Dodaj do ulubionych

czy to ja jestem jakaś nienormalna?

26.05.06, 14:58
mąż chce rozwodu, chce zostawić mnie i nasze 15 miesięczne dziecko...
mieszkamy razem, ale mąż chce się wyprowadzić i złożyć pozew...
nie chce nigdzie ze mną wychodzić, ale...
za to spotyka się z moimi przyjaciółkami - jeżdżą razem na rowerach, a
dzisiaj wybierają się do kina...Mąż naszym samochodem jedzie po nie do domów,
potem je odwozi,po kinie idą jeszcze na piwo....
Dziewczynom powiedziałam, bo rozmawiałyśmy o tym,że nie mogę im tego
zabronić, ale nieczuję się z ty dobrze...One na to,że niczłego nie robią...
Dla mnie wsparcie byłoby wtedy gdyby zamiat jeździć z moim mężem do kina,
wybrały się po prostu do mnie....
Czy to jest normalna sytuacja?
Czy ja się czepiam?
Obserwuj wątek
    • gazunia Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 15:07
      Czy jesteś pewna, że to Twoje przyjaciółki?
      • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 15:22
        z jedną z nich znam się już ponad 20 lat....i zawsze przyjaxniłysmy się, ale
        teraz, coś mi tu nie gra....
    • lilith76 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 15:24
      znałaś je zanim poznałaś męża, czy już w trakcie waszego małżeństwa?
      może to tylko ty masz przeświadczenie, że to przyjaciółki, a one czują się
      dobrymi znajomymi was obojga.

      nie zmienia to faktu, że wykazują się sporą niedelikatnością.
      • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 15:34
        znałam je dużo wcześniej, mąż poznał je przeze mnie...
        twierdzą, że lubią nas oboje ...
        ale, do lich, są jakieś priorytety, prawda?
        trzeba sobie rozważyć : to jest moja przyjaciółka, a to mąż mojej
        przyjaciółki...
    • agamagda Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 15:51
      Kalinko, normą jest to dla danego związku, co sobie wspólnie ustalą czy z
      czasem wypracują. Dla jednych związków wspólne wakacje to norma dla drugich
      normą jest jeżdżenie oddzielnie, żeby sobie odpocząć w samotności. Dla jednych
      normą jest piątkowe wyjście z kolegami lub koleżankami, dla innych jedynym
      akceptowalnym "wychodzneim" jest niedzielny obiad u teściowej. Po prostu każdy
      sobie ustala to, co jest mu przyjemne i niezbędne w kontaktach społecznych i
      międzyludzkich. Ocenić to, o czym piszesz jest czepialstwem czy nie jest
      trudno. Ja osobiście, w zwykłych, "nieprzedrozwodowych" okolicznościach na
      pewno nie zaakceptowałaby regularnych "wyjść" mojego męża z moimi koleżankami,
      kiedy ja miałabym siedzieć sama w domu z dzieckiem. Ale inaczej już jest, kiedy
      np. ustalamy, że ja dziś idę do kosmetyczki on siedzi z dzieckiem, a w
      przyszłym tygodniu on sobie idzie z kolegami pograć w kosza. A tak bardziej
      ogólnie to ja osobiście nie lubię zbyt częstych spotkań mojego M
      z "Koleżankami" , i nie jest to kwestia braku zaufania, czy kontroli czy czegoś
      tam...Po prostu wolę dmuchać na zimne i nie chciałabym mieć w przyszłości
      dylematów co mój M robił czy nie robił z Ziutą za tą kotarąwink

      Może Twój M chce miło spędzić czas, może chce bliżej "poznać" koleżankę,
      ale ja na Twoim miejscu jasno bym im obojgu powiedziała, że są mocno
      niedelikatni.
      • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 16:00
        a więc nie jestem taka nienormalna...
        to nie tylko obojgu, bo to dwie przyjaciółki i powiedziałam im to, twierdzą, ze
        nie mogę wymagać od nich tego, aby się nie spotykały z moim mężem, bo tak samo
        on jest ich znajomym i nie ma powodu żeby go spławiać...
        powiedzialam tez to mezowi, on nie widzi w tym nic zlego, to jego zycie i on
        decyduje z kim sie spotyka...
        czego, przed zaistniałą sytuacją nigdy nie robił...
        przyjaciółki twierdzą, ze od czasu gdy urodził się Młody mam dla nich mniej
        czasu, a moj maz dal do zrozumienia, ze zalezy mu na znajomosci i pilnuje jej...
        • kini_m Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 17:02
          Przyjaźń powinna charakteryzwoać się także tym, że dla przyjecial ma się więcej
          empatii albo dobrze się z nim rozumie.
          > twierdzą, ze nie mogę wymagać od nich tego, aby się nie spotykały
          > z moim mężem,
          Tutaj na pewno tego brakuje.
          Ale jest coś jeszcze w tych relacjach jesli chodzi o zachowanie męża.
          On czuł się przez długi czas odrzucony poprez relacje żona-dziecko vs. mąż.
          Teraz chyba próbuje dać do zroumienia jak się czuł ukazując odzwierciedlenie
          odrzucenia w relacji mąż-przyjaciółki vs. żona.
          A przyjaciółki... no cóż, nie dostrzegają problemu sytuacji.
          • milcha31 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 17:36
            Bo nie są przyjaciólkami.
          • pelagaa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 18:56
            > On czuł się przez długi czas odrzucony poprez relacje żona-dziecko vs. mąż.
            > Teraz chyba próbuje dać do zroumienia jak się czuł ukazując odzwierciedlenie
            > odrzucenia w relacji mąż-przyjaciółki vs. żona.

            Och biedaczysko! Poglaskac zuczka po glowce pewnie trzeba.
            Boszzzz, zazwyczaj cie nie czytam, ale ten post taki krotki byl, ze zaszalalam
            i przeczytalam.
            Teraz wiem, ze to byl blad. Wydoroslej kini!
            • kini_m Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 19:22
              Javol! Herr Pelaga!
              • mama_anuszy Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 19:48
                to miało być po niemiecku? że tak spytam.
                • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 21:06
                  widzę, ze tu wszyscy się znają ... smile
                  fajni jesteście, mam na mysli ostatnią wymianę "zdań"... smile

                  sytuacja jest chora..
                  umówiłam sie na jutro z pannami na piwo, albo nastapi oczyszczenie atmosfery,
                  albo koniec przyjaźni...
                  świetnie się czuję siedząć teraz w domu, w Dzień Matki, sama...
                  gdy tymczasem mój mąż dobrze bawi się z moimi przyjaciółkami...
                  ciekawe czy one choć przez chwilę pomyslałay jak się mogę teraz czuć....
                  • pelagaa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 21:20
                    Dziwie sie, ze nazywasz takie panienki przyjaciolkami.
                    Od MEZA w Dzien Matki oczekiwalabym uczczenia tego, ze urodzilam mu dziecko,
                    skoro dziecko jeszcze samo nie moze laurki namalowac.
                    Nie wyobrazam sobie, ze ja mialabym siedziec z dzieckiem w domu, a moj facet
                    mialby balowac z moimi kolezankami. Oczywiscie nie twierdze, ze jesli to uklad
                    naprzemienny to niemozliwy do zrealizowania, ale z tego, co piszesz, to chyba
                    nienaprzemienny.
                    Wspolczuje Ci sytuacji sad
                    • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 21:38
                      mąż przyniósł róże, wręczył ją synkowi ze słowami, ze ma dać mamusi...
                      w końcu on chce się rozwodzić...
                    • mrs_ka Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 21:42
                      Pelaga, a Ty płeć ostatnio zmieniłaś, że Kini pisze do Ciebie "Panie Pelago" i
                      zwraca się jak do mężczyzny?

                      a.
                      • agamagda Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 26.05.06, 23:32
                        Eeeee tam, Kiniaczek tak często bawi się w hermafrodytę, że zapomina, że nie
                        każdy tak umie.
                        A zresztą, wiecie przecież, że stare przysłowie pszczół mówi „żeby życie miał
                        smaczek, raz dziewczynka raz chłopaczek” – oczywiście chodzi o nick na forumwink))
                      • pelagaa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 10:54
                        Nic o tym nie wiem, zebym plec zmieniala wink)) Kilka osob mogloby byc z takiego
                        obrotu sprawy niewolonych wink)
                        Ale w polemike z wariatami lepiej sie nie wdawac smile
    • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 13:23
      Piszesz przyjaciółki ale poniżej lekceważąco piszesz PANNY...Jeżeli taki jest
      Twój stosunek do nich to może nie powinnaś dziwić sie ich stosunkowi do
      Ciebie....A ich wyjście....przedstawiłas tylko swój obraz...jak było
      naprawdę...umówili sie?? On dołączył do nich...one do niego...???forum ma to
      do siebie , ze łatwo można manipulować odpowiedziami---wytarczy tylko podać
      odpowiednie dane wcześniej...z tego co widziałem w innym wątku, masz za soba
      mało udane, burzliwe małżeństwo i własnie sie rozstajecie...może Twoje
      koleżanki obserwując to z boku widza nie tylko jego winę i stąd ich
      zachowanie..??poza tym brzmisz jak rozkapryszone dziecko, któremu ktos w
      przedszkolu zabrał zabawkę.Lojalnie Cie wszyscy uprzedzili o wyjsciu, dzisiaj
      Ty masz wyjscie z nimi (a mąz zapewne będzie siedział z dzeckiem w
      domu)....więc skąd tyle nienawiści do tych Twoich Panien...kiedys
      przyjaciółek???
      • mrs_ka Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 14:50
        Istotą przyjaźni jest lojalność. Chyba więcej komentarzy tu nie trzeba.

        a.
        • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 15:15
          Jestes pewna , ze zrobiły cokolwiek nielojalnego...Jeżeli , Kalino, spodziewsz
          sie, żę ludzie przestana zauważać go na ulicy bo małżeństwo wam sie
          sypie..możesz przeżyc rozczarowanie...
          • berek_76 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 17:11
            > Jestes pewna , ze zrobiły cokolwiek nielojalnego...Jeżeli , Kalino, spodziewsz
            > sie, żę ludzie przestana zauważać go na ulicy bo małżeństwo wam sie
            > sypie..możesz przeżyc rozczarowanie...

            Nawet na pewno przeżyjesz rozczarowanie. Na lojalność nie ma co liczyć.
            przyjaciel mojego męża, który szczerze (?) życzył nam dogadania się, w parę dni
            później zaprosił go na imprezę wraz z jego kochanką. Takie obecnie panują normy.
            Nie to, że nie wypada miec romansu - nie wypada mieć go za złe uncertain

            Ale nie daj sobie robić wody z mózgu, kobieto. To, co robi Twój mąż NIE JEST OK,
            i to, że "przyjaciółkom" się to podoba, też nie jest OK. I nie daj sobie wmówić,
            że to TY nie jesteś OK. Bo na koniec usłyszysz, że jesteś nie OK, bo jak jego
            nowa ukochana przyszła, to Ty jej herbaty nie zrobiłaś uncertain

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 17:18
              cóż,trudno dyskutować z kims kto ma tak traumatyczne doświadczenie-współczuję
              (serio)
              • berek_76 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 28.05.06, 13:53
                Obsidian, moja trauma nie ma tu nic do rzeczy.

                Chodzi o pewne zasady. Owszem, możemy wychodzić z założenia, że liczy się tylko
                własny tyłek i jego własna wygoda, ale prędzej czy później związki tworzone na
                takich zasadach kończą się dość niemiło. Wszystko jedno, czy przyjacielskie, czy
                głębsze.

                A co do moich traumatycznych doświadczeń, to namacalnie stwierdziłam pradziwość
                banalnego przysłowia o poznawaniu prawdziwych przyjaciół w biedzie. I nawet nie
                wiedziałam, jak wielu ich mam smile

                -----------------------
                Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 28.05.06, 21:42
                  wiesz-bardziej chodziło mi o to, żeby pokazać, że nic nie wiemy tak naprawdę o
                  tym co sie zdarzyło-facet poszedł z dwiema kumpelkami do kina.A te pewnie
                  byłyby w niezłym szoku gdyby sie dowiedziały jakie to emocje na forum wywołało;-
                  )
                  Co do znaczenia przyjaźni-nie bedę sie wypowiadał-to sprawy oczywiste.Mam ich
                  niewielu(poza spora grupa znajomych-staram sie to rozróżniać)i bardzo sobie ich
                  ceniesmile
                  pozdrawiam
                  • berek_76 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 29.05.06, 01:01
                    Eeee, Obsidian, o ile zrozumiałam, to nie chodziło o jednorazowe wyjście, tlyko
                    o stałe kontakty. ja nie wiem, może faceci jakoś inaczej widzą świat, ale IMHO
                    jeśli się jest czyjąś przyjaciółką, to nie utrzymuje się intensywnych kontaktów
                    z małżonkiem przyjaciółki tuż po tym, jak raczył od niej odejść...

                    OK, odwróć sytuację - wyobraź sobie, że Twoja żona od Ciebie odchodzi i
                    natychmiast zaczyna spędzać sporo czasu z Twoim bliskim kumplem. Nie przykro
                    jakby trochę?

                    -----------------------
                    Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                    • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 29.05.06, 13:54
                      W zasadzie masz racje-tylko ja ciągle odnosze się do drugiego posta Kaliny.
                      Pisze jakie to było małżeństwo-z teściami na karku, bez seksu, bez
                      porozumienia, bez jakichś wspólnych więzi. Pisała, że sama wcześniej myślała o
                      rozwodzie i obudziła sie dopiero jak to facet rozpoczął kroki riozwodowe. Może
                      po prostu (nie)przyjaciółki już dawno obserwując to wszystko(pewnie miały sporo
                      okazji), doszły do wniosku, że on w tym wszyskim wyglada lepiej niz ona...w
                      końcu nie zawsze faceci są najgorsiwink (przełknięcie kumpla z juz nie żona
                      byłoby oczywiście bardzo trudne) pozdrawiam Cięsmile
                      • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 29.05.06, 15:43
                        i tu przydałaby się definicja przyjaciela - moim zdaniem, nawet, jezeli
                        doszłyby do wniosku, ze on wyglada lepiej niż ona, to mówią to jej i nadal przy
                        niej trwają...
                        poza tym, szczególnie jedna z tych dziewczyn, naprawdę zna temat i wie jak to
                        wszystko wygladało...
                        co do drugiego posta...napisałam bardzo szczerze jak to wszystko wygladało ze
                        strony męża i w wielu sprawach przyznaję mu rację, ale każdy medal ma dwie
                        strony...
                        mam jeszcze trochę przyjaciół, którzy znają przyjaciółki, obserwują co się
                        dzieje i ...są, delikatnie mówiąc... w szoku...
                        pozdrawiam!
                        • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 29.05.06, 18:35
                          Masz sporo przyjaciół-fajnie> ciekawe tylko czy obiektywnie sie wypowiadaja czy
                          tylko słuchają co Ty masz im do powiedzenia i na tej tylko podstawie wydają
                          opinie...
    • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 17:15
      Tak jeszcze raz przeczytałem oba Twoje posty....napisałaś tak, jakby panny
      zabrały Ci męża podstępem przez co sama spędziłas wieczór...a tymczasem
      wczesniej pisaaś, że on nie chce kolejnych prób i nie spedza z Toba wolnego
      czau. Tak więc facet po prostu skorzystał z okazji i pewnie do dopiął sie do
      nich zeby nie siedziec z Tobą...a Ty zamiast cos zrobić by chciał z Toba zostać
      oskarżasz wszystkich wokół...
    • ewcia273 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 19:59
      moim zdaniem to nie są przyjaciółki.Bo tak nie postąpiła by. Myśle że tak jest
      bo łudza sie że moze którejs z nich uda się "poderwać" Twojego męza i będzie z
      nim jak Wy się rozejdzieci.
      Tak to poprostu odebrałam po przeczytaniu tego,nie wiem może się myle.
      • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 21:59
        Ależ rzuciłas wypowiedzią pełną głębi.Ranyyy-ciekawe czy dużo takich
        sfrustrowanych , nienawidzących mężczyzn panien tu siedzi..
        • berkot Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 28.05.06, 15:08
          obsidian2 napisała:

          > Ależ rzuciłas wypowiedzią pełną głębi.Ranyyy-ciekawe czy dużo takich
          > sfrustrowanych , nienawidzących mężczyzn panien tu siedzi..

          Eeee, sfrustrowanych i to panien, to chyba nie.
          Po przejściach, z których wynikaja te pełne głębi wypowiedzi to pewnie sporo.
          A co do niewnawiści, czy to trzeba od razu ród męski nienawidzieć??
          Dla niektórych nie warto nawet tak skrajnych uczuc wzbudzać.

    • zelda1971 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 20:56
      Kalinko, człowieku, a czego Ty chcesz?
      Chłop położył już kreskę na wasze małżeństwo.
      Nie koniecznie musi koniecznie "podrywać" od razu stare kolezanki.
      Moze po prostu chciec isć do kina w dobrym towarzystwie.
      Przecież on chce zakończyć wasz zwiazek.
      A kwiaty??? O co masz pretensje???
      Przecież tosyn musi ci je wreczć a nie maż.
      Nie jesteś(chyba) matką męża?
      • konkubinka Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 27.05.06, 22:33
        no ale ktos syna wozkiem powinien po kwiaty zawiezc.
        Nie martw sie.
        Moj eks zostal swiadkiem na slubie mojej przyjacilki i jej meza (chrzestnego
        naszego syna).Nie moglam dojsc do siebie, bo przeciez mozna wziasc kogos
        innego.Ale przezylam .A teraz-mam to gdzies....zycze ci tego samego, za jakis czas.
      • kalina_nowa zelda, obsidain... 27.05.06, 22:37
        dzięki za takie spojrzenie na sprawę...
        z przyjaciólkami temat obgadany i .... wyjasniony...wyjasnione wzajemne
        oczekiwania... smile
        co do męża.... czas pokaże... smile
        napiszę jedno....to chyba Wy macie złe doświadczenia na koncie, skoro piszecie
        tak pesymistycznie i agresywnie, tak to odbieram , sorry...
        ale, każdy punkt widzenia daje do myślenia...
        • obsidian2 Re: zelda, obsidain... 29.05.06, 18:39
          agresywnie?? starałem sie tylko opisac co czuje czytajac te opinie.skoro
          odebralas mnie jako agresywnego to przepraszam ale jednoczesnie przyznaje, ze
          mocno jestem zdziwiony..ciekwe czy ty kiedykolwiek zetknęłas sie z prawdziwą
          agresja..
          • kalina_nowa Re: zelda, obsidain... 29.05.06, 21:34
            no cóż... z agresją słowną, krzyczaną miałam na do czynienia bardzo często
            przez ostanie miesiące... sad
            • obsidian2 Re: zelda, obsidain... 29.05.06, 21:53
              i nadal chcesz ją znosić?? na pewno? Kochasz męża czy po prostu boisz sie
              samotności bądź opinii ludzi (rozwódka-jak to strasznie brzmi)?
              • konkubinka Re: zelda, obsidain... 30.05.06, 09:07
                nie miałam doswiadczen zwiazanych ze zdrada a nadal luwazam , ze zachowanie
                Twego meza moze miec z tym zwiazek.
                Ponadto nie ufałabym zbytnio przyjaciółkom.Ale zrobisz jak chcesz.
    • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 11:31
      > mąż chce rozwodu, chce zostawić mnie i nasze 15 miesięczne dziecko...
      tak chcę... szkoda, że nie napisałaś dlaczego...

      > mieszkamy razem, ale mąż chce się wyprowadzić i złożyć pozew...
      dla mnie to logiczne - po co mam mieszkać z obcą już osobą?

      > nie chce nigdzie ze mną wychodzić, ale...
      może napisz co robiłaś gdy chciał, namawiał na wspólny wyjazd (nie z rodzicami),
      proponował basen... cały czas zasłaniałaś się dzieckiem, całe Twoje życie to
      nasz syn i Twoi rodzice - dla mnie nie starczyło miejsca...

      > za to spotyka się z moimi przyjaciółkami - jeżdżą razem na rowerach, a
      > dzisiaj wybierają się do kina..
      kiedy byłaś z mężem w kinie? kiedy byłas ze mną na rowerze - wiesz jak bardzo
      lubie jeździć z Juniorem... Proponowałem setki razy... miałaś to w nosie...
      Jeśli myślałaś że będę siedział całe dnie przed TV bo Ty nie masz ochoty wyjść
      to sorry... 3 lata czekałem.

      >Mąż naszym samochodem jedzie po nie do domów,
      > potem je odwozi,po kinie idą jeszcze na piwo....
      Miałem jechać po nie tramwajem? Po pierwsze masz swój samochód, którym zajmuje
      się Twoj tatuś... Po drugie sama powiedziałaś kiedyś że masz większe prawo do
      swojego samochodu bo Ty nim jeździsz... Więc analogicznie zostaw w spokoju
      samochód mój samochód bo ja mam do niego większe prawo (dla nie wtajemniczonych
      - mamy dwa samochody - oba są naszą współwłasnością)
      Na piwie byliśmy przed kinem... i po raz kolejny się pytam: kiedy byliśmy razem
      w knajpie? Ile razy wyszliśmy gdzies razem ale tylko my bez znajomych i Twoich
      rodziców?

      > Dla mnie wsparcie byłoby wtedy gdyby zamiat jeździć z moim mężem do kina,
      > wybrały się po prostu do mnie....
      Szkoda ze nie napisałaś jak je zlewasz... Szkoda ze nie napisałas ze nie miałaś
      sie z nimi czasu spotkać po swoich urodzinach choć mówiłem że zajmę się Młodym.
      Ile razy przez ostatnie pół roku wyszłaś z nimi na piwo?
      Zapomniałaś też dodać, że wszyscy wokół Ciebie są już naprawdę zmęczeni ciągłym
      słuchaniem o naszych kłopotach... o tym jak bardzo się starasz a ja to mam w d...
      Wsyzscy wiedzą że to MY ponosimy odpowiedzialność za to co się stało i to MY
      powinniśmy rozwiązać nasze problemy. Ty potrafisz tylko opowiadać, grać
      skrzywdzoną dobrą kochającą żone...

      > Czy to jest normalna sytuacja?
      Nie
      To nie jest normalna sytuacja. W sposób jak dla mnie chamski oskarżasz za
      plecami Twoje przyjaciółki - nie mając odwagi powiedzieć im tego prosto w oczy.
      Jak dla mnie jesteś tchórzem. Linka do tego wątku podeśle wszystkim Twoim
      znajomym... miło jest oskarżać anonimowo... mam nadzieję że wszyscy Twoi
      przyjaciele poczują się nieswojo. Ktoś coś poniżej pisał o lojalności...
      Odpowiedz sobie czy Ty tym postem byłaś lojalna wobec nich...

      > Czy ja się czepiam?
      Czepiasz się
      Czepiasz się mnie, czepiałaś się moich znajomych z B. (sugerując ze to oni
      namówili mnie na rozwód), teraz czepiasz się przyjaciółek...
      Szkoda ze nie widzisz swojego udziału w tym wszystkim...
      Niestety jest tak, że wszyscy moi aktualni znajomi są Twoimi. Jeśli chcesz
      rezygnować z czyjejś przyjaźni/znajomości tylko dlatego że mnie lubi, to Ci
      współczuję, płytkie są Twoje emocje w stosunku do podobno bliskich Ci osób...

      Do wszystkich: jestem (jeszcze) mężem Kaliny... Przez trzy lata męczyliśmy się
      razem... tak, wina moja w tym jest duża (przynajmniej na początku), później
      starałem się jeszcze łatać nasze małżeństwo ale do tanga trzeba dwojga...
      Zdecydowałem i z każdym dniem jestem bardziej pewny swojej decyzji...
      Szkoda tylko ze po raz kolejny rozmawiamy publicznie.

      Do tych co piszą o mojej zdradzie:
      Męczę sie w tym związku od 3 lat, bez miłości, bez czułości, bez seksu... O moim
      miejscu w rodzinie (jeszcze)żony może najlepiej powiedzą słowa mojego (jeszcze)
      teścia: "zięć to nie rodzina"...
      Pewnego dnia coś we mnie pękło... i nie da się tego już posklejać...
      Odkąd zacząłem przygotowywac się już formalnie do rozwodu znowu otworzyłem się
      na świat, znowu chodzę do kina, jeżdzę na rowerze, spotykam się ze znajomymi
      (którzy są znajomymi mojej żony), poprostu ŻYJĘ... Nawet moja (jeszcze) żona
      zauważyła że się wyciszyłem...
      Jeśli wyjście do kina uważacie za zdradę - to zdradziłem swoją (jeszcze) żone..
      . i to nie raz i nie tylko z tymi przyjaciółkami... odnowiłem kontakty ze
      starymi znajomymi, uwierzyłem że MOGĘ żyć poza toksycznym związkiem, uwierzyłem
      że mogę żyć normalnie...
      A teraz możecie zacząć rzucać kamienie....
      • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 12:08
        OK, kompletnie bez sensu jest to co zrobiłeś, ale ustosunkuje się do tego co
        napisałeś...

        > > mąż chce rozwodu, chce zostawić mnie i nasze 15 miesięczne dziecko...
        > tak chcę... szkoda, że nie napisałaś dlaczego...
        no cóż....nie przeczytałeś wszystkiego co tu napisałam....


        > > mieszkamy razem, ale mąż chce się wyprowadzić i złożyć pozew...
        > dla mnie to logiczne - po co mam mieszkać z obcą już osobą?
        to było stwierdzenie faktu z mojej strony...


        > > nie chce nigdzie ze mną wychodzić, ale...
        > może napisz co robiłaś gdy chciał, namawiał na wspólny wyjazd (nie z
        rodzicami)
        hmm... nie pamietam namowy na wspólny wyjazd, nie z rodzicami...
        o ile sobie przypominam to ja przed weekenem majowym prosilam o taki wyjazd...

        > proponował basen... cały czas zasłaniałaś się dzieckiem,

        to prawda, proponowałeś basen lub inne wypady...
        to prawda, ze zasłaniałam się synem...i to nie dlatego, że nie chciałam nigdzie
        iść, ale zwyczjanie nie byłam na to gotowa...mówiłam to wiele razy...
        to prawda też, ze przesadziłam z macierzyństwem... sad
        ale to prawda też, że co innego proponować, a co innego zorganizować takie
        wyjście, prawda?
        czy zdarzyło się kiedykolwiek abyś kupił bilety do kina, przyszedł do domu i
        stwierdził : zona, idziemy dzisiaj do kina, opieka nad Młodym zorganizowana...
        nie...bo to ja miałam to wyjście zorganizować... ?

        całe Twoje życie to
        > nasz syn i Twoi rodzice - dla mnie nie starczyło miejsca...
        Nasz syn zajmuje bardzo ważne miejsce w moim życiu, to jest bezsprzeczne...
        co nie zmienia faktu, ze Ty również jesteś w nim bardzo ważny...
        być może miałam zachwiane proporcje, ale te proporcje nie zostały zachwiane bez
        powodu...
        co do rodziców....są dla mnie ważni, jednak ty zwykłą pomoc rodzicielska i
        kontakty rodzic - dziecko wyolbrzymiasz do gogantycznych rozmiarów... sad

        > za to spotyka się z moimi przyjaciółkami - jeżdżą razem na rowerach, a
        > > dzisiaj wybierają się do kina..
        > kiedy byłaś z mężem w kinie? kiedy byłas ze mną na rowerze - wiesz jak bardzo
        > lubie jeździć z Juniorem... Proponowałem setki razy... miałaś to w nosie...
        > Jeśli myślałaś że będę siedział całe dnie przed TV bo Ty nie masz ochoty wyjść
        > to sorry... 3 lata czekałem.

        przypominam sobie jak nie raz, nie dwa miałes do mnie pretensje, ze za bardzo
        organizuje nam życie towarzysko, ze marzysz o tym , zeby posiedzieć w kapciach
        przed telewizorem ... smile

        > >Mąż naszym samochodem jedzie po nie do domów,
        > > potem je odwozi,po kinie idą jeszcze na piwo....
        > Miałem jechać po nie tramwajem? Po pierwsze masz swój samochód, którym zajmuje
        > się Twoj tatuś... Po drugie sama powiedziałaś kiedyś że masz większe prawo do
        > swojego samochodu bo Ty nim jeździsz... Więc analogicznie zostaw w spokoju
        > samochód mój samochód bo ja mam do niego większe prawo (dla nie
        wtajemniczonych
        > - mamy dwa samochody - oba są naszą współwłasnością)
        > Na piwie byliśmy przed kinem... i po raz kolejny się pytam: kiedy byliśmy
        razem
        > w knajpie? Ile razy wyszliśmy gdzies razem ale tylko my bez znajomych i Twoich
        > rodziców?

        czy choć raz zorganizowałeś takie wyjście?

        > > Dla mnie wsparcie byłoby wtedy gdyby zamiat jeździć z moim mężem do kina,
        > > wybrały się po prostu do mnie....
        > Szkoda ze nie napisałaś jak je zlewasz... Szkoda ze nie napisałas ze nie
        miałaś
        > sie z nimi czasu spotkać po swoich urodzinach choć mówiłem że zajmę się
        Młodym.
        > Ile razy przez ostatnie pół roku wyszłaś z nimi na piwo?
        > Zapomniałaś też dodać, że wszyscy wokół Ciebie są już naprawdę zmęczeni
        ciągłym
        > słuchaniem o naszych kłopotach... o tym jak bardzo się starasz a ja to mam w
        d.

        hmm...ciekawe kto to jest wszyscy?
        co do przyjaciól....nigdy ich nie zlewałam, niestety przy małym dziecki,
        karmionym piersią, nie mam i nie miałam tyle czasu co kiedyś...szkoda, ze
        dziewczyny są takie niewyrozumiałe...
        jednak, myslę, ze to mozna wyprostować...

        > Wsyzscy wiedzą że to MY ponosimy odpowiedzialność za to co się stało i to MY
        > powinniśmy rozwiązać nasze problemy. Ty potrafisz tylko opowiadać, grać
        > skrzywdzoną dobrą kochającą żone...

        to prawda, MY ponosimy za to odpowiedzialność i na nikogo nie zrzucam i nigdy
        nie zrzucałam winy...
        nigdy też nie grałam i nie gram ...

        > > Czy to jest normalna sytuacja?
        > Nie
        > To nie jest normalna sytuacja. W sposób jak dla mnie chamski oskarżasz za
        > plecami Twoje przyjaciółki - nie mając odwagi powiedzieć im tego prosto w
        oczy.
        > Jak dla mnie jesteś tchórzem. Linka do tego wątku podeśle wszystkim Twoim
        > znajomym... miło jest oskarżać anonimowo... mam nadzieję że wszyscy Twoi
        > przyjaciele poczują się nieswojo. Ktoś coś poniżej pisał o lojalności...
        > Odpowiedz sobie czy Ty tym postem byłaś lojalna wobec nich...

        hmmm... nie rozumiem tylko czemu tak rozjuszył cię ten post i czemu jesteś
        takim obrońcą...
        i nie działam tutaj za ich plecami, bo powiedziałam im to prosto w oczy i
        wiedzą jakie sa moje odczucia...

        > Czy ja się czepiam?
        > Czepiasz się
        > Czepiasz się mnie, czepiałaś się moich znajomych z B. (sugerując ze to oni
        > namówili mnie na rozwód),

        no coz...moglam tak pomyslec, bo chyba za mna nie przepadali ... sad
        co mozna bylo zauważyć już na weselu...

        teraz czepiasz się przyjaciółek...

        posta napisałam własnie dlatego, zeby ktos, zupełnie z boku, ocenił czy się
        czepiam, bo gubę się w tym wszystkim...
        wali mi się całe życie i ni mówię tu tylko o naszych relacjach, ale i o
        relacjach z osobami , które znam od lat...

        > Szkoda ze nie widzisz swojego udziału w tym wszystkim...

        widze, bardzo wyraznie widze tutaj mój udział...
        nie doczytałeś w takim razie wszystkiego...

        > Niestety jest tak, że wszyscy moi aktualni znajomi są Twoimi. Jeśli chcesz
        > rezygnować z czyjejś przyjaźni/znajomości tylko dlatego że mnie lubi, to Ci
        > współczuję, płytkie są Twoje emocje w stosunku do podobno bliskich Ci osób...

        tzn. wszyscy moi znajomi są Twoimi ... smile

        Do wszystkich: jestem (jeszcze) mężem Kaliny... Przez trzy lata męczyliśmy się
        > razem... tak, wina moja w tym jest duża (przynajmniej na początku), później
        > starałem się jeszcze łatać nasze małżeństwo ale do tanga trzeba dwojga...
        > Zdecydowałem i z każdym dniem jestem bardziej pewny swojej decyzji...
        > Szkoda tylko ze po raz kolejny rozmawiamy publicznie.

        właściwie to nie wiem, po co dodałeś swoje trzy grosze do tego postu...

        a swoim przyjaciółkom sama podeślę ten link...

        Pozdrawiam Cię serdecznie!









    • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 12:20
      I to właśnie miałem na mysli pisząc , że nie podoba mi sie atak na PANNY
      spowodowany przedstawieniem sytuacji przez jedną tylko strone...
      W ogóle nie mamy prawa do wydawania opinii o innych a jezeli już to do wydania
      takiej opinii potrzebny jest pełny obraz sytuacji. Teraz mniej więcej go mamy.
      A tak poza tym....nieżle namieszaliście-szkoda wielka, że nie potraficie
      usciąśc i o tym porozmawiać...ale tego chyba nigdy nie było w waszym chłodnym
      związku-prawda?
      W każdym razie dzięki wam pewnie wzrośnie ilośc osób czytających te
      forum....robi sie interesująco a my uwielbiamy żyć życiem innym...tak jesteśmy
      skonstruowani...
      • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 13:05
        dzięki za rozsądny głos...
        tak naprawdę sytuacja jest jeszcze bardziej zagmatwana - chciałem ją nawet
        opisać ale wyszła by z tego niezła książka wink
        Trafiłem tu przez przypadek i włosy stanęły mi nie tylko na głowie... to co moja
        (jeszcze) żona pisze/mówi o mnie, mnie już nie dziwi i spływa po mnie jak po
        kaczce, ale zagrzało mnie trochę wciąganie w to wszystko Bogu ducha winnych
        ludzi - to już przesada... a zarzucanie mi zdrady tylko dlatego że poszedłem do
        kina to rzecz śmieszna...
        Jeszcze raz powatarzam - jestem tak samo winny - momentami bardziej momentami
        mniej... ale czy nie można się rozstać kulturalnie bez rzucania g..... na prawo
        i lewo?
        Co do rozmowy: dlatego zdecydowalem się napisać na forum bo w rzeczywistym
        świecie to co ja mówię do mojej żony nie dociera... i tak od trzech lat mówię o
        braku miłości i czułości...
        • mrs_ka Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 14:00
          Przepraszam Cię, Peter, ale po pierwsze jest to świat wirtualny i anonimowy. Nie
          widzę uzasadnienia dla argumentu "brak lojalności, bo piszesz o swoich
          przyjaciółkach za ich plecami". Twoja żona nie publikuje tego pod swoim
          nazwiskiem i zarówno Jej anonimowość, jak i koleżanek zostaje zachowana.
          Kierując się Twoim tokiem myślenia terapia u psychologa również jest
          nielojalnością, bo ostatecznie o osobistych sprawach trzeba mówić obcej osobie.
          Dla wielu osób internet jest właśnie taką kozetką.
          Warto byłoby, gdybyś ten aspekt przemyślał.

          PO drugie: mam wrażenie, że sedno nie leży w tym, czy można się kulturalnie
          rozstać, a w tym, że Twoja żona nie chce się rozstawac z Tobą. Przyznasz, że
          czyni to zasadniczą różnicę.

          Po trzecie: przeczytałam Twoją wypowiedź i odpowiedź Twojej żony. Nie wchodząc w
          realia Waszego małżeństwa, których nie znam, Jej odpowiedź jes wyważona i
          -powiedziałabym- prześwieca z niej jakaś dobra wola. Dla mnie, jako dla
          czytelnika, jest to charakterystyczna odpowiedź kogoś, kto nie chce palić
          mostów. Myślę, że wyraża się w tym determinacja Twojej żony.
          Weź też poprawkę na to, że miłość ma różne oblicza i emanacje. To, że ktoś nie
          okazuje Ci miłości w sposób zrozumiały dla Ciebie nie oznacza, że tej miłości
          nie ma. Sam fakt, że Twoja żona otwarcie przyznaje się do kilku błędów jest
          naprawdę wart dostrzeżenia. Naprawdę nie chcesz dać Jej szansy? NIe chcesz dać
          Wam szansy?
          Rozstać jest się prosto. Dopiero z upływem czasu widzi się nieodwracalność
          takiej decyzji i nierzadko odczuwa żal z powodu pochopności własnej decyzji.
          Są sytuacje nierozwiązywalne: partner nie chce zaakceptować własnej
          odpowiedzialności, nie widzi problemu, nie chce walczyć. U Was jest inaczej i
          gwarantuję Ci, że bardzo wiele osób z tego forum mogłoby Ci powiedzieć, jak
          różna i inna na plus jest Wasza sytuacja od ich czasów przedrozwodowych.

          Po czwarte: rozumiem doskonale, że odczuwasz teraz coś na kształt euforii: znów
          zacząłeś żyć. Wychodzisz, oddychasz, spotykasz się z ludźmi. Samo to, że ten
          stan tak bardzo różni się od stanu ostatnich trzech lat wystarczy, aby
          wywnioskować, że jest to dobra droga.
          To jednak nie jest tak bardzo oczywiste.
          Każda zmiana wywołuje w nas oczekiwanie i przekonanie o własnej słuszności, ale
          po czasie euforii złudzenia opadają. I wtedy nie masz syna na wyciągnięcie ręki,
          nie masz żony, a znajomi mają własne sprawy.
          Zobacz, że uczyniłeś jakieś konkretne kroki, aby "odzyskać" własne życie.
          Postaraj się też zobaczyć, że Twoje odzyskane życie nie musi stać w sprzeczności
          z Twoim małżeństwem. Mogą być wspólne wyjazdy, wspólne wyjścia i wspólne
          imprezy. Małżeństwo jest pracą i jednym wielkim kompromisem. Czasem wydaje się,
          że nie warto, ale jeśli ludzie się kochają i mają dzieci- warto.
          Zwłaszcza, że czas ma przedziwną właściwość gojenia ran i to, o co dziś
          walczysz, za 10 lat wyda Ci się niewarte splunięcia, o rozbijaniu dziecku
          rodziny nie mówiąc.

          Jeśli mogę Cię prosić, przemyśl:
          - pójście na terapię małżeńską do terapeuty z uprawnieniami to prowadzenia
          terapii rodzin. Jeśli powiesz, skąd Jesteście, możemy Ci podać konkretne
          namiary. Mam wrażenie, że Wy wcale nie jesteście daleko od porozumienia;
          potrzebujecie tylko odpowiednich, fachowych narzędzi i czasu

          - wygospodarowanie z budżetu okreslonej kwoty na opiekunkę dla dziecka. Na
          początek wystarczy kilka godzin w tygodniu. Uzyskany w ten sposób czas
          przeznaczcie na coś, co będziecie mogli robić wspólnie. Niekoniecznie odbywając
          powazne rozmowy o życiu, ale po prostu będąc ze sobą i ciesząc się wolnym czasem

          - czasowe odsunięcie osób zbyt dobrze poinformowanych o Waszym życiu. Nigdy się
          nie da w takiej sytuacji uniknąć stronniczości. Wam nie są potrzebni sędziowie,
          ale własny komfort, że nie jesteście na cenzurowanym.

          Peter, nie poddawaj się zbyt łatwo. Wierzę, że się starałeś, ale małżeństwo jako
          takie jest orką na ugorze i trzeba się z tym liczyć. Pomyśl o wspólnej wigilii
          za kilka lat i pomyśl o tym, że nie przełamiesz się z własnym dzieckiem
          opłatkiem, bo już Cię przy nim nie będzie.
          Wszystko ma swoją cenę, pamiętaj.

          a.
          • na_zakrecie Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 15:26
            cholera, mrs_ka.... chciałabym, żeby mój_jeszcze_mąż to przeczytał...właściwie
            równie dobrze mógłby być Peterem....z tej, mimo wszystko pobieżnie
            przedstawionej przez obie strony sytuacji, wyłania się niestety podobny obraz
            mojego związku..smutne to.....ja na razie odpuściłam, nie wiem, czy
            czekam...ale na pewno wrzucam na luz - i tak nic na siłę, a mój...może jednak
            przemyśli, że może dużo stracić.Ehhh, zaczynam bełkotać, chlip, chlip...
          • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 15:31
            Anonimowy powiadasz?
            Znalazłem post swojej (jeszcze)żony przez przypadek szukając potrzebnych mi
            informacji (przygotowuję się do rozwodu) - i nie poznałem jej po nicku tylko po
            zawartości listu. Rozpoznałem się od razu. To tyle na temat anonimowości jaką
            daje internet...
            lojalność:
            1) postawa moralna polegająca na zachowaniu się wobec kogoś tak samo w jego
            obecności, jak i podczas jego nieobecności; dotyczy zwł. osób bliskich;
            za encyklopedią www.wp.pl
            Chyba nie muszę udowadniać oczywistego jak dla mnie faktu, że w tym przypadku
            moja (jeszcze) żona zachowała się nielojalnie.
            Jeśli stawia się zarzuty wobec przyjaciół bez rozmowy nimi - za ich plecami, to
            albo się ma wypaczone wyobrażenie o przyjaźni, albo duże problemy z komunikacją
            swoich oczekiwań.
            Hmmm... porównanie wizyty u psychologa z wpisem na ogólno dostępne forum nie
            jest wg mnie najszczęśliwszym porównaniem. Nie zapominaj, proszę, że psycholog
            to fachowiec, który nie wydaje sądów na podstawie bardzo małego wycinka
            problemu. Nie mówić już o zachowaniu dyskrecji. Wystarczy, że trafi na ten wątek
            ktoś z naszych znajomych i w świat pójdzie plotka że spałem z przyjaciółkami
            (jeszcze) żony... Pomijam fakt, że ja mogę się rzucić pod walec i tak nikt mi
            nie uwierzy, ale co zrobią te "przyjaciółki"?
            Niestety i dla mojej (jeszcze) żony internet stał się kozetką, wcześniej taką
            "kozetką" była rodzina i znajomi... Tylko samo mówienie o problemie z bądź, co
            bądź (nie obraź się proszęsmile przypadkowymi osobami, które chętnie widzą
            sensację a nie prawdziwą tragedię. Doszło do takiego momentu, że w sprawie
            przenosin syna do jego własnego pokoju nie było rozmowy między nami (żona nie
            jest gotowa - tak powtażała jak poruszałem temat), natomiast pojawił się wątek.
            Jak dla mni to jest chore.
            Ad2.
            Widzę różnicę w tym że ja się chce kulturanie rozejść a Ona nie chce się
            rozstawać, tylko to że Ona nie chce nie zmieni faktu że się rozejdziemy - z jej
            zgodą czy bez, z obrzucaniem się wyzwiskami czy bez, z szarpaniem o kasę czy bez...
            Ja wybrałem "bez".
            Ad3.
            Dobra wola powiadzasz?....
            Cóż... dyskusje o problemach i obietnice poprawy miały miesjce średnio raz na
            dwa miesiące... Niewiele to zmieniało - po 2 tygodniach było tak samo...
            Najgorsze, że w takich momentch żona zawsze twierdziła, że do pewnych obietnic
            ja ją zmuszałem.
            Co z tego, że przyznaje siędo kilku błędów? Przyznawała się do nich już parę
            miesięcy temu... To że ich nie naprawiła nie jest najgorsze - najgrosze jest to,
            że nawet nie próbowała.
            Wbrew pozorom nie jest mi prosto rozejść się. Dojrzewałem do tej decyzji prawie
            rok, prawie rok gasła we mnie nadzieja. W grudniu byłem zdecydowany przygotować
            się do złożenia pozwu, nie zrobiłem tego po rozmowie z żoną - chciałem
            faktycznie dać nam szanse. Z każdym mijającym tygodniem coraz bardziej żałowałem
            swojej decyzji. Teraz już wiem, że złożony wtedy pozew byłby odrzucony, ale może
            moja (jeszcze) żona obudziłaby się prędzej.
            Ad4.
            Nie odczuwam euforii, odczuwam spokój... Co z tego że syn będzie na wyciągnięcie
            ręki skoro w domu będzie piekło, a co niedziele będzie wzywana policja?
            Nie mam już siły walczyć z własną żoną o wszystko. Nasza miłość wypaliła się w
            wiecznych kłótniach i żalach.

            Byliśmy u psychologa: poweidział wprost - jeśli nie chcę to żadna terapia nie
            mam sensu. Ja naprawdę nie chce, próbowanie czegoś teraz byłoby zwykłym
            oszustwem, dawaniem niepotrzebnych złudzeń.

            Nianię mamy od czerwca zeszłego roku... jest dopołudnia kiedy jesteśmy w pracy
            ale można byłą ją poprosić żeby od czasu do czasu przyszła lub zostałą dłużej -
            ale żona nie była gotowa - bo ona ma małe dziecko.
            Poza tym za płotem mieszkają teściwie - ale mówiąc oględnie nie mieli chęci
            zajęcia się wnukiem. Teraz musze przyznać jest trochę lepiej (dziadek zajmuje
            się wnukiem czasami).
            Dla żony wspólne spędzanie czasu było zbyt nudne - musiało być przynajmniej
            kilku znajomych, nie potrafiła zrozumieć, że nawet na piwo możemy wyjśc tylko we
            dwoje. Przez cały okres trwania małżeństwa nie wiem czy wyszliśmy we dwoje do
            knajpy z 5-6 razy.
            Czasowe odsunięcie osób dobrze poinformowanych nie wchodzi w grę... Musielibyśmy
            wyprowadzić się z miasta. smile
            Nie wierzę już że może być lepiej.
            Poddałem się... i tyle.
            • kalina_nowa Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 16:03
              Anonimowy powiadasz?
              > Znalazłem post swojej (jeszcze)żony przez przypadek szukając potrzebnych mi
              > informacji (przygotowuję się do rozwodu) - i nie poznałem jej po nicku tylko
              po
              > zawartości listu. Rozpoznałem się od razu. To tyle na temat anonimowości jaką
              > daje internet...

              oczywista sprawa, że Ty, czytając ten post rozpoznałeś się od razu...przecież
              pisałam o naszej sprawie, o moich odczuciach...
              napisałam prawdę, więc dziwne by było dgybyś się nie rozpoznał...

              lojalność:
              > 1) postawa moralna polegająca na zachowaniu się wobec kogoś tak samo w jego
              > obecności, jak i podczas jego nieobecności; dotyczy zwł. osób bliskich;
              > za encyklopedią www.wp.pl
              > Chyba nie muszę udowadniać oczywistego jak dla mnie faktu, że w tym przypadku
              > moja (jeszcze) żona zachowała się nielojalnie.
              > Jeśli stawia się zarzuty wobec przyjaciół bez rozmowy nimi - za ich plecami,
              to
              > albo się ma wypaczone wyobrażenie o przyjaźni, albo duże problemy z
              komunikacją
              > swoich oczekiwań.

              no i nie jesteś doinformowany w tej sprawie, więc mnie nie oskarżaj, proszę...
              to samo co tu napisałam, powiedziałam dziewczynom prosto w oczy...wiedzą o
              moich odczuciach w tej sprawie...
              zdaję sobie sprawę,że w ten sposób naraziłam na ciężką próbę moje kontakty z
              Nimi, ale wiedzą o tym...
              muszą przemyśleć temat, ja też...
              co więcej, sprecyzowałam swoje oczekiwania, ale mamy inny punkt widzenia na
              sprawę...

              Hmmm... porównanie wizyty u psychologa z wpisem na ogólno dostępne forum nie
              > jest wg mnie najszczęśliwszym porównaniem. Nie zapominaj, proszę, że psycholog
              > to fachowiec, który nie wydaje sądów na podstawie bardzo małego wycinka
              > problemu. Nie mówić już o zachowaniu dyskrecji. Wystarczy, że trafi na ten
              wąte
              > k
              > ktoś z naszych znajomych i w świat pójdzie plotka że spałem z przyjaciółkami
              > (jeszcze) żony... Pomijam fakt, że ja mogę się rzucić pod walec i tak nikt mi
              > nie uwierzy, ale co zrobią te "przyjaciółki"?

              Wnioskuję, ze przeczytałeś cały wątek...
              Zapewne też wyczytałeś w nim, ze zdecydowanie zaprzeczyłam takim podejrzeniom...

              Tylko samo mówienie o problemie z bądź, co
              > bądź (nie obraź się proszęsmile przypadkowymi osobami, które chętnie widzą
              > sensację a nie prawdziwą tragedię. Doszło do takiego momentu, że w sprawie
              > przenosin syna do jego własnego pokoju nie było rozmowy między nami (żona nie
              > jest gotowa - tak powtażała jak poruszałem temat), natomiast pojawił się
              wątek.
              >

              hmmm... o ile pamietam było sporo rozmów na temat przenosin dziecka do jego
              własnego pokoju ....
              i zawsze kończyły się niezbyt miło, bo nie rozumiałeś, że jeszcze nie jestem (
              byłam ) na to gotowa... sad
              ja, tak jak napisałam, przedobrzyłam z macierzyństwem, a Ty nie byłeś
              wyrozumiały.... sad
              a to, ze założyłam wątek w tej sprawie?
              to coś złego?


              Ad2.
              > Widzę różnicę w tym że ja się chce kulturanie rozejść a Ona nie chce się
              > rozstawać, tylko to że Ona nie chce nie zmieni faktu że się rozejdziemy - z
              jej
              > zgodą czy bez, z obrzucaniem się wyzwiskami czy bez, z szarpaniem o kasę czy
              be
              > z...
              > Ja wybrałem "bez".

              Tak jak napisałam, nie chce rozwodu...ale mam iść i grzecznie stwierdzić, ze
              chce ... to jest chore, nie sądzisz?


              > Ad3.
              > Dobra wola powiadzasz?....
              > Cóż... dyskusje o problemach i obietnice poprawy miały miesjce średnio raz na
              > dwa miesiące... Niewiele to zmieniało - po 2 tygodniach było tak samo...
              > Najgorsze, że w takich momentch żona zawsze twierdziła, że do pewnych obietnic
              > ja ją zmuszałem.
              > Co z tego, że przyznaje siędo kilku błędów? Przyznawała się do nich już parę
              > miesięcy temu... To że ich nie naprawiła nie jest najgorsze - najgrosze jest
              to
              > ,
              > że nawet nie próbowała.

              Próbowałam , próbowałam.....ale nie zawsze mi się to udawało... sad

              > Wbrew pozorom nie jest mi prosto rozejść się. Dojrzewałem do tej decyzji
              prawie
              > rok, prawie rok gasła we mnie nadzieja. W grudniu byłem zdecydowany
              przygotować
              > się do złożenia pozwu, nie zrobiłem tego po rozmowie z żoną - chciałem
              > faktycznie dać nam szanse. Z każdym mijającym tygodniem coraz bardziej
              żałowałe
              > m
              > swojej decyzji. Teraz już wiem, że złożony wtedy pozew byłby odrzucony, ale
              moż
              > e
              > moja (jeszcze) żona obudziłaby się prędzej.

              No właśnie, a ja dopiero w obliczu tak drastycznych kroków doznałam
              ostatecznego przebudzenia...
              Nie bierzesz pod uwagę tego, że napradę chcę przebudować nasz zwiazek?

              > Ad4.
              > Nie odczuwam euforii, odczuwam spokój... Co z tego że syn będzie na
              wyciągnięci
              > e
              > ręki skoro w domu będzie piekło, a co niedziele będzie wzywana policja?
              > Nie mam już siły walczyć z własną żoną o wszystko. Nasza miłość wypaliła się w
              > wiecznych kłótniach i żalach.

              A może ustawiłeś za wysoko poprzeczke?
              Może wystarczyłoby , aby każdy z nas coś odpuścił...
              Wierze, ze tak...

              > Byliśmy u psychologa: poweidział wprost - jeśli nie chcę to żadna terapia nie
              > mam sensu. Ja naprawdę nie chce, próbowanie czegoś teraz byłoby zwykłym
              > oszustwem, dawaniem niepotrzebnych złudzeń.

              Tak, bylismy, na moja prośbę..
              Wielka szkoda, ze nawet nie chcesz spróbowac...dla nas, dl Młodego, dla mnie i
              wreszcie dla siebie ...

              Nianię mamy od czerwca zeszłego roku... jest dopołudnia kiedy jesteśmy w pracy
              > ale można byłą ją poprosić żeby od czasu do czasu przyszła lub zostałą
              dłużej -
              > ale żona nie była gotowa - bo ona ma małe dziecko.

              tak było, człowiek do wszystkiego dojrzewa, jedym zabiera to mniej, innym
              wiecej czasu...
              ja dojrzałam teraz i już jestem umówiona z niana, ze będzie zostawać z Mlodym,
              jak bedzie potrzeba...

              > Poza tym za płotem mieszkają teściwie - ale mówiąc oględnie nie mieli chęci
              > zajęcia się wnukiem. Teraz musze przyznać jest trochę lepiej (dziadek zajmuje
              > się wnukiem czasami).

              dziadek zajmuje się często...
              poza tym, czy kiedykolwiek zapytałeś, porozmawiałeś z dziadkami, zeby zostali z
              Mlodym?
              zaproponowałeś im to?
              niestety nie ... sad

              Dla żony wspólne spędzanie czasu było zbyt nudne - musiało być przynajmniej
              > kilku znajomych, nie potrafiła zrozumieć, że nawet na piwo możemy wyjśc tylko
              w
              > e
              > dwoje. Przez cały okres trwania małżeństwa nie wiem czy wyszliśmy we dwoje do
              > knajpy z 5-6 razy.

              to nieprawda, ze bylo zbyt nudne...

              > Czasowe odsunięcie osób dobrze poinformowanych nie wchodzi w grę...
              Musielibyśm
              > y
              > wyprowadzić się z miasta. smile

              wszystko zalezy od nas....


              > Nie wierzę już że może być lepiej.
              > Poddałem się... i tyle.

              Może być lepiej, może...
              tylko trzeba spróbować, na ostateczne kroki zawsze jest czas...
              Nie poddawaj się..
              Ja miałam nieraz chęć tym wszystkim rzucić, ale ciągle widziałam jasna gwiazdkę
              na ciemnym niebie...i nadal ją widzę ... smile









            • mrs_ka Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 16:36
              Peter, abstrahując od rozważań nad lojalnością i anonimowością, gdzie pewnie
              każde z nas mogłoby się podzielić rozmaitymi refleksjami, dalsze ciągnięcie tego
              wątku z udziałem Twojej żony i Twoim nie jest konstruktywne, jak sądzę.
              Spójrz na to od innej strony: może nie wyszło to najszczęsliwiej, ale mieliście
              oboje możliwość spotkać się na publicznej agorze i wyartykułować swoje anse.
              Jest to jakaś forma oczyszczenia, może więc i dobrze się stało.

              Naturalnie, że psycholog miał rację. Każda forma terapii małżeńskiej jest
              bezowocna, jeśli nie popierają jej faktyczne chęci i motywacja OBU stron.
              Soł, moim zdaniem clue sprawy tkwi w tym, abyś spróbował okreslić, czy Twoje
              stanowisko jest ostateczne i niezmienne. Oraz, czy biorąc poprawkę powiedzmy
              roczną, nie przewidujesz tu żadnych wahnięć?
              Oczywiste jest dla mnie, jakie jest Twoje aktualne stanowisko. Ale czas płynie i
              jak mówiłam: zacierają się pewne wspomnienia, a do głosu dochodzą inne wartości
              takie jak przywiązanie, pamieć tego, co kiedyś Was łączyło, wreszcie do głosu
              dochodzi rozsądek.
              Ujmując to obrazowo: nawet jeśli Twoja decyzja rodziła się przez rok i uważasz
              ją za przemyślaną, to nie da się ukryć, że aktualnie znajdujesz się w bębnie
              pralki, a nie poza nim. Jesteś częścią tej sytuacji i nic na to nie poradzisz.
              Nie wiesz, jak będzie wyglądać obraz Twojego małżeństwa już poza pralką, czyli z
              odległości kilku miesięcy i fizycznego odseparowania od żony. Mozesz się zdziwić.
              Dlatego zapytam: czy rozważałeś opcję separacji wraz z jednoczesną terapią
              (sugerowałabym, aby najpierw terapię zaczęła żona i żeby potem przekształcić ją
              w terapię małżeńską, kiedy już trochę ochłoniesz) i czasowym oddaleniem od żony?
              Powiedzmy trzy miesiące takiego czasowego rozwiązania wraz z Twoją wyprowadzką?
              W tym czasie moglibyście regulować swoje kontakty wedle własnych potrzeb.

              Przeszłam coś podobnego, więc nie opieram się na teorii. Mój pierwszy mąż
              psychicznie nie był w stanie trwać dłużej w naszym małżeństwie. Z dzisiejszej
              perspektywy rozumiem go. Nasz związek tez obfitował w szereg moich obietnic bez
              pokrycia. I tu jedna sprawa: moje obietnice i intencje naprawdę były szczere.
              Nie byłam w stanie ich dotrzymać z powodu- powiedzmy- złych matryc zachowań, a
              nie z powodu złej woli.
              Zmieniło się to dopiero w trakcie terapii, gdzie zmuszono mnie do analizy
              własnych zachowań i uczenia się nowych sposobów reakcji. W tym czasie mój mąż
              mieszkał osobno, musieliśmy dać sobie czas, aby to wszystko w sobie poukładać.
              Jego stosunek do naszego związku na początku tej drogi był diametralnie inny od
              tego, jaki wykształcił się w trakcie terapii, rozmów z psychologiem i
              psychicznego odpoczynku z dala ode mnie. I ostatecznie do siebie wróciliśmy.
              To, że się dwa lata później rozstaliśmy jest już zupełnie inną sprawą, zresztą
              była to moja decyzja, a nie jego.

              W każdym razie to pokazuje, że warto walczyć. I że są różne sposoby walki, a
              czasowa separacja wzmocniona terapią jest jedną z tych metod.
              Warto też trzymać dystans do wszelkich kwantyfikatorów "ja nigdy", "zrobiłem
              wszystko", "to absolutny koniec". Czas to naprawdę weryfikuje w obie strony: czy
              "zawsze" będzie faktycznie po wsze czasy i czy "nigdy" stanie się ostatecznym
              końcem.
              Żadna para trafiająca na terapię nie trafia tam z przekonaniem, ze szansę
              utrzymania własnego związku ocenia na 10 w skali od 1 do 10. Na ogół ocenia się
              ją w rejestrach 2-3. I to jest normalne.
              Dopiero po pewnym okresie można stwierdzić, czy naprawdę nic się nie zmienia w
              tym osądzie.
              Ja myślę, że Twoja żona mocno się zapętliła. I nawet jeśli ma szczerą chęć zmian
              (a sądzę, że ma) to ta chęć niepoparta konkretną pomocą i narzędziami wróci Ją
              do punktu wyjścia. I dlatego pomoc fachowca jest niezbędna. Własnie po to, aby
              a) przeanalizować b) zrozumieć, dlaczego stało się tak, a nie inaczej c) nie
              powielać błędów d) nauczyć sie nowych reakcji i zastąpić nimi stare reakcje.
              To JEST do nauczenia się. Kosztuje wiele pracy i czasu, ale przynosi efekty,
              więc nie skreślaj definitywnie tej możliwości.

              wszystkiego dobrego Wam życzę i rozwagi przede wszystkim

              a.
              • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 17:01
                > Jest to jakaś forma oczyszczenia, może więc i dobrze się stało.
                O Boszeeee.... "oczyszczaliśmy" się wiele razy, w różnym towarzystwie... podobno
                po burzy przychodzi słońce i takie tam.... ale u nas ciągle leje...

                > Soł, moim zdaniem clue sprawy tkwi w tym, abyś spróbował okreslić, czy Twoje
                > stanowisko jest ostateczne i niezmienne.
                W zasadzie tydzień po grudniowej rozmowie zacząłem znowu myśleć o pozwie, i
                możesz mi wierzyć lub nie, nie było nawet minuty kiedy miałbym jakiekolwiek
                wątpliwości co do słuszności decyzji. Zachownie żony umacnie mnie tylko w tym
                przeświadczeniu, że robię jednak dobrze.

                > jak mówiłam: zacierają się pewne wspomnienia, a do głosu dochodzą inne wartości
                > takie jak przywiązanie, pamieć tego, co kiedyś Was łączyło, wreszcie do głosu
                > dochodzi rozsądek.
                Tak, masz rację... Pewne wspomnienia zatarły się... Nie pamiętam na przykład
                kiedy ostatni raz usłyszałem od mojej (jeszcze) żony zwykłe "kocham cie",
                zapomniałem jak to jest leżeć koło niej nad ranem zmęczony całonocnym kochaniem
                się... Pamiętam za to co nas łączy: nasz Syn i kredyt na dom... i nic więcej.
                I do głosu doszedł rozsądek: czy takie musi być całe moje życie?
                NIE

                > Nie wiesz, jak będzie wyglądać obraz Twojego małżeństwa już poza pralką, czyli
                > z odległości kilku miesięcy i fizycznego odseparowania od żony.
                Fizycznie jesteśmy odseparowani od kilku miesięcy. Poprostu mieszkamy w wspólnym
                lokalu użytkowym, sypialiśmy obok siebie i tyle. Między nami jest Wielki Kanion.

                > Dlatego zapytam: czy rozważałeś opcję separacji wraz z jednoczesną terapią
                > Powiedzmy trzy miesiące takiego czasowego rozwiązania wraz z Twoją wyprowadzką?

                Dystans jaki jest między nami (a jest olbrzymi) tylko by się pogłębił, jak dla
                mnie żona już jest dla mnie obcą osobą, uważam to za stratę czasu.

                > Zmieniło się to dopiero w trakcie terapii, gdzie zmuszono mnie do analizy
                > własnych zachowań i uczenia się nowych sposobów reakcji. W tym czasie mój mąż
                > mieszkał osobno, musieliśmy dać sobie czas, aby to wszystko w sobie poukładać.

                Nie można czegoś robić na siłę... Gdybyśmy się kochali byłoby o co walczyć -
                teraz tylko przeciągamy linę - każde w swoją stronę

                > Żadna para trafiająca na terapię nie trafia tam z przekonaniem, ze szansę
                > utrzymania własnego związku ocenia na 10 w skali od 1 do 10. Na ogół ocenia się
                > ją w rejestrach 2-3. I to jest normalne.
                Ja oceniam na 0. i nie jestem w stanie nic na to poradzić

                > Ja myślę, że Twoja żona mocno się zapętliła. I nawet jeśli ma szczerą chęć zmia
                > n
                > (a sądzę, że ma) to ta chęć niepoparta konkretną pomocą i narzędziami wróci Ją
                > do punktu wyjścia. I dlatego pomoc fachowca jest niezbędna. Własnie po to, aby
                > a) przeanalizować b) zrozumieć, dlaczego stało się tak, a nie inaczej c) nie
                > powielać błędów d) nauczyć sie nowych reakcji i zastąpić nimi stare reakcje.
                > To JEST do nauczenia się. Kosztuje wiele pracy i czasu, ale przynosi efekty,
                > więc nie skreślaj definitywnie tej możliwości.

                Widzisz... ja swoją żonę postrzegam teraz jako osobę niedojrzałą emocjonalnie,
                niepotrafiącą stworzyć nowej rodziny ze względu na zbyt silne przywiązanie do
                rodziców. Jest jedynaczką, do 33 roku życia mieszkała z rodzicami, którzy
                zajmowali się wszytskimi jej sprawami, wyręczając ją we wszystkim.
                Pan Wiesław Sokoluk (specjalizuje się w seksuologii rozwojowej) piszę:
                Żebyśmy byli zdolni stworzyć udany związek, musimy się emocjonalnie rozejść z
                własną rodziną.
                (polecam całość: kiosk.onet.pl/charaktery/1331580,1250,artykul.html"
                Niestety, ona nawet nie zrozumiała o co mi chodzi jak podesłałem jej linka do
                tego artykułu.
                Jej model rodziny to Ona, Syn, jej rodzice i ja.
                Mój to Ona, Syn i ja.
                Dwa różne światy.

                > wszystkiego dobrego Wam życzę i rozwagi przede wszystkim
                dzięki za ciepłe słowa smile
                p.
                • pesher Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 17:14
                  Przepraszam z gory za mocne slowa, ale nie zdzierzylam..

                  Peter,
                  Nie umiesz ochlodzic emocji? Na chwile chociaz? Nie, nie nie z dodatkiem ja,
                  moje, chce. Masz kogos pod reka, kto moze Toba potrzasnac? To niech potrzasnie!
                  Byle szybko! Czlowieku, wiesz w co sie ladujesz? Rozwod, fajnie brzmi, bedziesz
                  wolny jak swinia na wybiegu. Ale ubaw, ale jazda, prawda? Rowerki, kino, piwko
                  ze znajomymi. Az doczekasz sie dnia, kiedy nie bedziesz mogl spedzic z
                  dzieckiem wigili. Bo sad przyzna ten dzien Matce dziecka. Albo urodziny Syna
                  wypadna w srode, a Twoimi dniami sa poniedzialek, piatek i sobota. Podobnie z
                  Dniem Dziecka. No, ale bedziesz w koncu mogl sie przytulac nad ranem do kobiety
                  z ktora cala noc sie kochales.
                  Dziecko. Masz dziecko. I chcesz, zeby wychowywalo sie z ojcem dochodzacym.

                  Jak ja nienawidze egoistow..
                  • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 20:34
                    > Nie umiesz ochlodzic emocji? Na chwile chociaz?
                    Emocje? Były jeszcze we wrześniu zeszłego roku... marne resztki... tak jak
                    pisałem teraz jest spokój... od 3 tygodni nie ma kłótni w domu... czyli zmiana
                    na lepsze.

                    >Nie, nie nie z dodatkiem ja, moje, chce.
                    No cóż - nie znasz naszej sytuacji i tyle. Trudno polemizować z kimś "kto wie
                    lepiej", nie byłem aniołkiem ale dla naszej rodziny poświęciłem się całkowicie.

                    > Masz kogos pod reka, kto moze Toba potrzasnac? To niech potrzasnie!
                    wstrząsnęła mną jak jakieś 4 tygodnie temu moja żona - wymachiwala nozem w moim
                    kierunku jakis metr o naszego syna. Zrozumialem ze tak dalej byc nie moze

                    > Byle szybko! Czlowieku, wiesz w co sie ladujesz? Rozwod, fajnie brzmi, bedzies
                    > wolny jak swinia na wybiegu.
                    Masz mnie z idiotę? Gdybym tak myślał złożyłbym pozew 2,5 roku temu.

                    >Ale ubaw, ale jazda, prawda? Rowerki, kino, piwko
                    > ze znajomymi.

                    Nic nie rozumiesz. Mogłem dalej trwać w tym "małżeństwie", mieć kogoś na boku,
                    spokojnie ładowac kaskę w swoje hobby i mieć wszystko w ogonku...
                    W czasie rozwodu to ja więcej stracę (nie chodzi mi o finanse bo to oczywiste),
                    ja się przeprowadziłem się do miasta żony, sprzedałem swoje mieszkanie, w
                    zasadzie porzuciłem swoje dotychczasowe życie, teraz bedę musiał zacząć wszystko
                    od nowa.

                    > Az doczekasz sie dnia, kiedy nie bedziesz mogl spedzic z
                    > dzieckiem wigili. Bo sad przyzna ten dzien Matce dziecka. Albo urodziny Syna
                    > wypadna w srode, a Twoimi dniami sa poniedzialek, piatek i sobota. Podobnie z
                    > Dniem Dziecka.

                    Coż... mam przykład znajomych którzy się rozeszli i nie mają takiego problemu.
                    Nawet w święta dziecko ma możliwość spotkania się z obojgiem rodziców. Wszystko
                    zależy od nas...

                    >No, ale bedziesz w koncu mogl sie przytulac nad ranem do kobiety
                    Tak... nie wiesz ile nocy spędziłem patrząc sam w sufit bo żona "ma małe
                    dziecko", a wcześniej "nie ma ochoty" lub "nie odczuwa potrzeby" Miłość żony do
                    męża jest tak samo ważna jak ojca czy matki do syna. Nie wiem dlaczego odmawiasz
                    mi prawa do poczucia miłości, bliskości czy do seksu.. Chyba nie rozumiesz
                    problemu - zajrzyj na forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15128

                    > Dziecko. Masz dziecko. I chcesz, zeby wychowywalo sie z ojcem dochodzacym.
                    Lepszy dochodzący szczęsliwy i żyjący, niż sfrustrowany alkoholik mający sobie
                    za złe, że kiedyś nie zdobył się na coś, co mogło zmienić jego życie

                    > Jak ja nienawidze egoistow..
                    Taaa... i rozumiem że denerwuje Cię jak ktoś ma inne zdanie na temat swojego
                    życia niż Ty... smile
                    • czerwone_korale Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 21:02
                      a pewnie kalina i peter to jedna i ta sama osoba;P
                      styl pisania podobny..no chyba że ludzie w małżeństwie tak się upodabniają do
                      siebie;P a wtedy..ten rozwód nie miałby sensu-rodzielać dwie połówki jabłka?wink
                    • marcysia44 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 01:03
                      Witaj Peter. Z Twoich postów widzę jasno, że nie kochasz żony, bo kochać, to
                      znaczy chcieć być razem. Ależ z Ciebie egoista, a dojrzały w końcu chłop.
                      Małżeństwo to ciężka praca, a nie wieczna zabawa, to rozmowy i jeszcze raz
                      rozmowy, słuchanie czego oczekuje 2 połówka, poswięcenie dla dobra rodziny i
                      praca nad sobą. Pracę zaczynac należy zawsze od siebie i kończyć... na sobie.

                      "Coż... mam przykład znajomych którzy się rozeszli i nie mają takiego problemu.
                      Nawet w święta dziecko ma możliwość spotkania się z obojgiem rodziców. Wszystko
                      zależy od nas..."

                      A kto Ci powiedział, że u was bedzie tak samo w kwestii spotkań z dzieckiem?
                      Nie umiecie się dogadać w małżeństwie, a po rozwodzie nagle wszystko pójdzie
                      jak z płatka? O naiwności ludzka. A co będzie jeśli Twoja małżonka nie pozwoli
                      Ci się spotykać z dzieckiem? Jak się uprze żadna siła nie zmusi jej do tego.
                      Nie wierzysz? Zajrzyj na forum męskie i się przekonaj. Najlepiej skopiuj Twoje
                      posty, wszystkie "grzechy" żony wylicz i zasięgnij męskiej opinii co do decyzji
                      rozwodu. Tu jest forum kobiece i wszelkie rozsądne argumenty, bys zaniechał
                      decyzji o rozwodzie spływaja po Tobie jak po kaczce. Może jak pozmawiasz z
                      mężczyznami idylla wolności straci trochę blasku i rozjaśni Ci umysł, bo jesli
                      kochasz dziecko rozwód oznacza początek nowych kłopotów, o których Ci się nie
                      sniło.

                      users.nethit.pl/forum/read/tata/4059915/
                      Poczytaj sobie peter i weź do serca póki za późno nie jest.

                      Ja polecałabym jak inni wcześniej, byś sie wyprowadził z domu na jakis czas,
                      potraktuj to jak próbę wolności i sprawdź jak Ci będzie samemu. Jest duże
                      prawdopodobieństwo, że nie wytrzymasz miesiąca i zatęsknisz za zoną. Może się
                      okazać, że Ty ja kochasz, tylko sam o tym nie wiesz. Pogubiliście się we
                      wzajemnych pretensjach i oczekiwaniach, nie potraficie słuchać siebie nawzajem,
                      i taka rozłąka oczyści atmosferę, dostrzeżecie co jest ważne i że żyć bez
                      siebie nie możecie, a ze soba nie umiecie. W małżeństwie nie ma czego ja chce,
                      tylko czego MY chcemy, tego się trzeba nauczyć, a warto dla syna. I wtedy
                      wspólna terapia duzo mogłaby pomóc, ale najpierw musisz chcieć być z zoną,
                      inaczej wszystkie jej starania sa bez sensu. I co z tego że starałeś się 3
                      lata? Widocznie słabo się starałeś i coś robiłeś nie tak (i wice wersa).
                      Przysięgałeś na całe zycie, a po 3 latach chcesz zwiać? Daj szansę swemu synowi
                      na pełną rodzinę i sobie, żebys kiedyś nie obudził się z ręką w nocniku. Chyba,
                      że wolność, kolezanki i brak obowiazków się liczą, oczekujesz gruszek na
                      wierzbie i żadna kobieta nie sprostałaby wymaganiom. Przecież kochałeś ja tak
                      niedawno, przypomnij sobie za co. Wolisz iść na łatwiznę-rozwód, potem TY
                      będziesz się uganiał za nową kobietą, Twoja zona za nowym mężczyzną, a gdzie tu
                      miejsce na wychowanie w miłości wspólnego dziecka? Chcesz, by obcy facet
                      wychowywał Ci syna, a syn do niego mówił tato? Potem Twój syn jako dorosły
                      facet też zostawi matkę swoich dzieci, bo nauczony odpowiedzialności nie bedzie
                      przez tatusia.
                      Nie obrażaj się na zonę o pisanie na forum, TY wiesz jak wygląda wywlekanie
                      brudów w Sądzie? To forum to pestka w porównaniu z tym co planujesz.
                      Nie ma takich win, których nie mozna wybaczyć, jeśli sie kocha.
                      Napisz na forum, którego adres Ci podałam.
                      • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:00
                        > Pracę zaczynac należy zawsze od siebie i kończyć... na sobie.
                        Zgadza się. Ale małżeństwo to nie tylko jedna osoba. Zrozum, że nie chodzi o to
                        żeby zmieniać drugą osobę tylko normalnie żyć.

                        > Nie umiecie się dogadać w małżeństwie, a po rozwodzie nagle wszystko pójdzie
                        > jak z płatka?
                        Po raz kolejny pisze - wsyztsko zależy od nas - ja jestem gotowy do rozmowy i
                        ustępstw. Odpowiedz żony jest jedna - nie będziemy rozmawiać bo Ona nie chce
                        rozwodu. i tyle. Jednym słowem pat.

                        >A co będzie jeśli Twoja małżonka nie pozwoli
                        > Ci się spotykać z dzieckiem?
                        Cóż... myślę, że na to jest zbyt rozsądna, choć nie mogę tego wykluczyć. Ale
                        podobno kieruje się dobrem dziecka a nie swoim egoizmem.

                        > Może jak pozmawiasz z mężczyznami idylla wolności straci trochę blasku i
                        > rozjaśni Ci umysł, bo jesli kochasz dziecko rozwód oznacza początek nowych
                        > kłopotów, o których Ci się nie sniło.
                        Nie rozumiesz mnie - nie chodzi mi o "wolność" tylko o to, że nie mogę już
                        dłużej trwać w toksycznym związku, który wyniszcza mnie, moją (jeszcze) żone,
                        nasze dziecko i wszystkich wokół. Próbowałem to zmienić, walczyłem, ale mam już
                        dość.

                        > Ja polecałabym jak inni wcześniej, byś sie wyprowadził z domu na jakis czas,
                        > potraktuj to jak próbę wolności i sprawdź jak Ci będzie samemu.
                        Nie chce próbować - próbowałem 3 lata, przynajmniej o dwa za dużo


                        >Jest duże prawdopodobieństwo, że nie wytrzymasz miesiąca i zatęsknisz za zoną.
                        Prawdopodobieństwo jest zerowe. Serio, serio.


                        > Wolisz iść na łatwiznę-rozwód,
                        Naprawdę rozwód to jest bardzo trudna sprawa w moim położeniu - o wiele łatwiej
                        byłoby trwać i udawać, kręcąc coś na boczku...


                        > Chcesz, by obcy facet wychowywał Ci syna, a syn do niego mówił tato?
                        Nie chcę. Ale wole taki scenariusz, niż żeby miał oglądać to, co siędziało u nas
                        przez ostatnie miesiące.

                        >Potem Twój syn jako dorosły facet też zostawi matkę swoich dzieci, bo nauczony
                        odpowiedzialności nie bedzie
                        Kwestia wychowania. Nie wiem czemu przekreślasz wszystkie osoby wychowujące się
                        w niepełnych rodzinach.
                        Dla nie niepełna szcześliwa rodzina jest lepsza o pełnej toksycznej.

                        > Nie obrażaj się na zonę o pisanie na forum, TY wiesz jak wygląda wywlekanie
                        > brudów w Sądzie?
                        Dlatego chce rozwód bez orzekania o winie - możliwie szybko i kulturalnie. Ja
                        nie zamierzam walczyć z żoną - chcę się tylko rozejść.


                        > Nie ma takich win, których nie mozna wybaczyć, jeśli sie kocha.
                        Tylko ja już nie kocham. Wypaliłem się

                    • grazia75 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 08:43
                      P. nie zastanawiaj sie u mnie było podobinie . Nic nie dało sie skleic, było
                      kilka prób, może i były chceci z dwóch ston ale tylko na tydzień , dwa ,
                      miesiac. Wiesz kto na tym cierpiał własnie najbardziej dziecko - brak
                      stabilizacji, brak poczucia bezpieczeństwa. Rozeszlismy się ponad rok temu ,
                      niedługo pierwsza sprawa rozwodowa - ja jestem zadowolona , a moje dziecko
                      szczerze sie smieje. Mówi że tata z nia nie mieszka ale ja odwiedza.
                      Ja tez w tym wszystkim byłam na końcu, nie było wspólnego spedzania czasu bo to
                      nudno. Lepszi byli znajomi, komputer. Żadnego wspólnego wyjscia do kina czy na
                      spacer. A najbardziej przykro było wówczas gdy mieliśmy ustalony wspólny wyjazd
                      ale okazało sie że zaden ze znajomych w tym terminie nie jedzie i wyjazd nas nie
                      doszedł do skutku - m. pojechał ze znajomymi w innym terminie sam.
                      • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:02
                        grazia75 napisała:

                        > P. nie zastanawiaj sie u mnie było podobinie .

                        Dzięki. smile
                        Nie zastanawiam się.
                        Chciałbym tylko żeby ktoś wkońcu otworzył oczy.
                    • pesher Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 09:39
                      Napisalam przeciez, ze z gory przepraszam za ostre slowa.. Ale czasem taka
                      wrednosc dociera szybciej niz spokojne i dlugie tlumaczenie.

                      pe_te_r napisał:
                      > No cóż - nie znasz naszej sytuacji i tyle. Trudno polemizować z kimś "kto wie
                      > lepiej", nie byłem aniołkiem ale dla naszej rodziny poświęciłem się
                      całkowicie.

                      Oczywiscie, ze nie znam sytuacji. I oczywiscie, z oceniam tylko to co
                      napisales. I nie wiem lepiej, wiem tylko tyle, ile sam o sobie napisales. A ze
                      z tych wpisow wylazilo tylko to, co napisalam.. Nie moja wina..

                      > wstrząsnęła mną jak jakieś 4 tygodnie temu moja żona - wymachiwala nozem w
                      moim
                      > kierunku jakis metr o naszego syna.

                      Teraz Ty napiszesz o wymachiwaniu nozem, ona o tym, ze ciagle na nia
                      wrzeszczysz. Wzajemne oskarzanie sie na forum nie jest chyba dobre? Moze lepiej
                      siasc, jak ktos juz podpiwiedzial, i pogadac w spokoju?

                      > Masz mnie z idiotę? Gdybym tak myślał złożyłbym pozew 2,5 roku temu.

                      Nie oceniam ludzi w necie. Oceniam to co pisza. I chyba wyrazilam juz swoje
                      zdanie w kwestii tego, co napisales.

                      > Nic nie rozumiesz. Mogłem dalej trwać w tym "małżeństwie", mieć kogoś na boku,
                      > spokojnie ładowac kaskę w swoje hobby i mieć wszystko w ogonku...

                      No widzisz.. Nic nie rozumiem po tym co tu napisales.. Tylko takie wyjscie
                      widzisz?? Nie przychodzi Ci do glowy nic innego? No wiesz, taka bzdura, jak
                      jednak walka o malzenstwo? Dla siebie, bo przeciez kiedys bylo dobrze i moze
                      warto to odswiezyc, dla niej, bo przeciez jest osoba, ktora kiedys kochales i
                      za cos musiales ja kochac, a przede wszystki dla syna, zeby nie musial
                      wychowywac sie w rozbitej rodzinie???

                      > Coż... mam przykład znajomych którzy się rozeszli i nie mają takiego problemu.
                      > Nawet w święta dziecko ma możliwość spotkania się z obojgiem rodziców.
                      Wszystko
                      > zależy od nas...

                      Skoro wszystko zalezy do Was, a w pierwszym powaznym powaznym konflikcie siada
                      Wam porozumienie i komunikacja, to jak bedzie przy nastepnych konfliktach? W
                      kazdym razie powodzenia zycze.. Przyda Ci sie.

                      > Tak... nie wiesz ile nocy spędziłem patrząc sam w sufit bo żona "ma małe
                      > dziecko", a wcześniej "nie ma ochoty" lub "nie odczuwa potrzeby" Miłość żony
                      do
                      > męża jest tak samo ważna jak ojca czy matki do syna. Nie wiem dlaczego
                      odmawias
                      > z
                      > mi prawa do poczucia miłości, bliskości czy do seksu..

                      Alez nie odmawiam Ci prawa do bliskosci, milosc i sexu!!! I oczywiscie,
                      zakladasz, ze nie znam problemu braku sexu w malzenstwie. Gratulacjesmile I to
                      mnie nazywales wszstkowiedzaca <lol>
                      A teraz odwroc sytuacje. Nagle, z dnia na dzien, przestajesz byc sprawny
                      sexualnie. Nie wazne dlaczego, czy to uraz fizyczny czy psychiczny. No nie
                      jestes w stanie i koniec! Twoja zona stara sie mniej lub bardziej pomoc Ci w
                      tym, ale jej starania spelzaja na niczym. Po 3 latach wystepuje o rozwod, bo
                      nie jestes w stanie jej zaspokajac sexualnie. Ale oczywiscie Ty ja rozumiesz i
                      zgadzasz sie na to, dajesz jej rozwod i zyczysz szczescia. Podoba Ci sie taki
                      uklad? A tego wlasnie chcesz od zony!!!!
                      Moj maz mial dyskopatie. Jezeli nie wiesz, jakie sa skutki uboczne, to
                      podpowiem: niezdolnosc seksualna okresowa. Na 12 miesiecy w roku 8-9 bylo
                      kiepskie. Tylko, ze ja zamiast biadolic o braku sexu do bladego switu na forum
                      polazlam do sexuologa. Zaczelam terapie, potem On dolaczyl do mnie na tej
                      terapii. I w ten sposob namowilismy z sexuologiem mojego bylego meza na
                      operacje. Czasem trzeba dzialac, a nie tylko jeczec..

                      > Lepszy dochodzący szczęsliwy i żyjący, niż sfrustrowany alkoholik mający sobie
                      > za złe, że kiedyś nie zdobył się na coś, co mogło zmienić jego życie

                      Jak rozumiem, tylko alkoholizm Cie czeka, jezeli zostaniesz nadal mezem swojej
                      zony <lol>

                      > Taaa... i rozumiem że denerwuje Cię jak ktoś ma inne zdanie na temat swojego
                      > życia niż Ty... smile

                      Nie, nie deneruja mnie ludzie z innym podejsciem do zycia niz ja. Denerwuja
                      mnie ludzie, ktorzy widza tylko JA zamiast zauwazyc, ze sa jacys MY. A
                      najbardziej denerwuja mnie ludzie, ktorzy swoje JA stawiaja ponad DOBRO
                      DZIECKA. Niezaleznie od plci, wieku, wyznania, przekonan.

                      Zycze milego dnia.
                      • jowita771 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:11
                        najbardziej denerwuja mnie ludzie, ktorzy swoje JA stawiaja ponad DOBRO
                        > DZIECKA

                        rodzice razem to niekoniecznie to, co jest dla dziecka najlepsze. Piszę to nie
                        jako macocha, tylko jako dziecko rozwiedzionych rodziców.
                        • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:15
                          Dzięki dzięki dzięki....
                          Ktoś to wkońcu napisał oprócz mnie smile
                      • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:14
                        > Moze lepiej siasc, jak ktos juz podpiwiedzial, i pogadac w spokoju?
                        Wiesz ile było takich rozmów? Nie dały zupełnie nic... Zdecydowaną większość
                        tych rozmów rozpoczynałem ja.

                        > Nie oceniam ludzi w necie. Oceniam to co pisza. I chyba wyrazilam juz swoje
                        > zdanie w kwestii tego, co napisales.
                        Dletego uważam że pisanie na forum o tak skomplikowanym problemie jest nic niewarte.

                        > No widzisz.. Nic nie rozumiem po tym co tu napisales.. Tylko takie wyjscie
                        > widzisz?? Nie przychodzi Ci do glowy nic innego? No wiesz, taka bzdura, jak
                        > jednak walka o malzenstwo?
                        Ile mam wlaczyć? 5? 10? 30 lat?
                        Walczę 3 i mi to starczy. Szkoda przelewać krew.

                        > Skoro wszystko zalezy do Was, a w pierwszym powaznym powaznym konflikcie siada
                        > Wam porozumienie i komunikacja, to jak bedzie przy nastepnych konfliktach? W
                        > kazdym razie powodzenia zycze.. Przyda Ci sie.
                        Dzięki smile


                        > A teraz odwroc sytuacje.
                        Sytuacji nie odwróciłaś - bo co innego nie móc, a co innego nie chcieć.
                        Żona, pomimo że rozmawiamy o tym problemi 3 lata (to pierwszy poważny problem o
                        którym rozmawialiśmy) nie zrobiła NIC!!!

                        > Czasem trzeba dzialac, a nie tylko jeczec..
                        3 lata temu dałem jej książkę na ten temat. Chyba nawet nie zna tytułu -
                        oczywiście nie przejrzała jej nawet.
                        Może miałem użyć siły???? jak nie chce to jej nie zmuszę, mogę pomagać ale
                        pewnych rzeczy nie zrobię za Nią.


                        > Jak rozumiem, tylko alkoholizm Cie czeka, jezeli zostaniesz nadal mezem swojej
                        > zony
                        To wcale nie jest śmieszne - akurat w tym przypadku. Jeśli nadal zostanę mężem
                        napewno nie czeka nas nic dobrego


                        > Nie, nie deneruja mnie ludzie z innym podejsciem do zycia niz ja. Denerwuja
                        > mnie ludzie, ktorzy widza tylko JA zamiast zauwazyc, ze sa jacys MY. A
                        > najbardziej denerwuja mnie ludzie, ktorzy swoje JA stawiaja ponad DOBRO
                        > DZIECKA. Niezaleznie od plci, wieku, wyznania, przekonan.

                        Ech... cały czas widziałem tylko RODZINA. Na punkcie mojego synka oszalałem. Ale
                        nie da się żyć będąc tylko cieniem we własnej rodzinie


                        > Zycze milego dnia.
                        Wzajemnie smile
                        • pesher Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:59
                          TY juz podjales decyzje. Cokolwiek nie zostanie napisane, zrobione czy
                          powiedziane, Ty i tak zrobisz po swojemu. W takim razie zycze powodzenia i
                          szczescia, przede wszystkim Twojemu synowi i zonie, Ty juz znalazles swoja
                          droge.

                          PS. Dales Zonie ksiazke.. Taaa... Bardzo profesjonalnie.. A tak swoja droga to
                          nie powiedzialam, ze moj maz prze te 8-9 miesiecy w roku lezal w lozku chory na
                          dyskopatie. On tez NIE CHCIAL, bo bal sie, ze w czasie sexu wysunie mu sie
                          dysk. MOGL a NIE CHCIAL. Tylko, ze ja mu ksiazek nie podsuwalam. Wolalam sie
                          dowiedziec wszystkiego od specjalisty, wraz z sposobami, jak przezwyciezyc w
                          nim strach i obawy. Jakbym podsunela mu ksiazke tez by jej nie przeczytal.
                          Wiec.. Nie tylko Ty lezales w nocy wpatrujac sie w sufit i zastanawiajac sie po
                          co mi to. Ale jedni widza wyjscie w szukaniu pomocy gdzie sie tylko da, inni w
                          rozwodzie.
                        • berek_76 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 13:40
                          Wiesz co, Peter, pewnie dobrze zrobiłoby ci spotkanie z moim
                          wciąż-jeszcze-mężem. Który rok temu, kiedy zdecydował się odejść ode mnie z
                          powodów jakoś tam zbieżnych z Twoimi, prezentował taką samą postawę - był taki
                          DUMNY ze swojej decyzji! terapia oczywiście nic nie dała, bo on był zdecydowany.
                          On Wiedział, on zaczął nowe życie...

                          Porozmawiaj z nim teraz... Nie ma nic. Mieszka z mamusią, tęskni za dziećmi,
                          przyjaciół - takich prawdziwych - jakoś nie widać, pani, do której odszedł,
                          kopnęła go w tyłek, a ja - ja mam własne życie i nie błagam go na klęczkach,
                          żeby wrócił. Bo chce wrócić. Mimo tego, jak fatalną żoną ponoć byłam.

                          Tak, poczytaj uważnie słowa mrs_ki. Zastanów się, z czego chcesz zrezygnować i w
                          imię czego. I uwierz - kiedy już wolnośc i prawo chodzenia na piwo z
                          przyjaciółkami żony przestaną mieć świeży posmak, okaże się, że to za mało, żeby
                          opierać na tym swoje życie. I pozostanie taka wstrętna gorycz, że za garść
                          drobnych sprzedało się coś, co miało nieoszacowaną wartość, tylko wymagało
                          pewnej pracy.

                          -----------------------
                          Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                          • kini_m Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 01.06.06, 23:58
                            Peter, pozwolisz że odpiszę na priva.
    • obsidian2 Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 30.05.06, 22:35
      Teraz juz tylko jedno mnie w tym interesuje....ciekawe czy po powrocie do domu
      usiedliście razem i odbyliście długa i szczera rozmowe...czy też jutro
      przecztamy ciąg dalszy...
      • pe_te_r Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:16
        rozmowa ma odbyć się dzisiaj
        • czerwone_korale Re: czy to ja jestem jakaś nienormalna? 31.05.06, 11:40
          pe_te_r napisał:

          > rozmowa ma odbyć się dzisiaj
          __
          no to rozmawiajcie zamiast pisać tutaj "dla mas"
          tak na marginesie-to musi zabawnie wyglądać-przesiadacie się przy kompie żeby
          napisać na forum to co powinniście powiedziec sobie
          powodzenia
    • natasza39 Jak zaczynałam czytać ten wątek, to.... 30.05.06, 23:52
      myślałam, że to jakieś "szczeniaki". Maja po 20 lat i nie maja pojecia na czym
      polega małzeństwo. A tu w połowie watku okazuje sie, że ludzie maja grubo po 30-
      tce!
      Dla mnie to szok i dowód na to, ze niektórzy nie powinni jednak nigdy wiazac
      się na powaznie z nikim!
      O ile lepiej byłoby jednemu i drugiemu z Was gdybyscie nadal tworzyli zwiazek
      luźny i na "odległosc".
      Obecna zona mogłaby nadal pomieszkiwac z rodzicielami i tworzyć z nimi rodzine,
      a od czasu do czsu spotykac się z owym mezem na "rowerach", seksach
      całobobowych i knajpach.
      W wolnych chwilach jedno zadowalałoby towarzytwem rodziców przy tv, a drugie
      kolezanki w kinie.
      Wszyscy byliby szczesliwi i byłobu ok!
      Szkoda tylko, że żyjąc na własny rachunek postanowiliscie zabawic się w rodzinę
      i wydaliscie na swiat dziecko.
      Jak dla mnie dwa światy, rózne oczekiwania wobec zycia, rózne modele rodziny.
      Rozstańcie sie póki czas, bo na dogadanie się chyba za późno.
      Smutne, ale jakos wydaje mi sie, ze ani jednemu, ani drugiemu nie chodzi o
      kompromis i wypracowanie pewnej wspólnej drogi przez zycie, bo każde chce
      postawic na swoim.
      Ani ona nie powinna całkowicie zrezygować z kontaktów z rodzicami, ani on od
      niej tego wymagac.
      Ale jej rodzice nie powinni byc stawiani na pierwszym miejscu, tak jak powinna
      byc przede wszystkim zona, a nie matka, czy córka.
      Córka (przede wszystkim) przestała być zostajac zona, a matka (przede
      wszystkim) przestanie być, gdy dziecko sie usamodzielni.
      Tak tez on powinien zrozumiec, z jaka kobieta wiazał sie i od poczatku winien
      wyznaczyc pewne granice. Co jest ich zyciem, a co życiem jej dotychczasowym.
      Nie da się od razu zanegowac 33 lat życia. Tu trzeba cierpiwości.
      Nie dziwię sie jednak jemu, że poczuł sie jak "trzecie koło" u wozu na samym
      końcu potrzeb zony, po dziecku, po rodzicach, po kredytach, itp.
      Nie mnie oceniac ile i jak długo pracował nad tym aby to poprawić, ale nie
      wierze, ze z dnia na dzień zaczał nagle i ni z tego i z owego jeździc na
      wycieczki rowerowe z psiapsiółkami zony.
      Oboje zawinili, jak dla mnie rozwód powinien byc z obopólnej winy.
      A pytanie na końcu ostatnie do obojga?
      Moze jedno i drugie jednak ustapi ale tak aby jedno i drugie "oddało" pola, a
      nie tylko aby jedno, bądź drugie wygrało?
      Przegranym w tym wszystkim bedzie tylko wasze dziecko.
      I wtedy gdy pozostaniecie na siłe w zwiazku nie znajdujac kompromisu i wtedy
      gdy rozstaniecie sie w gniewie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka