Jakiś taki magiczny klimat przedświąteczny mi się chyba udzielił.Wspomnienia,nostalgia i takie tam

Chciałabym napisać - głównie do tych dziewczyn, które właśnie co się dowiedziały, że noszą gdzieś pod sercem maleńkie życie.
Bywało ciężko- nie powiem.Był czas kiedy każdy niemal dzień wisiałam na tym forum czytając różne wpisy.Bywało, że znajdowałam tu najwięcej zrozumienia i dostawałam nadzieję, gdy jej światełko nieco gasło.
Zawsze , gdy tu zaglądałam wiedziałam, że DAM RADĘ.
Dziś moja mała ma już prawie 7lat, chodzi do 1 kl.Poza tym jest z nami jeszcze jedna dziewczynka, którą los niemal postawił na mojej wycieraczce i miałam wybór - otworzyć jej drzwi czy zatrzasnąć na nosie.Długo się woziłam z decyzją, bo nie planowałam w ogóle dziecka,a co dopiero "gotowego"

Ale jest z nami.
A zatem- jesteśmy sobie we trzy- wiadomo, że są różne chwile, czasem mam dość i zasypiam w opakowaniu( czego nienawidzę!!!), czasem żal kiedy widzi się normalne fajne rodziny z ojcem bawiącym się z dziećmi,czasem ulga, gdy widzi się osoby szukające schronienia,posiniaczone, tłumaczące naokoło, że właśnie ( kolejny raz w tym tygodniu) spadły ze schodów.
Nie ma sensu się porównywać, bo zawsze znajdziemy takich, którzy mają lepiej i gorzej od nas.To jasne.
Trzeba patrzeć na siebie ( w tym znaczeniu, oczywiście) i na tym się koncentrować nie nabijając sobie baniaka ani żalem ani pychą.
Dziś chce podziękować tym wszystkim wspaniałym dziewczynom, które tu spotkałam.Powiedzieć tym, które stoją przed decyzją swojego życia to co sama tu nieraz słyszałam: dacie radę!
Mam ciągły sajgon w pokoju, rano wieczne awantury o wszystko ( o bluzkę, gumkę do włosów, byle co...)- ale dziś, gdy minęło już ponad 7 lat (+ ciąża)- wiem, że nie chciałabym już żyć w tamtej rzeczywistości, kiedy ich nie było.Czy to w ogóle możliwe, ze był taki czas na świecie?

Jasne, ze czasem pragnę samotności, chciałabym beztrosko połazić sobie po sklepach, zatrzymywać się to tu to tam, a nie gnać z wywieszonym jęzorem , bo lekcje się kończą...
Ale wczoraj, gdy widziałam ich radość z prezentów mikołajkowych, gdy widziałam ich listy tak starannie napisane i podłożone gdzieś na parapecie....wiem,, że nic się z tym nie równa.
Nawet mi już ten sajgon w pokoju aż tak nie przeszkadza.Jeszcze w sumie jakieś 11 lat i mogą mi dziewczyny całkiem wyfrunąć z domu.Trzeba się cieszyć każdą wspólną chwilą.
Warto było!
Mam nadzieję, że jest to właśnie optymistyczny akcent dla niektórych z Was
Cieplutkie pozdrowienia i podziękowania, za to, że tu jesteście.