Dodaj do ulubionych

zal i litosc

13.07.04, 22:10
Jestem od 10 lat w zwiazku, w ktorym panuje przemoc psychiczna i emocjonalna.
Wreszcie zdecydowalam sie na odejscie - oczywiscie moj M. twierdzi ze to ze
nasz zwiazek sie rozpadl jest calokowicie moja wina. Jako ze zwrocilam sie o
pomoc do psychologa, wiem ze nigdy tak nie jest ze zwiazki rozpadaja sie
tylko z winy jednej strony, wiem ze moj M. przez 10 lat kontrolowal kazdy
aspekt naszego zwiazku, wiem teraz ze Jego poprzednie malzenstwo rozpadlo sie
z tego samego powodu. Ja sama mam dobra prace, dobre wyksztalcenie, odnowilam
przyjaznie, mam rodzine ktora mnie kocha i pomoze mi w potrzebie - moj M nie
ma wlasciwie nikogo oprocz mnie. Wiem ze bardzo cierpi i mam momenty ze zal
mi go bardzo - jednak wiem ze on uwaza ze jest idealem, oskrza mnie o wrogosc
i nielojalnosc w stosunku do niego jesli widzi jakakolwiek krytyke z mojej
strony. Wiem ze musze byc silna, dla siebie i dla dziecka, ale czesto sobie
mysle ze ja sobie poradze z dalszym zyciem, natomiast nie bardzo widze jego
zyjacego na wlasna reke. Jednak nie probuje robic nic w kierunku ratowania
naszego zwiazku, kazda proba rozmowy konczy sie wrzaskami i oskarzeniami,
oczywiscie ordynarnymi w stosunku do mnie. PO kazdej takiej "rozmowie" mysle
sobie ze nalezy uciekac jak najdalej i jak najszybciej, ale potem po prostu
jest mi szkoda tego czlowieka, ktory wyraznie ma wielkie problemy ze soba.
Czy mialyscie tez takie mysli? Taka hustawke uczuc od absolutnej desperacji i
wrecz nienawisci do zalu i jakby takiej macierzynskiej milosci. A moze to
jest po prostu syndrom kobiety zyjacej w przemocy psychicznej. Dzieki za
wszelkie refleksje.
Obserwuj wątek
    • elaw2 Re: zal i litosc 14.07.04, 09:18
      To o czym piszesz, jest mi doskonale znane (toksyczny związek, kontrolowane
      przez męza życie, przemoc psychiczna a także fizyczna) oraz Twoje stany
      emocjonalne (raz go kocham, raz nienawidzę i ta durna macierzyńskość w stosunku
      do męża). Ja mam ten luksus, że już odeszłam i od ponad półtora roku mieszkamy
      oddzielnie, toczy się sprawa rozwodowa. W związku, z przerwami byłam 6 lat,
      teraz to byłoby siedem. Ale odpowiadając na Twoje pytanie. Te miotania się są
      jak najbardziej naturalne, z tym że mogę Ci z własnego doświadczenia
      powiedzieć, że NA PRAWDĘ mijają! Czas i rozłąka je leczą i nie są to banały.
      Kiedy rok temu zdecydowałam się na radykalne cięcia (choć trwało to kilka
      miesięcy a nie mieszkałam już z mężem) wydawało mi się że nie dam sobie sama
      rady. Ty piszesz, że sama dasz sobie radę a ja byłam przekonana, że nie. No i
      myślałam też o nim, że znów chleje, że rozwala sobie watrobę, ale przyznam, że
      byłam na etapie myślenia bardziej o SOBiE i córeczce. Byłam na urlopie
      wychowawczym, mała pochłaniała olbrzymie ilości czasu i zaangażowania a we mnie
      powoli, powoli dojrzewało postanowienie, że chcę mieć spokój i sama zacząć
      decydować w końcu o sobie. Te uczucia macierzyńskie w stosunku do męża były
      zanim urodziła się rybka i kiedy odchodziłam, to faktycznie zawsze jakoś się
      nim przejmowałam, jak sobie radzi, czy ma co jeść (teraz wiem, jak chore to
      było), na swoje potrzeby nie wydawałam forsy, tylko na niego. Np: sobie nie
      kupiłam ciucha, albo taki najtańszy a dla niego wydawałam na dobre dzinsy czy
      buty (teraz trzęsie mnie, że taka durna byłam!, dodajmy że facet zarabiał 2-3
      razy tyle co ja. A teraz po odejściu i tych kilkudziesięciu miesiącach
      samodzielności mam go po prostu w d...pie! Nie martw się twój mąż poradzi sobie
      sam znakomicie, nie potrzebuje Twojego matkowania, on je wykorzysta w perfidnie
      przeciwko Tobie. Odejdź póki czas, bo z każdym rokiem będzie trudniej.
      Pozdrawiam i trzymam kciuki.
    • edzieckokarenina Re: zal i litosc 14.07.04, 22:22
      Dobrze rozumiem Twoje lęki o gościa-choć to irracjonalne, ale kobiety tak
      często mają. Są gnębione, starają się(o czym świadczy chociażby Twoja wizyta u
      psychologa) a jednocześnie czsami martwią sie..co będzie z tym biedactwem jak
      wreszcie zdecyduję się odejść...wink
      wiem, to nie jest śmieszne.
      Pamietaj-on napewno nie martwi się w ten sposób o Ciebie, a sam doskonale da
      sobie radę.
      Ps.moja sygnaturka jest ogólnym przesłaniem
      • rzena3 Re: zal i litosc 15.07.04, 09:30
        J ja się miotam już tyle czasu , 5 straconych( bo inaczej nie można tego
        nazwać) lat. Tyle się wydarzylo złego , że przeslonił oto co kiedys było
        dobre. Odeszliśm yod siebie juz dawno ale on mna manipulowal tak długo, trzymał
        na smyczy co chciałm uciec to mnei przyciagał. Początkowo zaśleniona walcyzłam
        potem zobojętniała - a to najgorsze co moze byc. Jka zaczynaszwalkę i
        przegrywasz to odejdz i nei wracaj nigdy. A aj tyle razy pchałam sie w te sama
        przepasc ,tyel razy wychodizłąm z tymsamym coraz bardziej zaszczuta,
        pozbawiona wartości ,przestraszona. Z pewnym irzeczami nie wygrasz i tyle.
        Ze związków toksycznych trzeba odejść b ynie zgubic siebie. Bo o ne niszczą, są
        destrukcyjne dla nas dla dzieci a pe dizeci to powielają. Nei chce by mój syn
        był taki jak ojciec. Dlateg opodjeąłm kolejną póbę odejścia czy skuteczna?
        wierzę że tym razem mi się uda.
        I Tobie się uda wierzę w to.Wszystki mnam sie uda tylk o każdej w innym czasie.
        M.
    • an-da inne myślenie 15.07.04, 12:00
      napisałabym to co dziewczyny przede mną
      dla mnie pomocne było myślenie nie o mnie (bo dużo zniosę), nie o nim (bo on
      taki biedny), ale o dziecku
      gdy wyobraziłam sobie, że mój synek może za chwilę potraktować mnie tak jak
      jego tatuś (bo dzieci się uczą przez osmozę), to tego bym nie zniosła i od razu
      miałam energię do ucieczki
      jeżeli masz córkę można pomyśleć, czy chcesz żeby ona była w przyszłości tak
      samo podatna na manipulację jakiś popaprańców

      jak dla mnie wystarczy wyobrazić sobie swoje dziecko w podobnych sytuacjach -
      od razu trzeźwieję
      może i tobie pomoże w tej huśtawce nastrojów
      uciekaj i nie oglądaj się za siebie
    • mamawiktora Re: zal i litosc 15.07.04, 14:12
      Boze jakbys opisala moje zycie!!!!!!!!!!!!
      z tym tylko ze ja 6 lat walcze o milosc ktora nas laczyla, a teraz jestem na
      etapie odejsc, odejsc i jeszcze raz odejsc. u mnie dochodzi nawet do tego ze
      jak ide do lekarza rodzinnego to jest klotnia (bo musialam do badania sciagnac
      biustonosz)odzywki typu teraz ja cie beede zdradzal, ty dla mnie juz nie
      istniejesz, po czym za dwa dni ze slodkim usmiechem, Kochanie adzisiaj
      zalozysz dla mnie stringi, brrrrr
      czasami siebie nienawidze za to ze w tym tkwie i nie umiem zrobic nic by to
      skonczyc/zmienic, trzymaj sie, mam nadzieje ze chociaz tobie sie uda uwolnic z
      tego zwiazku, pozdrawiam
    • serengetti Re: zal i litosc 15.07.04, 15:45
      Ja uważam, że każdy jest kowalem swojego losu. Wybacz, ale jeśli facet za całą
      rodzinę ma tylko Ciebie i wasze dziecko, a nie potrafi tego docenić, dołuje Cię
      i poniża na każdym kroku, to mnie by go żal wcale nie było. Sam sobie na tę
      samotność i opuszczenie zapracował. Uciekaj szybko od niego, jest może jakaś
      (płonna) nadzieja, że jak pobędzie sam jak palec, to może zmądrzeje i doceni
      to, co właśnie stracił. Ale nie liczyłabym na to zbytnio... Sama piszesz, że to
      już drugie jego małżeństwo. Po pierwszym nie zmądrzał, to i teraz nie
      zmądrzeje. Więc w pełni zasłużył na swój los.
      Trzymaj się i nie żałuj drania, bo nie ma czego.
      • ronka3 Re: zal i litosc 16.07.04, 00:54
        dziekuje Wam bardzo za wszystkie przemyslenia. Moj problem polega na tym ze moj
        M. to jest "porzadny" czlowiek - nie pije, nie zdradza, pracuje itd tp - nic
        oczywistego. Poniewaz raz po raz wpadalam w depresje, mialam mysli samobojcze,
        to caly czas myslalm ze cos jst nie tak ze mna. Chorobliwe zazdrosci,
        wysmiewanie, straszliwe wybuch zlosci w ktorych nie tylko ja ale takze moja
        rodzina byla ponizana, wysmiewana. Noce przeplakane, izolacja od przyjaciol
        przeplatane bylymi okresami czulosci i jakby takiej nienormalnego "uwieszenia"
        sie na mnie. Jak w tym okresie pytalam sie dlaczego mnie tak krzywdzisz,
        odpowiedz byla "bo jak Cie tak ukrzywdze to bardzo Cie wtedy kocham". Obecnie
        Mprzechodzi przez okres skruchy, stara sie bardzo i to wlasnie dlatego
        napisalam ta wiadomosc. Bardzo wam dziekuje za wasze refleksje, to duza pomoc
        dla mnie.
        • edzieckokarenina Re: zal i litosc 16.07.04, 01:00
          dobrze znam to co opisujesz-nie pije, nie bije...
          to dlaczego jesteś taka nieszczęśliwa?
        • serengetti Re: zal i litosc 16.07.04, 10:50
          O rany, to psychopata! Dziewczyno, zwiewaj od niego czym prędzej. Sama
          przeczytaj, co piszesz - wychodzi z tego, że lubi się znęcać, bo to go kręci i
          wtedy może Cię kochać. Ratunku, to jest nienormalny facet. I co z tego,
          że "porządny"? Oby takich mniej. Nie lituj się, olej go i ratuj swoje zdrowie
          psychiczne. I dziecko!
          • ronka3 Re: zal i litosc 17.07.04, 22:15
            Bardzo wam wszystkim dziekuje za refleksje. Prawda jest taka ze kobiety zyjace
            w zwiazkach toksycznych sa odizolowane i jakby juz nie wiedza co to znaczy byc
            ww dobrym zwiazku, gdzie partnerzy sa przyjaciolmi. Wiem ze musze znalezc sile
            zeby odejsc i pomalu to organizuje, ale musze wam sie przyznac ze jest ciezka
            praca. Jeszcze raz wam dziekuje za pomoc. Ronka.
            • edzieckokarenina Re: zal i litosc 17.07.04, 22:28
              ronka3 napisała:

              > Bardzo wam wszystkim dziekuje za refleksje. Prawda jest taka ze kobiety
              zyjace
              > w zwiazkach toksycznych sa odizolowane i jakby juz nie wiedza co to znaczy
              byc
              > ww dobrym zwiazku, gdzie partnerzy sa przyjaciolmi. Wiem ze musze znalezc
              sile
              > zeby odejsc i pomalu to organizuje, ale musze wam sie przyznac ze jest ciezka
              > praca. Jeszcze raz wam dziekuje za pomoc. Ronka.

              ***********
              Ronka-już jest dobrze,że napisałaś tutaj,moze to Ci jakos pomoże odblokować sie
              ze swojej samotni.
              Tylko nie poprzestawaj na tym, nie załamuj sie zbyt szybko(najlepiej wcale!).
              Ja dobrze wiem, o czym piszesz.Zwiazki gdzie na zewnątrz wydaje sie,że wszystko
              jest ok,że facet jest strasznie miły w "obejściu" są dla sponiewieranej kobiety
              najgorsze.Sama czasami zaczyna wątpić,czy on naprawdę jest taki zły dla mnie?
              przecież czasami jest kochany, jest taki miły dla sąsiadówwink itp.
              Na dodatek darzysz go pewnie jeszcze jakimś uczuciem, więc łatwo mu jest robić
              Ci wodę z mózgu.
              Obdukcji z ran psychicznych sobie nie zrobisz- na dowód znęcania weź swoje
              stany depresyjne i myśli samobójcze.
              Nie daj sie temu człowiekowi, niech sobie znajdzie inną ofiarę do manipulowania.
              • marta_urszula Re: zal i litosc 17.07.04, 22:43
                Dokladnie tak!!! W dodatku, ja bardzo "pracowalam" nad tym aby nikt nie
                zauwazyl co tak naprawde dzieje sie w naszym malzenstwie.. Myslalam ze przeciez
                dziecko musi miec ojce ( i nie jest to zly ojciec, ale tak naprwde nie bardzo
                sie interesuje dzieckiem, chociaz sciska, caluje go ale nie za bardzo spedza
                czas z nim. Kiedy probowalam dyskutowac na ten temat oczywiscie odpowiedz
                byla "bo ty dziecko tak zagarnelas ze ja nie mam dostepu do niego". Zagarnelam
                bo opieka tatusia nad dzieckiem wygladala i wyglada tak ze dziecko oglada TV
                jak tatus zajmuje sie swoimi sprawami, ale oczywiscie winna jesytem zawsze ja).
                Wasze forum uswiadomilo mi ze dziewczyny w zdecydowanie gorszej sytuacj
                decyduja sie na rozwod i pomalutku wychodza na prosta. Dziekuje Wam!
            • serengetti Re: zal i litosc 18.07.04, 14:22
              Ja też byłam w takim związku. Mój mąż był cichy, łagodny, delikatny, nigdy nie
              podnosił głosu. Jak odeszłam od niego, to moi rodzice byli pełni zdziwienia i
              dawali wyraźnie do zrozumienia, że mam coś nie po kolei... Zrozumieli dopiero
              wtedy, kiedy wprowadził się do nich - zobaczyli, jak mnie traktował i pomogli
              mi się go pozbyć.
              Ronka, piszesz, że masz przyjaciół, rodzinę - oni Ci pomogą. Nie przedłużaj
              agonii, zakończ ten chory związek jednym szybkim ruchem. To będzie bolesne, ale
              jednocześnie będzie bolało mniej, niż jak to będziesz robiła powoli,
              zastanawiając się nad każdym posunięciem. Szczerze radzę - z własnego
              doświadczenia. Ja odeszłam z dnia na dzień. Przepłakałam potem dobry tydzień,
              ale już było z górki. Będziesz miała wsparcie rodziny za sobą - to szalenie
              ważne.
              Powodzenia!
              Katarzyna
              • edzieckokarenina Re: zal i litosc 19.07.04, 11:07
                serengetti-napisałam do Ciebie na priv-zajrzyj jak będziesz miała czas
                Pozdrawiam
    • an-da Re: zal i litosc 19.07.04, 13:45
      dziewczyny mówią, odejdź z dnia na dzień, czasami jest to dobry pomysł, gdy
      czujesz, że nie dasz rady inaczej
      ale zawsze łatwiej jest, gdy będziesz przygotowana na dni po...
      ja zrobiłam inaczej, podjęłam decyzję, a potem się już tylko tego trzymałam
      podzieliłam rzeczy, wynajełąm piwnicę, moje rzeczy wywiozłam, pokserowałam jego
      dokumenty, znalazłam pracę w innym mieście, zorganizowałam opiekę dla dziecka,
      dorobiłam klucze, itd. a potem gdy z kolejną kochanką wyjechał w góry -
      wyprowadziłam się.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka