Dodaj do ulubionych

Jak oni to robią?

14.05.04, 18:39
Widzę, że wątek "przepraszam, że tutaj" nadal się rozwija.
A mnie naszła taka refleksja, nawiązująca chyba do stwierdzenia "Kobiety są z
Wenus, a mężczyźni z Marsa".
Moja cóka jest od wtorku na wakacjach u babci. Jutro miałam po nią jechać. A
dzisiaj było u mnie pogotowie - kretyńska sprawa, "zapadłam" na ospę. Totalna
głupota, kompletnie nie na rękę. Ale oznacza to minimum kolejny tydzień bez
córki. Mnie będzie ciężko, naprawdę. Ale jak sobie wyobrażę jej tęsknotę....
To że wieczorem lub przez sen mówi "mamuńka"((((((
Słuchajcie, jak ci faceci mogą skazywać swoje dzieci na dużo dłuższe
okresy "niewidzenia" i nie zwariują od bólu i poczucia winy? Jak to się
dzieje, że mogą normalnie funkcjonować, bo ja nie wiem, jak przeżyję ten
tydzień.
Oni muszą byc kurka naprawdę z innej planety.
Obserwuj wątek
    • lideczka_27 Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 19:40
      Witam
      Spójrz na to z dobrej strony: nie widzisz dziecka jedynie z powodu choroby i
      jest to Twój wybór, by córki nie zarazić. Poza tym od nikogo - jak mniemam -
      bliskość Twoja i córki zależna nie jest.
      Spróbuj teraz poczuć jakby to było, gdybyś małej zobaczyć nie miała. Lub
      wyżebrała ten kontakt - idzie zwariować z tęsknoty, wiem coś o tym.

      Na szczęście to tylko taki wariant hipotetyczny, bo i mojego M. takie bolączki
      już nie dotyczą. Córkę ma już przy sobie, na zawsze (no, póki jej nie zabierze
      jakiś przystojniak za te dwadzieścia lat, ale on na samą myśl już teraz się
      telepie wink) ).

      Życzę szybkiego powrotu do zdrowia, zawsze powtarzam, by dostrzegać to, co u
      nas dobre, cieszyć się z tego co mamy; a tydzień szybko zleci smile

      pozdrawiam
      lida
      • cheddar Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 21:15
        Dzięki lideczka.
        Rozumiem, że nawiązujesz do swojej sytuacji. Ale trochę się nie rozumiemy.
        Ja cierpię, owszem. Tak jak pewnie Twój M. Ale nie chodzi mi o moje cierpienie.
        Mnie boli świadomość jej tęsknoty. To że nie wie, czy została opuszczona na
        chwilę, czy na wieki.
        I tego nie rozumiem. Jak można żyć ze świadomością, że dziecko skazuje się na
        taką tęsknotę. Ja już teraz czuję się jak wyrodna matka, choć wiem, że robię to
        dla jej dobra. Dobra, tzn. zdrowia, bo jak dzisiaj chlipnęła mi w słuchawkę to
        sobie pomyślałam, ze może nawet lepiej by było jakbyśmy razem tu były, że te
        emocjonalne oddalenie (zwłaszcza, ze teraz jest opuszczona i przez tatusia i
        przez mamusię) jest gorsze niż przejście przez ospę. Oczywiście to była taka
        chwilowa myśl, która przyszła mi gdy łykałam łzy słysząc jej
        mądre "przyjedziesz po mnie jak wyzdrowiejesz? krostki masz?".
        Tak więc lideczko, wiem, że my - krzywdzeni rodzice - mamy swoje cierpienia.
        Moje pytanie "jak oni to robią" to pytanie "jak oni to robią, że mogą żyć ze
        świadomością bólu jaki zadają tęskniącym dzieciom".
        A co do chwili gdy jakiś facio za dwadzieścia lat zabierze tWojemu M córkę?
        Bruce Willis zapytany o ten etap, który przyjdzie na jego córki powiedział, że
        pierwszego amanta zastrzeli,a potem reszta się dowie i zrezygnujesmile))
        • pelaga Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 21:24
          cheddar napisała:


          > Moje pytanie "jak oni to robią" to pytanie "jak oni to robią, że mogą żyć ze
          > świadomością bólu jaki zadają tęskniącym dzieciom".

          Ja mysle, ze gdyby mieli te swiadomosc, to postepowaliby inaczej. Mysle, ze
          swiadomosci tej po protu nie maja, bo nie maja wiezi emocjonalnej z dzieckiem.
          • cheddar Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 21:31
            Może masz rację, może nie mają tej świadomości?
            Ale w takim wypadku oznaczałoby to, że nie można ich winić, że są
            usprawiedliwienie, a na to mi się zgodzić raczej trudno.
            Siedzą sobie gdzieś tam, w pracy lub w knajpie, zupełnie nie myśląc o tym, że
            mają dziecko, nie zastanawiają się nad tym, że to dziecko ich potrzebuje. Nawet
            nie o to chodzi, że mają jakieś wątpliwości, bo jak ma się wątpliwości, to
            szuka się odpowiedzi, choćby chodzi po takich forach jak nasze, czy czyta
            pisma. A nie znam takiego miejsca, gdzie byłaby mowa, że dla dziecka obojętnym
            jest, czy ma dwoje rodziców, czy jedno.
            Oni po prostu nawet się nad tym nie zastanawiają.
            • pelaga Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 21:55
              cheddar napisała:

              > Może masz rację, może nie mają tej świadomości?

              Uleje troche jadu wink Sa po prostu za glupi. Normalni ojcowie (bo przeciez sa i
              tacy - osobiscie znam jednego), niezaleznie od rozwodu maja te swiadomosc i
              odwiedzaja swoje dzieci, dbaja o nie i ich stan emecjonalny.

              > Ale w takim wypadku oznaczałoby to, że nie można ich winić, że są
              > usprawiedliwienie, a na to mi się zgodzić raczej trudno.

              No dla mnie to nie jest usprawiedliwieniem. Tez sie nie godze na
              usprawiedliwienia.

              > Oni po prostu nawet się nad tym nie zastanawiają.

              No bo im czasu nie wystarcza, musza myslec jak znalezc kolejna naiwna wink
              • cheddar Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 22:10
                Czyli generalnie ten pęd do zrównania kobiet z mężczyznami jest do bani. Skoro
                są tak inaczej skonstruowani (nie generalizując bo znam takich dla których
                kontakt z dzieckiem jest nieodzowny) to po co mówić, że jesteśy tacy sami? Dla
                mnie świadomość, że nie będę umiała przekonywująco odpowiadać na pytanie
                dziecka "przyjedziesz do mnie" jest bolesna, tak bardzo chciałabym ją
                przekonać, że naprawdę po nią przyjadę, że rozłąka jest dla jej dobra. I wiem
                że ona może tego do końca nie kumać i trudno mi o tym zapomnieć. A im nie.
                Więc jednak są z Marsa.
        • lideczka_27 Re: Jak oni to robią? 14.05.04, 23:11
          Ja Cię zrozumiałam, tylko nie rozwinęłam tematu i wyszło tak jednostronnie wink
          Jestem matką i powiem Ci, że perspektywa rozłąki z dzieckiem mnie przeraża.
          Miałam raz sytuację, która bardzo pozytywnie wpłynęłaby na naszą rodzinę, tzn.
          miałam okazję wyjechać na miesiąc do Szkopów (jak mawia moja padruga wink ) i ta
          kasa pomogłaby nam odbić się od dna. Ale nie dałam rady. Dwa dni się
          zastanawiałam i co poszłam pogapić się na łóżeczko, to wyłam (syn miał niecałe
          4 miesiące), a gdy go karmiłam i wlepiał we mnie te ufne ślepka, po prostu
          serce pękało. Nie pojechałam. Bałam się rozłąki i ze względu na siebie i na
          malucha - bo byłam pewna, że odczuje brak matki. M ulżyło, bo nie chciał, bym
          jechała, ja widziałam w tym jakąś szansę dla nas, ale stchórzyłam. Tamta sprawa
          bardzo mi otworzyła oczy na uczucia M. Bo dopiero gdy sama zostałam matką,
          mogłam do końca zrozumieć, poczuć jak może smakować tęsknota kochającego
          rodzica za dzieckiem i jak może smakować ten strach, że dziecko będzie
          tęskniło, że rozłąka będzie dla niego zła, przykra, przygnębiająca i nie można
          nawet wytłumaczyć „dlaczego”. Ostatnio pisałam o tym sobie z mag_p, M był w
          beznadziejnej sytuacji, bo gdy dzieciak pytał, dlaczego już jej nie chce często
          widywać i czy mniej kocha, nie mógł powiedzieć prawdy. Aż do dnia, gdy przestał
          być względem byłej żony uczciwy, bo ona sama, zamiast wytłumaczyć dziecku swoje
          decyzje, dlaczego te kontakty ogranicza, skłamała twierdząc, że właśnie ojciec
          wyrzucił ją poza nawias swojego życia. M był w tej złej sytuacji, że matka
          dziecka kontakty utrudniała mimo alarmów przedszkolanek, potem psychologa, że
          dziecko za ojcem bardzo tęskni, że go potrzebuje, że za rzadko go widuje, że
          wpada w histerię i traci się z nim kontakt.
          Wszyscy mieszkali w jednym mieście, M. ustalał godziny pracy pod młodą, by móc
          jak najwięcej uczestniczyć w jej życiu, ale to się nie udało. Może to dziwnie
          zabrzmi, ale on chyba bardziej się przestraszył rozwodu ze względu na swoją
          córkę niż żonę (pewnego dnia po prostu dostał wezwanie na sprawę rozwodową -
          tak z zaskoczenia, a wcześniej nigdy na temat rozwodu nie padło słowo; myślał,
          że ma normalną, zgraną rodzinę, tyle, że żonie po prostu spadło libido...).

          Ech, trudne życie. Oby jak najmniej maluchów cierpiało z powodu rozłąki, której
          i tak nie do końca chyba rozumieją, bo niby jak to wytłumaczyć...

          pozdrawiam sennie
          lida

          i nie drap! wink))
          • apriv Re: Jak oni to robią? 15.05.04, 09:16
            jezeli 10 dni wstecz mialas kontakt z corka-to na sto procent jest juz
            zarazona,dzieci bardzo lagodnie przechodza,jezeli masz watpliwosci to w
            przeciagu 24 godzin od pojawienia sie wykwitow mozna podac lek przeciw
            wirosowy,niektorzy lekarze podaja juz nawet w okresie gdzie ospa sie rozwija-
            czyli ten okres do 10 dni,nie na temat, ale moze nie musisz izolowac corki-
            porozmawiaj z lekarzem
            • cheddar Re: Jak oni to robią? 15.05.04, 15:19
              Tak myślisz? Ale ona na razie nie ma żadnych objawów, a ja mam już krostki od
              dwóch dni. Nie widzę jej od 4 dni. Myślisz, że jak u niej na razie nic nie ma,
              to mimo wszystko należałoby jej dać jakiś lek? No i kiedy to się u niej w takim
              razie pojawi?
              • apriv Re: Jak oni to robią? 15.05.04, 15:50
                jezeli jestes pewna,ze nieprzechodzila ospy(moze byc nawet bez goraczki),no ale
                chyba tak bo jestes mama,zaraza nawet otoczenie chorego,najlepiej zapytaj sie
                lekarza,stawiam ze bedzie malutka chora,niektorzy lekarze wlasnie daja w
                pierwszej dobie lek,takze jezeli tak tesknicie to poprostu ja bym na twoim
                miejscu nie izolowala,przynajmniej bedzie miala to za soba,porozmawiaj z jakims
                konkretnym lekarzem,mam nadzieje ze nie wytna,pozdrawiam,zycze zdrowka,na
                swedzenie najlepszy fenistil(doustnie)
                • kamila77 ospowato 15.05.04, 15:59
                  Moze faktycznie lepiej, zeby przechorowala? Moje mlode mialo ospe w marcu,
                  bardzo lagodnie przeszedl, wcale nie goraczkowal. Potem go chcialam swinka
                  zarazic (bo nie szczepiony) i poszlismy z wizyta do "zaswinionego" domu. Guzik,
                  wciaz zdrowy jak rybasmile
                  • chalsia Re: ospowato 15.05.04, 16:08
                    Kamilla, czyś Ty z byka spadła kobieto !!!!!!
                    Świnka to dla chłopca nie to samo co różyczka dla dziewczynki, czy ospa dla
                    obydwojga.
                    Zaszczep go i tyle, i wywal z głowy takie głupie pomysły.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia
                    • kamila77 Re: ospowato 15.05.04, 17:47
                      Z byka nie spadlam, taka rade dostalam od pediatry, do ktorego mam
                      zaufanie. "Przechorowanie" daje stuprocentowa gwarancje, szczepienie nie. A
                      swinka u malego chlopca jet niegrozna przeciez.
                      • chalsia Re: ospowato 15.05.04, 23:37
                        Tylko ten pediatra zapomniał Ci powiedzieć, że rzadko bo rzadko, przy śwince
                        może dojść do zapalenia opon mózgowych.
                        I przechorowanie (tak jak i szczepienie) tez nie daje 100% gwarancji.

                        Pozdrawiam,
                        Chalsia
                        • cheddar Re: ospowato 16.05.04, 16:20
                          Ja wczoraj miałam kryzys i przez to swędzenie nawet do komputera nie mogłam
                          zajrzeć.
                          Myślę, że macie racje pisząc o "odwaleniu" u dziecka ospy za wczasu. Ale jak
                          sobie pomyślę, jak ona się "chorcuje" przez swoją alergię, tak wiecie, ostro
                          pazurami do krwi, to przy tej ospie rozdrapałaby sobie wszystkie krosty, co do
                          jednej, bo zaprawiona w boju. Jeszcze mnie do tego zaprzęga, gdy gdzieś nie
                          może sięgnąć "podrap mnie po plecach" - spróbowałabym nie.
                          Jakoś tak nie umiem sama jej na to narazić, wiem, ze to może taka naiwna
                          matczyna dobroć, może nawet bardziej dobroć dla mnie samej, żebym nie musiała
                          patrzeć jak się męczy.
                          Jestem w kropce, nie wiem, co zrobić.
                          Na razie nie mam telefonu od babci o pierwszych krostach. Czy możliwe że mnie
                          wzięło tak momentalnie - przez dwa dni fatalnie się czułam, zanim pojawiły się
                          krosty.
                          A W OGÓLE ILE TO CHOLERSTWO SIĘ TRZYMA?!!!!
    • tata_malolata Re: Jak oni to robią? 16.05.04, 19:37
      cheddar napisała:
      (...)jak ci faceci mogą skazywać swoje dzieci na dużo dłuższe
      okresy "niewidzenia" i nie zwariują od bólu i poczucia winy? Jak to się dzieje,
      że mogą normalnie funkcjonować, bo ja nie wiem, jak przeżyję ten tydzień (...)
      ------------------------

      Pierwsza sprawa.
      Są tacy faceci co mogą. Są i tacy co nie mogą. Podobnie jak matki.
      Nie ma reguły, NIE MOŻNA GENERALIZOWAĆ.


      Druga sprawa.
      Czym innym jest rozłąka z wyboru, czym innym z konieczności a czym innym
      niemożliwość bycia razem.

      Z wyboru - gdy tak jak jedna z piszących na forum pań napisała, iż miała
      wyjechać do pracy na miesiąc za granicę. Zrezygnowała. Rzeczywiście gdy dziecko
      jest małe, trudno zdecydować się na taki krok. Kto inny pojedzie bo uzna, że
      miesiąc to nie wyjazd "na wieki" a zostawia dziecko pod dobrą i odpowiedzialną
      opieką. Moi znajomi wyjeżdżają niebawem na "kanary" zostawiając 2-letnie
      dziecko babci - bo muszą odpocząć. Ja tego nie umiałbym ale jak widać się da.
      Wolny wybór.

      Rozłaka z konieczności - bywa i tak. Pociesz się, że nie mamy w dzisiejszych
      czasach (i oby jak najdłużej) takich dramatów jak nasi dziadkowie w czasie
      wojny. Dziś masz tęsknotę kilkudniową przy okazji rozłąki podczas choroby. No
      cóż. To się da chyba wytrzymać.

      Wszystko się da. Nawet - tu przechodzimy do trzeciej ewentualności - gdy nie
      można być ze swymi dziećmi bo ktoś to uniemożliwia. Ja musiałem wytrzymać
      najpierw tydzień (gdy pewnego dnia zniknęła z synem)... potem zrobiła mi
      jeszcze kilka przerw kilkudniowych, potem przerwę miesięczną........ Myslałem,
      że zdechnę. Nie jadłem, nie spałem. Jakoś przetrwałem. Nie piszę, że
      wytrzymałem bo to już nie było świadome panowanie nad swymi uczuciami,
      emocjami. To było trwanie. Każdy dzień trwał milion lat. I choć tłumaczyłem
      sobie, że dziecku nie dzieje się jakaś wielka krzywda, że jest pod - w sumie -
      najlepszą opieką myślałem, że zwariuję. Dostałem jednak małą nagrodę od
      Opatrzności. Gdy pewnego dnia dowiedziałem się gdzie ON chodzi do przedszkola
      pojechałem. Przybiegł pędem do ogrodzenia, wystawił ręce przez ogrodzenie,
      złapał mnie za szyję, a potem jak gdyby nigdy nic i zawołał do dzieci "to mój
      tatuś!" Nigdy nie przeżyłem nic wspanialszego.





      • cheddar Re: Jak oni to robią? 16.05.04, 21:21
        Doskonale wiem, że są tacy którzy nie mogą spokojnie przeżyć rozłąki z
        dzieckiem. Ale tak się składa, że to jest forum dla samodzielnych mam,
        najczęściej samodzielnych z tego a nie innego powodu, tak więc moje pytanie
        odnosiło się właśnie do naszych eks.
        Problem pozostanie problemem. To że w Twoim przypadku jest odwrotnie, nie
        znaczy, że fakt emocjonalnego porzucenia dzieci przez ojców nie istnieje.
        Poczytaj trochę posty tutaj a dowiesz się, w jakim towarzystwie zabrałeś głos.
        I wcale nie jest pocieszające, że bywa odwrotnie. Przerażające jest na ile
        sposobów mogą cierpieć nasze dzieci, przez nas powołane do życia, jakie
        piekiełko im stwarzają ci ludzie, którzy mieli ich bronić i chronić.
        W "Małym księciu" jest taki cytowany powszechnie fragment "jesteś
        odpowiedzialny za to co oswoiłeś". My oswoiliśmy nasze dzieci, sprawiliśmy że
        na nas czekają, do nas tęsknią. I czasem jedno z rodziców - na tym forum
        najczęściej ojciec - potrafi miesiącami żyć, pracować, bawic się, czytać
        gazetę - bez zastanowienia co robi, a co najważniejsze, co czuje jego dziecko.
        Ja o tym myślę non stop. Mnie nasza rozłąka bardzo boli. Tęsknię za nią, ale ja
        sobie poradzę. Drżę jednak za każdym razem, gdy czekam na odpowiedź mojej mamy
        na moje pytanie "jak tam niunia? tęskni?". Codziennie boję się, że usłyszę w
        telefonie "przyjedź po mnie" i będę wiedziała, że nie mogę.
        A mój eks od 3 tygodni nie dzwoni, aby mnie ukarać, choć wie, że jest dla mojej
        córki niemal wszystkim.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka