silnababa
15.07.07, 00:42
Witam. Muszę się komuś wyżalić. Nie czuję się samodzielna, ale przeraźliwie
samotna z małym dzieckiem (13 m-cy). Wbrew mojemu nickowi - chyba wcale nie
jestem silna. Ale może zacznę od początku. Nie byłam gotowa na dziecko, za to
chciał je mieć mój mężczyzna i uznał to za warunek bycia razem. Po fakcie
okazało się, że ze mną nie zamierza mieszkać, a jedynie pomagać w opiece nad
dzieckiem. Przepłakałam pierwsze 3 tygodnie ciąży. Potem - ciąża zagrożona,
leżenie w łóżku, obawy, że mała nie urodzi się żywa, koszmarne pretensje ze
strony szefowej o zwolnienie (nie mam powrotu do pracy), przedwczesny poród i
trwające do dziś komplikacje ze zdrowiem małej. Przez I miesiąc mój partner
był i pomagał codziennie - to fakt. Potem zostałam sama z niemowlęciem
wrzeszczącym przez prawie całą dobę i żądającym piersi co 15 min., on
ograniczał się jedynie do zakupów i znoszenia wózka. Mieszkam na III piętrze w
kamienicy, w mieszkaniu, które będę spłacać do starości, które jest
nieurządzone, zaniedbane po poprzednich właścicielach i którego NIENAWIDZĘ,
chociażby za targanie wózka po stromych schodach. Ledwo starcza mi na życie.
Ze strony rodziny słyszę głównie zgryźliwe i uszczypliwe komentarze. Mam już
wszystkiego dość, kiedy nie radzę sobie z małą, potrafię wybuchnąć płaczem, a
trwa to już ponad 13 m-cy. Chwilami chciałabym cofnąć czas. Kocham córkę, ale
psychicznie nie wyrabiam i tęsknię za dawnym życiem bez tak kolosalnych
problemów. O wszystko musiałam toczyć wojnę: żeby nie poszła do żłobka, żeby
pomógł mi sfinansować ogrzewanie (miałyśmy mieszkać z piecami, to ponoć
zdrowo...). Znienawidziłam całe otoczenie i samą siebie. Boję się każdej nocy,
że stanie się coś złego. Od czasu, kiedy mała poważnie zachorowała i
spędziłyśmy 2 dni w szpitalu, a potem raz czekałam w środku nocy
na pogotowie 2,5 godz., co noc wydaje mi się, że stanie się coś złego. Wiem,
to wszystko brzmi, jak bredzenie wariatki, ale chciałabym uleczyć swoje życie,
nie marudzić, nie zatruwać życia dziecku histerią i mękoleniem. Do psychiatry
nie pójdę, bo nie mam z kim zostawić małej, a nie przyznam się, że idę do
takiego lekarza, bo moja rodzina mnie zniszczy. Po prostu - mam serdecznie
wszystkiego dość. Chciałabym znaleźć jakieś dobre strony swojej sytuacji.
Chciałabym normalnie żyć.