Gość: Agatha
IP: *.*
24.02.02, 01:40
Właściwie to nie wiem, czy to moje pisanie będzie miało jakiś sens. Nie wiem nawet czy ktoś to w ogóle przeczyta. A jeżeli nawet to czy to coś zmieni????? Może jednak ktoś da mi choć wsparcie?Nie jestem osobą samotną w formalnym tego słowa znaczeniu. To znaczy mam męża. Ale co to właściwie oznacza być osobą samotną? Czy wystarczy tylko fizyczna obecność drugiej osoby? Mój mąż jest właściwe dobrym człowiekiem i pewnie wiele osób nie mogłoby mnie zrozumieć. Nie pije, nie bije, nie zdradza – czysta sielanka. A mimo to coś jest nie tak Cały czas jest nieobecny, a nawet gdy już jest to tak jakby go wcale nie było. Całe dnie spędzam sama w domu. Nie o to mi chodzi, że nie lubię być w domu. Ja po prostu uwielbiam być w domu ze swoimi córeczkami. To najcudowniejsze dwie istotki pod słońcem i są wielkimi skarbami. Nie zamieniłabym żadnego dnia spędzonymi z nimi na żaden inny. Podjęłam decyzję o pozostaniu w domu świadomie. Odrzuciłam nawet (w dzisiejszych czasach) dobrą propozycję pracy. I nie żałuję. Jestem szczęśliwa będąc w domu ze swoimi kruszynkami. Chciałabym dla nich jak najlepszej przyszłości. I może dlatego tak strasznie to wszystko przeżywam. Te ciągłe awantury, te wyzwiska, złamane obietnice -„przecież nic się nie stało”. Czasami wydaje mi się, że nie ma ideałów, a czasem myślę, że już dłużej tego nie zniosę, że nie mam na kim polegać ani komu zaufać. Wychodząc za mąż zostawiłam swoje miasto i przyjaciół. Przeprowadziłam się w zupełnie nowe miejsce. Bez przyjaciół, bez życzliwych osób – są, ale najwyżej ciekawskie. Być może gdybym miała wsparcie już dawno moje problemy zostałyby rozwiązane, ale nie mam bliskiej rodziny. Ile razy obiecywałam sobie, że ta kłótnia była już ostatnią, ale zaraz potem okazywało się, że nie mam dość sił. Dlatego piszę...Agatha