no właśnie, tak się porobiło..Rodzice są 300 km stąd a ja wciąż mam
niewyleczoną grypę, nie chcę się narażać na przejazdy, na siedzenie na
zimnych dworcach zważywszy ,że to 8 miesiac.Boje się powikłan, wciąż mam
zresztą kaszel suchotnika i chyba stan podgorączkowy.Czy ktoś z Was przeżył
kiedyś te dni w totalnej samotności? Jeśli tak to prosze o refleksje.Zupełnie
nie wiem czy udawać ,że to nic takiego, zrobić sobie kanapkę

i już,Czy może
faszerować się kolędami w TV.? Tylko wtedy może być gorzej...Hmmmm..Na
pocieszenie sama sobie powiem,że mam przecież fikającą Julkę w brzuchu

więc
taka znowu całkiem sama nie będę

Pozdrawiam!!