IP: *.* 24.02.02, 01:40
Właściwie to nie wiem, czy to moje pisanie będzie miało jakiś sens. Nie wiem nawet czy ktoś to w ogóle przeczyta. A jeżeli nawet to czy to coś zmieni????? Może jednak ktoś da mi choć wsparcie?Nie jestem osobą samotną w formalnym tego słowa znaczeniu. To znaczy mam męża. Ale co to właściwie oznacza być osobą samotną? Czy wystarczy tylko fizyczna obecność drugiej osoby? Mój mąż jest właściwe dobrym człowiekiem i pewnie wiele osób nie mogłoby mnie zrozumieć. Nie pije, nie bije, nie zdradza – czysta sielanka. A mimo to coś jest nie tak Cały czas jest nieobecny, a nawet gdy już jest to tak jakby go wcale nie było. Całe dnie spędzam sama w domu. Nie o to mi chodzi, że nie lubię być w domu. Ja po prostu uwielbiam być w domu ze swoimi córeczkami. To najcudowniejsze dwie istotki pod słońcem i są wielkimi skarbami. Nie zamieniłabym żadnego dnia spędzonymi z nimi na żaden inny. Podjęłam decyzję o pozostaniu w domu świadomie. Odrzuciłam nawet (w dzisiejszych czasach) dobrą propozycję pracy. I nie żałuję. Jestem szczęśliwa będąc w domu ze swoimi kruszynkami. Chciałabym dla nich jak najlepszej przyszłości. I może dlatego tak strasznie to wszystko przeżywam. Te ciągłe awantury, te wyzwiska, złamane obietnice -„przecież nic się nie stało”. Czasami wydaje mi się, że nie ma ideałów, a czasem myślę, że już dłużej tego nie zniosę, że nie mam na kim polegać ani komu zaufać. Wychodząc za mąż zostawiłam swoje miasto i przyjaciół. Przeprowadziłam się w zupełnie nowe miejsce. Bez przyjaciół, bez życzliwych osób – są, ale najwyżej ciekawskie. Być może gdybym miała wsparcie już dawno moje problemy zostałyby rozwiązane, ale nie mam bliskiej rodziny. Ile razy obiecywałam sobie, że ta kłótnia była już ostatnią, ale zaraz potem okazywało się, że nie mam dość sił. Dlatego piszę...Agatha
Obserwuj wątek
    • Gość: mamula Re: Wsparcie IP: *.* 24.02.02, 14:29
      Agatho,może sprobuj porozmawiac z mezem o swoich odczuciach. Czyli to, co tu napisałas.Poza tym czesto terapia jest pomocna. Postarajcie sie razem ustalic przyczyny oddalenia. fakt-sielanki nie ma nigdy i malzenstwo wcale nia nie jest. Ale mzoe byc przyjemnie. To jednak jest PRACA>Dlatego namawiam Cie na wizyte w poradni rodzinnej. Zobaczysz,ze spojrzenie osoby trzeciej daje nowe spojrzenie małżonkom.to bardzo pomaga.tzrymaj sie.
    • Gość: gra Re: Wsparcie IP: *.* 25.02.02, 08:33
      Nie znam się na byciu z mężem kompletnie ale aż wstyd ,że tak mało osób próbuje Cię pocieszyć, to chyba wina forum, na które napisałaś , (przed chwilką czytałam jak kobitka ma problem bo mąż musiał do pracy a już mieli bilety do kina ....., no może nie wszystkie listy ją pocieszały ale odpowiedzi miała duuużo) a tu głównie mamy bez factów a jeżeli z facetami to nieformalnie ;-) i takiego zawsze można szybciej :gun:I jak to w końcu jest z tym Twoim meżem piszesz, że dobry człowiek a potem o awanturach i wyzwiskach ? Jak dla mnie to dobrzy ludzie tak się nie zachowująTrzymaj się jakoś , spróbuj z nim pogadać na spokojnie a może faktycznie ta terapia rodzinna ?Gra
    • Gość: Agatha Re: Wsparcie IP: *.* 25.02.02, 12:41
      Sama tak naprawdę nie wiem jak to jest z tym moim mężem. Właściwie to chyba nie lubię po prostu przyklejać komuś ostatecznej etykietki i stwierdzać, że ktoś jest już przegrany. Wydaje mi się, że to, że się nie jest złym człowiekiem wcale nie oznacza, że się jest też dobrym mężem Tak chyba jest w tym przypadku. A co do tej terapii, to wydaje mi się, że na terapię muszą zgadzać się dwie osoby. Kiedyś nawet przeszło mi to przez głowę i zaproponowałam to (co prawda nie zobowiązująco) mojemu mężowi, ale potraktował to jak żart. No, ale to było kiedyś. Teraz wydaje mi się, że straciłam już wszelkie złudzenia. To przecież nie może trwać w nieskończoność!!! Agatha
      • Gość: bridgett Re: Wsparcie IP: *.* 25.02.02, 18:42
        Cześć,ŚWIETNIE Cię rozumiem, chyba wiem, o czym piszesz i jak trudno żyć z tym na codzień, chociaż "nie pije, nie bije i nawet nie Zdradza". Niestety ja się nie dogadałam. Nic Cui nie mogę poradzić, bo czuję si w tej kwestii zupełnie niekompetentna, może tylko tyle, że z jednej strony trzeba ciągle próbować i się starać, a z drugiej strony do małżeństwa, jak do wielu innych rzeczy, trzeba dwojga...Może potrząśnij nim jakoś, może on wcale nie wie, jak Ty się czujesz?MonikaS
    • Gość: Marta Re: Wsparcie IP: *.* 25.02.02, 15:10
      Może uda ci się wydusić z męża o co się awanturuje. Czy to ty go wkurzasz a może coś innego. Możliwe że jego zachowanie jest kopią zachowań zapamiętaną z domu rodzinnego. Poprzyglądaj się teściom i jego rodzinie. Jeśli jest wrażliwym facetem i kocha cię to można wiele zmienić. A co do specjalistów to odradzam. Faceci nie lubią być stawiani w roli "wariata zaprowadzonego do specjalisty". Kombinuj sama. Ja z moim mężem gadam i gadam. Przeważnie są to moje monologi. Ale coś jednak do niego trafia. Tylko pamiętaj nie atakuj go mów o tym co CIEBIE dotknęło w jego zachowaniu a nie "bo ty taki jesteś..."
    • Gość: bettina Re: Wsparcie IP: *.* 25.02.02, 23:51
      Dobrze wiem o czym piszesz i bardzo ci współczuję. Ja miałam podobnie. Niby był - a jakoby go nie było.Zawsze zajęty pracą, znajomymi, telewizorem. Jak już zostawał w domu to najcześciej brzuch biedaka bolał. Raz mu coś do oka wpadło, strasznie sie ożywił, wyrwał się i pojechał na ostry dyzur.Dostał kropelki.Właściwie dziś nie wiem już - co to był za gość, o co mu chodziło? co on tu w ogóle robił ? Kosmita.Żartuję trochę, ale tak na prawde to strasznie mnie wzrusza taki smutek i bezradność. Choć sama przez to przeszłam - nie wiem co powinno sie zrobić. chyba jednak najlepsza jest terapia i cierpliwość. Po prostu - decyzja - ja chcę z nim być, będę go znosić i będe naprawiać to co się zepsuło. albo facet zostanie razem z tobą i w końcu zacznie robic to samo - albo, tak jak wyżej wspomniany gość - odejdzie. znam ludzi u których takie rzeczy po prostu przeszły, przemineły, wyzłościli się na siebie, wywrzesczeli i niby już wszystko sie waliło i wisiało na włosku - a oni sie nagle opamiętali. On zaczal byc obecny, a ona zaczela go brać takim jaki jest.I zyją długo i szczęsliwie.wazne żebyś dbała o siebie, zwłaszcza, że nie wiesz co będzie grane. Jak on nie chce iśc na terapię - to idź sama. to pomaga, pomoże przynajmniej tobie.życzę szczęściabettina-paulina
    • Gość: iwona3 Re: Wsparcie IP: *.* 27.02.02, 14:27
      Bardzo chciałabym Cię wesprzeć, ale nie potrafię. Problemy małżeńskie są mi całkowicie obce - ja po prostu spędziłam dwa lata z idiotą, a po kolejnych 9 mies. urodziłam synka i to był koniec "związku". Myślę,że nie jesteś mamą ani samotną, ani samodzielną, tylko nieszczęśliwą w małżeństwie.A może by tak spróbować zmiany radykalnej: zostawić tego Pana, pójść do pracy, wywalczyć alimenty, słowem - porozmawiać z nim z trochę innej pozycji ?Pozdrawiam i życzę podejmowania samych słusznych decyzji
      • Gość: Marta Re: Wsparcie - do Iwony IP: *.* 28.02.02, 09:27
        A jak nazwałabyś siebie spędzając tyle czsu z idiotą. Zupełnie tego nie rozumiem i po co urodziłaś mu dziecko (sobie też oczywiście). Nie boisz się się że urodziłaś kolejnego genetycznego idiotę. Trochę mnie poniosło ale zbyt łatwo zwalamy winę na facetów. Możemy zwyczajnie ignorować kiepskich facetów. Nie wiązać się znimi. Nie rodzić im dzieci. Nie będzie tych wszystkich żali. Może zbyt łatwo łączymy się w pary a potem rozstajemy. Gdzie tu miejsce dla dzieci. Żadna z was o nich nie wspomina. Czy przed zajściem w ciążę żastanawiałyście się czy wasi kochankowie (mężowie) nadają się na ojców. A może środki antykoncepcyjne są wam nieznane. Wiem że życie nie jest czrno-białe. Ale czy nie traktujecie życia jak koputera - zresetować i już.
        • Gość: bettina Re: Wsparcie - do Iwony IP: *.* 28.02.02, 10:35
          A jak nazwałabyś siebie spędzając tyle czsu z idiotą. Zupełnie tego nie rozumiem i po co urodziłaś mu dziecko (sobie też oczywiście). Nie boisz się się że urodziłaś kolejnego genetycznego idiotę. Trochę mnie poniosło ale zbyt łatwo zwalamy winę na facetów. Możemy zwyczajnie ignorować kiepskich facetów. Nie wiązać się znimi. Nie rodzić im dzieci. Nie będzie tych wszystkich żali. Może zbyt łatwo łączymy się w pary a potem rozstajemy. Gdzie tu miejsce dla dzieci. Żadna z was o nich nie wspomina. Czy przed zajściem w ciążę żastanawiałyście się czy wasi kochankowie (mężowie) nadają się na ojców. A może środki antykoncepcyjne są wam nieznane. Wiem że życie nie jest czrno-białe. Ale czy nie traktujecie życia jak koputera - zresetować i już. Ty głupia ksiutoPokaż mi faceta, który ma na czole napisane: "Jestem idiotą, jeśli urodzisz mi dziecko to ja cię z nim zostawię".Nie wiem czy masz kochanka (męża) ale chciałabym cię uświadomić, że nawet jeśli długo zastanawiałaś sie nad tym czy nadaje sie na ojca - być może za dwa, trzy lata czeka cię niespodzianka !!!! Bo może się nie nadaje !!!! he he heI jak sie wtedy będziesz nazywać?trzeba będzie zrobić, niestety, mały resecik, kochanie.A teraz powiedz ładnie: przepraszam i idź sobiebettina - paulina
          • Gość: gra Re: a może nerwosol??? IP: *.* 28.02.02, 11:00
            Moim zdaniem przesadziłaś , po co zaraz się wyzywaćLudzie mają czasami inne zdanie niż np Ty i nie ma co się tym tak podniecać spokoju życzę gra
            • Gość: bettina sama pij sobie nerwosol IP: *.* 01.03.02, 11:33
              Wcale nie przesadziłam, choć "głupia" ksiuta to rzeczywiście nie jest ładne okreslenie.Pisząc to po prostu byłam zła na jakąś kobietę, która według mnie napisała coś bardzo nietaktownego, nieprzemyślanego i dla mnie przynajmniej - przykrego. To nie jest kwestia tolerancji czyjegoś zdania. ale może jak więcej takich kawałków przeczytam to też będę taka luźnapozdrowieniab.ps. tak na prawdę, to wcale nie polecam picia nerwosolu - lepiej cos przezyć, wyrzucić z siebie emocje, opowiedzieć, napisać.
          • Gość: iwona3 Re: Wsparcie - od Iwony IP: *.* 28.02.02, 14:58
            Trochę się w tym pogubiłam, chodzi przecież o Agathę. Padły propozycje:szczera rozmowa, wspólna terapia. Ale jeżeli to nie pomoże, można spróbować żyć osobno, ciągle tworząc rodzinę. To, że ludzie się rozstają nie oznacza jeszcze, że przestają być rodzicami swoich dzieci - nadal mogą je wspólnie wychowywać. Znam takie przypadki. Dorosłe już dzieci "rozstanych" rodziców niczym nie różnią się od tych z "normalnych" rodzin. Mają super kontakt ze swoimi ojcami, którzy aktywnie uczestniczyli w ich wychowaniu. Poza tym - taki kubeł zimnej wody czasami nieźle facetowi robi. Dopiero w momencie poczucia straty zaczyna do niego docierać, co niszczył.Jasne, że warto wszystkimi możliwymi pokojowymi sposobami próbować naprawić związek. Chyba nie ma małżeństw doskonałych. Można się dogadać. Mam nadzieję, że Agacie się uda.Co do mnie, Droga Marto, nie mam aż tyle szczęścia. Nie mam czego naprawiać i z kim się dogadywać. Ojciec mojego synka po prostu nie chce go nawet zobaczyć. Jego reakcja na noworodka była dla mnie szokiem. Człowieka poznaje się bardzo powoli, nie sposób przewidzieć, jak zachowa się w nowej sytuacji. Środki antykoncepcyjne czasami bywają zawodne. Staje się wtedy przed problemem: urodzić czy usunąć. Co byś wybrała? Bardzo kocham mojego synka i nie żałuję swojej decyzji. Staram się być tatą i mamą - dwa w jwdnym. Mam głęboką nadzieję, że nie jest genetyczym idiotą. Poza genami jest jeszcze wychowanie. Póki co Igor jest super facetem, a jego ojciec - niestety, idiotą. Pozdrawiam Iwona
            • Gość: Marta Re: Wsparcie - od Iwony IP: *.* 01.03.02, 08:14
              Iwona właściwie się z tobą zgadzam. Cieszę się że napisałaś coś więcej o sobie. Mam nadzieję ze nasze dzieci a złaszcza moi synowie nie wyrosną na emocjonalne gupiki czego sobie i wszystkim e-mamom życzę.Ale to zupełnie inny temat.
    • Gość: stynka Re: Wsparcie - dziewczyny, spokojnie IP: *.* 28.02.02, 11:44
      Nikt nie ma w 100% racji i nikt nie jest w 100% w błędzie. Ile nas, tyle opinii.Nie wpadajmy w negatywne emocje. Buziaczki,stynka
    • Gość: Iw Re: Wsparcie IP: *.* 28.02.02, 12:44
      Agatko,Oczywiście, że twoje pisanie ma sens. Znaczy to, że zastanawiasz sie nad swoim związkiem, a to dużo. Myślę, że w takiej sytuacji można zaproponować tylko jedno: jeśli sobie nie radzisz, zgłoś się do specjalisty. Nawet sama. Psycholog pomoże Ci zrozumieć Twoje uczucia. Każda z nas na pewno chce Ci pomóc, ale kiedy nie ma się odpowiedniego przygotowania można zaszkodzić.Ja jestem mężatką i czasami mam podobne problemy. Ale wtedy wystarcza rozmowa lub kilka dni odpoczynku od siebie i już wszystko jest w porządku. Spróbuj może najpierw porozmawiać, a jeśli to nie zda egzaminu, to ja na Twoim miejscu skorzystałabym z pomocy psychologa. Pozdrawiam i życzę Ci szybkiego wyjścia z tego dołka.Iwona
      • Gość: krakowianka Re: Wsparcie IP: *.* 28.02.02, 18:38
        Cześć Agatko Dobrze cię rozumiem.Ja jestem też od trzech lat w domu z misiem a mąż pracuje cały dzień od 9-19 ooi co mam powiedzieć, niestety to nie on wybiera sobie godziny pracy tylko jego szef.Też się wkóżam jak przychodzi do domu ogląda wszystkie wiadomości po kolei albo siedzi w internecie,a ze mną nie pogada z dzieckiem się nie pobawi nawet go nie wykąpie.Wszysko na mojej głowie.A on jeszcze przyjdzie i narzeka że zabawki po całym domu porozrzucanedziecko krzyczy i nie słyszy wiadomości.A jak go poprosze opoodkurzanie czy wogóle o coś to mówi chybaś zgłupiała.W niedziele kiedy ma wolne to nawet nie pujdzie na spacer bo woli leżeć.Ale co taki nasz los. Baby do garów i ja już się z tym pogodziłam.Kiedyś robiłam mu awantury ale stwierdziłam że szkoda się denerwować bo to i tak nic nie da.On po prostu został tak wychowany wszystko za niego robiła mamusia i tego już się nie da zmienić.Pozdrawiam cię.Olej to
        • Gość: mamula Re: Wsparcie IP: *.* 01.03.02, 13:16
          Wcale nie przesadziłam, choć "głupia" ksiuta to rzeczywiście nie jest ładne okreslenie.Pisząc to po prostu byłam zła na jakąś kobietę, która według mnie napisała coś bardzo nietaktownego, nieprzemyślanego i dla mnie przynajmniej - przykrego. To nie jest kwestia tolerancji czyjegoś zdania. ale może jak więcej takich kawałków przeczytam to też będę taka luźnapozdrowieniab.ps. tak na prawdę, to wcale nie polecam picia nerwosolu - lepiej cos przezyć, wyrzucić z siebie emocje, opowiedzieć, napisać.
        • Gość: mamula Re: BLAGAM WAS_POWIEDZCIE MI>> IP: *.* 01.03.02, 13:19
          co to znaczy ksiuta????glupia, to wiem, ale to drugie-nigdy nie slyszalam. czy to powinno sie czytac oddzielnie (k-s-i...) , bo tak poprawnie w polskim , czy to jest polaczone si.chyba poprzednio mi sie cos wcisnelo, bo w trakcie pisanai tytulu pooooooooszlo.....ale moze tym bardziej zwrocicie uwage na moje pytanie.czekam-dziekuje
          • Gość: gra Re: BLAGAM WAS_POWIEDZCIE MI>> IP: *.* 01.03.02, 14:26
            ana napisała/ł:> co to znaczy ksiuta????glupia, to wiem, ale to drugie-nigdy nie slyszalam. czy to powinno sie czytac oddzielnie (k-s-i...) , bo tak poprawnie w polskim , czy to jest polaczone si.> To może niech autorka wytłumaczy, bo ja to tak sie nerwosolu opiłam (jak mi kazała), że język i łapy mam dretwe...., :-)GRA
          • Gość: bettina co to znaczy ksiuta IP: *.* 01.03.02, 14:47
            KochanieNie mam pojęcia co to znaczy "ksiuta"Tak mi sie jakoś napisałoMiało być niepochlebne ale nie wulgarnei jak dla mnie - to właśnie tak brzmiwedług mnie to sie wymawia - tak po prostu, po polsku - ksiutaBardzo Ci dziekuję za tak głębokie zainteresowanie stroną merytoryczną mego postu.jestem na prawdę wzruszonapozdrawiamb - pps. mówiłam żeby jdnak nie pić tego nerwosolu, mówiłam!
        • Gość: JolaS Re: Wsparcie - do Krakowianki IP: *.* 18.03.02, 15:45
          Mam pytanie do Krakowianki. Moja sytuacja domowa jest czasem podobna do Agaty, i tak, jak i Ty, sądziłam, że nie ma się co denerwować, trzeba rolić "swoje" - na naszych głowach jest mnóstwo domowych spraw, zwłaszcza dot. dzieci. Mój mąż, podobnie, jak i Twój, został tak wychowany. Moja teściowa NIE DOPUSZCZA WRĘCZ nikogo, do tych "domowych" spraw. A ja... Ja czuję się już wyjałowiona. Siły fizyczne jeszcze mam, ale psychicznie czuję się fatalnie. Trzeba mieć przecież jakieś oparcie w kimś bliskim, skąd czerpać te siły??Jakbyś miala ochotę sobie "ponarzekać" - napisz na mój adres pryw.: jstaniszewska@interia.pl (to ja męczyłam Was, mamy z Krakowa, o tę wycieczkę wiosenną). Pozdrawiam!
    • Gość: acha Re: Wsparcie IP: *.* 01.03.02, 14:35
      o Boze, jak dobrze Cie rozumiem, Agato...Przezylam blisko 2 lata horroru samotnosci. Najpierw ciaza, potem 11 miesiecy zycia dziecka. wtedy zdecydowalam, ze odchodze. Wczesniej byly rozmowy, prosby, pokazywanie swoich uczuc, awantury, moje ciezka depresja, leczenie, moje ciagle poczucie winy wobec niego, ze nie rozumiem go, w stosunku do Dziecka, ze zaniedbuje, byly wyzwiska, bylo poglebianie mojego poczucia winy "ty po prostu nie kochasz naszego dziecka" - takie zeczy sluszalam! Byly koszmarne trzy miesiace wczesnej ciazy, kiedy mieszkalam calkiem sama w innym miescie niz on,a on na moje prosby o to bym mogla przeniesc sie w koncu do niego odpowiadal "wytrzymaj jeszcze miesiac, dwa, zarobie wiecej." A ja w tym czasie rzygalam jak kot, mialam przedwczesne skurcze, musialam lezec w lozku. Nie skarzylam sie - z reszta on mi nie dawal takiego prawa. To on byl biedny i nierozumiany - zapracowany i przemeczony. Potem byl koszmar choroby Malenstwa - 3 tygodniowe dziecie mialo ciezkie zapalenie oskrzeli. Przez 2 tygodnie jego choroby, tatus nie pojawil sie w domu. Itd itp... Koszmar. Kiedy Malenka miala 11 miesiecy cos we mnie peklo. Zakwestionowalam w rozmowie sens naszego zwiazku... A on? Jako argumentu ostatecznego uzyl sily. Nigdy bym sie tego po nim nie spodziewala. NIGDY. ani ja a ni nikt, kto go zna. On taki spokojny, opanowany, wegetarianin, pacyfista.... Skopal mnie, kiedy trzymalam dziecko na rekach, podarl na mnie ciuchy i wyrwal bark. I to byl argument ostateczny. Dla mnie, zeby odejsc. Dopiero niedawno odkrylam co bylo przyczyna jego zachowania...Pracocholizm i kryptoalkocholizm. dwie powazne choroby. Ale on tego nie widzi i zapewne dlugo jeszcze nie bedzie chcial zobaczyc. Trzymaj sie Agatko... Terapia jest dobrym pomyslem i sposobem na rozwiazywanie problemow. Musi byc tylko jeden warunek - trzeba chciec naprawic zwiazek. U mnie bylo juz za pozno...
      • Gość: Olenka Re: Wsparcie - do Achy! IP: *.* 01.03.02, 15:14
        Acha! jestes silna kobieta i powodujesz, ze rosnie we mnie duma z powodu bycia jedna z - wiecej takich jak Ty matek, to wiecej szczesliwych i spokojnych - bo wychowanych w cieplej atmosferze, a nie awanturach - dzieci!domyslam sie jak musi byc, mimo wszystko, trudno podjac decyzje o ostatecznym rozstaniu, gdy laczy dziecko, wspolne mieszkanie i tysiac innych mniej waznych drobiazgow, tym bardziej gratuluje Ci odwagi :-)))F.
        • Gość: acha Re: Wsparcie - do Achy! IP: *.* 04.03.02, 10:07
          > domyslam sie jak musi byc, mimo wszystko, trudno podjac decyzje o ostatecznym rozstaniu, gdy laczy dziecko, wspolne mieszkanie i tysiac innych mniej waznych drobiazgow, tym bardziej gratuluje Ci odwagi :-)))> F.Rzeczywiscie, nie jest to latwe. A byc moze trudniejsze nawet od tego o czym piszesz jest zgodzenie sie na utrate marzen i idealow. Marzen o rodzinie, idealow spokojnego, udanego zwiazku, szczescia dziecka z obojgiem rodzicow. Mysle, ze najtrudniej zdobyc sie na to. Na zgodzenie sie z utrata czesci swojego "ja".To boli jeszcze dlugo "post factum". Ja mam szczescie. Udalo mi sie spotkac zupelnym przypadkiem na swojej dodze czlowieka, dzieki ktoremu zrozumialam czym jest milosc, szacunek, milosc mezczyzny do dziecka. Mam cudowna rodzine. Jedyne co rozbija nasz spokoj i szczescie, to moj ex. ktory nagle przypomnial sobie, ze ma dziecko. Sprowadzalo (bo i to musialam zakonczyc...) sie to do tego, ze za moja oczywiscie zgoda (wychodzilam z zalozenia, ze dziecko ma prawo utrzymywac kontakt ze swoim biologicznym ojcem) bral Mala co 2 tyg. na weekend. Po dwoch jej od niego powrotakch, kiedy to na moj widok wpadla w histerie, schowala sie pod krzeslem, nie pozwalala sie dotknac przez kilka godzin, uderzala glowka o podloge... zabronilam mu zabierac mala i mam zamiar wystapic o ograniczenie mu praw rodzicielskich. Od jego matki dowiedzialam sie na dodatek, ze przez caly weekend, ktory mala bywala u niego, on zostawial ja u matki a sam na przyklad wyjezdzal!!!! Ale mial czelnosc dzwonic do mniei robic mi wyrzuty jakobym mu ograniczala kontakt z dzieckiem.he hesad((((Tak wiec powiedzenie "definitywnego <koniec>" jak widac na zalaczonym obrazku nie zawsze to oznacza.....Czasem trzeba pojsc jeszcze dalej.....
    • Gość: Agatha Re: DZIĘKI IP: *.* 04.03.02, 00:24
      Naprawdę wielkie dzięki za wszystkie listy. Cieszę się, że tam jesteście, czytacie i staracie się pomagać. Wiem, że tak naprawdę każda z nas musi radzić sobie sama, ale zawsze dobrze jest się wygadać i wesprzeć. Chciałabym wiedzieć co powinnam zrobić, żeby czuć, że zrobiłam dobrze. Trochę zazdroszczę dziewczynom, które potrafiły powiedzieć STOP. Ja cały czas zwlekam, za każdym razem mówiąc sobie, że teraz to naprawdę koniec, muszę tylko zrobić to albo tamto. Wiecie, a najdziwniejsze jest to, że kiedyś wydawało mi się, że jestem silną i zdecydowaną osobą. Ze ja nie pozwolę na to, żeby mój mąż zachowywał się w jakiś niewłaściwy sposób. Że na pewno sobie z tym poradzę . Że np. jak mnie uderzy to będzie ten pierwszy i ostatni raz. Zdarzyło się, a ja czułam się tylko bezsilna. Potem nigdy się już nie powtórzyło (5 lat), bo myślę że on sam poczuł, że przekroczył pewną granicę, ale jednak było. Życie układa się czasami zupełnie nie tak jak sobie to wymarzymy. Wiem jedno – mam prawdziwy skarb – moje dzieci i to jest dla mnie najważniejsze.Jeszcze raz wielkie dziękiAgatha
      • Gość: acha Re: DZIĘKI IP: *.* 04.03.02, 10:21
        > Trochę zazdroszczę dziewczynom, które potrafiły powiedzieć STOP. Ja cały czas zwlekam, za każdym razem mówiąc sobie, że teraz to naprawdę koniec, muszę tylko zrobić to albo tamto. Powiem Ci tak: Po pierwsze dobrze sie zastanow, czy jeszcze chcesz z nim byc. SZCZERZE odpowiedz sobie na to pytanie. Jezeli uslyszysz: boje sie, ale chce sprobowac - wal do psychologa. Najlepiej z nim. Jezeli on nie bedzie chcial - sprobuj najpierw sama. Jezeli bedzie chcial - rewelacyjnie.Jezeli odpowiedz sobie: boje sie samotnosci, ale nie chce juz dluzej tego znosic - pamietaj, ze kazdy dzien z nim spedzony to jeden dzien wiecej wiklania sie w bezsensowne zaleznosci.Lek przed samotnoscia - normalne. w poprzednim poscie pisalam o straconych marzeniach. To boli - ale to nie jest najwazniejsze. To mija, a bol zwiazany z kazdym dniem oczekiwania na swojego meza, na kolejna awanture, lek i frustracja codzienna - to nie mija. Jezeli odpowiesz sobie, ze nie chcesz tego dluzej, rozejzyj sie, skad mozesz uzyskac pomoc. I nie boj sie o nia poprosic. I przerwij to. Ale na spokojnie, po zastanowieniu.>Wiecie, a najdziwniejsze jest to, że kiedyś wydawało mi się, że jestem silną i zdecydowaną osobą. Ze ja nie pozwolę na to, żeby mój mąż zachowywał się w jakiś niewłaściwy sposób. Że na pewno sobie z tym poradzę . Że np. jak mnie uderzy to będzie ten pierwszy i ostatni raz. Zdarzyło się, a ja czułam się tylko bezsilna. Potem nigdy się już nie powtórzyło (5 lat), bo myślę że on sam poczuł, że przekroczył pewną granicę, ale jednak było. Zadna osoba nie powinna musiec znosic upokorzenia, jakim jest pobicie. Nie ma tlumaczenia "to tylko ten jeden raz". Minie kolejne piec lat, jego poczucie, ze przekroczyl pewna granice oslabnie i....Ja wychodze z zalozenia, ze jesli facet uderzy kobiete, to jest jego wina. Ale jesi uderzy ja po raz drugi - to juz jej wina. Ze jeszcze przy nim byla. Ale to byc moze zbyt ostre podejscie.>Życie układa się czasami zupełnie nie tak jak sobie to wymarzymy. Wiem jedno – mam prawdziwy skarb – moje dzieci i to jest dla mnie najważniejsze.No to jeszcze zadaj sobie pytanie - co jest lepsze dla Twoich dzieci. pozdrawiamAcha
      • Gość: bridgett Re: DZIĘKI IP: *.* 04.03.02, 21:41
        Agatko,postanowiłam jezcze raz napisać do Ciebie.Piszesz:Ja cały czas zwlekam, za każdym razem mówiąc sobie, że teraz to naprawdę koniec, muszę tylko zrobić to albo tamto. Wiecie, a najdziwniejsze jest to, że kiedyś wydawało mi się, że jestem silną i zdecydowaną osobąNo więc nie rób sobie żadnych wyrzutów z powodu tego niezdecydowania. Jest to tak trudna decyzja i pociąga za sobą b. głębokie zmiany w życiu, że zwł gdy w grę wchodzą dzieci, gdy nie ma się wsparcia kogoś bliskiego i dy wydaje się, że ten mąż jest jescze nie taki najgorszy (lub gdy tk go odbiera otoczenie). Wiesz, ja miałam wsparie rodziy i przyjaciół i to niezależnie od tego, jaką decyzję bym podjęła, a łamałam się strasznie, nawet gdy poszłam już do adwokata i nawet jeszcze po rozprawie pojednawczej. No imam jedno dziecko, które łatwiej utrzymać niż dwójkę. Tak więc wcale Ci się nie dziwię. Masz prawo do szczęcia, masz prawo być traktowana z szacunkiem a nawet poniekąd taki obowiązek ze względu na dzieci - one też chcą być szczęśliwe a trudno im o to, gdy rodzice takimi nie są. Poza tym to zdaje się dziewczynki, które mogą powielać w dorosłym życiu wzór stosunków małżeńskich wyniesionyh z domu i wzór postaw życiowych jako kobiety. Dlatego trzeba je nauczyć walki o siebie.Nie namawiam Cię broń Boże do rozwodu, chcę Ci tylko powiedzieć, że walcz o siebie i swoje szczęście. Dotrzyj do tego, co dla Ciebie ważnei czego Ty chcesz. Wybierz się sama do psychologa, on pomoże Ci dotrzeć do tego, co się z To teraz dzieje (może to byćęż np przemęczenie, depresja), co dla Ciebie jest ważne i czego Ty chcesz. Jeśli Twoje małżeństwo ma jeszcze dla Ciebie dużą wartość, to walcz o nie. Jeśli dojdziesz do wniosku, że nic z tego już nie będzie, wtedy rozstań się. Najważniejsze, żebyś wiedziała, czego Ty chcesz i potrzebujesz. Gdy już będziesz wiedziała, czego chcesz, wróci zdecydowanie, niezależnie od tego, jaką decycję podejmiesz - może z determinacją będziesz ratować małżeństwo i potrząsać swoim facetem, może z determinacją zaczniesz nowe życie. Ty sama jesteś kluczem do siebie, poszukaj fachowej pomocy. Jeśli chciałabyś się wygadać, możesz też pisać na priva.Pozdrawiam serdczne, trzymajsię cieplutkoMonikaS
      • Gość: JolaS Re: DZIĘKI IP: *.* 18.03.02, 15:37
        Cześć Agata, chciałabym sobie z Tobą pogadać. Napisz do mnie w wolnej chwili: jstaniszewska@interia.pl
    • Gość: kasia.sj Re: Wsparcie IP: *.* 06.03.02, 21:37
      Agata opowiem pewną historię.Moja teściowa,mądra, wykształcona i wspaniała kobieta. Wyszła za mąż z wielkiej miłości, urodziła dwoje dzieci, sama wybudowa dom (dużo rzeczy zrobiła sama). A jej mąż no cóż nie bił, popijał w normie (na stanowisku), zarabiał pieniądze, dbał o dzieci, ale .... chodził na boki, często i oficjalnie. Ona do pracy on z panienką do ich domu, szczytem było gdy do domu przyszedł ojciec i brat jednej z nich z pytaniem dlaczego teściowa nie chce dać rozwodu, skoro młodzi się kochają.Moja teściowa miała takiego doła że wstydziła się chodzić po ulicach, wszyscy patrzyli z litością i wytykali palcami. Wychodząc za mąż słyszałam od innych tą historię sprzed 25 lat. Poszła do starego adwokata, który zapytał czego oczekuje rozwód owszem, ale i tak nie pozbędzie się męża bo mieszkać on gdzieś musi. I został.Zaczeli żyć razem ale osobno i zgadnij kto lepiej na tym wyszedł. Moja zaradna teściowa ma własne towarzystwo 3 razy w roku wyjeżdza z przyjaciółmi w góry, raz w roku za granice (oszczędza bardzo na te wyjazdy), wychowała fantastycznie swoje dzieci które ją uwielbiają (ja zresztą też) a mąż... teraz jest najlepszym mężem na świecie , podlewa kwiatki kiedy Ona wyjeżdza, robi zakupy i bardzo się stara. Warunek był jeden Ona była niezależna również finansowo (pracowała) i do tej pory przestrzega mnie przed uzależnieniem się od męża. Ona napewno przez długie lata cierpiała, napewno poświęciła całą miłość dziecią (otrzymuje teraz z nawiązką jej zwrot)i teraz jest szczęścliwa, była zresztą w chwili gdy się otrząsneła. Nie mówię że jest to jedyne i najlepsze wyjście z sytuacji ale takie rozwiązanie wymaga więcej odwagi i samozaparcia.Nie jestem przeciwnikiem rozwodów, ale wiem jedno zawsze cierpią dzieci (miałam 7 m-cy gdy moja mama zostawiła tatę)przeżyłam bardziej świadomie gdy zostawiła swojego drugiego męża (dla trzeciego) moja siostra miała 8 lat.Napewno cię nie pocieszyłam, ale postaw sobie pytanie czego oczekujesz tak naprawdę. Jeżeli chcesz to napisz do mnie na prv.Kasia i kangurek (16 tydz.)
    • Gość: kalpa Re: Wsparcie IP: *.* 09.03.02, 05:43
      Witaj!!! Mam na imię Magda, synek Mateusz właśnie kończy rok. Mieszkam w Krakowie. Chyba rozumiem jak się czujesz- sama w obcym mieście. Bardzo chętnie nawiążę kontakt, proszę podaj swój e-mail. Razem zawsze łatwiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka