to są całkiem dobre metody dla tych konkretnych dzieci Nie ma jednego przepisu na wychowanie dzieci, nie ma tak prosto.
                                            Z moimi własnymi córkami muszę postępować inaczej - bo są różne. Rzekłabym, że jedną trzeba przycisnąć tam, gdzie drugiej trzeba już odpuścić.

                                            choć teoretycznie naprawde mi się podoba.
                                            Mnie też - jako ogólna ideologia. W praktyce dorosły musi jednak uznać, że istnieje coś takiego, jak jego granice i granice innych ludzi.
                                            • joshima Re: 26.02.12, 09:55
                                              morekac napisała:

                                              > choć teoretycznie naprawde mi się podoba.
                                              > Mnie też - jako ogólna ideologia. W praktyce dorosły musi jednak uznać, że istn
                                              > ieje coś takiego, jak jego granice i granice innych ludzi.
                                              Ale przecież to oczywiste. Nie wiem dlaczego uważasz że to o czym tu była mowa wyklucza poszanowanie granic innych?
                                              • morekac Re: 26.02.12, 19:33
                                                To, co pisała Ekasia to raczej zaprzecza postawieniu zdrowej granicy ze strony mamy.

                                                ' Kobieto, jeśli dla ciebie
                                                - twoje zdrowie
                                                - twój kręgosłup
                                                - twój wolny czas
                                                - twoja praca
                                                - twoja książka

                                                są ważniejsze niż TWOJE DZIECKO

                                                i do tego czujesz się jak idiotka dlatego, że musisz się schylać przez 30 minut dziennie, by pozbierać zabawki po swoim dziecku, które ona samo rozrzuciło (MOWA O TRZYLATKU PRZECIEŻ!!!!!) "
                                                Kredki dziecka są ważniejsze...
                                                • joshima Re: 26.02.12, 20:48
                                                  morekac napisała:

                                                  > To, co pisała Ekasia to raczej zaprzecza postawieniu zdrowej granicy ze strony
                                                  > mamy.
                                                  Możliwe, nie czytałam wszystkich jej wypowiedzi.
                                                  • e-kasia27 Re: 27.02.12, 10:08
                                                    To przeczytaj, bo Morekac wypaczyła sens mojej wypowiedzi wyrywając zdanie z kontekstu wypowiedzi, i dopisując na końcu, że kredki są ważniejsze.

                                                  • morekac Re: 27.02.12, 11:23
                                                    Nie wyrwałam twojej wypowiedzi z kontekstu. Zacytowałam ją z użyciem cudzysłowu (albo czegoś w tym stylu) i w całości.
                                                    Ale tak, odebrałam to tak, że dla Ciebie kredki dziecka są ważniejsze od maminego dobrostanu - i nic na to nie poradzę.
                  • e-kasia27 Re: do e-kasi 23.02.12, 00:42
                    Wiesz co, nie wiem, co masz na myśli mówiąc o wychowaniu bezstresowym.
                    Nie wiem, co tamci ludzie uważają za wychowanie bezstresowe i co starają się zrobić.
                    Nie wiem, czy to dziecko jest całkiem zdrowe.

                    Ale jeśli w szkole dziecko ma takie problemy, jak opisałaś, to na pewno coś jest nie tak, jak powinno być. Może zawinili rodzice, może biologia.

                    Jedno jest pewne, to nie ma nic wspólnego z tym, o czym ja tutaj piszę.
                    To o czym piszę, to nie jest wychowanie bezstresowe(jakkolwiek by tego terminu nie rozumieć), bo stresu nie da się obejść, zawsze jakiś się trafi. Stres jest nieodłączną częścią życia i człowieka dorosłego i dziecka. A zadaniem rodzica jest nauczyć dziecko ze stresem sobie radzić.
                    Ja tylko mówię, że nie można dziecka wychowywać w sposób siłowy, że nie należy stosować nakazów, zakazów(te dopuszczam w wyjątkowych przypadkach dotyczących bezpieczeństwa) i kar, że nie należy dziecka zmuszać do posłuszeństwa przemocą, ani fizyczna, ani psychiczną.
                    Bo posłuszeństwo wymuszone strachem (przed karą) jest nic nie warte.
                    Gdy dziecko podrośnie, gdy przestanie się bać kary, to oleje rodzica i będzie robiło, co będzie chciało, a wtedy rodzic będzie tu pisał posty: co mam zrobić, moje dziecko się nie uczy, jest agresywne, wagaruje, bierze narkotyki, itp.itd.
                    Przemoc, jaka by ona nie była, zawsze rodzi przemoc.
                    Jeśli chcesz aby dziecko wyrosło na mądrego, dobrego człowieka musisz je chronić przed przemocą.
                    Zmuszanie dziecka karami, do wykonywania czegokolwiek, to już jest przemoc.
                    Zwłaszcza w przypadku trzylatka, albo młodszego dziecka, które jeszcze w ogóle nie rozumie i nie jest w stanie pojąć przyczyny tej kary.
                    • justcam Re: do e-kasi 24.02.12, 11:12
                      hm no właśnie jakoś czytajac Twoje wcześniejsze posty właśnie wydawało mi się że wychowanie tego chłopca ma wiele wspólnego z tym co opisujesz. Przypadek tego chłopca i tej rodziny jest najbardziej charakterystyczny, ale nie mogę oprzec sie wrażeniu że u dwójki pozostałych rodzin też zauważam pewne specyficzne braki w umiejetnościach przez to że pozwalano dzieciom decydować samemu o sobie i zostawiano im sporo luzu przez to także uniknęły sporej części nauk tyle że są to dziewczynki i generalnie wydają się być spokojniejsze o łagodnym usposobieniu więc te problemy nie przybierają takiego wymiaru.
                      Mnie teoretycznie bardzo podobaja sie takie założenia ale nie mam niestety wokół wzorca który ukazał by w praktyce że te dzieci emocjonalnie lepiej się rozwijają. Niestety raczej zauważam podstawowe braki u tych dzieci, które akurat mnie otaczają. I ktoś na poprzedniej stronie przytoczył takie opowiadanko, które zostało skrytykowane to niestety ja je czytając zauważyłam w nim właśnie pewien realizm i jednak mam wrażenie że może u nie których rodzin taki właśnie efekt przybiera właśnie wychowanie w duchu antypedagogiki , moze w zależności o tego jakie ma się dzieci....
                      • e-kasia27 Re: do e-kasi 24.02.12, 12:09
                        Według nie raczej od tego, jak rodzice to realizują.
                        Bo niestety bardzo często jest tak, że takie 'bezstresowe", jak to nazywasz, wychowanie polega na tym, że faktycznie zostawia się dziecko samopas i w ogóle nie ingeruje w to co i jak robi.

                        Ale to nie jest wychowanie, to jest brak wychowania. I wtedy faktycznie wyrośnie dzikus, który nie ma pojęcia, jak i gdzie ma się zachować, bo nikt nawet nie próbował mu tego powiedzieć.
                        • zofijkamyjka Re: do e-kasi 24.02.12, 17:59
                          e-kasia27 napisała:

                          > I wtedy faktycznie wyrośni
                          > e dzikus, który nie ma pojęcia, jak i gdzie ma się zachować, bo nikt nawet nie
                          > próbował mu tego powiedzieć.

                          Ale po co dziecku cokolwiek narzucać? niech robi to na co ma ochotę! :P
                          Sama sie gubisz w tych swoich utopiach
                          • joshima Re: do e-kasi 24.02.12, 19:00
                            zofijkamyjka napisała:

                            > Ale po co dziecku cokolwiek narzucać? niech robi to na co ma ochotę! :P
                            > Sama sie gubisz w tych swoich utopiach
                            Nie. To po prostu Ty nie umiesz czytać ze zrozumieniem i wmawiasz innym coś czego nie głoszą.
                          • e-kasia27 Re: do e-kasi 24.02.12, 19:33
                            Jak widzisz po tym wątku (przecież nie tylko ze mną się spierasz!), nie tylko ja mam takie utopijne podejście do wychowania dzieci i całe szczęście, że nie tylko ja, bo przynajmniej część dzieci ma normalne dzieciństwo, i wyrośnie na porządnych, mądrych ludzi, którzy będą potrafili tak samo kochać i szanować swoje dzieci, jak sami byli kochani i szanowani przez swoich rodziców.

                            W niczym się nie gubię.
                            Nic nie poradzę na to, że nie jesteś w stanie tego zrozumieć.
                            Czuję się bezsilna, chcąc ci (i innym, którzy myślą tak jak ty), to wytłumaczyć, bo to jest tak, jakbym chciała niewidomemu od urodzenia człowiekowi wytłumaczyć, czym się różni kolor niebieski od czerwonego.
                            No po prostu się nie da!

                            Ci, którzy się ze mną zgadzają z pewnością wiedzą, o czym mówię, a pozostali... no cóż, pozostali muszą jeszcze trochę dojrzeć, nabrać doświadczenia, przekonać się na własnej skórze, żeby zrozumieć.
                            • joshima Re: do e-kasi 24.02.12, 19:41
                              e-kasia27 napisała:

                              > Nic nie poradzę na to, że nie jesteś w stanie tego zrozumieć.
                              > Czuję się bezsilna, chcąc ci (i innym, którzy myślą tak jak ty), to wytłumaczyć
                              > , bo to jest tak, jakbym chciała niewidomemu od urodzenia człowiekowi wytłumacz
                              > yć, czym się różni kolor niebieski od czerwonego.
                              > No po prostu się nie da!
                              Myślę nawet, że jest o wiele gorzej. Bo taki niewidomy to może nawet chciałby zrozumieć zamiast się kłócić z Tobą, że mu źle mówisz :P A jak ktoś nie chce zrozumieć to cóż.
                              • e-kasia27 Re: do e-kasi 26.02.12, 16:03
                                Joshima, masz może córki?

                                Bo ja mam dorastającego syna i jak sobie pomyślę, że moja przyszła synowa będzie tak moje wnuki tresować, zakazywać, nakazywać, wymuszać posłuszeństwo karami i jeszcze się kazać za to przepraszać, jakieś tablice obowiązków stosować, stanie w kącie, albo karnego jeżyka, to mnie przerażenie ogarnia!

                                Informacja dla tych, które zaraz na mnie naskoczą, że wredną teściową będę, że mój syn to maminsynek i że sama chcę synowi żonę znaleźć: - TO TYLKO ŻART.

                                Nie zamierzam synowi żony szukać, ale miło by było wiedzieć, że są też całkiem normalne, zwyczajne dziewczyny, z którymi można się dogadać, dla których matka -to nie wróg numer jeden i które będą potrafiły kochać swoje dzieci.
                                Jak tak patrzę po koleżankach i ich układach z rodzicami, to jakoś czarno to widzę!
                                • joshima Re: do e-kasi 26.02.12, 20:51
                                  e-kasia27 napisała:

                                  > Joshima, masz może córki?
                                  Mam córkę. Drugie tez prawdopodobnie będzie córką. Niestety obie za młode, dla Twojego dorastającego syna ;)

                                  > Nie zamierzam synowi żony szukać, ale miło by było wiedzieć, że są też całkiem
                                  > normalne, zwyczajne dziewczyny, z którymi można się dogadać,
                                  Są, są. Ja się nie dałam złamać :P
                                  • e-kasia27 Re: do e-kasi 27.02.12, 10:09
                                    Dzięki za pocieszenie, może starsze też gdzieś są.
                                    Oby taką znalazł!
      • joshima Re: przytul mnie 22.02.12, 17:41
        alfa1674 napisała:

        > Z przerażeniem czytam niektóre wypowiedzi...
        > Całkowity brak zasad, niech dzieci chodzą spać kiedy chcą, jak dziecko nie chce
        > sprzątać to niech nie sprząta...
        Twoja wypowiedź świadczy jedynie o tym, że powinnaś chyba jeszcze raz przeczytać i bardziej się do tego przyłożyć, bo masz problemy z rozumieniem tekstu pisanego.

        > Co z zasadami, które obowiązują w życiu dorosłych?
        To są zasady dla dorosłych. A tak na marginesie. Zawsze mi się wydawało, że dorośli chodzą spać kiedy chcą a nie kiedy im się każe (no może za wyjątkiem wojska i zakładu karnego)

        > W jaki sposób przygotujemy dzieci do takiego życia?
        Stopniowo w miarę ich rozwoju.
    • alfa1674 Re: przytul mnie 23.02.12, 09:02
      Do autorki wątku, o ile jeszcze zagląda tu na forum...

      Ktoś tu na forum przytoczył przykład "sprzątania" zabawek do worka. Ten sposób u moich dzieci sprawdził się w 100%. To był ich JEDYNY obowiązek w domu. Uprzątnąć zabawki wieczorem, żeby można było spokojnie przejść przez pokój.
      Kiedy moje prośby nie skutkowały przynosiłam kosz i "wyrzucałam" zabawki.

      Każdy z nas ma pewne obowiązki. Do moich należy praca, sprzątanie domu, gotowanie obiadu, pranie, prasowanie a do dzieci sprzątanie zabawek na koniec dnia.
      Starszy syn 12 latek jest tak zorganizowany, że nawet nie musi sprzątać swojego pokoju bo zawsze ma tam porządek. No ale taki ma charakter.
      Młodszy 3,5 latek to bałaganiarz, całkowite przeciwieństwo starszego, ale kiedy poszedł do przedszkola usłyszałam od przedszkolanki, że jako nieliczny z grupy sprząta zabawki po sobie. Zaskoczyło mnie, że w ogóle poruszyła ten temat, ale okazuje się, że dzieci nie mają ŻADNYCH obowiązków w domu. Teraz ona - przedszkolanka musi uczyć tego dzieci, że w przedszkolu obowiązują pewne zasady.

      Przytulaj dziecko kiedy tylko możesz, mów mu, że je bardzo kochasz, ale to przecież nie wyklucza, żeby dziecko nauczyć dbałości o swoje rzeczy.

      Temat forum to wychowywanie bez porażek i kiedy czytam "ale dlaczego dziecko ma sprzątać kiedy nie chce?". To zapytam się, dlaczego ja mam sprzątać dom co sobotę jak mi się chce? Dlaczego mam iść do pracy jak mi się nie chce? Dlaczego mam prasować jak mi się nie chce? Bo znam konsekwencje swoich czynów, kiedy tego nie zrobię.
      Jestem osobą odpowiedzialną, dbającą o dom i dzieci. I tego chcę nauczyć moje dzieci.

      Ale dzieci muszą czuć, że je kochamy BEZWARUNKOWO, nie tylko dlatego, że robią to co chcemy.

      • morekac Re: przytul mnie 23.02.12, 09:19
        To zapytam się, dlaczego ja mam sprzątać dom co sob
        > otę jak mi się chce? Dlaczego mam iść do pracy jak mi się nie chce? Dlaczego ma
        > m prasować jak mi się nie chce? Bo znam konsekwencje swoich czynów, kiedy tego
        > nie zrobię.
        Ale co takiego strasznego się stanie, jak nie posprzątasz w sobotę albo nie uprasujesz rzeczy? Pytam się tak z ciekawości, może pomoże mi to nabrać nawyku prasowania ubrań i sprzątania w ustalony dzień tygodnia.
        • zofijkamyjka Re: przytul mnie 24.02.12, 17:28
          morekac napisała:

          > Ale co takiego strasznego się stanie, jak nie posprzątasz w sobotę albo nie upr
          > asujesz rzeczy?

          Jak w jedną sobote nic nie zrobisz to w zasadzie nic :P Mnie sie z zasadzie nigdy nie chce sprzatać, robia to nie z "chcenia" tylko z rozsądku. Dziecko takiego rozsądku nie posiada. Dziecko nie umie zmusic sie do zrobienia czegoś czego mu sie nie chce robic ani tez nie odczuwa takiej potrzeby. Zwłaszcza jak nauczymy je że mama za nie zawsze zrobi :-)
      • joshima Re: przytul mnie 23.02.12, 10:27
        alfa1674 napisała:

        > Temat forum to wychowywanie bez porażek i kiedy czytam "ale dlaczego dziecko ma
        > sprzątać kiedy nie chce?". To zapytam się, dlaczego ja mam sprzątać dom co sob
        > otę jak mi się chce?
        Ja na przykład nie sprzątam kiedy mi się nie chce. Sprzątam kiedy mi się chce i kiedy czuję potrzebę uporządkowania przestrzeni wokół siebie.

        > Dlaczego mam iść do pracy jak mi się nie chce? Dlaczego ma
        > m prasować jak mi się nie chce? Bo znam konsekwencje swoich czynów, kiedy tego
        > nie zrobię.
        Konsekwencje niepójścia do pracy są bardziej dotkliwe niż konsekwencje odpuszczenia sobie sobotniego latania na mopie.
        • zofijkamyjka Re: przytul mnie 24.02.12, 17:32
          joshima napisała:

          > Ja na przykład nie sprzątam kiedy mi się nie chce.

          A mnie się nigdy nie chce. Mam w ogóle nie sprzatać? :P Nie chce mi sie rano wstawać, mam nie wstawać? Pewne rzeczy robi się z rozsądku a nie dlatego że mam sie che. Tego rosądku jednak nie posiadaja małe dzieci, starsze zreszta tez nie :-( Wtedy niestety trzeba nakazać. Przykre to, ja wiem.
          • joshima Re: przytul mnie 24.02.12, 19:01
            zofijkamyjka napisała:

            > A mnie się nigdy nie chce. Mam w ogóle nie sprzatać? :P Nie chce mi sie rano w
            > stawać, mam nie wstawać? Pewne rzeczy robi się z rozsądku a nie dlatego że mam
            > sie che. Tego rosądku jednak nie posiadaja małe dzieci, starsze zreszta tez nie
            > :-(
            A to nie Ty pisałaś o swoim starszym dziecku, które samo sprząta bo tak chce? Hmmm.
            • joshima Re: przytul mnie 24.02.12, 19:04
              No rzeczywiście nie Ty. Zastanawia mnie, czy tak samo by Ci się nie chciało, czy bardziej, gdyby Cię w dzieciństwie nie zmuszano do sprzątania. Ciekawi mnie jak silny to miało na Ciebie wpływ. Ja sprzątam kiedy chcę i to, że byłam w dzieciństwie do sprzątania przymuszana nie ma na to najmniejszego wpływu.
      • e-kasia27 Re: przytul mnie 24.02.12, 08:50
        alfa1674 napisała:


        > Temat forum to wychowywanie bez porażek i kiedy czytam "ale dlaczego dziecko ma
        > sprzątać kiedy nie chce?". To zapytam się, dlaczego ja mam sprzątać dom co sob
        > otę jak mi się chce?



        A ja zapytam ciebie:

        Czy ktoś stoi nad tobą "z batem" i zmusza cię do tego sprzątania?
        Kto? Może mąż?
        Czy jak nie posprzątasz, to musisz iść za karę do swojego pokoju?
        Czy musisz kogoś(może męża?) za to przepraszać, że nie posprzątałaś?

        I jeszcze jedno pytanie:
        Gdyby tak było, gdyby tak mąż wymagał od ciebie tego sprzątania i zmuszał cię do tego, i zadawał ci kary, jak nie posprzątasz, i kazał się za to przepraszać...- to czy wtedy też byś sprzątała?
        Czy jesteś pewna, że wtedy byś się nie zbuntowała, tylko przyjęła za dobrą monetę, że sprzątanie jest dobre i potrzebne?


        Dlaczego mam iść do pracy jak mi się nie chce? Dlaczego ma
        > m prasować jak mi się nie chce? Bo znam konsekwencje swoich czynów, kiedy tego
        > nie zrobię.

        Robisz to bo chcesz, a nie dlatego, że ktoś cię do tego zmusza i zadaje kary.
        Przecież, gdybyś nie chciała pracować, to możesz nie pracować - jest wielu ludzi, którzy nie pracują żyją pod mostem żywią się w jadłodajniach. nikt ci nie broni tak żyć.
        To ty nie chcesz takiego życia, więc chodzisz do pracy, bo chcesz, żyć inaczej, a nie dlatego że musisz.

        Mówisz, że robisz to bo znasz konsekwencje swoich czynów, kiedy tego nie zrobisz.
        Ale czy konsekwencją tego, że nie zrobisz będzie kara zadana ci przez kogoś? Nie!
        Więc dlaczego uważasz, że dla dziecka konsekwencja w postaci kary będzie dobra?



        > Jestem osobą odpowiedzialną, dbającą o dom i dzieci. I tego chcę nauczyć moje d
        > zieci.

        I myślisz, że odpowiedzialności można nauczyć przy pomocy zmuszania i karania, za nieposłuszeństwo?
        Bo moim zdaniem odpowiedzialności się w ten sposób nie nauczy.
        Odpowiedzialności można nauczyć dając dziecku dobry przykład własnym postępowaniem, a nie nakazami, wymuszaniem i karami za brak posłuszeństwa,


        • alfa1674 Re: przytul mnie 24.02.12, 11:42
          e-kasia27 napisała:
          Czy ktoś stoi nad tobą "z batem" i zmusza cię do tego sprzątania?
          Kto? Może mąż?


          Dziewczyno ochłoń trochę.
          To robi się już trochę śmieszne. Gdzie nie zajrzę tam twoje posty.

          Całe szczęście, że w poniedziałek wracam do pracy i nie będę miała czasu tu zaglądać. Strata czasu i energii, lepiej ją poświęcić dzieciom.

          Jesteś przypadkiem beznadziejnym i destruktywnym.
          Nikt nie broni wychowywać Ci dzieci w ten sposób, ale ciekawa jestem ile masz tych dzieci i w jakim wieku, bo tak naprawdę dopiero za kilkanaście lat będziemy mogły ocenić do czego to doprowadziło.

          W twoim poście słowa nakazy, zakazy, obowiązki traktujesz jak zło całego świata. Z tym masz chyba niemały problem. Ciekawe dlaczego…
          Ty odpowiedziałaś autorowi postu co o tym sądzisz, ja również. Ale jak widzę czepiasz się każdego po kolei postu, który nie jest w duchu twojej teorii.

          Mój post rozłożyłaś na części pierwsze, z każdym tak można zrobić dorabiając swoją ideologię do KAŻDEGO słowa.

          Mój post był o OBOWIĄZKACH każdego z członków rodziny.

          Gratuluję ci rodziny w której tylko TY masz obowiązki a nie dzieci. Z autopsji znam takie rodziny.
          Myślisz, że pokazując dziecku jak mama sprząta, dba o dom, rodzinę to ich tego nauczysz? Raczej tego, że jak będą dorosłe to będą przyzwyczajone do tego, że ktoś za nich wszystko robi.

          O jakim bacie piszesz? O jakich karach? Gdzie ja o TYM napisałam? Masz duże problemy ze sobą.

          Coś widzę, że cały TWÓJ świat ogranicza się do tego forum.

          Cała ta nasza dyskusja nic nie wnosi do sprawy, to już tylko bicie piany.
          • joshima Re: przytul mnie 24.02.12, 14:08
            Pojechałaś po Kasi. Szkoda, że na inne posty komentujące Twoją wypowiedź nie odpowiedziałaś. Nie umiesz?
            • alfa1674 Re: przytul mnie 24.02.12, 14:43
              joshima napisała:
              Pojechałaś po Kasi. Szkoda, że na inne posty komentujące Twoją wypowiedź nie odpowiedziałaś. Nie umiesz?


              Ale co wniesie do tematu odpowiedź na takiego typu pytania? Zresztą znalazłam jedno główne:

              [/i]Ale co takiego strasznego się stanie, jak nie posprzątasz w sobotę albo nie uprasujesz rzeczy? Pytam się tak z ciekawości, może pomoże mi to nabrać nawyku prasowania ubrań i sprzątania w ustalony dzień tygodnia.[/i]

              A może dlatego, że od poniedziałku do piątku pracuję.

              Wychodzę z domu o 7.30 wracam o 17.30. Jedynym dniem w tygodniu, kiedy mogę sobie pozwolić na kilkugodzinne sprzątanie to sobota, no zostaje jeszcze niedziela.
              Więc sprzątać musi mi się „chcieć” wtedy kiedy mam na to tyle czasu ile mi to zajmie.

              Jeśli chodzi o prasowanie to nie pisałam, że robię to w konkretny dzień.

              Jeśli chodzi o post Kasi to pisze do mnie o wyjściu za karę do swojego pokoju, konieczności przepraszania za nieposprzątanie, a gdzie ja coś takiego wcześniej napisałam? Czepiła się czegoś czego w moim poście nie było.

              Zresztą to jest bez sensu. Przykład miał pokazać, że każdy w domu ma obowiązki. Obowiązkiem dziecka na koniec dnia jest ogarnięcie swojego pokoju, żeby można było spokojnie przejść.

              Dlaczego ja miałabym sprzątać po dziecku? Niech ktoś mi poda jakiś sens tego bo nie rozumiem…
              • joshima Re: przytul mnie 24.02.12, 16:30
                alfa1674 napisała:

                > Zresztą to jest bez sensu. Przykład miał pokazać, że każdy w domu ma obowiązki.
                > Obowiązkiem dziecka na koniec dnia jest ogarnięcie swojego pokoju, żeby można
                > było spokojnie przejść.
                Obowiązki to jedno, a sposób przyuczania do tych obowiązków to zupełnie inna bajka. Padło bardzo wiele konkretnych pytań do Ciebie (min jak byś się zachowywała i czuła, gdyby ktoś te obowiązki od Ciebie egzekwował systemem kar) a Ty pomijasz je milczeniem. Czemu?

                > Dlaczego ja miałabym sprzątać po dziecku? Niech ktoś mi poda jakiś sens tego bo
                > nie rozumiem…
                1. Odpowiedź na to pytanie zależy silnie od tego w jakim wieku jest dziecko
                2. Pomiędzy zmuszaniem do sprzątania a ciągłym sprzątaniem za dziecko naprawdę sporo możliwości.
                3. Nikomu nie stanie się krzywda gdy od czasu do czasu zrobi coś co nie należy do jego obowiązków tylko do obowiązków innego członka rodziny.
                • alfa1674 Re: przytul mnie 24.02.12, 20:05
                  joshima napisała:
                  Obowiązki to jedno, a sposób przyuczania do tych obowiązków to zupełnie inna bajka. Padło bardzo wiele konkretnych pytań do Ciebie (min jak byś się zachowywała i czuła, gdyby ktoś te obowiązki od Ciebie egzekwował systemem kar) a Ty pomijasz je milczeniem. Czemu?


                  Jak napisałam we wcześniejszym poście jedyną karą dla dziecka, było to, że przynosiłam kosz i "wyrzucałam" zabawki do śmieci.
                  Zresztą nigdy nie udało mi się tego zrobić do końca, bo dziecko w następnych 3 minutach sprzątało swój bałagan.
                  Nie robiłam już tego od ponad roku. Na moją prośbę dziecko samo sprząta swój pokój, zazwyczaj byle jak, ale tak żeby można było przejść do jego łóżka. Mały ma 3,5 lat, dlatego i tak doceniam to co robi.
                  Wieczorne "sprzątanie" zajmuje mu aż 5 minut. Straszna krzywda mu się nie dzieje.
                  To jest mój sposób nauczenia dziecka odpowiedzialności za swoje rzeczy i tego, że każdy ma swoje obowiązki.
                  • opium74 Re: przytul mnie 25.02.12, 12:02
                    [i]Jak napisałam we wcześniejszym poście jedyną karą dla dziecka, było to, że przy
                    > nosiłam kosz i "wyrzucałam" zabawki do śmieci.[/b]
                    > Zresztą nigdy nie udało mi się tego zrobić do końca, bo dziecko w następnych 3
                    > minutach sprzątało swój bałagan.
                    > Nie robiłam już tego od ponad roku. Na moją prośbę dziecko samo sprząta swój po
                    > kój, zazwyczaj byle jak, ale tak żeby można było przejść do jego łóżka. Mały ma
                    > 3,5 lat
                    , dlatego i tak doceniam to co robi. [/i]

                    chcesz powiedziec że akcję "posprzątaj zabawki bo jak nie to wywalę je do kosza robiłaś 2,5 latkowi?????
                    Mój ma niecałe 5.
                    W wieku 2,3 lata bawiliśmy się we wspólne sprzatanie. Kto pierwszy zbierze więcej aut czy klocków, albo brałam zabawkę z podłogi i zadawałam pytanie "do której szufladki ta zabawka pasuje??" - owszem trwało to dłużej, młody może nadal nie sprząta jakoś super ale czasem wpada sam z siebie na pomysł że "musi posprzątać"
                    Czasem też wieczorem mówi "mamuniu, odgarne tylko drogę do łóżka, zmęczony już jestem" i OK - byle w nocy nie nadepnął na żadną zabawke :D
                    • alfa1674 Re: przytul mnie 25.02.12, 13:24
                      opium74 napisała:
                      chcesz powiedziec że akcję "posprzątaj zabawki bo jak nie to wywalę je do kosza robiłaś 2,5 latkowi?????


                      Tak naprawdę "naukę" sprzątania, polegającą na wspólnym zbieraniu zabawek do kosza rozpoczęłam w wieku pomiędzy 1,5-2 lata.
                      Polegało to dokładnie na tym o czym piszesz, czyli kto szybciej pozbiera jak najwięcej zabawek, ale zazwyczaj na wspólnym zbieraniu zabawek. Nie przymuszałam go do tego, sam chętnie mi pomagał.

                      Zresztą nie wymagałam nie wiadomo jakich porządków. Zazwyczaj ja ogarniałam pokój a jemu zostawiałam np. jego ulubione klocki.
                      Akcję z "koszem" zrobiłam, gdy dziecko miało prawie 2,5 roku i wiedziałam, że świetnie sobie z tym radzi.

                      Tak naprawdę zrobiłam to tylko 3 razy w życiu. Raz z moim starszym synem i dwa razy z młodszym.

                      Wszystko zależy od predyspozycji dziecka, coś co u mnie się udało u prawie 3 latka u innego nie zadziała nawet u 5 latka.
        • verdana Re: przytul mnie 24.02.12, 21:58
          Hm, dziecka też mogę nie przewinąć, jak mi sie nie chce? Mogę nie nakarmić? Mogę nie chodzić do pracy i razem z dzieckiem wylądować pod mostem? Mogę zrezygnować z pracy i spowodować,z ę maż będzie pracował od rana do nocy, az padnie na zawał? Mogę nie sprawdzić egzaminów i spowodować,że studenci będą mieli zmarnowane ferie? Wszystko mogę. I na tym polega wychowanie, aby nauczyć dziecko, że "można" wiele rzeczy tylko w teorii, ze pewne rzeczy trzeba robić, choć się bardzo nie chce - choćby dlatego, aby nie musieli robić za mnie inni.
          I pozwolenie dziecku, aby nie robiło, tylko dlatego,z e nie chce stoi z tym w jaskrawej sprzeczności. dziecko powinno zrobić pewne rzeczy dlatego,z eby oszczędzić pracy innym. To wazne. Nauczenie dziecka, ze jeśli nie sprzatnie, bedzie miało bałagan jest OK (mówię to jako osoba, ktorej na porzadku nie zalezy). Nauczenie dziecka, ze jak nie sprzatnie, to będzie porzadek, bo sprzatnie mama - jest uczeniem dziecka, ze jego potrzeby zawsze sa wazniejsze, niz potrzeby innych. A to wcale nie jest dobry start w zycie.
          Odpowiedzialności można nauczyć wymagając ponoszenia konsekwencji - tymczasem jednak małe dziecko, ktore nie umie przewidywać przyszlości, nie zawsze moze ponieść konsekwencje swoich wyborów. Więc albo nie pozna tych konsekwencji, albo czasami musi byc zmuszone do czegoś. Do liczenia sie z innymi. Do elementarnego dbania o zdrowie.
          Mam wrazenie,z e przyjęcie zasady,z e dziecko ma nigdy nie podporzadkować się dorosłym, a dorośli mają podporzadkować się dziecku - to wyjątkowo paskudne lekcewazenie faktu, ze dziecko jest takze człowiekiem - człowiekiem, od ktorego mozna , tak jak i od innych ludzi, czegoś wymagać i czegos oczekiwać. To nie tylko slodka istotka, pupilek rodziny, sloneczko mamusi, ktorego jedynym zadaniem jest zadowolenie i perlisty śmiech, bo takie jeszcze małe, ze nei ma prawa do obowiązków i zmartwienia jak prawdziwy człowiek.
          • joshima Re: przytul mnie 25.02.12, 09:39
            verdana napisała:

            > Mam wrazenie,z e przyjęcie zasady,z e dziecko ma nigdy nie podporzadkować się d
            > orosłym...
            Też masz chyba problemy z czytaniem. A w szczególności ze zrozumieniem zdań zawierających zwrot: "czasem".
          • alfa1674 Re: przytul mnie 25.02.12, 13:33
            verdana napisała:

            ....I na tym polega wychowanie, aby nauczyć dziecko, że "można" wiele rzeczy tylko w teorii, ze pewne rzeczy trzeba robić, choć się bardzo nie chce - choćby dlatego, aby nie musieli robić za mnie inni.


            Verdana bardzo dziękuję Ci za te słowa. Wczoraj już zwątpiłam w to co napisałam.

            Słowo do e-Kasi.
            Poniosło mnie wczoraj w poście do Ciebie za co przepraszam. Dzisiaj miałam kaca moralnego przez to co napisałam. Niestety słowa pisanego już nie można cofnąć. Przepraszam.
            • e-kasia27 Re: przytul mnie 26.02.12, 16:09
              Przeprosiny przyjęte.
              To miłe, że przepraszasz, ale ja nie należę do ludzi, którzy się o byle co obrażają, więc nie było to konieczne.
              Kac moralny zupełnie nie potrzebny.
        • asia_i_p Re: przytul mnie 26.02.12, 18:32
          > Odpowiedzialności można nauczyć dając dziecku dobry przykład własnym postępowan
          > iem, a nie nakazami, wymuszaniem i karami za brak posłuszeństwa,
          >
          Tylko warto pamiętać, że dziecko nie ma dobrze rozpracowanego myślenia abstrakcyjnego i nie tworzy analogii. Uczy się dokładnie tego, co mu pokazujesz.
          Czytałam gdzieś, jak matka chciała nauczyć dobrym przykładem uprzejmości - częstując wszystkich, sobie brała ostatnia i najmniejszy kawałek. Kiedy dziecku przekazano czynność częstowania, matce dało ostatniej i najmniejszy kawałek. Nie nauczyło się, że rozdający bierze sobie ostatni, tylko że ostatnia dostaje matka.
          Podobnie dziecko, które widzi cię sprzątającą po nim, nauczy się, że matka sprząta po nim, a nie że każdy sprząta. Dopóki jego łapki nie chwycą jego bałaganu i nie przerobią go na porządek, nie załapie, że każdy sprząta po sobie.

          A propos sprzątania - ależ tak, jak najbardziej, za niesprzątnięcie ponoszę kary. Rodzina jest niezadowolona - dziecko płacze, bo nie może znaleźć książki albo ktoś rozdeptał jego ulubione pióro - wpada sąsiadka, a ja się wstydzę bajzlu. Gubię pieniądze, niszczę książkę z biblioteki, wylewając na nią kawę, rozbijam komórkę strącając ją łokciem na podłogę. To wszystko są bardzo bolesne finansowe i społeczne konsekwencje bałaganu.

          Uważam, że powinnam nauczyć dziecko sprzątać - nawet kosztem wprowadzenia twardych zasad i nakazów - zanim będzie miało okazję zgubić pożyczony zeszyt kolegi albo rozbić w bajzlu ukochany kubek. Co więcej - i co bardziej dla mnie kluczowe - mam prawo go tego uczyć, zanim w tym bajzlu zostanie rozbity mój ukochany kubek. I jakoś w przypadku na przykład mycia zębów jest to dla każdego oczywiste - nawet najbardziej zagorzały zwolennik naturalnych konsekwencji nie doradza, żeby pozwolić dziecku nie czyścić zębów i jeść słodycze do woli, a po pierwszym leczeniu kanałowym samo zrozsądnieje.

          Zwolennicy wychowania bez nakazów i zakazów wprowadzają je jednak, jeśli idzie o bezpieczeństwo dziecka - a ja uważam, że warto je także wprowadzić, aby respektować prawa do komfortu innych członków rodziny.
          • joshima Re: przytul mnie 26.02.12, 20:55
            asia_i_p napisała:

            > Tylko warto pamiętać, że dziecko nie ma dobrze rozpracowanego myślenia abstrakc
            > yjnego i nie tworzy analogii. Uczy się dokładnie tego, co mu pokazujesz.
            > Czytałam gdzieś, jak matka chciała nauczyć dobrym przykładem uprzejmości - częs
            > tując wszystkich, sobie brała ostatnia i najmniejszy kawałek. Kiedy dziecku prz
            > ekazano czynność częstowania, matce dało ostatniej i najmniejszy kawałek. Nie n
            > auczyło się, że rozdający bierze sobie ostatni, tylko że ostatnia dostaje matka
            No wiesz, ale to było wypaczenie. W sensie sam przykład bez stosownego komentarza. To przegięcie w druga stronę.


            > Podobnie dziecko, które widzi cię sprzątającą po nim, nauczy się, że matka sprz
            > ąta po nim, a nie że każdy sprząta.
            Jeśli matka robi to automatycznie i bez słowa, to własnie tak będzie.

            > A propos sprzątania - ależ tak, jak najbardziej, za niesprzątnięcie ponoszę kar
            > y. Rodzina jest niezadowolona - dziecko płacze, bo nie może znaleźć książki alb
            > o ktoś rozdeptał jego ulubione pióro
            No jak to? To w Twojej rodzinie tylko Ty sprzątasz? Czy to nie jest zaprzeczeniem tego co głosisz?

            > Zwolennicy wychowania bez nakazów i zakazów wprowadzają je jednak, jeśli idzie
            > o bezpieczeństwo dziecka - a ja uważam, że warto je także wprowadzić, aby respe
            > ktować prawa do komfortu innych członków rodziny.
            Ale w tym gronie nie ma chyba zwolenników wychowania dzieci bez nakazów i zakazów. Są za to zwolennicy wychowania dzieci bez kar i bicia. Nie stawiaj znaku równości między tymi dwiema postawami bo to spora omyłka.
            • Gość: asia_i_p Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.12, 22:47
              Kasia protestowała przeciwko nakazom i zakazom. Zgadzała się tylko na zakazy wynikające z bezpieczeństwa dziecka. I bardzo się oburzała na matkę, która przejmowała się własnym zdrowiem - twierdziła, że jeśli własne zdrowie jest dla niej ważniejsze niż własne dziecko, to nie powinna mieć dzieci. Dlatego, że z bolącym kręgosłupem woli kazać pozbierać dziecku kredki niż zbierać je sama.
              • joshima Re: przytul mnie 26.02.12, 22:50
                Gość portalu: asia_i_p napisał(a):

                > Kasia protestowała przeciwko nakazom i zakazom.
                Możliwe. ja zaś uważam, że rodzice mają tendencje do stosowania ich w nadmiarze i do egzekwowania ich dość dziwnymi metodami.
                • e-kasia27 Re: przytul mnie 27.02.12, 11:01
                  Owszem, protestowałam i protestuje przeciwko zakazom i nakazom, bo dziecku należy tłumaczyć, z dzieckiem trzeba rozmawiać, trzeba mu powiedzieć, dlaczego powinno coś zrobić, albo dlaczego nie powinno czegoś robić, bo jak się dziecko traktuje jak rozumnego człowieka, to żadne zakazy, ani nakazy, ani kary wtedy nie są potrzebne.

                  A to co widzę naokoło, w sklepie, autobusie, u lekarza, na ulicy, wygląda niestety tak:
                  - nie dotykaj!
                  - nie biegaj!,
                  - nie liż szyby!,
                  - nie wolno!,
                  - nie wchodź do kałuży!,
                  - siedź spokojnie!
                  - nie zdejmuj!

                  A ja się pytam, skąd to biedne dziecko ma wiedzieć DLACZEGO?

                  Dlaczego ma akurat nie biegać?
                  Dlaczego ma nie wchodzić do kałuży?
                  Dlaczego ma nie lizać szyby?

                  Przecież ono nie wie, że to co robi jest nieodpowiednie i nie wie dlaczego jest nieodpowiednie, a rodzice zamiast mu wytłumaczyć, to tylko ciągle krzyczą: NIE WOLNO!

                  Dziecko nie wiedząc, dlaczego ma tego nie robić, ciągle będzie ponawiało próby, bo może kiedyś mama nie zabroni?
                  Przecież nieraz pozwala biegać, więc może i szybę w autobusie też kiedyś pozwoli polizać?

                  Informację, że czegoś nie wolno robić, można dziecku przekazać w bardziej skuteczny i mniej zakazowo-nakazowy sposób:
                  - nie możesz biegać w sklepie, bo się zgubisz i nie będziesz mógł mamy znaleźć,
                  - nie wolno zrzucać z pólek makaronu, bo przyjdzie pan ochroniarz i wyrzuci nas ze sklepu,
                  - nie możesz zjeść proszku do prania, bo będzie cię bolał brzuch i będziesz bardzo chory,
                  - trzeba pozbierać kredki, bo się na nich przewrócisz i rozbijesz głowę

                  - to nie są nakazy i zakazy, a przekazują tę samą informację:
                  że czegoś nie wolno, albo że coś trzeba i na dodatek wyjaśniają jeszcze dlaczego tego nie wolno i dlaczego trzeba.

                  Dziecko uczy się w ten sposób o wiele szybciej i o wiele efektywniej niż ciągle słysząc tylko: Nie rób tego!, albo Zrób to!,
                  bez żadnego wyjaśnienia dlaczego i jeszcze na dodatek, jak nie posłucha, to kara.

                  Uczy się też jeszcze jednej ważnej rzeczy, że jak mama mówi, że nie wolno, to na pewno jest tego jakiś ważny powód, że nie jest to jakieś widzimisię mamy, która raz pozwala biegać, a drugi raz nie pozwala.

                  Jeśli stosuje się tylko zakazy i nakazy nie poparte żadnym wyjaśnieniem, to dziecko uczy się tylko tego, że musi słuchać, bo mama jest silniejsza, ma przewagę, może ukarać - taka nauka jest nic nie warta, bo jak mama zniknie z pola widzenia, to wtedy można nie słuchać i robić co się chce, bo jak mama nie widzi, to kary przecież nie będzie!
                  • scher Dzisiaj w radiowej Jedynce 27.02.12, 13:17
                    e-kasia27 napisała:

                    > Owszem, protestowałam i protestuje przeciwko zakazom i nakazom, bo dziecku należy
                    > tłumaczyć, z dzieckiem trzeba rozmawiać, trzeba mu powiedzieć, dlaczego powinno coś zrobić,
                    > albo dlaczego nie powinno czegoś robić, bo jak się dziecko traktuje jak rozumnego człowieka, to
                    > żadne zakazy, ani nakazy, ani kary wtedy nie są potrzebne.

                    Dzisiaj w radiowej Jedynce wypowiadała się pani Jagna Niepokólczycka-Gac przy okazji dyskusji o agresji w szkołach.

                    Stwierdziła, że im bardziej prymitywna jednostka, tym więcej dyscypliny zewnętrznej potrzebuje do prawidłowego funkcjonowania. Dziecko - jak zauważyła - z racji wieku, jest jednostką prymitywną.

                    > A to co widzę naokoło, w sklepie, autobusie, u lekarza, na ulicy, wygląda niestety tak:
                    > - nie dotykaj!
                    > - nie biegaj!,
                    > - nie liż szyby!,
                    > - nie wolno!,
                    > - nie wchodź do kałuży!,
                    > - siedź spokojnie!
                    > - nie zdejmuj!
                    > A ja się pytam, skąd to biedne dziecko ma wiedzieć DLACZEGO?

                    Trzeba połączyć stanowczość z wyjaśnianiem dziecku powodów.
                    To nie jest żaden argument przeciwko zakazom w ogóle.
                    • e-kasia27 Re: Dzisiaj w radiowej Jedynce 27.02.12, 14:56
                      Współczuję ludziom(dzieciom, młodzieży i rodzicom), z którymi ta pani pedagog ma do czynienia, bo skoro ta pani tak prymitywnie myśli, to sama musi być bardzo prymitywna i jak widać znaczne odsunięcie od wieku dziecięcego nic jej w tym nie pomogło.

                      A mieć do czynienia z prymitywnym pedagogiem, to najgorsza rzecz, jaka może się komuś przytrafić!
                      Niestety!

                      Skoro dzieci są takie prymitywne, to rzeczywiście trzeba je tresować, jak psa, bo przecież nic innego poza dyscypliną(karą i batem) do nich nie dotrze, więc po co sobie gardło zdzierać po próżnicy na tłumaczenie!

                      Kto ma prymitywne dziecko - ręka do góry!

                      Moje nigdy prymitywne nie były, ale ja widocznie mam jakichś szczególnych geniuszy w domu!
                      Nie wiedziałam, że mam aż takie szczęście!
                      Od dziś będę Bogu codziennie dziękować za ten cud!


                      • scher Re: Dzisiaj w radiowej Jedynce 27.02.12, 18:30
                        e-kasia27 napisała:

                        > Moje nigdy prymitywne nie były, ale ja widocznie mam jakichś szczególnych geniuszy w domu!

                        Ty masz trudności z rozumiem słów języka polskiego. Nie pojęłaś pewnych niuansów w znaczeniu słowa prymitywny.
                        • e-kasia27 Re: Dzisiaj w radiowej Jedynce 27.02.12, 20:48
                          Scher, może w takim razie podzielisz się ze mną swoją mądrością, oświecisz tę ciemną masę, jaką jestem i wyjaśnisz mi, na czym te niuanse polegają?

                          Możesz to zrobić, czy przekracza, to Twoje możliwości?
                      • kozauwoza Re: Dzisiaj w radiowej Jedynce 29.02.12, 17:24
                        e-kasia27 napisała:

                        >Kto ma prymitywne dziecko - ręka do góry!

                        W takim sensie jak przedstawiał scher to wszystkie dzieci sa prymitywne. Twoje także :-)
                    • Gość: Jagna N-G Re: Dzisiaj w radiowej Jedynce IP: *.xdsl.centertel.pl 07.05.12, 23:12
                      Witam, powołała się Pani w swojej wypowiedzi na moje słowa, trochę wyrwane z kontekstu, w związku z tym chciałabym sprostować aby być przez Panią, a także innych dobrze zrozumiana. Otóż określenie "nieprzekraczalnych granic" nie wyklucza ich tłumaczenia. Na przykład, małemu dziecku mówimy "nie wychodź na ulicę bez mammy, bo tam jeżdżą samochody". Ponadto zakazy i nakazy powinny wynikać z norm społecznych np. poszanowania praw innego człowieka lub z obawy o bezpieczeństwo dziecka. Kara, jaka spotyka za ich przekraczanie powinna być konsekwencją naruszenia normy. Na przykład, zawaliłeś klasówkę z matematyki bo grałeś na komputerze, a zatem do kiedy jej nie poprawisz to znaczy przez najbliższe dwa tygodnie nie możesz korzystać z komputera w celach rozrywkowych. Serdecznie pozdrawiam, jeżeli miałaby Pani jakieś pytania lub wątpliwości proszę o email Jagna Niepokólczycka-Gac jagnapedagog@o2,pl
                  • Gość: gośka Re: przytul mnie IP: *.icpnet.pl 27.02.12, 17:43
                    > - nie możesz biegać w sklepie, bo się zgubisz i nie będziesz mógł mamy znaleźć,
                    > - nie wolno zrzucać z pólek makaronu, bo przyjdzie pan ochroniarz i wyrzuci na
                    > s ze sklepu,
                    > - nie możesz zjeść proszku do prania, bo będzie cię bolał brzuch i będziesz bar
                    > dzo chory,
                    > - trzeba pozbierać kredki, bo się na nich przewrócisz i rozbijesz głowę

                    moim zdaniem to nadal są zakazy, ale widocznie Ty i ja mamy inne zupełnie rozumienie pojęcia "zakaz". Dla mnie zakaz to zakaz - wiedząc dlaczego mam coś zakazane, nie oznacza że to jest mniej zakazane... Wszystkie Twoje poprzednie wypowiedzi utrzymane były w całkowicie innym tonie - być może trudno Ci precyzyjnie wyrażać swoje myśli, ale jeśli masz z tym kłopot, może posługuj się takimi prostymi przykładami - wtedy wszyscy Cię zrozumieją i nie będziesz musiała czytać o sobie przykrych rzeczy i wdawać się w bezsensowne dyskusje.

                    Jeśli powiem dziecku "posprzątaj proszę kredki, bo się przewrócimy o nie" to będzie nakaz czy nie? Jak to jest w Twoim systemie wartości? Jeśli powiem dziecku "załóż buty, bo się przeziębisz" to jest nakaz? Jeśli powiem "nie pij tak szybko mleka, bo będzie cię bolał brzuch" to jest zakaz? W moim odczuciu jest, tylko opatrzony wyjaśnieniem. I to nie znaczy, że dziecko nie potrzebuje zakazów i nakazów, granic (tak ciągle piszesz, post po poście) - potrzebuje, ale z szacunku do niego zawsze należy to wyjaśnić. Ale z tym to się chyba tu wszyscy zgadzają. Także musisz chyba popracować nad precyzyjnym wyrażaniem swoich myśli, bo odnoszę wrażenie, że ta dyskusja urosła do 200 postów właśnie dlatego, że masz z tym problem.
                    • verdana Re: przytul mnie 27.02.12, 17:57
                      Tłumaczyć trzeba, owszem, ale nie zawsze - choćby dlatego, że z rodzica-tyrana, zamieniamy się błyskawicznie w rodzica-nudziarza, który zanim wyegzekwuje zakaz czy nakaz(a jak widać i tak to robi), musi wygłosić stosowne przemówienie. Oczywiście, trzeba dziecku tłumaczyć bardzo rózne rzeczy, ale jesli zwyczajnie gada sie z dzieckiem na rózne tematy, nie z okazji wychowawczych, ale ot tak, bo się lubi z własnym dzieckiem pogadać - to zareczam, ze i tak będzie wiedziało, dlaczego ma zebrać kredki i nie wychodzić boso.
                      Może warto wyciągnąć wnioski z tego,że dzieci nie lubią opowiastek z morałem. I że większość dzieci znacznie lepiej reaguje na polecenie "ręcznik" niż na gadkę "Drogi Józiu, sprżatnij ten ręczniczek z podłogi, bo jego miejsce jest w łazience, nie u ciebie pod łóżeczkiem. Ręczniczek musi wyschnąć. Bo mokry ręczniczek pod łóżeczkiem zgnije, będzie w pokoju brzydko pachniało, a ciebie zeżrą bakterie".
                    • e-kasia27 Re: przytul mnie 27.02.12, 20:42
                      Gość portalu: gośka napisał(a):


                      > Jeśli powiem dziecku "posprzątaj proszę kredki, bo się przewrócimy o nie" to bę
                      > dzie nakaz czy nie? Jak to jest w Twoim systemie wartości?

                      Wiesz, to zależy od tego, jak to powiesz i jak to potem wyegzekwujesz.
                      Jeśli powiesz, to tonem nakazującym, to będzie nakazem.
                      A jeśli jeszcze wyegzekwujesz, to siłą, karą, szantażem, to już będzie przemoc.

                      Używając słowa "proszę", można poprosić, a można wydać nakaz.

                      Autorka pierwszego wpisu w tym wątku, tez użyła słowa "proszę".
                      Twierdziła, że prosi swoje dziecko o posprzątanie zabawek, a gdy dziecko nie chce i histeryzuje z tego powodu, to ma iść do swojego pokoju, żeby się uspokoić, potem ją przeprosić, a potem posprzątać zabawki i że przytuli dziecko wtedy, gdy zrobi to, o co ona prosi.
                      Czy dla ciebie to jest proszenie?
                      Bo dla mnie to jest nakaz, wymuszanie karami i szantaż emocjonalny.
                      Mówiąc o zakazach, nakazach i karach mam na myśli takie właśnie postępowanie wobec dzieci.

                      Prosząc zakładamy z góry, że proszony, ma prawo odmówić, na tym polega proszenie kogoś o coś. Jeśli prośba wiąże się z groźbą kary, to już nie jest prośba, tylko nakaz.



                    • mad_die Re: przytul mnie 29.02.12, 20:30
                      > Jeśli powiem dziecku "posprzątaj proszę kredki, bo się przewrócimy o nie" to bę
                      > dzie nakaz czy nie?

                      Dla mnie to będzie bezsensowne gadanie. Ja zwykle mówię "sprzątamy kredki!" co oznacza po prostu, że każdy jak umie sprząta kredki, również ja (dzieci moje mają po 2 lata i 4 lata).

                      "załóż buty, bo się przeziębisz" to jest nakaz?
                      I znowu - niepotrzebna ta argumentacja. Ja mówię "buty! idziemy na spacer! buty!"

                      Jeśli powiem "nie pij tak szyb
                      > ko mleka, bo będzie cię bolał brzuch" to jest zakaz?
                      O matko, serio tak gadasz do dzieci? Nie rób tak śmak owak... łeeee mi by się nie chciało. Ja po prostu mówię "pij powoli" i już. Bez zbędnego mielenia językiem. Prosty komunikat.
                  • joshima Re: przytul mnie 27.02.12, 21:38
                    e-kasia27 napisała:

                    > Owszem, protestowałam i protestuje przeciwko zakazom i nakazom, bo dziecku nale
                    > ży tłumaczyć, z dzieckiem trzeba rozmawiać, trzeba mu powiedzieć, dlaczego powi
                    > nno coś zrobić, albo dlaczego nie powinno czegoś robić, bo jak się dziecko trak
                    > tuje jak rozumnego człowieka, to żadne zakazy, ani nakazy, ani kary wtedy nie s
                    > ą potrzebne.
                    Wybacz, ale się z Tobą nie zgodzę. Zakazy są niestety konieczne. W możliwie minimalnej ilości, zawsze poparte wyjaśnieniem, czy jak wolisz tłumaczeniem. Nie da się jednak poprzestać na tłumaczeniu jeśli jedno dziecko leje drugie. Trzeba to przerwać, wyrazić dezaprobatę, zakazać i tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. I mogłabym jeszcze kilka innych sytuacji tego typu wymienić.

                    To co wymieniłaś to rzeczywiście, na ogół, durne zakazy. Jednak zupełnie bez zakazów się nie da.
                  • Gość: asia_i_p Re: przytul mnie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.12, 08:04
                    > Informację, że czegoś nie wolno robić, można dziecku przekazać w bardziej skute
                    > czny i mniej zakazowo-nakazowy sposób:
                    > - nie możesz biegać w sklepie, bo się zgubisz i nie będziesz mógł mamy znaleźć,
                    > - nie wolno zrzucać z pólek makaronu, bo przyjdzie pan ochroniarz i wyrzuci na
                    > s ze sklepu,
                    > - nie możesz zjeść proszku do prania, bo będzie cię bolał brzuch i będziesz bar
                    > dzo chory,
                    > - trzeba pozbierać kredki, bo się na nich przewrócisz i rozbijesz głowę
                    Dalej się będę czepiała. Wszystkie te tłumaczenia są dzieciocentryczne. Tylko trzecie i może czwarte by mi się samo nasunęło, choć też pewnie zwróciłabym uwagę, że nie tylko dziecko może rozbić głowę. Pierwsze zawsze brzmiało "nie można tu biegać/krzyczeć, bo tu panie pracują", przy drugim nie miałam okazji, ale pierwsze, co by mi się nasunęło, to że makaron się potłucze, a to nie nasz makaron.
                    Rozumiem, że chcesz dziecku wytłumaczyć, jak coś wpłynie na nie - ale moim zdaniem na dłuższą metę prowadzi to do utrwalenia się wzorca "nie można robić tego, co jest szkodliwe dla mnie", a oprócz tego powinien się jeszcze utrwalać wzorzec "nie można robić tego, co krzywdzi innych ludzi".
                    • scher Pięknie napisane 28.02.12, 23:46
                      Gość portalu: asia_i_p napisał(a):

                      > na dłuższą metę prowadzi to do utrwalenia się wzorca "nie można robić tego,
                      > co jest szkodliwe dla mnie", a oprócz tego powinien się jeszcze utrwalać wzorzec
                      > "nie można robić tego, co krzywdzi innych ludzi".
                    • Gość: ... Re: przytul mnie IP: *.dynamic.chello.pl 29.02.12, 17:36
                      > Rozumiem, że chcesz dziecku wytłumaczyć, jak coś wpłynie na nie - ale moim zdan
                      > iem na dłuższą metę prowadzi to do utrwalenia się wzorca "nie można robić tego,
                      > co jest szkodliwe dla mnie", a oprócz tego powinien się jeszcze utrwalać wzorz
                      > ec "nie można robić tego, co krzywdzi innych ludzi".



                      I to, zdaje się, jest sedno. Odnoszę wrażenie, że dla E-kasi empatia nie jest czymś, czego warto uczyć swoje dziecko. A jej rodzice zdaje się byli tego samego zdania...
                    • morekac Re: przytul mnie 29.02.12, 18:19
                      Wszystkie te tłumaczenia są dzieciocentryczne.

                      Właściwie nie różnią się od klasycznego "nie biegaj, bo się spocisz."
Inne wątki na temat:
Pełna wersja