Dodaj do ulubionych

co robić???

15.05.04, 16:44
Jestem mama sympatycznego, wygadanego malucha, ktory za cztery miesiace
skonczy dwa lata. Jest nam
cudnie, "wycieczkujemy", "piaskownicujemy", "basenujemy sie", czytamy ksiazki
i robimy COS, ogolnie wszystko co mile. I tylko jest jedna rzecz, ktora nam
jak kula u nogi przeszkadza. Moze zle, ze tak pisze, bo wiem, ze to choroba,
ale moze o tym za chwile...
Tato mojego syna jest alkoholikiem. Pije juz od wielu lat i choc kiedy sie
poznalismy byl moment walki, razem chodzilismy na terapie (kazdy na swoja, ja
dla wspoluzaleznionych, zeby wiedziec jak moze byc, jak ja mam sie wtym
wszystkim zanlezc?). Przezylismy ciezka droge, dobra droge, choc pelna
kolcow, bylismy w koncu razem. Pozniej ja w ciazy, on w kolejnym ciagu, ja na
przystanku (bo do domu sie nawet nie chcialo wracac), i przeprowadzka, kazde
do swojego mieszkania - nie dalam rady. Strach przed tym, ze moze sie nam to
zdarzyc, kiedy bedzie Malenstwo byla wieksza niz milosc. Rozsadek wzial gore
nad uczuciami. Cudowny porod, cudny pierwszy rok, blisko, za reke, przy
sercu, przy sobie, mama, tato i syn...
A teraz koszmary powtarzaja sie co 4-5 miesiecy. Rozstalismy sie w zeszle
wakcje. nie ma lozka, przyjazni. Leczylam rany, lizalam serce, pozwalalm
sobie wyc (kiedy synek spal), nie robilam nic, zeby wracac. Teraz jest mi ze
soba dobrze, nawet chyba chce mi sie nowego, przyjemnego uczucia, chyba
jestem w stanie komus zaufac - przynajmniej chce sprobowac. Pragne bliskosci.
Mozna powiedziec, ze wszystko sie uklada. Ale jest on, jego przychodzenie i
nieprzychodzenie. Pojawianie sie i znikanie. Nie wiem, co robic. Potrafi
zniknac na tydzien, dwa, nawet cztery. Pod koniec przychodzi i chce, zeby go
przyjac, ze on taki biedny, ze trzeba mu pomoc, bo przeciez zawsze mu
pomagalam. A ja juz nie chce, nie pozwole, zeby wykorzystywal te zaleznosc,
ja - matka jego dziecka, on - drugie dziecko. Tym razem wyrzucilam go z domu.
Dwa razy. Nie chce, by dziecko ogladalo go w takim stanie. Dziecko pytajace,
dziecko opowiadajace. Madry, maly, wrazliwy czlowiek. Czuje sie strasznie,
wyrzucic z domu wedrowca, nie pomoc potrzebujacemu...
Co robic? JAk nie pozwolic, by zrobil dziecku krzywde (psychiczna). Myslalam,
ze oddalenie wystarczy, ale nie wzielam pod uwage tego, ze bedzie zawodzil
mimo tego, ze nie mieszkamy razem. Bo obiecal, ze przyjdzie, a nie
przychodzi. Za chwile bedzie pierwszy dzien w przedszkolu, pewnie dzien ojca
(a jesli wtedy bedzie znow ten cholerny ciag), teraz jest maj, a jesli za
kilka lat w majowy komunijny dzien znow zawiedzie naszego syna. Nie wiem, jak
oszczedzic mu tego wszystkiego. Czasami mysle, ze lepiej by bylo, gdyby wcale
go nie bylo. Gdyby zniknal raz na zawsze, bo coz po tacie, ktory pojawia sie
i znika - nieprzewidzialnie, nieodpowiedzialnie, w chwilach najwiekszych
prob, najwiekszych trosk (czasami) i w chwilach najpiekniejszych w zyciu
takiego malego czlowieka. Pierwszych slow, pierwszych krokow, pierwszej
samodzielnej wspinaczki na strome schody...
Przepraszam, ze tak dlugo, ale inaczej sie nie dalo...
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: co robić??? 15.05.04, 23:30
      Przede wszystkim, w tak trudnej sytuacji, radziłabym porozmawiać z psychologiem
      dziecięcym.
      Moje prywatne zdanie - zacząć tłumaczyć synkowi, że tata jest chory i ta
      choroba sprawia, że tak się zachowuje - i to, że nie dotrzymuje terminów nie
      wynika z niekochania dziecka, a z choroby.
      Współczuję bardzo.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
    • rzena3 Re: co robić??? 16.05.04, 10:36
      Nutka
      jestem mozna powiedziec w podobnej sytuacji. Tez mąż pił i piej andal choc ja
      go jedna pijanego nie widziałm i alkoholu nie ma w domu. Ale wycieczki jego
      comiesięćzne znikanie ot tak sobie były nie do zniesienai. Tez go wywalałm
      wiele razy. Wiesz w pewnym momencie pomyslałm :nie chce by dziecko kiedys
      zapytało mnie jak juz dorośnie na tyle ze zrozumie: mamo gdzie tato kiedy wróci
      a ja, ja nie będe mogła mu odpowiedziec. Miałam dosyc tej niepewnosci tego
      znikanai i przychodzenai jakby nigdy nic. To tragiczne iupokarzajace. Teraz
      jestesmy oddzielnie ale....ale on wiesz robił wszystk ob ymnie znów
      manipulowac by go przyajc . Ale jego starania są krótkotrwałe i mają jeden
      cel, znów mnie oszuakać. Ale tak jak był z nami tak i jak jest oddzielnie to
      wycieczk isobie robi. Miał przyjśc do dziecka w piatek i co .. i poprost usobie
      nie przyszedł jakby nigdy nic. To jest to jego staranie e jeg oobietnice. Juz
      nie moge nawet o tym myślec . Jego brak odpowiedzialności i brak myslenia mnie
      przeraża.
      Ale Nutka y chyba też wiesz zże tacy ludzie nie odpuszczaja , dla nich
      tak "rodzinka" to niezłe zaplecze przy ich piciu. I nigdy się to nie skońćzy.
      Nie mam już sił walczyc, nei chce uz z nim nawet rozmawaic .Nie moge sie na
      niego patrzec.
      I tez marzę o "kimś" kto by mnie okrył płaszczem ochronnym, kto pokazałb yco
      to znacyz kochać, czuć się bezpiecznie.
      tzrymaj się nutka
      npisz an priw
      marzena_b21@wp.pl
      rzenka
      • ninaninanina Re: co robić??? 16.05.04, 11:08
        Witam, Dziewczyny, alkoholizm to choroba śmiertelna....to przykre ,że cierpią
        na tym dzieciaczki, no i Wy takżesad Nie chcesz chyba , aby Twoje dziecko w
        przyszłości musiało chodzić na terapie "dzieci alkoholików".Z alkoholikime nie
        można wdawać się w dyskusje, stawić ultimatum, bo niestety nałóg jest
        silniejszy, nic nie jste tak ważne , jak to by sie napić, i wytłumaczenie
        znajdzie sie zawsze. POlecam także spotkanie z terapeutą i ustalenie kontaktów
        sądownie. Moja przyjaciółka korzystała z bezpłatnej terapii dla
        współuzależnionych i na prawdę dużo jej to dało. Nutko, chyba Tobie tez. Nie
        wiem, czy się orientujecie, ale na Naszym forum "gazety" sa
        fora "uzaleznienie", "alkoholizm" i chyba "alkoholizm nasz los", moja Danka tam
        pisała i znalazła wiele odpowiedzi na swoje pytania i wątpliwości ( ma męża
        alkoholika, teraz na terapii i trzeźwego, oby tak dalej:, ona i jej synek
        przezywali jeszcze niedawno piekło). Napiszcie tam, siedzą tam trzeźwi
        alkoholicy, alkoholicy pijący i wiele osób współuzależnionych, także dzieci
        alkoholików. Pomogą na bank. Trzymajcie się mocno i uściskajcie Maleństwasmile
        Pozdrawiamsmile
    • nut.ka Re: co robić??? 16.05.04, 12:06
      Dobrze Was czytac. Maj taki piekny, a tu znow ten sam problem. Mimo ze nie boli
      mnie tak jak dawniej, bo naprawde (i tu ma racje niania, ze dzieki terapiom,
      one dzialaja cuda, nagle okazuje sie, ze ten facet, nawet niechcacy, nawet
      tylko chorobowo, ale po prostu cie wykorzystuje i budzi sie sprzeciw, chce
      walczyc o siebie, mam do tego prawo, chce sie nie bac). I teraz tak ze mna
      jest; nie mysle, czy pije, czy sie gdzies wloczy, a moze go pobili - to jego
      wybor. O ile ciag jest juz mechanizmem, z ktorym nie mozna dyskutowac, to juz
      tylko chemia, to odkrecenie butelki to absolutnie jego/ich wybor. Przede mna
      ciezki tydzien, on wraca do zywych, ja chce jeszcze konkretniejszych ustalen,
      maksymalnego oddalenia, tak bardzo potrzebnego do normalnego funkcjonowania
      rodziny. Moze ubozszej, bo tylko dwuosobowej, ale szczesliwej, ufajacej sobie,
      dajacej sobie wzajem oparcie... Marzeno, napisze na priv, po przyszlej
      niedzieli, jak tylko zalatwie, co musze zalatwic, bo mam pewne zaleglosci.
      Milej niedzieli
    • zalotnica Re: przeciez to podpucha... 16.05.04, 13:39
      nut.ka napisała:

      >Jestem mama sympatycznego, wygadanego malucha, ktory za cztery miesiace
      >skonczy dwa lata....Tato mojego syna jest alkoholikiem. Pije juz od
      >wielu lat...

      a gdzie Ty mialas oczy...? do calej tej sielanki zapomnialas dopisac
      ze Cie jeszcze bije...


      • chalsia Re: przeciez to podpucha... 16.05.04, 14:21
        Wiesz co, oszczędź sobie swojego (i naszego) cennego czasu na pisanie takich
        postów.

        Chalsia
        • zalotnica Re: przeciez to podpucha... 16.05.04, 15:05
          juz kiedys mialam watpliwosci po przeczytaniu jakiegos postu,
          po tym sie tylko upewnilam, ze ktos sie cwiczy w pisaniu...
          przeczytaj jeszcze raz uwaznie ten post...odebralam to jako sielanke, a nie
          walke z alkoholizmem...
          • chalsia Re: przeciez to podpucha... 16.05.04, 18:29
            No a jakie to ma znaczenie, że to podpucha ???
            Bo dla mnie absolutnie żadne.

            A na temat walki z alkoholizmem - moja była teściowa zrezygnowała z walki ze
            strachu przed samotnością na starość. Z pełną świadomością tego co robi. Różnie
            się ludziom w życiu plecie.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • zalotnica Re: przeciez to podpucha... 16.05.04, 19:02
              chalsia napisała:

              >No a jakie to ma znaczenie, że to podpucha ???
              >Bo dla mnie absolutnie żadne.

              nie lubie, jak ktos podstepnie wyciaga z kogos osobiste zwierzenia...

              >A na temat walki z alkoholizmem - moja była teściowa zrezygnowała z walki ze
              >strachu przed samotnością na starość. Z pełną świadomością tego co robi.
              >Różnie się ludziom w życiu plecie.

              *w takim przypadku, nie wysluchalabym ani jednego slowa narzekan...
    • nut.ka Dziekuje 23.05.04, 15:12
      Dziekuje Ci chalsiu za to, ze stanelas w mojej obronie, jesli tak to moge
      nazwac. Ja chyba nie boje sie zycia w samotnosci, tak tez moze byc dobrze, a
      przynajmniej nie ma strachu i wiem na czym stoje nawet jesli to stanie odbywa
      sie na samotnej wyspie. Jesli idzie o panne zalotnice chetnie sluze informacja
      (ku zaspokojeniu plotkarkiej ciekawosci, bo takie wlasnie odnosze wrazenie)
      nikt nigdy mnie nie bil. Sa alkoholicy, ktorzy w trakcie picia sa jak baranki,
      placza, pragna pomocy, zamieniaja sie w dzieci, nad ktorymi opieka niestety nie
      jest na moje zdrowie. Przykro mi bardzo, ze nie bylo sensacji, a list wydal sie
      sielankowy. Takie jest wlasnie moje zycie bez alkoholika w domu, bez alkoholika
      w sercu. Przykro mi, ze nie opisywalam zapijaczonych kumpli od kielonka, izby
      wytrzezwien i oddzialow detoksykacyjnych. Jednak nie w tej sprawie pisalam,
      zeby sie dzielic tym, co juz za nami, tylko chcialam dowiedziec sie czy ktos w
      podobnej sytuacji zrobil cos madrego, zebym mogla czerpac nauke od innych, na
      jakis czas mam dosc uczenia sie na wlasnych bledach. Czy ty kobieto bylas
      kiedys zakochana do szalenstwa, nie bylas gotowa zrobic wszystkiego, nawet
      przezwyciezyc chorobe, jak wtedy mi sie wydawalo, nie widzialas swiata poza
      nim, nawet gdyby byl alkoholikiem??? To normalny, cudowny, inteligentny,
      wrazliwy czlowiek, tylko nalog okazal sie silniejszy. Silniejszy od
      wszystkiego...
      • soleilrouge Re: Dziekuje 24.05.04, 22:12
        Nutko,
        miałam podobną sytuację. Właściwie jeszcze mam, gdyż w związku z tym, że mamy
        dziecko nie da się tak po prostu tego urwać. Oprócz alkoholizmu doszedł w moim
        przypadku problem perfidnej zdrady (choc która zdrada nie jest perfidna).
        Zaszła z nim w ciążę, ale nie traktowała go poważnie i usuneła. A on to b.
        przeżył, wypłakiwał mi się na ramieniu, mówił jak to mnie nie doceniał i jak
        bardzo ją nienawidzi. Wiem co to kochac do szalenstwa, bo BARDZO dużo mu
        wybaczałam. Teraz się leczy podobno, podobno nie pije. Podobno, bo nie jesteśmy
        razem. On po moze 2 tyg zaczął się za nią znów uganiac, mi kazał
        współuczestniczyc w kolejnym kredycie, a kiedy odmówiłam - po prostu kazał się
        wynieśc. Wyłam tygodniami za facetem, który tak mnie upokorzył. On jak skała. W
        pewnym momencie - sama nie wiem jak to się stało - po prostu podniosłam się,
        wstałam i trzymam się jak dotąd prosto. Mam zelazne postanowienie - nigdy
        wiecej nie dawac mu szansy. A to nie jest łatwe - są tez piękne wspomnienia. Co
        jeszcze: alkoholizm jest dożywotni. Chodziłam na rozmowy do ośrodka, gdzie
        pomagają równiez współuzaleznionym. Nie rozczulają się, mówią prawdę prosto w
        oczy. Wybierając życie z alkoholikiem, musisz wiedziec na co się decydujesz.
        Tak jak dziewczyny powyżej, polecam grupy wsparcia dla współuzależnionych.
        Łatwiej podjąć decyzję wiedząc jak najwiecej o konsekwencjach.
        Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki, bys wybrała mądrze, dla Ciebie i synkasmile)
    • szpiczak Re: co robić??? 24.05.04, 15:29
      znam problem.lepiej jest chowac dziecko bez ojca niz ma widziec go pijanego.
    • nut.ka Wiem, ze dobrze wybralam 25.05.04, 08:51
      Znowu kolo sie zatoczylo. On przestaje pic, blaga o to, bysmy byli razem. Zeby
      wszystko zaczac od nowa, od jakiego nowa? Od ktorego momentu mamy zaczynac? Jak
      zapomniec o tym, co sie stalo przez ten czas. Nie chce juz. Dalam sobie rade z
      uczuciami, ktore mialam w sercu, teraz, kiedy umysl juz jasny nie wybiore
      ponownie tej drogi. Tyle klamst i zdrad, ktore wydarzyly sie po drodze nie
      rokuja dobrze. Ja chce zaczac od nowa, ale od nowa znaczy z kims innym. Z kims,
      kto ni enaduzyl mojego zaufania, kto nie mowi "zawsze", zeby jutro zmienic
      zdanie, bo jest tak wygodniej... Soleilrouge dobrze wiedziec, ze jest Ktos, kto
      dal sobie rade. Troche sie balam, ze to tylko pozorne poradzenie sobie z
      sytuacja, ze moze cos udaje, ale naprawde wole byc sama. Sama, ale wolna od
      strachu o jutro, o chwile, kiedy znow otworzy butelke. I za kazdym razem
      slysze, ze to byl ostatni raz, ze teraz juz trzezwosc po grob. Zygac mi sie juz
      chce (przepraszam), kiedy tego slucham. Powinna byc jakas obrona przed
      wysluchiwaniem takich slow. Wiesz soleilrouge juz przeszlam kilka terapii, to
      dzieki nim stoje teraz obok, nie jestem w tym piekle. Ale przyznaje racje, ze
      mimo rozumowego myslenia rozpacz byla wielka, tak wielka, ze juz drugi raz
      chyba nie dalabym rady. DLatego nie dam mu szansy. W przyszlym tygodniu mam
      rozmowe z psychologiem dzieciecym. Zobaczymy co pani powie. Czuje, ze czeka nas
      droga sadowa, ale nie widze innego wyjscia.
      • soleilrouge Re: Wiem, ze dobrze wybralam 25.05.04, 12:51
        Trzymam za Ciebie Nutko kciki, zebyś wytrwała jeśli już podjęłaś decyzję. Ja
        byłam wielokrotnie niekonsekwentna i jeszcze za to płacę, gdyż tez facet nie
        wierzy do końca, że to KONIEC. To potrwa, ale wiem, ze w żadnym razie zdania
        nie zmienię, bo przestanę sama siebie szanować. Że mi sie udało - to trochę na
        wyrost, każdy dzień to sukces. Mam nadzieję, że i Tobie i mi ułoży się wszystko
        tak jak na to zasługujemy.
    • nut.ka Re: co robić??? 25.05.04, 16:45
      jestem za tym, zebysmy dodawaly sobie otuchy. Mnie tez juz wiele razy zdarzylo
      sie wybaczac, stad moze obecne ludzenie sie w przypadku mojego bylego, ale od
      roku trwam twardo. Za chwile nadejdzie lato i slonko doda sil, zeby przetrwac
      nastepna wiosne. A co gorsza przede mna trudny okres, bo chce to zalatwic juz
      formalnie (wysokosc alimentow, kwestie ich spotkan, kwestie mojej prywatnosci-
      w czasie ciagu potrafi przychodzic w nocy, o kazdej porze dnia, a to po
      pieniadze (ktorych nigdy nie dostaje, a to blagajac o pomoc, ktorej tez mu juz
      od dluzszego czasu nie udzielam)... Czasami chcialabym, zeby przy moim boku
      stanal ktos, kto bedzie przy mnie w takich chwilach, kto nie pozwoli mi sie
      bac, kto powie chocby jedno cieple slowo. Czy pragne zbyt wiele? Ale nie ma sie
      co rozczulac, najpierw porzadki w moim zyciu, a pozniej otwieram sie na NOWE.
      Dobrze, ze jestes gdzies tam po drugiej stronie monitora.
      • soleilrouge Re: co robić??? 25.05.04, 22:21
        Nutko, pisz do mnie kiedy chcesz, kiedy potrzebujesz, najlepiej na priv.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka