Cos mnie gniecie od jakiegos czasu i nie wiem sama o co mi chodzi. Sprobuje
to wyartukulowac, moze ktoras z Was zrozumie moja pokretna logike... echhhh...
Wbrew temu, ze jestem eksia, musze stwierdzic, ze moj ex jest dobrym ojcem.
Nie weekendowym, ale takim prawie na co dzien. Ale wyglada to tak, ze jest u
Malej co najmniej 4 razy w tygodniu na kilka godzin. Kurde, ja tam na razie
nie szukam sobie partnera, ale jakby co, to co??? Dalej bedzie przychodzil
tak czesto?? Czy moze ograniczyc mu wizyty?? Ale wtedy to bedzie zamach na
jego kontakty z dzieckim i bede zla exiara. Teraz sie czuje jak w haremie
doslownie. Niby go nie ma juz w moim zyciu, a kurka widuje go prawie
codziennie. Po czym on na weekendy "skacze" do swojej aktualnej do Wroclawia.
I zeby nie bylo... Nie tesknie za nim i nie mam ochoty na jego powrot, cieszy
mnie, ze jest z Gabi. On sobie ulozyl w miare stabilnie zycie. W sumie boje
sie, zeby pozniej nie uslyszec czegos w stylu "coraz to nowi Twoi
kochankowie" jak w ktoryms poscie napisal Tata_malolata. O Boze... Ale
zakrecilam

Chyba glownie chodzi mi o to, ze to niesprawiedliwe, ze on mi
w "garach" siedzi, a ja na to sie zgadzam w imie kontaktow ojca z dzieckiem.
A potem wychodzi do swojego swiata, gdzie nie mam dostepu. Ja tez bym chciala
miec taki swoj kawalek przestrzeni, gdzie go juz nie bedzie... Ale on, jako,
ze zajmuje sie Julka, kiedy ja jestem w pracy, jest u mnie w domu, sam sobie
robi herbate, cos do zjedzenia, czesto gesto je z nami obiad. W sumie tak,
jakby tu mieszkal...
Leeya